Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #192 (25.04.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 kwietnia 2011Numer 17/2011 (192)



Poniedziałek Wielkanocny. Dużo jedzenia, odpoczynku i niechęć do robienia czegokolwiek poza leżeniem. I choć dzisiaj dzień świąteczny, my nadal mamy chęci. Dlatego też przed wami kolejny numer Avalon Pulse. A ponieważ są święta, dziś wstęp krótki i zwięzły. Zapraszam do lektury.



Avengers Academy #
12

Hotaru: Będę musiał wrócił kiedyś do Annihilation: Conquest. Pamiętam, że podobały mi się tam rysunki Toma Raneya i od tamtych czasów wielokrotnie przy kolejnych projektach, w których Raney brał udział, wyrażałem ubolewanie, że nie wrócił do formy z kosmicznej epopei. Tym razem jest podobnie i zaczynam wątpić, czy rzeczywiście Conquest wyglądał tak dobrze, jak w moich wspomnieniach. Bo nie oszukujmy się, twarze rysowane przez Raneya często wyglądają jak wystawa Madamme Tussauds na środku Sahary w samo południe. Do tego fabularnie, poza zbliżeniem Mettle i Hazmat, nie ma o czym mówić.
Pete:
Fajnie, że wśród studentów wyłączyło się zbiorowe myślenie. Do tej pory faktycznie mogli się solidaryzować w walce przeciwko wykładowcom, no ale mam nadzieję, że teraz wszystko będzie już szło tym torem. Veil wreszcie może stać się kimś więcej niż tylko beznadziejne zakochanym popychadłem, Striker zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, a Reptil pokazać cojones. Jest też oczywiście Mettle i Hazmat. Ken był trochę niewyraźny, więc może wreszcie się rozwinie. Wystarczy ominąć wtopy i jest szansa na naprawdę ciekawą grupę.
Pariah:
Z opinią na temat AA się zgadzam. W końcu coś się nam z tego rodzi i postarzony Reptil nie wygląda już na takiego wymoczka. Początkowo obawiałem się, co zrobią z walką z Korvaciem. Idea, ze pokonają go tylko dlatego, ze są teraz silniejszy, a on osłabiony była conajmniej naiwna. Na szczęście potem pojawił się wątek nowych mocy Veil i Hazmat, który okazał się mieć sens (biorąc pod uwagę historię ich przeciwnika).

Avengers Vol. 4 #12
Hotaru: Za każdym razem, kiedy wydaje się, że Romita Jr. nie może już bazgrać gorzej, ten wybitny artysta udowadnia, że nie masz racji. Zaczynam podejrzewać, że on robi to specjalnie i z premedytacją, aby się dowiedzieć, ile mu ujdzie płazem. Na razie wygląda na to, że uchodzi mu wszystko... Bendis nie zachwyca. Wprawdzie wycofał się z użycia Thanosa, co nie byłoby samobójem, ale samobójstwem. Zakończenie z nowymi Illuminati pozostawia we mnie niesmak, bo wychodzi na to, że praktycznie nic się w tej materii nie zmieniło... Poza pokazaniem hipokryzji Rogersa. No i poklepanie po szerokich pleckach Rulka... Darujcie mi to, proszę.
Krzycer:
Po pierwsze, muszę odszczekać to, co pisałem przy okazji poprzedniego numeru. Thanos zostaje wyjaśniony. Reszta pozostaje w mocy. Brzydkie rysunki, nudne starcia, w których za cholerę nie czuć, że mierzą się kosmiczne potęgi. No i w końcówce Hood wraca do pierdla tylko z pokiereszowaną mordą. Parodystycznie pokiereszowaną, ale czego się spodziewać po JRJR. I mając klejnoty tyle czasu nie pomyślał, żeby na wszelki wypadek dać sobie jakąś wbudowaną moc wreszcie? Wierzyć się nie chce.
Za to końcówka - All-New, Not-Quite-All-Different Illuminati - jestem za. Tylko wcześniej była jako-taka równowaga przy podziale, a teraz dwa klejnoty są w rękach X-Men, a trzy - u Avengers.

avalonpulse192b.JPGPete: Istnieje ogromna różnica między hipokryzją a przyjęciem zdania przeciwnej strony. Rogers już zdołał dojść do tego, że nie wszystko musi być tak publiczne, więc nie widzę tu niczego niezwykłego. Plus, stając się częścią tajemniczej bandy Starka, będzie mógł go lepiej kontrolować. Ogólnie rzecz biorąc - dobry numer. Walce faktycznie zabrakło fajerwerków, no ale trudno o to przy tak tragicznej kresce. Nie pojawiły się dramatyczne wpadki od strony fabularnej (kamieni w to nie wliczam - to już jak element folkloru), a to już dla mnie wielki krok naprzód. Jedyny zarzut jaki mam to zdecydowanie za dużo Rulka. Celem było wrzucenie go do Avengers, no ale mieliśmy tam trzy składy, a i tak większość robiła za widownię.
Mr. M.:
Ku memu wielkiemu zaskoczeniu nowy numer Mścicieli czyta się całkiem przyjemnie, oczywiście biorąc pod uwagę, że rysunki usuwają znaczną część przyjemności z lektury. Wyjaśnienie pojawienia się Thanosa i pościg Rulka za Hoodem są dość udane. Gorzej jednak sprawa wygląda z potraktowaniem wszystkich drużyn Avengers, które wciśnięte zostały jako nic nie dodające do fabuły postaci. Również wolta, którą wykonał Rogers wcale mi się nie podoba i, jak dla mnie, jest ona out of character. Jest lepiej niż było, lecz wciąż nie jest to tytuł, który jest w stanie rywalizować o miano najlepszego tytułu drużynowego w Marvelu z jakimkolwiek innym drużynowym tytułem.
Pariah:
Mi się nawet ten numer Avengers podobał. Nie był jakiś szczególny, ale OK. Fajnie wyglądają ostatnie dwie strony. Patrząc na ostatni panel zastanawiałem się, co zrobią z szóstym gemem. Ostatnie, czego sie spodziewałem to Rogers - po takiej przemowie jaką wcześniej wygłosił (hipokryta?).
Bendis niestety zaliczył kolejnego faila (gdzie są do licha edytorzy!?). Znowu pomieszał gemy. Ostatnio time gem był w rękach Avengers. Hood miał mind, reality i space, teraz nagle miał reality, space i time. Zapewne tylko dlatego, ze takie zestawienie brzmi bardziej epicko.

Arachnid:
Tutaj mi się nawet podobało. Rozwiązanie sprawy Thanosa pozytywnie mnie zaskoczyło. Co do tego, kto jest w posiadaniu którego kamienia, to szczerze mówiąc trochę się pogubiłem, ale jestem w stanie to znieść. Red Hulk w Avengers – nie za bardzo podoba mi się ten pomysł, ale to głównie dlatego, że nie lubię tej postaci i chętniej widziałbym w drużynie zielonego Hulka. Samo zakończenie też mi się bardzo podobało, zwłaszcza podział klejnotów pomiędzy nowy skład Illuminati. Ogólnie jest całkiem nieźle, gdyby tylko nie te paskudne rysunki.

Generation Hope #6
Hotaru: W sumie dużo się nie zmienia, rysunki Espina (a dokładniej - rysowane przez niego twarze) są nadal zbyt kreskówkowe i gryzą się z klimatem, który Gillen usiłuje zbudować. Wyjaśniło się też, że Kitty Pryde została sprowadzona z powrotem bez żadnego planu, co z nią dalej począć. Fraction postanowił się zabawić i napisać "fajną" (w jego mniemaniu) scenę, a potem zostawił ten gorący kartofel. Nie rozumiem jednak, czemu Gillen go teraz podnosi - decyzja odgórna? Pryde powinna jeszcze szybować gdzieś w próżni, aż przyjdzie ktoś, kto znajdzie sposób na epicką historię z jej udziałem (gwoli ścisłości - nie ma mowy o epickości, kiedy nosisz na głowie akwarium). Generation Hope jest nadal jednym z gorszych tytułów, przy jakich pracuje Gillen, i nie zanosi się na zmiany na lepsze.
Krzycer:
Podobało mi się. Zmieściło się i parę scenek rodzajowych z Utopii, i porządne wprowadzenie do akcji. Mutant, którego umiejętności obudziły się jeszcze na etapie życia płodowego - tego jeszcze nie było. Chyba, żeby liczyć Cassandrę Novę, ale to osobny przypadek. I nie mutant. Chyba.

Hulk vol. 2 #32
Mr. M.: Przygody Rulka zacząłem czytać od point one i stwierdzam, że jest to najlepszy numer czerwonego kolosa, jaki wyszedł od czasu, gdy rozpocząłem swoją z nim przygodę. Parker sprawnie podzielił fabułę na dwa równoległe wątki. Zero/One tworzy nowego superprzestępcę, imieniem Black Fog, a Rulk ratuje mieszkańców wioski przed tornadem. Głównie zainteresowanie wzbudzają poszukiwania mglistego mordercy, ale i sceny z Czerwonym trzymają nie najgorszy poziom. Nie jest to nic genialnego i nikomu głowy nie urwie, lecz historia jest dobrze opowiedziana, szybko się czyta, jest kilka niezłych scen i każe czekać z niecierpliwością na starcie Rulka z Black Fog. A to i tak sporo.


Invincible Iron Man #503
Mr. M.:
FEAR ISTELF TIE-IN po raz pierwszy w Iron Manie wypada bardzo nierówno. Pisze Fraction, więc nie brak nietrafionych pomysłów. Przede wszystkim scena, w której Stark kala się przed Octopusem, błagając go o rozbrojenie bomby jest niezamierzenie śmieszna. A przy tym też i żałosna. Zamiast poczuć dramat złamanego człowieka, czułem uśmiech zażenowania na twarzy. Ale jest w tym plus: Doc Ock wygrał! I cieszę się, od początku mu kibicowałem i zostałem miło zaskoczony. Poza tym, jest jak do tej pory, słabe dialogi, nic nie trzyma w napięciu, a Pepper nadal rozwala Electro i Sandmana naraz. Choć przyznam, że pojawienie się młotów, czego świadkami są ludzie Starka i Octavius zostało przedstawione przyzwoicie. Lecz dlaczego przypominające meteoryt młoty miałyby wzbudzać taki niepokój wśród mieszkańców uniwersum Marvela? Wszak już dawno powinni byli przyzwyczaić się do podobnych "atrakcji".
Arachnid: Dosyć dawno nie czytałem przygód Iron Mana, więc pomyślałem sobie, że może będzie warto i może nie będzie tak źle. Niestety, myliłem się. Już dawno nie czytałem czegoś tak beznadziejnego. Stark oddający cześć Octopusowi, to nawet jak na Fractiona jest strasznie głupie i żałosne. Super Pepper to też jest lekkie przegięcie. Co do rysunków to także jest raczej słabo. Już dawno się tak nie zawiodłem. Wiedziałem, że Fraction = słabizna i gniot, ale nie żeby aż tak.

Iron Man 2.0 #4
Mr. M.: Spencer pisze bardzo nierówne scenariusze. Po nieudanym numerze trzecim, przyszedł czas na całkiem niezły numer czwarty. Wygląda na to, że Nick wypada lepiej przy liczbach parzystych. Fabuła przedstawia młodość Palmera Addleya, od dzieciństwa do pierwszego zabójstwa, w formie opowieści osób, które go znają, przerywanych od czasu do czasu dwustronicowymi panelami. Wszystko wypada interesująco i czyta się to dobrze, choć jest to nadal średnia seria. Co więcej, ci którzy oczekiwali szybkiej akcji nowej wersji zbroi poczują się zawiedzeni. Mimo że, cliffhanger w poprzednim numerze, jak i okładka tego sugerowały wypróbowanie Iron Mana 2.0, to nic takiego nie ma tutaj miejsca. Tak więc, seria Spencera jest średnia, lecz póki co połowa z wydanych numerów jest zdatna do czytania.


Spectacular Spider-Man #1000
Mr. M.: Nie wiem, dlaczego nie można było tego zatytułować np. Spider-Man/Punisher? Tego typu tytuł powinien być zachowany na wyjątkową okazję, a nie kolejny one-shot, który nie jest aż tak wyjątkowy. Mimo nietrafności tytułu lektura przypadła mi do gustu. Historia chłopaka, który ma problemy w domu, a które przenoszą się na szkołę i jego przestępczą karierę ma wyraźne plusy. Ale nie na tyle wyraźne, by przesłoniły minusy. Historia jest zbyt szybka, zbyt powierzchowna i brak tu wyraźnego dramatu. Jednak warto zaznaczyć, że jest to historia, która ma wyraźny wydźwięk moralizatorski. Spidey jest doskonały do takich fabuł, co często udowadniał już od początku swojej kariery. Cieszę się więc, że nie zapomniano o tej wartości. Co prawda, nie otrzymujemy nic nowego. Podobne problemy dziecięcej przestępczości, narkotyków, problemów w domu i szkole pojawiały się już na łamach Spider-Mana, lecz one-shot jest usprawiedliwiony tym, że wciąż nowe pokolenia czytają przygody Pajęczaka, warto więc i im poprawić nieco morałów. A że czyta się je dobrze, to tylko pomaga. Szkoda tylko, że Punisher jest potraktowany bardzo marginalnie, bierze udział tylko w jednej akcji. Co ciekawe, Peter jest tutaj nauczycielem, czyli historia teoretycznie rozgrywa się za czasów Straczynskiego. Dobrych czasów, których żal, że minęły. Na deser otrzymujemy przedruk 129. numeru ASM z, również świetnych (właściwie to moich ulubionych), czasów pisanych przez Conway'a, w którym debiutuje Punisher nasłany na Spider-Mana przez Jackala. Klasyk.


Thunderbolts #156
Mr. M.:
T-boltsi trzymają swój poziom. I tyle właściwie by wystarczyło napisać. Wciąż jest niezła, pomysłowa akcja, która nie potrzebuje bad guy'ów z najwyższej półki, by trzymać w napięciu. Nadal relacje wewnątrz grupy (Satana!) są przedstawione z wyczuciem. Dodatkowo wątek rekrutacji nowych członków prezentuje się naprawdę dobrze, dialog Macha z Shockerem czy wejście Calvina Zabo bardzo mi się podobały, również dwa momenty zaskoczenia Ghosta są świetnie pokazane. Szkoda mi tylko, że Scarecrow tak szybko odpadł, miałem małą nadzieję na jego udział w grupie. Nie można jednak mieć wszystkiego, a to, co jest wypada bardzo dobrze. Każdy kolejny numer sprawia, że chce się czytać tę serię.avalonpulse192c.JPG
Pariah: Ten numer został podzielony na dwie części. Pierwsza skupia się na głównej drużynie i jej nowej członkini, a druga na rekrutacji do drużyny beta.
W pierwszej części najciekawiej wypada prezentacja Satany Hellstrom. Nie znam co prawda tej postaci i nie wiem, czy jej zachowanie nie jest przerysowane, ale podoba mi się. Ma własną osobowość i specyficzny "urok". Jej wejście było "nietuzinkowe", co również na plus. Sama misja, na którą zostają wysłani jest dość generyczna, jak większość historii Parkera, ale to z czym walczą jest na tyle odjechane, ze wybaczam ten mankament, bo jest naprawdę zabawnie.
Druga część ma dobre dialogi i interakcje, ale ma też swoje wady. Po pierwsze, większość postaci, która jak się zapowiada ma trafić do drużyny, wydaje się nieciekawa. Dodatkowo przy kilku z nich pojawia się dodatkowy problem z continuity. Boomerang o ile pamietam ostatnio był na wolności, Blizzard podobnie jak Songbird, Fixer i Mach V został ułaskawiony (koniec runu Gage'a bodajże) i od tamtego czasu nie rozrabiał. Co więc tu robią ? Brakuje tu trochę postaci z charakterem jak Madame Masque czy Dark Beast, ale to nie dziwi, bo Madame Masque jest na wolności, co widzieliśmy w Avengers, a Dark Beast jest i będzie nadal uwikłany w różne historie w "x-verse".

Cały numer przyzwoity i miło się go czyta, pomimo braku porywającej fabuły i kilku mankamentów.
Krzycer: Pariah - wcielanie nieciekawych, trzecioligowych złoczyńców to tradycja Thunderboltów. Choć szkoda, że Dark Beast się nie załapał. Satana na jednej stronie zdążyła napastować seksualnie Ghosta i Moonstone. Niezły wynik. Wytatuowany Man-Thing wygląda świetnie. Mogliby go tak zostawić. Ogólnie - fajnie jest. Mam nadzieję, że dowodzenie drugim zespołem zwiększy rolę Songbird w tytule.

Uncanny X-Force #8
Hotaru: Przede wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem Billy'ego Tana - artysta zupełnie pozbył się swojego indywidualnego stylu (który mi się nie podoba) i zaadoptował się do stylu ustanowionego przez poprzednich artystów. Z ręką na sercu, nie rozpoznałem go i przeczytanie jego nazwiska na okładce było największym zaskoczeniem tego numeru. Fabuła też byłaby całkiem spoko, ale łyżka dziegciu (czyli wyciągnięcie znikąd Shadow Kinga), skutecznie nie pozwala mi ocenić jej pozytywnie. Remender ma potencjał, ale za często umykają mu detale, które niszczą całość misternego wzoru. Wydaje mi się, że redaktorzy powinni to wyłapywać... Ale może oczekuję zbyt wiele.
Krzycer:
Bardzo dobry numer, fajnie ciągnący wątek Archangela. Ale o ile ten wątek ciągnie się od początku i jest dobrze rozwijany, tak wyciągnięcie z rękawa łotra kalibru Shadow Kinga bez najmniejszego wprowadzenia, cienia zapowiedzi w którymś z poprzednich numerów podoba mi się już mniej.
Zwłaszcza, że dopiero co Farouka zjadła wakandyjska Pantera-Bogini.

Mr. M.:
Remender napisał świetną historię, która zamyka się w jednym numerze, a co więcej, wprowadza problemy na przyszłość. Jest tutaj wszystko, czego się oczekuje od dobrego scenariusza. Sprawny wstęp, wartką, trzymającą w napięciu akcję i zakończenie, które pozostawia otwartą furtkę na dalsze działania. Co więcej, każdy ma tutaj swoje pięć minut, właściwie więc trudno coś zarzucić temu numerowi. Poza niezbyt dobrą eksploatacją negatywnej postaci, zasługującej na większą rolę.
Pariah:
Dostajemy tutaj preludium do histori "Dark Angel" i zarazem bardzo dobrą historię zawartą w jednym numerze, co staje sie wielkim atutem Remendera. Jego historie są skondensowane w kilku numerach i bardzo dobrze napisane. Ta również trzyma klimat. Powraca jeden z największych wrogów Betsy z przeszłości (i X-Men w ogóle) i od razu widać, że nie są to przelewki. Podoba mi się końcówka, w której naszego łotra gubi jego charakterystyczna arogancja. Zakończenie dało się przewidzieć już kilka stron wcześniej, ale nadal wypada bardzo dobrze i nie mogę się już doczekać, co będzie dalej.

Wolverine And Jubilee #4
Hotaru: Oj, pani Immonen chyba trochę za bardzo zamieszała. Nie zrozumcie mnie źle, ten numer ma kilka naprawdę fajnych momentów (gwiazdą większości z nich jest Santo), ale główny wątek jakoś przeszedł obok. Szczerze mówiąc, już go nie pamiętam. Jedyne, co ze mną zostaje, to przyjaźń Rockslide-Jubilee i fakt, że Jubes zdarzyło się stracić cielesność. Może to wystarczy...?

Wolverine Vol. 4 #8
Krzycer: Jest tu kilka perełek w umyśle Logana - przede wszystkim zawartość pomieszczenia "fantazje seksualne". Rewelacja. Nie wiem nawet, co jest najlepsze - iks na którym go niegdyś ukrzyżowano, Spiral ze szpicrutami, Jessica Jones-Cage czy Squirrel Girl... Wszystko razem składa się na moment tygodnia.
Jest zresztą tego więcej, zabawnie wypada team-up Fantomeksa z Nemesisem. Tylko wolałbym, gdybyśmy zostali pozostawieni w niepewności co do natury Kurta - a choć na upartego można się trzymać tego, że był wytworem wyobraźni, to chyba jednak został aniołem.

Mr. M.: Zakończenie story arcu wyszło naprawdę dobrze. Jest uczucie zagrożenia, jest trochę humoru, jest akcja i jest udany cliffhanger. Jest niby wszystko, co powinno być, a jednak nie jest to komiks, który mnie w jakimkolwiek stopniu zachwycił. Czegoś brakuje, ale i tak jest bardzo dobrze.

X-Factor #218
Hotaru: PAD nie zawodzi i dostarcza nam kolejny fenomenalny numer. Lupacchino również trzyma poziom - dzięki niej seria w końcu wygląda tak dobrze, jak na to zasługuje. Oczywiście, już zacieram ręce na myśl o dalszych numerach, nie tylko tych najbliższych, gdzie kontynuowany będzie wątek z Black Cat, ale też dalszych, gdzie machinacje Layli będą coraz bardziej ewidentne. Nie mogę się doczekać!
Krzycer:
Narzekam ostatnio regularnie na to, że niewielu scenarzystów planuje na ileś wątków do przodu i rozwija wątki poboczne które dopiero po jakimś czasie stają się ważne.
PAD to robi - a ja o tym kompletnie zapomniałem i gdyby nie przypis od redaktora, tobym sobie nie przypomniał. A tak odświeżyłem sobie historię z numeru 210 i nagle obecna stała się dużo bardziej przejrzysta. Proste i przyjemne i nadal nie wiemy, co Jameson ma z tym wspólnego.
Poza tym akcja, trochę więcej akcji, Black Cat mówiąca do siebie, by wyjaśnić czytelnikom, że podrzuciła jednej z pań pluskwę i końcówka w szpitalu z nie do końca nieprzewidzianym twistem, bo już parę stron wcześniej zastanawiałem się, gdzie ona jest.
Tak czy inaczej - dobry numer, dodatkowe punkty za setup parę numerów wcześniej i
ciągnięcie wątku mocy Layli - w końcu pamiętamy, co się zrobiło z Fitzroya, gdy przywróciła go do życia.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse192a.jpgGeneration Hope #6
Autor: Mike Del Mundo

Hotaru: Wytypowałem tę okładkę, chociaż nie powaliła mnie na kolana. Nie oszukujmy się, w tym tygodniu nie miała wielkiej konkurencji. Widok płodu z otwartymi oczami jest dostatecznie dziwny, a w tej kolorystyce to już w ogóle. Skojarzenie z Cassandrą Novą tez nie zaszkodzi...









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.04.20


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.