Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #191 (18.04.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 18 kwietnia 2011Numer 16/2011 (191)



W tym tygodniu najwięcej uwagi przyciągnął Spider-Man oraz drużyna Avengers. Swój "debiut" zaliczyła wznowiona seria Journey Into Mystery, seria Secret Warriors zbliża się do nieunikniętego końca, a Daken kontynuuje swój crossover z X-23. Zapraszam do zapoznania się ze szczegółowymi opiniami.



Amazing Spider-Man #658
avalonpulse191d.JPGKrzycer: Spider-Man jest idiotą. I Peter Parker też jest idiotą. A Slott jeszcze ten idiotyzm akcentuje, żeby kilka tanich śmiechów zaliczyć. I mima, nie zapominajmy o mimie.
Przynajmniej Wraith się - na razie przynajmniej - w miarę ciekawie zapowiada. No i zobaczymy, w jakim kierunku teraz pójdą podejrzenia bystrej policjantki Carlie. Na scenę otwierającą ten numer spuśćmy zasłonę milczenia.

Pete: Myślałem, że katowanie mnie tą tragiczną kreską będzie wystarczającą męczarnią. Wtedy chyba jeszcze nie wierzyłem w to, że czeka na mnie komiks, który śmiało może rywalizować z OMITem. Jest tragicznie, od samego początku, do samego końca. Cała ta akcja z FF i uczestnictwem w niej Pająka jest potwornie nieskoordynowana. Z zupełnie nowej grupy, na którą swego czasu potwornie liczyłem, robi się jeden wielki burdel, który usilnie stara się ludziom obrzydzić wrzucając wszędzie to samo.
Teraz co? Nie licząc jakichś wyjętych nie wiadomo skąd pseudonaukowych kataklizmów, linia fabularna tej serii ma opierać się na dziewczynie podejrzewającą swojego chłopaka o zdradę? Wow...
Poza tym Captain Wakanda? Seriously?

Mr. M.: Wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku. Nowa praca, nieźle prowadzone negatywne postaci, MJ nawet lepiej się zachowywała a Pająk stracił zmysł. I nagle wszystko zaczęło się rozpadać. Peter znów zachowuje się jak, mówiąc kolokwialnie, palant. Ma mniej taktu niż Hulk. Fabuła to, po raz kolejny, jakaś zapchajdziura, która do niczego nie prowadzi. Niby mamy zobaczyć, jak wygląda współpraca Spideya z resztą FF, ale bieganie po różnych czasach i wymiarach jest jednym wielkim chaosem. Na dodatek Psycho - zbir, który się pojawia - jest ekstremalnie kiczowaty i infantylny. Dodać do tego irytujący wątek Carlie. Znów motyw podwójnej tożsamości musi przechodzić przez tak przewidywalny etap, w tym komiksie bardzo zresztą drażniący. Jeszcze na domiar złego otrzymujemy brzydkie rysunki. Na pocieszenie pojawia się tylko wątek Wraith, z którego może wyniknie coś ciekawego oraz nawiązania do starych komiksów Marvela, lubianych przeze mnie. Swoją drogą, czyżby Slott już zapomniał, że Pająk nie ma spider-sense?
Arachnid: Otwarcie numeru – słabizna. Zachowanie Parkera jest tak lamerskie, że aż przykre. Poza tym sygnał FF jak dla mnie nie dość, że bezsensowny to i naciągany. Pierwszy, niebieski strój Spider–Mana chyba był tylko po to, aby można było z niego zadrwić. Co do drugiego stroju, to podobało mi się stwierdzenie, że Spider–Man wygląda w nim jak Anti–Venom. Wszystkie walki też jakoś mnie specjalnie nie przekonały. To do jakich wniosków dojdzie Carllie może być ciekawe, ale może być również płytkie i beznadziejne. Ogólnie numer uważam za kiepski. Nie dość, że fabuła słaba to i rysunki też bez rewelacji. Poza tym pomysł z Future Fundation i obecności Parkera w kolejnej drużynie bardzo mi się nie podoba.

Black Panther: The Man Without Fear #517
Krzycer: Wątek Vlada i seryjnego mordercy splatają się w dość nieoczekiwany sposób, policja robi swoje, a scenarzysta robi idiotę z Luke'a Cage'a. Może nie drastycznie, w końcu walka jest wynikiem czyjejś manipulacji, ale nawet tuż przed jej rozpoczęciem Luke zachowuje się głupio. Szkoda.
Ale i tak bardziej doskwiera mi maniera synów Vlada, by mówili do siebie na głos, żeby wyjaśnić swoje akcje czytelnikowi. Już wolałbym ramki myślowe, czy nawet dymki, ale nie to.
Poza tym to nadal porządna lektura


Daken: Dark Wolverine #
8

Krzycer: Ożesz! Na początku przez chwilę jakiś dysonans się wkrada, bo architektura z końcówki poprzedniego numeru X-23 jest mało kompatybilna ze scenografią, w której starcie jest kontynuowane, ale mniejsza o to. Dalej jest tylko lepiej. Laura zaskakuje, choć przecież to zaskakiwać nie powinno. Od dawna wiemy, że przechodziła straszne rzeczy w Facility, tylko jakoś nie był one aż tak unaoczniane. Gambit rządzi. Już wejście ma genialne - a scena, w której wysadza rękę Dakenowi... Właśnie po to wymyślono określenie "nerdgasm". I te sceny, przy których autentycznie oczom nie wierzyłem sprawiły, że dałem się podejść mniej więcej tak, jak bohaterowie, i końcówka mnie... Może nie tyle zaskoczyła, bo wiadomo, że Daken zawsze ma asa w rękawie, ale - w przeciwieństwie do nie wiadomo ilu poprzednich takich zwrotów akcji związanych z Dakenem - nie zniesmaczyła.
I jeśli czegokolwiek mi w tym komiksie zabrakło, to uzasadnienia by pozostawić Gambita przy życiu w tej sytuacji. Mam nadzieję, że Liu o to zadba, bo jeśli Daken wpadnie jeszcze w tę najbardziej zużytą z łotrowskich klisz, to nie będzie już dla niego ratunku.

Pete: Generalnie to jest to chyba ostatnimi czasy najlepsza pod względem wizualnym seria. Autentycznie mógłbym przeglądać te komiksy nawet, gdyby Daken nadal projektował sobie stroje we Francji czy gdzie go tam poniesie. To już nie tylko kreska - sceny są po prostu fenomenalne. Gambit jest rewelacyjny, X-23 - która wreszcie pokazała, że ta cała gadka o tej maszynie do zabijania, superzabójcy itp. itd. to nie tylko kolejne ględzenie o dupie Maryny by Marvel - podobnie.
chimp: Dalsza część crossovera z X-23 i robi się coraz ciekawiej. Laura pokazała trochę swojej ciemniejszej strony w czasie torturowania Colcorda, a rozmowa i bójka Gambita z Dakenem to hit numeru. Oprawa graficzna bardzo ładna, choć momentami zbyt ciemna kolorystyka powoduje lekki niesmak. Zastanawia mnie tylko, jak Colcordowi udało się podać to serum usypiające Laurze, bo trochę nagły był ten zwrot akcji. Może zostanie to wyjaśnione w następnym numerze X-23.

Incredible Hulks #626
Krzycer: Chyba nie chce mi się tego komentować. Albo nie - spodobało mi się to, że Srulkie zburzyła domek w którym niegdyś (za PADa jeszcze, jeśli dobrze kojarzę nazwę miasteczka) mieszkała z Bannerem. Dalej jest już tylko słabiej. Choć frak z niestabilnych molekuł dobrze leży na Hulku. I sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czemu Banner przez czterdzieści lat nie wymienił swojej garderoby na taką z niestabilnych molekuł. W końcu ciuchy z nich nawet się nie brudzą!

Pete: No to już teraz wiemy czemu Banner nie jest najmądrzejszym człowiekiem na świecie. Reed i Hank dawno już wymyślili jak sprawić, żeby ich ciuchy się nie darły. Bruce potrzebował do tego pomocy gimnazjalisty.
Oprócz tego już naprawdę za dużo tego mitycznego badziewia. O ile wygląda to fajnie w nowym Hercu, o tyle przy Hulku nadal przypomina mi to szturmowanie Olimpu. Poza tym zachowanie Betty powoli zaczyna działać mi już na nerwy. Nie mam pojęcia jak wyjaśnią to wszystko, co tam się wyprawia, choć nawet nie śmiem sądzić, że wyjdzie z tego cokolwiek ambitnego. No ale przynajmniej zawsze coś wybuchnie.

Arachnid: Banner w końcu korzysta z niestabilnych molekuł. Lepiej późno niż później. Co do numeru, to nie jest najgorzej. Rysunki całkiem przyzwoite, Hulk w smokingu też nieźle. Jedynie zachowanie Srulkie jest dziwne i męczące, a wręcz irytujące. Ciekawi mnie jak to się skończy, chociaż cudów się nie spodziewam. Ogólnie numer jest niezły.

Iron Man 2.0 #3
Mr. M.: Poprzedni numer trochę rozbudził serię, ale Spencer znów postanowił ją uśpić. Pierwsza połowa to bezdymkowe ubolewanie różnych postaci nad Rhodesem. Tylko po co? Nikt nie umarł, nie ma większych strat, skąd więc dramat? Porażki w trakcie pracy superbohatera nie są niczym rzadkim, a tutaj pokazuje się jedną przegraną Jima, jakby skończyła się jego kariera, a i sposób prezentacji jest niezgrany i nieciekawy. Dialog ze Starkiem również średni, a nowa zbroja War Machine nie przypadła mi do gustu. Liczyłem na ciężką walkę zbrojną, a nie na bieganie niewidzialnego i przechodzącego przez ściany Iron Mana 2.0. Dopiero okaże się, jak prezentuje się nowe wcielenie Machine w akcji, jednak póki co jest po prostu źle. To już najzwyczajniej w świecie nie jest War Machine.


Journey Into Mystery Vol. 3 #
622

Hotaru: Nie wiedziałem za bardzo, czego się po tym numerze spodziewać. Z jednej strony pamiętam świetne historie Gillena w Thor, zanim go zawłaszczył Matt Fraction, ale z drugiej Generation Hope i Uncanny X-Men są poniżej średniej. Na szczęście, Gillen gada płynnym asgardzkim. Bardzo podobał mi się ten numer, ubawiłem się aluzjami do naszej współczesności, a i sama intryga wydaje mi się przemyślana i wciągnęła mnie bez reszty. Do tego świetne rysunki Douga Braithwaite i klimatyczne kolory Arreoli. Wypas, jednak nie porzucę całkowicie Thora.
Krzycer:
Podoba mi się. Aż jestem skłonny uwierzyć, że taki był plan od samego początku i Fraction uzgodnił wskrzeszenie Lokiego z Gillenem. A jeśli nie, to Gillen jest mistrzem, że coś takiego był w stanie zrobić z tą koszmarną decyzją.
Nie jest to jeszcze tytuł na miarę Thora Straczynskiego (i samego Gillena zresztą też), bo po jednym numerze ciężko ferować takimi wyrokami, ale - ma na to zadatki.

Pete:
Miło zobaczyć, że jest w Marvelu ktoś, kto potrafi posprzątać nawet największą - za przeproszeniem - kupę. Śmierć Lokiego nie mogła być jedną z wielu i naprawdę nie jest. Plus naprawdę lubię tego dzieciaka. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś dobrego i Asgard wreszcie doczeka się lepszych dni. Zresztą sami wiecie... Fraction.
Mr. M.:
Dobry scenariusz, takież rysunki. Narracja, dialogi, pomysł na prowadzenie Lokiego - wszystko w tym numerze wypada świetnie. Chce się czytać dalej, a ostatnio nie można było czegoś takiego powiedzieć o komiksach z Thorem w roli głównej. Bardzo cieszę się, że Asgardczyk dostał serię, którą będzie dobrze czytać. I, oczywiście, wyglądam z niecierpliwością na rozwinięcie postaci Lokiego, gdyż zapowiada się jako intrygująca postać. W tym, dość słabym tygodniu w Marvelu, Journey Into Mystery ponownie staje się jedną z najlepszych serii w wydawnictwie.

New Avengers Vol. 2 #11
Hotaru: Ale kicha. Rysunki (zarówno Deodata, jak i Chaykina) wydają się zrobione "na odwal". Fabuła Bendisa również wpisuje się w ten trend, poczynając od nudnego jak flaki z olejem wątku osadzonego w teraźniejszości z zupełnie naciąganymi reakcjami bohaterów, na wątku retrospektywnym z niezamierzenie przezabawnym cliff-hangerem kończąc. Aż chciałoby się powiedzieć "dawno nie czytałem tak kiepskiego komiksu o Mścicielach"... Ale wtedy przypominam sobie o drugiej serii autorstwa Bendisa i Romity.
Krzycer: Ojej. W teraźniejszości potrzebowaliśmy - ilu, trzech numerów na nieciekawą bitkę z Superią tylko po to, by postrzelić Mockingbird i rzucić cień podejrzenia na Victorię Hand? Toż to fabuły z tego z ledwością starczyłoby na pół numeru. Choć mi akurat robiąca sobie wyrzuty Carol przypadła do gustu. Ale kuriozalnie bezużyteczny Strange i bijący więźniów Cage to nieporozumienie.
W przeszłości zaś... Cóż. Może wyniknie z tego coś zaskakująco do
brego... Ale na razie nie zapowiada się na to.
Wielka szkoda - a przecież to ten lepszy z bendisowych tytułów o Avengers.

avalonpulse191e%20%5B1600x1200%5D.JPGPete: Więc tak, jest na tej sali ktoś kto jest w stanie mi wytłumaczyć skąd wzięła się ta cała historia z Furym, która nie dość, że nie ma żadnego związku z New Avengers, to jeszcze najzwyczajniej w świecie spie... ten numer? Naprawdę lubię tą grupę i to od samego początku. Tym bardziej brakuje mi słów, kiedy odwala się takie szopki. Cała ta akcja z postrzałem zmieściłaby się w jednym komiksie, gdyby nie te tragiczne podróże do historii Nicka, które i tak są tylko opowieściami o bandzie cwaniaczków, którzy robią rozpierduchę gdzie chcą, rzucając przy okazji "kozackie" teksty.
Luke i Ms. Marvel wypadliby dużo lepiej, gdyby ich zachowanie miało okazję być zaprezentowane inaczej, niż pod postacią przerywnika w wielkiej operacji Nicka o długości trzech stron. Naprawdę odnoszę wrażenie, że sporo rzeczy zostało zwyczajnie wyrzucone z "main story", żeby zrobić miejsce dla tego podrzędnego syfu. Przez to tyle niedociągnięć. Mam nadzieję, że to wszystko szybko wyjdzie na prostą.

Mr. M.: Bendis musiał zostać jakiś czas temu zahipnotyzowany i teraz na słowo-klucz "Avengers" reaguje pisaniem miałkich scenariuszy, w których prawie nie posuwa się naprzód akcja. Chyba tylko tak można wyjaśnić to, co dzieje się ostatnio w obu tytułach o Mścicielach. Dr. Strange jest poprowadzony okropnie, Cage również nie lepiej, problemy ze "zdradą" w drużynie wypadają nieco ciekawiej, lecz biorąc pod uwagę, kto je pisze i w jakiej serii, na pewno okażą się źle zaprezentowane. Sceny z przeszłości również nieciekawe, ale może coś z nich wyniknie, na razie nie widzę w nich zbyt wiele sensu. Za to rysunki bardzo ładne.
Arachnid: Pan Bendis chyba traci formę, bo coś ostatnio słabo mu wychodzi pisanie. Historia o Nicku Furym i jego wesołej kompani jest według mnie całkowicie niepotrzebna. Nie widzę żadnego powiązania z właściwą historią. Poza tym jest słaba fabularnie, a rysunki są wręcz paskudne. Co do głównej historii to też ciekawi mnie bezradność Doctora Strange’a jako wybitnego maga oraz neurochirurga. Oprócz tego Cage bijący więźnia - to kolejna bardzo głupia scena numeru. Natomiast wyrzuty Ms. Marvel według mnie nie są takie najgorsze, choć mogłoby to być lepiej przedstawione. Podobała mi się reakcja Hawkeye’a na wieść o rannej Mockingbird. Myślę, że właściwie to przedstawili. No i rysunki całkiem przyzwoite (oprócz tych z historii o Furym). Ogólnie jest niestety słabo.

Secret Warriors #26
Mr. M.: Skojarzyło mi się z "Nareszcie show 1948!" i wybrykami Monty Pythona. Ilość nagłych zwrotów akcji, w których dowiadujemy się, kto kim kierował jest na tyle duża, że ze świetnej serii, która trzymała w napięciu, zrobiła się niemal groteska. Na dodatek Hickman nie potrafił utrzymać ciężaru fabuły. Związki S.H.I.E.L.D. z Hydrą wyglądały na wątek, który przynajmniej odrobinie wstrząśnie marvelowym światem, a na dobrą sprawę okazuje się, że żadnego zagrożenia nie było od samego początku. Może jednak kolejne części oczyszczą pozostawiony 26. numerem niesmak, gdyż do tej pory Secret Warriors to była świetna lektura i szkoda by było, gdyby finał pozostawił negatywne wspomnienia.
Krzycer: Do właściwej lektury potrzebny jest klip z dramatycznym "da-da-da-DAM!" w tle. Trzeba go odtwarzać mniej więcej co drugą stronę. Przyznam szczerze, że nagromadzenie tych wszystkich zwrotów akcji robi się śmieszne gdzieś w 3/4 numeru, a pod koniec jest już parodystyczne. Ale przynajmniej wyjaśnia się kwestia z początku - wiemy wreszcie, co znaczy to szumne "S.H.I.E.L.D. zostało założone przez Hydrę". Ano, nic nie znaczy, bo nie "zostało założone" tylko "miało podrzuconą pluskwę od samego początku", a to dwie zupełnie różne rzeczy. Więc tu czuję się trochę oszukany przez Hickmana.
Oczywiście, zaraz potem następuje kolejny zwrot akcji, po którym powyższe jest już nieaktualne, więc nie ma sprawy.
Ale, całkiem obiektywnie, komiks zaskakuje. Bo chyba tylko paranoidalny umysł byłby w stanie przewidzieć, kto jest podwójnym agentem i kto został wskrzeszony (a tak naprawdę nigdy nie umarł).
W każdym razie, jak na komiks z Secret Warriors w tytule, dawno nie widzieliśmy Secret Warriors i zaczyna mi ich brakować. Szczerze mówiąc czytam tę serię dla nich - a nie dla tej potrójnie zapętlonej machiny szpiegowskiej. Choć i tę śledzę co najmniej z zainteresowaniem.


S.H.I.E.L.D.: Infinity #1
Krzycer: ...W przeciwieństwie do tego tworu Hickmana. Wszechogarniające spiski, wielkie tajemnice ludzkości, los świata waży się na każdej stronie, a wszyscy znaczniejsi artyści i wynalazcy to nieśmiertelni manipulanci. Archimedes steruje Kolosem z Rodos jak jakimś Megazordem a mnie absolutnie nic z tego nie obchodzi. I nie jest to wyłącznie opinia o tym one-shocie, ale o całości tego projektu jak dotychczas.
Wiem, że Hickman powoli łączy wątki z Secret Warriors, FF i S.H.I.E.L.D. i być może kiedyś zaowocuje to czymś o niewiarygodnych proporcjach, co wstrząśnie światem Marvela i nic już nie będzie takie samo (a Internet pęknie na pół), ale jak na razie S.H.I.E.L.D. jest najsłabszym elementem tej konstrukcji.
O ile w ogóle jakaś konstrukcja powstaje, bo Leonardo w Secret Warriors i Nathaniel Richards w FF to mało.

Mr. M.: Od samego początku bardzo podobała mi się seria S.H.I.E.L.D.. Sekretne organizacje, kierowanie światem z ukrycia, wplecenie historycznych postaci - od razu wciągnęło mnie bez reszty. Muszę jednak przyznać, że nie widzę większego sensu w tym one-shocie, szczególnie w dwóch pierwszych rozdziałach, które na dobrą sprawę nic nie wprowadzają, a na dodatek zabierają czas, który można było poświęcić kolejnym. A tak, każda część jest krótka, niezajmująca i praktycznie, oprócz tej poświęconej Tesli, nie posuwa, jak się wydaje, akcji do przodu. Jestem bardzo zawiedziony.

Ultimate Comics Avengers vs New Ultimates #3
SaiEF: DAMN YOU, PUNISHER! I czy tylko mi sie zdaje, czy też to poziom epickości tej sceny byl znikomy? Do tego rysownik się nie popisał, przecież wygląda to, jakby ten pocisk mial trafić Steve'a w kolano albo udo.
Krzycer: O, kolejna historia którą ewidentnie rozplanowano na zbyt wiele numerów, więc została rozciągnięta okładającymi się po mordach ludźmi. A pomyśleć, że poprzednie dwa numery tej mini nawet mi się podobały...
Spider-Man poświęcający się, by uratować Kapitana Amerykę - samo w sobie ma to dość mocną wymowę, zwłaszcza, że Cap dopiero co robił mu wyrzuty. Ale wykonanie jest takie sobie.
Natomiast SaiEF ma absolutną rację, że dużo mocniejsza byłaby sytuacja, w której Pająk ratuje Fury'ego, który mu ojcował. Tyle tylko, że w moim odczuciu poprzednim numerem Millar udowodnił, że wplatanie cudzych pomysłów w swoją pracę jest mu obce.


Uncanny X-Force #7
Krzycer: Koniec Deathlok Nation. Mimo kiepskiego początku historii Remender wybronił się tam, gdzie Aaron poległ - w przeciwieństwie do historii z Wolverine'a tu miałem poczucie, że bohaterowie czegoś dokonali, że stawka była w miarę poważna. No i Remender nadal fajnie rozgrywa interakcje w zespole. Niektórzy narzekają, że jego Wade jest out-of-character, ale dla mnie bliżej mu do "prawdziwego" Deadpoola niż w większości - jeśli nie we wszystkich - innych tytułach z nim. No i tu nie ma irytującego dwugłosu w jego głowie. Mi do szczęścia wystarczają same żółte ramki.
No a na końcu mamy cliffhanger co się zowie. I co on znaczy? Czy to klon - a może egzekucja była rezultatem "misdirection"?

Mr. M.: Liczyłem na coś lepszego, lecz nie jestem zawiedziony. Akcja jest wartka, Deadpool zyskuje w moich oczach, a nie przepadam za tą postacią. Fantomex już nie kradnie komiksu, lecz nadal jest go sporo, na dodatek Deathlok i inni mają swoje 5 minut, więc pokazanie X-Force jako drużyny wypada bardzo dobrze. Gorzej z "Ojcem", który mógłby być ciekawszym oponentem, a niestety nie pozostawia po sobie żywych wspomnień. Właściwie, przez cały story-arc brak było dobrych postaci po złej stronie barykady, za to wprowadzenie Deathloka i zakończenie historii pozwala przypuszczać, że się to zmieni. Druga fabuła była więc dobra, szczególnie na początku, później po prostu zadowalająca. Intuicja podpowiada mi jednak tendencję zwyżkową.

X-Men Legacy #247
Krzycer: Age of X rozdział piąty, czyli "ten, w którym dostajemy odpowiedzi". Na szczęście są wykładane etapami i przekładane fajnymi scenami w rodzaju konfrontacji Basiliska z Cannoballem czy Legacy i Gambita z X. No i dałem się nabrać Carey'owi - przez sekundę uwierzyłem, że Legion pośle Xaviera z powrotem na wózek.
Pewnie można by się przyczepić do tego, jak szybko wszyscy mutanci zgadzają się nie bić i wysłuchać Xaviera, ale wielokrotnie było podkreślane, że większość z nich czuje, że ze światem jest coś nie tak, więc jak dla mnie nie było tu fałszu.
Przechodząc do odpowiedzi... Wiele z naszych hipotez było słusznych - chyba ktoś na forum wymienił nawet dokładnie ten scenariusz który się rozegrał. A jednocześnie nadal chciałbym wiedzieć, co tam robi Chamber. I Jean Grey, chyba, że w tę rolę wciśnięto Hope.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse191a.jpgBlack Panther: The Man Without Fear #517 (Thor Goes Holywood Variant)
Autor: Simone Peruzzi

Demogorgon:
A mi do gustu przypadło to maleństwo. Sam pomysł Lokiego odgrywającgo Foresta Gumpa, by podokuczać ludziom jest świetny, a i wykonanie mu nie ustępuje.








avalonpulse191b.jpgJourney into Mystery #622 (Hollywood variant)
Autor: Lee Weeks

Hotaru: Wahałem się między tą okładką a wariantem do New Avengers #11, ale w końcu nawiązanie do Indy'ego Jonesa przeważyło. Nie chodzi nawet o samą okładkę, ale ogrom prześmiesznych skojarzeń, jakie wywołuje. Bo zastanówcie się chwilę, jak zachowywałby się Thor w roli legendarnego archeologa? Samego Jonesa też nie zabrało na tym coverze - uśmiecha się do nas zza pleców głównego bohatera. Uśmiałem się.






Gniot tygodnia:

avalonpulse191c.jpgCaptain America: The Fighting Avenger #1
Autor: Geri Hiro

Demogorgon: Nie powiem, podoba mi się styl autora - przypomina mi on Bruce'a Timma. Problem jednak w tym, że tu wszystkiego jest za dużo - Cap, sokół i tarcza to już kompozycja, która zajmuje większość miejsca, ale autor musiał dorzucić jeszcze cały czołg ze Struckerem. I komandosów od pasa w górę. I Red Skulla. Czuję się jakbym oglądał wysypisko, a nie okładkę.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.04.13


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.