Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #12 (08.10.2007)


Poniedziałek, 8 października 2007                                                                                            Numer: 12/2007 (12)

 

Dwunasty Pulse jak zwykle pełen opinii o komiksach wydanych w zeszłym tygodniu. Dodatkowo redakcyjne opinie na temat debiutu wydawnictwa Mucha Comics.

 


 

Nowe wydawnictwo - Mucha Comics wyda Astonishing X-Men i Elektra Lives!

redevil: I stało się - X-Men znów będzie w Polsce. Tylko kto kupi ten komiks? Dzieciaki wydadzą na niego 65 złotych? Śmiem wątpić. Zorientowani fani "iksów" kupili ten komiks za niespełna 23 złote (w tym i ja), zostają więc kolekcjonerzy i osoby nie znające języka angielskiego. Ciekawe, czy to wystarczy, aby wyszedł drugi numer.
Co do Elektry, to przelicznik 65 złotych za 80 stron jest dla mnie nie do przeskoczenia, tego tytułu też nie kupię.
Jedynie pozostaje cieszyć się, że dorastałem w czasach, kiedy komiksy mogłem kupić w kiosku za niewielkie pieniądze. Dziękuję TM-Semic. A Mucha Comics życzę szczęścia, podejrzewam, że będzie im potrzebne.

Hotaru: Cieszę się, że debiutuje na naszym rynku kolejne wydawnictwo komiksowe. Życzę im jak najlepiej, chociaż niestety - jak na razie - nie przyczynię się do ich ewentualnego sukcesu bądź porażki. Nie dość, że cena albumu z Astonishing X-Men jest moim zdaniem zbyt wysoka, to jeszcze to tłumaczenie, którego próbkę mieliśmy przy okazji zwiastuna... zazgrzytałem zębami. Cały polot i elegancja dialogów, z których Whedon jest tak znany, gdzieś znikły, zostawiając suche, puste teksty. Nie, dziękuję.

Gil: Jedna sprawa, że z usług nowego wydawcy nie skorzystam, bo wolę kupować oryginały, ale zupełnie inną sprawą jest strategia wydawnicza, ukierunkowana na... No właśnie - na kogo? Zważywszy, że inne wydawnictwa, które za wszelką cenę starają się obniżać koszty mają kłopoty, taki zamach na portfele czytelników już przy debiucie nie wróży najlepiej nowym graczom. Na dodatek, przetłumaczone próbki raczej nie zachęcają. Mimo wszystko, dobrze, że ktoś nadal próbuje ściągnąć dobre historie na polski rynek i życzę im powodzenia, ale także więcej rozwagi przy dalszym planowaniu. 

S_O: Komiksy, mimo, że sytuacja wygląda lepiej, niż takie 20-30 lat temu, nadal są rozrywką dość niszową w naszym kraju. Dlatego należy pogratulować odwagi ludziom z wydawnictwa "Mucha comics". Jednak czy aby na pewno? Odwagę tylko cienka, czerwona linia oddziela od braku wyobraźni. I panowie z Muchy ową granicę przekroczyli. Ceny (zwłaszcza Elektry) są stanowczo za wysokie jak na możliwości przeciętnego Kowalskiego i owi Kowalscy dają temu wyraz w Internecie. Rozumiem, że papier kredowy i twarde okładki kosztują, ale jeśli tak, to może powinni z nich zrezygnować?
Inna rzecz to tłumaczenie, które jest dobrą, rzemieślniczą robotą. Tyle, że tłumaczenie to sztuka, a nie rzemiosło. Trzeba się wczuć w tłumaczony tekst, żeby przekazać czytelnikowi wszelkie niuanse, smaczki, nastroje mówiących, a muszy tłumacz tego nie potrafi, czego dowodem jest wykastrowany pierwszy z wielu uszczypliwych dialogów Kitty i Emmy, czy spalony dowcip Logana (oba oczywiście z Astonishing X-Men), przedstawione na zaprezentowanych w Internecie stronach.

Foxdie: W kwestii nowego wydawnictwa najbardziej interesuje mnie origin nazwy, naprawdę oryginalniej się chyba nie dało. W kwestii przedstawionych pozycji, to szefostwo tego wydawnictwa można by porównać z naszymi politykami. Chłopaki zamiast zajadać się małą łyżeczką, stwierdzili że od razu na... najedzą się jakąś większą chochlą, w efekcie czego padną z głodu i raczej nawet nie przyjdzie im się zachłysnąć. Ceny, jakie ustanowili dla swoich debiutujących pozycji sprawią, że prawdopodobnie mało który czytelnik po nie sięgnie. Widać, że szefostwo nie potrafiło dobrze określić targetu. Dla dzieciaków - za drogie. Starsi, wykształceni czytelnicy zapewne już dawno sięgnęli po dużo tańsze oryginały. Dla muchy pozostaje nadzieja, że bardzo dobry poziom obu historii będzie w stanie przebić się przez wysoką cenę i zachęcić nowych czytelników. Jeśli tak się stanie, proponuję, aby zarządzający nowym wydawnictwem staranniej przemyśleli swoje dalsze plany i zatrudnili profesjonalistę od tłumaczeń. Albo nie, lepiej jakiegoś fana z dobrą znajomością angielskiego, na pewno spisze się lepiej, bo trudno o gorszą translację jak ta zaprezentowana na czterech przykładowych stronach AXM.

Lex: Nie chcę powtarzać opinii przedmówców, z którymi w większości się zgadzam, więc dodam tylko dwie swoje obserwacje. Po pierwsze widać, że wydawnictwa odchodzą od koncepcji wydawania poszczególnych zeszytówek. Wszyscy wiemy, jak skończył Dobry Komiks; Mandragora postanowiła niedawno, że koncentruje się wyłącznie na wydaniach zbiorczych; nowe wydawnictwa (nie tylko Mucha, również Manzoku i Taurus Media) w ogóle nie próbowały startować z zeszytówkami. Widocznie ekonomicznie jest to nieopłacalny interes, chociaż trochę szkoda, że czasy TM-Semica to tylko odległe wspomnienie.

Druga sprawa: nie udało się przeprowadzić premiery AXM podczas MFK w Łodzi. Podobno winna jest drukarnia. Ktoś sobie wyobraża takie tłumaczenie w przypadku innej branży? Lame.



 

Exiles #99
Gil: Chris Claremont znowu wykonał swój popisowy numer i kolejny tytuł zamienił w fabularną sieczkę, w której chyba tylko on wie, o co chodzi (a może nawet nie). Już kiedyś widzieliśmy Exiles rozrzuconych po różnych światach i był to kawał dobrej historii, ale jest jedna zasadnicza różnica - tam był sens, tu nie. Po takim wstępie mam duże wątpliwości, czy sięgnąć po miniserię Die By The Sword i jeśli dam jej szansę, to tylko z ciekawości. Nie pomagają rysunki Henry'ego, który wpadł w jakiś schemat i wszyscy wyglądają podobnie.
 

S_O: Nigdy nie wiedziałem, że zadaniem naprawiających światy Exiles jest zostawianie członków na przypadkowych światach. Dobrze wiedzieć. I oczywiście ostatnia dwójka oryginalnych Exiles bardziej dziwi się pojawieniem się Cat niż chodzącym i gadającym T-Birdem. Sprytnie, sprytnie. Genialne prowadzenie postaci. Ogólnie rzecz biorąc, najlepsze w numerze były "Mini Marvels" pana Giarrusso.
Dobrze, że już się seria kończy. Szkoda, że Chris pewnie zacznie od nowa z vol. 2.

Foxdie: Nareszcie koniec kolejnej dennej historii spod ręki emeryta Claremonta. Nie uświadczymy tu za wiele akcji i przełomowych chwil, poza pozostawieniem w ciszy i spokoju Spidera z roku 2099 i.... nową mocą Morpha? Może to tylko moja nieopatrzność i przez ostatnie 98 numerów nie dotarło do mnie, że Morph potrafi latać, bo to, jak przemieszcza się z Rogue ciężko nazwać spadaniem czy nawet szybowaniem. Oczywiście zawsze pozostaje kwestia secondary mutation. Najmocniejszym momentem numeru jest powrót Exiles do kryształowego pałacu. Wszyscy jakby nigdy nic, witają się z Bets i są bardziej zainteresowani pojawieniem się Shadowcat, niż "odmrożeniem" Thunderbirda. Ten z kolei nie zadaje żadnych pytań na temat swojej miłości, Nocturne. Pewnie dostał cynk od samego Claremonta, że Nocturne pojawi się w następnym numerze. Słaba historia, słabo przedstawieni bohaterowie i słaba kreska mogą prowadzić tylko do tytułu gniota tygodnia. Oby kolejna historia okazała się przełomowa, chociaż czy po crossie tytułu Claremonta z... tytułem Claremonta, można spodziewać się czegoś dobrego?

 

Howard The Duck #1

Gil: Nie wiem, czego się spodziewałem, ale na pewno nie tego. Nie jest śmiesznie, nie jest ciekawie i nie jest nawet fajnie wizualnie. Może Ty Templeton nie trafił w moje poczucie humoru, a może o prostu dialogi są drętwe. Może nie załapałem wątku sensacyjnego, a może po prostu szósty straszliwy plan MODOKa w ciągu ostatnich trzech miesięcy nudzi. Może Juan Bobillo nadaje się tylko do Shulkie, a może... Nie - Juan Bobillo zdecydowanie nadaje się tylko do Shulkie, bo nawet kaczki narysować poprawnie nie potrafi. Chyba sobie daruję ciąg dalszy.

S_O: A mi się podobało. Nie było przegenialnie śmieszne, ale ma swoje momenty. Jak już zacząłem czytać, to dokończę. I będę musiał się nauczyć technik walki manekinem.

sCaRy: Neeee, to nie to. Przeleciałem po łebkach i tyle. Specjalnie nie śmieszy, rysunki ok, ale nic poza tym, no i nie wciąga. Więcej nie tknę ;]


Ms. Marvel #20
Gil: Rzecz sie stała niesłychana - Carolka przebiła Aarona w kategorii najlepszego tekstu numeru! Oczywiście Ma... Aaron Stack też miał swoje momenty, ale tym razem zasłużony pierwszy plan przypadł tytułowej bohaterce. Kwestia Pup... ech - Philipa Mastersa została rozwiązana dość radykalnie, chociaż nie założyłbym się, czy ostatecznie. Rozwiązała się również zagadka "tego niebieskiego czegoś" i tak jak podejrzewałem, ma związek z Tym Niebieskim Czymś z początków serii. Ogólnie dobry numer, chociaż przyzwyczaiłem się już na tyle do Aarona Loprestiego, że zabrakło mi tu jego rysunków.

S_O: Widzicie, fani Ramosa? Aaron się dowiedział o przegranej z Humberto w AA i tak się zasmucił, że nie narysował najnowszego numeru. I to wszystko wasza wina. Wstydźcie się.
Sam scenariusz średni. Mało catfight, mało Machine Ma... Aarona Stacka - jak mógłby być dobry? Główną rolę w solowej serii Ms. Marvel niesodziewanie otrzymuje Ms. Marvel. Śmierć Mastersa wydaje się być przesądzona na najbliższe pięć lat, gdyż została przedstawiona w bardzo głupi i na siłę zrobiony sposób. No i pojawia się odpowiedź na pytanie o błękitną skórę.

Foxdie: W świetle zakończenia "Puppets" dochodzę do dwóch wniosków. Reed próbuje udwodonić, że jest w stanie pisać złożone historie, które po kilku mniejszych łączą się w jędną całość, albo w połowie runu pod wpływem braku pomysłów stwierdził, że odgrzeje starego kotleta. I w ten sposób z popierdółkowatej historii, która dla Philipa Mastersa kończy się zgonem, przechodzimy w wydarzenie, które zostało zapoczątkowane w pierwszych trzech numerach tej serii. Tak jest, ladies and gentlemen, kosmiczny mutherfucker w postaci Cru powraca! Na minus tego numeru wychodzi zmiana rysownika. Gdzie jest świetny Lopresti i czemu jego miejsce zajął jakiś nieudacznik Tochinni? Rysowane przez niego twarze są strasznie niedopracowane i wyglądają jak odpowiednio uformowana ciastolina z dodatkowym otworem przypominajcym usta i dwoma oczodołami. Sam Cru z kolei wygląda jak nowe, dla odmiany niebieskie wcielenia Abe'a (pamiętacie jeszcze taki oldschoolowy tytul z PSX jak Oddworld: Abe's Odyssey?). Nie wiem tylko, kogo zbesztać za kadr, w którym Ms. M rzuca samochodem, trzymając go za przedni zderzak (autorzy chyba przeceniają wytrzymałość plastiku). Winny scenarzysta, czy rysownik, może obaj? Nie wiem, ale za dobry scenariusz i kiepskie rysunki należy się mocne trzy plus.

sCaRy: Brak Loprestiego już na starcie poprawił humor. Niestety, jakby trochę mniej Aarona, ale i tak dobrze, że jest. Końcówka nieco mnie zawiodła, bo okaże się, że wielki, zły niebieski potwór będzie się bił z Carol o coś, co jest w niej. W definitywną śmierć Puppet Mastera oczywiście nie ma też co wierzyć. Ogólnie - znów takie tam rozrywkowe czytadło.

Omega The Unknown #1

Gil: Nie wiem, czego się spodziewałem, ale na pewno nie tego. Właściwie, trudno było sie spodziewać czegokolwiek, więc nie mam punktu odniesienia. Jest... dziwnie. Czuć trochę schizą i offowym klimatem w stylu Morrisona, który jednak wpasowuje się jakoś w mainstream. Czyta sie to trochę dziwnie, ale chwyta i chce się czytać dalej. Trzeba tylko przyzwyczaić się do rysunków, bo na początku wydają się trochę... tytusowate. Ogólnie brawa dla Marvela za odwagę, bo decydował się wydać coś takiego w głównym imprincie.

Demogorgon: Całkiem ciekawe i odmienne, w porównaniu z innymi komiksami Marvela. Komiks lekko psychodeliczny i intrygujący, przez co jest całkiem ciekawą perełką science-fiction wśród mainstreamu reszty. Ja na razie jestem zdecydowanie nastawiony pozytywnie i z pewnością przeczytam następne części.

Jaro: Zaraz po przeczytaniu Omegi przyszedł mi na myśl film Donnie Darko, może mniej przez samą fabułę, a bardziej przez klimat i lekkie podobieństwo głównych bohaterów. Podobał mi się zakręcony scenariusz, podobały mi się rysunki, podoba mi się też to, że przed nami jeszcze dziewięć numerów fajnie zamotanej mini-serii. Plus. 

Foxdie: The unknown to zaiste odpowiedni przymiotnik dla tego komiksu. Ponieważ to pierwszy numer, zajrzałem z ciekawości. Co prawda nie do końca mi się spodobało, bo nie wiadomo o so chozi, ale dlatego właśnie przeczytam również następny numer. Jest szansa na ciekawy tytuł, a ponieważ to tytuł spoza kanonu, jestem w stanie przeboleć nawet tę dzwiną, jak dla mnie, kreskę. Czwórka na dobry początek.

 

Shanna: Survival of the Fittest #3
Gil: Tym razem jakby trochę mniej piersi, a więcej elementów fabularnych, czyli nazistowskich neandertali, piratów, tygrysów szablozębnych i dinozaurów. Czy to wyszło serii na zdrowie? Zdecydowanie nie, bo kiedy odrywa się wzrok od bałnsujących piersi i zaczyna czytać, wychodzi na jaw, jak kiepski jest to komiks. Proponuję więc na zakończenie mniej dialogów, a więcej piersi ;)

Black Bolt:  Nie ma co tracić czasu na czytanie, wystarczy szybko przekartkować i nacieszyć wzrok co niektórymi kadrami :)

 

Super Villain Team Up - MODOK's 11 #4
S_O: Jest pościg! A nie mówiłem? Dodatkowo, Living Laser staje się fanem s/m, Nightshade trzyma na muszcze urnę z Mandaryną seniorem, chyba już nikt nie pracuje dla MODOKa, a Derek Khanata najwyraźniej będzie dwunastym z jedenastu. Bardzo dobra miniseria, szkoda, że się kończy.

Gil: Im bliżej do końca, tym lepiej. Szczerze, nie spodziewałem się, że jeszcze cokolwiek może mnie tu zaskoczyć, a jednak udało się. Jest czwarty gracz na scenie i finał szykuje się bombowy. Co ciekawe, najlepiej w tym numerze wypadł Armadillo, chociaż niewiele robi. Nieźle pokazani zostali też masochista Living Laser i ultrahonorowy Puma, za to Mandarynek jest trochę wyjęty z continuity.

Uncanny X-Men #491

Gil: Tutaj z pewnością spodziewałem się czegoś więcej, bo zakończenie historii, chociaż jest spójne i pełne, wydaje się jednocześnie trochę nijakie. Takie typowe "łup, bęc, bla, bla, bla" z obowiązkowym zaskakującym zwrotem na końcu. Niestety, zwrot ten można przewidzieć od pewnego momentu. A jednak jest kilka fajnych motywów - zwłaszcza trochę inna rola Magneto i okres godowy Hep w pełni. Niestety, Larroca znowu się spieszył i stworzył kilka paskudztw, z bulwiastą Storm na czele. W kolejnej części Endangered Species mamy zwrot w stronę magii, który jest ciekawym urozmaiceniem po ostatnich, nudnawych odcinkach i daje nadzieję, że jeszcze coś się wydarzy.

S_O: Bru się nie popisał. Zakończenie "Extremists" rozczarowuje, i to bardzo. Do bólu standardowe wyjaśnienie genialnego planu i równie standardowa niespodzianka pod tytułem "gdy ty ględziłeś, ja wymyśliłam, jak się uwolnić i cię pokonać".
Larocca też mógłby się postarać i skupiać się na szczegółach innych niż każdy pojedyńczy włos w ogonie Hep. Na przykład jak zapełnienie księgi tekstem. "Zabawnie" wygląda, jak Magneto przegląda puste strony.
W Endangered Species Beast zwraca się w stronę magii, tylko po to, żeby się dowiedzieć, że Sorcerer Supreme nie może mu pomóc. Nic dziwnego, jeszcze trzy odcinki do końca.

Jaro: Wyraźnie brakuje tu nastroju pesymizmu, jaki udało się zasiać Careyowi w końcówce "Blinded by Light". Całej historii "The Extremists" nie czytało się źle, ale ostatnia część jest jedynie poprawna, a od Bru jednak chciałoby się wymagać czegoś lepszego. Do tej ogólnej przeciętności dochodzą jeszcze dość nierówne rysunki Salvy, więc za ten numer jest malutki minus.

Foxdie: Koniec mocno średniackiego "Extremists", nareszcie. Jak widać, Bru nie spisuje się tak dobrze, jak w przypadku Capa czy Daredevila. Masuqe dostał po dupie, a Eric wszedł w posiadanie czegoś na wzór dzienników Destiny. Co ciekawe obie drużyny, uncanny i bezprzymiotnikowi, w swoich, ostatnich przed Messiah Complex, historiach mają do czynienia z zapiskami na temat przyszłości. Czyżby w nich ukryta była tajemnica tego, kto jest nadchodzącym Mesjaszem? Zapewne przekonamy się już niedługo, bo ass-kicking crossover tego roku już tuż, tuż. Co do rysunków, to chociaż numer rysowany przez Larrocę, posiada kilka ciekawych, ładnych rysunków. Chociażby piękna Storm, o odpowiednich proporcjach, po wyjściu z trumny. W efekcie należy się cztery ze sporym minusem.

Hotaru: Zawiodłem się. Nie to, żeby podobały mi się wcześniejsze prace Brubakera przy x-tytułach, ale kulminacja Extremists jest naprawdę... kiepska. Tak antyklimatycznego zakończenia historii dawno nie było. Wspomniałem, że Carey przy swoim "Blinded by the light" zakończył down-beatem, ale o ile w "X-Men" to działa i przygotowuje emocjonalnie czytelnika do Messiah Complex, tak w Uncanny... szkoda gadać. Zupełne marnotrawstwo postaci Xaviera i Nightcrawlera - są całkowicie zbędne. Masque okazał się tępakiem pokroju jakiegoś złoczyńcy z listy C, chyba jego drugorzędną mutacją jest tracenie inteligencji przy każdym użyciu mocy. Cała akcja z piorunem Storm jest taka nudna, że aż nie do wiary, że Brubaker się na nią zdecydował! Jedyne, co dobrego może wynikać z całej tej historii, to wplątanie Magneto w nadchodzący cross-over, jako że posiada teraz artefakt, którym powinni zainteresować się Marauders i Sinister. Reasumując, niech Bru zostanie przy "Captain America", bo podobno tam idzie mu lepiej. I niech Larocca odejdzie z komiksu i przyrzuci się na jakieś impresjonistyczne malarstwo.

CrissCross: Bardzo to przeciętne najwyżej. Historia nie ma klimatu ani dynamiki. Tak naprawdę cały sens możnaby zamknąć na kilku ostatnich stronach, czyli oficjalne już zbliżenie się Hep z Jamesem i przekazanie książki Erikowi. Nadal nie zostało wyjaśnione (choć może gdzieś to pominąłem) jak Magneto przeżył wybuch w New Avengers. Mam też nadzieję, że powrót jego mocy, co się zapewne stanie, będzie wyjaśniony w sposób logiczny. Warto zauważyć, że rysunki nieco lepsze niż dotychczas, ale nadal kiepskie. Ogólnie od najstarszego X-tytułu oczekuję znacznej poprawy jakości. Pod każdym względem.


Wolverine Annual #1
Gil: Kolejna historyjka z jakimś gościem, którego nazwiska nawet nie chce mi się pamiętać i Wolverinem w tle. Przeczytałem przed chwilą i już nie pamiętam, o czym była. Może to nie Loeb, Way, ani Guggenheim, ale za to schemat typowy i nudny.

redevil: Czytając ten komiks nie mogłem odpędzić się od uczucia deja vu. Główny wątek tego annuala jest identyczny, co annuala Punishera, ale wykonanie po stokroć gorsze. Tam, twórcom udało się wykreować ciekawą postać Eddiego Gandsa i rysunki pozwoliły wczuć się w klimat Nowego Jorku. Annual o Rosomaku nie posiada żadnych ciekawych momentów, nieoczekiwanych zwrotów akcji, czy chociażby przebłysków czegoś lepszego. Akcja przesuwa się do przewidywalnego aż do bólu finału. Ani to komiks o Loganie, ani o tym "jakmutam", na którego polował. Za tydzień zapomnę, że taki komiks w ogóle przeczytałem.

S_O: Nie czytałem Punishera, więc nie odczuwam deja vu. Przeczytałem z chęcią, bo to gore w starym, dobrym stylu, bez przekozaków Romulusów i umierających Atlantydek. Tylko źle, że Hurwitz przebił Guggenheima i kazał łazić szkieletowi.

Jaro: Zupełnie przyzwoita prosta historyjka, z gatunku tych, co czyta się je szybko i przyjemnie. Wprawdzie na ostatniej stronie mamy chyba do czynienia z kolejnym przejawem przekozactwa Ssacza Sutków Wilczycy Kapitolińskiej, ale na szczęście do tych kilku paneli się ograniczono. I rysunki też fajne, więc plus, a co.

sCaRy: Dosyć podobna sprawa co z Punisher Annualem z zeszłego tygodnia. Historia przedstawiona oczami pospolitego przestępcy. Kwestia upodobań - ja lubię takie opowiastki, więc w połączeniu z klimatyczną kreską, wypadło to na plus. Na pewno o wiele lepsze to, niż niektóre dyrdymały, które Loeb jeszcze niedawno wciskał.



 
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.01.03.
 

 
Wieści redakcyjne: 
Z radością możemy po raz kolejny ogłosić poszerzenie grona redakcyjnego. W zeszłym tygodniu dołączyli do nas korektor Dunton oraz Hotaru, który zajmie się newsami z działów Assemble! i Unstable Molecules.
 


Redaktor prowadzący: Lex                                                                                          Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.