Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #189 (04.04.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 4 kwietnia 2011Numer 14/2011 (189)



Oto przed wami pierwszy kwietniowy numer Avalon Pulse. W dzisiejszym wydaniu wielki powrót - po kilkumiesięcznej przerwie powraca Ultimate Comics X. Najnowszy numer Mścicieli znów wywołał wrzawę i niezadowolenie. Spider-Man odwiedza Pierwszą Rodzinę. Trzy miniserie kończą swój żywot (dwie dotyczące Deadpoola). A mutanci w tym tygodniu raczą nas bardzo dobrymi historiami. Zapraszam do lektury.



5 Ronin #5
Mr. M.: Ostatni numer tej miniserii nawet mi się podobał. Sceny z daimyo znajdującym kolejne ciała wyszły całkiem nieźle, charakterystyka postaci Deadpoola również wypadła przyzwoicie. A całkowity nastrój, bardziej ze względu na wynik fabularny, przywiódł mi do głowy dalekie reminiscencje "Ame agaru" i "Daibosatsu touge" (wersja Okamoto). Jako całość więc 5 Ronin jest średnie, za to pojawiają się tu lepsze momenty i finał okazał się zadowalający. A tak w ogóle to roninów było czterech, Motyla raczej do nich nie zaliczymy.

Krzycer: No proszę. Całkiem ciekawe zakończenie, całkiem ciekawy pomysł na Deadpoola. Co nie zmienia tego, że jeśli kiedyś będę chciał ponownie przeczytać komiks o feudalnej Japonii, sięgnę po któryś ze stojących na półce tomów Usagiego Yojimbo, a o 5 Ronin niedługo zapomnę.
Za to David Aja powinien dostawać więcej zleceń od Marvela.


Age Of X Universe #1
Hotaru: Zaintrygował mnie ten tie-in. Co dziwne, wcale nie z powodu głównego wątku fabularnego, ale pobocznego. Wydaje mi się, że przebitki z Legacy nie są przypadkowe i intensywnie zastanawiam się nad tym, jakie może być ich znaczenie. Wspomnę jeszcze o rysunkach Khoi Phama, których... Nie rozpoznałem. Serio, do tej pory kreska Phama była bardzo charakterystyczna, a w tym komiksie została... Hmm, uśredniona. Charakterystyczne dla szkiców Phama twarze nie są już tak surowe, co nawet przypadło mi do gustu. Zaczynam się obawiać, czy dwie odsłony przeznaczone na ten tie-in to nie za mało...
Krzycer:
Jeśli domysły na temat AoX są poprawne, to przedstawiona tu historia tak naprawdę się nie wydarzyła. Co nie zmienia tego, że warto poznać tych Avengers. To nie są mili ludzie... Co prawda Hulk i Iron Man są stereotypowymi złymi duplikatami z innego wymiaru, ale już Cap America i Sue Storm są bardzo ciekawi. Chciałbym zobaczyć jej reakcję, gdy przekona się, że Franklin jest mutantem, ale nie wygląda na to, by była ku temu okazja. Szkoda.
Można by się czepiać detali - na przykład, jakim cudem Sabretooth jest w stanie cokolwiek powiedzieć, ale wszystkie ewentualne niedociągnięcia wynagradza mi jedna strona z Chamberem. Simon Spurrier dał nam kolejny - po Second Coming: Blind Science i Curse of the Mutants: Smoke and Blood - bardzo porządny tie-in. Nie wiem jak Marvel podejmuje tego typu decyzje, ale moim zdaniem zdecydowanie zasłużył już co najmniej na samodzielną miniserię.
W dodatkowej historii Jim McCann pokazuje, że nawet siłą zaciągnięty na kastrację Spider-Man jest szczęśliwszy od Spider-Mana, który sprzedał swoje małżeństwo diabłu. Zastanawiam się, czy dla Marvela pracuje jakikolwiek scenarzysta, który naprawdę zgadza się z wizją Quesady...


Amazing Spider-Man #657
Mr. M.: Numer trochę przypomina pierwszą połowę pierwszego "FF", lecz jest to już drugi raz, gdy Slott porusza podobny temat, co Hickman i - po raz drugi - bardziej podoba mi się scenariusz Dana. Sam numer niczym nie zachwyca, lecz jest to dobre wprowadzenie Spider-Mana w świat FF, szczególnie jeśli ktoś nie czytał F4 i FF. Do tego świetnie łączy śmieszne momenty (retrospekcja z Reedem, kawał zrobiony Thingowi) ze smutnymi (ostatnie strony). Nie mogę też nie pochwalić Slotta za to, że po raz kolejny nawiązuje do starych numerów ASM, w tym przypadku do pierwszego numeru z Pajęczakiem i pierwszego jego spotkania z F4. Teraz tylko mam nadzieję, iż ruszy właściwa fabuła serii i pojawi się Sinister Six.avalonpulse189b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Z jednej strony to całkiem niezły numer, choć byłby lepszy, gdyby opowieści o Torchu były ciekawsze. Może gdyby odzwierciedlały różne okresy działania FF i Spider-Mana, jak niedawna mini Gage'a? Nie wiem. Coś by się im przydało w każdym razie.
Z drugiej strony... Pokutuje przekonanie, że Spider-Man jest strasznie płaczliwym herosem. I, niestety, gdyby Slott próbował z premedytacją, nie wymyśliłby chyba bardziej parodystycznego komiksu. Dlaczego? Odtwórzmy przebieg zdarzeń. Co się dzieje? Human Torch umiera. Spider-Man odwiedza pozostałych przy życiu członków Fantastycznej Czwórki i... Oczekuje, że go pocieszą. Do tego się sprowadza cały komiks. Dodatkowo podkreśla to rysunek towarzyszący tytułowi historii.
"Tak nam przykro, że rozpaczasz po Johnnym, Spider-Manie, jeśli tylko poprawi ci to humor to wiedz, że zawsze znajdziesz w nas oparcie." Wiem, że intencją było pokazanie jak bardzo Pająk jest zżyty z Czwórką, ale... Dobre chęci sobie, a rezultat - sobie.

Zombie of MrG: Caselli powinien rysować wszystkie komiksy. Wszystkie. JUŻ! I nie wiem, kto wierzy że Martin ładnie rysuje, ale jest w błędzie. To chyba ma być klasyczny styl. Oh well. Fabularnie - zapychacz. Pierwsza historia - meh, druga historia - lekko żenująca (ZNIKAJĄCE GACIE!), trzecia - niezła. I coś się Slott już solidnie zadomowił u Petera. I dobrze, jego She-Hulk, Inicjatywa i Mighty Avengers to zacne czytadła były.

Avengers Vol. 4 #
11

Hotaru: Z powodu zastosowanego sposobu podziału strony na kadry (a raczej braku takowego) nie czytało mi się tego numeru dobrze. Potem dotarłem do ostatniej strony i pożałowałem, że w ogóle to przeczytałem. Jeśli Bendis chce się do woli panoszyć po zakątku uniwersum przeznaczonym dla Mścicieli, to spoko - on reanimował tę markę, może więc ją zniszczyć. Ale łapy precz od dorobku DnA!
avalonpulse189c%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Jeszcze kilka takich wyskoków i chyba przejdę do obozu wściekle atakującego Bendisa. W zeszłym tygodniu wyciągnął Goblina z dupy, a w tym sięgnął po Thanosa. To tyle, jeśli chodzi o bohaterski finisz Novy i Star-Lorda, ich poświęcenie okazało się psu na budę, bez słowa wyjaśnienia. Może jakieś wyjaśnienie pojawi się w następnym numerze, ale nie liczę na to.
Taka ostatnia strona od razu nastawia mnie bardzo negatywnie do całego komiksu. Ale i bez niej ocena byłaby słaba. Motyw z rozrysowaniem całego komiksu na całostronicowych kadrach broniłby się, gdyby czemuś służył - ale zostaje zakłócony na dwóch nie zasługujących na to stronach, więc najwyraźniej nie służy niczemu poza rozciągnięciem historii do wymaganych przez TPB sześciu numerów.
A do tego dostajemy Romitę, który... Może powiem tyle: po raz pierwszy widzę Uatu wyglądającego jak Kingpin (moim pierwszym skojarzeniem był Marlon Brando z "Czasu apokalipsy", może przez tę dżunglę). Poprzestanę na tym.
Tak mnie Thanos zirytował, że zapomniałem napisać o innym detalu. Nie tak dawno w innym wątku narzekałem na brak inwencji twórczej, gdy dochodzi do starć magicznych i/lub psychicznych. W wypadku tych drugich najczęściej mamy promienie strzelające z głowy lub - równie oklepane - pojedynki świetlistych postaci na płaszczyźnie astralnej i innych takich. Oczywiście, Bendis przypomniał mi, że może być coś jeszcze gorszego. To znaczy wypięcie się na zasadę "show, don't tell". Mamy w tym komiksie starcie tytanów, najtrudniejszą walkę jaką kiedykolwiek stoczył Xavier. Skąd o tym wiemy? A, Watcher nam powiedział w narracji. Porażka.

Lokus:
Ta seria jest straszna! Serio. Czytając kolejne jej numery uświadamiam sobie coraz bardziej to, że Bendis jest dla Marvela tym, czym Johns dla DC - wypalającą się, największą gwiazdą. Z tym tylko, że moim zdaniem BMB już od kilku miesięcy nie potrafi napisać dobrego komiksu, a Geoffowi się to jeszcze udaje. Tym razem do puli idiotyzmów scenarzysta postanowił dołożyć całkowite rozwalenie "Thanos Imperative", za co moim zdaniem DnA powinni porządnie wyklepać mu facjatę. Romita z kolei stara się jak może, ale niestety od jakiegoś czasu za wiele już mu nie wychodzi. Szkoda.

Black Panther: The Man Without Fear #516
Mr. M.: Akcja rusza do przodu. I to rusza na tyle szybko, że przeskoki między niektórymi scenami są na tyle duże, że potem musimy spędzać nieciekawie czas "wysłuchując" tego, co zaszło. Największa wada tego komiksu to właśnie niespójność. Vlad walczy z Pantherem, pojawia się Spidey, Vlad na policji, rozgrywki mafijne, Panther i Spider wysyłają bandziorów za miasto. Syn Vlada eksperymentuje, ale jego brat porywa mu źródło eksperymentów i sam wstrzykuje sobie serum. Wątek seryjnego zabójcy się rozwija, aż dowiadujemy się, kto nim jest. Wszystko to przeskakuje między sobą, sprawiając, że nie sposób się wczuć w historię. Jeszcze do tego dwa pogrzeby, dialogi o tym, że BP działa sam etc. Wystarczyłoby na dwa numery. Najbardziej mi szkoda wątku seryjnego zabójcy. Dodaje on ulicznego, przyziemnego nastroju serii, takiego, jakiego chciałbym częściej widzieć w tego typu opowieściach, a tutaj potraktowany jest po macoszemu. Nieco kojarzył mi się z pierwszym vol. Moon Knighta. Niestety Black Panther w dalszym ciągu pozostaje serią niespełnionych możliwości.


Cyclops #1
Krzycer: Bezpretensjonalna old-schoolowa rozrywka. Detale skrzeczą - jasne, wzmianka o Gambicie może być zabawna, ale dlaczego niby ta dwójka chce grać w karty w środku bijatyki. Ale ponieważ niczego nie można tu tak naprawdę brać na poważnie, to nie przeszkadza to w odbiorze.
A i tak zapamiętam głównie kadr z wyjątkowo złowrogo śmiejącym się Xavierem.


Deadpool Team-Up #883
Lokus: Ponieważ nie wgłębiałem się mocno w zapowiedzi, to dopiero gdy przeczytałem ten komiks dotarło do mnie, że to ostatni numer. Uważam, że jest to bardzo zła decyzja, ponieważ od dłuższego czasu była to najlepsza seria z Deadpoolem w roli głównej. I ten numer tylko potwierdził moje zdanie. Scenarzyście (chyba to był Skottie Young) świetnie wyszedł iście absurdalny ton komiksu, a kilka scen kładzie na łopatki wszystko to, czego dopuścił się Way w swoim ongoingu. Mnie bardzo podobała się zwłaszcza scena z dzwonieniem w sprawie pracy. Skoro już wszyscy scenarzyści uparli się pokazywać Deadpoola jako zwykłego błazna, to Youngowi wyszło to chyba najlepiej.


Incredible Hulks #625
Krzycer: ...To ostatecznie i Hulk i Miek byli mamusiami. Doprawdy, Incredible. Trochę zbyt chaotycznie to wszystko wyszło - ten jest potworem - nie, mamy mu współczuć, temu mamy współczuć - nie, ten jest potworem, wszyscy są potworami, wszystkim mamy współczuć... I jeszcze instynkty macierzyńskie Skaara... Dziwadło. A następna historia zapowiada się jeszcze dziwniej.


Punisher In The Blood #5
Mr. M.: Kolejna miniseria kończy się. Finał walki z Jigsawem i losów jego syna wypada tak dobrze, jak i cała mini. Były w niej gorsze momenty, a i tutaj nie podobał mi się pomysł związany z granatem Franka, który nie rani zbytnio Jigsawa mimo wybuchu u jego stóp. Trochę Remender wysuwa na pierwszy plan chłopaka, lecz można to zrozumieć, gdyż jest to pewnie jego ostatnia wizyta u Castle'a (przynajmniej na jakiś czas). Szkoda tylko, że nie było lepszego pojedynku na finał, lecz klimat, dialogi, jak charakteryzacja i ostateczny finisz pana z pociętą twarzą jest bardzo dobry.
Krzycer:
Bardzo dobre zakończenie. Którego główną siłą były dialogi, a nie akcja, a to raczej rzadko się zdarza w wypadku kulminujących starć. Ogólnie przygodę Remendera z Punisherem będę dobrze wspominał... Może wyjąwszy Franken-Castle.
Z drugiej strony przy okazji Franken-Castle Daken zebrał straszne wciry... No, więcej było dobrego niż złego
:) .

Scarlet #5
Krzycer: Coś mało szkodliwe są granaty w komiksach z tego tygodnia. Pamiętajcie, dzieci - przebywanie w bezpośredniej bliskości eksplodującego granatu grozi złamaniem ręki i drobnymi poparzeniami twarzy (to w Punisherze, uroda Scarlet pozostała nietknięta). A poza tym... Z jednej strony można uwierzyć, że policjantowi mogły puścić nerwy, ale żeby rzucał granat? I kto wydaje policjantom granaty?
Obawiam się, że ten skręt ku absurdalnie nieproporcjonalnej reakcji "złej policji" służy łatwemu umotywowaniu i uzasadnieniu działań bohaterki - których autor nie był w stanie inaczej obronić. Ale zobaczymy, może się mylę. Na razie jest...Nieźle. Zapowiadało się, że będzie bardzo dobrze, ale rewelacji nie ma.

Mr. M.: Po 4. numerze obawiałem się, że Bendis zbyt daleko zapędzi się w demonizowaniu policji, lecz jest mniej jednostronnie niż się spodziewałem. Mimo iż pokazuje nam się głównie większość stróżów prawa, szczególnie osoby na szczycie, jako negatywne, to pojawiają się dwie osoby pozytywne z tego kręgu i przypomina nam się często, że istnieją dobrzy policjanci. Taki truizm w tym komiksie odnajduje swoje miejsce, gdyż bez niego antypolicyjne poglądy byłyby zbyt agresywne. Sama fabuła tego numeru jest logiczną kontynuacją poprzednich. Pojawienie się matki Scarlet wypada bardzo dobrze, gorzej z granatem - wysoko nieskuteczna broń. Jest to na pewno lepszy Bendis niż ten, co pisze Avengers (dzięki czemu wyglądam z niecierpliwością na Moon Knight), lecz nie wzbudza on tak wielkich emocji, jakich się spodziewałem. Scarlet jest trochę za mało wyrazista. Trudno mi uwierzyć, że nikt jej jeszcze nie złapał i nie uciszył. Jednak jest to dobra miniseria, dodatkowo podobają mi się rysunki Maleeva.

Spider-Girl vol. 2 #5
Mr. M.: Pojedynek pajęczej dziewczynki z łowiecką panienką się rozwija i niespodziewanie kończy. Historia miała słaby wstęp w poprzednim numerze, a teraz nie wykorzystuje potencjału. Nie jest jednak źle - walka jest przyjemna, pomysły Anyi dobrze zaprezentowane, nawet rozwija się nieco wątek Raven. A na koniec pojawia się Hobgoblin. Numer więc wypada całkiem miło, choć niczym nie zachwyca.
Krzycer: Spider-Girl powinna otrzymać własną galeryjkę łotrów. Jeszcze Ania Kravinoffówna się nadaje dla niej, ale Hobogoblin? No, ale zobaczymy, co z tego będzie.
A samo starcie - bardzo fajne, z zaskakująco brutalnym finiszem, ale przegadane okrutnie. Gdyby chociaż to Araña tyle gadała, wzorując się na Spider-Manie, to jeszcze, ale tu i Kravinoffówna niemal się nie zamykała.


Thor #621
Hotaru: Cóż, jedyny fragment, który naprawdę zainteresował mnie w tym numerze, to epilog z Keldą. Z jednej strony cieszy, że ta fajna postać nie została zapomniana, a z drugiej strony, kiedy do mnie dociera, że to Fraction o niej pamięta, to już chyba lepsze byłoby zapomnienie... Na koniec, wiem że to mówiłem ze 100 razy, ale powtórzę i sto pierwszy - kolory Hollingswortha zarzynają rysunki Ferry'ego.
redevil: Najgorszy komiks jaki czytałem i oglądałem od dobrych kilku lat. Naprawdę, poprzednie numery Thora były głupie, ale tu już jest drętwo, głupio i ogólnie bezcelowo. Fraction sięgnął dna swojego pisarstwa, jednocześnie ściągając tam wielce utalentowanego rysownika - pana Ferry'ego. Jeżeli nie wyprę tego komiksu z pamięci, to będę toczył wielką kampanię, aby został on laureatem Zvalona w przyszłym roku.
A jak to wrózy samemu Fear Itself, to aż boję się myśleć.


Ultimate Comics X #4
Hotaru: Sam nie wiem, co było nudniejsze - czekanie miesiącami na to, aż ten numer w końcu zostanie wydany, czy tez sama jego lektura. Musiałem się zmuszać do lektury każdej kolejnej strony. Historia Liz w ogóle mnie nie wciągnęła, a rysunki... Może lepiej niech Adams zajmie się wychowywaniem dziecka, a Loeb zakulisowymi machinacjami w Marvel TV, a tę serię niech przejmie ktoś, kto ma... No, jak to zwą? A, już wiem - talent.
Krzycer:
Loeb pozytywnie zaskakuje w tej mini. Mniej-więcej trzyma się charakteryzacji Liz pióra Bendisa, całkiem porządnie rozgrywając wątek jej relacji z Blobem Juniorem. Z matką jest już gorzej. Do tego mam wrażenie, że zignorował dość długi przecież pobyt Liz w Instytucie.
W finale robi się już po loebowsku chaotycznie (Co tam wybuchło? Skąd w szkole nagle wzięli się "nie nazywajcie nas X-Men" - X-Men?), ale i tak był to całkiem porządny komiks.
Ale dlaczego ukazał się z - strzelam w ciemno - półrocznym (?) opóźnieniem? Nikt mi nie wmówi, że rysownik tak długo dopracowywał swe dzieło, bo co jak co, ale rysunki są tu wyjątkowo marne. Czy może nie marne, ale... Dziwne. Dziewczyny z za długimi nogami - czytałem kiedyś "Fathom", pod tym względem chyba niewiele mnie zdziwi - dziwaczne twarze, bańka wokół głowy Jean... Dziwne.


Wolverine Vol. 4 #7
Mr. M.: Poprawia się Wolverine względem ostatniego spotkania z Rosomakiem. Demono-Logan pokonuje Magneto i Namora, nie może powstrzymać go Cyclops, wszystko to poprawia nastrój historii. Z drugiej strony Emma trochę mnie irytuje, a sceny w umyśle Wolviego też jakoś nie zachwycają. Ale i tak jest to przyzwoity numer. Mimo to nadal nie potrafię się wczuć w tę serię.

Krzycer: No dobra, wyjaśnienie tego, czemu Magneto nie zakończył starcia wyszło lepiej niż się spodziewałem. A na dodatek już tu, na jednym tylko kadrze, Aaron pokazał ciekawszy atak psychiczny niż Bendis zdołał wykoncypować u siebie (patrz mój poprzedni post o Avengers). Tylko jeśli demony mieszkające w Wolverinie tak szybko uporały się z Magneto, to czemu dały się ponieść Storm? Mniejsza o to.
Mniejsza również o to, skąd tam szczęśliwym trafem bezludna wyspa :) Całkiem fajnie przedstawiono wnętrze umysłu Logana (..."Smells like a burned out strip club." :) ), za to panie w zbrojach już Acuñie nie wyszły. Ale przede wszystkim ciekawi mnie to, czy w końcówce mamy do czynienia z Nightcrawlerem, czy tylko wspomnieniem Logana o Nightcrawlerze. I chyba wolałbym, żeby Aaron tego nie wyjaśniał.


X-23 Vol. 2 #8
avalonpulse189d%20%5B1600x1200%5D.JPGHotaru: Stegman to dla mnie odkrycie tego numeru. Z początku myślałem, że to Will Conrad zilustrował ten komiks, a potem zwróciłem uwagę na subtelne różnice w stylu i proszę, już wszystko jasne. pochwały się należą też inkerowi i koloryście - to jeden z ładniej wyglądających komiksów, które ostatnio czytałem. Fabularnie jest intrygująco, ale za wcześnie na jakieś stanowcze oceny. Wierzę, że Liu wie, co robi.
Krzycer: Team-up X-23 z Gambitem szybko pnie się na szczyt mojej nieistniejącej listy ulubionych marvelowych duetów. To zestawienie podoba mi się tak bardzo, że nie obraziłbym się, gdyby Liu zignorowała to, że Carey za moment wystrzeli go w kosmos i nadal prowadziła Remy'ego na kartach swojego komiksu.
A co do ignorowania, to Liu ewidentnie ignoruje to, że Daken i Laura zdążyli już się poznać - stoczyli krótkie, krwawe i fatalnie zilustrowane starcie w ramach "Utopii". Które Fraction poprowadził z właściwym sobie wdziękiem - nawet się słowem wtedy nie zająknęli, żadnego "ojej, on/ona też ma pazury, jak to możliwe?" czy coś. Ignorowanie tamtego epizodu wielce mnie cieszy. Ignorowanie czegokolwiek, co napisał Fraction wielce mnie cieszy, więc skłonny jestem uznać ten komiks za pierwsze spotkanie tych dwojga. Które, jak na tę parę przystało, szybko robi się brutalne.
I jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to właściwie tylko jeden detal przychodzi mi do głowy - gdy tylko Laura i Daken rzucają się na siebie, Gambit znika i już się w tym numerze nie pojawia. Wiem, że Laura jest tytułową bohaterką, ale - co on robi, stoi z boku i tylko kibicuje?





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse189a.jpgWolverine vol. 4 #7
Autor: Jae Lee

Hotaru: Minęło trochę czasu, od kiedy ostatni raz wyróżniłem okładkę Jae Lee (sprawdziłem, to był 3 stycznia 2011). Nie miałem wątpliwości, że ta okładka dostanie wyróżnienie już w chwili opublikowania marcowych zapowiedzi. Bo chyba każdy się zgodzi, że emocjonalny cios, jaki ten cover ze sobą niesie, zachwiałby nawet Galactusem.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.03.30


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.