Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #188 (28.03.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 marca 2011Numer 13/2011 (188)



Dużo tytułów, obszerne recenzje. Tak można w skrócie podsumować ostatni tydzień. Coś się kończy, coś się zaczyna - debiutuje FF, a w Uncanny X-Men kończy się run Fractiona. Zresztą to właśnie do mutantów należało ostatnich siedem dni. Ponieważ czytania dzisiaj jest wystarczająco, dlatego powiem jedynie: przyjemnej lektury.



5 Ronin #4
Pete: Autorzy znowu sprawili, że poczułem się głupio. Kolejny raz zabierając się do zeszytu z tej serii byłem przekonany, że czeka mnie jakiś syf. Tymczasem każda z tych postaci została przeniesiona do feudalnej Japonii w sposób naprawdę przemyślany. Oczekiwałem, że zobaczę Psylocke sprzed kilku lat, czyli mutant-ninję, nadal w dalekowschodniej skórze i jestem naprawdę wdzięczny, że się na tym przejechałem. Twórcy nie stawiają na oryginalność, wykorzystując wiele znanych schematów, ale właśnie to pozwala im tak skutecznie unikać idiotycznych błędów i tworzyć serię stanowiącą naprawdę fajną odskocznię od reszty historii Marvela.

Krzycer: Ojej, bohaterowie uprawiają seks w purytańskim amerykańskim mainstreamowym komiksie! Jakie szczęście, że przynajmniej pośladki jej zasłonili.
A poważnie... Z jednej strony ciekawe podejście do Psylocke, z drugiej nie wykraczające nijak poza, dajmy na to, "Wyznania gejszy" czy inne spojrzenie Zachodu na Japonię (i tak, wiem, że ten komiks nie jest o gejszy i Milligan nawet nie użył tego słowa, co mu się chwali. Za to rysownik wpakował anachroniczny monokl dla równowagi, bo brytyjski dżentelmen zawsze musi być z epoki wiktoriańskiej ;) ). Wreszcie doszło do spotkania przynajmniej dwójki bohaterów... I okazało się, że potrzebowałem czterech numerów, by zrozumieć, że tajemniczy daimyo i zemsta na nim nie są istotne, bo ta miniseria nie ma fabuły jako takiej. Po prostu wzięto pięć postaci, wpakowano (miejscami na siłę) do feudalnej Japonii i... Na tym pomysł się kończy. Za tydzień będzie można podsumować całą serię. Na razie jestem srodze zawiedziony, choć ten numer i tak był chyba najlepszy z dotychczasowych.

avalonpulse188b%20%5B1600x1200%5D.JPGMr. M.: Przy końcu miniserii, gdy tak naprawdę fabuła zaczyna się zawiązywać, ostatecznie już wiadomo, że zmarnowała ona swój potencjał. Stworzenie wariacji na temat pięciorga bohaterów niestety przesłoniło jakąkolwiek historię, a zbieranie się do zabójstwa daimyo jest potraktowane bardzo luźno. O wiele lepiej by wyszło, gdyby po wprowadzeniach każdej postaci ruszyła prawdziwa fabuła, w której moglibyśmy zobaczyć wzajemne relacje między bohaterami i jak udaje im się zabić daimyo. Choć w duchu klasyków japońskich jidaigeki nie powinno się to dla nich skończyć dobrze. Sam zaś numer 4. jest najlepszy z dotychczasowych. Dzielnica Yoshiwary wygląda niemal tak jak ją pamiętam z wielu filmów, a Psylocke prezentuje się bardzo dobrze. Wprowadzenie Wolverine'a do tego numeru również podnosi wartość komiksu, choć niedosyt co do całości miniserii już pozostanie.

Astonishing Spider-Man & Wolverine #5
Krzycer: Piękne szaleństwo. W pierwszej chwili pomyślałem, że wrzucenie do worka jeszcze "Dark Phoenix Wolverine'a" to już przesada, ale w ramach tej serii... Wszystko jest dozwolone.
Cały numer jest pełen fantastycznych momentów, chyba najbardziej spodobało mi się "This is the one I want them to remember me by".
Szkoda, że został już tylko jeden numer.


Daken: Dark Wolverine #7
Krzycer: Po pierwsze - no i wyrolował wszystkich. Po drugie - więc na tym opierało się "imperium" Romulusa? Po prostu nikt się nie zorientował, że przerażający Romek (a teraz Daken) jest samotnym frajerem z pazurami?
Tsk.
W każdym razie pozostaje zobaczyć do czego mu właściwie to "imperium" potrzebne. Może jeszcze coś z tego będzie. Przy czym ten wątek w komiksie jest w sumie potraktowany po macoszemu - ot, Daken gada z Tyger Tiger (Tiger Tyger?) i wyjaśnia jaki jest niesamowity. Ważniejszy jest wątek z Colcordem i eksperymentami które zasugerowano numer czy dwa temu... I w sumie zostałem zaskoczony tym, że Colcord pracuje dla Dakena. Myślałem, że crossover będzie o tym jak X chce go zabić, a Daken wykorzystać.
W sumie pewnie o tym właśnie będzie, tylko że Colcord już na starcie jest w rękach Dakena. A potem pewnie okaże się, że prowadzi własną grę, przez co Laura i Daken zostaną zmuszeni do współpracy. Potem Daken Laurę zdradzi, a na końcu od niej oberwie i przysięgnie zemstę.
Co nie zmienia tego, że crossover z X-23 i tak może Dakenowi tylko pomóc.


Daredevil Reborn #3
Krzycer: Oj, bieda, planu żadnego nie było, Murdock jest wyjątkowo naiwny w tej mini. Za to pod koniec pojawia się ciekawie się prezentujący łotr Calavera (...tylko teraz nie mogę się opędzić od wspomnień z "Grim Fandango"), a cliffhanger intryguje. Jeszcze coś może z tego być.

Mr. M.: Matt Murdock nie tylko nie potrafi planować następnych ruchów, lecz również ciężko mu się walczy z garstką małomiasteczkowych policjantów i bandziorów. Aż trudno uwierzyć, że ktoś taki jest superbohaterem. Niestety Diggle z numeru na numer przedstawia Daredevila w coraz gorszym świetle, a fabuła robi się coraz mniej zajmująca. Całe szczęście, iż następny numer jest ostatni, bo aż strach pomyśleć, jak niski poziom miniseria mogłaby osiągnąć przy trwającej w niej tendencji spadkowej.

Deadpool MAX #6
Krzycer: W sumie ciekawie by było, gdyby Bob naprawdę został nowym Deadpoolem. Poza tym... O ile w wypadku 5 Ronin nie przekonuje mnie brak konkretnej fabuły, tak tu konkretna fabuła - ku pewnemu zaskoczeniu z mojej strony - jednak jest. Przy czym nie interesuje mnie na tyle, by numer który się na niej skupia mógł mnie wciągnąć. Wolałem ten z Zemo.
Ale i tu jest parę fajnych scen.
W każdym razie to w dalszym ciągu jeden z najciekawszych Deadpooli z ostatnich lat.


Ender's Game: Speaker For The Dead #3
Hotaru: Mam mieszane uczucia. Podczas lektury wszystko mi się podobało. Rysunki były na dotychczasowym wysokim poziomie, skrypt wydawał się przedstawiać najistotniejsze elementy fabuły, zachowując przy tym klimat i dramaturgię powieściowego oryginału, ale jednak... Coś nie gra. Ostatnia scena tego numeru nie trafiła do celu, a dysonans, jaki spowodowała, niemal zatarł wszelkie wcześniejsze pozytywne wrażenia. W sumie nie wiem, dlaczego aż tak mocno to we mnie rezonuje, ale tego nie zmienię. To w dalszym ciągu dobra adaptacja. Po prostu nie tak dobra, jak mogłaby być, gdyby ostatnią stronicę rozpisano inaczej.

FF #1
Pete: Chyba najlepsze, co mogłem zrobić przed przeczytaniem tego komiksu, to powtarzanie sobie w myślach do znudzenia, że to po prostu kontynuacja Fantastic Four. Gdybym oczekiwał, że znajdę tu coś, co mną wstrząśnie, zwyczajnie bym się rozczarował.
Z jednej strony to w dużej mierze nuda - czego można było się spodziewać po pierwszym zeszycie. Z drugiej podobało mi się wyczucie z jakim wszystko poprowadzono. Nie było przesadnego słowotoku, nie było wszechobecnej żałoby, nie było końca świata na dzień dobry. Hologram z Johnnym, dwie sceny z Benem i krzesło przy stole - wszystko to doskonale dało odczuć stratę, a nie wpłynęło w żaden sposób na akcję. Dość niespotykana subtelność. Oprócz tego widzę, że rysownicy mają już naprawdę dość klasycznego stroju Spidera, choć to, co teraz możemy zobaczyć zaczyna zakrawać na lekką przesadę: w swojej serii ma już dwa nowe, wcześniej latał w czerni, a teraz zupełnie nowy kombinezon i to w dwóch wariantach kolorystycznych. Jeszcze trochę i nawet Stark zacznie mu zazdrościć.

Krzycer: Pierwszych parę stron ujawniono w zwiastunie praktycznie tuż po ubiciu Torcha. Pozostałe dwadzieścia stron praktycznie nie posuwa akcji o krok, poza przywróceniem Wizarda. Przynajmniej na ostatniej stronie wpada wujek Doom... Ale i to było oczywiste - nie tylko dlatego, że był już w zapowiedziach, ale przecież jego pakt z Valerią musiał do czegoś doprowadzić.avalonpulse188c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Czyli początek bardzo nienadzwyczajny. Zobaczymy, co dalej. A nowe stroje jakoś strasznie przywodzą mi na myśl "Mass Effect 2".
Mr. M.: Pozostali członkowie F4 przez moment jeszcze żałują Johnny'ego (cieszę się, że nie przeszli do porządku dziennego od razu po jego śmierci, jak to często bywa w komiksach), lecz gdy Wizard dostaje szansę przedwczesnego wyjścia z więzienia wszyscy ruszają do akcji. Lecz nie ma jej dużo, jak to zwykle bywa w pierwszych numerach, tak i tutaj Hickman buduje kolejny wątek i robi krok w następnym. Pojawienie się zarówno Spideya, jak i Dooma nie jest wielkim zaskoczeniem, lecz obecność Victora sprawia, że na kolejne numery czekam z większą niecierpliwością. Oczywiście Spider-Man też jest plusem, choć nie zapada tutaj mocno w pamięci. Jedynie warto wspomnieć, że jego kostium, których to ostatnio mu przybywa w zastraszającym tempie, prezentuje się o wiele lepiej niż te z ASM. Mimo więc, że numer jest spokojny, nie szokuje ani nie wzbudza wielkich emocji, to po prostu jest dobrze napisany pierwszy numer komiksu. Na koniec wspomnę, iż bardzo podobała mi się modlitwa przed posiłkiem FF.

Hulk Vol 2 #31
Mr. M.: Właściwie to Red Hulka nie znam zbyt dobrze, a serię zacząłem czytać od .1, czyli jak na nowego czytelnika przystało, wykorzystałem inicjatywę Marvela. Sam numer nie zachwyca, lecz jest dobrze poprowadzony. Rozpoczyna dwa wątki i kontynuuje poprzedni. O ile akcja posuwa się w przypadku Zero/One i jej działalności, o tyle jednak walka z Forteanem to po prostu kolejna siłowa potyczka, a żeby Rulk nie biegał w ciszy dorzucił mu Parker androida do kilku konwersacji. Zamykający numer zdenerwowani Watcherzy i nadlatujący potężny Omegex w moim uznaniu nie są dobrym cliffhangerem, ale czekam aż tożsamość Rossa wyjdzie na jaw, a Zero/One zacznie naprawdę działać, gdyż póki co jest nieco nudnawo.


Namor: The First Mutant #8
Krzycer: Autor uparcie twierdzi, że Namor i Doom przyjaźnili się (jeśli dobrze pamiętam poprzedni numer - jeszcze w czasach II wojny światowej?). Poza tym jest nawet ciekawie, choć różnych wpadek jest więcej - Loa według pana rysownika strzela energią, w końcówce Namora i jakjejtam przykrywają jakieś idiotyczne listki klonowe (pod wodą), po czym na Namorze magicznie pojawiają się klasyczne łuskowane gacie...
Nie będę płakał po tej serii (bo chyba zaraz ją zamkną?), ale w sumie ciekawie jest zobaczyć co się dzieje pod Utopią.
Poza tym idę o zakład, że za moment w innym tytule Loa będzie biegać po powierzchni jak gdyby nigdy nic.


New Mutants Vol. 3 #23
Hotaru: To mógł być fenomenalny numer. Bo fabuła, nie oszukujmy się, jest fenomenalna. Kiedy wydawało się nam, że Carey rozmieścił już swoje piony na szachownicy, nagle okazało się, że wcale nie gramy w szachy. Odpowiedzi przynoszą coraz więcej pytań, intryga jest jeszcze bardziej wciągająca i ani przez chwilę nie wątpimy w to, że odkrycie kart będzie diablo satysfakcjonujące. Tylko te rysunki... Zaiste, do tej pory kojarzyłem Kurtha jako wprawnego rysownika. Czytałem Ultimate Armor Wars i o ile dziś w ogóle nie pamiętam fabuły, tak pamiętam, że podobała mi się oprawa graficzna. Nie tym razem. Odnoszę wręcz wrażenie, jakby Kurth został zawołany w ostatniej chwili w zastępstwie i musiał narysować wszystkie stronice w przerwie na lunch. Wprawdzie po kilku pierwszych stronach to wrażenie łagodnieje, zaczynają pojawiać się ładne kadry i wprawnie skomponowane strony, ale gdyby to rysował Clay Mann... Ech, można pomarzyć.
avalonpulse188d%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Z jednej strony mam wrażenie, że trochę mniej się tu dzieje, z drugiej - to numer, w którym Carey wykłada kilka kart na stół. I one sprawiają, że znowu pogrążam się w dociekaniach o co tu właściwie biega.
Mimo wszystko - chyba wolałbym, gdyby trochę akcji którą obiecuje cliffhanger znalazło się już tutaj.
Przechodząc do dociekań...

Rzeczywistość w pudełku. Był o tym odcinek Futuramy. Czy równoległy upadek pudełka i to, jak coś rzuca Magneto o ścianę należy brać dosłownie? Rogue trzyma pudełko w którym wszyscy się znajdują?
A jeśli nie... To nie wiem o co tu chodzi. Ale jeśli należy to traktować dosłownie to tym bardziej nie wiem kto może odpowiadać za taki przekręt.
Xavier mówi o jakiejś "onej". Kimkolwiek ona jest, jeśli występuje fizycznie w AoX, to przypuszczam, że ukrywa się jako Moira i wykorzystuje do swoich celów Legiona. Nawet jeśli "jej" nie ma fizycznie w tym świecie, to i tak zakładam, że wykorzystuje projekcję Moiry by kontrolować Legiona.
Co sprowadza mnie do kolejnego punktu - dziwaczny mutant wyglądający jak Supreme Intelligence na nogach - ktoś taki nie istnieje w 616, a już na pewno nie na Utopii... Czy to jedna z osobowości Legiona?
W każdym razie po tym numerze jestem prawie pewien, że Legion okaże się tu kluczowy.
Przechodząc dalej - tutaj jest powiedziane na głos, że poza barierą niczego nie ma. A w najbliższą środę ukazuje się AoX: Universe #1 który pokaże nam co jest za barierą. Ściema? Tak sądzę.
I jeszcze słówko o sprawczyni całego zamieszania... Jeszcze raz przypomnę, że Carey miał ochotę na Cassandrę. Cassandra sterująca Legionem? To dopiero byłoby combo!


Osborn #4
Mr. M.: Od samego początku miniseria o Osbornie charakteryzuje się trzymającą w napięciu fabułą, sprawnymi wirażami między absurdalnymi a więziennymi motywami oraz wyśmienitymi dialogami i jeszcze lepszymi monologami. Nie inaczej jest w numerze 4., w którym Osborn po raz kolejny udowadnia, że nie przypadkiem udało mu się zostać jednym z najpotężniejszych osób w uniwersum Marvela oraz że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jedyną wadą przedostatniego spotkania z Normanem jest końcówka, która mocno przyspiesza akcję, zaburzając nieco niezbyt szybki rytm narracji. Jest to zrozumiałe, ze względu na ograniczenia przestrzeni, lecz mimo to jest to wada. Jednak jest ona na tyle drobna, iż nie psuje w żadnym stopniu całości. A ta jest wyśmienita.

Krzycer: Kelly Sue DeConnick z numeru na numer nie przestaje mnie zaskakiwać. Jej Osborn jest rewelacyjny.
Dla równowagi Emma Rios rysuje brzydziej i brzydziej, czego kulminacją jest kadr z zapłakaną Norą.
W każdym razie mam nadzieję, że uciekinierzy towarzyszący teraz Normanowi przeżyją tę mini. Wspólnie tworzą fajną klikę.
Słowo na zakończenie - okładki tej serii są fajne. Ta z tego numeru trochę mniej, ale następna jest rewelacyjna.


Power Man and Iron Fist Vol. 2 #3
Mr. M.: W dalszym ciągu jest to przyjemna lektura. Nagromadzenie groteskowych postaci jest dość spore, a każda z nich prezentuje się co najmniej dobrze. Do tego jest sporo akcji, trochę gry umysłowej i niezły cliffhanger. Słowem, wszystko, czego oczekuje się od miłej, szybkiej lektury.

Krzycer: Old-schoolowe zagrywki, niesamowicie wykręceni łotrzy na granicy autoparodii, kryjówka na dnie oceanu, a mimo to (...właśnie dzięki temu?) fajnie się to czyta.
Tylko za jakie grzechy ten biały ciuch od Bendisa stał się oficjalnym strojem? Zielony był tradycyjny, kunluński. W tym by Randa do siebie nie wpuścili...


Silver Surfer vol. 5 #2
Pete: Pierwszy numer bardzo mi się spodobał. Drugi jest taki sobie, choć może dlatego, że większy nacisk położono tu na wyjaśnienie pewnych kwestii. Mimo wszystko te próby ukazania różnych dziwnych aspektów ludzkiej egzystencji, na które nikt nie zwraca uwagi - jak np. smak wody jakoś mnie nie przekonały. W przeciwieństwie do tego, co działo się po #1, na tym etapie jestem przekonany, że ta historia niczym już mnie nie zaskoczy. No ale będę bardzo szczęśliwy mogąc publicznie napisać, że jednak się pomyliłem, więc tak czy siak doczytam już do końca.

Mr. M.: Mimo iż rozterki Norrina można było przewidzieć, to z przyjemnością stwierdzam, że czytało je się bez znudzenia. Co prawda, Radd trochę długo przyzwyczajał się do ludzkiego ciała, zbliżając się do chwili, w której mógłby czytelnika przestać interesować, lecz ostatecznie udaje mu się odzyskać w miarę stabilny stan umysłu. Numer jednak ratuje, ponownie, High Evolutionary, który wprowadza krok po kroku swój plan w życie. I mimo wszystkich pochwalnych słów, jakie kieruję pod adresem tej miniserii, wciąż jest ona dla mnie mało interesująca. Chyba największa jej wada leży w tym, że ostatecznie Silver Surfer w tej mini nie stał się postacią, której się kibicuje i na której czytelnikowi mocno zależy. Choć pewnie jego fani widzą to inaczej.

Thor #620.1
Hotaru: Mówią, że z pustego i Salomon nie naleje. Nie wiem skąd moje oczekiwania, że tam gdzie Salomon poległa, DnA się powiedzie. Może i panowie nie ponieśli klęski, ale pomimo naprawdę wielkich chęci nie mogę obwieścić ich tryumfu. DnA napisali fabułkę. Dokładnie tak - milutką, puściutką, nie wartą zapamiętania fabułkę. Gdyby nie piękne rysunki Marka Brooksa, zestawione z kolorami Sonii Oback, chyba nie doczytałbym do końca. I ten numer ma przekonać nowych czytelników do zainteresowania się bogiem piorunów? Proszę...
Mr. M.: Kolejny .1. Tym razem wprowadzenie nowego czytelnika to głównie chwila retrospekcyjnej opowieści o Thorze, a reszta komiksu to niezbyt zajmująca walka z Grey Gargoylem, po której nie widać, aby bóg gromów był jakimś szczególnie potężnym herosem. Ten point one prezentuje się więc zarówno pod kątem inicjatywy Marvela, jak i samej fabuły średnio, lecz czyta się go szybko. I tak też zapomina.
Zombie of MrG: Całkiem dobre! Luźna historyjka wprowadzająca autorstwa niezawodnych już Abnetta i Lanninga. Rysunki Brooksa też bardzo dobre i wydaje mi się, że trochę przestał same-faceować jak mu się w New X-men zdarzało. Tym lepiej dla Uncanny X-Force. Szkoda tylko, że to promyk słońca między runem Fractiona, a runem jego personal mokey Gillena. I gdzie był Odyn?

Ultimate Comics Doom #4
Hotaru: "- I jak wypadło zakończenie?" "- Bendisowsko." To dar. Bendis skopał coś, czego moim zdaniem nie można było skopać. Po kilku naprawdę fajnych numerach oczekiwać można równie fajnego finału. A może nawet trochę mniej fajnego. Ale totalnego niewypału? Coś takiego tylko u Bendisa. Wyobrażam sobie Sandovala, jak płacze nad każdą kolejną stroną tego numeru i myśli "gdybym wiedział, że to zmierza do czegoś takiego, to bym się nie starał". I rozumiem go w 100%. A może ktoś inny powinien kończyć historie tak świetnie zaczęte przez Bendisa?
Krzycer:
Bendis kiepsko kończy. Nowość? Ani trochę. Więc ostateczne łatwe starcie z Fantastikiem, który tylko stoi i pozwala sobie łoić w ryj rozczarowuje, ale nie zaskakuje.
Poza tym jednak jest tu sporo zalet - ot, choćby taka, że Bendis nie wytarł sobie gęby w ostatniej chwili Skrullem czy innym podszywaczem i konsekwentnie zeźlił Reeda. Tylko magiczne oko Fury'ego sprawia, że nie mam pojęcia, kiedy to wszystko miało się wydarzyć, skoro praktycznie we wszystkich pozostałych tytułach Ultimate (...w sumie nie ma ich znowu tak wiele) wiadomość, że Fury żyje żadną rewelacją nie jest.

Wilsonon:
Słaaaaaby finał. Jeden kosmita po stronie Reeda był w stanie zmiażdżyć część Manhatanu, a tu dostają od każdego. Skoro Richards mógł znaleźć sposób na byłą dziewczynę w 10 minut czy coś tam to, naprawdę, nie spodziewał się, że może mieć problemy z resztą superbohaterów i nie przygotował się na ewentualną wizytę któregoś z nich? Rozumiem, że pojawili się wszyscy razem, ale miałem nadzieję, że ściągnie przynajmniej z połowę zanim go powstrzymają. Sama walka z nim była żenująca. Zamiast byc świadkiem inteligentnej walki, widziałem tylko wrzeszczącego typka z poparzoną twarzą, któremu ręce się dziwnie wydłużały i skręcały.
Do rysunków nie mam zastrzeżeń.
Ocena całej trylogii... Można było wszystko upchnąć w 6-8 zeszytach. Słaby finał. Porządne rysunki i dobre kolory... 6/10
.

Ultimate Comics Spider-Man #156
Hotaru: Hmm... Tego się nie spodziewałem. Oczekiwałem, że ten numer mi się spodoba. Jak niemal wszystkie wcześniejsze. Niestety... Stosunkowo niedawno zacząłem przygodę z Ultimate Pajęczakiem (mówiąc to mam na myśli, że śledzę jego przygody dopiero od 30 numerów) i nie pamiętam, żeby któraś z dotychczasowych napisanych przez Bendisa odsłon jego przygód tak bardzo minęła się z moim gustem. Zdarzało mi się kręcić nosem na tamto i owamto, ale tym razem muszę się zastanowić, czy znajdę w tym numerze coś, na co nie chce mi się kręcić nosem. Myślę... I nie znajduję.
Krzycer:
O nie. Nie. Nie! Nie godzi się. Ledwo co parę numerów temu narzekałem, że Bendis zamiast wprowadzać wątki poboczne z wyprzedzeniem, by udowodnić, że planuje naprzód, wpycha nam do gardeł retrospekcje (jak te z Catwoman... Znaczy, Ultimate Black Cat obecną poza kadrem przez całą pierwszą historię UCSM) - a tu przebił samego siebie. Nie tylko wyciągnął Goblina z dupy, ale jeszcze przekreślił jedno z niewielu zakończeń, których nie tylko nie schrzanił, ale które wyszły mu niesamowicie. "Death of a Goblin" było świetną historią, z najlepszymi rysunkami Immonena jakie kojarzę i zakończeniem, w którym Bendisowi udała się trudna sztuka - autentycznie współczułem głównemu złemu.
I teraz autor stwierdził, że to jednak nie było dobre zakończenie dla Ultimate Normana i proszę.
Nie podoba mi się. Szalenie mi się nie podoba.
Poza tym komiks jest w porządku.


Uncanny X-Force #6
Hotaru: No proszę, fabuła zaczęła nabierać sensu. Jakiegoś. Znaczy, mamy już trochę więcej odpowiedzi na lawinę pytań z poprzedniego numeru. Nie podobają mi się. Znaczy - odpowiedzi. Nie podobają mi się też rysunki. I w ogóle cała ta fabuła. Odbębnijmy jeszcze kolejny numer i niech wreszcie zacznie się coś fajnego.
Krzycer:
Dużo lepiej, dużo ciekawiej niż w niemrawym poprzednim numerze. Miałem się przyczepić do Briana Braddocka w starym kostiumie, ale okazało się to projekcją, więc nie ma o czym mówić. Swoją drogą była kiedyś historia o tym, jak Nightcrawler programował tak sobie Kitty w Danger Roomie po tym jak odleciała w kosmicznym naboju - na dłuższą metę to nie może być zdrowe, ale najwyraźniej Leonard Samson i Moonstone to jedyni psychologowie w 616 i po śmierci tego pierwszego i aresztowaniu drugiej nasi bohaterowie w kostiumach nie mają się do kogo zwrócić... O czym to ja pisałem? A, UXF #6. Fajne było. Jeszcze trochę w tym kierunku, a Fantomex będzie kradł każdy numer. A myślałem, że od tego będzie Deadpool.
avalonpulse188e%20%5B1600x1200%5D.JPGMr. M.: Deathlok! Cieszę się, że Remender stworzył tak dobrą historię, w której do akcji wkracza klasyczny image Deathloka. Mam nadzieję, że utrzyma się w komiksie na dłużej. Poza tym większą część numeru skupia na sobie Fantomex, co mnie bardzo cieszy, tym bardziej, że w .1 był praktycznie nieobecny. Druga część "Deathlok Nation" prezentuje zarówno dynamiczną walkę, tło do trwającej rozgrywki i, jak zwykle, świetnie nakreślone relacje w grupie. Bez zaskoczenia można stwierdzić, iż kolejne spotkanie z X-Force jest udane i pozostaje tylko czekać na kolejne.
Wilsonon: Uch, numer tygodnia. Dynamiczne walki, dobre dialogi sprawiają, że nie w sposób znudzić się scenariuszem Remendera.
Świetnie buduje napięcie w drużynie i z zeszytu na zeszyt atmosfera robi się coraz gęstsza. Postaciom wbijane są coraz większe drzazgi w mózg. Zabicie dziecka, samobójstwo Capa... Boję się myśleć jak bardzo po runie Ricka każdy z nich będzie miał zmiażdżoną psyche. Sesje terapeutyczne w Danger Roomie raczej nie pomogą.
Przyczepiłbym się tylko do rysunków. Niektóre kadry pokazujące znaczne przyspieszenie akcji są trochę nieczytelne. Czekam na powrót Opena'y.

Zombie of MrG:
Nie wiem, nie kręci mnie. Do Psylocke się nie przekonam, Claremont ją dla mnie zniszczył na amen. Deadpool jest out-of-character. A nawet bardzo. Cechą tej postaci jest to, morda je się nie zamyka. A tutaj odzywa się raz na pięć stron. Nie do zaakceptowania. Chcieli cichego ninję, było brać kogoś innego. Angela prawie nie widziałem w tym numerze. Wolverine jest, i tyle. Fantomex jest jedyną ciekawą postacią w tej historii. A tak, Deathlok. Deathlok też jakby go nie było. Samobójstwo Rogersa ma chyba pokazać że to seriuz stuff ale... No nie chwyta, nie chwyta. Za to rysunki ładne. Będę czytał dalej, ale tylko dlatego że Dark Angel Saga brzmi ciekawie strasznie.

Uncanny X-Men #534
Krzycer: Mam mieszane odczucia. Jeśli to był od początku plan Emmy, to czemu nie wykasowała mu pamięci zanim ruszyli na tę wycieczkę? Poza tym - rozumiem, że trzeba było wyprawić Emmę i spółkę zanim Utopia została objęta kwarantanną, ale historii w tym wątku było tyle, że ledwo starczyłoby jej na ćwierć numeru. Wciskanie go po parę stron do każdego odcinka "Quarantine" wyjątkowo się mu nie przysłużyło.
A wracając do głównego wątku... Mam mieszane odczucia. Są tu świetne sceny, jak Wolverine tłumaczący frajerowi z jego mocami na czym polega problem w byciu Wolverinem, podoba mi się również pomysł na nową przeciwniczkę (?) zaprezentowany w końcówce - a z drugiej strony Cyclops z bazooką...
No, ale żegnamy się z Fractionem. Wreszcie.


Wolverine And Jubilee #3
Hotaru: Hoho, Kathryn Immonen - jak jej nie kochać? Scenarzystka nie byłby sobą, gdyby nie dodała jakiegoś twista. Kiedy już wydawało się, że na sztaludze powstaje zgrabny obrazek, Immonen postanowiła chlupnąć w płótno puszką z farbą. I chlupnęło, a na sztaludze znowu trudno się połapać. Czy scenarzystce uda się na nowo wprowadzić ład w jednym numerze, jaki pozostał na zakończenie tej historii? Jestem jakoś dziwnie o to spokojny.
Krzycer: Na wypadek, gdyby któryś czytelnik zapomniał, że tę mini pisze pani Immonen w tym numerze zaczyna się robić dziwnie. Bardzo, bardzo dziwnie. Co nie zmienia tego, że w dalszym ciągu czyta się to świetnie.
Przy czym sceną numeru jest oglądanie telewizji przez Pixie, Armor i Rockslide'a.


X-Men Vol. 3 #9
Hotaru: Poznajcie jedyny pozytyw tego numeru - Dark Beasta. Cała reszta - interakcje pomiędzy postaciami, intryga, kreska i kolory Bachalo, są zwyczajnie poniżej pewnej średniej. Wielka szkoda, bo miałem nadzieję, na jakieś trwalsze odbicie w dobrym kierunku. Widać Legacy i New Mutants będą musiały mi wystarczyć.

avalonpulse188f%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Przy poprzednim numerze pisałem jak mi się podoba pomysł sięgnięcia po znakomite "Shed", więc nie będę się powtarzał (choć podoba mi się nadal). Wolałbym tylko, by wszystkie transformacje fizyczne były wynikiem zastosowania serum Connorsa, bo nie podoba mi się pomysł, by Jaszczur siłą woli zmieniał ludzi w jaszczurki, ale - trudno, co robić? Może to przygotowywanie gruntu pod kręcony właśnie film?
Idziemy dalej. Akcja może nie jest zbyt wartka, duża część skupia się na ekspozycji zapewnianej przez Głównego Złego, ale jest ona napisana tak fajnie, że nie mam się do czego przyczepić. Reszta dialogów... Niektóre odzywki wymieniane między mutantami są kuriozalne, ale to w sumie drobiazg nie umywający się do tego, co wpychał do ust postaci Fraction w UXM.
Tylko to odcięcie Pająka od mutantów w finale jest strasznie sztampowe. Opadające drzwi? Serio? Gdyby chociaż coś odwróciło jego uwagę w tym momencie, wciągnęło w tunel - to może, a tak... Po prostu nie zdążył przejść? Detal, a irytuje. Bachalo rysuje... Jak zwykle ostatnio, niestety. Wolałem go za czasów "Messiah CompleX". Ale tak samo rysował "Shed", więc to po części zaleta. I wreszcie, dochodzimy do gwoździa numeru - tożsamości Głównego Złego i... Jestem zachwycony, bo Dark Beast jest zdecydowanie zbyt rzadko wykorzystywany. Swoją drogą, poznałem go nie tyle po pazurzastych palcach, co kubku wyeksponowanym na tym samym panelu - coś mi kołacze, że w swojej tajemnej kryjówce przygotowując się do porwania Beasta zawsze miał jakiś dowcipny kubek na podorędziu.
Tak czy inaczej, fajnie, że jest.
I tylko końcówka mnie niepokoi - raz, że Hulked-Out Heroes na długo zniesmaczyło mi bohaterów przechodzących fizyczne transformacje, dwa, że ledwie parę lat temu Claremont napisał bardzo złą historię ze zmienianiem X-Men w dinozaury...

Zombie of MrG: No ujdzie, ujdzie. Dialogi miejscami sztywnawe, zagrożenie naciągane i wejście w pułapkę jak amatorzy. Na plus - świetnie prowadzony Dark Beast. Tylko zaczynam się martwić, bo za dużo go ostatnio - "Endangered Species", Dark X-Men, teraz to, wkrótce Uncanny X-Force. Coś za szybko ląduje na różnych krańcach x-uniwersum. No i rysunki Bachalo oczywiście - na plus. Pewno TPB kiedyś zawita w moją kolekcję.
Co nie zmienia faktu, że bezprzymiotnikowi są nadal słabsi od X-Factor, X-Men Legacy, New Mutants i Uncanny X-Force. A bycie lepszymi od Uncanny X-Men i Generation Hope to żadne wyróżnienie.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse188a.jpgX-Men #9 (Bachalo Variant)
Autor: Chris Bachalo

Hotaru: Tak, wiem, że w tym tygodniu wyszło kilka ładniejszych okładek. Kiedy jednak zobaczyłem, jak Spidey chowa się pomiędzy Storm i Emmą Frost, bonusowe comedy-points podbiły ten cover na czoło stawki. Poza tym, artysta zastosował kilka środków formalnych, które może zmniejszają czytelność w samym wnętrzu numeru, ale tutaj - o dziwo - całkiem się sprawdziły. Bachalo potrafi.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.03.23


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.