Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #187 (21.03.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 21 marca 2011Numer 12/2011 (187)



Najnowszy numer naszej gazety przypadł w wyjątkowym dla wielu dniu. Większość pewnie się domyśla, że chodzi ni mniej, ni więcej a o Pierwszy Dzień Wiosny. Część z czytelników spędziła ten dzień delektując się słońcem podczas wypełniania starej, szkolnej tradycji (czytaj: przebywaniu w tym dniu na wagarach). Ci, którym ta przyjemność została już odebrana, zapewne żałowali, że nie są nadal w szkole. Jednak nasza gazeta jest zarówno dla jednych, jak i dla drugich. A co dziś mamy przygotowane dla naszych czytelników? Przede wszystkim (pozwolę sobie na cytat): "Największe komiksowe wydarzenie roku 2011 zaczyna się tutaj." Oczywiście mowa o Fear Itself: Book Of The Skull. Poza tym, ciąg dalszy inicjatywy .1, kolejne przygody Pająka oraz drużyn Thunderbolts i X-Factor, a na deser coś dla najmłodszych - zarówno wśród mutantów, jak i tych mieszkających w Akademii. Zapraszamy.



5 Ronin #3
Krzycer: Po poprzednich dwóch numerach bez przesady mogę napisać o tym, że jest zaskakująco dobry. Gdyby na dodatek był jeszcze sam z siebie zaskakujący... No, ale nie można mieć wszystkiego.
Ale poza przewidywalną fabułą Punisher odnalazł się zaskakująco dobrze na Dalekim Wschodzie. Może to przez te wersety o tym, że przeznaczeniem samuraja jest śmierć i tak dalej, ale jakoś to wszystko pasuje.
Do tego szalenie spodobały mi się subtelne mony z zarysem czaszki.
Mr. M.:
Milligan przełamał schemat poprzednich dwóch roninów, a i udział Deadpoola ograniczył. Punisher jest bardzo podobny do tego z Ziemi-616, jeśli chodzi o motywacje i sposób działania. Jako, że nie siedzi pół numeru próbując nie walczyć, zarówno jego wprowadzenie, jak i kolejne zabójstwa wypadają przyzwoicie. Wciąż jednak nie czuć żadnego nastroju feudalnej Japonii, ale z tym już tylko pozostało się pogodzić.

Amazing Spider-Man #656
Krzycer: Niezłe podkreślanie tego, jak duże znaczenie miał spider-sense - choć rezultat użycia tracera był przez to przewidywalny. Nie do końca rozumiem dlaczego zagłuszacz sprzed dwóch numerów całkowicie wyeliminował tę zdolność zamiast, no, zagłuszyć ją na czas jakiś, ale nie będę kwestionował decyzji Slotta.
Mogę za to zakwestionować wyciąganie kolejnych strojów z d***. I design. Kołnierzyk, wąskie oczy - w połączeniu z kolorami sprawiły, że miałem wrażenie, jakby Pająk przebrał się za Ronina. Z zaprezentowanej dotąd palety kolorystycznej ta mi chyba najmniej pasuje.
No i "magnetyczna sieć blokująca sygnały radiowe"... Hm.
Ale poza tym to był całkiem porządny kawałek komiksu.
Tylko komisarz Pratchett nie pozwolił mi traktować go w zupełności poważnie.

Mr. M.: Numer pozostawił mnie z mieszanymi odczuciami. Podobało mi się pokazanie, jak ważny był pajęczy zmysł oraz scena upadku Spideya. Słowa J.J.J., który przyznaje, że Spider nie jest zagrożeniem również wypadły świetnie. Najbardziej jednak podobało mi się drugie starcie z Massacre, gdzie Pająk znajdował odpowiedź na każdy atak szaleńca. Trochę jednak szkoda, że praca nad zbroją odbyła się całkiem poza kadrem, ponadto, podobnie jak przedmówca, uważam, że kołnierz i "oczy" wyglądają nie na miejscu. Właściwie nie podoba mi się również żółta kolorystyka. Tak więc, o ile idea zbroi mnie przekonuje, o tyle jej design już nie. Szkoda również, że Massacre był tylko pretekstem do jej użycia. Liczyłem, iż Slott sporóbuje stworzyć wroga na miarę klasycznych villainów z otoczenia Spider-Mana. Może Massacre jednak kiedyś wróci. Nadawałby się do historii w typie śmierci Jean DeWolff. Cały numer wygląda więc jak pomost między utratą spider-sense, a właściwymi wątkami w serii. Jest dobrze, ale liczyłem na więcej.

avalonpulse187b.JPGAvengers Academy #11
Hotaru: Cóż, po ostatnich kilku świetnych numerach przyszedł czas na relaks i zaczerpnięcie oddechu. Ten numer... Nie jest świetny. Trochę się tego spodziewałem oczekując rysunków Toma Raneya, ale koniec końców to nie oprawa graficzna obniżyła dotychczasowy wysoki poziom tej serii. Chodzi o scenariusz - do bólu przegadany, w ogóle nie oryginalny i kiepsko rozplanowany. Cliffhanger jest tak niedorzeczny, że aż z chęcią zobaczę, w którą stronę to podąży dalej. Gage zasłużył jednak na chwilę wytchnienia, więc go nie zjadę.
Krzycer:
Nie mam bladego pojęcia, kim jest Korvac. Jakie to szczęście, w takim razie, że Gage zalał ten numer taką ilością tekstu, że wiem o nim już wszystko, co chciałem wiedzieć i jeszcze więcej. Tak ze trzy razy więcej.
Serio, słowotok jego żony zabija całą (i tak taką sobie) dramaturgię. A potem dostajemy dorosłe wersje bohaterów, które... No cóż. Pan artysta się nie postarał. Serio? Piersi u Veil, złowroga bródka Strikera i trochę więcej mięśni u Mettle? To wszystko? W sytuacji, gdy przeciętny bohater co najmniej raz do roku modyfikuje kostium?
Pewnie, Striker dorzucił trochę białego na swój, a Hazmat ma hełm który nie wiem czemu kojarzy mi się z robo-kotem, ale to i tak... Wyjątkowo rozczarowujące. A ponieważ najpierw są ukryci w dymie to scena została ewidentnie pomyślana tak, by zrobili wielkie wrażenie na czytelniku.
Ogólnie: bardzo średnio, mocny spadek po poprzednich dwóch numerach.

Pete:
W sumie nawet nie chce mi się spoilerować.
No ale dawno nic mnie tak nie rozczarowało jak ten idiotyczny motyw z Avengers Academy. Te dzieciaki mają taki potencjał, że kiedy tylko pojawiło się pierwsze zdanie dotyczące ich starszych wersji, to moja wyobraźnia zaczęła przypominać dwa napalone króliki. Lekko zmodyfikowane kostiumy, seriously? To wszystko, co ma sobą reprezentować grupa ciał sprowadzonych z przyszłości o mocy, która teoretycznie miałaby poradzić sobie z przeciwnikiem, który skosił instruktorów Akademii, New, zwykłych Avengers i Rogersa? Do gustu przypadła mi tylko Hazmat, bo wreszcie ten kostium wygląda jakby znajdowała się pod nim pyskata Azjatka o sile bomby atomowej.
Reptil - poważnie? Gość, który rozwalił Thora jednym strzałem (jedyna dobra scena w tym numerze), ma przestraszyć się Tyranozaura?
Mettle - liczyłem, że twórcy pójdą chociaż w stronę Colossusa z Age of X, albo wymyślą cokolwiek ...
Striker - kostium młodszej wersji jest najzwyczajniej w świecie dużo lepszy. W tym przypadku naprawdę im mniej białego, tym lepiej. Poza tym, chcecie mi powiedzieć, że gość który pozuje na gwiazdę miałby nie spróbować zmiany wyglądu?
Finesse - fajny strój, ale spodziewałem się dużo więcej. Innymi słowy kolejna chodząca bezosobowość.
Veil - OK, ma piersi i nową super umiejętność - tworzenie zasłony dymnej na specjalne okazje. Zwala z nóg ...
Rozumiem, że może zdarzyć się gorszy numer, jakiś zapychacz, albo coś w ten deseń. Wszystko fajnie, spoko i w ogóle, ale nie wtedy, kiedy z możliwie najlepszej sceny w całej serii robi się najgorszą. Nooo, to już wymaga talentu.


Captain America And Crossbones
Krzycer: Tytuł trochę bardziej niż trochę zmyłkowy - Cap pojawia się na jednej stronie, w retrospekcji z zamachu - co nie zmienia tego, że to fajna lektura. Z małym zastrzeżeniem - twardy zabijaka Crossbones trzymający sztamę z Red Skullami wzrusza się losem biednego dzieciaka, bo źli murzyni chcieli go pobić w dzieciństwie? Jeszcze rozumiem, że tamten epizod może odpowiadać za jego fascynację silnymi, białymi facetami (co prawda Crossbonesa znam z jego występów od zabicia Kapitana do Thunderboltów, i dotąd miałem wrażenie, że jest raczej bezideowym najemnikiem, ale może to kwestia Pierwszej Zasady), ale żeby nagle miał z tego powodu zdobywać się na takie gesty? Dziwne.
Ale cieszy mnie, że tymi złymi okazują się Amerykanie - oprócz wątków dookoła Osborna to jednak rzadkie. Poza tym rozbroiły mnie kadry z Crossbonesem kopiącym czaszkę z nudów.


Fear Itself: Book Of The Skull

Hotaru: Scot Eaton znowu jest w formie, co bardzo mnie cieszy. Ed Brubaker też się spisał, bo przeprowadził mnie gładko przez cały komiks, w którym nie obchodzi mnie praktycznie żaden z bohaterów. Może to dlatego, że skrypt nie był nastawiony na postaci, lecz na historię, ale jak dla mnie to zaleta. Sama historia przypominała mi lekko podobna akcję ze świata Ultimate (jeśli dobrze pamiętam, chodzi o Ultimate Thor), ale nie będę wytykał braku oryginalności. Przecież w planowaniu tego całego eventu główny prym wiedzie Matt Fraction. Cóż, podsumowując - fajny komiks. Ale jeśli to miał być wybuchowy początek "wydarzenia roku", to ktoś powinien polecieć za niewypał.
avalonpulse187c.JPGMr. M.: Największe komiksowe wydarzenie roku 2011 zaczyna się tutaj. A przynajmniej tak sugeruje Marvel. Póki co jest kameralnie, lecz w miarę interesująco. Prolog przedstawia nam w jaki sposób pierwszy z młotów, których ma być pełno podczas właściwego eventu, pojawił się na Ziemi. Dlatego też większość komiksu to retrospekcja z czasów II wojny światowej, podczas której Red Skull wypełnia mistyczne rytuały, dzięki którym na Ziemię spada młot. Niestety nikt nie może go podnieść, a w dodatku Skulla atakują Captain America z Bucky'm i Namorem, chcącym pomścić swych ludzi. Skull użył bowiem ich jako ofiary, a z ich skóry zrobił oprawę magicznej księgi. W teraźniejszości tę księgę, w ukrytej bazie Czerwonej Czaszki, znajdują jego córka Sin i Baron Zemo. Sin wyjaśnia swemu tymczasowemu wspólnikowi wszystko, co zaszło. Sama zaś sądzi, iż to jej właśnie przeznaczeniem jest podnieść młot przywołany przez jej ojca. Ale wygląda na to, że zamiast pisać, co sądzę o komiksie niemal go streściłem w całości. Moje odczucia po lekturze mówią mi, iż jest to udany prolog. Jest tajemnica z przeszłości, jest postać negatywna z planem i od razu tworzy sobie nowego wroga. Trochę akcji, trochę magii, niezłe rysunki, przyjemna lektura. Jednak żeby wyszedł z tego wielki event potrzeba będzie dużo więcej, gdyż póki co nie czuć żadnego ciężaru tej opowieści.
Krzycer: W gruncie rzeczy bardziej od retrospekcji zainteresował mnie krótkotrwały team-up Sin z Zemo, który wciąż nie wyjaśnia o co właściwie Zemo teraz chodzi (nadal nie wiem, czy Brubaker wie, że Zemo zrobił się prawie-dobry pod koniec klasycznych Thunderboltów...).
Akcja w retrospekcjach jest wartka, choć Bru nawet nie silił się na oryginalność. Do tego Marvel dopiero co wydał mini Ultimate Thor, gdzie też było o powiązaniach nazistów z nordycką mitologią, więc...
Tak czy inaczej, to była porządna lektura. Prawdopodobnie tym bardziej zaboli pierwszy numer Fractionowego eventu.


Formic Wars: Burning Earth #3
Hotaru: Nie powiem, ten numer dość porządnie mnie zaskoczył. Spodziewałem się dalszego skupienia akcji na wątkach Concepcion i Victora, ale Johnston skupił się tylko na tym pierwszym. Przez ten zabieg zobaczyliśmy pierwszą potyczkę z Formidami i to wcześniej, niż się spodziewałem. Fakt, że pojawiła się już w tym numerze tak mnie zaskoczył, że trudno jest mi ją ocenić. Jedyny komentarz, jaki mogę zaoferować, to taki, że w swoich skafandrach Robale wyglądają zbyt... Ludzko. Wyobrażałem je sobie wybitnie insektoidalnie i drapieżnie, niemal jak robaki ze "Starship Troopers". Caracuzzo za bardzo je uczłowieczył. Ale jestem w stanie z tym żyć i zacierać ręce na kolejny numer.

Generation Hope #5
Hotaru: McKelvie... Nie spodziewałem się, że jego rysunki przypadną mi do gustu, ale jednak. Nie oszukujmy się, nie jest to ekstraklasa czy pierwsza liga, ale nie drażnią oka. Za to Kieron Gillen dostaje ode mnie za ten numer żółtą kartkę. Jeśli właśnie w ten sposób ma zamiar dalej przedstawiać Hope i jej bandę, to ja się wypisuję. Rozumiem, że ruda jest główną bohaterką, ale można by to było zaakcentować, nie gwałcąc przy okazji każdej postaci drugoplanowej. Sposób, w jaki Gillen zobrazował Xaviera, Logana, Summersa i przede wszystkim Frost jest katastrofalny. Czy to Fraction odcisnął tak na nim swoje piętno? Czy to chwilowa niemoc? A może do tej pory Gillen jedynie udawał, że umie pisać? Bo w teorię, że Uncanny X-Men jest przeklęty i każdy kolejny scenarzysta, który się za ten tytuł zabiera traci przy tym talent... Hmm - Austen, Claremont, Brubaker, Fraction - jestem w sumie w stanie uwierzyć.
Krzycer:
Fajne rozmowy Xaviera, Magneto i Hope, urocza scenka na strzelnicy a przede wszystkim pierwsze przebłyski tego, jakie właściwie mesjaszka ma poglądy na świat i ustalenie status quo Światełek. Do tego kolejne przykłady ślepego posłuszeństwa Światełek względem Hope (jeszcze mi się nie przejadł ten wątek), kolejny błysk Feniksa (ten wątek już mi się przejadł) i przejmujący w swej prostocie list Beasta (doktora Beasta, co podkreślił :) ). W sumie najsłabiej wypadł epizod z Emmą. No i kwestia Xaviera o tym, że nic go tak nie cieszy jak oglądanie młodych mutantów wypada parodystycznie.
Rysunki mi się nie podobały ale wystarczy, że zajrzę na okładkę i wiem, że mogło być dużo gorzej.
Also - Idie ma 14 lat? Czy jeszcze przed chwilą nie miała dwunastu?


Hulk Vol. 2 #30.1
Mr. M.: Kolejny .1 i znów inny pomysł na wprowadzenie nowego czytelnika. I muszę przyznać, że Parker wybrnął z zadania doskonale. Póki co, jest to najlepszy komiks w tej inicjatywie, przynajmniej jeśli chodzi o pomysł. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ten numer "tylko" zaczyna nową historię. Pojawia się kolejny wróg, Rulk nie może wrócić do bazy, trochę walki. Lecz w momencie, gdy poznajemy przeciwnika Red Hulka, co jakiś czas wkradają się informacje z przeszłości Rossa. Kim był, co zrobił, jaki jest jego obecny status. A wszystko to niejako w tle historii, więc Parker stworzył komiks, który zainteresuje starych, jak i nowych czytelników. Sama zaś historia jest dość prosta, lecz jej silne nawiązanie do klasycznych relacji Ross-Hulk oraz miejsce, w jakim się kończy, pozwalają oczekiwać większego zamieszania w przyszłości.

Invincible Iron-Man #502
Mr. M.: Dialog Starka z Octaviusem jest już ciekawszy niż poprzednio, ale co za dużo, to niezdrowo. Fraction mógł uciąć część słowotoku Tony'ego, choć nie wyszło najgorzej. Ich krótkie starcie także wypadło w miarę dobrze. Za to Pepper Potts pokonująca Sandmana i Electro to dla mnie zbyt wiele. Może i jest ona dość potężna, ale - na litość boską - Sandman powinien rozwalić ją jednym ciosem. Electro bierze na ratunek zakładnika i zostaje pobity przez Pimachera. Nie czytałem Iron Mana sprzed tej historii, ale Pimacher nie wygląda na osobę obdarzoną mocami, a - o ile pamiętam - dotknięcie Electro jest dość zabójcze. Tymczasem członek Sinister Six zachowuje się jak żółtodziób, dając się podejść. Tak więc numer raczej słaby, głównie jednak ze względu na potraktowanie postaci.


Iron Man 2.0 #2
Mr. M.: Jest lepiej niż poprzednio. Od amerykańskiego żołnierza wysadzającego własną bazę, po bazę w Rosji pełną martwych żołnierzy przybitych do ściany - trochę się dzieje. Dialog z Suzi Endo jednak jałowy, ale równocześnie okazuje się, że tajemnica Palmera Addley'a może być bardziej zagmatwana, więc większość wad jest czymś rekompensowana. Numer nie jest zły, ale po słabym pierwszym spotkaniu wciąż nie mogę cieszyć się do końca historią, jednak jeśli seria będzie wciąż zwiększać swoją jakość to sytuacja ta może ulec zmianie.


Thunderbolts #155
Krzycer: Zaskakująco fajny numer. Dużo przyjemniej czyta mi się o magii u Parkera niż u Bendisa, choć w nie potrafiłbym powiedzieć czym różni się podejście jednego i drugiego. Parkerowi jakoś naturalniej to wychodzi. W każdym razie team-up Cage'a ze Strangem był zaskakująco skuteczny (w sumie logiczne - magowie tradycyjnie są słabi fizycznie, więc uzupełniali się doskonale). Na drugim froncie sporo się dzieje w The Raft. Czemu Fixer jest aż tak zawiedziony, że nie dostał dowodzenia nad zespołem? Czyżby coś planował? Czy kryje się tu jakiś długofalowy plan? Mam nadzieję. Thunderbolts zawsze byli o odkupieniu i intrygowaniu, byłbym rozczarowany gdyby ktoś tu nie spiskował na boku.
W każdym razie jedno tylko nie spodobało mi się w tym numerze - mianowicie to, że na ostatniej stronie właściwie nie da się rozpoznać kim są kandydaci na nowych Thunderboltów... Dark Beast (panu rysownikowi ktoś powinien uświadomić, że DB nie zamienił się w kota), Mandrill, Gunna, jakiś Skrull... A reszta?

Mr. M.: T-boltsi nadal nie zawodzą. Historia magiczna, lepiej wygląda (znów się zgodzę z przedmówcą) niż ta z New Avengers. Strange i Cage świetnie ze sobą współpracują, po raz kolejny Parker udowadnia, że potrafi pisać tytuły drużynowe. Mimo prostoty fabularnej (Stephen i Luke idą do Satany, natykając się na jej pułapki) komiks wciąga, czeka się na spotkanie z siostrą Syna Szatana, a, co ważniejsze, finalna konfrontacja nie rozczarowuje. Mogłoby być więcej Man-Thinga tylko, ale i tak jego zachwalanie przez Strange'a nieco rekompensuje ten brak. Do tego sceny w The Raft rozpoczynają kolejny ważny wątek w historii Thunderbolts. Otrzymujemy więc nowego członka, początek zbierania kolejnych i przetasowanie w zespole. Czyli T-boltsi wciąż trzymają wysoki poziom.

Ultimate Comics Avengers vs New Ultimates #2
Krzycer: Zacznijmy od ogólnej oceny komiksu: w gruncie rzeczy to samo, co w poprzednim, tylko z drugiej strony. Niezła akcja, tylko ten Tyrone Cash... Nie lubię gościa i już chyba nic tego nie zmieni.
Do tego niezły Yu.
A teraz przejdźmy do tego, co mnie zirytowało. Zastanawiałem się, czy Millar czytał Ultimate Iron Mana. Ten numer nie pozostawia cienia wątpliwości, że czytał - i postanowił zamieść go pod dywan, zmieniając w fikcję w fikcji. Co bywa zabawne, gdy zamiata się tak marne czy nie pasujące fragmenty kanonu. Gdyby coś takiego spotkało Ultimatum, Ultimates Loeba czy stare Draco lub idiotyzmy o Nightcrawlerze, który miał zostać papieżem, by zniszczyć katolicyzm - wtedy przyklasnąłbym temu zabiegowi.
Ale nie. Millar nabija się z niezłego UIM, wywala healing factor i przerośnięty mózg Ultimate Starka, zamiast nich ofiarowując nam wymyślonego na poczekaniu brata, który jest jeszcze mądrzejszy.
I to mi się nie podoba.


avalonpulse187d.JPGUncanny X-Force #5.1
Hotaru: Wow, po ostatnim niewypale (mam na myśli poprzedni numer Uncanny X-Force), to naprawdę pozytywna niespodzianka. Remender odniósł się do jak najbardziej klasycznych wątków, czym mile połechtał moje emocje i jednocześnie pchnął do przodu kilka wątków, jakie prowadzi u siebie. Co z tego, że motyw przeobrażenia w zło, które się zwalcza, jest ograny jak "Wlazł kotek", skoro skryba hojnie przyprawia go nam najlepszymi przyprawami? No i te rysunki - klimatyczne, ekspresyjne i dynamiczne. Naprawdę dobry komiks.
Krzycer:
Ok, Parker zrobił niezłe .1 ale Remender go przebił wielokrotnie. Jest krwawo, są dawne zaszłości, zrozumiałe motywacje, realne i bliskie zagrożenie dla mutantów, bardzo dobre dialogi i ciekawa oprawa graficzna. Sądzę, że gdyby ten komiks wyszedł parę tygodni wcześniej, Lady Deathstrike urwałaby w Arenie sporo głosów Moonstone.
Mr. M.:
Mam tydzień zgadzania się z przedmówcą. Otóż faktem jest, że o ile Parker zrobił bardzo dobry .1, o tyle Remender zrobił .1 świetny. Mamy całkiem nowy, osobny numer, poza dziejącą się właśnie historią o Deathlokach (swoją drogą, nie wiem czy dobrze jest umieszczać .1 w trakcie trwającego story-arcu), który poprzez działanie i kilka krótkich dialogów informuje, czym jest X-Force i jak działają. Żaden nowy czytelnik nie powinien poczuć się nazbyt mocno zagubiony, starzy zaś mogą cieszyć się kolejną historią, w dodatku nawiązującą do przeszłości. Sporo akcji, duszny nastrój, brutalne walki, doskonale przedstawione relacje w grupie - po prostu Uncanny X-Force nie przestaje być jedną z najlepszych serii Marvela. Jedynym mankamentem było wyłączenie z akcji Fantomexa i Deadpoola. Jest to zrozumiałe, ze względu na objętość komiksu, lecz chciałbym zobaczyć w akcji więcej Fantomexa kosztem Wolverine'a.

Uncanny X-Men Annual Vol. 2 #3
Hotaru: Po tym, jak w tym tygodniu Gillen zochydził mi postać Hope i tym jak na kilku pierwszych stronach zaatakowano mi jednocześnie wzrok (Bradshaw - WTF?!), jak i wspomnienia (kieeepskie nawiązanie do sceny z Kitty), nie dałem rady temu komiksowi. To zdarza się naprawdę rzadko, więc pomyślałem, że to odnotuję.
Krzycer:
Coś obrodziło kuriozalnymi rysunkami. Te twarze... The horror... The horror. Fabuła nieszczególna. Ot, coś wybuchło, bohaterów gdzieś wciągnęło - połowa odcinków "Star Treka" na tym polega. Ale zabawny Nemesis, arogancki Namor i pociesznie irytujący Cyclops ratują całość. Zobaczymy, jak to się rozwinie. Źle nie jest.

avalonpulse187e.JPGX-Factor #217
Hotaru: Jestem w stanie Peterowi Davidowi wiele wybaczyć. Ale jeszcze nie zdecydowałem, czy wybaczę mu tę do bólu mało subtelną polityczną agitkę. Przecież wiem, że stać go na więcej. I zacząłem od tego, bo to jedyny zgrzyt, jaki w tym numerze odnotowałem. Pozostała część scenariusza, jak i przepiękne rysunki, nie budzą moich najmniejszych zastrzeżeń. Póki PAD nie będzie próbował mnie przekonywać, że 2 + 2 = 4, będzie mi się z nim dobrze współpracowało.

Krzycer: Strasznie mi się podobają rysunki. Ot, pomyślałem, że wspomnę. Po tych wszystkich Stromanach i spółce wciąż się cieszę, widząc w tym tytule fajną kreskę.
W gruncie rzeczy akcja nie posuwa się do przodu - wątku na cmentarzu mogłoby nie być, poza nim mamy tu tylko dojazd na protest i uliczną debatę oraz cliffhanger, ale ponieważ wypełniające numer liberalne poglądy autora okraszone są zabawnymi kwestiami, to i tak czyta się to świetnie. Choć nie wiem, jak by to wszystko odebrał ktoś zgadzający się z tłumem, a nie Jamesonem i Monet.
A potem zaczyna się akcja, i... No cóż, okładka następnego numeru została ujawniona dość dawno, więc zaskoczenia nie było. Pytanie, jak to się skończy, bo jak wiemy - okładki kłamią.

Mr. M.: Co prawda akcja posuwa się zaledwie jeden krok do przodu, lecz dialogi są wyśmienite, poruszona jest aktualna kwestia imigrantów w USA, Jameson brzmi jakby był fanem "Zabaw z bronią" Moore'a. Do tego krótki pojedynek, niezły cliffhanger i wystarczy by cieszyć się kolejnym dobrym numerem "X-Factor".




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse187a.jpg5 Ronin #3
Autor: David Aja

Hotaru: Niestety, w tym tygodniu Marvel ponownie nie pozostawił mi wyboru. Zmuszony jestem po raz kolejny wyróżnić prześliczną, estetyczną, klimatyczną, przemyślaną i wprawnie wykonaną okładkę Davida Aja do 5 Ronin. Szkoda...?









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.03.16


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.