Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #186 (14.03.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 marca 2011Numer 11/2011 (186)



Kolejny skromny tydzień za nami. Jedynie osiem pozycji trafiło pod obserwacje i zostało zrecenzowane. Jednak najważniejsze jest to, że tym razem bardziej liczyła się jakość. Nie ma w tym tygodniu szczegołnie słabego numeru. Dlatego warto zapoznać się z opiniami i cieszyć z lektury. Serdecznie zapraszam.



5 Ronin #2
Krzycer: Hulk medytować! Wszystkie uwagi odnośnie poprzedniego numeru pozostają w mocy. Bohater, którego skrzywdził anonimowy daimyo, Deadpool znikąd popychający bohatera do działania... Zgaduję, że następne dwa numery powtórzą ten schemat. Ale czy ostatni cokolwiek wyjaśni?
I po co właściwie ta wycieczka do Japonii? Ani Milligan nie przebije Japończyków opowieścią o Japonii, ani o postaciach niczego nowego się nie dowiemy, bo albo są zbyt dalekie od swoich oryginałów, albo pasują do tła jak pięść do nosa.
Ale rysunki nadal ładne a okładki Aji - jeszcze lepsze.

Mr. M.: Powtórka z rozrywki, tylko że Wolverine'a zastąpił Hulk. Poza tym fabuła bardzo podobna. Motywacja też. Najbardziej w tym komiksie czeka się aż Hulk wreszcie wybuchnie gniewem, lecz kiedy to następuje nie robi to żadnego wrażenia. Ponadto dalej nie czuję tutaj japońskiego ducha, kilka ujęć przyrody wcale nie pomaga. Sama fabuła zaś, z wieśniakami i poszukiwaniem obrońcy, nasuwa skojarzenia z niejedną chanbarą i za to mały plus.

Incredible Hulks #624
Krzycer:
Najpierw Korg się zakochał w Hiroimie, teraz Hulk rodzi dzieci Miekowi. Pak eksploruje wątki nietradycyjnych rodzin na wszystkie sposoby.
Ale czyta się to całkiem, całkiem. Nawet, jeśli podśmiewa się pod nosem. Za to przywódca sakaarosavagelandczyków jest wyjątkowym idiotą - chyba, że wieści o zdradzie Mieka jakimś cudem nie dotarły do wszystkich sakaarskich imigrantów...

Arachnid: Bardzo mi się podobało. Dobra historia oraz świetne rysunki. Plan Mieka mnie osobiście zaskoczył. Co do postaci, to Hulk i Skaar wypadają według mnie najlepiej, choć Ka-Zar też całkiem nieźle sobie radzi. Co do reszty, to też jest w porządku. Ogólnie numer bardzo dobry.


New Avengers Vol. 2 #10
Hotaru: Szczerze powiem, że poprzedni numer nie przypadł mi do gustu. Sam pomysł kolejnego odgrzebywania przeszłości cyklopowego szpiega średnio mnie absorbuje... Ale przyznam, że tym razem scenarzysta wyszedł obronną ręką - nie zanudził mnie. Fragmenty dziejące się we współczesności były już zdecydowanie bardziej rozrywkowe. Może i nie są jakoś szczególnie porywające, ale czyta się je gładko. Spodziewałem się kiepskiego numeru, a dostałem średni.
Krzycer: Bijatyka z Superią - to jakaś nowa postać? - nudnawa, ale momenty ma - jak Pająk odstawiający jakiś ruch z capoeiry czy Cage któremu strzał przerywa wypowiedź. Ale banter jakiś wyjątkowo słaby.
W międzyczasie, w przeszłości, Fury zbiera proto-Avengers. Nieszczególnie to ciekawe, o postaciach też nie dowiadujemy się niczego ciekawego, a do tego Chaykin rysuje... Specyficznie... No, nie podoba mi się i tyle. Nie widziałem jeszcze Creeda z tak idiotycznym wyrazem twarzy. I czemu wszyscy faceci mają tę samą szczękę?
Za to zaskoczyła mnie obecność Silver Sable seniora. No i Namora nosi pas z nożem do bikini jak Ursula Andress i/lub Halle Berry...
avalonpulse186b.JPG
Mr. M.: Wciąż jest dobrze. Nie ma takiej siły jak poprzedni numer, lecz formowanie nowego/starego zespołu Avengers wypada przyzwoicie. Akcja we współczesności jest nieco gorsza, bo prawie w ogóle nie posuwa się do przodu, choć Spidey w akcji wyglądał naprawdę świetnie. Ale skoro nazwa "Avengers" już była w użyciu, to Wasp tak przypadkiem wymyśliła identyczną w pierwszym numerze Mścicieli?
Arachnid:
Numer zdecydowanie słabszy od poprzedniego. Część dotycząca Nicka i zbierania przez niego ekipy wypada całkiem nieźle. Oczywiście, wyłącznie pod względem fabularnym, bo rysunki niestety są paskudne. Co do drugiej częśc,i to tutaj rysunki są OK, ale w historii czegoś mi zabrakło. Walka z Superią jakoś specjalnie nie zachwyca. Spider-Man chyba najlepiej się prezentuje z całej drużyny. Wątek z Cagem i Jessicą też całkiem niczego sobie, choć nie bawi tak jak w poprzednim numerze. Na plus idzie także to, że od razu nie rozwiązano sprawy z Mockingbird. Pewnie zrobią to w następnym numerze, ale pewna doza niepewności i pytanie „co dalej?” pozostaje.

Onslaught Unleashed #2
Mr. M.: Spodziewałem się słabego numeru, a otrzymałem całkiem przyjemne czytadło. Niczym nie zachwyca, lecz wszystko jest poukładane i nie ma niepotrzebnych przestojów. Co prawda, sam Onslaught robi dość marne wrażenie, a z czarnych charakterów lepiej prezentuje się El Dragon. Prawdą jest też, że większość postaci pałęta się w epizodycznych niemal scenach. I, jak przewidywałem, cała fabuła ogranicza się do przebywania w jednym miejscu i siłowania się z opętanymi przez Onslaughta. Za to jest trochę akcji, jest ładna czerwień w niektórych kadrach, a i Moon Knight prezentuje się całkiem nieźle. Za to Beast ma pecha - albo siedzi przed komputerem, a jak wyjdzie to przybijają go do ściany poza kadrem. Kariera w Secret Avengers mu nie służy.


Ultimate Comics Spider-Man #155
Hotaru: Kolejny numer i znów zaserwowano nam zmianę rysownika. Kreska Chrisa Samnee jest może bardziej neutralna niż Davida Lafuente, ale do stylu Sary Pichelli trochę mu brakuje. Dla mnie wydarzeniem tego numeru był powrót Kitty, który odbył się tak... Nijako. Spodziewałem się, że kiedy ponownie zobaczymy Shadowcat, będzie to w sytuacji zagrożenia świata, a co najmniej życia Petera, a tu ot, takie spotkanie na ulicy. Widocznie w momencie startu "Death of Spider-Man" Kitty musi już być na miejscu i nie było czasu na jej porządne wprowadzenie. Jeśli następna historia okaże się tego warta, to nie wypomnę tego Bendisowi... A jeśli nie, to cóż, kolejny punkcik na niekończącej się liście moich narzekań.
Krzycer:
No, to jest po prostu idiotyczne. Nie komiks - komiks jest świetny, z fajnie przedstawionym, niekarykaturalnym Jamesonem (zresztą Ultimate Jameson zawsze miał więcej głębi) i jeszcze powrotem Kitty (choć to akurat jest mocno przypadkowe). Komiks był fajny.
Idiotyczne jest to, jak Bendis na wyrywki trzyma się decyzji o niepostarzaniu Parkera. No bo teraz ją złamał, bohater oficjalnie skończył 16 lat... Co oznacza, że wydarzenia poprzednich 154 numerów, wraz z występami gościnnymi, crossoverami i półrocznym przeskokiem po Ultimatum rozegrały się w ciągu jednego roku. Jakimś cudem.
Poza tym Bendisowi zapomniało się, że Ultimate Jameson zbankrutował w okolicy Ultimatum. Drobiazg.


Venom Vol. 2 #1
Krzycer: "Nrosvekistan"? Jakby mało było Latverii, Rumekistanów i Symkarii, teraz musimy ścierpieć jeszcze "Nrosvekistan"?
Słów mi brak. A na domiar złego jeszcze dostaliśmy błękitne hełmy w idiotycznych zbrojach.
Za to Jack O'Lantern (czy jak go zwał) prezentuje się zaskakująco dobrze. Znałem gościa tylko z mało wyrafinowanego zgonu na kartach Civil War, więc nie miałem wygórowanych oczekiwań, ale i tak zaprezentował się nieźle.
Poza tym jednak w tym numerze nie wykroczyliśmy poza to, co zdążyła zasugerować wstawka reklamowa z TASM i .1 tegoż.

Mr. M.: Wygląda teraz na to, że .1 z Pajęczakiem powstał tylko po to, by Slott mógł sobie napisać coś z Venomem w roli głównej, gdyż w pierwszym numerze serii o nowym wcieleniu Flasha niemal wszystko co było tam, jest i tutaj. Mimo to czyta się z zainteresowaniem. Zanim jednak o odczuciach po lekturze, powtórzę uwagę pisaną przede mną i skrytykuję Ricka za wymyślanie nowych (stereotypowych) krajów w środkowej Europie, które mają dziwaczne nazwy. Nrosvekistan pewnie leży gdzieś na Bałkanach. Sama historia jednak jest dość dobra, Jack O'Lantern, którego głównie pamiętam z występów w ASM (w tym jako Hobgoblin) w rękach Remendera staje się groźnym psycholem, a to duży plus. Zmiany nowego Venoma w starego są co prawda przewidywalne, lecz pożądane. Właściwie jednym z głównych wątków, jakie mnie interesują jest ten, w którym, jak przypuszczam, mózgożerczy Venom przejmie kontrolę.

X-23 Vol. 2 #7
avalonpulse186c.JPG
Hotaru: Nie rozumiem, po co ten numer w ogóle powstał. Tak wiem, Liu zapowiadała, że oddzielać będzie większe historie spokojniejszymi numerami, ale wydawało mi się, że będą przynosiły coś nowego. A tutaj nie dowiedziałem się niczego, czego bym już wcześniej nie wiedział o Laurze albo Remym. Oprawa graficzna robi pozytywne wrażenie. Takeda odwaliła kawal porządnej roboty szkicując, tuszując i kolorując swoje stronice. O dziwo, mangowy klimat nie zaszkodził X-23 i nie będę miał nic przeciwko, gdyby jeszcze miano do niego wrócić. Mam nadzieję, że Ryan Stegman w kilku następnych numerach nie okaże się zupełnym beztalenciem.
Krzycer:
...Ale to przy tym komiksie czułem się, jakbym oglądał ponownie któregoś ze starszych Bondów. Do tego stopnia, że nawet nie mrugnąłem okiem gdy Laura załatwiła rekina. A potem podczepiła się pod kolejnego.
Rysunki Takedy są pastelowo śliczne. Szkoda, że to tylko jeden numer.
Historia jest, rzecz jasna, banalna, ale po raz kolejny udowadnia, że sparowanie Laury z Gambitem było dobrym pomysłem.

chimp:
Od początku zaezytu widać, że jest to numer przejściowy między większymi historiami. Krótkie wspomnienie do czego zmierzają główni bohaterowi, a później prosta historia... Która jest bardzo efektowna i ciekawie opowiedziana. Tak jak wspomniał Krzycer, graficznie numer wygląda świetnie, choć podchodzi lekko pod mangę, co nie każdemu może przypaść do gustu. Czekam niecierpliwie na #10, bo znowu będą rysunki Takedy :D
Zakończenie numeru ciekawe i bardzo w stylu Gambita. Dobrze się czyta Gambita, gdy autorka rozumie i zna daną postać :D

No dobrze, a za dwa tygodnie start crossovera z Dakenem.
Arachnid: Numer lekki, łatwy i przyjemny. Jak dla mnie największym atutem tego komiksu są rysunki Sany Takedy. Może i podchodzą pod mangową sztukę, ale do mnie taka sztuka przemawia i uważam te rysunki za prześliczne. Co do samej historii to bardzo dobrze mi się to czytało. Na dodatek jeden z moich ulubionych X–Manów, czyli Gambit, jest tutaj bardzo dobrze pisany, co niezmiernie mnie cieszy. Co do Laury, to też jest OK. Jest ona bardzo ciekawą postacią, a nie tylko, jak pewnie wielu uważa, żeńskim odpowiednikiem Wolverine'a. Skoro więc i Gambit i X-23 są dobrze napisani, to także ich wspólna przygoda musi być bardzo dobra. I tak w istocie jest.

X-Men Legacy #246
Hotaru: Mam problem z tym numerem. A to dlatego, że nie wypada mi piszczeć jak mała dziewczynka, która wreszcie dostała swoją pierwszą lalkę Barbie, a na właśnie taką reakcję ten numer zasługuje. To kawałek naprawdę świetnej fabuły, porządnie zilustrowany, mobilizujący do myślenia i nie pozostawiający czytelnikowi wyboru co do tego, czy wziąć udział w zabawie w odgadywanie, o co w tym wszystkim chodzi. Panie Carey - brawo!

Krzycer: Przede wszystkim należy podkreślić, że Carey cytuje Pratchetta :) A poza tym... Robi się coraz ciekawiej. Pościg, bezwzględni New Mutants, pomocny, bo podejrzliwy Logan... A na końcu kolejna osoba pamiętająca cień siebie z właściwego świata. A potem spada kupa gruzu i po raz pierwszy od dłuższego czasu mając do czynienia z takim cliffhangerem zastanawiam się: stało się, czy nie stało się? Niby mogło się stać, bo to w końcu alternatywna rzeczywistość, ale czy na pewno?
Pojawiają się kolejne detale, które zdawałyby się potwierdzać może nie konkretną wersję, ale przynajmniej kierunek przypuszczeń Pariaha
.
Poza tym Clay Mann nadal wykonuje świetną robotę, choć miejscami chciałbym, żeby poświęcił więcej uwagi detalom, wypełnił czymś puste przestrzenie kadru.
No i nikt się słowem nie zająknął o gnomie, klaunie i reszcie tałatajstwa. To najprawdopodobniej są osobowości Legiona, ale - czy nikt nie zwraca na nie uwagi? Nie widzą ich, czy jak? Przyzwyczaili się? No i kiedy stoją w tle nad New Mutants pochylonymi nad Anolem i Domino, to Legiona nigdzie z nimi nie widać... Znaczy to coś? Nie znaczy? Nie wiem - a chciałbym wiedzieć.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse186a.jpgUltimate Comics Spider-Man #155 (Pichelli Variant)
Autor: Sara Pichelli

Hotaru: Obawiałem się, że będę musiał po raz kolejny wyróżnić okładkę Davida Aja z 5 Ronin, a wtedy mój wzrok padł na tę przesympatyczna pracę Sary Pichelli i moje obawy się rozwiały. Artystka fenomenalnie oddała klimat, jaki Brian Bendis zbudował na łamach tej serii: Gwen trzyma aparat, Bobby i Johnny robią sobie jaja, MJ znakuje swój teren, a nad nimi wszystkimi czuwa ciocia May. Kwintesencja.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.03.09


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.