Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #185 (07.03.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 7 marca 2011Numer 10/2011 (185)



Nowy tydzień rozpoczęty, pora na nowe podsumowania i recenzje. Te komiksy, bądź autorzy, którzy najczęściej wzbudzają wiele emocji, również i teraz są na czele. Debiut Annihilators i najnowszy numer Heroes for Hire to popis DnA. Natomiast najnowszy zeszyt z przygodami X-Factor to najwyższy kunszt PADa. Nie ma jednak co ukrywać, że ten tydzień obfituje w historie pisane przez bardzo dobrych scenarzystów. A o kim mowa? Zapraszam do lektury.



5 Ronin #1
Pete: Pomyślałem, że rzucę okiem, tak w ramach odskoczni. Póki co trudno powiedzieć coś więcej, to jedna z tych historii których ocenianie lub skreślanie po pierwszym zeszycie nie jest bynajmniej zbyt rozsądne. Jedyne, co mnie boli to to, że jakoś nie poczułem klimatu feudalnej Japonii. No ale może w drugim komiksie wszystko ulegnie zmianie.

Mr. M.: Pierwszy numer pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony jest dość ciekawa fabuła, intrygujący pomysł na Wolverine'a, z drugiej całość wydaje się nieco przegadana, a klimatu feudalnej Japonii próżno tutaj szukać. Trudno jednak oceniać miniserię po pierwszym numerze, który prezentuje, mimo uwag, całkiem wysoki poziom wykonania, pozwalający spodziewać się, iż spotkania z kolejnymi herosami okresu Edo sprawią, że całość pozostawi pozytywne wrażenia z lektury.
Krzycer: Ładne rysunki. Z treścią słabiej. Jasne, to tylko wstęp, ale już na początku mam problem z narracją. Niby to monolog wewnętrzny Logana (...któregoś z Loganów?), ale sformułowany tak, jakby do kogoś mówił. Tylko do kogo, że musi tłumaczyć czym jest "ronin"?
A w ogóle, to jak na razie najlepszą częścią serii są okładki Aji.


Annihilators #
1

avalonpulse185b.JPGHotaru: Obawiałem się tego tytułu. Wiem, to przecież DnA, którzy nigdy nie dali mi powodu, by w nich wątpić, ale jednak jakieś drżenie serce zostało. Oczywiście niepotrzebnie. Można by się czepiać, że to dziwne, kiedy istnienie drużyny będącej ukoronowaniem Thanos Imperative jest z miejsca podane w wątpliwość, lecz ja uważam, że to całkiem zasadne. Co się tyczy drugiej historii, to jestem pod wrażeniem rysunków Timothy'ego Greena. Powiedzieć, że nie byłem pod wrażeniem jego prac przy one-shotach ze świata Endera, to za mało. Tutaj jednak, kiedy mamy tak mało bohaterów ludzkich, jego charakterystyczna kreska wypada świetnie. Przydałoby się jednak trochę popracować nad kolorami. Kosmos Marvela nie umarł.
Krzycer:
Nowy zespół, nowa nazwa - jasne, ale miałem nadzieję, że przynajmniej klimat zostanie z Guardians of the Galaxy. Ze świecą go tu szukać. Ale może jeszcze się rozkręci.
W międzyczasie druga historia jest dość absurdalna i bardziej od kosmosu Marvela (czy nawet kosmosu Marvela z Deadpool Corps) przypomina kosmos Douglasa Adamsa. Co niekoniecznie jest wadą.
Za to Mignola rysuje strasznego Groota. Nawet Szopa rysuje przerażającego :)

Volf: Jakieś takie toto na razie bez wyrazu. Kto jak kto, ale DnA raczej nie zawiodą i się wszystko jeszcze powinno solidnie rozkręcić. Ale póki co szału nie ma. Przynajmniej w głównej historii, bo część poświęcona Szopowi nie zawodzi. Zakręcony humor, absurdalne sytuacje i nieoczekiwany finał na planecie Groota - wszystko to świetne, tylko rysownik lepszy by się przydał.

Avengers Academy #10
Hotaru: Kolejny naprawdę dobry numer. Szczerze, to Gage naprawdę pozytywnie mnie zaskakuje. Spodziewałem się średnio-ciepłej historyjki, a z odsłony na odsłonę dostaję parujący smakowity kąsek. Co więcej, Sean Chen godnie poradził sobie na stołku okupowanym dotąd przez Mike'a McKone'a, emulując miejscami kreskę poprzednika, co bardzo doceniam. Wygląda na to, że Avengers Academy jest najlepszym po Avengers: The Children's Crusade tytułem o Mścicielach. Kto by się spodziewał?
Pete:
Naprawdę dobry numer. Mam nadzieję, że było to już ostateczne podsumowanie i zamknięcie sprawy Stamford. Trochę minęło od Civil War i prawdę powiedziawszy irytuje mnie fakt, że ten cały incydent nadal jest w stanie pochłonąć sporą część zupełnie nowego komiksu. Oprócz tego bardzo fajny motyw z Hazmat i Leechem (teraz już ostatecznie wiadomo, że jego moc nie ogranicza się tylko do mutantów). Dziewczyna w końcu wyszła poza narzekanie i wieczne kombinowanie na boku. Generalnie wszystko to zaczęło przypominać szkołę jaką w teorii miało być i moim zdaniem wychodzi to jak najbardziej na plus. No i fajnie, że Hank wrócił do starego kostiumu.
Krzycer:
Dobre. I co jak co, ale Stamford było na tyle ważne, by nadal o nim wspominać. Zwłaszcza w kontekście Baldwina. Dziwnie wyszło, że tak łatwo łyknęli jego wyjaśnienie dlaczego się ciął (i czy gdy widzieliśmy to poprzednim razem to było tuż przed akcją?).
Za to wątek Hazmat - znakomity.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie końcówka. Kupuję, że Veil - jako osoba patrząca śmierci w oczy itepe - decyduje się przywrócić Wasp wbrew decyzji Pyma (i ew. czemuś, co mówiła sama Wasp). Ale że wmawia sobie, że tym wkupi się w łaski instruktorów?
Tak czy inaczej - po wyjątkowo drętwym początku Avengers Academy zaczyna wychodzić na prostą.


Daken: Dark Wolverine #6
Krzycer: No i przerobił ich wszystkich. Oczywiście. I gdybym lubił Dakena, to nie mrugnąłbym okiem - w końcu jest bohaterem tego komiksu. Bohaterom wszystko wychodzi. Ale Dakena nadal nie da się lubić, przez co wymagam więcej. I nie dostaję tego.
Ale i tak zmiana klimatów i wycieczka do Madripooru mu służą. Może jeszcze coś z niego będzie. Może crossover z "siostrzyczką" mu pomoże?


Deadpool vol. 2 #33.1
Mr. M.: Kolejny .1, lecz jakby Way zrozumiał ideę tej inicjatywy podobnie jak ja, a inaczej niż poprzedni scenarzyści. Nowy czytelnik, który ma chęć sięgnąć po Deadpoola dostanie tu wszystko, by zorientować się, o co chodzi. Skrót originu, lista mocy, sposób działania i charakter głównego bohatera. A nawet krótka wzmianka, co było ostatnio i co będzie dalej. Jako .1 uważam więc, że ten numer sprawdza się doskonale. Natomiast subiektywnie muszę stwierdzić, iż nie licząc inicjatywy .1, w ogóle mi się nie podobał. Humor mnie nie śmieszył, mimo że przypomniały mi się stare TM-Semicowskie Lobo. Rysunki jakoś odstręczają, a fabuła i charakter postaci, mimo iż zasmakował we flakach, całkiem odrzuciły. Wolę Deadpoola w Uncanny X-Force. Po tego raczej nie sięgnę w najbliższej przyszłości.


Formic Wars: Burning Earth #2
Hotaru: Ciąg dalszy rozstawiania pionków przed wielką konfrontacją. Równolegle prowadzone wątki na razie są sobie dość odległe, ale nie mamy wątpliwości, że już niedługo nierozerwalnie się splotą, kiedy Formidzi zaczną siać chaos i zniszczenie. Podoba mi się, że Card i Johnston podszywają fabułę polityką i biznesem - w ich interpretacji to choroba drążąca ludzkość, przed którą paradoksalnie uratować nas może zagrożenie ze strony obcych. Będę bardzo wnikliwie śledził ten wątek. Strona graficzna jest dość konsekwentna, bez szczególnych wzlotów i upadków. Jedyny zgrzyt to projekt formidzkiego statku, który nie zgadza się z tym zaprezentowanym wcześniej przez Pasquala Ferry'ego w Ender's Game. Ale może się czepiam.

Heroes for Hire vol. 3#4
Pete: Sporo trzeba było czekać, aż ruszy się ten główny motyw i proszę bardzo - wyszło świetnie. Podobała mi z zamiana Fista i Paladina, cała sprawa z dzieckiem, no i oczywiście końcówka z nieoczekiwanym gościem. Historia jest budowana w świetny sposób i mam nadzieję, że utrzyma się to tempo. Miło dla odmiany zobaczyć coś, co rozwija się w jakiś sensowny sposób.
Oprócz tego pochwała dla rysownika. Szczególnie za to, że poprawiono oczy i usta Misty. Nadal wolę ją bardziej z warkoczykami niż afro, no ale przynajmniej nie wygląda już jak jakiś żabopodobny stwór.

avalonpulse185c.JPGMr. M.: Powtórzę się i znów napiszę, że z numeru na numer Heroes For Hire prezentują się coraz lepiej. Wątek Puppet Mastera wysuwa się na prowadzenie i wyjaśniono, dlaczego przebywa tak blisko Misty. Pojawia się kolejny heros, a początek to pomysłowe grzebanie w umyśle Misty Knight, dodatkowo prezentujące czytelnikom jej motywacje i skrót przeszłości. Historia powoli się rozwija i za każdym jej fabularnym zakrętem czai się, póki co, kolejna niespodzianka. Nic, tylko czytać.
Krzycer: Ok, wyjaśniło się, czemu Puppet Master trzyma Misty pod kluczem, ryzykując, że ktoś odkryje jej nieobecność. I to jest pierwszy plus tego numeru.
Drugim - jeszcze większym - jest to, że Misty w przeciwieństwie do Śniącej Królewny i paru innych wyzwala się sama.
Ni z tego ni z owego rozpłynęły się moje główne zarzuty jakie kierowałem wobec HfH, więc... Dobrze jest! Jeszcze niech się zespół skrystalizuje.
Volf: Fabularnie wszystko w porządku, tylko... Jakoś tak za szybko mi się to czytało, trochę jak niektóre numery Ultimate Avengers Millara, a przecież nie tego się tu spodziewałem. Za dużo ładnych kadrów, a za mało dymków, przez co koniec dostałem w momencie, gdy spodziewałem się że jestem może w połowie numeru. Można było zmniejszyć nieco część kadrów, a na zaoszczędzone miejsce wrzucić jakiś wątek rozgrywający się w tle, chociażby Paladina i Iron Fista. Numer by na tym sporo zyskał.


Secret Warriors #25
Krzycer:
No i w końcu nadeszła chwila, gdy S.H.I.E.L.D. Hickmana z rozpędem wbija się w regularne continuity 616. A że po pierwszej mini S.H.I.E.L.D. nadal nie ma dla mnie sensu to przyznam, że obawiałem się tego. Ale nie jest źle - choć diabli wiedzą jaki cel przyświeca w tym wszystkim Da Vinciemu (bo to on, prawda?). Kupuję, że różni szpiedzy z przeciwnych stron barykady byli w stanie współpracować w celu zdobycia przewagi nad innymi, nie kupuję tego, że Rosjanom tak łatwo przyszło ich wszystkich wyrolować.
Ale jeśli dobrze pamiętam cała heca w Secret Warriors zaczęła się od wielkiego odkrycia, że S.H.I.E.L.D. zostało założone przez HYDRĘ - i ten wątek nadal nie ma sensu. Więcej - w ogóle się nie zgrywa z tym, co tu widzimy...


Thunderbolts #154
Pete: Miło, że Man-Thing wreszcie dostał swoje pięć minut. Autorom naprawdę dobrze wychodzi mieszanie akcji z numerami przybliżającymi poszczególnych członków składu. No i w zasadzie tyle. Nie jest to arcydzieło, bo jak wiadomo w takim numerze nie można raczej liczyć na wielowątkową intrygę, emocjonujące walki czy budowanie ciekawych relacji między postaciami. Dla mnie to jednak dobra pozycja dla wszystkich, którzy nadal w Man-Thingu widzą zwykłą kupę chwastów służącą tylko do teleportowania reszty składu.

Mr. M.: Jakiś czas temu zajrzeliśmy w przeszłość Ghosta, a teraz przyszło nam zetknąć się z genezą Man-Thinga. Po pierwsze, świetnie, że Parker pomiędzy normalnymi story arcami prezentuje numery skupiające się na poszczególnych członkach. Po drugie, świetnie, że wybrał teraz Man-Thinga, którego bardzo lubię. Mało jest zaś dobrych historii z Tedem w centrum - ostatnio tylko krótka historia w "Tomb of Terror" mogła ucieszyć jego fanów. W końcu, po trzecie, cieszę się, że Man-Thing jest traktowany na równi z innymi T-boltsami, gdyż na samym początku nieco się obawiałem, że będzie stał w tle i służył jako darmowy środek transportu. Sama zaś historia w tym numerze jest dość pretekstowa i prosta, lecz doskonale spełnia swoją rolę. Dowiadujemy się o originie, funkcji i mocach Man-Thinga. Wyprowadzony zostaje mistyczny wątek na przyszłość i pojawiły się sceny akcji. Choć miałem nadzieję, że bagnisty T-bolts pokaże się nieco bardziej monumentalnie, lecz to tylko mocno subiektywna dygresja. Zabrakło mi też dalszego rozwoju relacji byłego naukowca z Moonstone, lecz na to pewnie przyjdzie czas w przyszłości. Ponownie więc "Thunderbolts" oferują bardzo dobrą, rozrywkową lekturę.

Ultimate Captain America #3
Volf: Podoba mi się tutejszy Nuke. Jest odpowiednio szalony, ale szaleństwo to jest solidnie uzasadnione i wiarygodnie rozpisane, co czyni go jedną z ciekawszych nowowprowadzonych postaci Ultimate Universe - mam nadzieję, że nie będziemy musieli się z nim na dobre pożegnać w następnym numerze. Do tego mocne sceny tortur, trochę historii w pigułce i soczysty finał. Aaron nie zawodzi.


X-Factor #216
Hotaru: Podobnie jak DnA, Peter David to solidna marka. Może dlatego, że scenarzysta jest konsekwentny i nie ciągną go przelotne romanse z resztą marvelowego uniwersum - korzysta z niego tylko wtedy, kiedy służyć będą jego bohaterom i opowiadanej przez niego historii. I służą, a jakże! Wcześniej Thor, teraz Spider-Man i Jameson - niby odrębne światy, ale współgrają jak świetnie wyszkolona orkiestra. Do tego fenomenalne rysunki pani Lupacchino...  Poezja. Nie muszę już chyba mówić, że chcę więcej?avalonpulse185d.JPG
Krzycer: Rewelacja. PAD stoi interakcjami w drużynie, a w tym komiksie mamy niemal wyłącznie to. No i wprowadzenie nowych złoczyńców (...złoczynek? złoczynówek?). Zapowiada się ciekawie.
I jeszcze: "Passing cloud" :) .

Volf: Jak na razie tegotygodniowy faworyt, przede wszystkim za Don Jamesona - scenka, która spokojnie zasługuje na nominację do najbliższych Avalonów. Do tego kilka świetnych konfrontacji słownych, w tym Layla i Wolfsbane oraz Monet i Spider-Man - aż chce się czytać takie utarczki. A w tle jeszcze dojrzewa wątek nowych wrogów. Niby scen akcji praktycznie tutaj nie ma, a mimo to dzieje się naprawdę dużo. Plus świetne rysunki. Zdecydowanie dobry numer, nawet na tle innych tej serii.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse185a.jpg5 Ronin #1
Autor: David Aja

Hotaru: Nie mam najmniejszej ochoty czytać ten komiks. Ale na pewno poświęcę kilka minut, by przy każdym kolejnym numerze poślinić się nad okładkami Davida Aja. Nie będę się nawet silił na wyjaśnienia - wystarczy rzucić okiem i wszystko będzie jasne. Jest wiele definicji piękna, a ta okładka - i pozostałe z tej serii - spełnia chyba każdą z nich.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.03.02


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.