Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Fantastyczna Czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera"

RECENZJA FILMU FANTASTYCZNA CZWÓRKA 2: NARODZINY SREBRNEGO SURFERA


Wrócili! Producenci "Fantastycznej czwórki" nie pozwolili nam zbyt długo czekać na kontynuację. Po kasowym sukcesie pierwszej części (154 mln dolarów + wpływy ze sprzedaży DVD i gadżetów) oczywiste było, że nasi bohaterowie ponownie zagoszczą na dużym ekranie.

Film otwiera bardzo ciekawa i mroczna sekwencja zniszczenia tajemniczej planety. Z jej resztek wyłania się nagle srebrna postać... tak, tak moi mili. To od dawna wyczekiwany Silver Surfer. Już sam tytuł filmu "Fantastic Four 2: Rise of the Silver Surfer" (Fantastyczna Czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera) jednoznacznie wskazuje wokół czego, a raczej wokół kogo będzie się kręciła fabuła filmu.

Wprawdzie film zaczyna się interesująco ale im dalej tym różnie z tym bywa. Nasi bohaterowie są już uznaną i powszechnie lubianą grupą. Sue Storm i Reed Richards planują właśnie ślub. Wydaje się, że już lepiej być nie może gdy ceremonię ślubu przerywa tajemniczy srebrny obiekt, mknący po niebie. W pościg za nim rusza Johny "Human Torch" Storm i akcja w tym momencie zaczyna się kręcić w najlepsze.

Nie oszukujmy się. Film od samego początku był adresowany do jak najszerszego grona widzów (kategoria PG - czyli bez ograniczeń wiekowych o czymś świadczy). Często można spotkać stwierdzenie, że obraz jest po prostu dziecinny i adresowany wyłączne do młodszego odbiorcy. Według mnie to opinia mocno krzywdząca i nie do końca prawdziwa.

Twórcy filmu od samego początku nie próbowali robić z niego poważnego, dramatycznego kina z przesłaniem (chociaż i tutaj znajdziemy morał). To miało być kino rozrywkowe, lekkie, śmieszne i ogólnie łatwo przystępne. O ile pierwsza część daleka była od ideału, tak jej kontynuacja prezentuje się o niebo lepiej. To, że mamy do czynienia z jakby nie patrzeć prostym filmem nie oznacza, że nikt się nie przyłożył do jego realizacji.

Budżet w wysokości 130 mln dolarów został odpowiednio spożytkowany. Mamy tutaj naprawdę bardzo dobre efekty specjalne (vide: widowiskowy pościg Johnego za Silver Surferem, anomalie wywołane przez pojawienie się srebrnego, pojedynek z Dr. Doomem). Muzyka jest adekwatna do tego co się dzieje na ekranie. Gdy ma być pompatyczna (wielkie starcia) jest pompatyczna, gdy ma być spokojna i delikatna, taka jest. Od strony technicznej wszystko ładnie się współgra z obrazem.

Niestety nie można tego samego powiedzieć o scenariuszu. Owszem, historia jest prosta jak budowa cepa, aktorzy nie prezentują niczego więcej, niż przyzwoita przeciętność. Chciałbym jednak zauważyć, że nie musi to być odbierane jako minus. Mamy do czynienia ze sprawnie nakręcona kontynuacją i jest to (nie bójmy się użyć tego słowa) kino rzemieślnicze. Nawet lepiej, że nikt nie silił się na górnolotne wywody, rozmyślaniem nad problemami świata itp. Przez 92 minuty filmu obcujemy z niczym nie zobowiązującą rozrywką wypełnioną pościgami, wybuchami i pojedynkami barwnych postaci. Trzeba przyznać, że jest na co popatrzeć.

W obrazie debiutuje długo oczekiwany Silver Surfer i co tu dużo mówić, jest to udany debiut. Wygenerowany komputerowo heros (za żywy przykład posłużył Doug Jones znany m.in. z "Hellboya" i "Labiryntu fauna") wygląda znakomicie i aż się prosi o własny film.

Wszystkie sceny ze Srebrnym cieszą oko i podnoszą poziom adrenaliny. Silver Surfer przemawia głosem Laurencja Fishburna, co tylko potęguje pozytywny odbiór tej postaci. Bohater jako herold przybywa na Ziemię, aby przygotować ją swojemu panu, Gah Lak Tus-owi. Jeśli chodzi o tego ostatniego to ogromny plus dla realizatorów za to, że nie starali się za wszelką cenę ukazać go w pełnej krasie [jak wiadomo, jest to wersja znana ze świata Ultimate - przypisek by Kakteen]. Ciągle wyczuwalna aura nadchodzącego pożeracza światów i znaki świadczące o jego nadejściu sprawiają, że klimat filmu jest dużo mroczniejszy.

Z drugiej strony mamy spięcia i często wynikające z tego humorystyczne sytuacje wśród samej grupy superbohaterów. Prym wiodą jak zwykle Johny i Ben "The Thing" Grimm. Tym razem dowcipy są dużo bardziej przemyślane, jest ich zdecydowanie mniej i nie meczą widza tak jak to było w pierwszej części.

W filmie powraca arcyłotr naszej czwórki, czyli sam Dr Doom. Został on nawet dosyć sensownie wpleciony w całą historie. Odnoszę jednak wrażenie, ze jest potraktowany nieco po macoszemu i jak szybko się pojawia tak równie szybko znika. Na pewno można było nad tym nieco więcej popracować.

Rodzi się więc pytanie dla kogo jest ten film? Czy warto poświęcić czas i go obejrzeć? Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Każdy fan komiksu obejrzy go choćby z czystej ciekawości. W zamyśle autorów ten film miał trafić do jak najszerszej widowni, o czym stanowiła szeroko zakrojona kampania reklamowa i brak kategorii wiekowej dopuszczającej obraz do szerokiej dystrybucji. Jednak specyfika tematu i sposób jego przedstawienia sprawia, że mimo wszystko ciężko trafić z nim do szarego zjadacza chleba nie orientującego się w świecie komiksów. Co innego fani, którzy już zapewne nie raz i nie dwa obejrzeli film.

Z czystym sumieniem polecam druga część "Fantastycznej czwórki" tym, którzy szukają prostej i niezobowiązującej rozrywki. Wydaje mi się, że dobrze, iż powstają takie filmy ponieważ nie samymi poważnymi tematami człowiek żyje.

Ocena: mocne 3 (skala 1-6)

Autor: Janio15

 

 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.