Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1954 - Comics are bad, m'kay? cz. II

1954 - Comics are bad, m'kay? cz. II

DZIEŃ DRUGI - 22 kwietnia 1954 r.

coverNa pierwszy ogień poszedł Gunnar Dybwad, dyrektor wykonawczy Child Study Association of America. Ta dość wiekowa (założona w XIX wieku) organizacja zajmowała się m.in. oceną wpływu komiksów na najmłodszych i w latach 40 i 50 opublikowała szereg raportów i opinii. Dybwad przedstawił w oświadczeniu historię tych publikacji, które generalnie były dość pozytywne dla branży komiksowej (choć nie pozbawione ostrzeżeń przed brutalnością w niektórych seriach). Problemy zaczęły się w chwili, gdy senator Kefauver zaczął dopytywać o to kto konkretnie przygotowywał wspomniane raporty. Okazało się, że ich autorzy byli również zatrudniani jako konsultanci przez niektóre wydawnictwa komiksowe, co zdaniem komisji świadczyło o braku bezstronności. Dybwad znalazł się w opałach, zwłaszcza gdy okazało się, że sama organizacja również otrzymuje dotacje od niektórych wydawnictw. Zaskoczony tym kierunkiem pytań Dybwad zaczął się gubić i wyraźnie denerwować, bo zarzuty i insynuacje senatorów były coraz poważniejsze. Sugestie korupcji sprawiły, że w miarę pozytywne raporty jego organizacji zostały mocno podważone.

Po Dybwadzie przyszła kolej na Williama Friedmana, prawnika, który jednocześnie był wydawcą i redaktorem kilku serii. Ten świadek radził sobie znacznie lepiej z krzyżowym ogniem pytań senatorów. Widać było, że jest dobrze przygotowany i korzysta ze swojego wykształcenia. Kilkukrotnie skutecznie protestował przeciwko przerywaniu jego wypowiedzi i nie dał się zakrzyczeć senatorom. Jego głównym przekazem było przekonanie, że brak dowodów na wpływ konkretnego komiksu na popełnienie konkretnego przestępstwa. Zwracał uwagę na to, że nawet Wertham nie potrafił jednoznczanie powiązać i udowodnić, że przyczyną jakiegoś przestępstwa popełnionego przez nieletniego było sprowokowane przez lekturę komiksu. Friedman nie wykluczał, że takie zdarzenie mogło mieć miejsce, ale przypominał, że biorąc pod uwagę zasadę domniemania niewinności, dopóki nie zostaną udokumentowane konkretne przypadki, nie powinno się skazywać całego medium. Zwracał również uwagę na to, że na postępowanie dzieci wpływa wiele czynników, a nie tylko czytane komiksy. Bronił również brutalnych scen, które jego zdaniem były po prostu realistyczne. Friedman rzeczowo i konkretnie odpowiadał na pytania i nie wpadał w pułapki jak jego poprzednicy - pewnie dlatego przesłuchanie trwało stosunkowo krótko.

coverOstatnim przesłuchiwanym przed przerwą obiadową była doktor Lauretta Bender, psychiatra o dobrej renomie. W swojej pracy zajmowała się dziećmi i od dłuższego czasu przyglądała się wpływowi komiksów na ich psychikę. Przyznała, że często podczas terapii wykorzystuje ulubione opowieści młodych pacjentów w celu uzyskania z nimi lepszego kontaktu. Zwróciła uwagę, że komiksy bywają dla niej bardzo pomocne w jej pracy. Podczas całego przesłuchania kilkukrotnie musiała tłumaczyć komisji swoje poglądy na możliwość identyfikacji czytelników z bohaterami opowieści. Bender twierdziła, że dziecko może się identyfikować z nimi tylko gdy jest w bardzo podobnej sytuacji życiowej. Omawiany dzień wcześniej przykład opowieści, w której dziewczynka doprowadza do śmierci rodziców nie wydał się jej zbyt szkodliwy psychologicznie. Lekarka argumentowała, że z dziewczynką mogą się utożsamiać wyłącznie czytelnicy, którzy doświadczyli takiej samej sytuacji. Bender nie miała nic przeciwko opowieści, w której finale mężczyzna zostaje spalony żywcem. Jej zdaniem anonimowy mężczyzna nie wywoła większego wpływu na emocje dzieci. Członek komisji zapytał, czy byłaby tego samego zdania, gdyby ginący człowiek był wcześniej przedstawiony jako ojciec i głowa rodziny - Bender oznajmiła, że to zmienia sytuację, bo wtedy byłaby to postać, która może wywoływać w dziecku konkretne skojarzenia. Senatorowie drążyli również temat powiązań lekarki z DC Comics. Bender należała do grona doradców tego wydawcy i musiała tłumaczyć się z zakresu swoich obowiązków i ewentualnego braku bezstronności. Dość dobrze poradziła sobie z tym zadaniem i wskazała, że jej dochody z pracy dla DC są niewielką częścią jej budżetu.

coverPopołudniowe posiedzenie zaczęło się od odczytania listu autorstwa doktora Carla Rusha, przedstawiciela American Psychological Association. Psycholog na starcie zaznaczył, że temat był mu nieznany i jego opinia bazuje wyłącznie na publikacjach innych autorów oraz jego własnej logice. W swoim raporcie miażdżąco skrytykował komiksy, które nazwał wręcz śmieciami i wyraził zdziwienie, że ktokolwiek ma ochotę na ich zakup i lekturę. Wytknął ich krzykliwość, brutalność, sensacyjność, a nawet błędy językowe. Zdecydowanie odrzucił porównanie zawartości komiksów do baśni Hansa Christiana Andersena, braci Grimm oraz Walta Disneya - jego zdaniem opowieści tych twórców są wyraźnie nierealne i przedstawione w fantastycznej scenerii, zaś komiksy często dzieją się w realnym, współczesnym świecie. Nawet jednak tak zdeklarowany wróg komiksów musiał przyznać, że na psychikę dziecka wpływa szereg czynników i nie jest ona kształtowana wyłącznie przez komiksy. Znalazł też dość przewrotny pozytywny aspekt komiksów. Jego zdaniem można je wykorzystać jako porzykład fatalnej gramatyki i kiepskiego gustu literackiego. Rodzice oraz nauczyciele mogą je wykorzystać do porównania ze znacznie bardziej "sensownymi" dziełami i w ten sposób zachęcić dzieci do sięgania po bardziej pożądane publikacje.

Chwilę później odczytano oświadczenie Josepha Fiske, który również krytykował branżę komiksową. Nie było w nim nic odkrywczego, może poza stwierdzeniem, że najważniejsi wydawcy wywodzą się z przemysłu pornograficznego. Dość zabawne było to, że w oświadczeniu Fiske żalił się, że widownia na posiedzeniach komisji świeci pustkami, a jednocześnie sam opuśił salę przed popołudniową sesją...

coverKolejnym punktem obrad było przesłuchanie przedstawiciela Marvel Comics, Monroe Froehlicha (pełnił funkcję Business Managera). Senatorowie przypomnieli okładki kilku horrorów wydanych przez jego wydawnictwo i poprosili o komentarz dotyczący ich brutalności. Zwracali również uwagę na symbol ACBP, który pojawił się obok dość drastycznych ilustracji. Froehlich z pasją bronił swojej firmy - na początek stwierdził, że w swojej ofercie nie ma żadnych "crime comics", posiada za to dwa "anticrime comics". Chwilę później zaniżył liczbę horrorów, które wydawał Atlas i ich poziom sprzedaży. Podobnie jak w 1953 roku, to właśnie ten gatunek zajmował miejsce lidera w wydawnictwie Martina Goodmana, ale senatorowie nie byli wystarczająco dobrze przygotowani i nie podważyli słów Froehlicha. Ten z kolei sprawnie poradził sobie z prezentowanymi brutalnymi okładkami - zwracał uwagę, że nie należy ich oceniać w oderwaniu od kontekstu, zawartości komiksu i uważał, że nie ma kwalifikacji do stwierdzenia ich ewentualnego negatywnego przekazu. Twierdził, że oceną zajmują się inne osoby, które przestrzegają specjalnie opracowanych reguł, ale usilnie unikał konkretnych odpowiedzi na pytanie, kto dokładnie zatwierdza komiksy, dość mgliście wskazując na grupę redaktorów i twórców. Podzielał również żal komisji w związku z upadkiem ACBP. Tłumaczył, że wydawnictwo działa dla zysku i kieruje się gustami czytelników. Jako przykład braku popytu na grzeczniejsze publikacje wymienił Bible Tales for Young Folks, którą Atlas zaczął wydawać w 1953 roku. Według słów Froehlicha sprzedaż była wyjątkowo słaba, na poziomie 80 tysięcy egzemplarzy, czyli podczas gdy średnia była zbliżona do 350 tysięcy. Dodatkowo biblijne opowieści były wykonane bardziej starannie i kosztownie, więc przynosiły wydawcy straty (zniknęły z rynku po 5 numerach). Jak widać, Froehlich coverstarał się kierować rozmowę na tematy niezwiązane z horrorami, które w rzeczywistości dominowały w ofercie Atlasa (według jego słów 95% komiksów nie budziła żadnych kontrowersji, a tylko 5% "mogło" wywołać mieszane reakcje, co było absurdem). Robił to dość skutecznie i dodatkowo nalegał, że spora część czytelników bardziej drastycznych historii to dorośli, o czym miały świadczyć kierowane do nich reklamy. Komisja wytknęła mu reklamy preparatów przeciwko trądzikowi, ale Froehlich twierdził, że ta przypadłość często wiąże się z osiąganiem dojrzałości i dotyka również dorosłych. Również z kamienną twarzą zapewniał, że problem moczenia łóżek, którego rozwiązanie obiecywała inna reklama, również dotyczy wielu dorosłych. Pod koniec przesłuchania dyskutowano głównie o sposobie dystrybucji i rzekomych wymuszeniach względem sprzedawców, którzy mieliby być szantażowani przez dystrybutorów. Firma kierowana przez Martina Goodmana zajmowała się również dystrybucją, więc Froehlich musiał tłumaczyć czy prawdą było między innymi nielegalne zmuszanie sprzedawców do kupowania całej oferty wydawców. Jak się pewnie domyślacie, przesłuchiwany zaprzeczył takim haniebnym pogłoskom i w anielski sposób opisał harmonijny system sprzedaży, który nikogo nie krzywdził.

Kompletnie inny obraz przedstawił kolejny świadek, William Richter, członek News Dealers Association (zrzeszenie sprzedawców prasy). Według jego słów dystrybutorzy w ogóle nie pytają o zdanie sprzedawców, tylko dostarczają im paczki zawierające prasę, magazyny i komiksy według własnych zachcianek. Sprzedawcy nie mają możliwości selekcji tytułów i muszą zdecydować się na zakup całości otrzymanej paczki, albo całkiem z niej zrezygnować. Problem jest również przy próbach zwrotu - istnieje taka możliwość, ale dopiero po upłynięciu określonego czasu, przeważnie kilku miesięcy. Sprzedawcy nie mogli natychmiast oddać niechcianych tytułów i nie mogli liczyć na szybki zwrot pieniędzy. Richter ujawnił też swoja niechęc do brutalnych komiksów, podając za przykład Panic wydany przez Williama Gainesa i bulwersujące listy czytelników, które zostały w nim opublikowane.

Dość ciekawy, chociaż poboczny wątek został poruszony podczas kolejnego przesłuchania, tym razem Alexa Segala, właściciela Stravon Publications. Nie wydawał on komiksów, ale reklamował w nich swoje książki. Segal próbował zachwalać swoje edukacyjne książki (m.in. biografie malarzy), ale komisję interesowało co innego. Okazało się, że do części jego klientów, w tym również dzieci, dotarły później reklamy książek erotycznych. Segal tłumaczył, że był to prawdopodobnie przypadek i że już nie udostępnia bazy danych swoich klientów zewnętrznym firmom, ale senatorowie mocno na niego naciskali i przesłuchanie nie należało do przyjemnych. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja następnego świadka, Samuela Rotha. Ten wydawca w chwili przesłuchania siedział już w areszcie i oczekiwał na postawienie zarzutów w związku z rozsyłaniem i wydawaniem nieprzyzwoitych publikacji. Roth poprosił Komisję o immunitet, ale nie otrzymał go i bez zadawania żadnych pytań pożegnano go i poproszono kolejnego świadka.

coverNa koniec posiedzenia przed komisją stanął duet Helen Meyer (wiceprezes Dell Publishing) i Matthew Murphy (redaktor tego wydawnictwa). Dell miał wówczas opinię grzecznego wydawnictwa, które dbało o odpowiedni poziom swoich publikacji i nie publikowało kontrowersyjnych treści. Meyer we wstępie skrytykowała czarny obraz, któy roztoczył przed komisją doktor Wertham. Zwróciła uwagę na to, że większość horrorów i kryminałów sprzedaje się w okolicach 250 tysięcy egzemplarzy, podczas gdy komiksy Della rozchodzą się w 800 tysiącach. Największymi hitami tego wydawcy były historie dla dzieci z bohaterami kreskówek Disneya oraz Warner Bros, które rozchodziły się nawet w milionowych nakładach. Zdaniem Meyer, procentowy udział w rynku Della wynosił 32% (ilość sprzedanych zeszytów) i to bez wydawania horrorów i kryminałów. Pani wiceprezes w krótkim przemówieniu wielokrotnie skyrytkowała Werthama i zwróciła uwagę, że nie mówił on nic o "dobrych" komiksach, które według jej zdania sprzedają się najlepiej. Przypomniała również, że Dell nigdy nie należał do ACBP, ze względu na to, że sam narzucił sobie wysokie standardy moralne. Zapewniła również komisję, że popiera jej działania zmierzające do zlikwidowania horrorów. Pochwaliła się również, że Dell miesięcznie drukuje 30 milionów egzemplarzy, z czego aż 25 milionów zostaje sprzedana. Rozmowa zakończyła się w bardzo przyjaznej atmosferze i senatorowie wyraźnie cieszyli się, że mieli okazję spotkać idealnego wydawcę, który w pełni popiera ich zdanie na temat niebezpiecznych komiksów. Nawiasem mówiąc, Dell pozostał gigantem rynku jeszcze przez kilka lat, ale w 1962 roku stracił prawa do wydawania wielu najpopularniejszych serii i mocno podupadł. Dotrwał do lat 70, ale już w znacznie słabszej formie i po nieudanych eksperymentach zniknął z rynku w 1973 roku.

Ponieważ podczas drugiego dnia przesłuchania poruszony został temat reklam w komiksach, więc na koniec ciekawa reklama z połowy lat pięćdziesiątych.

hitlers.jpg

Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.