Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #182 (14.02.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 lutego 2011Numer 7/2011 (182)



Najnowszy numer Avalon Pulse wypada w dość specyficznym dniu. Dokładnie chodzi o datę czternastego lutego, czyli tak zwane Walentynki. Święto miłości, święto zakochanych. To ja się was pytam, drodzy czytelnicy, co nam po takim święcie, skoro w zeszłym tygodniu wyszło tyle ciekawych pozycji do czytania? Czy to nie lepiej jest sobie spokojnie posiedzieć z dobrą lekturą niż zastanawiać się, jak tu sprawić przyjemność naszej drugiej połówce? W końcu mamy na to pozostałe dni w roku, gdzie powinniśmy kochać je jeszcze mocniej i udowadniać to na każdym kroku, a nie tylko w Walentynki. Po tym krótkim wstępie zapraszam do zapoznania się z najnowszymi recenzjami na łamach naszej gazetki.



Amazing Spider-Man #654
Krzycer: Parodia z Maksem Modellem na szczęście nie trwała długo. I może zaklęcie ogłupiające jakoś to tłumaczy, ale od kiedy 'it's magic!' traktujemy jako satysfakcjonujące wyjaśnienie czegoś dotyczącego Spider-Mana?
Poza tym jest nieźle, ale w końcówce nie podobały mi się detale - Smythe jednym ciosem powalający połowę Avengers, Spider-Man jednym ciosem powalający Smythego i deszcz na zawołanie jak w Naruto.
Nowy Venom... może być ciekawy. Zobaczymy.
avalonpulse182c.JPG
Mr. M.: Tak, jak pisałem przy okazji poprzedniego numeru, że Modell wykoncypuje, iż Peter i Spidey współpracują ze sobą, tak też Slott uczynił. Biorąc pod uwagę, iż Dan lubi zmieniać klasyczne motywy i postaci, nie było to zaskakujące. Sam mam ambiwalentne odczucia względem tego rozwiązania, lecz dobrze, że skończył się ten wątek tak szybko. Zresztą fakt, że Max jest geniuszem w naukach ścisłych nie znaczy, iż posiada również zdolności Sherlocka Holmesa. Tak samo do przewidzenia była niwelacja pajęczego zmysłu u Spider-Mana, choć trafienie Scorpiona było nieco zbyt naciągane. Dziwi mnie też fakt nokautowania wrogów przez Spideya jednym ciosem. Mimo tych uwag jest to nadal dobry numer. Przyjemnie się go czyta, akcja jest wartka, a szczególnie dobre wrażenie wywołuje zakończenie historii. Brak pajęczego zmysłu, zaskakująca śmierć, słowa Jamesona i doskonałe rysunki. Naprawdę świetny finał.
Jako dodatek otrzymujemy historię o powstaniu nowego Venoma. Jest nim, bez niespodzianek, Flash Thompson. Historia to zwykłe i raczej wyprane z emocji zaprezentowanie jego mocy i ograniczeń. Venom + James Bond = Nowy Venom. Tylko, że jak symbiont przejmie kontrolę choć na chwilę, Flash zginie. I nie byłby pierwszym, który tak skończył – więc Slott wprowadził trochę zagrożenia na przyszłość.
Volf: Caselli kilkoma ostatnimi kadrami ponownie udowodnił, że spokojnie może stawać w jednym szeregu z czołówką marvelowych rysowników. Nie rezygnując ze swojego specyficznego, mocno komiksowego i kolorowego stylu, zdołał wycisnąć z końcowych kadrów tyle dramaturgii i ponurego klimatu, ile tylko się dało. A sama historia? Dziwną konkluzję, do jakiej doszedł Max Modell można zrzucić na zaklęcie łan more dejowe, więc przymknę na to oko. Zwłaszcza, że cała reszta trzyma już solidny poziom, a Slott powoli zaczyna odzyskiwać moje, tak nadszarpane przez Mighty Avengers, zaufanie. Bonusowa historyjka o Venomie to typowy wstępniak do faktycznej mini, nic ciekawego.
Arachnid: Numer całkiem niezły. Natomiast zakończenie po prostu rewelacyjne. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Zakończenie pełne dramatyzmu, powagi i bardzo dobrze przedstawione wizualnie. Występ pozostałych Avengers też bardzo dobry, tylko Power Woman??? Myślałem, że to tylko taki żart, a Jessica faktycznie taką ksywkę przyswoiła. Liczę na częstsze występy Avengers. Niezbyt podoba mi się nowy wygląd Scorpiona, ale - jak to mówią - zawsze może być gorzej. Co do historii o nowym Venomie, to myślę, że pomysł niezły, ale musi być dobrze prowadzony. W przeciwnym razie będzie baaardzo źle. 7/10.

Black Panther: The Man Without Fear #515
Mr. M.: Dwie sprawy rodzinne u Vlada, Black Panther tworzy sobie gadżety do walki ze zbrodnią, ludzie w jego otoczeniu się trochę rozwijają, Luke Cage dalej bez zmian. Niby coś się dzieje, a wszystko czyta się bez wielkiego zainteresowania. Komiks sprawia dość monotonne wrażenie, nie pomagają nieco zbyt mdłe rysunki umraczniające czasem na siłę historię. Black Panther ma jednak duży potencjał, na razie jednak nie wyłonił się on wystarczająco.


Heroes For Hire Vol. 3 #3

Krzycer: Mam nadzieję, że już pod koniec pierwszej historii Misty zostanie odbita, bo to za słaby pomysł żeby go dłużej ciągnąć. Ale jego wady wymieniałem już przy pierwszym numerze, nie będę się powtarzał. Reszta na plus. Zaskakujące, że - choć ich starcie jest tematem z okładki - zarówno Paladin, jak i Iron Fist wypadają pozytywnie. Gdyby tylko nie ten biały ciuch Randa...avalonpulse182d.JPG
Pete: Ok, dalej w fotelu Misty widzę dziwne żabopodobne coś z afro i dalej denerwuje mnie fakt, że to wszystko jest nieco z przymrużeniem oka (może dlatego, że jeszcze do końca nie wiadomo, o co tak naprawdę chodzi). Oprócz tego Abnett i Lanning odwalają kawał dobrej roboty. Szczególnie podoba mi się Paladin, który nigdy wcześniej nie mógł przypaść mi do gustu, a teraz autentycznie czekam na kolejny numer tylko po to, by zobaczyć gdzie znowu go poniesie. Moon Knight też wraca w tej serii do siebie i dobrze, bo niestety Secret Avengers nie spełniło moich oczekiwań względem jego osoby.
Mr. M.: Z numeru na numer jest coraz lepiej, cieszę się, że coraz bardziej wysuwa się na pierwszy plan wątek kontrolowania Misty Knight przez Puppet Mastera. Jestem też bardzo zadowolony, jako miłośnik tej postaci, z pojawienia się Moon Knighta, który prezentuje się tutaj lepiej aniżeli w pierwszym numerze serii, jak i obecnie w Secret Avengers. Paladin i Iron Fist również wypadają bardzo dobrze, szczególnie najemnik, który jest pokazany jak prawdziwy zawodowiec. Do tego niezła fabuła, Velociraptor i jeden pojedynek – wszystko to sprawia, że lektura jest czystą przyjemnością.
Arachnid: Dobry numer, choć poprzednie bardziej mi się podobały. Ogólnie cała seria jest świetna. Nie ma tutaj nadmiaru postaci. Każdy bohater, który aktualnie jest do wynajęcia ma w każdym numerze swoje pięć minut, a nie jest tylko tłem dla historii. Rysunki również całkiem przyzwoite. Postać Paladina nieźle prowadzona, a pojedynek Moon Knight kontra dinozaur (jakkolwiek głupio by to brzmiało) także nie jest tragiczny. Tylko czemu Iron Fist cały czas biega w białym wdzianku? Seria utrzymuje wysoki, dobry poziom. 9/10.

Incredible Hulks #622
Pete: Prawdę powiedziawszy, sam się sobie dziwię, że to piszę, no ale podobało mi się, naprawdę. Poprzedni komiks to była tragedia i po finale spodziewałem się równej padaki, a zamiast tego dostałem do rąk przygodę, która została całkiem konkretnie poprowadzona. Nie skończyło się Hulkiem okładającym bogów Olimpu, całkiem rozsądnie wprowadzony motyw prometejski (w tym wypadku dość dosłowny :) ). Ogólnie to, co podobało mi się najbardziej, to fakt, że pomimo całej tej otoczki - pokonany Chaos King, Hulk, odrodzeni bogowie itd. obeszło się bez czegoś totalnie abstrakcyjnego.


Invaders Now! #5
Mr. M.: Ostatni numer to pożegnalny fajerwerk. Invaders walczą z wrogami z Golden Age i Shuma-Gorathem naraz. Jest dużo akcji, sporo patosu, jednowymiarowe postaci i przewidywalne zakończenie. Ale całą miniserię czytało mi się bardzo dobrze. Nie zapadnie w pamięć na długo, lecz wszelkie nawiązania do Golden Age przyjmuję z niekłamaną przyjemnością. Tym bardziej, iż Invaders Now! było dość dobrze napisanym komiksem, od tajemnicy z przeszłości, przez walki z żądnym zemsty człowiekiem i nazistami, po atak Shuma-Goratha. Nie wzbudzało zachwytów, lecz nie dawało powodów do narzekań. Dodatkowo miniseria sprowadziła niektórych Invaders, którzy byli do tej pory nieżywi. Do tego zakończenie jawnie wskazuje, iż jeśli osiągnie ona wystarczający sukces, to będzie więcej Invaders w przyszłości. Oby.


New Avengers Vol. 2 #9
Hotaru: Dłuższą chwilę zastanawiałem się, co napisać o tym numerze. Moja konsternacja wynika z tego, że w ogóle mnie nie wciągnął. Poza kilkoma zabawnymi wymianami zdań, nie było to niczego, co by mnie porwało i pozwoliło zanurzyć się w fabułę. Niczego. Wypadek przy pracy? Czy kolejny numer nadrobi zaległości stworzone prze pierwszy? Ja nie wstrzymuję oddechu...
Krzycer: Zabawne, zaskakujące i z ciekawym wątkiem kubańskim, dla równowagi z rysunkami, których estetyka po pierwsze do mnie nie przemawia, a po drugie kłóci się strasznie z resztą komiksu.
No i... Która to już postać wskrzeszona przez Bendisa tylko po to, by (najwyraźniej) zginąć?

avalonpulse182e.JPGPete: Ta seria to naprawdę świetna odskocznia od standardowych Avengers. Nawet jeśli zdarzają się nieco słabsze numery (jak na przykład poprzedni), to miło widzieć, że wszystko to do czegoś zmierza. Jak zwykle dawka naprawdę dobrego humoru (z kradzieżą ciężarówki by Luke Cage na czele). No i końcówka. Co prawda nieco obawiam się, czy Peter nie wpadnie znowu w swój angry mode, ale to póki co na tyle niepewne, że nie będę robił z tego sprawy. Na końcu - poza scenami z Kuby - rewelacyjna kreska. Może po części wynika to z kontrastu między główną historią, a tą Nicka (tu tragedia). Naprawdę rzadko mam jednak okazję oglądać tak fenomenalne, a przede wszystkim nieprzesadzone operowanie cieniem.
Mr. M.:
I znów dobry komiks w tym tygodniu. Fury pokazany jako całkiem bezlitosny i nieco sadystyczny twardziel, którego nie wypada lubić. Do tego szczypta jednej z mojej ulubionych przypraw, czyli sekretnego planu (czy teorii spiskowej) dotyczącego S.H.I.E.L.D. i Avengers Initiative. Sama fabuła zaś składa się z niezłych dialogów i odpowiednich proporcji humoru i akcji, a scena, w której Avengers pojawiają się przed żołnierzami jest świetnie narysowana. Do tego jeszcze ranna (śmiertelnie?) osoba w drużynie. Składa się to na, póki co, najlepszy numer New Avengers Vol. 2.
Arachnid:
„Guess what time it is? It’s clobberin' time”. Jak dla mnie numer tygodnia. Świetna współpraca w zespole. Dużo akcji, spora dawka humoru, ogólnie rzecz ujmując bardzo przyzwoity numer. No i Jessica (Jewel? Power Woman?) nareszcie ma czynną rolę w zespole. Samo zakończenie zaskakujące, chociaż pewnie w następnym numerze w banalny sposób to wyjaśnią. Rysunki również całkiem niezłe, poza tymi ze wstawek o Furym. W niektórych ujęciach Nick wygląda jakby przesadził z pączkami. Bardzo dobry numer. 9/10.

Onslaught Unleashed #1
Pete:
Może być jakiś bardziej oklepany fabularny chwyt niż porwanie w celu zwabienia superbohatera/kę w pułapkę, przed którą ostrzegają go/ją wszyscy w koło, a on/a i tak w nią wpada? Będę szczery - w nawet najgorszym komiksie znajdę choć jedną rzecz, którą mogę pocieszać się kiedy rozpamiętuje ten stracony kwadrans na czytaniu jakiegoś syfu. Tu naprawdę nic takiego nie ma. Wszystko średnie albo wręcz tragiczne.
Mr. M.: Przede wszystkim przez rysunki nie ma możliwości poczucia jakiegokolwiek zagrożenia. Po drugie wyraźna infantylność Young Allies również nie sprawia pozytywnego wrażenia, przynajmniej w moim przypadku. Całość komiksu to dość naciągany wstęp do walki z Onslaughtem. Otóż Nomad miała sen, w którym widziała pewną lokację w Kolumbii, mówi o tym Rogersowi, ten sprawdza, okazuje się, że Roxxon znów coś kombinują. Secret Avengers ruszają do akcji, mimo że YA nie mają do nich dołączać to, oczywiście, przybywają na własną rękę. Trochę bijatyki i strzelania, zarys fabuły, niezbyt emocjonujący powrót Onslaughta. Miniseria nie zapowiada się dobrze, wygląda jakby wszyscy mieli siedzieć w dżungli i walczyć z Onslaughtem aż ktoś wygra. Choć pewnie się mylę, a przynajmniej mam nadzieję, że się mylę. Największym plusem są Secret Avengers. Moon Knight słyszy głosy, a Beast w końcu coś robi, zamiast tylko siedzieć przed komputerem i sporadycznie kogoś pobić.

Osborn #3
Mr. M.: Do tej pory trudno wskazać na jakiś większy błąd w tej miniserii. Fabuła rozwija się bez niepotrzebnego pośpiechu, ale też nie na tyle powoli by nużyć. Postaci są prowadzone bez zarzutu, wstęp pani senator doskonały, niejeden lider mógłby coś z niego wyciągnąć. Jest też nutka tajemnicy i, mimo że całość nie zaskakuje, to wciąż trzyma w napięciu. Oczekuję z niecierpliwością finału, mając przy tym nadzieję, że wtedy pojawią się większe niespodzianki. Choć i bez nich czyta się doskonale. Szkoda tylko, że porzucono prezentacje współwięźniów Normana po zaledwie jednej.


Secret Warriors #24
Hotaru: Nie obraził bym się, gdyby David Marquez odciążył Alessandro Vitti aż do końca trwania tej serii. Nie myślcie, że jestem niewdzięczny, ale... Może jestem. Po prostu wybieram te ładniejsze rysunki. Fabularnie - nie licząc klamry, w którą ten numer został zamknięty - całkiem mi to odpowiadało. Czytało się szybko i nie nudziło. Ba, może nawet byłbym zainteresowany poznaniem tych postaci bliżej. Może spin-off...?

Ultimate Comics Avengers vs New Ultimates #1
Bertoluccio: To jest tom na co wszyscy czekali - powrót Millara do formy z The Ultimates Vol. 1 i 2. Tak powinien wyglądać vol. 3, szczególnie, że powrócił wątek wyścigu zbrojeń na Superżołnierzy. Ponownie za rysunki wziął się Yu i dalej spisuje się świetnie. Ocena 9/10, a znając Millara dopiero się rozkręca.
Spartan: Bardzo dobrze się to czyta. Historia i dialogi są dobrze poprowadzone. Udane wprowadzenie nowego Giant Mana, poznajemy dziecko Black Widow, no i bardzo mnie ciekawiący nowotwór Tony'ego. Rysunki Yu niezłe, choć jak zwykle ciut nierówne. Czekam na następny numer z niecierpliwością.

Ultimate Comics Spider-Man #153

Hotaru: Intrygujące. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Mysterio nie da się tak łatwo wycyckać, chociaż miałem jeszcze nadzieję, że motywy działania Black Cat będą trochę bardziej złożone od tych, które przedstawiono w numerze. Interakcjom pomiędzy Starkiem i Peterem za to nie mogę niczego zarzucić. Podobnie rysunkom Sary Pichelli - to wizualna uczta. Sposób działania artefaktu trochę za bardzo kojarzy mi się z fundamentem House of M, ale może to celowa zmyłka? Kolejny numer zapowiada się iście fantastycznie.

Wolverine Vol. 4 #5.1
Krzycer:
Uwielbiam kiedy Aaron pisze Wolverine'a w cywilu. Przebitki z przyjęcia urodzinowego były genialne. Spotkanie z kanibalami - dziwne, przerysowane, ale jakiś pokręcony urok miało. Ogólnie - było dobrze, choć jak na .1... Nie wiem. Nie wiem, czego się spodziewałem po inicjatywie .1 ale jak na razie nie zdarzył się komiks dzięki któremu ktoś nie czytający komiksów miałby zacząć to robić. Może Gillenowi się uda?
Mr. M.: Brzydkie rysunki i duża dawka humoru. Tak właściwie można podsumować ten numer. Logan oddaje w ręce prawa dwóch kanadyjskich kanibali, którzy nie grzeszą ani inteligencją, ani zbytnim sprytem. Mimo to Hand postanawia ich zatrudnić. Oprócz tego, choć raczej przede wszystkim, odbywa się urodzinowe przyjęcie Wolviego, bez samego zainteresowanego. Dzięki sporej ilości humoru, który naprawdę potrafi śmieszyć czyta się szybko. Ale numer prześlizguje się bez wzbudzania emocji (poza uśmiechem co jakiś czas) tak, że prawie nic z niego nie zostaje w głowie. Skoro to zaś .1, to co zobaczą nowi czytelnicy? Pana z pazurami, który ma niejasną przeszłość, zerwał z przesadną brutalnością i zna prawie wszystkich herosów. I ma miłą partnerkę. Przynajmniej Aaron, w przeciwieństwie do Fractiona, zaczyna jakiś nowy wątek, więc antycypacja kolejnego numeru jest większa niż w przypadku Iron Mana. Ale i tak dość mała.

X-Factor #
215

Hotaru: Nie oszukujmy się, historia demona jest całkiem fajna i przypomina trochę koncept z American Gods Neila Gaimana, ale to interakcjami Madrox-Layla stoi ten numer. Interakcjami zabawnymi, ważkimi i niosącymi ze sobą wiele emocji i wglądu w konstrukcję dorosłej Layli. PAD znany jest z tego, że planuje na wiele odsłon naprzód, więc nie mogę się doczekać, kiedy te wątki w końcu doczekają się jakiegoś rozwiązania.

Krzycer: Rysunki zaliczyły drobny zjazd. Ale czytało się znakomicie. Dalekie nawiązanie do Curse of the Mutants w rzeczywistości ma więcej wspólnego z "Amerykańskimi bogami" Gaimana, a Layla w komiksie wybrania się przed powtarzanym przez fanów oskarżeniem o utratę uroku i potrzebę wydoroślenia.
Do tego na paru kadrach przypominała mi Kristen Bell, przez co zacząłem podstawiać jej głos w jej dymkach i to skojarzenie chyba już mi zostanie...





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse182a.jpgavalonpulse182b.jpgOnslaught Unleashed #1
Autor: Humberto Ramos

Hotaru: Nigdy nie ukrywałem swojej sympatii do kreski Ramosa. Jej często wytykana "kreskówkowość" to nie wada, a jeśli ktoś uważa, że takim stylem nie da się przekazać epickości i dramatyzmu, niech spojrzy na tą podwójną okładkę. Od razu widać, że stawka jest wysoka. Podobnie wysoko oceniam ten cover.










Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.02.09


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.