Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #180 (31.01.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 31 stycznia 2011Numer 5/2011 (180)



Piąty w tym roku numer Avalon Pulse przynosi nam wreszcie sporą dawkę recenzji. Główna w tym zasługa, dość sporej ilości komiksów, jakie wyszły w poprzednim tygodniu. A i w nich samych działo się wiele. A najważniejsze wydarzenia to (w porządku alfabetycznym): rozpoczęcie Age of X oraz zakończenie Chaos War. Do tego dochodzi śmierć jednego z członków Pierwszej Rodziny Marvela (kto nie czytał tego numeru, niech lepiej nie zagląda dalej) oraz koniec pierwszej przygody nowej grupy X-Force. To tyle, jeśli chodzi o najważniejsze wydarzenia. Oczywiście oprócz nich było całkiem sporo innych, ale to już doczytacie sami w sto osiemdziesiątym wydaniu Avalon Pulse. Zapraszam.



Age Of X: Alpha #1avalonpulse180b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Hotaru: Świetny początek. Muszę powiedzieć, że na razie wygląda na to, iż Carey nie mylił się przewidując, że "Age of X" będzie tym projektem, dzięki któremu na stałe zapisze się w historii x-scenarzystów. Wiem, że to trochę wcześnie, ale już teraz mogę stwierdzić, że klimat, jaki scenarzyście udało się stworzyć, jest naprawdę ujmujący. Co więcej, pomimo podjęcia oklepanego tematu dystopijnej rzeczywistości, nie miałem odczucia przeżuwania odgrzewanego kotleta. Już zacieram ręce myśląc o chwili, kiedy ten event naprawdę się zacznie.

Krzycer: Spokojniejszy dzień w Fortecy X wypełniają opowieści przy ognisku. Fabuły wiele tu nie ma ale klimatu jest sporo. No i fajnie wypada Magneto, człowiek legenda, który jak już się pojawia to... No, jest widowiskowo. Tylko rysownik mógłby się lepszy trafić w tamtym segmencie.
Pete:
Zdecydowanie największy pozytyw tego tygodnia jak do tej pory. Nie przypominam sobie kiedy wspominanie historii poszczególnych członków grupy zrobiły na mnie takie wrażenie. Szczególnie Basilik - począwszy od wyglądu po historię z więzieniem, całość po prostu wbija w ziemię. No i Wolverine, generalnie zastanawiałem się jak to możliwe, że zabrakło go na tych wszystkich materiałach reklamowych, a tu proszę.

avalonpulse180c%20%5B1600x1200%5D.JPGAvengers vol. 4 #9
Hotaru: Wyjaśnienie, jak Kapturek wszedł w posiadanie Klejnotu będącego pod pieczą Czarnego Rygla jest jak na mój gust tak naciągnięte, że nawet guma w majtach zawodnika sumo tego nie wytrzyma. Nie będę komentował więcej fabuły. Powiem za to, że Marvel musi sobie zdawać sprawę z tego, jak kiepsko ta seria wygląda, bo aby podratować jej wizerunek przydzielili Romicie pierwszoligowego kolorystę... a raczej kolorystkę. Podczas lektury kilkakrotnie pomyślałem "ohydny szkic, ale jak ładnie pokolorowany" i kiedy dotarłem do końca na listę płac wszystko stało się jasne. Laura Martin to bogini kolorów i z jej pomocą nawet moje bazgroły wyglądałyby zacnie. Pomyśleć, co by zrobiła z kimś, kto naprawdę potrafi rysować. Ale póki będzie musiała współpracować z Romitą, to się nie dowiemy...
Krzycer:
Szkaradne rysunki, mocny scenariusz, ogólnie bardzo na plus. Gorące emocje na mroźnym pustkowiu - tu zabrakło mi tylko jakiejś reakcji Beasta i Wolverine'a w stosunku do Xaviera - i wyjaśnienie tego, jak Hood dowiedział się o nieskończonych klejnotach. To akurat było naiwne, ale rodzajowe scenki z więzienia były całkiem przyjemne więc przymykam na to oko.
Pete:
Tragedia, naprawdę tragedia. Dlaczego Stark, który jest jednym z najinteligentniejszych ludzi na świecie zachowuje się jak dziecko, a wszystkie jego pomysły kończą się takim kiblem? Civil War, teraz to, cała draka z Osbornem. Jak to możliwe, że Steve nie wpakował go jeszcze do celi 2x2 metry? Jakby tego było mało, prawdopodobnie nawet moja kreska wyglądałaby lepiej niż ten syf, którym miałem nieprzyjemność kaleczyć moje oczy.

Captain America #614
medyk: Z początku trochę zawód, ale im dalej, tym lepiej. Numer rozkręca się z każdą kolejną stroną. Falcon i Black Widow zostają po frajersku schwytani, potem trochę przynudzania aż do pojawienia się Dr. Faustusa. Jego rozmowa z Buckym bardzo fajna. Rysunki wyglądałyby o wiele lepiej, jakby pokolorowała je jedna osoba. Czekam na finał. Mam nadzieję, że czymś zaskoczy, bo jeżeli ma być tak, że Bucky pokona Sin i wszyscy znowu będą go uwielbiać i w ogóle to wyjdzie to trochę średnio.


Chaos War #5

Demogorgon: E-P-I-C-K-I-E! Nie mam słów by opisać ten komiks, nie znam takich które mogą to opisać. To chyba pierwszy event od dawna, który nie pozostawił mi nawet najmniejszego powodu do czucia się rozczarowanym, tak jak się spodziewałem, rywalizujący z kosmicznymi eventami. avalonpulse180d%20%5B1600x1200%5D.JPGTo świetne zwieńczenie podróży Herculea i Amadeusa Cho oraz zwieńczenie ewolucji ich charakterów, to koniec i nowy początek, to finał, który zdołał mnie zaskoczyć (spodziewałem się, że inaczej to rozwiążą, choć pewien element przewidziałem). To katharis którego oczekiwałem, to doskonały sposób na zakończenie historii. 10/10 i numer tygodnia, a jak ktoś uważa to za chłam, to nie wie co jest dobre.
Hotaru: Nie wierzę. Naprawdę napisali to Pak i Van Lente. Ci sami, którzy stworzyli Prince of Power czy "Sacred Invasion". Ci sami, dzięki którym od kilku lat śledzę przygody Herculesa i Amadeusa? Postanowili zakończyć swój run w taki sposób, by już nigdy więcej nie zachciało mi się wracać do tych postaci? Naprawdę? A może to tylko jakiś taki psikus i za tydzień wyjdzie prawdziwy ostatni numer? Wiecie, taki który byłbym w stanie ocenić wyżej niż 3/10.
Krzycer:
Dotąd się nabijałem, ale oni naprawdę przez cały event stali w miejscu, nie licząc krótkiej kąpieli Herca w lawie... Również załamanie Amadeusa na moment przed epifanią i ostatecznym zwycięstwem wyszło jakoś drętwo. No i... Kto właściwie zmartwychwstał? Ares jest z powrotem w Hadesie (to co robił na Polach Elizejskich z synkiem?), Alpha Flight żyje, a co z Yellowjacket i Swordsmanem?
Plusy: "wait, that's six, not five... aw, screw it!" i rozmowy na końcu.
Numer ogólnie: niezły.
Event ogólnie: bardzo rozczarowujący.
Nadzieje na przyszłość: "No immortality. No super-strength. No problem."


Chaos War: X-Men #
2

Krzycer: To może tak - najpierw plusy:
Niezłe rysunki. Nienajgorsza fabuła. Znośne dialogi, choć drugi numer był już strasznie przegadany.
Minusy: siostrzana miłość Esme i Sophie. Dziennik Destiny ocalały w gruzach Instyutu Xaviera, choć wszystkie zostały zniszczone przy innej okazji (a w ogóle jeszcze za Claremonta straciły znaczenie gdzieś w połowie X-Treme X-Men). Thunderbird jako dowódca tej grupki - jakby nie patrzeć Banshee nadawałby się o niebo lepiej.
No i wreszcie perełka z tego numeru - w narracji pada stwierdzenie, że Banshee zginął przed Moirą...


Deadpool Corps #10
Krzycer: Liefeld wykręca postaciom ręce (w przypadku jednego kadru księżniczki jakjejtam - dosłownie) i nogi, i w ogóle popełnia zbrodnie straszne. Nadal diabli wiedzą, po co komu Deadpoole w kosmosie i nadal jest to dużo lepsze od Way'owego Deadpoola.


Ender's Game: Speaker For The Dead #1
Hotaru: Marvel mnie zaskoczył. Spodziewałem się, że po "Grze Endera" "Mówca umarłych" - mając na uwadze jak drastycznie różną w wymowie jest powieścią - ustąpi miejsca kolejnej odsłonie z Sagi Cienia. Ale nie, wydawca wykazał się jajami i zdecydował się wydać adaptację zaadresowaną do... No właśnie, do kogo? W "Mówcy" Ender ma już ponad 35 lat, więc nie do chłopców, którzy się z nim identyfikowali podczas "Gry". Raczej nie do nastolatków, którym prosiaczki mogą wydać się zbyt infantylne. Pozostają ci, którzy czytali powieść i wiedzą, że chociaż różna od poprzedniczki, jest równie fenomenalna. Czy równie fenomenalny jak adaptacja Chrisa Yosta okaże się ten projekt? Za wcześnie, żeby stwierdzić. Ale wygląda to całkiem dobrze.

Fantastic Four #587
Krzycer: Tsk. Jestem rozczarowany. Przez całą historię było niesamowite napięcie, którego utrzymywanie musiało Hickmana bardzo zmęczyć, bo w tym numerze niemal od pierwszych stron jest jasne na kogo padnie.
A sama śmierć...
Może to klisza, ale lubię, jak bohaterowie robią pamiętny last stand. A Torch pokrzyczał, pokrzyczał, ale nie widać ani jednego spalonego robaka... Phi!
avalonpulse180e%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.JPG
Pete: Generalnie numer mi się podobał. Rozdmuchana śmierć faktycznie wypadła raczej biednie, no ale na szczęście komiks tylko na tym się nie kończy (no przynajmniej nie faktycznie). Reakcja Bena, to co zaprezentowali Sue i Namor plus rozmowa tych wszechwiedzących dzieciaków. Generalnie całość wygląda przyzwoicie, choć zdecydowanie nie sprostało oczekiwaniom.

Incredible Hulks #621
Krzycer: Otwierająca numer rozmowa Bannera z Herculesem robi duże wrażenie. W końcówce Zeus cytuje jakiś kanon amerykańskiej popkultury, więc nawet się uśmiechnąłem, choć nie bardzo kojarzę, co to właściwie jest.
Ale cały środek numeru... Twórcy nawet nie spróbowali zrobić czegoś ciekawego. Masakra.


Magneto #1
Pete: Prawdę powiedziawszy nie wiedziałem, czego spodziewać się po tym wszystkim. Mimo wszystko przełamałem się i przejrzałem. No i cóż, raczej to to słabe. Generalnie nie wiem, czy to nadaje się do przeczytania dla kogokolwiek. Nawet ludzie, dla których Magneto znaczy tyle co nic raczej nie dowiedzą się wiele. Plus kreska jest chyba nawet gorsza niż ta z Avengers...

Krzycer: Więc... Jaki właściwie z tego morał? Zanim Magneto został Magnetem dostał kosza od mutanciej krawcowej z Brooklynu, co nauczyło go... Nie, czekaj...
A do tego jeszcze nowojorscy mutanci otwarcie korzystający ze swoich zdolności w czasach, kiedy w Bostonie ludzie uganiali się z widłami za Icemanem. Hm.
Ten komiks ma jednak jedną zaletę - nie ma w nim wzmianki o Maksie Eisenharcie.


New Avengers vol. 2 #8
Hotaru: Okazuje się, że to dzięki Stuartowi Immonenowi tak długo pozostawałem przy tym tytule. Wystarczyło, że odszedł, a już zabawne dialogi wydały mi się drętwe i mało świeże, a sceny akcji drętwe i w ogóle nieemocjonujące. Nic więcej w tym komiksie nie zostało. Bendis powinien się wziąć w garść - postaci postaciami, ale dobrze jest je umieścić w jakiejś fabule. Najlepiej dobrej, ale jeśli nie stać go na więcej...
Pariah:
Doombot out of fuckin' nowhere. That was pointless. Generalnie ten numer jest w zasadzie o niczym. Jess mogłaby się w końcu zdecydować, czy chce być bohaterką czy nie, a nie wałkować to kolejny raz. Najbardziej drażnił mnie tu Cage z kretyńskim pomysłem na ksywkę dla Jess. Dobrze, ze pokazała dość charakteru, by się na to nie zgodzić. 5/10.

New Mutants vol. 3 #21
Hotaru: Gdyby nie to, że po odejściu Wellsa tytuł na jakiś czas przejmie Mike Carey i jego Age of X, wołałbym o pomstę do niebios. Bo to zawsze wielka szkoda, kiedy utalentowany scenarzysta ustępuje miejsca innemu utalentowanemu scenarzyście. Wiemy, jak to wygląda (New X-Men Kyle'a i Yosta -> Young X-Men Guggenheima; Thor Kierona Gillena -> Thor Matta Fractiona, Ultimate X-Men Vaughna -> Ultimate X-Men Kirkmana - przykłady można by mnożyć). Dlatego chociaż cieszę się na Age of X, drżę na myśl, czy to nie będzie ostatni moment na dobrą zabawę z tą serią. Bo nie oszukujmy się, czytanie historii Wellsa było pierwszorzędną frajdą.
Krzycer:
Całkiem wybuchowa końcówka, ale... Jestem zaskoczony. Byłem przekonany, że choć jeden członek obsady zejdzie. Nie, żebym był strasznie krwiożerczy a przez to zawiedziony, po prostu wszystko potoczyło się inaczej niż się spodziewałem.
No i Cannonballs dołączył do nie wiem jak licznego już grona mutantów którzy "X-Men don't kill" mają w d...
Ale Wellsowi należy się chapeau bas za przemyślane 21 numerów i zrealizowanie swojego zamysłu w całości.


Punisher: In The Blood #3
Krzycer: Lubię Punishera Remendera kiedy tylko nie jest Frankencastlem. Choć może "lubię" to niewłaściwe określenie. Jak dla mnie Castle'a - psychopatycznego mordercy - nie można lubić, a jeśli ktoś żywił do niego jakąś sympatię. bo "nie cacka się z bandziorami" to chciałbym usłyszeć jak racjonalizuje to, że Frank spalił swoją żonę i dzieci.
Także lubić go nie można. Ale tę historię dobrze się czyta.


Secret Avengers #9
Hotaru: Po lekturze tego numeru musiałem na moment zatopić się we własnych myślach. Spowodowało to pytanie, które samo nasunęło mi się wraz z ostatnią stronicą. Brzmi ono "po jaką cholerą ja to w ogóle czytam?". Po kilkuminutowej rozkminie doszedłem do wniosku - po żadną. Żegnajcie Sekretni Mściciele, chciałbym móc powiedzieć, że było miło.
Krzycer:
...make sure you have expert timing! Czegoś mi w tym komiksie brakuje. Jest kung-fu, jest Hong Kong, jest Prince of Orphans, są John Steele, Max Fury, Shadow Council... strasznie dużo tu jest... Więc dlaczego wieje nudą? Jak ma zachwycać skoro nie zachwyca?
Pete:
Generalnie mógłbym przeglądać te zeszyty tylko dla kreski. Mimo wszystko historia powoli zaczyna zmierzać do finału, a ten zapowiada się powoli coraz bardziej ciekawie. Zresztą, nieczęsto można obejrzeć jak Rodgers dostaje bęcki. Plus Beast wreszcie w akcji, a to zdecydowanie miła odmiana. Zastanawia mnie tylko gdzie Ant-Man, on w tej chwili przeżywa swoją miniserię z Waspem czy po prostu znowu chowa się gdzieś w jakimś szybie wentylacyjnym? No nic, muszę poczekać na następny komiks.

Thunderbolts #152
Pete: Pierwsze za co należą się pochwały - chyba jedyna drużyna Marvela, która naprawdę współpracuje. Nie wiem do końca jak potoczy się dalej kwestia Hyperiona - na razie jest nieco chaotycznie, ale ostatecznie chłopak dopiero się pojawił. Póki co, wygląda jak gość ze schizofrenią. Oprócz tego dajmy spokój, ogromne potwory u wybrzeża Japonii? Od razu przypomina się młodość spędzona przy Godzilli ;).


Ultimate Comics Avengers 3 #6
Krzycer: Spoiler: Giant-Man kołkuje wampirzego Giant-Mana myśliwcem. Mark Millar ma duże ambicje, ale przez cały czas mam wrażenie, że jego UCA to parodia komiksu superbohaterskiego. Dobra parodia nie jest zła, ale ta nie jest szczególnie zabawna, więc...


Ultimate Comics Doom #2
Hotaru: Bendis zadbał o odpowiednią dawkę akcji. Po takim komiksie nie mogę przestać myśleć o teorii "złego bliźniaka". Bo czy jest jakiś inny logiczniejszy sposób na wyjaśnienie dysonansu między tym, co Bendis tworzy w świecie Ultimate, a 616? Dokładnie. To, co Rafa Sandoval wyczynia w tym numerze, to coś... Spektakularnego. Tak, to dobre określenie i świetnie opisuje efekt, jaki rysownik osiągnął. Warto sięgnąć po ten komiks nawet w wersji suahili, tylko po to, by popatrzyć sobie na te rysunki.
Krzycer:
Akcja w siedzibie Roxxon wyszła całkiem fajnie. Akcja w Triskellionie... Bendis ładnie ujmuje chaos takiej sytuacji, wszyscy na siebie krzyczą, a jedyna osoba, która wie, co się dzieje, nie ma czasu na wyjaśnienia.
Tyle tylko, że ten naturalistyczny chaos wypełnia pół numeru, przez co ten wątek w ogóle nie posuwa się do przodu.


Ultimate Comics Spider-Man #152
Hotaru: Wiem, że kilkakrotnie ostatnia zapewniałem, że przyzwyczaiłem się do kreski Davida Lafuente. Myliłem się. Sara Pichelli zjadła go na śniadanie i chyba musiałem zobaczyć ich rysunki zestawione obok siebie w jednej historii. Nie myślcie, że jestem niewdzięczny. Nie będzie mi przeszkadzać, jak pan Lafuente wpadnie od czasu do czasu i zilustruje po jakiejś jednonumerowej historii, ale to prace Pichelli chcę oglądać. Fabularnie jest OK, chociaż mogłoby być lepiej. Może w następnym numerze?
Krzycer:
Zabawne. Ale irytuje mnie maniera Bendisa, by pół numeru wypełniać retrospekcjami. Wolałbym, gdyby - jeśli to naprawdę było zaplanowane z góry - wplótł te wydarzenia jako wątek poboczny w historii z Mysterio. Wtedy można by się zastanawiać do czego to zmierza i tak dalej. Są scenarzyści. którzy prowadzą wielowątkową narrację i dopiero po dłuższym czasie widzimy rezultaty pewnych zdarzeń. Bendis najwyraźniej do nich nie należy.
I pewnie nie rozpisywałbym się na ten temat gdyby nie to, że w tym tygodniu mieliśmy numer "Avengers" wypełniony dokładnie tym samym.


Uncanny X-Force #4
Hotaru: Chyba coś jest ze mną nie tak. W kulminacyjnym momencie tego numeru, kiedy Archangel miał się zmierzyć ze swoim stwórcą, parsknąłem śmiechem. Nie mogłem zareagować inaczej po tym, jak Remender najpierw budował mroczną i ciężką atmosferę - takie rozwiązanie w jej kontekście wypada jak potańcówka w przedszkolu. Liczę jednak, że kolejna historia będzie już bardziej zrównoważona, bo koniec końców nie było źle. Aha, i dajcie innego kolorystę, ten coraz bardziej przypomina mi Dave'a McCaiga.
Krzycer:
Remender z numeru na numer zaskakuje coraz bardziej. Miałem spore nadzieje kiedy zapowiedziano, że będzie pisał ten tytuł, a on już zdążył przebić moje oczekiwania.
Teraz mam tylko nadzieję, że to nie będzie cud jednej historii. Na Deathlokach ostatnio wyłożył się Jason Aaron, oby Remenderowi poszło lepiej.

avalonpulse180f%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.JPG
Wilsonon: Idealny komiks. Świetne sceny walki. Pestilence w akcji. Fantomex pokazuje swoje umiejętności, dobra współpraca z Wolverinem. Robaki żrące mózg, niszczenie w powietrzu spadających wrogów, karmienie Warrena.
Mocno czuć było powagę sytuacji i rosnące napięcie. Wewnętrzny monolog Warrena był niczym przy pracy, jaką wykonał
Opena. Każde zbliżenie jakie zostało wykonane, każdy kadr uchwycający wszystkie postacie, pokazywał wewnętrzną walkę, jaka toczyła się w ich głowach. Ostatnie "ciche" strony sprawiły, że będę łykał wszystko, co da mi Opena i Remender. Taką samą przyjemność w obserwowaniu poczynań ludzi postawionych w ekstremalnych sytuacjach, odczułem jedynie czytając serie Kirkmana.
Ocena 10/10. Mimo FF i nadchodzącego finału New Mutants z Legionem, według mnie jest to numer tygodnia.

wolvie111:
Komiks po prostu świetny i zdecydowanie umacnia UXF jako moją serię number ONE. Genialne rysunki, świetne postacie i bardzo dobry scenariusz. Każdy bohater coś wnosi do serii i ma swoje chwile. Świetne sceny walki rysowane kreską Jerome Opena. Zakończenie, mimo wszystko, zaskakujące. Po pierwszej misji w nowym składzie jak najbardziej można nazwać ich drużyną morderców. Mam nadzieję, że historia z Deathlokiem będzie równie owocna :)

Uncanny X-Men #532
Krzycer: Hm. Poprzedni numer wziął mnie z zaskoczenia i byłem nim bez mała zachwycony, ten jest nierówny. Ramki wkurzają jeszcze bardziej niż zwykle, Land jest jeszcze straszniejszy niż zwykle... Ale skrzywiłem się tylko przy paru kwestiach ("Good day to you, sir!"? Serio?) i zaskakująco wolno kojarzącym Cyclopsie ("Sublime Corporation... You work for Sublime!") a poza tym było tu sporo fajnych rzeczy.
Ryzykując, że kiedyś będę musiał to odszczekać... Wydaje mi się, że w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy z Uncanny będzie już tylko lepiej.


X-23 Vol. 2 #5
Krzycer: Aż do przedostatniej strony jest bardzo dobrze - Miss Sinister jest niemal dokładnie taka, jak oczekiwałem. A potem mamy ostatnią stronę i... No nie. Że co, przez cały czas siedział w niej w kostiumie?
Mam nadzieję, że zapowiedź następnego numeru nie kłamie - że Claudine jest osobną osobowością i nie podda się Sinisterowi tak łatwo.
Ale poza ostatnią stroną nadal jest bardzo dobrze. X-23 jak na razie ma szczęście do twórców. A że przy okazji ignorowany przez ostatnie dziesięć lat Gambit (z wyjątkiem paru historii Careya) znalazł się na świeczniku - tym lepiej!

chimp: Dobry numer, ale mam nadzieję, że Liu ma w zanadrzu coś mocnego na następny zeszyt, bo chciałbym, aby ta historia miała w sobie coś więcej niż zwykłe przywrócenie do życia Mr. Sinistera. Conrad ponownie nie zawodzi jeśli chodzi o rysunki, a Liu po raz kolejny udowadnia, że bardzo dobrze zna swoich bohaterów, choć mogłaby popracować trochę nad tempem przedstawianych historii, bo to niestety trochę kuleje. Może to nawyk z pisania książek, gdzie może sobie pozwolić na wolniejsze tempo opowiadania historii.

X-Men: To Serve And Protect #3
Hotaru: Pamiętam tylko historyjki z Anole i Rockslidem, oraz Storm i Thorem. Jeśli były jeszcze jakieś, to wybaczcie, w ogóle nie wyszły poza obszar mej pamięci krótkotrwałej. Pierwszą czytało się świetnie i już teraz z zapartym tchem czekam na finał. Druga zaś to kompletna pomyłka i żałuję, że jeszcze o niej pamiętam. Zmarnowany potencjał...
Krzycer:
X-Dudes rządzą.
Storm fajnie wyglądała z irokezem, reszta to takie Guggenheimowe pitu-pitu.
Jeśli Kitty jest niematerialna, to jakim cudem Sue obejmuje ją przez połowę tej historyjki? A potem jeszcze pół dnia stoją na dachu.
Ostatnią historię mogę skomentować krótkim "a nie mówiłem? :)". Ładny epilog do Necroshy. Pytanie tylko. ile trzeba będzie czekać zanim jakiś scenarzysta po nią sięgnie...


X-Men vol. 3 #7
Hotaru: No proszę, to Gischler potrafi pisać! Po ostatniej historii nie było to takie oczywiste. Ale dość uszczypliwości. Może to zasługa Bachalo, ale czułem klimat z one-shota Curse of the Mutants: Storm and Gambit. Przypominam, że tamten komiks bardzo mi się podobał, więc to komplement. I to raczej dzięki temu klimatowi mam tak pozytywne odczucia, bo intryga - czy jak to określić - prawie w ogóle mnie nie zainteresowała. Lecz w ogóle mi to nie przeszkadza.
Krzycer: avalonpulse180g%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.JPGPodobało mi się, bo podejmuje pomysł "X-Men jako typowi bohaterowie", który Whedon rzucił na początku swojego runu, by następnie kompletnie go porzucić. Do tego szkic koncepcyjny x-sygnału mnie rozłożył.
Szkoda tylko, że Bachalo jakiś czas temu przestał się starać. Chyba ostatnią narysowaną przez niego historią którą oglądałem z przyjemnością było "Shed"...

Pete:
Jako, że swego czasu pracowałem trochę w marketingu, pierwszą część też mogę uznać za lekki powrót do przeszłości. Później jest już tylko lepiej, głównie z uwagi na pojawienie się pewnego nader wygadanego nowojorczyka. Już teraz podoba mi się bardziej niż ta cała sprawa z wampirami. Mam nadzieję, że tego nie spartolą.
Burzol:
Ja tak tylko krótko wrzucę swój zachwyt nad tym zeszytem, ponieważ szczególnie mi się spodobały rysunki Bachalo w tym komiksie. To jest rysownik charakterystyczny i nie zawsze udaje mu się trafić w klimat superbohaterski, ale tym razem wykonał IMHO wybitną robotę, rysując coś zupełnie nowego. Przede wszystkim jest to nietypowe kadrowanie, ale też bardzo liczne nowe ujęcia: ciasne i z dołu, albo z dużym zbliżeniem, wręcz niemieszczące się na kartce. Niektóre kadry są z pozoru nawet zbyt ciasne i niewidoczne, ale przy bliższym przyjrzeniu okazuje się, że pokazują dokładnie wszystko, co trzeba nam widzieć. Naprawdę imponujące.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse180h.jpgavalonpulse180i.jpgAge of X: Alpha #1
Autor: Olivier Coipel

Hotaru: Nerdgasm. Clay Mann odwalił kawał świetnej roboty, projektując alternatywne wersje naszych ulubionych postaci, a sposób, w jaki Coipel ich sportretował - rewelka. Wielka szkoda, że ten rysownik tak rzadko zajmuje się mutantami. Ten cover obudził we mnie wspomnienia z dzieciństwa, kiedy wypatrzenie w kiosku okładki kolejnego numeru X-Men wiązało się z uczuciem euforii. Cień tej emocji odczuwam patrząc na tę okładkę, ale i tak wystarczy.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.01.26


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.