Avalon » Publicystyka » Artykuł

Zvalony 2010

Przez poprzednie dwa tygodnie trwało głosowanie na to, co najgorsze w ostatnim roku. Warto nadmienić, że niezaszczytne miejsce Jepha Loeba, dominatora poprzedniej edycji, zajęła nowa osoba. Jaka?

Najgorszy ongoing

Ongoing3

zvalony1.jpg

O rany, tu to była jatka. Pokonawszy nie tak Invincible Iron Mana (14), Red Hulk, Dark Wolverine i Deadpool Corps (15) rzucili się sobie do gardeł i nie zauważyli ataku Uncanny X-Men, którzy zmiażdżyli ich wszystkich (19). Ktoś im powiedział, że to nie jest walka o tytuł najlepszej serii?

Sc0agar4k: Dark Wolverine. Każdej z tych serii czegoś brakuje, ale: Raz, że tej postaci nie trawię. Dwa, że jej przygody są mało interesujące. Trzy, rysunki też nie są w tej serii najlepsze. Całość składa się na najgorszy ongoing w tym roku.
MrG: Iron Man. Chyba. Bo od czasu Siege nie daję rady tego czytać. Nie, żeby wcześniej było dużo lepiej.
Wilsonon: Uncanny X-Men. Pierwszy komiks w życiu, jaki cisnąłem o ścianę, zbutowałem i żałowałem, że kupiłem.
Krzycer: Invincible jest tragiczny, ale Uncanny to pierwszy komiks, który musiałem oceniać za pomocą bristolskiej skali uformowania stolca.
Ale Uncanny rzutem na taśmę - zapewne dzięki Gillenowi - ostatnim numerem się uratowało. Podczas gdy ostatni numer Durr Wolverine był kolejnym przykładem wszystkiego, co w tym tytule jest złe. Hint: to Daken.
Undercik: Deadpool Corps, zbędne to, kiepskie i nikomu niepotrzebne. Uncanny natomiast dostało ostatnio w prezencie Gillena, przez co odpada. W sumie mógłbym zagłosować na Invincible Iron Mana, ale sobie daruję i tym razem Ułamkowi odpuszczę.
Darth: Generation Hope było za krótkie, by ocenić. Dark Wolverine nie czytałem i nie żałuję. Deadpool Corps aż tak złe nie było. Hulk vol. 2 dało się czytać pod koniec. Invincible Iron Man przynajmniej sprawdzało się jako lektura przed snem. X-Men vol. 3 i pierwsza historia, której zupełnie nie trawię (wampiry). Avengers vol. 4 było pokręcone i brzydkie, ale mój głos pójdzie na Uncanny X-Men. Fakt, ostatnio podnosi się z dna, ale nie mogę znieść tego, jak niszczone są znane i lubiane przeze mnie postacie.
owcaboski: Tu wybór był trudny, bo niestety jest w czym wybierać. Ostatecznie stanęło między Avengers vol. 4 Bendisa i Uncanny X-Men Fractiona. Dlaczego Uncanny? Otóż seria była na dnie przez cały rok, nawet w czasie trwania Second Coming - na szczęście wtedy od poziomu dna odbiły ją lepiej prowadzone pozostałe serie crossa.
Fraction moim zdaniem nie ma pomysłu na tę serię i każdy jego scenariusz to na mój gust adaptacje tego, co od serii chcą redaktorzy, a nic własnego - nic, co by nadało serii jakiś smaczek.
No i na koniec te jego bzdurne podpisy przy każdej postaci - on chyba myśli, że każdy, kto zapoznaje się z numerem jego autorstwa, to ma styczność z Marvelem po raz pierwszy...
Najgorszym jest to, iż za rok Fraction położy kolejny event, tym razem w skali ogólnomarvelowej.
colossus28: X-Men vol. 3. Wygląda na to, że ten tytuł dostał ode mnie Złote Maliny we wszystkich najważniejszych kategoriach. Czytam to chyba tylko dla jakichś ukrytych masochistycznych pobudek.
Bosnas: Ameryki nie odkryję. Sponiewierane przez psuję Fractiona Uncanny X-Men.
bastek66: Invincible Iron Man, od początku nie da się jej czytać.
Ryba2111: Deadpool Corps, bo słabe to i w sumie nie wiadomo, po co.



Najgorsza Mini-Seria

hulked

zvalony2.jpg

No, a tutaj nie było już konkurencji. Armia Hulków – Hulked-Out Heroes (40) stratowała wszystkich i nawet Nemesis (12) nie mógł stanąć jej na drodze.

Sc0agar4k: Shadowland: Daughters of the Shadow. Związku z całym eventem praktycznie nie posiada. Mini stworzona więc jakby na siłę. Rysunki też nie w moim guście. Co tu dużo mówić, zwykły skok na kasę.
Demogorgon: Nemesis, nie ma zwyczajnie innej opcji. Cała orgia głupoty jaka zawiera się w którymkolwiek z pozostałych tytułów, ba, one wszystkie razem wzięte, bledną przy "police chief's daughter impregnated by her gay brother". Mark Millar licks goats!
Pariah: Ultimate Comics Avengers 3, który udowodnił nam, co jest gorsze niz Huled-out-heroes - Vampired-out-heroes...
Elgared: UCA 3, chociaż Jackpot też było blisko. Ale Nemesis na tej liście to dla mnie zagadka. To przecież jeden z lepszych komiksów Millara.
lukasz: Amazing Spider-Man Presents: Jackpot to przykład jak zmarnować swoje pieniądze!
Pete: Pewnie, że Daughters of the Shadow. Dziwi mnie trochę, że nie pojawił się tu Shadowland: Power Man z bandą oprychów rodem z getta, "Myszką Miki" i całą tą wzruszającą otoczką na poziomie "Mody na Sukces", ale banda tych kobit również zasługuje na to jakże zaszczytne wyróżnienie.
Krzycer: Szkoda, że Ultimate Avengers rozbiło się na dwie mini. New Ultimates - zbyt dużo czasu minęło od ostatniego numeru, słabo pamiętam... ale chyba Loeb zaczął zwracać uwagę, jeśli nie na charakter postaci, to przynajmniej na continuity, a to już coś. Shadowland bardzo rozczarowywało, ale nie było bardzo złe. Daughters of the Shadow - gorzej, ale to i tak nic w porównaniu z trójką finalistów:
Byłem bliski oddania głosu na Hulked-Out Heroes za uosobienie wszystkiego, co najgorsze w FotHs/WWHs. Potem przypomnieliście mi, jak zła była mini Jackpot, przez co przypomniałem sobie, że była tak zła, że nie przeczytałem całej.
A wreszcie przypomniałem sobie wierutnie bzdurne zakończenie Nemesisa i pomyślałem, że taki shit nie może się zmarnować. Mark Millar licks goats - co udowodnił samą liczbą nominacji w tej kategorii.
PeSZek: Hulked-Out Heroes chyba było żartem... kiepskim żartem.
Darth: Ultimate i Nemesisa nie czytam, a więc mój wybór jest ułatwiony. Choć Shadowland było rozczarowujące, to nie było znowu takie najgorsze. W porównaniu choćby do nudnego jak flaki z olejem Shadowland: Daughters of the Shadow, ale tam przynajmniej była jakaś logika. Zostały dwa do wyboru. Pomimo mojego ogromnej niechęci do Gugiego oszczędzę Amazing Spider-Man Presents: Jackpot i postawię na Hulked-Out Heroes. A dlaczego, bo już z założenia było debilne, a poprowadzono to jeszcze gorzej, niż się spodziewałem.
colossus28: Hulked-out-Heroes. Po prostu nie dało się tego czytać.
Volf: Millara zwyczajnie lubię - zarówno Nemesisa, jak i UCA czytałem z większą bądź mniejszą, ale przyjemnością. New Ultimates jak na Loeba to aż takie tragiczne nie jest, może dlatego, że rzadko wychodzi. Shadowland samo w sobie złe nie było, problem był w tym, że na siłę zrobili z tego crossa, podczas gdy to miało potencjał, ale tylko na pojedynczą historię. Daughters of the Shadow było słabe, ale nie aż tak. Pozostaje więc Jackpot i Hulked-Out Heroes. Głosuję na te drugie, bo sam pomysł był po prostu głupi, a na dodatek realizacja okazała się nie lepsza.
Bosnas: UCA3, bo to bolesne przeżycie było.



Najgorszy Event/Crossover

Event5

zvalony3.jpg

No, tutaj była całkiem interesująca walka – z jednej strony ninja, a z drugiej Hulki. Oczywiście wynik mógł być tylko jeden i Shadowland (20) przegrał z World War Hulks (24). Swoją drogą – Hulki kontra ninja, brzmi o wiele lepiej niż fabuła któregokolwiek z tych eventów.

Sc0agar4k: Ten rok zdecydowanie nie należał do Daredevila. Mogło to się zmienić podczas Shadowland. Miało to być wydarzenie wyjątkowe. A jakie było, wiedzą wszyscy, którzy je śledzili. Zmarnowany potencjał, niespełnione oczekiwania. Miano najgorszego eventu w tym roku w pełni zasłużone.
MrG: Shadowland. W wyczynach Hulków się nie orientowałem do zmiany numeracji. A Shadowland czytałem i jeden wielki zmarnowany potencjał. Street-level event, jasne. Gdyby nie wielki demon, którego musiał pokonać Ghost Rider.
bastek66: Shadowland, jedna wielka i durna zmiana status quo. Po to tylko, żeby zafundować powtórkę z czasów jak Black Panther był jak za czasów Priesta.
Wilsonon: Shadowland. Popieram wcześniejsze opinie: zmarnowany potencjał. Był do tego strasznie przewidywalny i nudny.
Volf: zdecydowanie Chaos War. Shadowland miało swoje wady, ale jako samodzielna historia, a nie wielki event, nawet się broniło. Natomiast w chaosowej wojnie brakuje najważniejszego - chaosu. Wszystko jest statyczne, nudne i bezpłodne.
Pete: Zdecydowanie Chaos War. Shadowland jako tako ratowały jeszcze miniserie, albo raczej jedna miniseria. Chaos War jest absolutnie pozbawionym sensu, wyolbrzymionym konfliktem, który stał się zbyt wielki, by móc jakkolwiek zaskoczyć na samym końcu. Do tego wszyscy Ci zmartwychwstali bohaterowie, eh, tragedia.
Krzycer: Chaos War - jak na coś z chaosem w tytule, jest koszmarnie statyczne. Przez dwa numery bohaterowie niemal nie ruszyli się z miejsca. A Chaos Kinga wolałem, kiedy nie był jeszcze taki popularny i jako Amatsu-Mikaboshi mordował bogów Skrullom. Teraz się sprzedał.
Curse of the Mutants - absolutny przeciętniak. Szkoda, że od niego zaczął się taki tytuł jak nowy bezprzymiotnikowy X-Men, ale do diaska, ta historia nie była nawet w połowie tak zła, jak niektóre z innych kandydatur.
FotHs/WWHs - nie wiem czemu to zostało podzielone. Anyway, FotHs było całkiem niezłe, WWHs było średnie, ale tak naprawdę jedynym minusem było to, że Loeb miejscami pisał zupełnie inną historię niż Pak. A to za mało by się pastwić.
Głosuję na Shadowland. Bo Blood on the Streets, choć fajne, to za mało, by zrównoważyć wszystkie zawiedzione nadzieje i idiotyzmy, którymi przetykany był Shadowland.
PeSZek: Kto nie głosował na World War Hulks chyba go nie czytał. Rozczarowanie po całej linii.
Ryba2111: Curse of the Mutants, bo średnie to było i w dodatku kojarzyło mi się ze "Zmierzchem". Nabijanie kasy na wampirzym motywie.
Darth: Chaos War i Shadowland rozczarowały (choć drugi nadal trwa), ale nie zasługują na miano najgorszego. Hulki były słabe, ale niczego lepszego się po nich nie spodziewałem. Głosuję na Curse of the Mutants, bo wampiry kojarzą mi się ze znienawidzonym Zmierzchem, a cała historia była tylko wyciskaczem kasy, który okazał sie nudny i przewidywalny.
colossus28: Curse of the Mutants. Wahałem się jeszcze z Chaos War, ale w sumie jeszcze nie było zakończenia, więc niewykluczone, że czymś pozytywnie mnie zaskoczy. Walka z wąpierzami zdecydowanie już mnie nie zaskoczy. I bardzo dobrze.



Najgorsza historia


zvalony4.jpg

No tutaj nie było konkurencji. One Moment In Time rozniósł przeciwników z siłą 40 głosów, nie dając nikomu żadnych szans – żadna z pozostałych pozycji nie zdobyła nawet połowy tej liczby. Czytelnicy wydali swój werdykt – Joe Quesada is a hack.

Sc0agar4k: Długo zastanawiałem się, co wybrać. Przeważył fakt, że mając styczność z Daredevilem podchodziłem do Shadowland z dużymi oczekiwaniami. Oczekiwaniami, które zostały niespełnione, a cała historia w nim zawarta mogła być zdecydowanie lepsza.
Demogorgon: OMIT. Za jakiś nonsens w sprawie podróży w czasie, za kompletny brak pomyślunku, nieoryginalne zwroty fabularne, sranie po postaciach, których scenarzysta nie lubi, co jest na poziomie przedszkola, i ogólną głupotę. Joe Quesada, you're a hack!
Pariah: OMIT. Ta historia, w kiepskim stylu zresztą, dałą dowód na to, że cały ten OMD jest kompletnym bezsensem i że wszystko to, co czytelnik wraz z bohaterami musiał wycierpieć, wydarzyło sie bez powodu...
Pete: OMIT, Bo MJ wyglądała grubo!
Undercik: OMD nie można było wytłumaczyć dobrze. Quesada jakoś to napisał. Jakoś. Dobrze się tego napisać nie dało. Natomiast "Empire" to dno. Poza tym nie wiedziałem, że:
"DRŻYJCIE PRZED MOIM POCIĄGIEM I CENTRALĄ TELEFONICZNĄ!"
może być czyimś marzeniem i celem, do którego się dąży, w bzdurny, ohydny, kiepski, badziewny, denny sposób.
Krzycer: Jak wyżej.
A co do OMIT - hate'ujecie. OMD było złe, nikt się z tym nie kłóci. Ale stało się - i się nie odstanie. I decyzję o "nieodstaniu" można krytykować. Ale OMIT jako historia wyjaśniająca "co i jak" spełnia swoje zadanie - i jest... Jest niezła. Na trójkę - nawet z plusem.
I wreszcie - przepraszam, ale muszę - wyjaśnia, że Peter i MJ nie mieli papierka. Wszystko inne się wydarzyło. Więc o co się tu pluć?
Darth: "Empire" nie czytałem i nie żałuję. Shadowland, choć był strasznie rozczarowujący, to nie zasługuje na miano najgorszego. "One Moment in Time" denerwował, ale dało sie przeżyć. Wahałem się między Curse of the Mutants a "Next Avengers". Ale pomimo mej olbrzymiej niechęci do wampirów po obejrzeniu Zmierzchu, zdecydowałem sie na to drugie, którego momentami nie dało się nawet oglądać.
Pietro: OMIT, bo to największa profanacja w historii komiksów Marvela.
colossus28: Curse of the Mutants. Od początku była to straszna słabizna, mająca wyciskać pieniądze z kieszeni czytelników na bazie popularności wampirów. Do tego tragiczny Xarus (chyba wiem, kto zostanie najgorszym villainem), bardzo przeciętne rysunki i słaby scenariusz.
Bosnas: "Next Avengers", które jest efektem konsekwentnej polityki Marvela mieszania z błotem swoich sztandarowych postaci i flagowych tytułów. W wydawnictwie lubią, gdy od czasu do czasu wszystkie serie pojawią się pod jakimś wspólnym szyldem, zatem chyba już czas na "Zmierzch (czy może lepiej Zaćmienie) Herosów".



Najgorszy pojedynczy zeszyt

sentry

zvalony5.jpg

Bardzo podobna sytuacja jak z miniserią - Hulk #21 (12) i Thor #615 (10) stanęli naprzeciw Sentry: Fallen Sun (41) i musieli uznać kaszanowatość przeciwnika. Bob, I want this comic thrown into the Sun.

Sc0agar4k: Nation X #3. Zbiór historyjek, które nie mają ani ładu, ani składu. I praktycznie nie wnoszą nic do ogółu. Wykonanie poszczególnych, również nie zachwyca.
Demogorgon: Sentry: Fallen Sun. Dobra, miało swoje momenty, jak Thora tańczącego z matką Boba, ale koniec końców wypadło to jako typowe "Polerowanie Wesleya" - autor bierze kupę popularnych postaci, które gadają, jaki to jego ukochany Bob był wspaniały i w ogóle jaka to była czysta zajebistość, mówię Wam i w ogóle tak super, że zdradzał żonę z Rogue i wszyscy powinniśmy go za to kochać - im dłużej myślę o tym komiksie, tym bardziej mnie wkurza, a od kiedy wyszedł, miałem trochę czasu na myślenie.
Volf: Thor. Rzadko się zdarza, żeby jeden numer zadecydował o tym, że porzucam czytanego od lat ongoinga. A w tym wypadku Fraction zdołał mnie do tego zmusić.
Pete: Thor #615. Pewnie nawet sam Thor uciekłby od Fractiona, gdyby mógł.
Ryba2111: Thor #615. Bo nawet bóg piorunów nie ma szans z Fractionem.
Krzycer: Już prawie zagłosowałem na Thora, ale nad Fractionem pastwiłem się bardzo długo w wątku o najgorszym scenarzyście, a Demogorgon mnie przekonał. Zadecydował dopisany na odwal się romans z Rogue, krzywdzący w zasadzie wszystkie związane z nim postaci - Boba (bo wykorzystał dziewczynę znajdującą się niemal permanentnie w, nazwijmy to, delikatnym stanie psychicznym, jeśli o "te sprawy" chodzi), Lindy (bo ją zdradził) i Rogue (bo scenarzysta stwierdził, że rzuci się na wszystko, czego zdoła dotknąć. Gdyby tak było, już dawno przyniosłaby do sypialni jedną z tych obroży likwidujących moce).
lukasz: Oddaję głos na Fallen Sun za próbę wybielenia - oczyszczenia win postaci Sentry'ego przez scenarzystę, który go powołał na kartach komiksowych do życia. Próbę nieudaną. I co tam robiła na tym symbolicznym pogrzebie Rogue?
Darth: Sentry: Fallen Sun. Miało być wybielenie Sentry'ego, a wyszła straszna kiszka, w którym nasz hero wcale nie okazuje się takim równiachą.
Finsternis: Wraz z pierwszym pojawieniem się Sentry'ego (New Avengers #1) bardzo spodobała mi się ta postać, jednak w miarę, jak została poprowadzona (World War Hulk, Civil War, Dark Reign itd.) coraz mniej mi się podobał. W końcu nadszedł Fallen Sun, co to ma być, się pytam? Niby kochający mąż, a tu proszę, bara bara i to z Rogue!! Dobrze, że zginął (brak pomysłu na postać musiała się tak skończyć), mam nadzieję, że jakiś nowy scenarzysta wskrzesi go i tchnie nowe życie w Boba, bo ma on potencjał, który w minionych latach został zaprzepaszczony.
colossus28: Sentry: Fallen Sun. Zupełnie niepotrzebne zmarnowane 32 strony niezłego papieru.
bastek66: Invincible Iron Man #27, właściwie żaden z tych komiksów nie był aż tak bardzo zły. Ten zeszyt to kwintesencja Fractiona - cały komiks jest przegadany, a akcji na 2-3 strony, żeby chociaż była ciekawa.
Bosnas: Sentry. Szkoda Reynoldsa, bo nawet go kiedyś lubiłem, ale ten komiks to pastisz totalny. Męczący, naciągany i całkowicie niestrawny.



Najgorszy scenarzysta


zvalony6.jpg

W tym roku Jeph Loeb zdeklasował rywali – zdobył 22 głosy, więcej niż pozostali przeciwnicy. Z jednym wyjątkiem. Matt Fraction miał rok tak potworny, że zdobył aż 51 głosów – więcej niż Loeb i cała reszta razem wzięci. Fraction pobił też zarazem zeszłoroczny wynik Loeba w tej kategorii. To chyba mówi samo za siebie.

Sc0agar4k: Matt Fraction. Murowany faworyt do zwycięstwa. Pod jego wodzą flagowa seria u mutantach upadła i trzyma się dna, choć pojawia się promyk nadziei w postaci drugiego scenarzysty. To, że pod jego kuratelą znajdują się również dwie inne, główne serie o Iron Manie i Thorze, to już wielka pomyłka.
MrG: Matt Fraction. Skutecznie obrzydza mi Uncanny X-Men, zakończył moją przygodę z Thorem, a i do Iron Mana straciłem cierpliwość. Fear Itself nie zapowiada się obiecująco.
bastek66: Fraction, bo obrzydza aż trzy ongoingi, a teraz jeszcze dojdzie tragiczny crossover.
Demogorgon: Ja się podpisuję pod tym, co kot powiedział o Van Lente. Jego miejsce powinno być w walce o Avalona dla najlepszego scenarzysty, a nie tu, to był jego rok sukcesów. Shadowland jeszcze czytam, więc się nie wypowiem w sprawie Diggle'a. Prawda co do wszystkich pozostałych kandydatów jest taka, że unikam ich komiksów jak ognia i orientuje się tylko, co się działo w OMIT Quesady. A, że źle się działo, on dostaje mój głos.
Wilsonon: Matt Fraction. Brak logiki, brak umiejętności, brak wszystkiego. Jedynie można go pochwalić za dobre pomysły.
Pariah: Matt Fraction. Ten pan jest dla mnie fenomenem. Im gorzej pisze, tym wiecej serii dostaje. Ba, teraz nawet event mu się trafił. Jego UXM czytam tylko jako wielki fan mutantów. Do Thora czy IIM boję sie wręcz zaglądać...
Undercik: Matt Fraction - Nie, po prostu nie. Czytam go tylko dlatego, żeby być na bieżąco (3 flagowe ongoingi jego mać!) Dzień, w którym ogłoszono, że to on będzie pisał Fear Itself, był dniem tragicznym. Od tamtego dnia moi znajomi wiedzą, czego unikać, jak się zdecydują na komiksy.
Jeph Loeb - Jego New Ultimates nie było takie złe. Hulki natomiast nie są już kompletnym dnem. Są "tylko" kiepskie.
Andy Diggle - Zawiódł mnie. Po prostu mnie zawiódł. Strasznie zawiódł. Potwornie zawiódł. Nie będę wymieniał dalej. Spodziewałem się po nim czegoś lepszego.
Daniel Way - a już powoli zaczynałem go chwalić, że jest przeciętny. Powrócił jednak na okolice dna.
Mark Millar - Można narzekać na jego miniserie pisane pod filmy, nawet dobre filmy, ale źle nie pisze. Superior jest dobry, Nemesis taki sobie, a Kick-Ass to przeciętny wyzyskiwacz kasy. Czy naprawdę jest totalnym dnem?
Fred van Lente - Ok, Chaos War zawodzi, ale żeby aż tak, aby Freda nominować? Taskmaster przecie dobry, Prince of Power rewelacyjny, a Marvel Zombies 5 całkiem przyjemne.
Chris Claremont - Na uboczu ostatnio i średnio kiepsko, nie zasłużył na głos.
Joe Quesada - tylko tłumaczył swoją największa porażkę. Co prawda kiepsko, ale to tylko jedna rzecz.
Głos na Fractiona. Rozczarowanie Digglem nie wystarczyło.
Pete: Tu odpowiedź może być tylko jedna - Fraction. Nie dość, że twórczość tego gościa głową nadal próbuje przebić się przez to dno, na którym tkwi, to jeszcze trzeba to czytać. No, przynajmniej, jeśli chce się być na bieżąco z tak istotnymi tytułami, a tym samym w zasadzie całym Marvelem. Gorzej już być nie może...
Ryba2111: Matt Fraction, bo on robi krzywdę komiksowi. Uncanny X-Men, Iron Man i Thor. Zdecydowanie za dużo.
Krzycer: Jeph Loeb - e, pod koniec nawet jego Hulk dał się czytać. A numer o Samsonie, w którym zżynał z PADa (ale mu podziękował, więc wszystko gra) był po prostu... dobry.
Andy Diggle - gruba przesada. Shadowland to za mało.
Daniel Way - odpowiada za Dakena, ale nie będę się nad nim dodatkowo pastwił.
Mark Millar - zamiłowanie do scen pisanych, by wywołać reakcję "f*** yeah", choć doprowadza je do niesmacznego absurdu? Check. Zamiłowanie do gore? Check. Zamiłowanie do osoby własnej? Check. Coraz gorsze dialogi? Check. Ogólny, stały spadek formy? Check. Methinks, że Jeph Loeb ma młodszego brata. Albo klona. Albo Skrulla-podszywacza.
Fred van Lente - jeszcze grubsza przesada niż z Digglem. Zwłaszcza, że Chaos War mimo wszystkich wad nadal wyprzedza Shadowland o parę długości.
Chris Claremont - wobec starszych wypada być uprzejmym. A zresztą Chaos War: Dead X-Men było zaskakująco znośne. Choć sam tego nie napisał.
Joe Quesada - pfe, a co to za scenarzysta?
Matt Fraction - oczywiście ma mój głos. Za Iron Mana, za Thora, za wskrzeszenie Lokiego i gwałcenie wszystkiego, co zrobili Straczynski i Gillen, nie czekając nawet, aż trup ich komiksu ostygnie. Za Führera Cyclopsa, za zdzirowatą w całkiem niewłaściwy sposób Emmę, za koszmarne dialogi, za ogłupianie wszystkich bohaterów i za to, że przy każdej okazji pokazuje logice środkowy palec.
Ale przede wszystkim za zawiedzione nadzieje. To wstydliwy sekret, ale jeśli ktoś grzebie w archiwalnych postach, to i tak go znajdzie: cieszyłem się, kiedy ogłoszono, że Fraction dołączy do Brubakera przy Uncanny. Naprawdę się cieszyłem. A potem co jakiś czas Fraction rzucał naprawdę fajnym pomysłem i musiałem patrzeć, jak ten marnieje i obraca się w proch. Do dziś uważam, że to, by mutanci i Atlantydzi zamieszkali pod jednym dachem, jest fajnym pomysłem - tylko co ten palant z tym zrobił? Nic! Ma dostęp do praktycznie wszystkich pozostałych w 616 mutantów poza X-Factor i co z nimi robi? Nic!
Mógłbym tak długo, ale i tak poświęciłem już cały wieczór na Avalony i Zvalony...
lukasz: JQ za wytłumaczenie w sposób iście magiczny zamieszania wokół małżeństwa Parkera i MJ!
Darth: Bez niespodzianki. Zwycięzcą jest Matt Fraction. Scenerzasta trzech niezwykle słabych serii. Thora co prawda nie czytam, ale z opinii innych wiem, że jest kiepsko. Po za tym w Najgorszym Wydarzeniu roku Trzy ważne tytuły w rękach Fractiona, a to zobowiązuje.
colossus28: Matt Fraction. Wszystko, co ważne, wyłuszczyli moi szanowni poprzednicy. Ale najbardziej za permanentne niszczenie Emmy.



Najgorszy rysownik


zvalony7.jpg

Greg Land (14) musiał uznać w tym roku niższość Johna Romity Jurniora, który zdobył głosów 48 i ustanowił nowy rekord. Aż się boję, kto go pobije za rok.

Sc0agar4k: John Romita Jr. Na to miano zasługuje głównie za swoje rysunki w Avengers. Jedna z głównych serii o Mścicielach powinna mieć rysownika na poziomie, Romita zdecydowanie nim nie jest. A komiksów, które rysuje, po prostu nie da się oglądać.
MrG: Romita po namyśle. Land też jest fatalnym rysownikiem, ale jego komiksy chociaż idzie oglądać( czytać dla odmiany nie bardzo). Romita popełnia Avengers, niewybaczalne.
bastek66: Land. Po przejrzeniu sporego tematu na Newsaramie o jego trace'owaniu nie może być inaczej.
wolvie111: Zdecydowanie Romita najbardziej zapadł mi w pamięć, w tym złym sensie. Jego duety z Bendisem przy Avengers były nieznośne.
Pariah: Azaceta. Nawet scenariusz, niektóych Spider-Manów za czasu BND nie bolał mnie tak, jak jego rysunki. Miałem problem z przebrnięciem przez kilka interesujących historii wyłącznie za sprawą rysunków tego pana. To o czymś świadczy. Nie wahałem się ani przez chwilę, pomimo, że miałem do wyboru "genialnego" Robitę Jra.
lukasz: Rob to głos dla ciebie, powinieneś rysować plakaty na galę strongmenów, a nie komiksy!
Ryba2111: Zdecydowanie Paul Azaceta za Spider-Mana. Nawet scenariusze z BND nie były takie straszne.
Undercik: Paul Azaceta. Jak już TASM zwyżkował dzięki scenariuszowi, to on oczywiście musiał sprawić, aby tak dobrze nie było. A Romicie po prostu dali złego kolorystę. No i przestał się też starać.
Krzycer: Who the f.... is Paul Azaceta? Nie chce mi się sprawdzać. Larroca - smutny jest jego upadek, ale obiektywnie rysuje obecnie po prostu przeciętnie, a nie źle.
Land... uzdolniony kopista, nie wiem, czego się czepiacie. A poważnie - rysuje komicznych mięśniaków, Magneto-Pudziana, panienki porno, 1000 twarzy Ultimate Thinga (a wszystkie takie same)... Ale czasami, rzadko, bardzo rzadko, ale udaje mu się kadr, za który naprawdę wiele jestem w stanie mu wybaczyć. W tym roku zapamiętałem tylko jeden taki, z Second Coming - Hope i Cable'a wychodzących z przyczepy na spotkanie X-Men, którzy przed chwilą rozprawili się z kolejnym oddziałem Bastiona. Mało? Mało. Ale wbił mi się w pamięć jak mało co, i za to - tylko za to - nie zagłosuję na Grega.
W związku z tym zostaje mi Romita. Za okładkę do DoomWar #2.
PS. Właśnie zerknąłem jeszcze raz na ten kadr. I w sumie nie wiem już, co mi się w nim tak wtedy spodobało. Ale wbił mi się w pamięć, więc coś musiało mnie w nim urzec. Tak czy inaczej - za późno, by zmienić głos.
Darth: John Romita Jr. choć to nie jest zły rysownik, to robi paskudne okładki i z lenistwa odpuścił sobie rysunki przy Avengers, przez co otrzymaliśmy prawdziwy koszmarek.
medyk: Zdecydowanie Paul Azaceta! Patrząc na jego wypociny nie wiedziałem momentami, czy śmiać się czy płakać. W porównaniu do niego to Romita rysuje całkiem nieźle, a Land tworzy dzieła sztuki. I te wystające żebra u Spider-Mana...
colossus28: Paul Azaceta. Jako fan Spidera na dobre i na złe on jako jedyny naprawdę zbliżył się do granicy, w której poważnie zastanawiałem się na rzuceniem tej serii w diabły.




Najgorsza postać męska

daken

zvalony8.jpg

Tutaj Sentry (12) dość szybko odpadł z rywalizacji na rzecz znacznie gorszych panów. Zeszłoroczny zdobywca tytułu najgorszego złoczyńcy roku, Red Hulk (27) przegrał zażartą walkę z Dark Wolveirnem (32). Daken, podążając śladami Romulusa, buduje swoje Imperium Badziewia.

Sc0agar4k: Daken. Oto przykład postaci, której można nie lubić od momentu pierwszego z nią stycznością. Syn Logana jest nijaki i bez wyrazu. W swojej solowej serii to jeszcze bardziej rzuca się w oczy. Musiałoby się stać coś naprawdę zaskakującego, bym go choć trochę polubił.
MrG: Iron Man, bo z Red Hulkiem już praktycznie nie mam styczności. Siege, nowe serie Avengers, nowy kostium, pisanina Fractiona. Wszystko to działa na niekorzyść Tony'ego.
Pariah: Dark Wolverine. Do wygłupów Rulka można się przyzwyczaić. Sentry to Sentry, ale Daken przechodzi sam siebie, sumiennie pracując sobie na moją niechęć. Może bym mu darował, gdyby jego przygody zakończyły się razem z końcem jego pierwszej serii, ale świadomosć, że pomimo tego wszystkiego, co się już z nim pojawiło, on dostaje nową serię, jest jakoś nie do zdzierżenia.
P.S. Trochę dziwią mnie postacie w tym zestawieniu. Z drugiej strony łyso by to wyglądało, gdyby były tylko 3-4 opcje do głosowania.
Lunatik8: Syn Logana był jeszcze do zniesienia za Siege, ale we własnym tytule i kondomie na twarzy sięga kiepskości, do której Rulk bijący Watchera się nawet nie zbliżył.
Pete: Przegięta, naciągana, szalona blondyna i tekst o tysiącu eksplodujących słońc, nie wiem, czym mi już nie wyłazi ... Innymi słowy: damn you, Sentry!
Demogrgon: Dark Wolverine, za to, że swój drugi ongoing zaczął od implikowanego gwałtu.
lukasz: Dark Wolverine to przykład, że miesięcznik o przygodach syna Wolverine'a może być marną lekturą!
wolvie111: Sam nie wiem. Na początku wykluczam Spidera i Cyclopsa. Sentry był bohaterem jednej z lepszych scen roku, gdy rozerwał Aresa. Na Red Hulka nie zwracam uwagi.... Głos na Doctora Voodoo, za jego "śmieszną" śmierć, po prostu musieli kogoś zabić, bo tak powiedzieli w zapowiedziach.
Krzycer: Red Hulk - odkąd wiemy, że to Ross i scenarzyści nie muszą się męczyć, próbując uczynić jaskrawoczerwoną kupę mięśni "tajemniczą", jest całkiem znośny.
Dark Wolverine - mógłbym w tym miejscu skończyć, ale chcę się naprodukować.
Sentry - szkoda go. Nikt nie miał na faceta pomysłu. W sumie pewnie lepiej, że go w końcu odpalili, niż gdybyśmy mieli się z nim ciągle męczyć. Z drugiej strony mogli go wykopać w kosmos, żeby czekał na scenarzystę z pomysłem.
Z trzeciej strony gdyby tym scenarzystą miał się okazać Fraction...
Cyclops - Ułamek go strasznie, strasznie krzywdzi. Ale już u Carey'a jest znośny, choć też trochę faszyzuje. Tak czy inaczej - daleko mu do czołówki najgorszych.
Hercules - zmartwychwstanie mu nie służy. I odsunęło na dalszy plan Amadeusa, który powoli zaczynał wychodzić na swoje. Ale jemu również do czołówki najgorszych daleko.
Spider-Man - chyba jak żaden inny w tym zestawieniu zależy od scenarzysty. A i tak miał więcej szczęścia od Iron Mana...
Iron Man - nikt z X-Men, żaden z Asów nie cierpi pod jarzmem Fractiona tak, jak Stark. Ale to i tak za mało.
Dr Voodoo - a fe! Ktokolwiek go nominował - marsz czytać "Doctor Voodoo: Avenger of the Supernatural"!
Głos, oczywiście, na Dakena. Jeśli ktoś nie wie, dlaczego, najwyraźniej nie czytał ani jednego numeru jego solowych przygód. O, błogosławiona nieświadomości...
Ryba2111: Mój głos na Dakena. Nigdy go nie lubiłem, a po przeczytaniu dwóch zeszytów z jego udziałem całkowicie mnie odstraszył.
Darth: Sentry nie, bo martwego sie nie kopie. Dr Voodoo i Hercules na to miano nie zasługują. Spider-Man w sumie też. Cyclops zaczał irytować, ale nie jest żle. Dark Wolverine'a szczęśliwie znam głównie z Dark Avengers. U Red Hulka jest minimalny postęp. Został kompletnie nudny i pozbawiony wyrazu Iron Man. I to na niego idzie mój głos.
colossus28: Hercules. Odkąd powrócił do świata żywych niezwykle przypakowany, jest nie do zniesienia bucem. Zdecydowanie fajniejszy jest jako nierozgarnięty mięśniak.



Najgorsza postać żeńska

srulkie

zvalony9.jpg

Ku mojemu rozczarowaniu, Carlie Cooper dostała tylko 15 głosów. Dosyć ogólnikowa kategoria, Każda która została sprowadzona do lampki oświetlającej cyckami drogę przez mieliznę scenariusza, o dziwo dostała głosów aż 23. Ale i tak przegrała z zeszłoroczną zwyciężczynią, Red She-Hulk (25)

Sc0agar4k: Red She-Hulk. Generał Ross pod postacią Red Hulka jeszcze daje radę, Betty Ross już nie za bardzo.
bastek66: Carlie, jak mogli zrobić z tak marnej i wkurzającej postaci dziewczynę Petera, kto by ją w ogóle chciał?
Demogorgon: Carlie Cooper. Zaczynam powoli myśleć, że to babsko to drugie przyjście Wesleya Crushera ze "Star Trek: The Next Generation". Wszyscy nam mówią, jaką doskonałą dziewczyną jest dla Petera, ale tego wcale nie widać. Ich interakcje sprowadzają się do tego, że ona mu robi wyrzuty, jak to on nie ma dla niej czasu, jak to nie robi tego, co ona chce, jak to go nie ma przy niej, kiedy go potrzebuje, ale nigdy, nigdy nie zainteresuje się nim samym. Jest samolubną, zaborczą zdzirą, która myśli tylko o sobie i włazi na innych ludzi, bo sama nie ptorafi się utrzymać na powierzchni. Pieprzyć tego pasożyta!
Pete: Będę szczery - to opinia głównie na podstawie końcówki roku, kiedy Emma została sprawdzona do roli blondyny latającej w gorsecie, z którego jej kobiecość powinna wypadać co dwa kroki. Nawet jeśli zaliczyła kilka fajnych scen, to ogólnie rzecz biorąc nie była wieloma rzeczami poza ociekającym seksapilem telefonem komórkowym Cyclopsa. No, a jak wreszcie chcieli zrobić z niej coś konkretnego, to spartolili robotę.
wolvie111: Głos na Red She-Hulk, tak z przyzwyczajenia, bo jej nie znoszę. Postać stworzona bez celu.
Krzycer: Jackpot jest niepotrzebna, ale na szczęście mało jej było. Nie ma czym się przejmować. Carlie - ja ją w sumie lubię, kiedy tylko nie robią z niej... tego, co w ostatnim numerze Brand New Day.
Srulkie - wyrwała się Loebowi. Powinna zostać martwa, jest niepotrzebna, ale w sumie mam wrażenie, że coś z niej może być. Albo i nie. Tak czy inaczej - najgorsza nie była.
Selene - nie ma powodu, by tu być. I to jeszcze dubel z "najgorszym villainem" - niepotrzebna złośliwość.
Lady Deadpool - niepotrzebna do kwadratu, jak i reszta alternatywnych Deadpooli, do tego podpada pod zasadę "co za dużo, to niezdrowo" razem z całym workiem Deadpooli. Ale... w sumie... aż taka zła nie jest.
Ms. Marvel - miałem ochotę oddać na nią głos za wyrzeczenie się dążenia do bycia najlepszą... ale to nie jej wina, że jej serię zamknęli, wepchnęli do trzeciego szeregu Avengers i nie dali spiknąć się z Pająkiem.
Emma. Emma, Emma, Emma... co za upadek po wszystkim, co pokazała u Whedona. Ale to wina Fractiona. Obiektywnie robi dwie rzeczy: telepatycznie łączy wszystkich X-Manów (Emma Frost - łączy ludzi!) i rzuca czerstwymi tekstami, wg scenarzysty pokazującymi, jaka jest dystyngowana i w ogóle. Ale to wszystko wina Fractiona i liczę, że dostanie mu się Zvalon. Natomiast sama Emma, jeśli już zdobyć się na obiektywność, niczym strasznym nie podpadła.
Więc... w sumie... W sumie to Lady Deadpool jednak jest aż tak zła.
Muttsu: Red She Hulk.
Nie mam nic do Green Olbrzyma.
Anie green Kuzynki...
Oki były jakieś szare... ok.
Doszły czerwone... ja jego.
To ja poczekam na kolejne niebieskie wersje, potem żółte, a na końcu będą przezroczyste.
Undercik: Carlie Cooper. Nie znoszę jej, po prostu. Dokooptowana jakby na siłę. Fatalna z charakteru. Denerwuję się z każdym jej pojawieniem się na łamach TASM. Do tego to Ms. Marvel miała się spiknąć z Parkerem. Koniec Tematu.
PeSZek: Red She-Hulk. Jeżeli Red Hulk jest marny, to Red She-Hulk to marność nad marnościami.
lukasz: Wprowadzanie postaci, których jedynymi walorami są piękna buzia i kształtne krągłości są dla mnie jedynie przykładem marnowania cennego miejsca w komiksie i pokazują, że dany scenarzysta nie ma pomysłu na fabułę!
colossus28: Jackpot. Wszystkie inne panie z zestawienia jakoś daje radę znieść. Tylko nie tej.




Najgorszy Villain

romulus

zvalony10.jpg

To był zły rok dla złoczyńców, skoro Red Hulk (13) zakwalifikował się tylko na trzecie miejsce na podium, pokonany przez Daredevila (15). Za to zeszłoroczny pretendent, którego Rulk wówczas zmiażdżył, Romulus (33) w tym roku zasłużył na haniebny tytuł najbardziej żałosnego przestępcy roku.

Sc0agar4k: Daredevil bez dwóch zdań. To, że trafił do kategorii Villain, jest już pomyłką samą w sobie, ale jeśli już robi się z niego złoczyńcę, niech to będzie zrobione dobrze. A niestety tak nie jest. Dlatego mój głos wędruje na Śmiałka.
MrG: Daredevil. Jeśli do tego miała prowadzić świetna seria Brubakera i przyzwoita Diggle'a... To szkoda gadać, marnowanie czasu i na siłę wywracanie status quo. Zmarnowany rok dla Daredevila, bezsensowna przemiana w villaina, z której niewiele wynika.
bastek66: Miałem tradycyjnie zagłosować na Red Hulka, ale jako, że tragedia Loeba dobiegła końca, a ongoing nie pociągnie już długo - głos na Daredevila. Diggle spartaczył te wszystkie dobre lata marnym crossem, w którym ciężko szukać sensu.
wolvie111: Xarus - w żałosny sposób dał się wykiwać X-Men, beznadziejny plan i beznadziejna cała to historia. Liczyłem na wiele więcej.
P.S Trochę mnie zastanawia obecność Selene w tym zestawieniu. W tamtym roku o ile dobrze pamiętam była nominowana do Avalonów.
Demogorgon: Nie rozumiem, co na liście robi Chaos King i jakim cudem dostał nominację. Jak na razie ma o wiele lepsze osiągi niż ktokolwiek z pozostałych, a zwłaszcza mój głos, Romulus, który koniec końców niewiele robił poza wyglądaniem jak hybryda Wovlerine'a z Sephirothem i zejściem jak Samuel L. Jackson w "Zemście Sithów".
Pete: Chaos King, za wygląd, monotematyczne podejście do życia, nieregularne wizyty u stomatologa itd. itd. Może gdyby został w swoim starym stroju, ale ta dziwna czarna plama, która nie robi niczego poza ględzeniem o anihilacji i strzelaniu do wszystkiego dziwnymi czarnymi pnączami, kablami, mackami czy co to tam jest. Daredevil przynajmniej miał rogi...
Undercik: Ściągam od Kota sposób pisania opinii, ale co mi tam.
Xarus - Wziął się znikąd, tylko po to, bo trzeba było zarobić kasę na wampirach. Do tego totalny frajer. Dobrze, że poszedł do piachu, nie mniej mój faworyt.
Selene - Nie zasłużyła nominacje, no po prostu.
Daredevil - Diggle po prostu spieprzył, ale przynajmniej początek roku miał dobry.
Romulus - S_O napisał:
"DRŻYJCIE PRZED MOIM POCIĄGIEM I CENTRALĄ TELEFONICZNĄ!"
A tak poza tym nie przejąłem się nim za specjalnie. Jak mówimy o czymś złym Wolverino-podobnym, powinniśmy mówić o Dakenie.
Agamotto - Nie był zły, nie był dobry, był przeciętny.
Chaos King - Meh, to samo co wyżej. Chociaż spodziewałem się czegoś lepszego.
Red She-Hulk - kiepsko, ale nie chce mi się na Hulkach wyżywać już na początku moich wypowiedzi.
Red Hulk - to samo co wyżej.
Głos: Xarus
Krzycer:Kocie, nie wiem, jak ty to robisz, ale oszczędzasz mi sporo czasu, za co ci niniejszym serdecznie dziękuję.
Głos na Romka. Bo jeszcze nigdy tak wielu nie bało się tak niewielu z tak idiotycznych powodów.
PeSZek: Romulus, bo ile mogę znęcać się nad Hulkami?
lukasz: Gostek, który posiada własny pociąg (ma jakieś chody w PKP czy co? O, to już wiem, czemu na kolei panuje taki chaos obecnie, Romulus buchnął wagony) zasługuje na minusa! A dlaczego, bo on ma pociąg, a ja nie mam.
Ryba2111: She-Hulk vs. Rumulus. Ktoś niepotrzebny v.s mutant manipulujący wszystkim i każdym (z własnym pociągiem Oo). Zdecydowanie wygrywa Romulus. Gratuluję sobie wyboru.
Darth: Zdecydowanie Xarus, gdyż S_O napisał:
"Wzięty znikąd, kreowany na najlepszą rzecz od czasów krojonego chleba"
Poza tym odkąd zobaczyłem film Zmierzch, to uczuliłem się na wszystko, co związane z wampirami. Miejmy nadzieję, że kiedyś mi przejdzie.
Komentarz do innych:
- Selene - doooobra. Jej ostateczny los rozczaruwujący, ale żeby zaraz do najgorzszego villaina nominować?
- Daredevil - słaby złoczyńca, ale byli słabsi.
- Romulus - haha. A ja nic z jego udziałem w tym roku nie widziałem (albo po prostu zapomniałem).
- Agamotto - mi tam jest obojętny. Czyli nie widzę powodu, aby na niego głosować.
- Chaos King - przesada. Wcale nie jest z nim tak żle. No, może tylko jego nowy design taki... no właśnie.
- Red She-Hulk - kiepsko, słabo itp. Myślełem o niej, ale zrezygnowałem na rzecz wampirka.
- Red Hulk - nadal kiepsko, słabo, ale bywało gorzej.



Najgorsze wydarzenie

zvalony11.jpg

Jako, że większość kandydatur podpadała pod jedną, nie dziwi zwycięstwo dla Dania Mattowi Fractionowi trzech ważnych tytułów (51). Jedynie tendencja do zamykania regularnych serii po kilku numerach (35) coś tam próbowała uszczknąć. Ale nie martwcie się, albowiem już od kwietnia tego roku Fraction odchodzi z Uncanny X-Men. Zapewne dręczyć nas czymś gorszym.

Sc0agar4k: Jak to już wspomniałem wcześniej, trzy serie w rękach Fractiona. Tak nie powinno się robić. To po prostu niewybaczalny błąd. Nie, nie, nie, po trzykroć nie.
MrG: No cóż, trzy ważne tytuły w rękach Fractiona. Zwłaszcza że Thor, Loki i Odyn się z tym wiążą. Mister Fraction is a cancer that's killing Marvel.
bastek66: Ja tu widzę tylko Raka-Ułamka i zamykanie serii. Więc głos na potrójną tragedię.
wolvie111: Fraction, mój niechlubny faworyt w tej kategorii. Głos na potrójną tragedię.
Wilsonon: Trzy ważne tytuły w rękach Fractiona. Bo to jest straszne i się w pale nie mieści.
Pariah: 2 z powyższych wynikają z trzeciego, co już samo w sobie korci mnie, by zagłosować na "oddanie Fractionowi Thora". Gdybym był fanem Thora pewnie tak bym zagłosował, ale mnie osobiście bardziej boli "zamykanie nowych serii po kilku numerach". W ten sposób rozstałem się z kilkoma tytułami, na które bardzo liczyłem i nadal nie rozumiem takiej polityki wydawniczej. W ten sposób nie da się ypromować czegoś nowego lub o mniej znanych bohaterach.
Demogorgon: Zamykanie serii po kilku numerach. Serio, co za dureń myślał, że to dobry pomysł? S.W.O.R.D. na tym poległo, poległa Spider-Girl, Thunderstrike i She-Hulks polegli, nim w ogóle zdołali wyjść...to jest chore, tego się inaczej nie da nazwać.
Archie: Fraction musi odejść!
Pete: Pamiętam te czasy, kiedy Invincible Iron Man był czymś więcej, niż tylko ochłapem, a Asgard wiązał się z czymś więcej niż wskrzeszaniem nieśmiertelnych istot i innymi absurdami. Fraction naprawdę mógłby się wreszcie ogarnąć i dojść do wniosku, że w biurze Marvela zamiast scenarzystów przydałby się ktoś do miotły.
Krzycer: Same nominacje pokazują, co wszyscy myślimy o Fractionie, więc zagłosuję na zamykanie serii.
Undercik:Najgorsze nie jest to, że są nędzne serie, a to, że te dobre są zamykane. Potrafiłbym żyć z tym, że Fraction niszczy trzy ważne tytuły, gdyby takie serie jak S.W.O.R.D. istniały w dalszym ciągu.
Szczytem natomiast było zamknięcie serii, zanim pierwszy numer został wydany.
Ryba2111: Fraction i trzy regularnie niszczone tytuły. Szkoda gadać.
Darth: Trzy tytuły w rękach Fractiona, chyba podpada pod wskrzeszenie Odyna oraz oddanie Thora Fractionowi, nie? Więc wybór jest oczywisty.
colossus28: Trzy ważne tytuły w rękach Fractiona. To zdanie tak naprawdę trzeba przeczytać z dziesięć razy i później powtórzyć na głos, bo cholernie trudno uwierzyć, żeby to była prawda.



Najgorsza Okładka


doomwar_2@m.jpg

Doomwar #2 - 10
Incredible Hulk #607 - 4
Avengers The Children Crusade #3 variant - 1
X-Men Second Coming #1 - 1
Astonishing X-Men: Xenogenesis #3 - 1
Chaos War #2 - 0,5
Chaos War Thor #1 - 0,5

Bez wielkich emocji tutaj wszystko przebiegło i, szczerze mówiąc, mało kto coś zgłaszał. Fakt, ze zwycięzca, DoomWar #2 zdobył tylko dziesięć głosów świadczy, że to był rok dobrych okładek.

Demogorgon: Chaos War #2 i Chaos War: Thor #1 egzequo. Za Tommy'ego Wiseau w roli Thora. YOU'RE TEARING ME APART, MARVEL!
Muttsu: Ja bym zagłosował na Scarlet Witch z ciałem kobiety i twarzą 12-letniej dziewczynki, która dopiero się dowiedziała, że św. Mikołaj nie istnieje.
Krzycer: Za uchwycenie wszystkiego, co najgorsze w Romicie w jednym, przebrzydłym kadrze. No spójrzcie tylko na te mordy - przecież jeden obraz znaczy więcej, niż tysiąc słów.
Ryba2111: Miał być Romita za DoomWar #2, ale ja pamiętam coś równie złego (według mnie). O, to!!
Darth: Chwała Bogu w tym roku, bardziej w pamięci zapadły mi te dobre okładeczki, niemniej było kilka, które odstraszały mnie do sięgnięcia po dany numer. Wśród nich był DoomWar #2, Incredible Hulk #607 oraz Astonishing X-Men: Xenogenesis #3. Dlaczego padła na hulkową? Ponieważ w ogóle nie można sie zorientować, co to za jaskiniowcy znajdują sie na okładce, a to przecież powinno być oczywiste.
Pietro: Wszystkie okładki Adiego Granova. Niestety musiałem wybrać tylko jedną i wybór padł na SC#1. Widać na niej wyraźnie, jakie Granov ma problemy z perspektywą i jak kiepsko radzi sobie z rysowaniem ludzkich postaci.




Najgorsza Scena

uncanny_x-men_522@a_1.jpg

Ściągnięcie Kitty Pryde - 7
Scena implikowanego gwałtu z Daken: Dark Wolverine #1 - 1
Zhulkowacenie superbohaterów - 1
Pocałunek Deadpoola z Lady Deadpool - 1

No, tutaj za bardzo nie było konkurencji ani zainteresowania – Powrót Kitty Pryde zebrał 7 głosów i spokojnie zgarnął nagrodzę.

Demogorgon: Scena implikowanego gwałtu z Daken: Dark Wolverine #1. W chwili, jak to zobaczyłem, porzuciłem lekturę. Daken kogoś gwałci i my mamy być pod wrażeniem, jaki niby jest zajebisty z tego powodu? Jestem zniesmaczony.
Darth: Pomysł zmiany herosów w Hulki już w teorii jest durny i beznadziejny, a w praktyce wyszedł jeszcze gorzej. W ogóle podobne idiotyzmy często występowały w przygodach Hulka, jak załatwienie Dooma ogłupiającym promieniem oraz pokonanie Red Hulka poprzez klaśnięcie Hulka w dłonie.
Poszukać czegoś spoza Hulków?
Intesywnie myśli.
Zmiana Wolverine'a w wampira, co w teorii powinno go bardziej osłabić(łatwiej zabić).
Ale zhulkowacenia herosów nic nie przebije.
Globi: Pomysł i wykonanie, które można określić tylko w jeden sposób - z dupy. Najtęższe umysły Marvelowego świata twierdziły, że tego się nie da zrobić, a tu gość w garnku na głowie chwilkę pomedytował i proszę bardzo, dało radę. Bullshit (ból-shit wręcz) roku.
Krzycer: lubię dobrego Deadpoola - takiego od Kelly'ego, Simone czy Niciezy. Nawet w zalewie tegorocznego chłamu deadpoolowego trafiły się perełki - Pulp, Max czy pojedynek z Pająkiem na "yo mama jokes". Nawet Deadpool Gischlera nie jest tragiczny - jest co najmniej o klasę lepszy od Way'owego - ale to nie zmienia tego, że powyższa scena dobrze podsumowuje niemal wszystko, co obecnie jest nie tak z Wadem.
colossus28: Śliczna i powabna Jocasta, jak Pym jej zafundował cielesne łapki i nogi od samej ziemi do samej du**.
lastavenger: Jej "śmierć" w Astonishing była genialnie zrealizowana, powrót nie do końca. Ułomek przywraca ją do życia przy pomocy kogoś, kto nie ma nawet możliwości tego zrobić. A później Kitty przez cały rok siedziała pod kloszem, co za marnotrawstwo. Jeśli ją przywraca, to czemu jej nie używa? Chociaż może to i lepiej.
BTW która to już postać, którą Fraction wskrzesza?
Sc0agar4k: To chyba kwintesencja niedorzecznych pomysłów, jakie wymyśla Fraction. I jak to wspomniał Lastavenger, sprowadzono ją z powrotem i zamknięto w kloszu, zupełnie jej nie wykorzystując. Równie dobrze mogła pozostać w kosmosie.
wolvie111: Nie dość, że nie ma to żadnego sensu, ani logiki, to jeszcze bardzo kiepsko zilustrowane.



Demogorgon, Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.