Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalony 2010

Avalony zdominował kosmos wraz z mutantami.

Najlepszy Ongoing

Ongoing3%5B300%5D.jpg

avalony1

Przede wszystkim cieszy powrót do formy Fantastic Four, które zdołała zająć trzecie miejsce (14), o włos przegrywając z Guardians Of The Galaxy (16), ale oboje zdeklasowało X-Force, które zdobyło tyle głosów, ile te dwa tytuły naraz – okrągłą trzydziestkę.

Sc0agar4k: Guardians of the Galaxy. Cała seria od początku do końca była świetna. Zapierała dech w piersiach, wzruszała i przede wszystkim bawiła. Jej zakończenie było klasą samą w sobie. Takie serie jak ta pamięta się długo. Zdecydowanie najlepsza seria tego roku.
Demogorgon: Kolejny dylemat. Czy wybrać X-Force, czy Guardians Of The Galaxy? Które z nich lepiej wieńczy swą sagę? W końcu wybrałem Guardians, których zakończenie było epickie i podłożyło podwaliny pod Thanos Imperative. To był dobry rok, by być fanem Strażników Galaktyki. Obyśmy ich jeszcze kiedyś zobaczyli.
Wilsonon: X-Force. piękne rysunki i świetni scenarzyści. Wahałem się jeszcze pomiędzy X-Factor i Uncanny X-Force, ale to K&Y dali mi najwięcej radości.
Pariah: Zdecydowanie X-Force K&Y. UXF też zaczyna się bardzo dobrze, ale jednak nie jest dla mnie tym samym. Poza tym czułbym sie źle, głosując tutaj na ongoing mający zaledwie trzy numery. Bardzo blisko były również dla mnie X-Factor i GotG, ze względu na swoich rewelacyjnych, zawsze w formie, skrybów.
Pete: Zdecydowanie i bezsprzecznie Fantastic Four. Samemu trudno jest mi w to uwierzyć, ale pokręcona rodzinka Richardsów nadal potrafi mnie czymś zaskoczyć i to wcale bez konieczności wywrócenia ich życia do góry nogami, jak miało to miejsce w przypadku Parkera. No i wielki plus za to, że wreszcie ktoś znalazł jaja, by zrobić z Bena człowieka.
Krzycer: Uncanny X-Force? Po trzech numerach? To jak ocenianie książki po okładce, nie godzi się! Choć to dobre trzy numery były.
W każdym razie - gdzie mutanci się biją (X-Force/X-Factor), tam kosmos korzysta. Guardians of the Galaxy, bo zasłużyli (choć rysownika wystrzeliłbym na orbitę bez skafandra).
I na litość, co tu robią Thunderbolts? Za Ellisa, to tak, ale teraz? Gruba przesada.
Darth: Uncanny X-Force oraz Secret Avengers, choć widać, że mają olbrzymi potencjał, a scenarzysci mają jakiś plan, są wydawane zbyt krótko, aby mogły się liczyć w głosowaniu. Fantastic Four niestety od afery z mistrzami Dooma nie czytam, więc też odpada, ale może się skuszę, bo ma dużo pochlebnych opinii. Thunderbolts nadal dobre, ale daleko im do poziomu Ellisa. Zostają cztery główne. Przy wszystkich doskonale sie bawiłem, ale X-Factor jakby słabsze niż rok temu, natomiast Guardians odstaje miejscami pod względem graficznym. X-Force ma najlepszą kreskę, scenariusz i co ważniejsze, przypięcie do Second Coming im nie zaszkodziło. Natomiast Secret Warriors to niezwykle ciekawie prowadzona opowieść szpiegowsko-sensacyjna, bez typowych super-bohaterów i HYDRĄ, która w końcu jest przedstawiona jako poważna organizacja terrorystyczna.
Nie potrafię wybrać, Secret Warriors i X-Force to ex aequo najlepsze serie roku.
colossus28: Miałem niewątpliwą ochotę zagłosować na Uncanny X-Force, ale stwierdziłem po czasie, że trzy numery to jednak za mało, by wystawiać cenzurkę. Głos więc idzie na poprzedniczkę, czyli X-Force vol. 3, która w niczym nie ustępuje swojej następczyni. Plus ten niesamowity Crain.
medyk: Również zastanawiałem się nad GotG, X-Force i FF. Niech będzie, że GotG odpada za rysownika. Z pozostałej dwójki wybieram FF. Zaczynając od runu Millara nie spodziewałem się, że z czasem będzie to jedna z moich ulubionych serii. Imponuje mi sposób, w jaki Hickman konstruuje swoje historie - sprawiają wrażenie szczegółowo zaplanowanych z dużym wyprzedzeniem, przedstawiane wątki są częścią większej układanki (i to na zupełnie innej zasadzie niż u Bendisa i jego historii "ileś-tam years in making").
Poza tym bardzo fajnie czytało mi się Captain America, może nie na tyle, by tu zagłosować na ten tytuł, ale zasługuje chociaż na krótkie wspomnienie.
PeSZek: Trudny wybór między GoG a Secret Avengers. Kosmos już ode mnie dostał, więc głos oddaję na Secret Avengers.
lukasz:Głosuję na FF. Od numeru #570, czyli przejęcia go przez Hickmana, ten miesięcznik nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu!
Ryba2111: Secret Warriors za bardzo dobrą historię szpiegowską w wykonaniu Hickamana.
Xavier83: X-Force vol. 3, ponieważ każdy numer potrafił naprawdę pozytywnie zaskoczyć.
Bosnas: Uncanny X-Force mam nadzieję zje konkurencję w przyszłym roku, bo wystartował z iście hitchcockowskim zacięciem i pazurem, póki co jednak głos na poprzednika. Zbyt wielu numerów jak na ongoing X-Force co prawda też nie miało, ale było to udane zamknięcie całkiem przyjemnej serii, po części więc jest to też głos za całokształt. Jeszcze miałem mały dylemat z FF, które też jest świetne, ale za późno zacząłem je czytać i być może to zaważyło.



Najlepsza miniseria:

mini1%20%5B300%5D.jpg

avalony2

Nie powstrzymali go agenci S.W.O.R.D. (16), nie powstrzymali go X-Force i ich Sex & Violence (24), pozostali padli zmiażdżeni, nie zdobywszy nawet dziesięciu głosów. Thanos Imperative został wprowadzony w życie i sięgnął po tytuł. I nic nie mogło stanąć mu na drodze.

Sc0agar4k: Thanos Imperative. Tutaj wybór był prosty. Od początku całym sercem z kosmosem. Te sześć numerów miało wszystko to, czym raczyli nas Dan Abnett i Andy Lanning przez te wszystkie lata. A że kosmos sam w sobie jest ogromny, to i tutaj wydarzenia działy się na wielką skalę. Bezapelacyjnie najlepsza mini w tym roku.
Wilsonon: Zdecydowanie Thanos Imperative. Mimo rysowania X-Force przez Del'Otto. Historia w miniserii DnA jest kosmiczna, gdy twór K&Y jest "tylko" bardzo dobry.
Pariah: To był dla mnie bardzo trudny i bolesny wybór. W tym roku obrodziło nam w znakomite mini-serie i trudno jest wybrać tylko jedną. Sercem jestem z X-Force: Sex & Violence moich ulubionych autorów, w dodatku okraszoną genialnymi rysunkami Del'Otto. Rozum jednak nakazuje mi wyróżnić genialną mini-serię Taskmaster, na nowo odkrywającą tę tajemniczą i bardzo lubianą postać. Jest to tytuł bardzo kontrowersyjny ze względu na to, że całkowicie zrywa z tym, co już o naszym bohaterze wiemy, ukazując go z zupełnie innej strony. Jest to pomysł oryginalny i w moim odczuciu bardzo udany. Zapisujący się bohaterowi zdecydoanie na plus. Na wspomnienie zasługuje również niebanalny humor, jakim okraszona jest ta historia. Naprawdę warto zapoznać się z tym tytułem.
P.S. Gdyby nie to, że zakończyła sie dopiero w tym tygodniu, przez co nie trafiła na listę, wybrałbym prawdpodobnie mini-serię Ant-Man & the Wasp. Dawno nie widziałem tak dobrej historii, z potężną dawką humoru, w pełni wykorzystującą wszystkie strony każdego z trzech zeszytów. Mam nadzieję, że będzie okazja do głosowania na nią w kolejnej edycji Avalonów.
bsh^: Po dłuższym zastanowieniu wybieram X-Force: Sex & Violence. historia pełna tytułowych wrażeń. Mini-seria rysowana przez wspaniałego rysownika, jakim jest Gabrielle Del'Otto, i pisana przez najlepszy duet ostatnich czasów - Craiga Kyle i Christophera Yosta. Jak sami scenarzyście zaznaczali, jest to historia, której wcześniej nie było czasu opowiedzieć. Nie da się ukryć, iż jest ona nadzwyczaj interesująca.
Demogorgon: S.W.O.R.D. było genialne, od początku do końca. To powinien być ongoing, a my powinniśmy zobaczyć dalsze przygody Abigail i Hanka. Co prawda konkurencja była tu ciężka, Thanos Imperative i Prince Of Power to też świetne komiksy, ale koniec końców, wygrywa S.W.O.R.D.
Xavier83: X-Force: Sex & Violence. Takich Jamesa i Domino uwielbiam. Cudna historia przepełniona przemocą i szczyptą seksu. Taka mieszanka nie mogła się nie sprawdzić. A motyw oddania pieniędzy na cele charytatywne świetnie przeprowadzony... nie zapomnę sceny z opadającą szczęką Bella Donny. Więcej takich krótkich, ale treściwych opowieści.
wolvie111: Zdecydowanie na plus oceniam Avengers: The Children's Crusade i Thanos Imperative. Jednak głos oddaję na popis Wolverine'a i Domino w X-Force: Sex & Violence. Świetna, krwista, zabawna i oryginalna miniseria. Rysunki - miód. Jak dla mnie najlepsza.
Krzycer: Ustalmy jedno - Punisher, Taskmaster i Prince of Power to były bardzo dobre miniserie, oferujące kawał porządnej rozrywki. Ale nic więcej. DoomWar na dodatek zawierał istotne wydarzenia... ale nie bawiłem się przy nim tak dobrze, jak przy tamtych. Diabli wiedzą, jak skończy Children's Crusade, chyba jeszcze nie jesteśmy w połowie, a już pojawiły się zgrzyty. Tę historię ocenimy za rok.
Na polu zostają więc trzy tytuły.
Thanos Imperative. Kosmos, DnA. 'Nuff said? Niby tak, ale... szczerze mówiąc czułem już zmęczenie materiału. Zagrożenie ze strony Cthulhu było fajne, tu niczego się nie czepiam - zmęczenie czułem po "naszej" stronie Fault. Co nie zmienia tego, że to była dobra historia z kopiącym po tyłkach zakończeniem.
X-Force: Sex & Violence jest bardzo zabawną perełką graficzną - to takie małe cudo, błyskotka, zabawka. Niesamowicie fajne - tylko tyle i aż tyle.
Ale na Avalona jak żaden inny tytuł zasługuje S.W.O.R.D.. Bo choć graficznie leży i kwiczy w porównaniu z Sex & Violence, to reszta tego, co napisałem na temat tamtej mini jest jak najbardziej adekwatne. A poza tym S.W.O.R.D. miało coś, czego tamta mini nie miała - potencjał, by stać się czymś naprawdę nietuzinkowym. Wyniki sprzedaży nie dały jej szansy - zamieniły coś, co powinno trwać i bawić co najmniej tak długo jak X-Factor PADa w, że okaleczę anglosaskie powiedzonko, płomyk, który płonął równie jasno, co krótko.
Jak niegdyś "Firefly".
Darth: Oj, trudny wybór. Nałatwiej mi wytypować tych, którzy na Avalona, mimo naprawdę dobrej rozrywki, nie zasługują; Marvel Universe vs. Punisher, Taskmaster, Heroic Age: Prince of Power i DoomWar. Avengers: The Children's Crusade natomiast odpada, bo jeszcze trwa. Została wielka trójca. S.W.O.R.D. było super, choć słabe graficznie i strasznie żałuję, że tak szybko się skończyło. X-Force: Sex & Violence daje nam tylko nawalankę, frajdę i świetną oprawę. Chociaż z drugiej strony, czy trzeba czegoś wiecej? A owszem. Poczucia, że wydarzenia, które śledzimy, są ważne, epickie i czyta się z zainteresowaniem, zaskoczeniem i zapartym tchem. Była taka? Osobiście uważam, że było nią Thanos Imperative i to właśnie na nia idzie mój głos.
owcaboski: Thanos Imperative był tu bezkonkurencyjnym faworytem. DnA w najlepszej formie zaserwowali nam epickie science-fiction w marvelowym świecie. Znakomite cliffhangery, świetnie dobrane postacie, po prostu miód i orzeszki.
Smutnym jest to, iż jak na razie kosmos się skończył, ale może DnA tylko ładują baterie przed następnym epickim eventem.
PeSZek: Thanos Imperative już został przeze mnie nagrodzony. DoomWar to średniawka. S.W.O.R.D. było w porządku, ale na pewno nie najlepsze. Mój głos oddaję na Taskmastera, bynajmniej nie dlatego, że mam go w avatarze, ale dlatego, że to naprawdę genialna historia. Muszę dodać, że nawet wzruszająca.
medyk: Mógłbym tu napisać niemal dokładnie to samo, co Krzycer. Niemal, bo głos oddaje na Thanos Imperative. Nie czułem zmęczenia materiału, jedyny zarzut to taki, że TI było słabsze niż poprzednie kosmiczne eventy, ale to raczej czepianie się na siłę.
lukasz: Avengers: The Children's Crusade za rysunki Jima Cheunga oraz bardzo dobrze nakreślone postacie!
Ryba2111: Głos powędrował do X-Force: Sex & Violence. Naprawdę świetny duet scenarzystów i rewelacyjne rysunki Gabrielle Del'Otto.
colossus 28: X-Force: Sex and Violence. Głównie chyba dzięki rysunkom, ale naprawdę miałem dużo frajdy przy lekturze.
Bosnas: Po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni Thanos. Raz dlatego, że to Thanos, a dwa że spore oczekiwania były z nim związane, a taka presja raczej szkodzi, jak pomaga, a naprawdę dał radę. Zresztą Devastation najlepszym tego potwierdzeniem. No i był tam Thanos. X-Force też miodzio, ale TI rządziło w zeszłym roku.
bastek66: Heroic Age: Prince of Power, mało było w tym roku Herculesa, ale komiks z samym Amadeusem był bardzo dobrą lekturą.



Najlepszy Event/Crossover

event4%20%5B300%5D.jpg

avalony3

Nową kategorię na liście zdominowała walka gigantów. W Siege bogowie umierali, Asgard został zniszczony, a mroczne rządy przeminęły, ale zdobyło ono tylko 19 głosów, dużo mniej od ostatniej bitwy mutantów w walce o przetrwanie i ocalenie ich dziecka-mesjasza, Second Coming (32), które samo przegrało dziesięcioma głosami z wielka wojną w kosmosie, gdzie największe siły Wszechświata stanęły do walki z przerażającymi mrocznymi bogami – Thanos Imperative (42)

Sc0agar4k: Kolejny raz, gdy kosmos bierze górę nad resztą. To był dla niego bardzo dobry rok, zakończony znakomitym Thanos Imperative. Oby i ten był dla kosmosu równie udany.
Wilsonon: Znów Thanos Imperative. Gdyby wypocin Fractiona nie brano pod uwagę, wtedy wybrałbym Second Coming, ale niestety trzeba być obiektywnym.
Pete: Thanos Imperative. Swoją drogą ciekawa sprawa, że sześć zeszytów miażdży crossover, do którego prowadziło (o ile dobrze liczę) 7 lat machinacji, niemalże apokaliptycznych starć i całej reszty tego Osbornowego badziewia. Siege to solidne drugie miejsce, ale niestety nic ponadto.
Demogorgon: Miałem dylemat między Siege a Thanos Imperative, ale wygrało koniec końców to drugie. Siege było świetne, ale Thanos Imperative miało zwyczajnie więcej Lovecraftowatych potworów. A biorę Was na świadków, nic mnie tak nie powala na kolana jak Cthulhu.
Darth: Poważnie myślałem nad Second Coming, ale przecież jest Fraction. Necrosha i Siege miały słabszą koncówkę, a w Realm of Kings czegoś mi brakowało. Tylko w Thanosie niczego mi nie zabrakło i nic mi nie przeszkadzało. A więc głos na Thanosa.
Ryba2111: Mimo świetnych komiksów z mutantami i kozackiego Thanos Imeprative głos oddaję na Siege. Mimo, że zakończenie takie krótkie i typowe, to całościowo naprawdę dobra historia. Do tego opatrzona rysunkami Coipela.
wolvie111: Second Coming - miało parę małych potknięć, ale i tak dla mnie najlepszy event. Mutanci wreszcie dobrze zaprezentowani.
Xavier83: Second Coming. Krótko i treściwie. Tak powinno się robić porządne historie o mutantach i nie tylko.
colossus28: Siege. Może i końcówka nieco rozczarowała, ale w moim mniemaniu to i tak świetna historia z mnóstwem zapadających w pamięć scen.
Bosnas: Konsekwentnie, bo inaczej być nie może, Thanos Imperative. Dla mnie bezsprzecznie ten cross rządził w mijającym roku i nie znalazłem powodu, dla którego by zmienić zdanie, zresztą o TI już pisałem, powtarzać się nie ma sensu. Vote for DJ Thanos.



Najlepsza historia:

avalony4

W tej kategorii doszło do starcia dwójki tytanów, którzy zdeklasowali rywali, zdobywając ponad dwa razy więcej głosów niż jakikolwiek konkurent. Nawet Kraven i jego Grim Hunt (15) nie mógł nic wskórać, gdy o tytuł walczyli mesjaszka mutantów, Hope, oraz ucieleśnienie śmierci, Thanos. I koniec końców to szalony tytan odniósł zwycięstwo – Thanos Imperative pokonało Second Coming trzydzieści pięć do trzydziestu jeden.

Sc0agar4k: W tym miejscu długo się wahałem. Stary sentyment za mutantami pozostał, Second Coming to jeden z lepszych crossów z ich udziałem, lecz mój wybór pada na Thanos Imperative. Tutaj, podobnie jak w ww evencie, "śmierć" ponieśli moi ulubieni bohaterowie, akcja była wartka, a wydarzenia zmieniały się jak w kalejdoskopie. Czego chcieć więcej? Chyba wyłącznie, by takie historie powstawały jak najczęściej.
Pariah: Zarówno Second Coming, jak Thanos Imperative to epickie historie, których się wyczekuje i z miłą chęcią czyta. Jednak jak dla mnie na szczególną uwagę zasłużył Grim Hunt. Historia, na którą nikt specjalnie nie liczył, a która przerosła oczekiwania wielu czytelników, w tym moje własne. To jedna z niewielu historii o Spider-Manie spod znaku BND, którą mogę śmiało polecić nie tylko fanom pająka.
bsh^: Bardzo długo czekałem na trzecią część trylogii mesjasza. Po niezbyt udanym Messiah War, który był zwykłym skokiem na portfele czytelników, Second Coming okazał się jednym z najlepszych crossoverów ostatnich lat! Historia jest bardzo interesująca, momentami przyprawiająca o łzy, pełna emocji, akcji, krwi, ale... Główną wadą eventu jest nieregularność poziomu poszczególnych części. Konkretniej - odpowiedzialny jest za to Matt Fraction, którego numery znacznie zwalniały akcję i były średnio przyjemną lekturą. Niemniej jednak SC należy się tytuł eventu roku. Pokazuje on prawdziwe ludzkie problemy, emocje, poświęcenie. Posiada również głębsze przesłanie (podobnie jak większość historii X-Men), żeby się nie poddawać i walczyć do końca. W pewnym sensie poucza nas, byśmy byli tolerancyjni, a nienawiść i przemoc prowadzi donikąd i niesie ze sobą wyłącznie negatywne konsekwencje. Zaskoczeniem były śmierci dużej liczby bohaterów, w tym jednych z moich ulubieńców - Nightcrawlera i Cable'a. Jednakże, wierzę, że nie będą one trwałe i wciągu najbliższych lat zobaczymy ich z powrotem. Sam finał historii, pisany przez duet Kyle & Yost, był do ostatniej strony ekscytujący - wątek Pheonix (który nasz ukochany Fraction zgubił w pierwszej historii po evencie), ale również narodzenie się piątki nowych mutantów. Pochwała należy się Mike'owi Careyowi, Zebowi Wellsowi i całemu sztabowi odpowiedzialnemu za wyrażenia artystyczne, którzy odwalili kawał dobrej roboty. Reasumując - Second Coming to obowiązkowa lektura nie tylko dla wszystkich fanów mutantów, ale również dla "poszukiwaczy dobrych historii". Trzeba wykazać się tylko podstawową wiedzą z zakresu mutantów, by zrozumieć sens crossa, a duża ilość zabawy, jaką otrzymujemy w zamian, jest bezcenna.
Wilsonon: Second Coming. Za śmierć Nightcrawlera, za śmierć Cable'a, za rysunki Choi'a, za kolorki pani Oback, za Finchowy wstęp, za odczuwanie napięcia i zagrożenia, za świetny finał, za łzy, za śledzenie prawdziwej wojny i za to, że Fraction dostał do napisania tylko trzy numery.
Demgorgon: Thanos Imperative. Wielkie zwieńczenie epickiej sagi zaczętej jeszcze przez Annihilation, które nie tylko utrzymało poziom, ale go nawet przewyższyło. Ziarna zasiane w tamtym komiksie tu wydały piękne, wspaniałe owoce. Świetny komiks.
Xavier83: Second Coming. Każda śmierć miała sens, co rzadko się zdarza w tak wielkiej opowieści. Wątki w sensowny sposób zostały zawiązane i perfekcyjnie przeprowadzone. Zwłaszcza "strony bez dialogu" w jednej z ostatnich części, pokazujące bezsilność mutantów w starciu z Nimrodami..świetne.
lukasz: "Three" za to, że okaże się ona najważniejszą historią o Pierwszej Rodzinie Marvela w dziejach! Za rysunki Steve'a Eptinga, a przede wszystkim za scenariusz fenomenalnego Jonathana Hickamna, który okazał się nową gwiazdą MARVELA (polecił go szefostwu Marvela Bendis po przeczytaniu Pax Romana). Ogromne zmiany, jakie wprowadził ten scenarzysta, czyli uleczenie Bena (przynajmniej chwilowe), rada Richardsów, powiązania z inną serią Hickmana, S.H.I.E.L.D..
Ryba2111: Wahałem się pomiędzy "Grim Huntem" a Thanos Imperative. Koniec końców wybór padł na dzieło DnA. Annihilation Wave było świetne, tutaj jest jeszcze lepiej. Naprawdę dobry komiks.
Krzycer: W tej kategorii o moim głosie zadecyduje rozczarowanie... Zagłosowałbym na Pająka, gdyby zamiast bardzo dobrego "Grim Hunt" znalazło się tu jeszcze lepsze "Shed" (choć różnica między tymi dwoma historiami jest minimalna). Zagłosowałbym na Thanos Imperative, gdyby nie to, że Annihilation i Conquest były lepsze - bo kopały na całej długości, a w TI tak naprawdę kopała dopiero końcówka. Zagłosowałbym na Second Coming, gdyby nie nudnawy środek, odcinki Fractiona i wspomnienie tego, że Messiah CompleX był lepszy.
Na "Night" bym nie głosował w ogóle.
I tak, ku swemu zdziwieniu i trochę na kredyt, bo historia jeszcze się nie skończyła, oddaję głos na Fantastyczną Czwórkę. Sam nie wierzę, że to robię, ale "Three" to kawał dobrej lektury.
wolvie111: epicka, świetnie rozbudowana i dobrze poprowadzona historia z moimi ulubionymi mutantami. To musi być Second Coming.
deadiana: Thanos Imperative mnie wciągnął, mimo, że raczej wcześniej nie gustowałam w kosmicznych historiach. Ale jednak przede wszystkim lubię mutantów, więc głos na udany Second Coming.
Darth: "Three" nie czytałem, może nadrobię. "Night" bardzo fajnie, ale czegoś mi w niej brakuje, aby uznać ją za najlepszą. Gdyby nie Fraction w Second Coming, to byłby mój faworyt, a tak musi obejść się smakiem. "Grim Hunt" było najlepszą historią ze Spider-Manem, mało tego, rzeczywiście było jednym z najlepszych historii w ogóle. Ale mój głos idzie na Thanos Imperative, gdyż jest idealnym zwieńczeniem kosmicznego runu duetu Abnett-Lanning, przy którym nie nudziłem się nawet przez chwilę.
owcaboski: Zastanowiłem się, co wybrać w tej kategorii, Thanos Imperative czy Second Coming. Ostatecznie padło na to drugie - powodów jest kilka. Mianowicie była to długa (14 numerów) historia, która wydana została w bardzo krótkim czasie (3 miesiące). W zamyśle stanowić miał zakończenie trylogii zapoczątkowanej bez mała 3 lata temu...
Mimo wszystkich spoilerów, historia ta zaskakiwała mnie bardzo pozytywnie - nawałem akcji i swoistą partią szachów między Bastionem a Cyclopsem, gdzie pionkami byli X-Men i poplecznicy Bastiona.
Marvel już dawno przyzwyczaił nas do tego, że jego Crossy (mniejsze i większe) stanowiły zawsze wyjście dla nowego status quo - po Thanos Imperative kosmos się skończył (na jakiś czas), a po Second Coming mamy świetne - Uncanny X-Force, dobre - X-Men vol. 3 i słabe jak cholera Generation Hope, jak także szereg ciekawych mniejszych i większych wątków, które zaowocują w przyszłości.
Jestem pewien, że Messiah ComleX i Second Coming będą w przyszłości ustawiane wśród najlepszych eventów z X-ludźmi w rolach głównych.
colossus 28: Second Coming. Jak na mutantów to była dobra historia, a te nie zdarzają się często. Wiele ważkich momentów jak śmierć Cable'a i Nightcrawlera oraz nowe status quo to dodatkowe plusy.
medyk: "Three" jeszcze się nie skończyło, więc odpada. Reszta prezentuje podobny poziom (tak, również "Night"), ale wybieram "Grim Hunt". Historia ta, oprócz świetnego scenariusza, posiada specyficzny klimat, z braku lepszego określenia - zaszczucia i osaczenia. Szkoda, że Kelly nie pisze na stałe Amazing Spider-Mana.
bastek66: Thanos Imperative, chociaż wszystkie historie są na równym, wysokim poziomie.
Bosnas: Miało być TI, ale dla tej kategorii zdecydowałem się na "Grim Hunt". Bardzo sugestywna i nastrojowa, a to w Marvelu nie takie częste. Niezwykle pozytywna rzecz. No i ta okładka z #637.



Najlepszy pojedynczy zeszyt:

xforce

avalony5

Motywem przewodnim były tu śmierć i tragedia. Tragiczny los Rhino i jego ukochanej z Amazing Spider-Man #625 oraz dzielnych obrońców kosmosu z Thanos Imperative #6 zapracowały na 19 głosów oba i musiały uznać wyższość tragedii, jaka dotknęła X-Men – śmierci Nightcrawlera z X-Force #26 (26)

Sc0agar4k: I ponownie górą kosmos. Zakończenie Thanos Imperative było takie, jak cała mini-seria. Zaskakujące, zapadające w pamięć, budziło wielkie emocje. Numer sam w sobie był kwintesencją wielu lat pracy duetu Abnett/Lanning.
Wilsonon: X-Force vol. 3 #26. Mimo, że zapowiedziana, scena śmierci Nightcravlera była idealna i nie wstydzę się przyznać do łez. Ekstremum umiejętności Choia, mistrzowskie kolory pani Oback, stworzyły coś, co długo zapadnie w pamięci.
Pariah: X-Force vol. 3 # 26. Dramaturgia, napięcie, ekscytujące sceny walki i geniane rysunki. Ten komiks miał je wszystkie.
bastek66: X-Force vol. 3 #26, rysunki Choia w tym zeszycie to miód dla oczu.
Pete: Moim zdaniem Thanos Imperative zmiótł w tym roku wszelką konkurencję. Ten konkretny komiks to natomiast jedno z lepszych zakończeń, jakie zdarzyło mi się zobaczyć. Szczęście, że pojawił się jeszcze w tym roku. Inaczej musiałbym się nagłowić wybierając między Uncanny X-Force i Siege.
Demogorgon: Miałem dylemat. Siege #3, Siege: Loki czy Dark Avengers #16? W końcu padło na Siege: Loki, za świetne przedstawienie postaci Lokiego, badassowatą scenę, jak pokonuje demoniczne Valkyrie i świetnego Mephisto. Gillen wymiata.
Xavier83: X-Force vol. 3 #26 za perfekcyjne ukazanie postawy prawdziwego bohatera, jakim był Kurt.
Ryba2111: TASM #625 zasługuje na wyróżnienie. Świetny numer z Rhino.
wolvie111: Bardzo ciężki wybór między Uncanny X-Force #3, X-Force #26 i New Avengers #7. Stawiam jednak na X-Force #26, bo scena śmierci Nightcrawlera i walki Rogue vs. Bastion w jednym nie może tak po prostu przejść koło nosa.
Krzycer: Siege #3? Za co? Przecież Ares zginął w #2! UXF#3 - to był bardzo dobry numer, ale żeby tak od razu walczył o palmę pierwszeństwa? Bez przesady. Podobnie NA#7 - toć to po prostu Bendis na poziomie, na którym kiedyś pisał niemal wszystko - mogę wymieniać całe historie Ultimate Spider-Mana, które były przynajmniej równie dobre. To, że teraz BMB rozmienił się na drobne i na jeden numer odzyskał formę, to za mało na wyróżnienie.
Dziwi mnie też DA#16 - poprzedni numer bym zrozumiał (Bullseye zabił w nim Lindy Reynolds), ale ten? Tam była jedna dobra scena z przesłuchania Victorii Hand i tyle.
Zagłosowałbym na Siege: Loki, gdyby nie to, że rewelacyjne ziarna, które tu zasiano, wydziobał szkodnik zwany Fractionem.
Thanos Imperative #6 był dobry, ale w kategorii "bohaterskie poświęcenie" X-Force #26 bije go na głowę. Ale, cholera, w żadnej kategorii nie będzie mi dane zagłosować na ostatni występ Nightcrawlera, bo w tym roku Amazing Spider-Man #625 kosi konkurencję. Tragiczna historia Rhino - Rhino! Faceta w kostiumie nosorożca! - poruszyła mnie do głębi. Pomimo tradycyjnie marnych brendniudejowych rysunków.
Undercik: Nie, po prostu nie mogę. Nie mogę wskazać tego jednego, jedynego numeru. Wypiszę te najlepsze z tego grona.
Siege: Loki - To było rewelacyjne i cała kwintesencja Lokiego. Genialny numer. Szkoda, że to Fraction spartaczył potem. Nie mniej jak dla mnie geniusz.
Siege #3 - Genialna bitwa. Lepsze niż numer śmierci Aresa. Świetnie narysowane i świetnie napisane.
Thanos Imperative #6 - Akurat polubiłem w tym roku Star-Lorda i od razu musiał umrzeć. Wraz z Novą. Poza tym genialne zakończenie epickiej historii.
X-Force #26 - Najpiękniejsza śmierć w komiksie w tym roku. Genialny skrypt, genialne rysunki. Wszystko takie klimatyczne, z dużą dawką emocji.
TASM #625 - Kelly-mistrz. Rhino-Rhino. Najlepszy numer TASM od bardzo dawna.
I jak tu wybrać, się pytam? Może jeszcze raz przeczytam te wszystkie numery i się zdecydują. Póki co na minimalnym prowadzeniu X-Force i TASM.
Ostatecznie: X-Froce #26
lunatik8: TASM 625 - świetna opowieść o człowieku, którego dotychczasowym jedynym celem istnienia było dostawanie łomotu od pajęczaka.
Szycha: Ciężki wybór był, wahałem się pomiędzy X-Force a TI, jednak na końcu ten drugi zeszyt wygrał, za epicką śmierć Novy i Starlorda, do tego Thanos. Więcej pisać chyba nie trzeba.
Darth: Miałem wybrać Thanosa, ale przypomniał mi się Amazing Spider-Man #625 i jeden z naprawdę fajnych komiksów, w którym jak się okazuje, można opisać poruszajacą historię o gościu w kostiumie nosorożca. Taki wyczyn zasługuje na nie lada uznanie.
colossus28: Uncanny X-Force nie dostał ode mnie głosu dla najleszej serii, więc niech sobie odpokutuje w kategorii Najlepszy Numer. Dostajemy originy nowych Jeźdźców, notabene niesamowitych, mamy katastroficzny wręcz klimat i świetnie dobrany zespół zabójców-mutantów. Mi to wystarcza.
Bosnas: Spider-Mana czytuję okazjonalnie i tylko te numery, których recenzje mnie zaciekawiły. Tak było z "Grim Hunt" i właśnie z #625. Żadna z historii nie rozczarowała, wręcz przeciwnie. Fajnych zeszytów było w tym roku sporo, jednak ta w sumie bardzo ludzka opowieść, wydaje mi się, najbardziej zasłużyła na zwycięstwo w tej kategorii.



Najlepszy scenarzysta:

avalony6

Ten rok należał do duetów. Co prawda samotny strzelec, Jonathan Hickman, pokonał Craiga Kyle'a i Christophera Yosta trzema głosami (20 do 17), ale nie udała mu się ta sama sztuczka z Danem Abnettem i Andym Lanningiem (28), których finał epickiej kosmicznej sagi powalił czytelników na kolana.

Sc0agar4k: A jeśli już przy scenarzyście jesteśmy, to wybór nie mógł paść inaczej, jak na duet Abnett/Lanning. Tych dwóch artystów, potocznie zwanych DnA, zrobiło dla kosmosu tak wiele, że każdy następca będzie do nich porównywany. Pokazali wielu innym, może bardziej znanym scenarzystom, jak robi się porządne eventy i crossy. Czas od Anihilacji do Thanos Imperative to prawdziwy majstersztyk w ich wykonaniu.
Wilsonon: Dan Abnett & Andy Lanning, dziękując im za cały okres od Annihilacji aż po TI i pokazanie wszystkim innym, jak powinno się kończyć.
Pariah: Na moje uznanie zapracowało sobie całkiem sporo z powyżej wymienionych autorów/zespołów autorów. Zdecydowałem się na "pożegnanie" podziękować za wiele dobrych komiksów zespołowi Kyle & Yost. Szkoda, że chłopaki w najblizszym czasie mają inne priorytety.
Pete: Nie wiem, czy wśród tych nazwisk istnieje dla mnie jakaś alternatywa. Dan Abnett i Andy Lanning zwyczajnie zasługują na wyróżnienie. To, co wyczyniali z kosmosem, niemal całkowicie przyćmiło wszystkich innych Avengers i resztę ziemskiego ustrojstwa. Ukłon po samą ziemię, już nie mogę się doczekać, co panowie zmajstrują w przyszłości.
lukasz: Oczywiście Hickman, za to, co uczynił z pierwszą rodziną MARVELA, powinien dostać medal. Każdy zeszyt wychodzący spod jego ręki to kawał dobrze opowiedzianej historii.
Demogorgon: No, pomyślmy. PAD i Carey spuścili z tonu i jakoś jak raz przerwałem czytanie ich X-tytułów, to nie umiałem już do nich wrócić. Gillen był wielki, ale miał też wpadkę w postaci dotknięcia World War Hulks i nawet on mnie nie przekonał do powrotu do X-Men. Hickman - jego tytuły są dobre, ale jak się je czyta garściami, czekam, aż będę mógł przepłynąć przez całą historię Secret Warriors i S.H.I.E.L.D. za jednym zamachem. Wells i Kyle & Yost mieli dobre Second Coming, ale jakoś mnie Wells nie przekonuje od tamtego czasu, a Kyle z Yostem zniknęli, niestety. Kelly, jak to mówią Amerykańce, delivered the goods, ale też miał potworny body count - serio, liczba postaci ze Spider-Mana, jakie zabił w samym "Grim Huncie" przeraża. DnA też mieli niezły body count, ale jakoś mnie to tak nie zabolało. I świetnie sprowadzili swą epicką sagę do wielkiego finału. I to oni dostają mój głos.
Xavier83: Dan Abnett & Andy Lanning - co jak co, ale kosmos w ich wykonaniu był po prostu wyśmienity i prze-apetyczny. Nic tego nie pobiło w 2010 roku.
bsh^: Mój głos otrzymuje duet Christopher Yost & Craig Kyle. Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty przy serii X-Force. Podczas Second Coming ich numery stanowiły ogromny kontrast przy dennym scenariuszu Fractiona. Ostatnio zaprezentowali wspaniałą mini-serię X-Force: Sex & Violence. Nie wiem, jak można na nich nie zagłosować. Słowo uznania należy się także dla Mike'a Carey'a, który aktualnie pisze jedyną znośną serię X-Men.
wolvie111: Yost & Kyle podbili moje serce Second Coming i X-Force: Sex & Violence. Na plus są również Carey za Legacy i Gillen za nowych mutantów.
Krzycer: Kurza twarz, nie wiem. Muszę to sobie rozpisać na plusy i minusy:
Peter David trochę spuścił z tonu. Ale zaczął fajnym tie-inem do Nation X, a zakończył nadzwyczajnym X-Factor #212. Ale to faktycznie niewiele.
Jonathan Hickman wyczynia cuda z F4 i prowadzi bardzo dobre Secret Warriors. Które niestety opiera się na przekombinowanym pomyśle - o którym w ogóle nie słyszeliśmy od nie wiem, ilu numerów - jakoby S.H.I.E.L.D. zostało założone przez HYDRĘ. Co sensu nie ma i obawiam się, że mieć nie będzie. Do tego Hick pisze jeszcze S.H.I.E.L.D., które jak dla mnie jak na razie prowadzi donikąd.
A zresztą zagłosowałem już na "Three" w kategorii "najlepsza historia".
Dan Abnett & Andy Lanning - zakończyli kosmos z wystrzałem. Tyle, że wcale nie zakończyli. A ich Heroes for Hire nie trzepnęło mną tak, jak oczekiwałem.
Kieron Gillen napisał S.W.O.R.D., najlepszą, niestety tylko mini, serię roku. Do tego płynnie przejął Thora i jak dla mnie przebił w nim JMSa. I chyba może wyciągnąć Uncanny z bagna. Szkoda, że Generation Hope po trzech numerach nadal nie powala na kolana.
Joe Kelly czynił niewiarygodne cuda. Szkoda, że w sumie niewiele napisał - ale wszystko na najwyższym poziomie.
Zeb Wells rozgląda się po tym towarzystwie i zastanawia, co tu właściwie robi. Chociaż zarówno "Shed" jak i "Fall of the New Mutants" moim zdaniem mogłyby się uczciwie bić o najlepszą historię roku.
Mike Carey nie zapomina o młodych mutantach. I czyni z nich równorzędnych bohaterów, a nie tło dla "znanych i lubianych", "klasycznych", innymi słowy - starych X-Manów. A na dodatek jak nikt inny prowadzi Rogue i Magneto. Właściwie nie ma postaci, którą krzywdzi - więcej, niemal każda postać zyskuje w moich oczach po występie u Carey'a.
Christopher Yost & Craig Kyle pożegnali się z komiksami. Jasne, X-Force było bardzo dobre - ale o ile podnosiło poziom Second Coming, to już będąca wyłącznie ich dziełem główna oś Necroshy rozczarowywała*.
Kurza twarz, rozpisałem to wszystko i nie jestem ani trochę mądrzejszy. Do drugiej rundy przechodzą: PAD, Carey, Kelly, Gillen, Wells. Ale jeśli skupić się wyłącznie na tym, co wyszło w tym roku, to PAD odpada. Wells napisał dwie rewelacyjne historie, ale poza tym New Mutants długo mnie nie ruszało.
Zostali Carey, Kelly i Gillen. I tu sprawa robi się prostsza: Gillen dostał mój głos za S.W.O.R.D., Kelly dostał mój głos za ASM#625, to Carey'owi wynagrodzę tutaj.
*- tak, wiem, że zagłosowałem na nią w kategorii crossoverów. Proszę mi nie wypominać chwilowej pomroczności jasnej.
Undercik: Ciężki wybór, ale głos poszedł na Hickmana. To on sprawił, że ludzie na forum zaczęli czytać Fantastic Four. Tak, to nielubiane Fantastic Four. To wystarczy do bycia najlepszym scenarzystą.
Ryba2111: A co tam! Jonathan Hickman za Secret Warriors i Fantastic Four. Nareszcie "fantastyczni" mi się podobają.
Darth: Duet Christopher Yost & Craig Kyle, za świetną mini i serię, która miała wysoki poziom, nawet pomimo faktu, że była częścią większego crossa. A co ważniejsze, przedstawił śmierć, której każdy się spodziewał, ale w taki sposób, że naprawdę potrafiła poruszyć. Poza tym Yost odpowiada dodatkowo za scenariusze do "Avengers: Earth's Mightiest Heroes", które w moim mniemaniu jest bardzo dobre. Wiem, to trochę nie ten dział, ale nie mogłem tego pominąć przy uzasadnieniu mego wyboru.
colossus28: Cholernie ciężki wybór ale padło na Mike Careya za najlepszą serię z mutantami z "X-Men" w tytule i Endera.
Bosnas: Hickman, bo ładnie posprzątał po poprzedniku i nawet coś do recyclingu się nadawało, choć na DnA też bym zagłosował.



Najlepszy rysownik:

avalony7

Klasyczna sytuacja "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta" - Mike Deodato Jr. (17) na swojej drodze napotkał Mike'a Choia (16) i choć go pokonał, to ledwo ledwo, a tymczasem po nagrodę sięgnął Gabrielle Dell'Otto (27).

Sc0agar4k: Mike Deodato Jr. W szczególności za Avengers. Zarówno tych Dark, jak i Secret.
Wilsonon: Dell'Otto. Za przepiękne kadrowanie, soczystą krew wylewającą się i tryskającą z wszelkiej maści ran ciętych i kłutych. Za pokazanie, dlaczego Wolverine jest jego ulubioną postacią.
Pariah: WOW. Dla mnie w zasadzie może wygrać niemal każdy, może jedynie za wyjatkiem Immonena i Openy, którzy trochę odbiegaja poziomem od pozostałych rysowników. Naprawdę szkoda, że te nazwiska pojawiają sie tak rzadko, zwykle za sprawą jakichś mini-serii. Po namyśle mój głos otrzymuje Gabrielle Del'Otto, za fenomentalne rysunki w mini-serii X-Force: Sex & Violence.
Pete: Mike Deodato Jr. to dla mnie zdecydowanie numer jeden. Nie powiem, że zwracam aż taką szczególną uwagę na kreskę, ale Deodato zawsze potrafi przykuć moją uwagę. Odwalał kawał dobrej roboty przy niemalże każdym sztandarowej serii Marvela, ale w tym wypadku mój głos jest przede wszystkim za Secret Avengers.
lukasz: Jim Cheung za niepowtarzalny styl!
Xavier83: Gabriele Dell'Otto za bardzo fajną kreskę w X-Force: Sex & Violence.
Ryba2111: Zdecydowanie Gabriele Dell'Otto. Każdy komiks to małe arcydzieło. W tym roku rewelacyjne rysunki w X-Force: Sex & Violence.
Krzycer: Zagłosowałbym na Coipela za sceny rodzajowe z Thora, ale to w poprzednim roku było. W Siege było parę rewelacyjnych kadrów i naprawdę straszny Sentry - szkoda więc, że z Aresa wylał się karykaturalny dział mięsny. Cheung rysuje kobiety jak Finch, w czerni i bieli nie odróżnisz. Immonen nadal nie wrócił do formy z USM. Opeña nie zawsze mi podchodzi, choć UXF mu wychodzi ładnie. Weaver - musiałem sprawdzić w guglu, kto to jest. Czyli nie.
Zostaje trzech. Niestety, Deodato ma liefieldowskie ciągoty, których się boję. Choi - może to wina kolorów, ale jego rysunki są... za słodkie, za gładkie.
Gabriele Dell'Otto narysował tylko trzy komiksy, ale niech mnie szlag jeśli nie były - w moim odczuciu - bezbłędne. Głos na niego.
GrayFox: Patrząc po opiniach, widzę, że zdecydowana większość jest za Dell'Otto. Ja również bardzo sobie cenię styl i kunszt tego rysownika, ale dziś zagłosuję na kogoś innego. Nie słyszałem o nim przed przeczytaniem Vengeance of the Moon Knight, ale zakochałem się w jego kresce, kiedy tylko ją zobaczyłem. Teraz odwala kawał świetnej roboty przy Uncanny X-Force. Mój głos dostaje Jerome Opena. Zasłużył sobie. Enjoy!
Darth: Jedynym, o którym mogę z czystym sercem powiedzieć, ze nie zawiódł moich oczekiwań, a w jego pracy nie dostrzegłem żadnych błędów, jest Gabriele Dell'Otto. W pełni mu się należy ten Avalon.
Cyclone: Lubię Cheunga, ale jednak to od prac Dell'Otto nie mogłem oderwać oczu, więc mój głos idzie na niego.
colossus28: Gabriele Dell'Otto za miniserię z Wolverinem i Domino. Tam naprawdę krew wyglądała jak krew, a głębokie rany powodowały grymas na twarzy.
Bosnas: Mało oryginalnie, a właściwie to w ogóle nie oryginalnie, czyli archanioł Gabrielle, no ale cóż począć, kiedy koleś rysuje jak rysuje, czyli po prostu WYMIATAJĄCO!
PS. Poza tym na seks i przemoc jeszcze nie głosowałem, a w tej kategorii zasługuje na zwycięstwo jak w mało której.



Najlepsza postać męska:

madrox

avalony8

Ten tytuł próbowało zdobyć dwóch kosmicznych herosów. Z jednej strony potężny Nova (10) z drugiej przywódca Guardians Of The Galaxy, Star-Lord (23), jednak koniec końców trafił on w ręce niepozornego detektywa, Jamiego Madroxa (24). Widzisz Jamie, w końcu los i do ciebie się uśmiechnął.

Sc0agar4k: Peter "Star-Lord" Quill. To on przewodził Guardians, to on porywał innych do walki. Tej postaci nie sposób nie lubić. Dokonała w tym roku wielkich czynów i wielu poświęceń. Poza tym ma specyficzne poczucie humoru, prawie jak ja.
Pariah: Głos na Star-Lorda. To był zdecydowanie jego rok. Odegrał ogromną rolę w znaczącym kosmicznym evencie, do tego zapsiał nam się w pamięci swoją niepoprawnością i poczuciem humoru. W moim odczuciu przewyższył swojego kolegę z zespołu Rocketa i mojego ulubieńca Jamiego Madroxa.
Pete: W tym zestawieniu to może być tylko i wyłącznie Star-Lord. Trudno wybrać między nim, a jego nieodłącznym towarzyszem Racoonem, ale co mi tam, będę stronniczy i zagłosuje na swojego imiennika.
Xavier83: Star-Lord. Niepoprawny optymista, który potrafił w obliczu wielkiego zagrożenia zebrać towarzyszy do czasami karkołomnego starcia z przeciwnikami. Do tego jego poczucie humoru zawsze dawało to coś, gdy tylko się pojawiał.
lukasz: Luke Cage za przewodzenie szaloną grupą kryminalistów jaką są Thunderbolts, a także za poczucie humoru!
Demogorgon: Nova. Ares, jak wspomniał S_O, przeleżał większość roku martwy i to w dwóch miejscach (;_;), Star-Lord i szop byli spoko, ale nie dość, Moon Knight nic interesującego tak naprawdę nie zrobił, z Secret Warriors i X-Factor jestem do tyłu, a Cage jest dobry tylko w Boltsach, ale nie dość, by mnie utrzymać przy tytule.
Krzycer: Gdzie dwóch się bije... nie mogłem się zdecydować, na którego ze szlachetnie poświęcających swoje życie herosów oddać głos. Wybierając między Novą - który obiektywnie więcej zdziałał - i Star-Lordem, którego po prostu bardziej lubię, chciałem uhonorować ich obu głosując na Szopa.
A potem przypomniałem sobie, jak Madrox w one-shocie "Nation X: X-Factor" wyrzucił Cyclopsowi w twarz prawie wszystko, co wymieniamy, krytykując kierunek, w którym scenarzyści pchają mutantów od lat. I choćby za to ma mój głos.
wolvie111: Chciałem napisać, że ciężko będzie wybrać, ale już nie chcę się powtarzać. W tym roku wyjątkowo ciężko podjąć wybór. Mam ochotę zagłosować na Luke'a, ale ciągle myślę, że potem będę żałował, że nie wybrałem Madroxa. Niech będzie głos dla Luke'a jako nagroda za borykanie się z wariatami z Thunderbolts i jak już ktoś mówił, poczucie humoru. Niech to będzie ukłon dla tej serii, bo to chyba jedyny głos, na jaki mają ode mnie szansę. Luke Cage+1
Spider-man 2099: Zdecydowanie Madrox - jak wspomniał Krzycer, jednym zeszytem wyładował moje całe frustracje, związane z seriami o mutantach. W dodatku jest szefem grupy mutantów, która jako jedyna nie całuje po tyłku Cyklopa, jakby to on był tym tytułowym mesjaszem.
Darth: Zdecydowanie Star-Lord. Bardzo zabawny, niepoprawny optymista, którego nie sposób nie polubić. Myslałem o Madroxie lub szopie, ale drugi nieco ustępuje Lordowi, natomiast Mardox miał w mojej opinii nieco słabszy rok.
colossus28: Ares. Może faktycznie przez pół roku był martwy, ale z drugiej strony miał TYLKO pół roku, by zapracować na mój głos. No i śmierć miał epicką.
medyk: Naprawdę ciężki wybór między Madroxem i Star-Lordem. Po rzucie monetą głosuję na tego pierwszego.
Bosnas: Bez większych emocji Nova. Był, coś zrobił i dziękujemy. Nie, żeby reszta nie robiła nic, po prostu na mojej karcie do głosowania w krateczce obok jego nazwiska była taka dziwna kropka. Jakiś błąd w druku, czy coś.



Najlepsza postać żeńska:

hand

avalony9

Po zeszłorocznym remisie i w tym roku kategoria uraczyła nas zażartą rywalizacją. X-23 i Valeria Richards walczyły zaciekle, zdobywając po szesnaście głosów, ale jednym punktem pokonała je Rogue, po to, by samej zostać powaloną przez Victorię Hand. I to znowu jednym punktem, bowiem agentka zdobyła osiemnaście głosów.

Sc0agar4k: Głos na Victorię Hand. Raz, że nie dała się Osbornowi, a dwa, że udało się jej zachować pozycję po zmianie władzy. Jak widać, liczą się odpowiednie kwalifikacje do pracy.
Pariah: Pomimo osobistych symaptii nie mogę zagłosować na Victorię Hand, ani na Songbird. W minionym roku nie miały dość okazji, by naprawdę zabłysnąć. Layla Miller, choć nadal dobra, w zeszłym roku zachwyciła mnie jednym tekstem w ostatniej historii na łamach X-Factor, a to też bardzo mało. Najsilniejszymi kandydatkami wydają się być Valeria Richards, Rogue i X-23, z czego ostatnimi czasy najwięcej do powiedzenia miała ta druga - głos na Rogue.
Demogorgon: Myślałem o Laurze za bycie czarnym koniem Ladies League, ale jednak Abigail Brand o wiele bardziej w tym roku błyszczała, zwłaszcza w S.W.O.R.D. Gillena, należy jej się.
lukasz: Głos oddaję na Valerie Richards, najbardziej tajemniczą postać z całej rodzinki FF.
Xavier83: Victoria Hand. czytam sobie ponownie Dark Reign Normana Osborna i w różnych komiksach, w jakich Victoria się pojawiła, zawsze wnosiła coś od siebie. Zwłaszcza gdy Molecule Man starł się z Dark Avengers i ją tak subtelnie obnażył. Fajnie też wyglądały wstawki z jej dochodzenia do pozycji, w retrospekcjach pokazanych bodajże w Invincible Iron Man. Koniec końców nie była typowym złoczyńcą, tylko urzędniczką, która zasłużenie później dostała posadę.
Muttsu: Kurza stopka... Rogue, Layla, czy X-23? Ale całej trójki mam wrażenie, że tylko X-23 się rozwija najszybciej i będzie miała najwięcej do powiedzenia. 0_0
Pete: Moim zdaniem najlepszy rok na swoim koncie zapisała Victoria Hand. Szczególnie, że nowi New Avengers dali jej okazję pokazać się w nieco innym świetle, a to przynajmniej moim zdaniem naprawdę urozmaiciło tę postać.
bsh^: X-23 dała czadu w zeszłym roku, szczególnie podczas Necroshy. Na wyróżnienie zasługują również Rogue dzięki Mike'owi Careyowi i Layla Miller, która w X-Factor pełni fajną część drużyny. Naprawdę ciężki wybór, ale ostatecznie wygrywa X.
Krzycer: Victoria Hand jest fajna, ale straciła jaja po Siege. Layla Miller swoje wie, ale straciła sporo ze swego specyficznego uroku (choć terminowanie u Dooma sporo wynagradza). Valeria Richards ją nieźle zastępuje w departamencie "creepy girl", ale to jednak nie to samo. Jessica Jones nie zrobiła praktycznie nic, głos na nią można oddać tylko w ramach kampanii społecznej popierającej niepracujące matki. Songbird uwielbiam, ale pominięto ją haniebnie przy Siege - kto jak kto, ale ona zasługiwała na potraktowanie Normana z piąchy niemal tak, jak Pająk - a w T-Boltsach ostatnio mało robi. Abigail Brand - gdybyśmy dawali Avalony za najlepsze komiksowe pary, to tak, a tak, to nie.
X-23 się powoli wyrabia - na nią jeszcze przyjdzie pora.
I tak mój głos idzie na Rogue - i tak, to bardziej głos na Carey'a, ale cóż. Bywa i tak, że postać jest rewelacyjna tylko, kiedy zajmuje się nią konkretny scenarzysta...
wolvie111: W tym roku z pewnością Jessica Jones i Victoria Hand podniosły jakość zeszytów o Mścicielach. Jednak swój mój głos waha się między Rogue, X-23 i Songbird. Rouge jako główna twarz X-Legacy, godna przeciwniczka Bastiona i jedna z moich ulubionych postaci od najmłodszych lat. X-23 zdecydowanie dała czadu w X-Force i nieźle zaczęła swoją solową serię. Songbird po prostu lubię, jak i wszystkich Thunderboltów.
Głos oddam na Rogue - jak kolega wyżej uważam, że Carey prowadzi ją świetnie.
Darth: Tu naprawdę nie miałem pewności, kogo powinienem wytypować. Ostatecznie wybrałem Abigail Brand, bo bardzo podobała mi sie mini S.W.O.R.D., ale ponieważ nie wytypowałem jej w naj mini, to przynajmniej wyróżnię ją w ten sposób. A poza tym pozostałe panie jakoś się specjalnie nie wyróżniły. No, może poza Victorią Hand. Ale po przejściu na strone dobrych, straciła trochę uroku.
colossus28: Victoria Hand. Jak dołączyła do Avengers, straciła mnóstwo ze swego uroku, ale za czasów mrocznych rządów Osborna była niesamowita. Jak sprytnie lawirowała między szaleństwem Normana a własnym poczuciem przyzwoitości. No i nie pękała, mając do czynienia na co dzień z Dark Avengers.
Bosnas: Viki H. może i trochę spuściła z tonu, ale to w dalszym ciągu ostra babeczka z wielką spluwą.



Najlepszy Villain:

villain2%20%5B700%5D.jpg bastion

avalony11

W tym roku remis uderzył w tę kategorię – dwóch wielkich manipulatorów starło się w grze o tytuł największego przestępcy i odkryli, że nie potrafią wyłonić zwycięzcy. Szalony Norman Osborn i chłodny, myślący mechanicznie Bastion obaj stoją na podium, mając po dwadzieścia sześć głosów, dość by zdeklasować Thanosa (16), który w tej sytuacji zajmuje drugie miejsce.

Sc0agar4k: Thanos, po trzykroć Thanos. Choć powinno się rzec Thanos plus Śmierć. Już na wejściu załatwia jedną z ciekawszych postaci w kosmosie, potem jest jeszcze lepiej. Na jego konto w tym roku można zapisać kilka znaczących osób. Więc jak najbardziej zasłużył na ten tytuł.
Pariah: Bastion - pokazał nam się jako machiaveliczny master schemer i naprawdę dał popalić "iksom". Osborn też miał swoje momenty, ale nie błyszczał już tak jak za czasów Thunderbolts, a w pewnym momencie zrobiło się go za dużo. Podobnie Dr Doom. Niby villain z tradycjami, ale mam już dość oglądania go w co drugim komiksie. Zupełnie jak jakiś Wolverpool.
lukasz: Doom, że tak zręcznie pociąga za sznurki, że prawie zawsze wychodzi zwycięsko.
Xavier83: Norman Osborn, zwycięzca bez dwóch zdań. Jego Mroczne Rządy miały swój finał w dość brutalny i niepozbawiony przemocy oraz ofiar sposób.
bsh^: Bastion - jego mroczny plan okazał się tak genialny, że mało co nie pożegnaliśmy się z mutantami. Jego akcje były dokładnie przemyślane, pozbawiły wielu mutantów życia. Stanowił główną atrakcję Second Coming, scenarzyści wykorzystali jego potencjał, dlatego głos na niego.
Pete: Lord Mar-Vell za to, że był po prostu idealnie, bezsprzecznie i od małego palca aż po czubek głowy ZŁY. Było go naprawdę mało, ale wydał mi się znacznie bardziej wyrazisty niż Doom, którego, jak na ironię już mam za dużo. Podobnie jak Osborna, chyba nigdy nie przekonam się do tego pajaca.
Ryba2111: Zdecydowanie Norman Osborn za całokształt bycia złym w 2010 roku. Siege i ciekawa mini seria z jego udziałem. Należy mu się ;)
Krzycer: Ludzie, opanujcie się! Osborn za Dark Reign dostał zasłużenie Avalona za rok 2009. W 2010 paćnął zieloną farbę na twarz i dał się podpuścić Lokiemu. To nie jest villain zasługujący na Wasz głos.
Loki - o, to dopiero prawdziwy drań. Ale po rewelacyjnych Gillenowych machlojkach Fraction go zarżnął jednym machnięciem młotka.
Thanos i Rhino więcej czasu spędzili po jasnej stronie mocy. W dodatku Thanos zabił Phylę poza kadrem. Paskudztwo!
Bullseye - co za dużo to niezdrowo.
Doc Doom - podczas zamieszania z Hulkami został ośmieszony. Choć rewelacyjnie ośmieszył T'Challę w DoomWar. Wychodzi na zero.
Mój głos idzie na Bastiona. Był zimny, wyrachowany i straszny. Do tego zabił mojego najulubieńszego X-Mana. Co prawda można by się przyczepić do jego niskiej skuteczności (Nuke'em from the orbit! It's the only way to be sure!), ale jakbyśmy mieli nagradzać skutecznych komiksowych, łotrów to listy nominowanych byłyby bardzo krótkie.
colossus28: Jakoś długo nie mogłem się zdecydować, mam wrażenie, że ta lista prawie rok w rok wygląda podobnie, z pewnymi wyjątkami. Nie powinno mnie to jednak dziwić, połowa z wymienionych to tuzy świata Marvela. Więc niech będzie jak rok temu: Norman Osborn.
Bosnas: Osborn miał swój 2009 rok, w 2010 głos na Thanosa. Może i za bardzo spółkował z tymi dobrymi, ale tam w głębi serduszka to wyrachowany i zimny drań i nic tego nie zmieni.



Najlepsze wydarzenie roku:

avalony10

W tym roku jedni bogowie umierali, a ich miejsce zajmowali nowi. Ta było i w tej kategorii, gdzie najlepszym wydarzeniem roku zostało Second Coming (36) a drugie miejsce zajęła Śmierć Aresa (33), boga wojny. Czyżby zwiastun nowej ery pokoju i dobrobytu?

Sc0agar4k: Ponieważ większość odpowiedzi dotyczyła tego wydarzenia, to wybieram Second Coming jako całość. Świetna historia, wiele scen, które choć i zapowiadane, potrafił poruszyć. Na takie wydarzenie fani mutantów czekali od dawna.
Wilsonon: Second Coming. Czytanie SC, jak i drugiego numeru Siege, wcięło mnie w fotel. Niestety to drugie zostało spartaczone przez kiepski finał.
Pariah: Jak dla mnie zdecydowanie Second Coming. Pozostałe wydarzenia były pisane lepiej lub gorzej, ale dało się je przewidzieć. Second Coming było niczym trzęsienie ziemi. Akcja była szybka i trzymajaca w napięciu. Dla mnie, jako dla fana, jej najbardziej atrakcyjnym momentem było starcie Bastiona z "Super-Rogue" - "Crtical Catastrophic Damage".
bsh^: W sumie - śmierć Cable'a, Second Coming oraz Five Lights - składają się na jedno wydarzenie. Swój głos oddaję na Second Coming, co już argumentowałem - wspaniałe rysunki, scenariusz, przesłanie, tylko Fraction tam nie pasuje.
lukasz: To był dla mnie szok, że nawet bóg w komiksach Marvela może zginąć!
Xavier83: Second Coming. Wszystko ma swój początek jak i koniec. Tu otrzymaliśmy historię, której sam przebieg, mimo spoilerów dotyczących śmierci Kurta, potrafiła wciągnąć od początku do końca bez przydługawego rozciągania wątków. Dodatkowo One-Shot z udziałem X-Club był jedną z bardziej udanych produkcji.
Pete: Jakieś takie ponure to wszystko, praktycznie same zgony w tym zestawieniu. Mój głos idzie na pożegnanie z Phobosem. Generalnie cały zeszyt z tym zajściem muszę uznać za rewelacyjny, ale walka z Gorgonem to zdecydowanie punkt kulminacyjny. Dla mnie to najlepszy moment w całej serii Secret Warriors, a to powinno mówić samo za siebie.
Darth: Teoretycznie do Second Coming zalicza się też śmierć Cable'a oraz 5 lights, więc tu też wybór jest oczywisty.
Ale przyznaję, że śmierć Phobosa to jedno znajlepiej ukazanych wydarzeń roku, ale niestety przegrywa z ilością.
Faktycznie dziwne te wydarzenia.
colossus28: Second Coming. Chyba najbardziej brzemienne w skutki wydarzenie z tego roku.
medyk: Śmierć Phobosa. Podobnie jak Pete uważam to za najlepszy moment całej serii. I tak jak Secret Warriors czasami jest odrobinkę zbyt przegadane, tak ten numer przepełniony był akcją i dramaturgią i nawet przeciętne rysunki nie były w stanie tego zepsuć. Świetna walka z Gorgonem, śmierć Phobosa i ostatnie kadry na Polach Elizejskich - naprawdę się wzruszyłem.



Najlepsza Okładka:

x-force_vol._3_23@a_1.jpg

Shadowland:Moon Knight #1 - 1
Avengers vol.4#7 - 1
Shadowland: Moon Knight #2 - 1
Captain America #602 - 1
Deadpool:Merc with a Mouth 13 - 1
X-Force: Sex and Violence #1 Crain Variant - 1
Guardians of the Galaxy #25 - 0,5

Tu najwięcej, bo aż 4 głosy przypadły X-Force #23 Clayton Crain Variant. Drugie było Thanos Imperative:Ignition, które miało...3,5 głosu. Serio.

Globi: Selene ubrana(?) w czerń na tle księżyca. I mroczne, i sexy jednocześnie. To się po prostu nie może niepodobać. Od prawie roku zdobi pulpit mojej komórki.
Sc0agar4k: Pozwólcie, że posłużę się cytatem Hotaru w Avalon Pulse #145:
"Rewelacyjna okładka rewelacyjnego komiksu. Nikt nie może mieć wątpliwości, że przedstawione wydarzenia są kosmiczne w swej skali. Do tego ta perfekcja wykonania! Genialne użycie efektów specjalnych i umiejętne wykorzystanie światła i cienia do podbudowania dramatyzmu. Przecież nawet plakaty kinowe odstają od tego o kilka długości!"
Nie trzeba dodawać nic więcej.
Undercik: Granov odwalił fantastyczną robotę przy Second Coming. Każda z jego okładek jest rewelacyjna i idealnie monumentalna. Thanos Imperative: Ignition to też bardzo porządna okładka. Jednak wszystkie przegrywaja z okładką X-Force #23, która po prostu jest perfekcyjna.
redevil: Amazing Spider-Man #617. Okładka jest genialna - niby prosty pomysł, a nie wpadł na niego nikt wcześniej. Wykonanie też bardzo dobre, szczególnie środkowej strony. Najlepsze jest jednak to, iż na obrazku mamy Rhino takiego jak zawsze - wściekłego, głupiego, a w samej historii jest on zgołą inny.
Pietro: Captain America #602. Jakoś najbardziej utkwiła mi w pamięci. Zauroczyła mnie tym, że nie uświadczymy na niej komputerowo-photoshopowych wodotrysków, od których zbiera mi się na wymioty.
GrayFox: Crain jest sam w sobie świetnym rysownikiem, choć bardzo nierównym. Czasem zdaje się, że się mniej przykłada, przez co jego prace stają się mało czytelne. Jednak tą okładką pobił wszystkich - Lee, Yu, Djurdjevica i wszystkich innych autorów świetnych okładek. Piękny rysunek przedstawiający piękną kobietę. Brawo, panie Crain!
Ponadto chciałbym tutaj wyróżnić okładkę do Shadowland #5 autorstwa genialnego Johna Cassadaya. Bardzo mi ta okładka do gustu przypadła, nie potrafię zaargumentować, dlaczego. Chyba po prostu bardzo lubię styl Cassadaya. I niech będzie to jednocześnie ubolewanie nad tym, że to tylko okładka, a nie cała historia, bo Tan moim skromnym zdaniem nie podołał wyzwaniu. Great work, John.
PeSZek: Mam trzy równorzędne typy: Wolverine #2, Guardians of the Galaxy #24 i Heroic Age: Villains. Wybieram tę ostatnią, bo już padały na nią głosy i ma największe szanse, żeby wygrać.
Darth: Świetnych okładek było w tym roku mnóstwo, min. prace Adiego Granova. Jednak to Aleksi Briclot oraz Alex Garner zdobyli moje uznanie. Pierwsza to istna perfekcja, natomiast wkurzony Thanos na drugiej wygląda niezwykle żywo i grożnie, tak jak powinien.



Najlepsza Scena

sc_recki_xfo.jpg

Śmierć Nightcrawlera - 12
Śmierć Aresa - 5
Skaczący na siebie Thanos i Mar-Vell - 2
końcowa scena walki pomiędzy Thanosem a Novą i Starlordem - 1
Rogue vs. Bastion i "Critical Catastrophic Damage" - 1
Hope vs. Bastion - 1

Tutaj był jeden mocny faworyt, który zdeklasował rywali - Śmierć Nightcrawlera, która zyskała 12 głosów. Śmierć Aresa miała pięć, a skaczący do siebie Thanos i Mar-Vell dwa, reszta po jednym.

Demogorgon: Trzech kandydatów. Pierwszy to scena finałowa Thanos Imperative, gdzie Star-Lord i Nova wspólnie atakują Thanosa. Drugi to scena z Siege #2, gdy Ares, stając naprzeciw Sentry'ego, mówi "I thought us friends. My mistake.". Trzeci to scena z Chaos War #3, gdy Chaos King miażdży Amateratsu w palcach. Są takie momenty, gdy człowiek je widzi i jego wewnętrzny geek mówi "dostałem orgazmu na widok tej badassowatości" i każda z nich taka była.
lukasz: Oczywiście, że rozerwanie Aresa przez Sentrego w Siege #2! Widok, który wstrząsnął mną do głębi.
Xavier83: Bez dwóch zdań cała historia Siege, kulminacja rządów Normana Osborna, miała kilka piorunujących scen. Jednak nic nie przebije tej, na widok której człowiekowi nie chciało się jeść obiadu po zapoznaniu się z tą "apetyczną" sceną morderstwa z zimną krwią.
Pariah: Powody takiego głosu, a nie innego, są w zasadzie takie same, jak powody głosowania moich przedmówców na Sentry'ego zabijającego Aresa. Nerdgasm i total badassery.
bastek66: Można się było spodziewać śmierci Aresa, ale tak krwawej sceny w marvelowym crossie chyba nie było.
Wolvie111: Moment, kiedy Hope odkrywa swoje moce, niszcząc Bastiona. To był długo wyczekiwany przeze mnie moment i kiedy w końcu nastał, byłem zachwycony. Oczywiście były też inne dobre. Rogue vs. Bastion, śmierć elfa, ale ta zapadła mi głębiej w pamięci.
Ryba2111: Siege pełen jest scen zapadających w pamięć, m.in. odbicie tarczy Kapitana w hełmie Iron Patriota. Jednak z powodu samej specyfiki scena z Sentrym zasługuje na wyróżnienie.
Pete: Mój typ to zdecydowanie scena, w której rzucają się na siebie Thanos i Mar-Vell. Prosta, idealna i rzecz jasna z komentarzem Star-Lorda.
Krzycer: O! O! Tu mogę! Wreszcie!
Śmierć Nightcrawlera. Pięknie napisane, pięknie zilustrowane, a do tego łechcące odpowiednie gruczoły fana - jak do znudzenia podkreślałem w aktualizacji biosu, Nightcrawler ostatnim wysiłkiem pokonał jednym teleportem z pasażerką siedemset kilometrów, diabli wiedzą, ilokrotnie bijąc swój życiowy rekord.
Undercik: Mialem zagłosować na śmierć Aresa, ale pojawił się Pete i jego propozycja z skaczącymi do siebie Mar-Vellem i Thanosem, aż przyszedł Krzycer i zamiótł poprzednimi propozycjami.
Sc0agar4k: Jedna strona, trzy kadry, trzy postacie, trzy wypowiedzi.
Thanos: "Mar-Vell!"
Lord Mar-Vell: "Thanos!"
Star-Lord: "Oh @#$%!"
Darth: Przewidywalna? Owszem, był jednym z kandytatów do ubicia, zwłaszcza gdy zaczęli zabijać teleporterów. Nie zmiania to jednak faktu, że okazała się niezwykle piękna oraz poruszająca, nawet pomimo świadomości, że pewnie wkrótce ona nastąpi.
owcaboski: Zaspojlerowana i do przewidzenia - ale tak dobrze zaplanowanej sceny śmierci dawno nie widziałem - nie ma flaków, jak w przypadku Ares vs. Sentry, tylko nadludzki (nadmutanci?) wysiłek i ogromny ładunek emocjonalny. Zakończony smutną sceną śmierci jednego z najstarszych X-ludzi.
Globi: Zdaje się, że nikt wcześniej tego nie zauważył, ale poza ładunkiem itp. itd. emocjonalnym ta scena miała naprawdę godną oprawę graficzną - scena roku narysowana przez (moim zdaniem) artystę roku - Mike Choi stanął na wysokości zadania.
GrayFox: Ares to jedna z fajniejszych postaci z jakimi dane mi się było zapoznać. Rzut oka na bohaterów będących świadkami jego zabójstwa mówi wszystko - wszystkiemu towarzyszy niedowierzanie i uczucie niesamowitej straty. Bez wątpienia taką stratą właśnie jest - tak dla komiksowego uniwersum jak i dla nas, czytelników. To najlepsza scena nie tylko w 2010 roku, ale i jednak z najlepszych w ogóle.
Geez... Zobaczyłem tę scenę raz jeszcze i aż mi się smutno zrobiło.
colossus28: Uwielbiam ostatni panel z Siege #2, jak Iron Patriot spogląda w górę, a w jego hełmie widać zbliżającą się tarczę Kapitana Ameryki. Ciary przechodzą.
MadMarty: Typy były trzy: Kurt, Ares i refleks tarczy Capa na hełmie Osborna. Ares jest w nominacjach w innej kategorii, więc wygrał Nightcrawler, mimo przewidywalności samej śmierci. Więc czemu? Bo jeśli wskrzeszać bohaterów, to tak jak zrobił to Whedon z Colossusem, jeśli ich zabijać to tak, jak zrobili to K&Y. Po pierwsze udało się zawrzeć niesamowity ładunek emocjonalny, o czym wspominali moi przedmówcy. Czytając to naprawdę czujemy wycieńczenie Kurta i jego wiarę w Hope. Po drugie - na co również zwrócono już uwagę - Choi zadbał o właściwą oprawę tej sceny. Dostaliśmy wielki, miażdżący kadr, a po nim kilka mniejszych, oszczędnych w słowa, równie mocnych - "I believe in you". Idealne stężenie patosu, bez popadania w śmieszność. Po trzecie - choć to już kolejna scena, w moim odczuciu potęguje całe wydarzenie - powrót X-Force. Zrezygnowane pytanie X-23 i moment, kiedy Wolverine spogląda na milczącego Cyclopsa i już wie, kto.
Bosnas: Nie była to jedyna śmierć mijącego roku, ale w zestawieniu z fatality Sentry'ego na Aresie Kurt miał więcej szczęścia. Odszedł dużo subtelniej, może nieco nostalgicznie, ale w żadnym razie nie kiczowato. Śmierć pokazana w taki niebanalny sposób to wielka sztuka. Scena roku i tyle.


Undercik, Demogorgon
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.