Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #177 (10.01.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 10 stycznia 2011Numer 2/2011 (177)



Rozpoczęcie Avalonów i Zvalonów całkowicie odsunęło na bok inne kwestie. Stąd też dzisiejszy numer Pulse'a w nieco krótszej formie. Dwie pozycje cieszyły się największym zainteresowaniem w tym tygodniu. Mowa tu oczywiście o numerze czwartym Dziecięcej Krucjaty oraz o Thanos Imperative: Devastation, który podsumowuje, zakończone niedawno, kolejne kosmiczne wydarzenie i buduje grunt na przyszłość. Zapraszam do lektury.



Avengers: Children's Crusade #4
Hotaru: Coraz bliżej półmetka i coraz bardziej mi się ta miniseria podoba. Zgoda, rysunki Cheunga czasami mogą wydawać się trochę za mało dokładne na drugim planie, ale nie jestem pewien, czy to wina jego, czy Moralesa. Zresztą to nie jest aż tak istotne, bo Heinberg odwalił kawałek naprawdę świetnej roboty. Atmosfera zagęszcza się z każdym kolejnym kadrem, a gdybym był panienką, to na widok cliffhangera zacząłbym z piskiem podskakiwać i poklaskiwać. Jedyny potencjalny zgrzyt, co do którego jednak jeszcze się zdecydowałem, to postawa Logana. Z jednej strony wydaje się bardzo ostra, ale z drugiej, kiedy o niej myślę, nie wydaje mi się totalnie niezgodna z charakterem postaci. Już zacieram rączki z myślą o kolejnym numerze.
Misiael: To dobra historia. Nie rewelacyjna, nie dorównująca najlepszym opowieściom o Młodych Mścicielach... ale naprawdę bardzo dobra, bardzo miodna i bardzo klimatyczna. Ten numer przynosi nam większe stężenie akcji, na czym niestety cierpi ukazanie relacji pomiędzy bohaterami - zwłaszcza Wiccanem i Wandą. Wyjaśnienie, skąd Scarlet Witch wzięła się na dworze Dooma jest, moim zdaniem, potraktowane zbyt skrótowo, jakby Victor nie mówił nam wszystkiego - czego w sumie można by było się po nim spodziewać. Heinberg sprawnie wyciąga kolejne króliki z kapelusza, aż w końcu sięga tak głęboko i wyciąga taką postać, że nic, tylko zazgrzytać zębami w oczekiwaniu na kolejny numer. Oj, będzie się działo. Szkoda tylko, że bucowaty Wolverine wciąż nijak nie daje się zaakceptować nawet najbardziej liberalnym fanbojom mojego pokroju.
Nieco gorzej jest z warstwą graficzną. O ile nadal trzyma dobry, wysoki poziom, o tyle zdarzają się wpadki i niedoróbki choćby w anatomii niektórych postaci z dalszych planów. Tym niemniej grafika broni się przepięknie narysowaną Wandą w sukni ślubnej i niektórymi rozkładówkami - zawsze szczegółowymi i dynamicznymi.
Podsumowując - 8/10 i czekamy na kolejny numer.

avalonpulse0177b.JPG
Cyclone: Podłączę się trochę do tego, co napisał kolega powyżej. Historia akurat mi się podoba, może po prostu nie jestem zbyt wymagający, ale bolało mnie skrótowe potraktowanie relacji Wiccan-Wanda. W końcu chłopakowi bardzo zależało na tym, żeby ją znaleźć, znalazł i ... i jakoś tak nic. Wolverine wspina się na wyżyny kretynizmu i krótkowzroczności ... ja rozumiem, Wanda, "no more mutants", duże kuku itp., ale on zaczyna się irytujący robić. No i teraz tylko czekać na kolejny zeszyt, wygląda na to, że Wiccan znów będzie postacią numeru. Mogliby w końcu powiedzieć, jak bardzo zasługuje na tytuł Sorcerer Supreme i jak daleko mu do "mamusi" z jego zdolnościami ;).
Od strony technicznej wpadek jest mało, ale jak już są, to spore... ale i tak zeszyt prezentuje wysoki poziom.
Dam 9/10.

Krzycer:
...za dużo zbiegów okoliczności & rampaging Wolverine. To pierwsze może jeszcze zostać wyjaśnione podświadomym wykorzystaniem mocy przez Wandę, to drugie... Właśnie.
Ale przynajmniej dialogi YA, Quicksilvera i Magneto nadal bawią.
A w ogóle to zaczynam się zastanawiać, czy Heinberg wie, że "no more mutants" odebrało mutantom moce bez zabijania ich...

Avengers Prime #5
Krzycer: Wszyscy znowu są kumplami, możemy wreszcie ruszyć w ten Heroic Age! Zaraz...
Seria nie straciłaby wiele, gdyby zamiast pięciu miała trzy numery, za to zyskałaby sporo, gdyby ukazała się w ciągu trzech miesięcy po zakończeniu Siege. A tak to może i fajna przygoda była, ale drobne detale jej szkodzą. Żywe wcielenie ideałów Ameryki nie ma problemu, by całować się z pierwszą lepszą elfką ("It doesn't count if it's with an elf" :)), jeśli tylko czekająca w domu Sharon się o tym nie dowie. Tutejszy występ Heli nijak się ma do wszystkiego, co się z nią działo w związku z Siege. A Thor może wreszcie zapomnieć o tym, że jeden z jego najlepszych przyjaciół go podstępnie sklonował, bo wreszcie powiedział "przepraszam".
Taa.
Co nie zmienia tego, że przy każdym numerze dobrze się bawiłem.


Generation Hope #3
Hotaru: Może to trochę cierpka opinia, ale jedyna postać, jaka mnie nie drażni w wykonaniu Espina, to Kenji. Jego zmutowana forma jest odpowiednio ohydna, żywa i niebezpieczna. Za to wszystkie pozostałe postaci są zbyt... kreskówkowe. Chociaż nie jestem pewien, czy to dobre słowo, bo kiedy Ramos czy Young, rysownicy o jeszcze bardziej kreskówkowym stylu, ilustrowali jeszcze mroczniejsze historie, potrafili dopełnić klimat, a nie go zarzynać. W przypadku Espina brakuje mi jakiegoś profesjonalnego szlifu, konsekwencji. Fabularnie jest to trochę rozlazłe. Hope nadal nie budzi we mnie sympatii. Gillen ma jednak nadal kredyt zaufania.
Krzycer:
Aj, gdzie się podziały serie zaczynające się z przytupem? Te trzy numery można by zbić w jeden i nic byśmy nie stracili. Ale dostrzegam też plusy - kiedy ma być zabawnie, jest autentycznie zabawnie, do tego Hope wygłosiła swoje expose i wygląda na to, że wreszcie pojawi się alternatywa do cyclopsowskiej wizji przyszłości mutantów. Najwyższy czas!

Thanos Imperative: Devastation
Hotaru: Kosmiczna jakość. Zarówno w tym szerszym, obiegowym sensie, jak i w nawiązaniu do jakości kosmicznych tytułów Marvela, na cześć których piałem peany od lat. Skrypt DnA jest tak dobry, jak zawsze - każdy ich numer mógłby być najjaśniejszym punktem jakiejś innej historii. Za to Sepulveda podniósł sobie poprzeczkę. Zarówno twarze postaci, jak i kompozycje i dynamika zawartości kadrów, są najlepsze z dotychczasowych jego prac. Jeśli rysownik zdoła utrzymać ten poziom, to jeszcze o nim usłyszymy.
Demogorgon: Chyba raczej Annihilators #0, bo komiks to właściwie pierwszy numer nadchodzącej mini-serii. Niewiele miejsca jest poświęcone sytuacji po Imperatywie, ale za to ukształtowany zostaje zespół, poznajemy jego podłoże moralne i zarzucony zostaje jako spławik zaczątek większej afery. Rysunki są średnie - Medusa wyszła okropnie, a Beta Ray Billy chyba jest na coś chory, bo jego pysk chudnie i wydłuża się od czasu do czasu.
avalonpulse0177c.JPG
Sc0agar4k: Oto numer, który równocześnie kończy i zaczyna. Kończy Thanos Imperative i poniekąd rozpoczyna Annihilators. I jak to zawsze bywa u DnA, jest to lektura z górnej półki. Numer bezapelacyjnie kradnie Cosmo i jego rozmowy z każdym z bohaterów. Jak tu nie kochać tego psa? Oczywiście nie mogło zabraknąć ostatniej strony, która, jak to zawsze w ich wykonaniu, powoduje, że z niecierpliwością czeka się na ciąg dalszy. I tak też jest tym razem.
Krzycer: Cosmo loves when a plan is comink together! A do tego najpotężniejsi badassi Wszechświata kłócący się o nazwę zespołu jak Guardians na początku swego istnienia - urocze. Do tego tajemnicza postać z końcówki i już nie mogę się doczekać marca...
...choć bardziej ze względu na powrót Szopa i Groota.

Wolverine: The Best There Is #2
Krzycer: Może i on jest the best there is, ale ten komiks balansuje na cienkiej linii między szaleństwem, w którym jest metoda, a bezwładną kaszaną - i mam wrażenie, że za moment stoczy się nieodwołalnie w to drugie. A może już do tego doszło w scenie, w której Logan najpierw przez pół strony próbuje przemówić do rozumu nie panującemu nad sobą facetowi po to, by zaraz potem uciąć mu ręce i nogi. Dlaczego nie pokonał go, nie robiąc mu krzywdy, co mógłby zrobić ze związanymi rękoma i z przepaską na oczach? Nie wiem. może scenarzysta uznał, że "Parental advisory - not for kids" na okładce zobowiązuje...


X-Factor #213
Hotaru: Mówcie, co chcecie. Że X-Factor od czasu zmiany numeracji jest jedynie "bardzo dobry", że brakuje wstrząsających momentów i inne takie. Ale po przeczytaniu każdego kolejnego numeru odczuwam autentyczną, pełną satysfakcję. Cieszę się każdą kwestią ciętego dialogu, brechtam z gagów na pierwszym i drugim planie i doceniam długofalowy zamysł, jaki Peter David ma wobec swoich bohaterów. Valentine De Landro rysuje lepiej z każdym kolejnym numerem i świetnie interpretuje zamysły scenarzysty. Świetny zespół twórców, świetny zespół bohaterów, świetny komiks.

Krzycer: Przed PADem proste zadanie - napisać jeszcze jedenaście numerów takich jak ten, żebym za rok mógł bez wahania oddać na niego swój głos w Avalonach. A że poprzedni numer był równie dobry, jeśli nie lepszy, to mam nadzieję, że PAD wrócił wreszcie do najwyższej formy.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0177a.jpgAvengers: The Children's Crusade #4
Autor: Jimmy Cheung

Hotaru: Ta miniseria stoi postaciami i okładka świetnie to oddaje - do tego stopnia, że logotyp jest w większości przysłonięty sylwetkami bohaterów. Z miejsca widać, kto jest na pierwszym, a kto na drugim planie i mówię teraz o scenariuszu, nie tylko o samym coverze. Cheung w najlepszym wydaniu. I - S_O - wszystkie postaci mają pozginane kolana. Hmm...









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.01.05


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.