Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #11 (01.10.2007)


Poniedziałek, 1 października 2007                                                                                            Numer: 11/2007 (11)

 

Dziś dla wielu naszych czytelników i redaktorów Avalonu kończą się wakacje, więc Pulse #11 trafia na stronę z samego świtu, tak, żeby już na pierwszym nudnym wykładzie można było zająć czas interesującą lekturą.

 


 

Art Arena
S_O: Za nami pierwsza runda Art Areny. Byliśmy świadkami kilku zaciętych walk (między głosującymi), jak choćby te dotyczące Landa czy Romity. Interesująca była dyskusja o Bachalo, która na dobrą sprawę rozpoczęła się dopiero po ujawnieniu wyników. No nic, mamy już z górki, bo rano mija cztery i pół tygodnia od rozpoczęcia walk. Jak ten czas leci... A na razie głosujcie na swojego faworyta!

Lex: Pierwsza runda przyniosła (przynajmniej mnie) kilka niespodzianek. Nie spodziewałem się, że w drugiej rundzie zabraknie takich rysowników, jak Bachalo, Land, czy Larroca. W przypadku pierwszej dwójki zadecydowała negatywna kampania przeprowadzona przez ich przeciwników, którzy potrafili przekonać niezdecydowanych.
W gronie faworytów lekkie przetasowanie. W pierwszej rundzie błysnęli Cassaday, Hitch, Coipel i Finch, którzy zdemolowali przeciwników (chociaż trzeba pamiętać, że nie mieli trudnych rywali). Słabiej niż przewidywałem wypadli Romita Jr., Jae Lee, Alex Maleev oraz Mark Bagley. Dwaj ostatni mogą tłumaczyć się trudnym przeciwnikiem, ale w wypadku Romity i Jae'a zadziałał raczej elektorat negatywny.
Foxdie: Po czterech tygodniach zmagań znamy już szczęśliwców, którzy dostali się do rundy drugiej. Na szczęście odpadł Bachalo. Niestety, do wyeliminowania został jeszcze Ramos, który wygrał z tak poprawnym rysownikiem, jak Lopresti (to wszystko wina tego polskiego wydania Spectacular Spider-Mana). Obyło się w większości bez wielkich zaskoczeń, co było do przewidzenia. Prawdziwa walka dopiero się zaczęła. Sądzę, że już po pierwszym etapie trafi sie kilka niespodzianek, które potwierdzą, że od tej pory nie ma już żadnych "pewniaków". Przy okazji zachęcam wszystkie osoby, które tego jeszcze nie zrobiły, aby zarejestrowały się na forum i oddały głos na swoich faworytów.


Newsy filmowe
Foxdie: Ostatni tydzień obfitował w nowe informacje na temat animowanych serii fabularnych. Każda taka informacja bardzo cieszy, oby wszystkie wspomniane pozycje były zbliżone poziomem do X-Men Evolution, czy Spider-Mana produkcji MTV, zamiast Fantastic Four, niedługo debiutującego na polskim Cartoon Network.

50 Najbardziej lubianych postaci
Foxdie: Daredevil znalazł się na trzeciej pozycji w akcji przeprowadzonej przez CBR, co, jako redaktor naczelny Hell's Kitchen, odbieram bardzo pozytywnie. Korzystając z okazji, chciałbym zauważyć, że archiwalne streszczenia Daredevil vol. 2 sięgnęły już jubileuszowej #50, a do końca roku mamy zamiar uzupełnić naszą bazę o wszystkie pozostałe streszczenia tej serii.

  


 

Annihilation: Conquest - Starlord #3

Gil: Kolejne odkrycie związane z działalnością Phalanx, które co najmniej zaskakuje. Czyżby nasi dzielni bohaterowie przegrali, gdy tylko pojawili się na planecie Hala? Zaskakujący i przezabawny jest też powrót Groota. Mantis i Captain Universe mają swoje momenty, a w końcu wszyscy stają przed ostatecznym wyzwaniem. Czekam na rozwiązanie. 

Jaro: Fajny, dobrze napisany i narysowany komiks. W tym numerze wyszło zwłaszcza odwrócenie ról Groota i Racoona, niezmiennie dobrze czyta się też egzaltowane wypowiedzi Mantis. I wreszcie niezła końcówka - los całej wesołej gromadki spoczywa w rękach zainfekowanego przez Phalanx Gabriela. Na plus.

S_O: Najbardziej cieszy powrót Groota, który zostanie chyba moim ulubionym bohaterem Conquestu (o ile wyżyje). Komiks bardzo fajny, pełen humoru i akcji, a zainfekowany Cap i cliffhanger - przepyszne. Oby główna miniseria była choć w połowie taka dobra...

Avengers: The Initiative #6

Gil: Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to zmiana rysownika. Jest wyraźna i niestety nie na korzyść, bo komiks - jak by nie patrzeć - mainstreamowy to nie miejsce dla początkującego mangaki, a takie wrażenie sprawia pan Uy. Sama historia jest w porządku - intryga z atakiem na Gauntleta jest dobrze poprowadzona, aż do zaskakującego rozwiązania. Przy okazji, dowiadujemy się czegoś o życiu prywatnym sierżanta, a na boku popychane są zgrabnie wątki MVP, Hardballa i inne (w tym irytujące coś z udziałem Pyma i Tigry). Brakuje Shadow Initiative, ale w zamian poznajemy Storm Trooperów Starka. Plusem jest też występ Sally Floyd w roli "tej małpy w czerwonym". ;) Ogólnie, średnio.
Jaro: Rozwiązywanie zagadki pod tytułem "kto obił Gauntleta" zostało poprowadzone bardzo zgrabnie i równie dobrze zakończone. Pośród postaci show kradnie Gyrich ("Why the hell not? We're government."), chociaż depcze mu po piętach żona Gauntleta i Slapstick (za Mighty Bucior Na Kijku). Zupełnie nie podobały mi się za to rysunki, przez co jedynie mały plusik.
Gamart: Dobrze rozpisane, szczegolnie postac Vance'a. Rysunki mi nie przeszkadzały, a ostanie strony mrożące krew w żyłach, dla samego zakończenia warto zobaczyć.

S_O: Zacznijmy od tego, że bez uszczerbku na zdrowiu można czytać ten komiks tylko z zamkniętymi oczami. Obrazki są paskudne, w najbardziej negatywnym znaczeniu tego słowa. Uy to, i wybaczcie mi przekleństwo, Hudlin rysunku.
Scenariusz częściowo wynagradza cierpienie dla oczu, ale pod koniec Slott poszedł na łatwiznę (scecjalnymi chemikaliami budzimy Gauntleta). Szkoda też, że tak szybko wyjaśniono zagadkę. Swoją drogą, na miejscu G. też bym nie chciał się przyznać, że skopał mi tyłek odrzut z Looney Toons. 

Hotaru: Chciałbym wierzyć, że ten numer reprezentuje pewien poziom. Poziom, poniżej którego tytuł ten zejść nie zdoła. Ale nie wierzę. Najgorszy fabularnie ze wszystkich dotychczasowych - dłużył mi się, jakbym czytał jakiegoś TPB. W ogóle mnie nie wciągnęło. Zaś rysunki... do tej pory w mojej ocenie zawsze stały wyżej od fabuły. Tym razem tak nie jest, a mając na uwadze fakt, że i fabuła jest kiepska, to cóż... wyciągnijcie wnioski. Poważnie zastanawiam się nad rzuceniem tego tytułu.

sCaRy: Taki trochę numer 'odpoczynkowy', ale dalej na wysokim poziomie. Ilustracje się zmieniły, ale IMO pasują - zwłaszcza żona Gauntleta, rzucająca do tego bezcennymi stwierdzeniami. Finisz z lekkim zaskoczeniem, znaczy się też na plus. Teraz czekam na Ant-Mana :D. 

 

Cable & Deadpool #45
S_O: Bob, agent Hydry kradnie nieboszczykowi i skrytobójcy numer. Podróż do lat czterdziestych i sprzymierzenie się z Captainem i Buckym wyszły bardzo dobrze i aż żal będzie czytać następny numer Wolverine: Origins wiedząc, że mogłoby być tak pięknie.
Gil: To teraz już chyba do końca będą takie gościnne występy... Może to i dobrze, bo są przyzwoicie napisane, a wątek zagubienia w czasie nie jest zły - tym bardziej, że Bob daje niezłe popisy. Trochę inaczej się to czyta ze świadomością, że seria zbliża się ku końcowi, ale większy udział Agencji X pozostawia pewne nadzieje. 

 

Captain America The Chosen #2

Foxdie: Ponownie nic ciekawego. Korzystając z pośmiertnej sławy, jaką zyskał Cap, Marvel próbuje zyskać kolejne kilka tysięcy zielonych. Na dodatek to elseworld, który nic nowego do tematu wnieść raczej nie może. Przynajmniej spuszczono z propagandowego tonu, ale zapewne to tylko etap przejściowy. Numer słaby i nikomu niepotrzebny.


Criminal #9
Ozz: Jedynym problemem tej serii jest to, że nawjyraźniej mało osób ją czyta, woląc marnować czas na komiksy o których i tak nie są w stanie powiedzieć niczego dobrego, jak np. Wolverine: Origins. Nie, wróć - to problem tych ludzi, a nie serii. :) Przedostatnia część Lawless głównie koncentruje się na bohaterze, który coraz bardziej okazuje się podobny do swojego ojca i brata, chociaż tego nie chce. Podobnie jak Leo w Coward, Tracy jest świetnym "prowadzącym" w tej historii. A i pozostałe wątki zaczynają zbiegać do zapewne krwawego i pełnego trupów finału (jeżeli Mallory przeżyje kolejny numer, to będę bardzo zaskoczony).


Immortal Iron Fist #9
Gil: Ogromne zaskoczenie, które jednocześnie trochę mnie drażni i trochę się podoba. Liczyłem, że cała ta historia to będzie kawał porządnego, turniejowego kung fu i rzeczywiście tak jest, przez pierwszą połowę numeru. A potem, Danny niespodziewanie przegrywa i to jeszcze na własną prośbę, żeby czmychnąć z zawodów i zająć się poszukiwaniem sekretów Orsona. Dobry zwrot akcji, ale nie mogę pozbyć się uczucia pewnego rozczarowania. Dodatkowym plusem są jak zwykle świetne i klimatyczne rysunki.

Gamart: Ok, Brubaker mnie zaskoczył. Ale o tym zaraz, bo warto wspomnieć, że scenarzyści, trzeba pamiętać, że Ed pisze to razem z Mattem Fractionem, trafili na świetną postac, która zawsze przewijała się przez świat Marvela, ale nigdy nie miała rozwiniętej historii, a przecież cała otoczka mocy Danny'ego, jak widać, mogła być napisana interesująco. Ba, jest napisana idealnie. Niezły myk w postaci bramy na Ziemię i córeczki, o której nie wiedział nawet tatuś. Do tego samo sedno numeru, czyli walka Randa jest narysowana perfekcyjnie, Aja to dla mnie obecnie czołówka rysowników i wyraźnie brakuje go w Arenie naszej. Do tego zaskoczeniue numeru [no przynajmniej było zaskoczeniem, zanim sędzia reguł nie wytłumaczył] i jak zawsze miły przerywnik z jedynymi prawdziwymi Bohaterami do Wynajęcia. I ładnie to wszystko przechodzi do Annuala. Kiaaaaa! G

Immortal Iron Fist Annual #1
Gil: Oto powód mojego rozczarowania. Pod koniec IIF #9 pojawiła się nadzieja, że tajemniczy pan Erskine wniesie coś nowego (w końcu nazywa się tak jak doktor, który zmienił Steve'a Rogersa w Kapitana), niestety - jedyne, co wnosi, to niezbyt porywające opowiastki o Orsonie i jego wesołej kompanii, której przedłużał życie. Nie znalazłem tu nic, co mógłbym nazwać wielkim sekretem Orsona i rewelacją, więc ostatecznie można traktować to jako zapychacz. Osobną kwestią są rysunki. Retrospekcje wyglądają przyzwoicie, czasami nawet fajnie, ale część współczesna, którą narysował Chaykin, jest paskudna. Sprawiedliwie przyznam, że Erskine wygląda dobrze, ale już Danny w ogóle nie jest do siebie podobny i czasami dziwne rzeczy się dzieją z tą jego kwadratową twarzą.

Gamart: Przykład, jak Annual może stać się integralną częścia głównej historii, którego można nie czytać i dalej nic ważnego nie stracić, ale warto zobaczyć, bo daje dosyć ważne fragmenty układanki. Po nim i zapowiedziach jestem prawie pewnien, że Wendell Rand to Prince of Orphans. Kawał niezłego old school zostało tutaj pokazane, na czele z "Orson Randall and his League of Extraordinary Freaks". Rysunkowo jest średnio, bo mimo, że Chaykina lubię, to innym raczej średnio przypada on do gustu, Brereton to straszny plastik. Na szczęście jest Jelena Djurdjevic, która po okładkach dostała w końcu kilka stron i pokazała, że to też jej się udaje. Dobre uzupełnienie historii Orsona, które cały czas jest powiązane z główną historią, do tego Danny dalej pokazuje, że teraz jest jedną z ważniejszych postaci Marvela, no bo dajcie spokój, facet już ma healing factor i łapie kule.:)  


Iron Man #22
S_O: Tosiek ma zwidy. Pomocne zwidy. Takiego numeru chyba nikt nie wykręcił od czasu Caspra ;) . Śledztwo, po wizycie śp. Happy Hogana, rusza z kopyta i mocno zaskakuje. Jednak uderzenie wywołane odkryciem Metalowca wygląda jak pacnięcie komara w porównaniu z działaniami Mandaryny. A te są tak sugestywnie przedstawione, że nawet sztampowe dziecko płaczące nad martwą matką nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. 

Gil: Tendencja zwyżkowa trwa. Rozwiązanie zagadki śmierci Gadget i cały wątek grupy z Nebraski jest świetnie poprowadzony i zaskakujący. Jeszcze lepiej wypada lekko szalony Graviton, którego mam nadzieję jeszcze w tej roli zobaczyć. Mandarin (albo Tem, jeśli wolicie) odwalił natomiast taki numer, że sam Red Skull by się nie powstydził. Plusem są także coraz lepsze rysunki, które pomagają zbliżyć serię do poziomu, jaki prezentuje Captain America. Aha, jeszcze jedno. Sprawiedliwości staje się zadość i tak jak Stark kradnie powoli jego tytuł, tak wątek Kapitana tym razem przedostał się tutaj. 

Gamart: No i moje "Przy okazji, ja tam czuję, że Paragon może być bardziej w sprawę zamieszany" z 6 Pulse'a się sprawdza. Na początku historia wydawała się trochę przegadana, ale na końcu już się nieźle rozpędziła, szczególnie coraz ciekawsze prowadzenie Mandarina i tutaj, podobnie jak w tytułach pisanych przez Brubakera, widać, że to prowadzi do "czegos" logicznie. Na razie jest dobrze i tajemniczo, chociaż rysunki średnie. 

Krzycer: Dobre! Spiski i intrygi, Tony chowający się przed światem w zbroi, wyjaśnienie (czy aby na pewno?) losu Gadget, pogaduszki Mandarina z jakmutam... co prawda to są ciągle zapowiedzi nadchodzących wydarzeń, ale zapowiadają się świetnie!

 

The Order #3
S_O: Zobos, heh. Dowcipne.
Żółty-skośny się wnerwił i postanowił odwiedzić gościa, który "zafundował" mu protezy (swoją drogą, jakoś kozio te nóżki wyglądają, prawda, Lucyferku?). A poza tym nic ciekawego. No, może jeszcze uśmiechnięci państwo urzędnicy i ich żarciki. 

Gil: Cudu nie ma - nadal ich nie lubię. Z jakiegoś powodu nie chwyta mnie za serce historia niedoszłego bejzbolisty, który całkiem przypadkiem jest również genialnym inżynierem i zrobił sobie nowe, super-szybkie nogi, po tym, jak stare mu odpadły po wypadku. Jak chciał coś udowodnić, mógł się zgłosić na paraolimpiadę, a nie pchać się do grupy superherosów, żeby teraz na siłę udowadniać, jakim jest twardzielem z dylematami moralnymi. Pozostałe wątki, z cyber-zombie-lumpami na czele nie działają wcale, a już na pewno nie śmieszą. Trzy razy przejrzałem, żeby znaleźć coś pozytywnego i nic - nawet rysunki nie ratują. 

 

Sub-Mariner #4

Jaro: Nic specjalnego, tak naprawdę jedyne, co mogło podobać się w tym numerze, to wyrwanie jęzora Venomowi. Szkoda jednak, że nie została wykorzystana okazja do pozbawienia Namora reszty jego skrzydełek. Reszta wygląda tak, jakby Marvel nagle zorientował się wreszcie, że mało kto nabierze się na to, że szkieletor na tronie to Namor, więc na dwa numery przed końcem mini wiemy już, kto jest odpowiedzialny za całą rozróbę i komu się na koniec zemrze. Całość okraszona bardzo średnimi rysunkami, ale za ozór Venoma tylko mały minusik.

Gil: Starcie z Venomem niezłe, ale trochę przykrótkie. Namor próbujący latać bez części skrzydełek dobrze pokazany, ale jednak nie wzruszający - jego nie da się lubić, nawet jeśli pada na pysk i błaga o pomoc. No właśnie, wizyta u Sue i błaganie o pomoc - całkiem dobra scena, ale przewidywalna. I wreszcie zaskoczenie w finale. Wiemy już, kto jest szkieletem na tronie, ale jeszcze nie wiemy, jak do tego doszło, więc nadal warto czekać.

S_O: Bratobójcza walka pod wodą (podobają mi się te bąbelki przy każdym gwałtowniejszym ruchu), a na powierzchni? Namor pokazuje, że byle odpustowa spluwa na baterie nie pokona Księcia Atlantydy i rewanżuje się Venomowi. Dalej jest już jednak mniej ciekawie - Sue daje Subciowi maść na skrzydełka i kluczyki do furki, ale sama nie zamierza zbytnio pomóc (skąd my to znamy? - patrz nie tylko poprzedni numer, ale też wszystkie 17 odcinków Endangered Species, ten sam motyw). Tajna Wunderwaffe 13 komórki całkiem ciekawa, a personalia jej przywódcy zaskakujące.

Krzycer: No i wszystko jasne, szkielecik na tronie należy do synalka. Swoją drogą - czy ów synalek kiedykolwiek wcześniej się pojawił? Z inszych uwag - nie pamiętam, kto to rysuje, ale na pierwszej stronie bodajże na drugim panelu, na którym występuje Reed, wygląda jak Namor. Syf.
Ogólnie chyba najmocniejszym momentem miniserii będzie pojedynek z Venomem - wyrwanie skrzydełek i rewanż z wyrwaniem języka. Ino chwyt "haha, to urządzenie na mnie nie działa tak dobrze, jak myślałeś" tani strasznie...


Ultimate Fantastic Four #46
Ozz: Zakończenie historii o Silver Surferze (Searcherze) jest takie, jak i ona cała: poprawne, ale bez niczego nadzwyczajnego (oprócz paru rzeczy ze wcześniejszych numerów). Ot, bohaterowie dają nauczkę złemu tyranowi, któremu wydaje się, że wie, jak uczinić ludzi szczęśliwymi i pokazują mu, że jego metody nie są właściwe, ponieważ to wolna wola jest najważniejsza. 

 

Ultimate Spider-Man #114
Ozz: Dobre rozwinięcie historii, mimo że większość numeru zajęła efektowna walka z Electro. Bardzo dobrze została ujęta zupełnie zrozumiała panika Mary Jane, podobnie jak rozmowa Petera z May ("teraz ja opiekuję się tobą"). Zakończenie jest dosyć zaskakujące, chociaż to bardziej zmyłka, biorąc pod uwagę zapowiedzi i wiadomo, że S.H.I.E.L.D. nie będzie trzymać Spider-Mana w zamknięciu. Ciekawe, czy kobieta dowodząca oddziałem, któy go schwytał, to nie była Kitty. No i pewnym jest raczej, że pacjent Milesa Warrena (który wreszcie ponownie się pojawił) to Harry, ale pozostaje zagadką, kto jest jego pracodawcą i czy jego związek z May jest częścią jakiegoś większego planu. Ta świetna seria rzadko zawodzi, zwłaszcza od Sagi Klonów.

Foxdie: Goblin The End trwa. Sposób prowadzenia tej historii zaczyna mnie irytować, pomimo tego, że autorem jest sam Bendis. W poprzednim numerze był tylko Osborn i jego wredne zielone alter ego, w tym z kolei nie ma go wcale. Był za to Electro, który najpierw podejmuje walkę z pająkiem, po czym ucieka i dostaje bęcki. Na negatywny odbiór komiksu wpływają również rysunki Immonena, które coraz mniej mi odpowiadają. Mark wróć!! Są dwa ciekawe motywy, między innymi pojawienie się Ultimate Milesa Warrena, co w dalekiej przyszłości może oznaczać jakieś nowe zawirowania z klonowaniem (chociaż to Ultimate, więc nie wiadomo, czego tak naprawdę możemy się spodziewać). Drugim plusem jest ostatni kadr, w którym to Peter siedzi zamknięty w celi Triskelionu. Przez ostatnie trzy numery nasuwa się też pytanie: "Gdzie do diabła jest Nick Fury?". Numer mocno przeciętny.

X-Men #203

Gil: Finał historii "Blinded By The Light" nic tak naprawdę nie pokazuje. Owszem, zostaje wyjaśniona sprawa dzienników i dochodzi do konfrontacji, ale brakuje wyraźnego zakończenia. Na dobra sprawę, nie wiemy, co właściwie się stało z X-Men i kto w końcu zdobył dzienniki. To jest dobry punkt zaczepienia dla dalszej historii, ale uważam, że zakończenie byłoby wyraźniejsze, gdyby np. na końcu Sinister powiedział "Buahahaha! Mam dzienniki!" i sobie poszedł. A tak, dostajemy kolejny znak zapytania do kolekcji, co przy bardzo skromnej ilości odpowiedzi zaczyna trochę drażnić. Do tego, Ramos chyba się spieszył, bo popełnił kilka szkaradzieństw. W Endangered Species okazuje się, że liczba Gutriech jednak nie spadła i... to wszystko.
Foxdie: Bezprzymiotnikowi coraz bardziej zasługują na jakiś pozytywny przymiotnik. Finał "Blinded by the Light" jest równie dobry, jak wszystkie poprzednie części. Iceman po raz kolejny pokazuje, jaki z niego kozacki mutant klasy omega, a za rolę dobrego kochanka Mystique darowuje mu życie. Wszystko byłoby naprawdę pięknie ze strony scenarzysty, gdyby jeszcze wyraźnie przedstawił, kto ma teraz dzienniki Destiny? Co prawda można się domyślać, że zostały w posiadaniu Sinistera, ale mimo wszystko usilnie wypatrywałem kadru, w którym Cannonball może jednak je przechwycił. Niestety, w tych bohomazach Ramosa ciężko cokolwiek dostrzec. Strona graficzna woła o pomstę do nieba, przez całą historię, co ja gadam, przez cały run Humberto "porażki" Ramosa. Podsumowując, komiks dobry, ale jego ogólną ocenę zaniżają fatalne rysunki, mimo wszystko polecam.
Gamart: Chaotyczne się to wydaje, ale dalej jest dobre i wyraźnie do czegoś zmierza. Zachowanie Gambita i Mystique trochę zaskakuje, szczególnie tego pierwszego, bo już w ogóle nie wiem, o co mu chodzi. Cannonball i Iceman to świetna drużyna i szkoda, że ten pierwszy wydaje się być wyłączony z gry. Ramos parę rzeczy zepsuł, ale wybaczę mu to za sceny z Icemanem i Mystique. Tu nie mam pojęcia, co się może dalej dziać i to plus.

S_O: Boobies! Ramos chyba podczas tworzenia okładki wzorował się na Liefeldzie. Dalej nie jest jednak aż tak potwornie źle i w pewnym momencie zauważyłem, że Mystique nie ma już piersi powodujących natychmiastowe złamanie kręgosłupa.
Sam scenariusz dobry jest. Od wyjaśnienia sprawy z zeszłonumerowymi "Dziennikami" począwszy, poprzez walkę dwóch X'ów z całym tabunem bad guy'ów, a na niezbyt optymistycznej przepowiedni Blindfold (nie zgadzam się na nazywanie jej po imieniu!) skończywszy. I czy Raven i Gambit rozgrywają własną grę? I czy jej stawką jest Rogue? A jeśli tak, to czy są po tej samej stronie? Dowiemy się, jeśli można coś stwierdzić po okładcem w następnym numerze.

W Endangered Species trup jednak żyje, a Dark Beast dostał w tyłek od trzystukilogramowego kota i amerykańskiej matki z flintą. Wstyd.

Jaro: Podobało mi się. Tak naprawdę zagadek jest tyle samo, co na początku lub nawet więcej, ale to tylko zaostrza apetyt przed "Messiah Complex". Dobrze poprowadzona została walka pomiędzy Icemanem i Cannonballem a Marauders, świetnie zrealizowane było też wejście Sinistera, dodatkowo wzmocnione przebudzeniem się Blindfold. Po rozmowie Mystique z Icemanem skłaniam się ku temu, że gra ona we własną grę; nie zdziwiłbym się wcale, gdyby jej partnerem w niej był Gambit. Do tego tradycyjnie dobre dialogi oraz pesymistyczna końcówka z przepowiednią Ruth (dziewczyny i chłopaki, do klawiatur i interpretować na forum!). Fajne są rysunki Ramosa, który najwyraźniej odstawił środki pobudzające i przestał machać ołówkiem jak dyrygent batutą (no, nie wyszła mu chyba tylko Kitty, która na prawie każdym rysunku ma taką minę, jakby zamiast meczu piłki nożnej zobaczyła lokalną konwencję partii rządzącej). Ogólnie - numer na mocny plus.

Ozz: Bardzo podobało mi się zakończenie pierwszego starcia X-Men i Marauders. Główna część numeru to świetna walka Icemana (czyli jak ktoś się stara, to potrafi z niego zrobić użytek) i Cannonballa ze złoczyńcami, zakończona połowicznym zwycięstwem. Fantastyczne jest pesymistyczne zakończenie i to, co z niego wynika: X-Men dostali niezły łomot, jedna z ich drużyn została zniszczona, a przecież wiadomo, że to dopiero początek większych problemów. Interesujące było to, że podczas podziału Marauders na ludzi Mystique i Scalphuntera Sunfire poszedł z tymi drugimi.

Hotaru: Preludium do Messiah Complex zakończyło się downbeatem. Po przeczytaniu tego numeru po raz pierwszy, uznałem to uczucie za zawód, jednak powtórna lektura wyprowadziła mnie z błędu - tak miało być i czuję dokładnie to, co scenarzysta chciał, żeby czytelnik odczuł. Wydaje się, że zamknięty zostaje wątek pogoni za Pamiętnikami należącymi niegdyś do Pryde. "Wydaje się", ponieważ motywy Gambita są nie do końca jasne (ma o wiele lepszy cel i na pewno nie trafiłby pamiętników, gdyby nie chciał), i nie wiemy, czy Sam zdążył zamknąć pamiętniki w swoim blast-field, co ochroniłoby je przed zniszczeniem - potem Cannonball cały czas się dymił, co mogło być skutkiem oberwania od Remy'ego, albo właśnie jego polem... ale może odczytuję to zbyt daleko. Pojawienie się Sinistera i łatwość, z jaką położył Bobby'ego i Sama trochę mnie zdenerwowały - Carey trochę poszedł z tym na łatwiznę. Za najlepszą scenę uznałem rozmowę Icemana i Mystique. Nie podejmę się jednak teraz interpretacji motywów działania Raven i mam wątpliwości, czy Messiah Complex wyjaśni je do końca - Darkholme wydaje się pod tym względem zbyt złożona. I ostatnie słowo o rysunkach. Ramos trochę przystopował i jego kreska nie wadziła mi w odbiorze historii, a niektóre kadry bywały całkiem przyjemne dla oka.

X-Men: First Class v2 #4
S_O: Ot, taki odstresawiacz, całkiem miły zresztą. Numer przybliża nam postacie Beasta i Icemana, a raczej - Bobby'ego i Hanka, którzy dogadują się w sposób, w jaki tylko hiperaktywny nastolatek i wysportowany geniusz mogą się dogadać. Nie każdemu może się podobać takie grzebanie w przeszłości, mi się wydaje miłe.



 
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.09.26.
 

 
Wieści redakcyjne: 
Czwórka nowych redaktorów filmowych zdążyła już zadebiutować - od tej pory możecie spodziewać się jeszcze większej ilości newsów, a i powrót działu "Ekran" jest coraz bliżej.
 


Redaktor prowadzący: Lex                                                                                          Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.