Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #141 - Captain Britain TPB vol. 2

Captain Britain TPB vol. 2lt141.jpg
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Alan Davis
Okładka: Alan Davis
Ilość stron: 208
Cena okładkowa: $19,95
Zawiera: Marvel Super Heroes #387-388 (UK), The Daredevils #1-11, The Mighty World of Marvel #7-13 (UK)

Demogorgon: Wielu ludzi błędnie uważa, że superbohaterowie to tylko i wyłącznie domena Amerykanów. Zawsze odmawia się innym krajom prawa do posiadania swoich superbohaterów. Japonia, rynek mangii i anime, ma ich góry, ale nikt nie nazywa ich po imieniu. Dlaczego? Bo superbohaterowie są tylko w Ameryce, jak Superman. Masom europejskich superbohaterów odmawia się przyznania należnego im miana? Dlaczego? Bo superbohaterowie są amerykańscy, jak Captain America.

Guzik prawda.

Takie podejście wynika tylko i wyłącznie z ignorancji i uprzedzeń. Ludzie, którzy głoszą takie poglądy, dzielą się zazwyczaj na dwie kategorie. Pierwsi mają o komiksach nikłe pojęcie, zazwyczaj tylko coś o nich słyszeli, ale niewiele. Drudzy to elitaryści, których dzieli się na dwa rodzaje. Są elitaryści, którzy nie lubią superbohaterów i odrzucają komiksy z Ameryki na rzecz europejskich i azjatyckich, które uważają za wolne od czegoś, co jest dla nich symbolem nieoryginalnej, prostackiej papki. Są elitaryści, którzy uwielbiają superbohaterów, uważają, że to najlepsza rzecz pod Słońcem, a wszystkie komiksy spoza Ameryki za chłam niegodny tego szlachetnego miana.

Ten komiks istnieje po to, by pozbawieni uprzedzeń fani komiksów mieli czym im wszystkim przywalić.

Captain Britian to do pewnego stopnia symbol nieamerykańskich superbohaterów w świecie Marvela, zwłaszcza od kiedy Black Panther stał się symbolem rasizmu i niedzielenia się lekarstwem na raka. Stworzony jako brytyjski odpowiednik Captaina America, jest postacią, którą w ostateczny sposób ukształtował dopiero Alan Moore. Run Moore'a zaczął się dosyć nietypowo, gdy poprzedni scenarzysta, Dave Trophe, odszedł nagle w połowie historii. Kupując to wydanie zbiorcze wskakujemy przez to w sam środek historii. Można się przez to poczuć bardzo zdezorientowanym. Co to za bitwa, z pola której helikopter zabiera Britaina? Czym jest mechaniczna istota, znana jako Fury, przed którą zdają się uciekać? Czemu Brian opłakuje śmierć swojego przyjaciela, którego nawet nie widzieliśmy? O co chodzi z jakąś Saturnyne? Kim jest Mad Jim Jaspers? Zaraz, to alternatywna rzeczywistość jest?

Największym mankamentem tego komiksu jest zdecydowanie to zaczęcie od środka, rzucenie czytelnika na głęboką wodę. Na szczęście szybko idzie zrozumieć, co się dzieje – Captain Britain trafił do alternatywnej rzeczywistości, gdzie superbohaterowie zostali zabici za sprawą manipulującego rzeczywistością Mad Jima Jaspersa i jego tworu, Fury. Od tego momentu zaczyna się niesamowita podróż, w którą zabiera nas Alan Moore.

Captain Britain zawsze istniał na granicy między magią a technologią, będąc z jednej strony naukowcem, a z drugiej będąc zasilany przez magię. Dualizm ten Moore eksploruje, niejednokrotnie mieszając magię i naukę lub rzucając bohatera przeciw jednemu, albo drugiemu. Z drugiej strony wprowadza też wiele wątków niezwiązanych z żadnym, jak walkę z Slaymasterem, który jest zwyczajnie świetnie wyszkolony. Moore sprawnie żongluje wątkami, przeskakując z jednego do drugiego, bądź łącząc je ze sobą. Fabuła wielokrotnie zmienia kierunek, zaskakując nas co chwilę i nie dając szans na ochłonięcie, a nowy status quo nie ma czasu porządnie osiąść, nim zostanie zastąpiony kolejnym. Historia Captaina Britaina to historia ciągłych zmian, w której główny bohater walczy o powstrzymanie tych, które przyniosłyby zmianę na gorsze. Opowieść jest dynamiczna i gdy raz w nią wskoczysz, nie możesz się wyrwać, to przygoda, gdzie każdy krok to ostry zakręt, a za każdym rogiem czai się kolejny dowód niezwykłej wyobraźni i talentu Alana Moore'a.

Moore dał nam też grupę bardzo interesujących postaci, jak choćby Merlyn, który wypada na zimnego, chłodno kalkującego manipulatora, widzącego wszystkich jako pionki na szachownicy, co tworzy świetny kontrast z jego córką, Romą, która nie jest pozbawiona uczuć i troski o ludzi. Zadziwiająco dobrze wypada też siostra Briana, Betsy, lepiej znana jako Psylocke. Tutaj możemy ją zobaczyć, jaka była, zanim ktoś wpadł na genialny pomysł zrobienia z niej symbolu lat dziewięćdziesiątych. Muszę przyznać, ze ujęła mnie jej inteligentna, pełna empatii strona, która gdzieś wyparowała, gdy postać stała się EXTREEEEME. Ujął mnie zespół najemników, Special Executive, posiadających nie tylko oryginalne moce, ale i osobowości. Obserwowanie ich wzajemnych interakcji, zwłaszcza między różnymi członkami drużyny a Cobweb, dostarczyło mi kupy radochy. Doskonale wypadają też relacje między głównym bohaterem a Saturnyne, są pełne mieszanych uczuć, emocji, wzajemnych oskarżeń, a jednocześnie też napięcia i przyciągania. Moją sympatię szybko zyskała też Captain UK, złamana i przerażona, która na nowo odradza się jako bohaterka w wielkim stylu.

No i oczywiście są dwaj najważniejszy złoczyńcy tej sagi – Fury i Mad Jim Jaspers. Fury to ucieleśnienie idei niepowstrzymanego przeciwnika, który zapewne wielu zna. Przewija się w grach komputerowych – Nemesis i Pyramid Head to jego doskonałe przykłady. Pojawia się w filmach – Terminator był właśnie jego uosobieniem. Jest nawet w kreskówkach, choćby jako Rycerz Śmierci z Sylvana (ktoś w ogóle jeszcze pamięta dzisiaj tę krechę?) Komiksy też go znają – czy to Juggernaut, Doomsday, czy Morlun, niepowstrzymany wróg jest obecny i zawsze budzi grozę. Fury dodaje do tego kompletnie nowy poziom, zbliża się w swej grozie najstraszniejszym wersjom tego archetypu, takim jak Nemesis czy Doomsday. To coś się zwyczajnie nie poddaje. Nigdy się nie poddaje. I nie możesz zrobić niczego, by to zatrzymać. Cokolwiek w to ciśniesz, dostosuje się, czymkolwiek spróbujesz go zabić, przeżyje. Może przystanie na chwilę, jeśli je dość mocno zranisz, ale wróci jeszcze silniejsze. Dostosuje się. I nigdy nie zaprzestanie pościgu. Jesteś jego celem. Jesteś już martwy. Bo to jest Fury. Nigdy się nie poddaje.

Mad Jim Jaspers to inny typ złoczyńcy. To wariat, szaleniec obdarzony boską mocą. Koleś ze zwichrowanym poczuciem humoru, psychol, który dostosowuje świat do własnej, chorej wizji. Ten gość jest dowodem na to, co by się stało, gdyby Impossible Man albo Mr. Mxyzptlk nie zajmowali się tylko wydurnianiem i wkurzaniem ludzi, a oddali się bardziej sadystycznym zachciankom. Jego rozrywki są jednocześnie komiczne i przerażające. Jest jak Joker - w jednej chwili się śmiejesz, w drugiej zdajesz sobie sprawę, co cię rozbawiło i włosy stają ci dęba. To człowiek, który potrafi zamknąć ludzi z supermocami w obozach koncentracyjnych i umieścić nad nimi napis "W głębi serca wiecie, że mam rację". Obserwowanie go to spoglądanie w otchłań szaleństwa. I modlenie się, by nagle się nie odwrócił i nie pozwolił spojrzeć otchłani na Ciebie.

Styl Alana Davisa przypadł mi do gustu. Jest poprawny anatomicznie, a do tego dosyć mroczny, świetnie pasuje do historii. Davis przykłada dużą dbałość o detale, a jego rysunki to perełka. Dlatego cieszy kolekcja pin-upów, które stanowią, wraz z przedmową Alana Moore'a, dodatki do tego zbioru.

Jeżeli kiedyś spotkasz człowieka, który twierdzi, że superbohaterowie to domena tylko i wyłącznie Amerykanów albo narzeka, jak to ich przygody to nieoryginalna, schematyczna i odmóżdżająca papka, walnij go tym komiksem w twarz. Nie dosłownie, po prostu mu go pokaż. Ręka Alana Moore'a wyłoni się spomiędzy stron i cię wyręczy.

Jim J: Mało kto wie, że w latach 80-tych Alan Moore pisał Captaina Britain dla Marvel UK. Jego run został przedrukowany w USA w roku 1995 jako seria X-Men Archives Featuring Captain Britain, a następnie w roku 2002 jako pokaźne wydanie zbiorcze - Captain Britain TPB.

Alan Moore - to nazwisko potrafi przyciągnąć uwagę prawie każdego fana komiksu. Tak było też w moim przypadku, gdy niegdyś, podczas odwiedzin w dużym sklepie komiksowym, spośród tysięcy pozycji wybrałem właśnie tę. Czytając ten album nie mogłem się powstrzymać od porównywania z innymi dziełami Moore'a, lecz w końcu historia porwała mnie sama i stała się pełnoprawnym, indywidualnym tworem. Co ciekawe, recenzowany tytuł autor napisał cztery lata przed zakończeniem V jak Vendetta i dwa przed zaczęciem Watchmen.

Jak więc wypada historia Briana Braddocka w wizji wspaniałego, typowo angielskiego pisarza? Nie mogę się powstrzymać, żeby już teraz to powiedzieć: wspaniale i typowo angielsko. Zacznijmy od początku. By bliżej przedstawić postać Kapitana, zresetować jego historię i dać podwaliny pod swoją, Moore zdecydował się dosłownie zrekonstruować Briana. Jest to związane z pewnym zamętem, lecz na szczęście tylko chwilowym. Dalej jest już tylko coraz lepiej. Pojawia się sporo nowych, lecz jakże ciekawych postaci z drużyną Special Executive na czele. Świetnie zarysowane są także żeńskie bohaterki takie jak Saturnyne, Elisabeth Braddock [jeszcze nie Psylocke] czy Captain U.K. Zawsze uważałem, że Moore jest mistrzem w budowaniu postaci i tak jest też tutaj. Fabuła jest mocno powiązana z alternatywnymi rzeczywistościami, więc można przygotować się na "skakanie" po różnych zakątkach omniversum. Cała intryga kręci się jednak wokół głównego złoczyńcy, czyli Mad Jima Jaspersa i jego tworu, bezlitosnego Fury. Są to, moim zdaniem, antagoniści perfekcyjni. Jim, wzorowany chyba na Szalonym Kapeluszniku, to prawdziwy wariat z praktycznie nieograniczoną mocą. Fury to bezlitosna machina, praktycznie niezniszczalna i nie do powstrzymania. Ogromny strach, jaki czuje przed nią jedna z bohaterek, naprawdę potrafi udzielić się czytelnikowi. M.O.D.O.K. przy Fury to pikuś. Jak więc bohaterowie zdołają pokonać dwa tak wielkie zagrożenia? Warto się przekonać.

Klimat tej historii jest niesamowity. Jest to jakby połączenie mistycyzmu, klasycznych super-hero historii z nutką psychozy [dzięki Jaspersowi i Fury], ale także swoistego humoru [tu miejsce dla Special Executive]. Myślę jednak, że najbardziej przemówi stwierdzenie, iż jest zupełnie inny od obecnych, mainstreamowych komiksów.

Alan Davis to rysownik zasłużony i doceniony. Praca przy Captain Britain to jedna z jego pierwszych i to widać. Z kolenymi stronami Davis "rozkręca się", jego panele robią się większe i po prostu ładniejsze. Jego styl również jest bardzo, rzekłbym, angielski. Brian, jak i reszta brytyjskich bohaterów, mają dużo typowo angielskich cech, co również nadaje historii odpowiedni klimat.

Captain Britain TPB to dobrze ulokowane pieniądze. Pokaźna objętość zapewnia parę godzin w Anglii Marvela według Alana Moore'a. Zapeniam, że to wspaniała podróż w przeszłość.
LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.