Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #171 (29.11.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 29 listopada 2010Numer 47/2010 (171)



Za nami jeden z najobfitszych tygodni w wydaniu Marvela. Stąd też i ten numer większy niż dotychczas. Najwięcej uwagi poświęcono mutantom. Tuż za nimi plasują się Secret Warriors, ciąg dalszy "Three" i "Big Time" oraz wątki poboczne Shadowland. Warto również zapoznać się z opiniami odnośnie debiutów. Zapraszam do lektury.



1.jpgAmazing Spider-Man #649
Delirium: O! A to było niespodziewane! Rozwiązanie jak najbardziej ciekawe, chociaz przydałoby sie pewne uzasadnienie dla nagłej zmiany u nowego-starego Goblina. Cóż, zobaczymy, jak to się potoczy. Całkiem nieźle wypada też dynamiczne duo Spider & Cat, a w tle interesująco rozwija się wątek Gargana. Póki co Big Time nie jest może taki wielki, ale jest interesujący i to wystarcza.
Ramos też mi tu pasuje, a to nie często się zdarza. Dam 6/10.
Pete:
Muszę powiedzieć, że nie jestem wielkim fanem takiej kreski, mimo wszystko nawet to nie przeszkodziło mi w cieszeniu się tym numerem. "Nowy" Goblin z tym mieczem i swoją nową mocą zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie - wreszcie jakiś powiew świeżości. Teraz nie mogę się doczekać finału jego starcia ze Spider-Manem, ale również tego, na co wreszcie wpadnie Parker w swojej nowej pracy, rozwiązania tajemnicy rezydenta szóstego laboratorium, potencjalnego zawału Jamesona wręczającego klucze do miasta swojemu odwiecznemu wrogowi i wielu innych rzeczy.
Krzycer:
Nauczmy się kochać gobliny, tak szybko... Nie spodziewałem się tego. Co prawda to jedyne zaskoczenie w tym numerze, ale dalej też jest dobrze. I zabawnie, tym razem bez dowcipów o pierdzeniu. Tylko cliffhanger taki nijaki.
Za to Ramos mi nie podchodzi w tym wydaniu. Za bardzo deformuje sylwetki i twarze jak na mój gust. 7/10.

Bertoluccio:
Zaczyna naprawdę lubić tę serię, a zmiana, jaką Slott wprowadził w życiu Parkera, jest mile widzianym powiewem świeżości (też chcę takie prywatne laboratorium). Gdyby jeszcze tylko odpuścił sobie żenujące kawały o porno byłoby już naprawdę świetnie. Kreska mi zupełnie nie przeszkadza, bo nawet lubię karykaturalny styl Ramosa. Ocena 8/10.

Astonishing Thor #1
Delirium: Tu również ciekawe rozwinięcie, które wymaga uzasadnienia, bo jakoś nie do końca pasuje mi ta rewelacja historycznie. Ale sama historia ciekawie się zapowiada i daje radę uchwycić czytelnika. Rodi plus Thor to sprawdzone równanie, więc żałuję tylko, że nie pisze on głównej serii. Największym plusem są chyba rysunki, bo Mike Choi zawsze oznacza jakość. Szkoda, że na następny numer trzeba czekać dwa miesiące, bo już chciałbym go zobaczyć. Tutaj dam 7/10.
Krzycer:
Thor w klimatach sci-fi mi nie pasuje. Za mało wiem o Ego, żeby oceniać, czy sekret jego pochodzenia jest dostatecznie wstrząsający, by uzasadniać umieszczenie go na dramatycznej, ostatniej stronie (tym bardziej nie wiem, czy trzyma się kupy). Mam również mieszane uczucia co do rysunków Choia. Thor jest jakiś taki... zbyt gładki w jego wykonaniu, a i pozy, w których został ustawiony, mi nie podchodzą.
Z plusów - zdecydowanie retrospekcja z zamierzchłych czasów. Ale w ogóle komiks czyta się dobrze - klimat mi nie pasuje, ale to już moje skrzywienie. Obiektywnie jest całkiem, całkiem.
Powiedzmy... 6/10?


Deadpool Pulp #3
Delirium: Rozwinięcie interesujące, chociaż w pewien sposób przewidywalne, zważywszy na historię postaci w głównym uniwersum. Mimo wszystko, pasuje do pulpowego klimatu i popycha historię naprzód w nowym kierunku. Mogę dać nieco słabsze 6/10.
Pete:
Gdyby ktoś kiedyś nie wpadł na dziwny pomysł i stwierdził, że szalony człowiek charakteryzuje się poczuciem humoru na poziomie przedszkolaka, być może wszystkie Deadpoole wyglądałyby w taki sposób. To zdecydowanie byłoby coś ciekawego, niestety na to już za późno i dlatego trzeba doceniać takie perełki, kiedy wreszcie można położyć na nie swoje łapy. Wade prezentuje się świetnie, fabuła, choć zdecydowanie nie należy do zbyt odkrywczych, nadal potrafi wciągnąć dzięki pewnym szczegółom, a to na pewno nie jest łatwa sztuka.
Krzycer:
Dostajemy odpowiedzi na wiele pytań, w tym na takie, które nie przyszły mi nawet do głowy. Jednocześnie parę kwestii zostało dodatkowo zapętlonych i chętnie się przekonam, o co w nich biega (przoduje odnalezienie klifu ze wspomnień na Kubie). W dużym skrócie: dobra rzecz i jeden z najciekawszych Deadpooli... być może w ogóle. Na pewno najciekawszy z tegorocznego zalewu Deadpoolowych tytułów.

Deadpool Team-Up #887
Delirium: A jednak wciąż zdarzają się dobre i zabawne historie z Deadpoolem. I o dziwo, najwięcej z nich pojawia się ostatnio w tym właśnie tytule, więc trochę szkoda, że właśnie on idzie pod topór wkrótce. W każdym razie, fanboyowskie spotkanie z Thorem nie raz mnie rozbawiło i dostarczyło przyjemnych wrażeń. Nawet mimo dziwacznych rysunków. Nie da się tego opowiedzieć, ale tym razem z czystym sumieniem mogę zalecić lekturę i dodać do tego ocenę 7/10.

Deadpool vol. 2 #29
Delirium: A to gorszy z poolowych tytułów w tym tygodniu. Mimo fajerwerków, tak naprawdę nic się nie wydarzyło i cała historia okazała się miałkim kawałkiem kaszanki. Doradziłbym edytorom szybką wymianę scenarzysty, ale pisać to sobie mogę… W każdym razie 4/10 to najwyższa ocena, jaką mogę wycisnąć.
Krzycer:
Pierwsze parę stron z rozszyfrowywaniem, kto jest prawdziwy, a kto sklonowany, jest jeszcze w porządku. Zaraz potem jednak Steve Rogers postanawia zaprosić Deadpoola do współpracy, bo skopał im dupy. Po czym znosi wszystkie jego zachcianki. Po czym oddaje mu dowodzenie... bo tak. Tego, co następuje dalej, nawet nie chce mi się streszczać. Ani to fajna walka, ani zabawna. Powiedziałbym, że to solidny typ 2.

2.jpgFantastic Four #585
Delirium: Historia nadal rozwija się na wszystkich frontach równie interesująco, pakując każdego z bohaterów w nowe, zagrażające dalszej egzystencji, tarapaty. Nie da się wciąż przewidzieć, kto kopnie w kalendarz i to jest właśnie najfajniejsze. Duży plus za suspens zatem. Fabularnie, najbardziej interesująca jest wyprawa Richardsa z Galactusem. Powrót Annihilusa również jest dużym plusem, który pewnie ugryzie w tyłek pozostałych dwóch panów. Tylko jakoś rozgrywki Atlantydów najmniej mnie wciągają, ale to może przez mój stosunek do Namora. Rysunki również dobre, ale momentami mam wrażenie, że Epting próbuje rysować jak Cheung. Solidne 7/10 dam.
Pete:
Po ostatnim numerze stwierdziłem, że jest szansa na kilka ciekawych wątków i na szczęście udało mi się trafić. Oczywiście na chwilę obecną Galactus bije pokaz polityki Namora, przy której nawet blokady Samoobrony wyglądają na całkiem cywilizowane. Niemniej jednak wszystko doskonale się uzupełnia i daje świetne rezultaty. Jakby tego było mało, znowu Negative Zone i szansa na to, że Franklin wreszcie wyjdzie trochę z cienia siostry.
Krzycer:
Zapoznałem się na razie z połową - i to chyba tą przysłowiowo mniejszą - tytułów z tego tygodnia, więc nie chcę się spieszyć, ale odkąd wypowiadam się w Pulsie chyba pierwszy raz mi się zdarza, by FF pretendowało do miana komiksu tygodnia. Ten numer jest rewelacyjny. Każdy z wątków - Reed z Galactusem, Ben i Johnny sami lub z dziećmi i Susan z Namorem - są poprowadzone bezbłędnie. Namor rządzi. Ben w relacji z dzieciakami rządzi. Dzieciaki rządzą. Galactus rządzi.
Ale przede wszystkim Namor rządzi. I dobrze mu w stroju z iksem ;).
A system maskowania się szpionów Annihilusa wśród ludzi jest uroczo oldschoolowy.
Mocne 9/10. Byłaby dycha, gdyby nie parę... może nie baboli, ale jednak dziwnych twarzy, którymi uraczył nas rysownik. Zwłaszcza u Johnny'ego.

Wilsonon:
Pan Hickman to dopiero pisze historie. Im więcej zeszytów, tym lepiej dla nas. Napięcie rośnie z numeru na numer i po lekturze każdego odcinka z coraz to większą niecierpliwością czeka się na kolejny. Każdy wątek jest świetnie prowadzony. Już bałem się, że Johny, Ben i dzieciaki zanudzą się na śmierć, a tu nagle będą musieli zapobiec kolejnej fali anihilacji. Mimo, że wiadomo było, dokąd nas zaprowadzi wodny szczyt, to i tak jestem pod wrażeniem. Rozmyślanie o zamiarach Galaktusa, mając w pamięci jego niszczenie układów słonecznych, sprawia, że poważnie boję się o losy Reeda.
Rysunki nie przeszkadzają w czytaniu. Świetnie wyszedł Namor: mroczny i majestatyczny.


Incredible Hulks #617
Krzycer: Nijakie zakończenie bardzo nijakiej historii. A ponieważ nadal nie wiemy, czy Bruce i Hulk to teraz jedno i to samo, to przyczepię się do Bannera jąkającego się na widok widma Caiery, którą widział raz w życiu. Dla przypomnienia - Hulk kochał Caierę, Caiera kochała Hulka, Bruce'a na Sakaarze niemalże nie było. A w każdym razie nic a nic się nie liczył.
Po World War Hulk, Planet Skaar, FotH/WoH a teraz "Dark Sonie" jestem już pewien, że lepiej by było, gdyby zielony też zginął w tamtym wybuchu. Albo gdyby Planet Hulk nie było kontynuowane w żadnej formie ani postaci, bo właściwie nic, co by nawiązywało do tamtej historii, nie wyszło, jak powinno... 4/10
.

3.jpgNew Mutants vol. 3 #19
Delirium: Konkluzja, która tak naprawdę wcale nie jest konkluzją. Albo inaczej - jest konkluzją upadku Nowych, a teraz przez kilka numerów będziemy obserwować, jak się z tego wygrzebią. I fajnie, bo historia mi się podoba i może trwać, póki trzyma poziom. Póki co, trzyma go i jest dobrze. Cierpienia bohaterów są autentyczne i interesująco pokazane. Ich przeciwnicy nadal mają sporo do odkrycia i pozostają interesujący. Historia natomiast wkracza w nowy etap, który z przyjemnością będę obserwował. Również solidne 7/10.
Hotaru: Fenomenalny numer! Spodziewałem się, że komiksem tygodnia będzie tym razem Legacy, ale Wells i Kirk nie dali innym żadnej szansy. Zarówno warstwa fabularna, jak i graficzna, są najwyższych lotów. Nawet nie podejrzewałem, jak bardzo zależy mi na tych postaciach, a teraz Wells nie pozostawił mi żadnych wątpliwości. Dramaturgią i emocjami ten numer mógłby obdzielić kilka innych marvelowych serii, a jeszcze zostałoby dużo dla niego. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Pete: Naprawdę zaczynam lubić tę grupę. Prawdopodobnie przede wszystkim za wszystkie sceny, które można by wrzucić do szuflady z przemocą, walką etc. Generalnie nic tam nie wygląda na sztuczne i wymuszone, a to cieszy. Przyznam się, że końcówka trochę mnie rozczarowała. Mam tylko nadzieję, że ostatecznie nie będzie chodziło o ratowanie kogoś, kto za "n" lat przypadkiem szturchnie łokciem gościa chcącego odpalić głowice nuklearne i wywołać kolejną wojnę światową, tym samym ratując świat.
Krzycer: Upadek nowych mutantów trwa. I z numeru na numer jest coraz lepszy. Ten był bardzo intensywny - a jednocześnie autor znalazł w tak ponurym komiksie miejsce dla paru naprawdę udanych żartów. Do tego dochodzą świetne rysunki Kirka i Illyana, która znowu rządzi tak, jak na początku serii. Jestem bardzo ciekaw tego, co będzie dalej.
W międzyczasie 9/10 i kolejny pretendent do numeru tygodnia.


Secret Warriors #22
Delirium: Przepowiednia dotycząca śmierci J.T. okazała się prawdziwa, ale wykonanie jakże zaskakujące. Cóż, lajf jest biczem i nie zawsze daje drugą szansę. Pozytywnie zaskoczyło mnie zachowanie Nicka i radykalna zmiana wewnątrz Hydry. No i ostatnia scena niesie ze sobą wielki potencjał, który na razie trudno mi odgadnąć. Rysunki pozostawiają lekki niedosyt, bo jednak wolałbym zobaczyć tu Caselliego. Ale śmiało możemy zmierzać do finału, a na drogę dam 7/10.
Hotaru: Jak zdarta płyta powtórzę, że Vitti może i jest szybkim, ale nie dobrym rysownikiem. Ma przebłyski, widać, że stara się oddać swoimi pracami dramaturgię fabuły, ale po prostu nie starcza mu na to talentu. Mogę tylko wyobrażać sobie, jak dobrze by to wyglądało, gdyby jego koncepcje realizował ktoś wprawniejszy. Hickmana za to nie będę krytykował. Owszem, w niektórych momentach daje się odczuć kompresja serii i niektóre motywy nie zdążyły jeszcze na dobre "wsiąknąć", ale koniec końców wychodzi mu całkiem dobrze. Finał tego tytułu może być naprawdę wybuchowy.
Bertoluccio: Poprzedni numer mi umknął i nie mogłem napisać, jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie scena walki między Gorgonem a Alexem. Pod względem graficznym mogła być lepsza, ale na sam moment czekałem prawie dwa lata, a jego finał był po prostu mistrzowski. Wracając jednak do aktualnego numeru - (nie)oczekiwanych zdarzeń ciąg dalszy. JT sobie zasłużył na los, jaki go spotkał, ale i tak zachowanie Nicka robiło wrażenie. No i przetasowania w Hydrze pokazują, że zbliżamy się do finału całej opowieści. Za to ostatnia scena była idealnym domknięciem występów Phobosa na łamach tej serii (chociaż żal, że nie zobaczymy jego przemiany w pełnego boga). Ocena 9/10.

Shadowland: Blood On The Streets #4
Delirium: Zakończenie odbiega daleko od tego, czego się spodziewałem, i pewnie w związku z tym odczuwam pewien niedosyt. Miałem nadzieję na ujawnienie jakiegoś wielkiego manipulatora, który powróci w nowej serii H4H, a tutaj dostajemy coś ze znacznie niższej półki. Owszem, pasuje to do całości i całkiem ładnie się układa, ale wiadomo, jak to jest z oczekiwaniami. No i nie do końca wiem, jak traktować ten wątek ciąży Misty, której niby nie ma - to taki mały zgrzyt. Nadal dam 7/10, ale znacznie słabsze niż w innych przypadkach.
Pete:
Shadowland lubię głównie dlatego, że to cross, który w dużej mierze toczy się na poziomie zwykłej ulicy. Głównie dlatego przygody takie jak ta, czyli takie, w których za wszystkim nie stoi jakiś superzłoczyńca, wyglądają naprawdę solidnie. Świetnie, że autorzy sięgnęli po bohaterów, którzy dla sporej liczby fanów są w ogóle lub mało znani, i stworzyli ciekawą historię. Po tym już naprawdę nie mogę się doczekać nowych Heroes For Hire.
Krzycer:
Miniseria zaskakiwała mnie do samego końca. Pod koniec poprzedniego numeru byłem przekonany, że autor wyciągnie jakiegoś superłotra z tego samego rękawa, z którego wyciągnął Shrouda (znaczy - takiego, o którym w życiu nie słyszałem) a tu - siuprajz, bo żadnego superłotra ostatecznie nie było. Była za to dobra uliczna historia z tajemniczymi morderstwami i braniem sprawiedliwości we własne ręce. Innymi słowy - było wszystko to, czego spodziewałem się po głównej linii fabularnej Shadowlandu, a czego tam się nie doczekałem.
8/10 i czekamy na Heroes for Hire DnA.


Shadowland: Power Man #4
Delirium: A tutaj bez zaskoczeń. Gdy pojawiła się zapowiedź mini z nowym Power Manem i starym Iron Fistem, całe zakończenie stało się oczywiste i nie udało się z niego wycisnąć nic więcej. Mimo upgrade'u postać nadal do mnie nie przemawia i nie wróżę jej świetlanej kariery. Zostawię to z oceną 5/10.
Pete: Cała ta seria jest u mnie zdecydowanie pod kreską, a ten numer absolutnie nie pomaga. Kolejny raz trafia się porywcza przepotężna chłopczyna, która schodzi na złą drogę, ale chwilę później dostrzega światło, by dać ponieść się emocjom i wpaść w podobny dół, z którego wychodzi dzięki doznaniu oświecenia, zdobyciu prawdziwej potęgi itd. Nie wiem, czy autorzy mają swoich czytelników za debili, wydawców, czy generalnie wszystkich. Oby Iron Fist uratował tę zbliżającą się serię.
Krzycer: Coś mi nie gra w rozłożeniu akcentów w tej historii. W poprzednich trzech numerach nie wydarzyło się wiele, za to tu wszystko toczy się podejrzanie szybko. Podjęcie ważnej decyzji między cliffhangerem poprzedniego a otwarciem tego numeru, zaliczenie łomotu wywołującego kryzys tożsamości i otrząśnięcie się z niego niemal na tej samej stronie... Nie podobało mi się. Jedyna zaleta, jaką widzę to, że dzięki tej mini, jak i zbliżającemu się Power Man and Iron Fist dostaniemy więcej Iron Fista.
No i dostaliśmy "ninja mastery over technology" i poznaliśmy łotrów, na których zwymiotowały lata 70.
5/10, jedno oczko w górę za wstawki humorystyczne, przy których szczerze się uśmiałem (w poprzednich numerach).


4.jpgThunderstrike vol. 2 #1
Delirium: Zaskakujące, ale niekoniecznie pozytywnie. Spodziewałem się jakiejś rewolucji w koncepcji postaci, a nie wykorzystania nowych okoliczności do odgrzania starego kotleta. Ale widocznie Tom DeFalco nie miał lepszego pomysłu i zaserwował nam magicznego klona. Niby nie do końca, ale tak to właśnie wygląda. W ogóle to nie rozumiem, kim tak naprawdę jest nowy Thunderstrike, bo zachowuje się dość dziwnie. No i cała otoczka nie jest za bardzo przekonująca, a raczej mocno naciągana. Nie potraktuję jako plusa także rysunków, bo za stylem Buscemy nigdy nie przepadałem i nie podoba mi się kopiowanie starych koncepcji. Na razie dam zachowawcze 5/10 i zobaczymy, czy jeszcze coś z tego będzie.
Krzycer:
A niech mnie dunder świśnie, ależ to było... No, jakie? Przegadane? Bez wątpienia. Przemyślane? Raczej nie. Rogers dający dziecku zabawkę na zasadzie "zobaczymy, co się stanie" (bo do tego to się sprowadza, choć sam Rogers próbuje przekonać swoimi kwestiami, że jest inaczej). W ogóle ludzie się tu zachowują niesłychanie irracjonalnie. O głównym bohaterze wiemy tyle, że wdaje się w bójki, próbuje podrywać dwa razy starsze od siebie kobiety i nie cierpi superbohaterów. To ostatnie można kupić, nie znalazłem jednak żadnego powodu, dla którego miałbym mu kibicować - czy w ogóle sięgać po następny numer.
Do tego Rhino, który po tylu latach od rozpadu ZSRR nadal rzuca towarzyszami na lewo i prawo.
Dodatkowa historia, jeśli służy czemukolwiek - oprócz katowania nas naprawdę tragicznymi dialogami walkirii - to tylko temu, by przypomnieć, jak straszną dekadą były lata 90. Chyba nigdy wcześniej nie widziałem tego kostiumu Kapitana Ameryki, ale przysięgam, że nie mogłem przestać się śmiać, jak już go zobaczyłem.
A, byłbym zapomniał, że rysunki są koszmarne. Może nie całe - ale każda jedna twarz ma mimikę jak z sennego koszmaru. Nie wiesz, co właściwie jest nie tak, ale nie opuszcza cię przeczucie, że ludzie nie powinni tak wyglądać...
To chyba typ 6...


Uncanny X-Force #2
Delirium: Nie wiedziałem, że powiedzenie "z głodu kiszki marsza grają" jest znane także za oceanem. A to pierwsze, co przyszło mi na myśl, gdy zobaczyłem nowego pana Głoda. Pozostali Jeźdźcy też są oryginalni i wypadają naprawdę fajnie. Czekam tylko na jakieś wyjaśnienie, skąd się wzięli, bo bez tego zawsze trudniej mi przełknąć nowy pomysł. Mały Poxy też wypada dobrze, a jego obecna sytuacja jest ciekawa i zaskakująca. Plus także za relacje w drużynie i ich nową Batcave. Krótko mówiąc, nowe oblicze X-Force nadal daje radę i nie zawodzi oczekiwań, tak samo jak jego twórcy. Dam mocne 7/10 i czekam na ciąg dalszy, z nowymi niespodziankami.
Hotaru: W dalszym ciągu nie przywykłem do rysunków. Opena ma odpowiednie wyczucie dramaturgii i nie wadzi mi jego kadrowanie lub rozmieszczenie kadrów na stronie. Nie rezonuje we mnie styl, jakiego używa do realizacji swoich dobrych pomysłów. A schemat kolorystyczny nie pomaga. Remender też w moim przekonaniu przesadza z mroczną i przyciężka atmosferą. Skoro już teraz wszystko jest takie ważkie, to jak scenarzysta chce zaznaczyć punkt kulminacyjny? Pożyjemy, zobaczymy, na razie nie jestem przekonany do tego tytułu, ale też go nie skreślam.
5.jpgPete: Lubię, kiedy autorzy wyrywają się ze schematu, a w przypadku zaprezentowanych tu jeźdźców właśnie o tym można mówić. Szczególnie, kiedy porówna się ich do tych niedawno goszczących w Avengers. Trzeba przyznać, że wyglądają dużo lepiej. Szczególnie podoba mi się motyw bębniarza z okresu Wojny Secesyjnej, to coś, czego zdecydowanie bym się nie spodziewał.
Oprócz tego naprawdę fajny Deadpool, głównie podczas rozmowy z Fantomexem, ale kilka humorystycznych wstawek również robi swoje.
No i nadal trudno stwierdzić, co wyrośnie z tego brzdąca. Jakoś nie wygląda, by te słowa, które w kółko powtarza, były dla niego czymś więcej niż wyuczonymi formułkami.
Raz jeszcze nie mogę się doczekać kolejnego komiksu z tej serii.

Krzycer: Właściwie to tylko ci nowi Jeźdźcy mi nie leżą. Są ciekawi, to pewne, ale nijak się nie wpisują w dotychczasową tradycję Jeźdźców... Chociaż jeśli Death-Wolverine nosił się z arabska, to czemu tu nie mamy mieć Japonki w kimonie, chińskiego (?) demona, Persa (?) na latającym dywanie (!?) i Little Drummer Boy'a pa-rum-pum-pum (!!??).
W każdym razie nie można powiedzieć, że już to widzieliśmy :).
Poza tym niezrozumiałym dla mnie zabiegiem stylistycznym - wszystko gra, od sesji w Danger Roomie (co jest o tyle fajne, że nie pamiętam, kiedy ostatnio widzieliśmy Danger Room wykorzystywany do zwykłych treningów) po rozróbę na Księżycu. Tylko mały Apo przestał być taki uroczy, odkąd zaczął recytować swoje lekcje. Fajnie wychodzi krótkie sam na sam Deadpoola i Fantomeksa, dwóch gości, którzy może i wiedzą, co tam robią, ale za cholerę nie chcą się przyznać.
Na osobną uwagę zasługują rysunki. W dużym skrócie: podobają mi się. Zwłaszcza podejście Openy do Psylocke, która przynajmniej tu wygląda jak autentyczna Azjatka. Może nie na każdym kadrze (no i kolorysta chyba zapomniał o tym detalu), ale i tak - podoba mi się.
Na osobną uwagę zasługuje też X-Cavern. A zwłaszcza ta sala, która już bez żadnej ściemy nawiązuje do bat-jaskini... Może i jest tu Brood zamiast dinozaura i głowa Sentinela w miejsce monety, ale gabloty z kostiumami nie pozostawiają żadnych wątpliwości.
Dobór tych kostiumów, swoją drogą, wydaje się dość losowy. Więcej sensu by miało, gdyby to były stroje poległych X-Men, a tak - oprócz Dark Phoenix - są tu ciuchy Havoka, chyba Beasta (w wersji z First Class przynajmniej...) i nie mam pojęcia czyj. Czy to coś, co Jean nosiła w Hellfire Club? I drugie pytanie - na portrecie z X-Men pod dowództwem Magneto kto stoi nad Wolverinem, obok Shadowcat?
Ocena: 8,5/10
.

Uncanny X-Men #530
Delirium: Sublime nieodłącznie kojarzy mi się z genialnym runem Morrisona, więc to, co się tu dzieje, jest nie tylko kaszanką, ale również profanacją w moich oczach. Degradacja do poziomu Legacy Virusa light po to, żeby wprowadzić jakiś fake X-Menów? Czuję, jak ból w piersi narasta… Tym bardziej, że wygląda to jak odgrzewane pomysły Claremonta w sosie z fractionowego bullshitu. A na domiar złego pojawia się jeszcze chiński Collective Man, który z kolei kojarzy mi się z pewną idiotyczną historią niejakiego Chucka Austena. Znów ten ból… Gillena poproszę i to szybko. Może chociaż złagodzi ból czytania dialogów. 3/10 tym razem.
Pete:
Tak czy siak, jest lepiej niż poprzednio. Głównie dlatego, że wszystko nie kręci się już wokół Emmy, Shawa i ich pokręconej znajomości. Co prawda inne wątki trudno w ogóle określić tym słowem, niemniej jednak zawsze to cień szansy, że przynajmniej z jakiegoś urodzi się tu coś choćby pretendującego do miana "czegoś ciekawego". Mało prawdopodobne, ale trochę optymizmu jeszcze nikogo nie zabiło ;).
6.jpgKrzycer:
No i nadszedł czas na zaopiniowanie głównej atrakcji tego wieczoru... Co my tu mamy... Do wyboru, do koloru. Pięć głównych wątków, nie wszystkie powiązane ze sobą, każdy z osobna równie zły, co pozostałe, każdy z różnych powodów. Ale zacznijmy od rysunków. Greg Land. Że napisano o nim już wszystko? Że kopiuje, głównie filmy pornograficzne, i jest w stanie narysować góra trzy wyrazy twarzy (jeden w wypadku Ultimate Thinga)? Niby tak, ale chyba po raz pierwszy mamy w UXM pod obecnym zarządem taki fanservice jak Emma Frost ledwo co owinięta prześcieradłem. Nic, tylko rzucać sobie taki obrazek na tapetę, prawda? Problem w tym, że znowu mamy do czynienia z czymś wprost z doliny niesamowitości, bo ta głowa i to ciało zdecydowanie do siebie nie pasują. Do tego różne drobne babole w rodzaju twarzy Angela czy faktu, że jajogłowy z Sublimecorp ewidentnie nie ma kości w palcach dłoni, ale w porównaniu z tamtą Emmą to drobnostki.
Przechodząc do fabuły (tu macham w powietrzu palcami, żeby zaznaczyć nawias, w jaki wkładam to słowo)... Jest gorzej niż źle. Z podróży Emmy z obstawą jak na razie nic nie wynika, ale to nie przeszkadza poświęcić im paru stron wypełnionych tekstem (ale nie treścią). Sublimecorp musi mieć niewiarygodny zespół marketingowy, bo wyraźnie mamy powiedziane, że piątka bezimiennych frajerów zapłaciła duże kwoty za udział w testach farmakologicznych. Hm. Przynajmniej ta grupa otwarcie nawiązuje do Sublime'a i U-Men, więc nie będę się czepiał, że już to któraś z kolei grupa sztucznie dająca zwykłym ludziom mutancie umiejętności.
Za to atak zmutowanego wirusa na Utopię... Gdzie my to już widzieliśmy? Nanosentinele Cassandry Novy u Morrisona, plus - ograniczona do jednego kadru - panika ludzi jak za Legacy Virus. Nie wspominając już o tym, że to już drugi mikronalot Sublimecorp na Utopię, bo przecież wcześniej zbierali informacje o mutantach za pomocą czegośtam wypuszczonego z Predatorów X. No, ale jak się sprawdza, to po co to zmieniać, tak? Co wydaje się receptą Fractiona na wszystkie scenariusze. W zasadzie, jak o tym pomyśleć, pan od scenariusza i pan od rysunków dobrali się w korcu maku. Wyciąć, pomieszać, połączyć i zaoferować odbiorcom produkt komiksopodobny, niezgodny z naturalnym, może zawierać śladowe elementy orzeszków ziemnych. Miałem jeszcze wspomnieć o tym, że jeśli Rhino rzucający towarzyszami u DeFalco jest idiotyczny, to Collective Man i jego teksty nie mieszczą się na tej samej skali głupoty, ale już mi się nie chce marnować czasu i energii na to coś. Nie wiem, czy przyjście Gillena cokolwiek tu zmieni.
Typ 7, bez dwóch zdań.


X-Men: Legacy #242
Delirium: Na początek duży plus za ukazanie mutantów w niestandardowej sytuacji i wykorzystanie ich zdolności w sposób, w który już dawno powinny zostać wykorzystane. Chociaż raz bohaterowie coś budują, a nie tylko rozwalają - niesamowicie podoba mi się ten pomysł. Nawet jeśli i tak jest przydługim wstępem do kolejnej nieuniknionej rozwałki. Nadal niesamowicie podoba mi się sposób, w jaki Carey prowadzi postacie i buduje fabułę (pewnie tym bardziej, że niedawno zaliczyłem spotkanie z najnowszą odsłoną przygód Felixa Castora ;)). Jedyne, co nie do końca mi pasuje, to rysunki, bo na tyle przyzwyczaiłem się już do Claya Manna, że teraz ktoś inny wydaje się nie na miejscu. Jeszcze jedno 7/10.

Hotaru: Clay Mann wróć! Rysunki Davidsona nie są może brzydkie, ale co najwyżej średnie. Mając świeżo w pamięci prace poprzedniego artysty, boleśnie dźgają jednak w oczy. Carey też miał trochę problemów. Szczególnie pierwsza część komiksu zgrzyta między zębami, ale potem jest już zdecydowanie lepiej. Nie lubię wprawdzie Hope i wolałbym, żeby jej tam nie było, ale zdzierżę jej obecność, jeśli nadal Julian i Karima dostaną odpowiednio dużo uwagi. Zapowiada się fajna historia.
Pete: Przez moment zastanawiałem się, czy nie czytam Guardians of the Galaxy. Te wstawki jak z wywiadów z członkami zespołu i Colossus kradnący kwestie Cosmo. Ok, może to po prostu pierwsze objawy bycia na głodzie po tym, jak kosmos jest na etapie snu zimowego albo coś w ten deseń. Generalnie było całkiem fajnie, ale pewne szczegóły psują efekt. Pierwsza sprawa to Hellion w wersji Emo. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć gościa, który potrafi przenosić przedmioty siłą woli, a ma taki problem z mechanicznymi dłońmi. Druga rzecz - dlaczego w świecie, w którym Misty Knight i Bucky posiadają implanty do złudzenia przypominające części ludzkiego ciała, Utopia nie jest w stanie wyprodukować sztucznych dłoni, które nie wyglądałaby, jakby były kilka rozmiarów za duże?
Na koniec rysunki. Jest naprawdę spory problem, jeśli chodzi o twarze, szczególnie kobiece. Wszystkie, ale to dosłownie wszystkie wyglądają praktycznie tak samo. Nie byłby to jeszcze taki problem, gdyby nie to, że te są po prostu kiepskie.

Krzycer: Od jakiegoś czasu narzekałem, że nikt nie poświęcił dwóch kadrów na krzyż, żeby wyjaśnić, czemu Hellion lata bez rąk. Tu dostałem ćwierć komiksu na ten temat. I tak, jestem usatysfakcjonowany :).
Poza tym mamy fajnie poprowadzonych bohaterów - w tym takich, których rzadko widujemy - w codziennych sytuacjach. I czyta się to dobrze. Nie jestem tylko przekonany do dwupoziomowej narracji - równie dobrze przebitek z debriefingu mogłoby nie być, niewiele wnoszą do całości. No i mam nadzieję, że za powrotem starego oprogramowania Karimy kryje się coś więcej niż przypadkowy restart systemu.
Za to coś w rysunkach mi przeszkadza. Mam wrażenie, że połowa postaci ma za duże głowy. No i mimika Hope i paru innych postaci jest... dziwna.
Tak czy inaczej - bardzo porządny numer. 7/10.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

cover.jpgDeadpool Team-Up #887

Autor:
Humberto Ramos

Hotaru: Dawno nie typowałem porządnej okładki nastawionej na efekt komediowy i pora naprawić to niedopatrzenie. Kreskówkowy styl Ramosa doskonale sprawdza się w tej konwencji, a małe smaczki, jak face-palm Thora i zacięcie na masce Wade'a, dopełniają całość. Ładne kolory to tylko wisienka na torcie.











Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.11.24


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.