Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #140 - Ender's Shadow: Battle School HC

Ender's Shadow: Battle School HClt140%281%29.jpg
Scenariusz: Mike Carey, na podstawie powieści Orsona Scott Carda
Rysunki: Sebastian Fiumara
Okładka: Pasqual Ferry
Liczba stron:
128
Cena okładkowa:
$24,99
Zawiera: Ender's Shadow: Battle School #1-5

Hotaru: "Ender's Shadow" ("Cień Endera") jest dość specyficzną lekturą. Sam autor, Orson Scott Card, w przedmowie do książkowego wydania napisał, że jest to powieść paralelna do "Ender's Game". Jest tak dlatego, że opisuje praktycznie te same wydarzenia, co literacki debiut pisarza, ale z perspektywy innej postaci. Wyzwaniem było uczynić nowy projekt równie absorbującym zarówno dla nowego czytelnika, jak i zatwardziałego fana przygód Endera. Mogę tylko zgadywać, czy w pierwszym przypadku pisarz odniósł sukces, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w drugim na pewno.

Niebywałej świeżości "Cienia Endera" w zestawieniu z "Grą" dopatruję się w tym, że wbrew pozorom są to książki krańcowo różne. Zgoda, protagonistami są genialne dzieci, akcja rozgrywa się w dużej mierze w tym samym miejscu i dotyczy tych samych wydarzeń. Różnice wynikają z samych postaci Groszka i Andrew Wiggina, którzy nie mogliby być chyba bardziej do siebie niepodobni. Geniusz Endera nie wynika z jego (znacznego) intelektu, ale z niebywałej wręcz zdolności empatii. Groszek zaś, wynik eksperymentu genetycznego śrubującego jego intelekt na nieosiągalny dla zwykłych ludzi poziom, to asocjalny i emocjonalnie upośledzony chłopiec, który nie rozumie swoich własnych uczuć, a co dopiero uczucia innych osób.

Odnoszę wrażenie, że "Cień" skierowany jest do starszych czytelników niż wcześniej "Gra Endera". Chociaż główny bohater jest młodszy, to świat, w jakim przyszło mu dorastać, jest zdecydowanie bardziej brutalny, czego Carey i Fiumara nie omieszkali przedstawić w kilku wstrząsających scenach. Wydaje mi się również, że młodszy czytelnik nie doceni większości intelektualnych smaczków, którymi ponadziewane są dialogi.

Tym sposobem przechodzę do skryptu autorstwa Mike'a Careya. Brytyjczyk sam jest pisarzem, więc świetnie się czuje w obu mediach, co czuć bardzo wyraźnie. Podczas, gdy adaptacja "Ender's Game" Chrisa Yosta jest bardzo wierna powieściowemu oryginałowi, tak Carey pozwolił sobie na trochę więcej swobody. Poczynił konieczne podczas tłumaczenia na obrazkowe medium zmiany, ale też pobawił się trochę ciągiem przyczynowo-skutkowym i pozmieniał poniektóre fakty. Na szczęście zrobił to tak wprawnie, że nie zatracił ani krztyny z klimatu charakterystycznego dla książki. Fenomenalne dialogi są równie ostre w komiksie, jak i w powieści.

Oprawa graficzna nie mogła się różnić bardziej od tego, co Pasqual Ferry zaprezentował w Ender's Game. Styl Sebastiana Fiumary na pierwszy rzut oka może wydawać się ascetyczny i czasami po prostu brzydki. Wystarczy jednak zdusić w sobie to pierwsze wrażenie i dać rysunkom drugą szansę, bo po poświęceniu im trochę większej uwagi otwiera przed czytelnikiem zupełnie nowy świat doznań.

Fiumara, jak żaden inny artysta, którego kojarzę, używa rastra i tekstur, by budować świat przedstawiony. W pierwszej części albumu dzięki teksturom kadry zyskują brudny, brutalny szlif. Ulice Rotterdamu, rzeczywistość, w jakiej przyszło żyć Poke i jej bandzie, właśnie takie są – pozbawione światła, zanieczyszczone, wrogie. Ich świat jest w rozkładzie i Fiumara nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Potem, kiedy akcja przenosi się na sterylne korytarze Szkoły Bojowej, tekstur jest mniej i nie zanieczyszczają rzeczywistości, lecz ją podkreślają.

Innym środkiem, z którego artysta często korzysta, jest brak. Brak teł, brak kolorów, brak szczegółów sylwetek i twarzy. Często za całe tło służy prosty raster lub tekstura i z początku, mając świeżo w pamięci kunszt Pasquala Ferry i jego dopracowane do bólu kadry, trochę mnie to bolało. A potem uświadomiłem sobie, czemu ten ascetyzm ma służyć – skupieniu uwagi odbiorcy na tym, co najważniejsze. Emocjach.

Nie wyobrażam sobie, by ktoś potrafił przedstawić Groszka lepiej, niż Fiumara. Podziwiam zarówna rysownika, jak i scenarzystę za to, że zdecydował się mu zaufać. Opłaciło się. Wystarczy zwrócić uwagę na twarz głównego bohatera – na początku umierający z głodu, zdeterminowany i bezlitosny, ale z nieziemską wręcz inteligencją błyskającą w oczach. Inteligencją, która każe mu wszystko brać na klatę i zimno przeanalizować. Groszek jest emocjonalnie upośledzoną, aspołeczną postacią, dla której uczucia są obcym językiem, którego jeszcze nie opanował i którym zawsze będzie mówił z obcym akcentem. W powieści łatwo to przedstawić za pomocą opisów, ale tutaj nie ma ani jednego boksa narracyjnego temu poświęconego. Cały ciężar spoczął na rysunkach i Fiumara nie tylko zdołał przedstawić targające Groszkiem emocje, których ten sam sobie odmawia, ale jeszcze zrobił to tak subtelnie, jak chyba nikt wcześniej. Przez większość czasu twarz Groszka to jedna chłodna mina, tym doraźniej minimalne wręcz zmiany na twarzy bohatera potrafią oddać ogrom targających nim emocji. W tym przypadku mniej to naprawdę więcej. Ciężar historii spoczywa na twarzach bohaterów, dlatego to im artysta poświęcił najwięcej uwagi. Niektóre ujęcia na twarze Groszka, Carlotty i Graffa to emocjonalne bomby atomowe.

Techniczna jakość wydania zbiorczego nie odbiega od standardu, do jakiego Marvel zdążył nas przyzwyczaić. Miłośnicy materiałów dodatkowych mogą się za to czuć zawiedzeni, bo dwie alternatywne okładki pierwszego zeszytu i trzy stronice szkiców Fiumary to stosunkowo niewiele.

Należy też odnotować, że jest to jedynie pierwsza część adaptacji i nie ma raczej sensu zaopatrywać się w Ender's Shadow: Battle School nie myśląc o jednoczesnym kupnie wydania zbiorczego Command School. Znaczek "Parental Advisory" nie znalazł się na okładce bez powodu – scen przemocy nie jest może w środku wiele, ale te, które w komiksie znajdziemy, są dość dobitne i nie pozostawiają dużego pola dla wyobraźni.

Poleciłbym ten komiks każdemu fanowi science fiction, że o fanach książkowego pierwowzoru nie wspomnę. Wraz z kontynuacją, Ender's Shadow: Battle School stanowi fenomenalny wręcz kawałek lektury skierowany dla trochę bardziej wymagającego czytelnika. To wydanie, do którego wielokrotnie będę wracał.

Bertoluccio: Muszę się przyznać, że o ile jestem zaznajomiony z książkową wersją "Ender's Game", tak nigdy nie miałem okazji przeczytać "Ender's Shadow". Przyczyn było kilka, łącznie z brakiem chęci czytania tych samych zdarzeń z innego punktu widzenia. Jednak przeczytanie komiksowej adaptacji tej książki (a właściwie jej połowy) uświadomiło mi, jak duży błąd popełniałem.

Groszek, jakiego zapamiętałem z oryginalnej książki i który jest tutaj centralną postacią, był interesującym bohaterem, ale dopiero poznając jego korzenie zrozumiałem, jak wyjątkową jest osobą. Jego przeszłość, aż do historii jego poczęcia, jest jednym z najciekawszych wątków tego komiksu, który na dobrą sprawę kończy się, zanim przyjdzie nam spojrzeć na znane nam wydarzenia z innej perspektywy. Pozostawia to dla sequelu w postaci Ender's Shadow: Command School.

Od strony scenariusza, chociaż nie mogę ocenić, jak wiernie Mike Carey odwzorował zawartość książki, komiks prezentuje się bardzo dobrze. Tempo wydarzeń jest odpowiednie, bez zbytniego wdawania się w szczegóły i z pełnym zaufaniem do rysownika, że będzie potrafił przedstawić rzeczy, które nie zostały wprost powiedziane przez bohaterów.

Jeżeli zaś chodzi o same rysunki autorstwa Sebastiana Fiumary, to przypadły mi do gustu. Umiejętnie buduje on klimat poszczególnych scen, niezależnie, czy dzieją się one na brudnych ulicach, czy w stacji kosmicznej, w czym idealnie wspomagają go kolory nakładane przez Giulię Brusco.

Podsumowując – komiks zdecydowanie wart swojej ceny.

LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.