Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #169 (15.11.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 15 listopada 2010Numer 45/2010 (169)



Tak jak można było się spodziewać, najwięcej emocji wywołało zakończenie Thanos Imperative. Nie ma się jednak co dziwić, skoro kończy się historia rozpoczęta w zasadzie kilka ładnych lat temu. Z tego też powodu reszta pozycji automatycznie schodzi na dalszy plan (nawet początek Big Time). Nie oznacza to jednak, że nie ma wśród nich nic wartego uwagi. Zapraszam więc do lektury.



Amazing Spider-Man #648
Krzycer:
Big Time zaczyna się... chaotycznie. Przynajmniej na początku. Potem jest trochę lepiej. Całość krzyczy z każdego kadru "jeśli nigdy nie czytałeś Spider-Mana, to jest moment, żeby zacząć", ale jak na numer wprowadzający dla nowych czytelników jest przeładowany postaciami i wyjaśnieniami. W zasadzie dopiero w końcówce, kiedy akcja trochę zwalnia, a Peter poznaje nowych członków obsady i zapoznaje się z nową robotą, możemy trochę odetchnąć.
Ogólnie mam wrażenie, że historię, która zazwyczaj zajęłaby trzy-cztery numery, wciśnięto tu w jeden o powiększonych rozmiarach. I jako osobna historia jest właśnie taka - ściśnięta, za szybka. Jako numer wprowadzający, opisujący nowy status quo - zbyt chaotyczny. Ale mimo to całkiem fajny.
Za to mi akurat Ramos nie podszedł w tym wydaniu. Wolałem jego ostatnie numery Inicjatywy.

dPete: Jak na początek serii, to jest bardzo dobrze. Mam nadzieję, że wszystko nie wróci do poprzedniego stanu rzeczy i Peter znowu nie skończy jako bezrobotny, bezdomny, załamany obrońca całego miasta. Będąc tyle lat fanem Spider-Mana trudno nie cieszyć się, widząc naprawdę spore zmiany. Jest szansa na coś nowego i między innymi dlatego muszę polecić. Plus, po tym, co zobaczyłem, jednak zdecyduję się na sprawdzenie Spider-Girl.
Volf: Jest... nieźle. Zdecydowanie powyżej średniej prezentowanej przez BND. Nastrój jest lekki, zmiany u Petera wielkie, nie ma już też tego infantylno-oldschoolowego klimatu charakteryzującego większość historii z poprzedniego etapu życia Petera. Slott zdaje się mieć naprawdę dobry pomysł na tę serię i jak na razie mnie kupił. Nawet rysunki Ramosa mi tutaj pasowały i się podobały, co zdarzyło się mi chyba pierwszy raz.
Dżentelmen: Big Time świetnie się zaczęło. Jednak cieszę się, że nie przerabiałem całego BND i mogłem od razu zabrać się za to cacuszko. Peter w końcu w pełni wykorzysta swój potencjał naukowy, a przy tym zyskujemy trzy nowe supportujące postacie. Jeśli chodzi o siódmego gościa z Think Tank to założę się, że pojawi się kiedyś jako złoczyńca. Kilka śmiesznych tekstów, multum postaci i ten kreskówkowy styl rysunków.
Jednak i tak najlepsze było to hasło Spider-Girl, gdy wyciągała Petera z basenu. Kobieta mówiąca o mackach? Trzeba być trochę dziwnym, żeby coś się nie skojarzyło.


Avengers: The Children's Crusade #
3

Hotaru: Dawno nie czytałem tak przegadanego komiksu... Jest cudowny! Co z tego, że praktycznie nie ma akcji, kiedy dialogi są tak żywe. Przyznaję, w niektórych momentach Heinberg wydaje się niepotrzebnie przekolorowywać, ale to tylko drobniutkie zgrzyty. A skoro już o kolorach mowa, to nawet daltonistom i psom musi się podobać to, co Ponsor zrobił w tym numerze. Tak, moi drodzy, wygląda najwyższa jakość. Do tego nałożona na najwyższej klasy szkice. Jestem w niebie.
Demogorgon: Nie podobało mi się. Były świetne dialogi, to trzeba przyznać, można się było uśmiać, ale cały numer można podsumować następująco: "- Powinniśmy coś zrobić!" "- Czy na pewno powinniśmy coś zrobić?" I tak przez trzy-czwarte komiksu. Najpierw "coś zrobić" to "włamać się do zamku Dooma", potem, gdy wkraczają Avengers, to "znaleźć/zabić Wandę". Owszem, dialogi są zabawne, ale fabuła stoi w miejscu, coś zaczęło się dziać dopiero na ostatnich stronach. Za to podobało mi się, jak Magneto przyznał, że Doom jest od niego lepszy. I co wy na to, panowie od Vicious Villains?
Krzycer: Miejscami rewelacyjne - wszystkie rozmowy Magneto, Quicksilvera i dzieciaków czytałem z zachwytem. Te parę stron w Latverii... Hm. Ciekawe, do czego to doprowadzi. Mam tylko nadzieję, że nie dowiemy się o Wandzie niczego, co mogłoby popsuć wyjątkowo udany numer New Avengers, w którym odwiedził ją Clint.
Za to Avengers nadal komicznie wypadają jako ci źli w tej historii. O Wolverinie nie wspominając.

Volf: Po tym, jak w poprzednim numerze przypadkowo trafiona Wanda zupełnie przypadkiem okazała się robotem, co całkowicie przypadkowo pozwoliło wszystkim wpaść na to, że prawdziwa jest u Dooma, tutaj, również zupełnie przypadkowo, udaje się ją spotkać akurat dzień przed ślubem. Please! Może i dialogi są tu fajne, ale sama historia jest tak źle prowadzona i wypełniona szczęśliwymi trafami, że cała frajda z tego wszystkiego gdzieś ucieka.

Avengers Prime #4
Krzycer: Fajnie wyszło zbliżenie Wielkiej Trójki przy ognisku. A zaraz potem mieliśmy do czynienia z pierwszym smokiem-ninją w Marvelu. Historię nadal czyta się fajnie. Na tyle fajnie, że można przymknąć oko na to, jak to wszystko nijak się ma do wydarzeń z Thora Gillena.


Chaos War: Thor #1
Hotaru: Teraz wiemy, dlaczego nie zawsze więcej znaczy lepiej. Walka na śmierć i życie opatrzona tyloma do bólu nudnymi boksami z narracją utraciła cały impet i dynamika poszła spać wraz z czytelnikiem. Jeśli ktoś jednak przetrwał do końca pierwszej rundy, to pozostała historyjka jest całkiem znośna. W ogóle nie oryginalna, ale do przełknięcia. Tylko tyle.
Demogorgon: No i już continuity poszło sobie kij wie gdzie. Wytrzymało jeden tie-in, a zabiła je samotna kobieta w górach, której jakimś cudem nie trafiło wyłączenie umysłów wszystkich ludzi na Ziemi. Mam nadzieję na jakieś porządne wyjaśnienie, inaczej będę bardzo zły. Walka z Glory była świetna, potem była burza zużytych klisz, które mi się już dawno przejadły. A narracja mi działa na nerwy.
Pete: Nazwijcie mnie sentymentalnym, ale od czasu do czasu lubię przeczytać taką historię. To fajna odskocznia, szczególnie, kiedy wszędzie indziej rozpadają się fundamenty Wszechświata etc. Plus, wygląda na to, że w kolejnej części będzie też miejsce na akcję. Osobiście liczę na miły akcent w tym całym Chaos War.

I Am An Avenger #3
Krzycer: Nawet zabawna historyjka z Pająkiem i Novą oraz najidiotyczniej wyglądający Loki jakiego kojarzę. A przy okazji - do jakiego wydarzenia z historii Avengers odwołuje się historyjka z Justice i Firestarem?


Incredible Hulks #616
Krzycer: A to było zaskakująco dobre. Hulk przyznający, że Banner jest większym draniem od niego - rewelacja. Ta historia wreszcie fajnie się czyta.


New Avengers vol. 2 #6
Hotaru: Nie oszukujmy się, ze wszystkich kandydatów do odstrzału przedstawionych na okładce realnie zagrożeni byli tylko Strange i Drumm. Szkoda podejścia "nie mam pomysłu na postać - to ją zarżnę", ale jakoś to zniosę. Podobnie jak trochę bezsensowną walkę i pasującą jak szpilki na poligonie mówkę Hellstorma. Ponieważ zilustrowali to Immonen i Martin (z Beredo). Graficznie - pierwsza klasa.
Krzycer:
O. To była wyjątkowo krótka kariera. W sumie szkoda.
Pierwsza historia z głowy, czas na porządki i ustalenie status quo w następnym numerze. Mam nadzieję, że Bendis zrezygnuje z trzymania Pająka i Wovlerine'a w obu zespołach...

Pete:
W moim przypadku największy problem wynika z tego, że spodziewałem się znacznie więcej po tej walce. Ostatecznie wyszło na to, że niezależnie od tej magicznej otoczki, skumulowanych mocy i walki o losy całego wymiaru, wszystko tak czy siak sprowadziło się do Logana oraz jego szponów. No i muszę przyznać, że podobał mi się Hellstrom w końcówce.
Kisiel:
Liczyłem na większe fajerwerki. Po zapowiedzi na okładce "ONE OF THESE AVENGERS WILL DIE" byłem pewny, że to będzie Wolverine, a tu taka niespodzianka. Cała ta akcja z wysyłaniem Wolverine'a była jakby nieprzemyślana. Po teleportowaniu Logana nagle Jericho natknęła myśl, żeby ruszyć z interwencją i zniszczyć Eye Of Agamotto. Najbardziej podobało mi się zachowanie Hellstorma w ostatnich kadrach komiksu, a tak to tylko walka i rozmyślania "what are we gonna do now...?". Zdecydowanie poprzednie pięć numerów były lepsze, a ten nie zakończył dobrej historii tak, jak powinien. Zobaczymy, co przyniosą kolejne numery...
Wilsonon:
Podzielam powyższe opinie. Końcowa walka powinna wyglądać inaczej. Ponoć Wolvie miał wiedzę wszystkich, a nie potrafił stworzyć byle jakiej osłony czy czegoś. Eh, potencjał wg mnie został zmarnowany.
Rozczarowałem się, więc tylko 3/10. W samej historii nie było czuć, o co walczą. Tak samo jak w przypadku zwykłych Avengers pierwsza opowieść mogłaby być krótsza.

Shadowland: Daughters Of The Shadow #3
Pete:
Jakkolwiek Shadowland i, wreszcie, crossover, w którym pierwszych skrzypiec nie grają Avengers, to jeden z moich ostatnimi czasy ulubionych pomysłów. Wszystkie te miniserie poza Moon Knightem toczące się w okolicy naprawdę mnie rozczarowały. Lubię Wing, ale cała reszta nie wypada najlepiej.


eThanos Imperative #6
Hotaru: Mocne. Teraz już rozumiem, dlaczego kosmos Marvela robi sobie przerwę i nawet nie wnoszę obiekcji. Po czymś takim trzeba zaczerpnąć oddechu i podładować baterie w rozruszniku. DnA nie zawiedli, a to coś znaczy, kiedy oczekiwania są takie duże, jak te wobec Thanos Imperative. Dobra robota, panowie.
Demogorgon: No i jakoś nie wiem. Mam uczycie niedosytu. Chcę więcej. Więcej, kurcze. Nie zrozumcie mnie źle, to było mocne i doskonałe zakończenie historii, nie wyobrażam sobie lepszego. To zakończenie Thanos Imperative, jak i koniec epoki zaczętej wraz z Annihilation. I może właśnie w tym problem, chcę więcej, ale czy dostanę? Czy Devastation będzie zapowiedzią nowej ery, czy też pożegnaniem DnA z kosmosem? A jeśli tak, to kto ich zastąpi? Czas pokaże. Tymczasem ja rozkoszuję się tym komiksem i proszę o jeszcze.
Krzycer: ...ale jak to się ma do Secret Avengers? Chyba, że wszystko tam wydarzyło się wcześniej. W każdym razie zakończenie było na porządnym, kosmicznym poziomie, jakiego spodziewamy się - a teraz to pewnie nawet wymagamy - od Abnetta i Lanninga. Od momentu, gdy plan Thanosa zaowocował, po last stand z końcówki, wszystko było jak trzeba. Tylko rysownik do samego końca mi nie pasował.
Pete: Podpisuję się rękami i nogami pod tytułem miniserii roku. Prawda jest taka, że mógłbym to spokojnie umieścić na swojej liście wszechczasów. Sama końcówka naprawdę zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Co tu dużo gadać, oby więcej takich komiksów i kosmos rządzi, ot co.
Sc0agar4k: Czy można napisać o tej historii coś, czego już się wcześniej nie napisało? Wydawać by się mogło, że nie. A jednak. Dan Abnett i Andy Lanning pokazali, że są duetem, który do perfekcji opanował pisanie wielkich, kosmicznych wydarzeń. To, co zaserwowali nam w tym numerze, można uznać za podsumowanie ich kilkuletniego, kosmicznego runu. Trzeba przyznać, że co jak co, ale takich emocji, jakie oni serwują, nie potrafi u mnie wzbudzić żaden inny scenarzysta. Główna część jest naładowana epickością po brzegi, zakończenie chwyta za serce. Aż żal ściska, że to już koniec, choć może to... dopiero początek. W każdym bądź razie zasłużone gratulacje dla obu panów za to, co dokonali. A na wydanie HC już jest gotowe miejsce obok innych pozycji DnA.
Dżentelmen: Thanos killed the universe! But he saved another universe! And wanted to kill this one too? Genialne zakończenie. Ostatnia strona cieszy. Nova w końcu został członkiem Guardians Of The Galaxy. Idealne zakończenie kosmicznych wojen na jakiś czas. Tylko jedna rzecz mnie wciąż gryzie. Gdzie do cholery jest Darhawk?!
Volf: Świetne zakończenie zarówno historii, jak i całego, zaczętego przez Anihilację etapu kosmosu Marvela. Rozwiązanie problemu sensowne, monolog Thanosa do śmierci pełen emocji i dramaturgii, a to, co się zdarzyło później... niech się schowają Bendisowe crossovery i rozdmuchiwane śmierci, DnA nawet na dobrą sprawę nie musieli zabijać, żeby czytelnik odczuł szok, pustkę i brak postaci. Całość jest moim faworytem do miana miniserii roku i wątpię, aby coś jeszcze zdołało tej pozycji zagrozić.
Wilsonon: Pan Bendis powinien pójść do DnA na korepetycje dotyczące pisania finałów opowieści. Ah, dawno takiego dobrego zakończenia nie widziałem, emocje trzymały do końca, czuć było stawkę, o jaką walczą bohaterowie, i pojawiło się kilka świetnych scen. Rysunki nie były powalające, ale i tak trzymały bardzo dobry poziom, który świetnie współgrał z historią.
Ocena zeszytu: 10/10. Opowieść (nawet wobec rysunków) 10/10.


Thor #617
Hotaru: Równowaga we Wszechświecie być musi, dlatego kiedy w tygodniu wydano już dwa zeszyty z pięknymi kolorami, gdzieś kolory musiały być szkaradne. I są. Szkice Ferry'ego zostały niemal obrzygane kolorami, których jedyny udział w budowaniu klimatu jest negatywny. A że skrypt Fractiona tego klimatu i tak ma mało, to efekt końcowy... cóż, wcale. A szkoda.
Krzycer:
Jestem rozdarty jak ta sosna, bo z jednej strony ten numer mi się dobrze czytało (a przynajmniej jego drugą połowę, z gonitwą po Paryżu i przemianą - rozmowy pana naukowca, Starka i Baldera były boleśnie Fractionowe) a z drugiej to, co się w nim dzieje grzebie wszystko, co zrobili Straczynski i Gillen...

Ultimate Comics Thor #2
Hotaru: Trzeci komiks o Gromowładnym w tym tygodniu. Zdecydowanie najlepszy, ale nie oszukujmy się - konkurencja dała fory. Rysunki Pacheco są porządne, ale przydałoby się trochę więcej inwencji w układaniu na stronicy kadrów, bo pod tym względem jest zwyczajnie nudno. Dobrze chociaż, że w samych kadrach są porządne szkice. Fabuła jest bardzo typowa dla Hickmana, co znaczy dużo grzebania w przeszłości. Mam nadzieję, że niedługo scenarzysta przejdzie do teraźniejszości, ale tymczasem jest znośnie.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

aAvengers: The Children's Crusade #3
Autor: Jim Cheung

Hotaru: Porządna okładka. To Cheung, więc wykonanie jest najwyższej próby, dlatego skupię się na tym, jak umiejętnie artysta rozmieścił wszystkie zaangażowane w fabule postaci, eksponując głównych graczy. Do tego podoba mi się sposób, w jaki kostium Wandy płynnie przechodzi w szaty Billy'ego. Wiem, że to nie arcydzieło, ale w tym tygodniu nie było lepszego covera.






bThanos Imperative #6
Autor: Aleksi Briclot

Demogorgon: A ja znalazłem. Ta okładka wyróżnia się majestatem i połączeniem posągowości z dynamiką - jednocześnie Nova i Star-Lord zdają się być w walce i pozować, w połączeniu z pięknymi kolorami okładka zyskuje wspaniały, niepowtarzalny klimat.







Gniot tygodnia:

cSupreme Power Hyperion TPB (New Printing)
Autor: Jakis edytor na bazie okładki Gary'ego Franka.

Demogorgon: Duży wybór chały w tym tygodniu. Miałem dylemat czy, na złość Hotaru, wybrać okładkę do Avengers: The Children's Crusade #3 z Wolverinem rozważającym nad pytaniem "czy ja wyłączyłem żelazko?", czy odrażającą abominację z pijanym Tommym Wiseau w roli Thora, znanej jako Chaos War: Thor #1, ale w końcu wybrałem to. Ta okładka wpisuje się we wkurzającą tendencję Marvela do zarzynania ładnych okładek na wydaniach zbiorczych, by móc wpakować ogromne nazwisko gwiazdy. Z tej, może nie doskonałej, ale klimatycznej okładki wytargano Hyperiona i wklejono go byle jak w Photoshopie za wielkie litery, które nie pasują kolorystycznie, bo zlewają się z tłem. Co tu w ogóle jest tytułem? W pierwszym odruchu myślałem, że to biografia Straczynskiego.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.11.10


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.