Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #168 (08.11.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 8 listopada 2010Numer 44/2010 (168)



Najwięcej uwagi w tym tygodniu przyciągnął debiut nowej Generacji. Ciągle nie słabnie zainteresowanie Akademią Mścicieli, ale już kolejny numer Chaos War wywołuje mieszane uczucia. To wszystko i więcej w najnowszym numerze.



cAmazing Spider-Man #647
Pete: Po pierwsze jest zabawnie. Scena pościgu, "nowy" strój i oskarżenia o bycie zboczeńcem. Muszę przyznać, że to mój typ humoru. Dodatkowo, jak to zwykle ma miejsce, życie Parkera musi stać się rajem, żeby później autorzy mogli jeszcze bardziej zmasakrować jego psychikę i uczynić z niego Punishera czy coś w tym guście. No, ale na razie nie będę się tym martwił. Generalnie warte polecenia.

Krzycer: Brand New Day kończy się, jak się zaczął, z Peterem całującym jakąś dziewczynę. Ale twórcy przegapili znakomitą okazję - gdyby w tej scenie nadal był przebrany za Jamesona, nawiązaliby jednocześnie do otwarcia drugiego numeru BND, które zdecydowanie bardziej zapadło w pamięć.
Poza tym ciekawy może być wątek z "wyższą siłą", której powierzył życie Vin (...czyżby to on miał być nowym Hobgoblinem?). Dodatkowe historyjki wypadły różnie - ot, typowo, jak to w marvelowych antologiach bywa.


Avengers Academy #6
Hotaru: Podobał mi się ten numer. Chociaż chyba nie powinien. Pozytywne emocje wywołał głównie powrót Mike'a McKone'a i fakt, że ten numer skupia się na mojej ulubionej postaci z obsady tej serii - Reptilu. Muszę jednak odnotować, że sposób, w jaki Osborn się obszedł z Humberto, jest wyjątkowo łagodny w porównaniu do tego, co zafundował innym dzieciakom, no i cała rezolucja z Jess w roli głównej jest naciągana jak guma w majtkach zawodnika sumo. Przymykam jednak na to oko.
Pete:
Muszę w tym miejscu oficjalnie podziękować za trochę normalności w tym burdelu. Jak do tej pory moje podejście do gościa, który zdecydowanie gada za dużo i zmienia się w dinozaury było, cóż...
Tak czy siak okazało się, że to jedyna normalna postać w tej całej akademii. Nie licząc panienek z problemami miłosnymi, jednej, która jest w zasadzie jednym wielkim problemem i udomowionej wersji Red Skulla, zostaje tylko Humberto i Striker. Mam nadzieję, że panowie uratują tę serię.

Krzycer:
Reptil uplasował się gdzieś w środku stawki, jeśli chodzi o mój ranking młodocianych psychopatów zaludniających tę serię. Nie ma takiego potencjału jak Finesse czy Striker, ale jest trochę ciekawszy od Veil i Hazmat. Trochę.
Za to pozytywnie mnie zaskoczyło to, jak Gage poprowadził Jessicę Jones. Zaraz potem zabił scenę każąc Reptilowi się rozpłakać i poprzytulać, ale monolog Jessicki wypadł wiarygodnie i niemal bendisowsko.


Bullseye: Perfect Game #1
Krzycer: W zasadzie nic się nie stało. Przez cały numer ktoś coś opowiada. Ot, gadająca głowa. I, kurczę, scenarzysta musi mieć talent, bo jeden z najnudniejszych schematów narracyjnych, jaki mogę sobie wyobrazić, wypełnił treścią, którą bardzo fajnie się czyta.


Chaos War #3
Hotaru: Było w porządku. Cały numer był dobry, ale nie rewelacyjny. Aż do ostatniej strony. Pak i Van Lente wiedzą, jak wstrząsnąć czytelnikiem i ja się dałem. Cliffhanger tego numeru zdzielił mnie niczym kij baseballowy przez głowę i coś, co do tej pory było średnio interesujące, stało się fascynujące. Teraz autentycznie nie mogę się doczekać kolejnego numeru.
Demogorgon: Jedno słowo. Epickie. EPICKIE!
E! P! I! C! K! I! E! Poziom epickości wzrasta tu z sekundy na sekundę, z każdej strony. Myślałem, że jak Galactus dostał po mordzie, to było coś wielkiego, a z każdą stroną komiks mnie przekonywał, jak bardzo się mylę. A kiedy już myślałem, że bardziej mnie nie zaszokują, ostatnia strona kopnęła mnie prosto w krocze. Powiem wprost, jeżeli ten poziom się utrzyma, to Thanos Imperative ma u mnie poważnego rywala do tytułu "Komiksu/Historii/Wydarzenia/Wszystkiego co się da Roku". Jeżeli się podniesie, to i Lovecraftowi Starzy Bogowie będą musieli się ugiąć przed potęgą Chaos Kinga.
Soundtrack: Rhapsody of Fire - Unholy Warcry, Nightwish - The End Of All Hope
.
Krzycer: To już trzeci numer, w którym coś się dzieje, a jakby nic się nie działo. Albo inaczej - Chaos King dużo robi, i gdyby to on był bohaterem, któremu kibicujemy, to czytałoby się to fajnie. Ale nie, my kibicujemy - a przynajmniej mamy kibicować - Herculesowi i jego ekipie. Który to Hercules wraz z ekipą od rozpoczęcia eventu stoi w tym samym miejscu. Co numer podskakują do stratosfery, a potem lądują w tym samym miejscu. Akcja dokonuje podobnych postępów... Jestem autentycznie zawiedziony. Choć "I love you, man" wyszło ładnie.
A co do rewelacji z końcówki - I smell a bluff. A jak rysownik zmaltretował jej prawą dłoń!


Generation Hope #1
Hotaru: U, ktoś się naoglądał Akiry. Nie wiem czy to jeszcze hołd, czy już zrzyna postaci Tetsuo, ale przychylałbym się do tej drugiej wersji. Bo jak zobaczyłem tę stronicę, z miejsca pomyślałem, czy Marvel uzyskał prawa do wizerunku tej postaci. Ale już dość o tym. Sam numer jest średni, zarówno graficznie, jak i - głupio mi to mówić, ze względu na to, że scenarzystą jest Kieron Gillen - fabularnie. Nie skreślam jeszcze tego tytułu, może się rozkręci, ale kiedy najfajniejszą postacią z obsady jest występująca gościnnie Rogue, to nie wróży dobrze na przyszłość.

Krzycer: No, to się zaczęło. Przyszłość mutantów rodzi się właśnie tutaj. To pewnie najważniejszy mutanci tytuł na najbliższe parę lat. Jak wyszedł? Fabularnie całkiem zgrabnie. Kolejne sceny skupiają się na kolejnych postaciach, przybliżając je tym czytelnikom, którzy nie katowali się "Pięcioma światłami" Fractiona. A w drugiej części mamy kawałek porządnej akcji. Jeśli chodzi o ten, numer Gillen wykonał dobrą robotę. Natomiast jeśli chodzi o pięć świateł i mesjaszkę...
bIdie: ma najfajniejszą moc pod względem wizualnym. Co prawda Gillen zastrzegał w wywiadach, że to nie jest proste równanie "Iceman + Human Torch", ale na razie nie widzieliśmy niczego, co by poza to wykraczało. Ale to ciekawy zabieg, by prawdopodobnie najsilniejszą postacią w zespole była ta najmłodsza.
Gabriel: speedster, który jest dowcipnisiem, co pewnie ma go wyróżniać od aroganckiego Quicksilvera. Problem w tym, że od paru lat mamy Speeda, który nie dość, że też jest mutantem, to dzięki trochę bardziej szorstkiej osobowości jest dużo ciekawszy, przynajmniej dopóki Gabriel czegoś nie pokaże. Tylko chciałbym, żeby zostało uściślone, czy on nadal się starzeje, kiedy korzysta ze swoich mocy, czy Hope go z tego wyleczyła? Chyba, że to już było powiedziane w UXM, a ja to przegapiłem.
Teon: a to może być ciekawe. Mieliśmy już intelekty, które wyewoluowały ponad ludzkie zrozumienia, super-hiper-mega-geniuszy, ale poza Wild Childem w wersji AoA nie kojarzę wycieczek w drugą stronę - a przynajmniej nie w wypadku bohaterów. Przeciwników by się paru znalazło, ale postaci z jasnej strony Mocy nie kojarzę. Nawet najgłupszy Hulk mógł się komunikować paroma słowami. Także pomysł jest ciekawy. Pozostaje kwestia tego, jak to będzie wykorzystane. Jeśli ma być tylko sikającą po nogach comic relief to szybko stanie się to nudne (i niesmaczne), ale jeśli Gillen wykorzysta to, że to w gruncie rzeczy przykra, żeby nie powiedzieć tragiczna sytuacja, to... Trzymam kciuki, żeby coś z tego było.
Laurie: z nią mam największy problem. Może być pod względem osobowości, ale nie rozumiem jej mocy. Krystaliczna skóra + latanie? I to wszystko? Dziwactwo. Ale pod względem osobowości wydaje się najnormalniejsza za całej piątki.
Kenji: Gillen mówił w wywiadach, że to jego hołd dla japońskich komiksów, więc wszelkie podobieństwa są nie tylko przypadkowe, ale wręcz zamierzone. O ile moce Laurie nie mają dla mnie sensu, to tu nawet nie próbuję zrozumieć, w jaki schemat wpisuje się ten biomechaniczny body horror i wybuchy.
Hope: to urocze, że po przybranym tatusiu został jej zwyczaj biegania z dużą spluwą, której wystrzały nie robią nikomu żadnej krzywdy. Samo to, że światełka bez zastanowienia wykonują każde jej polecenie jest ciekawe, a Gillen już zapowiadał, że znaczenie tego, jak i ich relacje w stosunku do Hope, zajmą lwią część komiksu. Nie mogę się doczekać.
Ogólnie: jestem na tak. Z całej szóstki Laurie i Gabriel wypadają blado, Gabriel na dodatek jeszcze wtórnie, ale Gillen ma u mnie bardzo duży kredyt zaufania.

medyk: No przecież toż to Akira 2! :D Ktoś wspominał, że Kenji wygląda jak Tetsuo, ale myślałem, że to tylko przypadek. Po zobaczeniu ostatniego kadru nie ma wątpliwości – wypisz, wymaluj destrukcja Neo Tokio :D. A poza tym? Może być, choć za dużo się nie wydarzyło. Krótkie przedstawienie postaci i tyle (Teon to jakaś porażka). Szkoda, że śledziłem wszystkie previewy, bo praktycznie został na nich pokazany cały komiks, stąd w miarę chłodny odbiór całości.

Hawkeye & Mockingbird #6
Dżentelmen: Odkąd tylko go poznałem, polubiłem Hawkeye'a za charakter i styl. A kiedy w końcu przestaje być Roninem i dostaje dobrą, klimatyczną serię (co z tego, że z Mockingbird, która jest nudna jak wczorajsza zupa), to muszą mu ją anulować już po pierwszej historii. Jednak organizacja wciąż działa, a Clint zebrał się do kupy po zoperowaniu oka Crossa (z miłym występem Steve'a), więc liczę, że po Widowmaker dostaniemy jego powrót. Nawet Fortune'a już zacząłem lubić, choć na początku został przedstawiony jak idiota.


Iron Man/Thor #1
Krzycer: Abnett i Lanning piszą Thora? Tuż po przejęciu jego solowej serii przez Fractiona to tak, jakby los się zlitował i dał nam ostatni promyk słońca przed polarną zimą.
Znaczy, podobało mi się. Od pierwszej do ostatniej strony. A ostatnia strona zapowiada dużą intrygę, może nie o kosmicznych proporcjach, ale blisko. Chcę więcej.

Namor: The First Mutant #3
Krzycer: Poprawiło się. Może wystarczyło zastąpić Oliviettiego na parę stron kimś, kogo rysunki da się oglądać (choć nie są jakieś szczególne), może to zakręcony atlantydzki logomancer, który z równym powodzeniem mógłby być powierzchniowym starym hipisem, a może to kolejne dalekie od subtelnych przesłanki sugerujące, że Marvel inkorporował hurtem wszystkie Mity Cthulhu :). Tak, czy inaczej czytało mi się dużo przyjemniej od poprzednich dwóch numerów.


Punisher: In The Blood #1
Krzycer: ...na ostatniej stronie jest dwóch Jigsawów? Wychodzi, że przed Remenderem nigdy nie czytałem Punishera i nie rozumiem. A poza tym wracamy do klimatów sprzed Franken-Castle - a jak już parę razy pisałem , remenderowy Punisher sprzed Franken-Castle mi się podobał. To i to mi się podobało.


Wolverine vol. 4 #3
Krzycer:
Starcie Wolverine'a z Szatanem... W tym tempie prędzej czy później Logan zmierzy się i z Galactusem, i wtedy będzie nam głupio. Ale, wracając do tego numeru, dobrze jest. To, co dzieje się w normalnej rzeczywistości, było fajne już w poprzednich numerach i nadal jest fajne (dodatkowe punkty za nieschematyczną w takiej sytuacji odpowiedź na "do you love him?"), a dodatkowo w Piekle zaczęło się coś interesującego. Dodatkowe punkty za Logana ukrzyżowanego na iksie, co przypomina pewien klasyczny kadr. Punkty ujemne dla rysownika, który zdążył zapomnieć, że to ucho miało mu nie odrastać.
medyk: Przyjemna lektura, chociaż nie wiem, kim jest Puk (tzn. teraz już wiem, bo od czego mam Google, ale nie widziałem go nigdy w innych komiksach), tak samo nie wiem, czemu jest tu dwóch Ghost Riderów i czemu w ogóle się nie odzywają (ale jestem w trakcie nadrabiania runu Aarona w Ghost Rider, więc pewnie się dowiem :)). Ten numer ma swoje momenty – kadr, na którym Logan i Demon (Diabeł?) skaczą w swoją stronę naprawdę daje radę. Fajne występy Creeda, Harady i Colossusa, no i oczywiście Spider-Mana. Dodatkowa historyjka tym razem trochę słabsza niż zwykle.


Women Of Marvel #1
Krzycer: Ojej, marniutkie. Naprawdę bardzo, bardzo słabe, nawet na tle innych antologii. Jeszcze historyjka o mikro-Inhumans miała jakiś urok, zwłaszcza teraz, gdy trzeba podbudować wizerunek Medusy, bo rządzi w kosmosie i w ogóle, ale pozostałe dwie opowiastki są koszmarne.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aOzma of Oz #1 (Alphona Variant)
Autor: Adrian Alphona

Hotaru: Wytypowałem tę okładkę, bo wygląda jak kadr z filmu Miyazakiego. Wiem, może to nie zbyt schlebiające artyście wyjaśnienie, ale już nic na to nie poradzę. Alphonę będę zawsze uwielbiał za Runaways, ale to, co widać na tej okładce, jest po prostu zbyt magiczne.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.11.03


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.