Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #167 (01.11.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 1 listopada 2010
Numer 43/2010 (167)



Choć to dopiero początek miesiąca, to w minionym tygodniu obrodziło nam w zakończenia. I tak mamy tutaj: koniec kolejnej przygody Pająka, powrót do teraźniejszości oraz opuszczenie Indii. To z tych najważniejszych, bo to oczywiście nie wszystkie. Znalazło się również miejsce na coś nowego. Proces obecnego Kapitana Ameryki oraz nowe zagrożenie dla Secret Avengers. Tyle tytułem wstępu. Reszta wewnątrz numeru.



Amazing Spider-Man #646
Delirium: Końcówka stoi o kilka poziomów wyżej niż początek tej historii. Najpierw była głupia bieganina i absolutny brak logiki, a teraz taka niespodzianka: sprytne wykorzystanie przeciwników i skierowanie ich przeciw sobie, zaskakująca rewelacja (naprawdę - kamień z serca) i symboliczne off-panelowe zakopanie topora wojennego. Gdyby jeszcze rysunki były lepsze, mógłbym wystawić wyższą ocenę, a tak będzie 6/10.
Krzycer:
Historia pod koniec zwyżkowała. Sympatyczne starcie z Ockiem - choć udział Lizarda w całej tej aferze pozostał mocno naciągany... Z jakiej racji Lizard miałby się przejmować ewentualnym powrotem Osborna? Nie trzyma się to kupy.
Mimo to czytało się przyjemnie.

Pete:
Bardziej cieszy mnie fakt, że to już koniec. Autorzy chyba będą musieli się poważnie zastanowić nad tą huśtawką nastrojów Spider-Mana. Te jego stany maniakalne, a szczególnie to, jak szybko potrafi z nich wyjść, stają się dość irytujące.
colossus28:
Mówię to całkiem serio, bo faktycznie końcówka, w odróżnieniu od całej historii, na której raczej wieszałem psy, przypadła mi do gustu. Sposób, w jaki Pająk załatwił Octopusa, to po prostu miód, cud i orzeszki, zamiast kolejnej bijatyki przez pół numeru użył mózgownicy i zrobił z Otta przygłupa. Bardzo sprytne i przekonywujące. Ale to, że Spider pozwolił Harry'emu iść przez pół miasta z dzieckiem na ręku, chociaż sekundę wcześniej ostrzegał go, że jeszcze mniej doinformowani przestępcy będą na niego polować, to szczyt debilizmu. No cóż, nie można mieć wszystkiego. 7/10.

wysiwyg/publicystyka/Avalon%20Pulse/avalonpulse0167/avalonpulse0167b.jpgAvengers vol. 4 #6
Delirium: Ręka do góry, kto się nie zaplątał? Nie widzę, nie słyszę… Jest to chyba najbardziej klasyczny paradoks czasowy, a jednocześnie najbardziej zamotany. Niby coś się zmienia, ale w końcu wracamy do punktu wyjścia, więc czy naprawdę cokolwiek się zmieniło? Tak szczerze mówiąc, to nie chce mi się nad tym głowić. Podejrzewam wręcz, że jedynym celem całego zamieszania było sprowadzenie do tego czasu Killravena, który za jakiś czas odegra gdzieś jakąś znaczącą rolę. Poczekamy - zobaczymy. Tym razem czytało mi się średnio, a oglądało jak zwykle niefajnie. No i właściwie nie wiem, co zrobić z tym numerem, więc dam mu 5/10 i przejdę do porządku dziennego.
Hotaru: Przyznaję, że czasami Romita ma dobre wyczucie, jeśli chodzi o ujęcia, rozmieszczenie na stronicy kadrów i ogólny graficzny storytelling. Czasami. A to, co się dzieje od koncepcji do wykonania... zgroza. Ostatnią stronicę tego numeru to ja bym lepiej narysował. Z zawiązanymi z tyłu rękoma. I nałożyłbym lepsze kolory, nawet gdybym je musiał wyprodukować sam z pancerzy chrabąszczy. Fabularnie bez rewelacji. Ot, taka sobie historyjka, która już teraz zamazuje się w mej pamięci. Jak na pierwszy story arc nowych, wypasionych Mścicieli - słabo.
Krzycer: Kolejna historia, która zwyżkowała pod koniec. Co nie zmienia tego, że poprzednie pięć numerów jest brzydko narysowanym zamieszaniem, w którym nie było wiele sensu.
A ten numer też jest brzydki. Choć miałem już więcej nie narzekać na JRJR.

Pete: Tak naprawdę to cały ten wątek z podróżami w czasie nieszczególnie przypadł mi do gustu. Hulk wyglądający jak Święty Mikołaj i banda przepotężnych dzieciaków. Już znacznie bardziej podobał mi się ten mały armagedon, który urządzono w New Avengers.
Wilsonon: Numer, wg mnie, najlepszy z dotychczasowych. Dobrze się czytało. Podkreślam: czytało. Wkońcu Bendisowi wyszły dialogi i wszystko jako tako trzyma się kupy.
Romita dobrze rysował tylko wiązki energii, wybuchy itd. Reszta to jak zwykle: transseksualne postacie, tła przesycone szczegółami itd.
Historię można było umieścić w 3-4 zeszytach. I gdyby nie kiepskie rysunki i początkowe kijowe rozmowy, byłoby lepiej.
Ocena zeszytu: 7/10.
Ocena historii: 5,5/10
.
colossus28: To po to były te podróże w czasie, spotykanie swoich potomków w zamierzchłej przyszłości, skakanie po liniach czasowych, by w szóstym (!) numerze spotkać się na pogawędce z Ultronem i w kilka minut wytłumaczyć mu, że jak nie chce, by wszystko i wszyscy pieprznęło, musi przegrać walkę z Kangiem? Szczęście, że Ultron to nie bezduszna maszyna, tylko chłopak, który kocha samego siebie i dał się przekonać. Nie kupuję tego i nic mnie nie przekona do zmiany decyzji. Chyba, że czegoś nie zrozumiałem, to wtedy się ukorzę, bo może faktycznie pogubiłem się w tym nawarstwieniu paradoksów czasowych i powinienem jeszcze raz zebrać do kupy te sześć zeszytów i na spokojnie przeczytać. Tylko, że nie mam absolutnie ochoty przechodzić przez to raz jeszcze.
medyk: No cóż, dobrze, że to już koniec, ja też już raczej nie ogarniałem, co się dzieje. W sumie zakończenie nie było takie złe, ale faktycznie, cała historia lepiej by się prezentowała, gdyby upchnięto ją np. w cztery numery. Nie spodobał mi się sposób, w jaki zginął stary Stark i reszta, naciągane to i naiwne. Za to strasznie jestem ciekawy, co takiego zrobił Bucky, że dzieciaki go nienawidzą.

Black Widow vol. 2 #7
Delirium: Szczerze mówiąc, nawet nie zwróciłem uwagi na fabułę. Zająłem się całkowicie oglądaniem tych głupot na temat naszej nadwiślańskiej ojczyzny, jakie się tu pojawiły i tarzaniem się po dywanie ze śmiechu. Standardowo, mieszkamy w kraju polarnym (wiadomo Poland - polar, who gives a shit?), w którym miasta wyglądają jak w serialu "Przystanek Alaska" i generalnie jesteśmy takimi marginalnymi Rosjanami. Tylko chciałbym, żebyśmy takie pociągi mieli, jak tutaj pokazują ;). Nie wiem, czy przyłożyć za to Swierczynskiemu, czy raczej Charalampidisowi, więc obu zaserwuję 2/10 za totalną porażkę środowiskową.
Krzycer:
Ktoś poczytał o lotnisku w Szymanach, ktoś obejrzał zajawkę "Essential Killing" Skolimowskiego i mamy te norweskie krajobrazy na Mazurach...
Czy to był dobry komiks? Nie. Czy czytałem go z bananem na twarzy? Czy naszła mnie ochota by skoczyć na dworzec i pojechać PolRailem do Bydgoszczy, by poszukać fixera Fryderyka? Jak najbardziej! W ramach specjalnego wyróżnienia daję tej przygodzie tytuł numeru tygodnia, bo żaden inny komiks nie sprawił mi takiej radości.
Poza tym Black Widow mogłaby już sobie pogadać z Magneto i Namorem po polsku :).


Captain America: Patriot #3
Delirium: Troszkę się obawiałem, że historia potknie się o oczywistość, ale jednak zdołała ją przeskoczyć i pomknąć dalej. Rozwój wydarzeń zaskakuje, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Wspomniana oczywistość nadal wisi w powietrzu jak miecz Demoklesa, ale są szanse, że nawet jeśli się pojawi, to zostanie rozegrana dość dobrze, by nie zepsuć odbioru. Cóż, wciąż bardziej lubię Jeffa i jego archaicznych kompanów, a całość nadal mi się podoba. Jeszcze raz 7/10.

Captain America #611
Delirium: Tutaj z kolei oczywistości nie dało się uniknąć, ale została ona rozegrana na tyle dobrze, że nie razi. Już okładka i tytuł zapowiadają, że Bucky stanie przed sądem, ale droga do tego pokazana została całkiem fajnie i przy okazji zawarła w sobie konieczne przypominajki co i jak, gdzie i kiedy. Dyskusje wypadają nieźle, konfrontacje również, a Sin odgrywa rolę Jokera. Nawet Acuna w dużo lepszej formie niż ostatnio prezentował. Na początek 7/10, a dalej zobaczymy.
medyk:
Bardzo dobry numer. Udanie wypadły gościnne występy (w szczególności genialny Hawkeye krzyczący na dziennikarzy). Proces zapowiada się bardzo ciekawie. Nie przeszkadzały nawet rysunki Acuny, a Sin na jednym kadrze wyszła mu świetnie. No i fajny tekst Capa po pokonaniu neonazistów :D.

cFantastic Four #584
Delirium: Skupiamy się na zmianach u Bena, ale u wszystkich coś się dzieje i dzięki umiejętnej manipulacji scenariuszem zostają postawieni w sytuacjach, w których grozi im potencjalne niebezpieczeństwo, zakończone zejściem z tego łez padołu. Z drugiej strony, numer sprawia wrażenie luźnego, ale wiemy, że gdzieś to zmierza, więc czujemy się zobowiązani do zachowania czujności i to też jest fajne. Całość dobrze się czyta i fajnie wygląda, chociaż tym razem zabrakło bardzo smakowitych momentów. Za to na osłodę mamy Stana Lee z kumplami w barze. Wciąż jest to 7/10 za ogólny pozytywny odbiór.
Krzycer:
Dobre! Niby nie po raz pierwszy Thing wraca do ludzkiej postaci, a mimo to zostało to tak zrobione, że można się było wzruszyć. Dodatkowy punkt za gang uliczny na czasie.
Also: Galactus out of fu*kin' nowhere!

Pete:
Jak dla mnie było tu wszystko. Szczególnie Reed, ale i Sue stanowią zapowiedź ciekawych wątków + Ben, który sprawia, że generalnie trudno uznać ten numer za taki do końca przegadany.
Wilsonon:
Niezwykle przyjemny numer. Akcja toczy się na trzech frontach i jestem ciekawy szczególnie ostatniego z Reedem. Numer poświęcony w większości Benowi. Cieszy powrót do normalności. Choć na chwilę.
Co do rysunków, ciężko mi się przyzwyczaić do Eptingowej wersji fantastycznej rodziny (szczególnie Mr Fantastic wyglądający jak Dracula) i jest to jedyne zastrzeżenie. Komiks świetnie się czyta, a ostatni kadr połechtał mi oczy. 8/10.

medyk:
Numer skupiony na Benie, ale i tak to, co najlepsze, znajduje się na końcu, czyli gościnny występ Galactusa, Surfera i The Fault :). Epting mógłby dostać lepszego kolorystę, jego rysunki lepiej prezentowały się, gdy pracował przy Captain America, tam utrzymane były w ciemniejszej tonacji, ale i tak nie jest źle.

Incredible Hulks #615
Krzycer:
Meh. Niby wielkie zagrożenie dla Ziemi, a nic a nic tego nie czuć. Może dlatego, że nowa planeta w Układzie Słonecznym nie zrobiła żadnego wrażenia na nikim szczególnym (...przypadkiem przelatujący Silver Surfer mówiący "ojej", cokolwiek by się przydało), może dlatego, że po tych wszystkich marniutkich miniseriach i historyjkach uzupełniających trudno mi traktować Hiro-Kalę poważnie (a Pak tu też nie pomaga).
A poza tym strasznie ta historia się wlecze.

colossus28: To już czwarty numer, no i tak! Stało się! Wreszcie zainteresowane strony spotkały się twarzą w twarz. Długo to trwało, bo najpierw trzeba było rozwalić nieprzyjacielską flotę, a w międzyczasie dochodziło do zwyczajowych hulkowych dysput. Każdy ma wyznaczone zadanie i teraz czekamy na dwunumerowe miażdzenie. 5/10
.

Secret Avengers #6
Delirium: No, ciekawe, czy zdecydują się przywrócić do życia Fu Manchu? Byłoby to naprawdę interesujące i pasowało do trendu, jaki zaczął wyłaniać się w serii. Tymczasem numer ukradł Prince Of Orphans, a Shang Chi też swoje dołożył. Obu widzimy w dość niestandardowych rolach i jest to całkiem fajne. Szkoda, że tak małą rolę odgrywa tytułowa grupa, ale ten słaby punkt Brubakera znamy już aż za dobrze. Plus natomiast dla Deodato, bo chociaż często krytykuję jego dziwne kadrowanie, to tym razem spodobały mi się niektóre nowatorskie ujęcia. Mocne 7/10.
dHotaru: Nie znam w ogóle tych wszystkich skośnookich postaci. Więc cała powaga i impet tej historii trafiły gdzieś obok. Zdaję sobie sprawę, że wydarzenia są potencjalnie istotne, ale nie jestem w stanie zgadnąć , dlaczego. Dlatego bardziej skupiłem się na rysunkach, które - po pierwsze - są kiepsko pokolorowane i - po drugie - strasznie nierówne. Deodato ma przebłyski prawdziwego geniuszu, ale w tym numerze jest ich wyjątkowo mało. Do następnego, lepszego razu?
Krzycer: Kiedyś, jak się pojawiali ninja, to napięcie skakało, a teraz... nuda, panie, nuda. No, ale zobaczymy, co Fu Manchu wykombinuje i jaki w tym wszystkim udział tych panów z Shadow Council. Przynajmniej Prince of Orphans dobrze wypadł, ale to głównie zasługa tego, że go tu mało było.
Poza tym nie podoba mi się kierunek, w którym zmierza Deodato - coraz więcej mięśni, a coraz mniej poszanowania dla ciała i tego, jak się nie powinno wyginać.

colossus28: Najpierw plus: to z pewnością Prince of Orphans i jego szpiegowskie akcje, szkoda, że nie towarzyszy mu Moon Knight, chłopaki do siebie pasują. Z plusów to niestety wszystko, bo komiks to raczej przeciętny, po szaleństwach w Shadowland mam dosyć na jakiś czas ninja i kung-fu, a tutaj właśnie tego jest najwięcej. No i Shang-Chi, który jak dla mnie zawsze bardziej pasował do światka Street Fighter. 6/10.

Shadowland: Moon Knight #3
Delirium: Gdy pojawił się watek szafirowego sierpa księżyca miałem nadzieję, że powiąże się on jakoś solidniej z wydarzeniami w głównej miniserii, skoro niby ma moc zgładzenia Zuula. Niestety, nic z tego. W dodatku wypad do Nowego Orleanu wydaje mi się absurdalnie niedopasowany czasowo do reszty wydarzeń. Ale już sama konfrontacja wypadła całkiem nieźle i zwiastuje ważny punkt w życiu Spectora. Dam 5/10 z lekkim wskazaniem ku górze.

Spider-Man/Fantastic Four #4
Delirium: A jednak zdołali nas zaskoczyć. To bardzo fajnie, bo i stara postać wróciła na scenę, i parę kawałków układanki wpadło na miejsce, i w dodatku zrobiło się tak familijnie. Do pewnego stopnia przynajmniej. Właściwie jest to takie przyzwoite czytadło, ale za łatanie continuity dam mu dodatkowy punkt i ostatecznie 7/10.

Thunderbolts #149
Delirium: Moim zdaniem wypadło to straszliwie antyklimatycznie i momentami wpadało w farsę. Ostatecznym przegięciem okazał się smok, który był po prostu śmieszny i to do tego stopnia, że przypomniał mi się telewizyjny Wiedźmin. Poza tym przestaje mi się podobać kierunek, w którym idzie Parker. Nie czuję absolutnie żadnego klimatu starych Boltów, a za to coraz więcej Young Allies. Jakieś to wszystko takie płytkie i dziecinne mi się wydaje, a zważywszy, że mamy tu team degeneratów i morderców, zdecydowanie nie jest to właściwe odczucie. A może po prostu zniżył się do poziomu Ciemnogrodu? Dam 4/10 i nie zaliczę tego do przyjemnych lektur.
colossus28:
Za to tutaj ninja mi za bardzo nie przeszkadzają, bo na szczęście na drugiej szali są uwielbiani przeze mnie popaprańcy z Raftu. I mamy wszystko, czego oczekuję od dobrej zabawy: Juggy miażdży, Crossbones pali i świruje, Moonstone mocuje się ze smokiem (HA!). No i scena z Man-Thingiem, tylko klaskać. 8/10.

Ultimate Comics Avengers 3 #3
Krzycer: ...ten Hulk w wykonaniu Dillona to straszne chucherko jest. A reszta to typowy Millar, tylko mniej wybuchów i "patrzcie, jakie to jest awesome" było. Czyli w zasadzie znośniej niż zwykle.


Ultimate Comics Mystery #4
Hotaru: Największą zaletą tego numeru są rysunki Rafy Sandovala. Kolorysta Matthew Wilson też się popisał, bo całość wyszła ostro, klimatycznie, a jednocześnie dość świeżo jak na komiks z "Ultimate" w tytule. Brawo. Fabularnie trochę zbyt zamotano przebitkami z różnych okresów, przez co fabuła sprawia wrażenie bardziej zakręconej, niż zapewne jest w rzeczywistości. Ale nie psuje to ogólnego pozytywnego wrażenia. Odnotuję jeszcze wpadkę liternika, który umieścił dymek z kwestią Johnny'ego w ustach Bena i już mnie nie ma.
Krzycer:
A tu wybuchów jest dużo. I krzyczenia na ludzi. I torturowania niewinnych Kree (zapomniałem, jacy oni są brzydcy w Ultimate). Flashbacki niby sugerują, że Richards robi coś bardzo złego , żeby uratować świat przed Doomem, ale co ma do tego znęcanie się nad Susan? Z kolei w rozmowie Jessicki z think-tankiem-nie-think-tankiem Bendis zaplątał się w tym, jaki jest sprytny, bo jeśli to wszystko był podstęp, to... po jaką cholerę? Niczego się od Jess nie dowiedzieli, poza tym, że jest Spider-Woman, a o tym i tak by się przekonali, gdyby po prostu ją schwycili. Chyba, że to nie był podwójny blef, tylko potrójny, a ja nie zrozumiałem, o co tam tak naprawdę chodziło.

Ultimate Comics Spider-Man #15
Hotaru: Sara Pichelli wymiata! Dzięki niej jeden z najlepszych, trzymających poziom wydawanych przez Marvela tytułów właśnie stał się jeszcze lepszy. Nie zrozumcie mnie źle, przyzwyczaiłem się już do Lafuente i leży mi jego kreska, ale Pichelli w tym numerze pokazała, na co ją stać. Tak, moi drodzy, powinno wyglądać high-school teenage superhero. Nawet jeśli kostium pojawia się na tylko jednym kadrze. Fabularnie świetny prolog do jubileuszowego 150 numeru. Czy tylko ja nie mogę się doczekać?


Uncanny X-Men #529
Delirium: Obecny poziom scenariusza w tej serii sprawia, że zaczynam tęsknić za Chuckiem Austenem. Tak - naprawdę to napisałem. Jego głupoty przynajmniej śmieszne bywały, a tutaj jest po prostu muł i wodorosty. Innymi słowy: dno. O ile wciąż zwalam idiotyczne zachowanie Emmy na nieporadny wstęp do następnej historii, tak nie potrafię znaleźć najmniejszego usprawiedliwienia dla kretyńskiego zachowania młodych mutantów. Przed chwilą ich życie zmieniło kierunek o 180 stopni i zostali wyrwani z różnych zakamarków świata, ale gadają tylko o plaży i zakupach? I nawet nie będę pytał, skąd wziął się ten absurdalny kombinezon dla Kitty, ani jak do cholery była w stanie go założyć? Bullshit pogania bullshit, a wszystko to jest brzydkie. 3/10, ot co.
Krzycer:
Ale te rysunki szkaradne. I czemu Hope tak się cieszy, że nowy mutant będzie posłuszny jak piesek? Niesmacznie to wyszło. Za to nawet podobał mi się monolog Emmy w końcówce. Był bardziej koherentny od wszystkiego, co Matt o niej dotąd pisał. Choć nadal nie wyjaśnia to, czemu zachowuje się jak suka i zdaje się wątpić w Scotta.
Porażka numeru? Zdecydowanie to, jak Matt opisuje dziwaczny romans Jeffriesa z Danger.

medyk:
Patrząc na to, co robi Portacio, marzę o powrocie Landa. Naprawdę, nawet nie wiem, gdzie zacząć, to trzeba zobaczyć. Reszta to typowy Fraction. Chociaż mam wrażenie, że ostatnio (tak mniej więcej od momentu zbierania drużyny przez Hope) fabularnie jest nawet gorzej, niż kiedyś. Ale i tak będę czytał dalej :D.

X-Men: Curse Of The Mutants - X-Men vs. Vampires #2
Krzycer: ...pierwsza historyjka jest chyba dla dwunastolatków (łał, jego motor ma piły tarczowe!). Druga - z wampirem-kaszalotem i Santo odbudowującym się z warzyw - była rewelacyjna. Ta z Angelem - schematyczna, ta z Xi'An - tragiczna (jeśli o poziom chodzi, nie przynależność gatunkową). Ogólnie - dużo słabiej niż poprzedni numer.


X-Men: Legacy #241
Delirium: I jeszcze raz okazało się, że jest to ten lepszy z X-tytułów. Bardzo fajna i dynamiczna akcja, z kilkoma zwrotami, które może nie zatrzymują oddechu, ale podtrzymują zainteresowanie. Są fajne sceny i fajne teksty. Młodzi dostali swoją szansę, ale i tak zarządziła stara gwardia. Coś się wyjaśniło, ale furtka na przyszłość pozostała otwarta. Plus również za dobre rysunki, co da kolejne mocne 7/10 dla tego tytułu.
Hotaru: Jest dobrze. A mogło być świetnie. Gdyby nie kilka nietrafionych stron z rysunkami Toma Raney'a, którego styl po prostu jest zbyt indywidualny, by mógł bezboleśnie uzupełniać Claya Manna. Gdyby nie poprawne, ale nie "świetne" rozwiązanie intrygi. I gdyby nie przemożna chęć Rogue, by zostać męczenniczką. Poza tym, nie mam zastrzeżeń.
Krzycer: Tsk. Gościnny udział Raney'a na paru stronach się nie udał. A ostateczna konfrontacja X-Men z Dziećmi nie była tak wybuchowa, jak się spodziewałem. Ale młodzi mieli okazję się wykazać, a to zawsze mi się podoba. Podsumowując całość to historia się Carey'owi udała. Jakbym miał się czepiać, to ojciec Indry z początku tej historii nie pasuje mi do tego, jak zachował się w końcówce - wystarczyła jedna wymiana zdań, by zrezygnował z zaślubin i puszcza Indrę z powrotem. No i Luz otarła się o bycie Mary Sue. W sumie jedno i drugie to drobnostka.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aUltimate Comics Spider-Man #15
Autor: David Lafuente

Hotaru: Wybrałem tę okładkę ze względu na to, jak w niedydaktyczny i nienachalny sposób promuje tolerancję. W tłumie otaczającym podłamanego Pajęczaka mamy pary różnych ras i orientacji, starsze i młodsze, a nad wszystkim góruje fontanna z aniołem na cokole i dwa wzbijające się w niebo gołębie. Wymownie. Podoba mi się, że wszystko wyszło tak mimochodem, nawet jeśli psuję to, zwracając na to uwagę.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.10.27


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.