Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #137 - The Thing: Freakshow TPB

The Thing: Freakshow TPB
Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: Scott Kolins
Okładka: Scott Kolins
Ilość stron: 144
Cena okładkowa: $17,99
Zawiera: The Thing: Freakshow #1-4, Thing & She-Hulk: The Long Night one-shot

Undercik: Tegotygodniowy numer Fantastic Four skupił się głównie na wątku Thinga. Jak tu więc nie wpasować się i nie napisać recenzji wydania zbiorczego z Benem w roli głównej?

No to zacznijmy. Fabuła. Cóż, ciężko mi jest pisać o niej, gdyż boję się, że za dużo zaspoileruję. Co mniej więcej wiedzieć o tej historii? Thing, poprzez pojedynek z Wrecking Crew, traci jedną ze swoich płytek, przez co nie może zmienić się do ludzkiej postaci dla dobra swojego zdrowia. Rozwścieczony tym, że wygląda jak dziwadło, udaje sie w podróż wspomnień. Podczas niej trafia na cyrk dziwaków, do którego zawitał kiedyś w dzieciństwie, i wyśmiewał się z jednego z nich.

Sztampowa na pierwszy rzut oka fabuła, o akceptacji bycia potworem, po głębszym rzucie oka zaczyna się zmieniać w niestandardową historię pełną zaskakujących zwrotów akcji. Pisząc "zaskakujących", rzeczywiście mam to na myśli. Czytam sobie, aż tu nagle coś zmienia fabułę, żeby za kilka stron znów zaskoczyć, a potem jeszcze dobić odbiorcę. Po pierwszych stronach zupełnie nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Oczywiście w komiksie z Thingiem, nie mogło zabraknąć humoru, który pozwolił mi kilka razy uśmiechnąć się pod nosem. Za wszystkie te doznania odpowiada Geoff Johns. Tak, to ten od Blackest Night.

Jeśli chodzi o rysunki. Jak wskazuje tytuł, to co możemy tutaj uświadczyć to przeróżne dziwadła. Przez co najważniejszym zadaniem Kolinsa było jak najlepsze ich pokazanie, co wypadło świetnie. Sam Grimm wygląda znakomicie. Jedynym mankamentem, do którego można by było się przyczepić, to przedstawienie zwykłych ludzi. Jednak jest to na zasadzie - do czegoś trzeba się przyczepić. Niemniej to, co najważniejsze, jest pokazane rewelacyjnie.

Dodatkowo, żeby nie było, że za chude wydanie zbiorcze, Marvel dorzucił one-shota, w którym Thing i She-Hulk wsiadają do feralnego metra, przez co wpadają do podziemi i wraz z Dragon Manem staczają walkę z, hmmm, najtrafniej to ich opisać słowami: "dziwni ludzie z kanałów". Numer ten niestety obniża poziom wydania i podwyższa cenę.

Czy kupować? Dla głównego dania, czyli Thing: Freakshow, oczywiście! Polecam naprawdę wszystkim, nawet osobom nie przepadającym za Fantastic Four. Lekturę przystawki można sobie za to spokojnie darować.

Jim J: Welcome to the freakshow! W 2002 roku nakładem ciekawego imprintu Marvel Icons ukazała się mini-seria traktująca o Benie Grimmie, pod tytułem Thing: Freakshow. Napisał ją Geoff Johns, a narysował Scott Kolins. Cztery numery tej mini, plus one-shot Thing/She-Hulk: the Long Night, stworzyły wydanie zbiorcze, które będzie tematem właśnie tej recenzji.

Geoff Johns, Geoff Johns. Znawcy uniwersum DC podopowiadają, że te nazwisko powinno dobrze się kojarzyć. Muszę przyznać, że pomimo wielu prób i starań, do Detective Comics przekonać się nie mogę, więc jedyne, co wiem o Johnsie, to że jest podobno dobrym scenarzystą. Freakshow to jedno z jego wcześniejszych dzieł i byłem bardzo ciekaw, jak się spisze, pisząc Thinga. Fabuła oscyluje w bardzo typowych dla Grimma klimatach, czyli czuje się źle, bo jest potworem i odstaje od reszty grupy, zabiera więc wówczas manatki i wyrusza w siną dal… pociągiem. Przypadkiem (czy aby na pewno?) trafia na trupę dziwaków i wynaturzeńców, mieszkających obok typowego, małego amerykańskiego miasteczka. Ogólnie rzecz biorąc – peryferyjny klimat USA. Jak w to wszystko zostają wplątani Skrullowie, Paibok, super wojownicy Kree oraz Watcherzy, tego nie zdradzę. Uznam tylko talent Johnsa do zmyślnego konstruowania historii i zręczne przechodzenie od tematów peryferyjnych do, powiedzmy, galaktycznych. Oczywiście, tam gdzie jest Thing, jest i humor, więc wszystko czyta się przyjemnie. Są też elementy wzruszające, zwłaszcza ostatnie strony.

Scott Kolins, Scott Kolins. Niestety, tego artysty również niezbyt kojarzę z dorobku. Niestety, bo ma całkiem ciekawą kreskę i dość groteskową, jak na freakshow przystało. Jego ilustracje są bardzo szczególowe i kolorowe, tu zasługa Davida Selfa. Świetne są też okładki, niby smutne, ale jednak komiczne. Moją ulubioną jest ta do trzeciego numeru, na której Ben… wymiotuje, a jego wymiociny układają się w tytuł. Oj, ciężko teraz o takie covery. Ciekawym jest fakt, że tusz do tej historii nakładał nikt inny, jak Andy Lanning, obecnie świetny scenarzysta zajmujący się kosmosem Marvela.

Podsumowując, Freakshow to czytadło na pewno na plus, gdyż minusów nie zauważyłem. Jeśli ktoś mi powie, że schemat Grimma jako dziwadła jest oklepany, ja odpowiem, że ta historia jest najlepszą powielającą ten właśnie schemat, jaką czytałem.

Na dokładkę otrzymujemy one-shota Thing/She-Hulk: The Long Night, napisanego przez Todda Dezago. Historia ta, choć wydana w 2002 roku, mocno trąci latami 90tymi i to w negatywnym znaczeniu. Nie pozostawia po sobie żadnych wrażeń i jest jakby pisana na siłę. Najbardziej razi brak wykorzystania potencjału tak wspaniałego duo jak She-Hulk i Ben Grimm. No, ale to w końcu typowy, średni one-shot. Ilustrował go Bryan Hitch i to też ze średnim efektem.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pięć stron z Marvel Handbooka traktujących o Benie i She-Hulk. Jak najbardziej cenimy takie dodatki.

LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.