Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #136 - Avengers Assemble vol. 1 HC

Avengers Assemble vol 1 HClt136.jpg
Scenariusz: Kurt Busiek
Rysunki: George Perez, Carlos Pacheco
Okładka: George Perez
Liczba stron: 384
Cena okładkowa: $29,99
Zawiera: Avengers vol. 3 #1-11, Avengers Annual 1998

nietendon: Podczas formowania się danej grupy bohaterów, zazwyczaj poznajemy jakieś potężne zagrożenie, do walki z którym herosi łączą siły. Na przestrzeni kilku pierwszych zeszytów nowopowstałej serii nowopowstała drużyna pokonuje Zło, lecz postanawia w danym składzie kontynuować walkę z przestępczością. Jest to taki dość oczywisty schemat wykorzystywany od wielu lat w komiksach superbohaterskich. Trzeci wolumin przygód Mścicieli nie jest tu wyjątkiem. Rolę katalizatora otrzymała Morgan Le Fay. Wraz ze swym siostrzeńcem, Mordredem, wykradła ona z Asgardu Twilight Sword - artefakt, z pomocą którego można dowolnie kształtować rzeczywistość. Captain America, Iron Man, Ant Man, Wasp i (cudem ocalały z morderczej bijatyki z Doomem na łamach Heroes Reborn: The Return) Thor postanawiają ściągnąć na tę misję, kogo tylko się da. Na wezwanie odpowiada około czterdziestu (40!) Avengerów.

Dużo? Wiem. Sam byłem zdziwiony, gdy czytałem ten komiks po raz pierwszy ponad dekadę temu. Licznik podbija kilka niezupełnie oczywistych posiadaczy legitymacji członkowskiej w stylu Demolition Mana, Sandmana czy Rage'a. Po prostu mało kto odmawia, gdy dostaje możliwość przyłączenia się do teoretycznie najpotężniejszej grupy superbohaterów na świecie. Dla wielu jest to nawet życiowe marzenie (Justice). Bycie Avengerem to zaszczyt. Zwykli ludzie zaś przyzwyczaili się już, że zawsze ktoś nad nimi czuwa. Gdy tylko więc całe to onslaughtowe zamieszanie dobiegło końca i założyciele Mścicieli powrócili do swojego świata, pierwsze, czym się zajęli, to formowanie nowego składu. Bylo dla nich oczywiste i naturalne, że Avengers muszą istnieć i działać.

No ale czterdziestu bohaterów, z których co drugi to praktycznie gotowy materiał na bohatera swojego własnego ongoingu, to chyba trochę za dużo. Pierwsza misja, na ktorą idą niemalże wszyscy, wygląda więc do bólu sztampowo i momentami głupio. Zwłaszcza, gdy dziesięciu herosów biega wokół, używając mocy bez ładu i składu. Motyw z kontrolowaniem umysłu, aby skłócić drużynę i doprowadzić do walki bohaterów między sobą to już czysty claremontyzm. Podawanie sobie rąk, aby przekazać swoją energię jednemu członkowi, który z jej pomocą stworzy potężny promień ratujący sytuację, nie wiem czy porownać do "Power Rangers" czy lepiej do "Dragon Balla". Panie Busiek, to nie są pieprzone lata sześćdziesiąte.

Wyraźnie lepiej zaczyna się robić, gdy skład Avengers zostaje okrojony do niezbędnego minimum. Inna sprawa to bodziec, który do zredukowania składu doprowadził. Dwudziestu Mścicieli wyruszyło na skomplikowaną misję pochwycenia drugoligowego rabusia i nie złapało go, ponieważ było ich tak wielu, że co chwila wpadali na siebie. Tak robią profesjonaliści? Earth's Mightiest Heroes my ass. Justice i Firestar z New Warriors dali sobie radę tylko we dwójkę.

Mogę narzekać na upraszczanie mnóstwa motywów, banalne rozwiązania i powierzchowność zachowań. Gdy jednak Busiek dostaje już do ręki swój skład Avengers, który mieć chciał chyba od początku, zamykam usta. Okazuje się bowiem, że pozostała elita to indywidualności z problemami. Sama drużyna jest zaś momentami mocno dysfunkcyjna. Hawkeye co chwila podważa autorytet Captaina, który z kolei co rusz marginalizuje jego rolę w ekipie. Vision nie ogarnia sytuacji, w jakiej znalazło się jego małżeństwo z Wandą. Carol traci moce Binary i coraz częściej zagląda do kieliszka, Scarlet Witch nieopatrznie przywraca do życia Wonder Mana, co komplikuje i tak pochrzanione relacje z Visionem. Jest ciekawie. Da się to czytać z przyjemnością i jeżeli ktoś przebrnie przez historię organizacyjną, dalej mamy wyraźną poprawę jakości. Oczywiście, jeżeli komuś nie przeszkadza oldskulowy sposób opowiadania, jaki na łamach serii prezentuje Kurt Busiek.

Rysunki są szczegółowe, bogate w detale, zwłaszcza w sytuacjach, gdy na kadrze trzeba umieścić kilkudziesięciu bohaterów. Ilustracje George'a Pereza nie mają w sobie nic z wybuchowych lat dziewięćdziesiątych. Miła odmiana po mięśniakach Liefelda z Avengers vol. 2. Chyba był to celowy zabieg edytorów.

Minusem wydania jest brak całości crossovera "Live Kree or Die", przez co dostajemy tylko czwartą część tegoż. W nowym wydaniu TPB, które ukaże się w grudniu, znajdziemy już jednak trzy pozostałe części, które ukazały się na łamach Iron Man #7, Captain America #8 i Quicksilver #10. Jeśli więc ktoś zamierza postawić trzeci volume Avengers na półce, zalecam wstrzymanie się do grudnia i zakup droższej, miękkookładkowej, ale za to grubszej księgi.

Gamart: Druga połowa lat 90 narobiła niezłego bałaganu w świecie Marvelowych bohaterów. W tym czasie pojawiła się istota zwana Onslaughtem, walka z nim doprowadziła do "śmierci" największych bohaterów na planecie i ogólnie w komiksowym kraju hamburgera i Coca-Coli zapanował chaos. W tym czasie "martwi" Avengers i Fantastic Four rozgościli się na rok w alternatywnym świecie stworzonym przez Franklina Richardsa. Nadszedł jednak w końcu czas powrotu do uniwersum 616. Recenzowany w tym miejscu komiks przedstawia ponowne formowanie się zespołu największych bohaterów na Ziemi.

Pieczę nad nową serią przejął, w tym czasie znany głównie z tego, że był autorem Marvels – Kurt Busiek. Równocześnie pisał również Thunderbolts i solowe przygody Iron Mana, co pozwoliło mu mieć dosyć dużą kontrolę nad lwią częścią nowoformującego się Avengersowego świata, co widać w pisanych przez niego historiach (np. Avengers dosyć szybko wplątani zostają w crossover z Thunderbolts). Za warstwę artystyczną odpowiadał natomiast legendarny już wtedy George Perez, rysownik m.in. definiującego na nowo świat DC Comics Crisis on Infinite Earths.

Busiek od początku postawił w dużym stopniu na klasyczny styl przedstawiania superbohaterskich historii i odwoływania się do najlepszych czasów Avengers. Jest duża liczba przewijających się postaci, niesamowicie szybka akcja i z każdej strony uderza w nas nagromadzenie kolorowych trykotów. Taki klasyczny styl opowiadania historii może nas wciągnąć albo zniechęcić do dalszego czytania. Sam jestem fanem całego runu Busieka i Pereza, ale muszę przyznać, że czasami nagromadzenie dialogów, dymków z myślami bohaterów opisujących wszystko, co właśnie się dzieje na kartach komiksu, czy aż nadmierna momentami estetyka przypominająca klasyczne opowieści o Mścicielach może lekko znużyć lub zirytować czytelników, którzy po 2000 roku zaczęli być rozpieszczani przez autorów, którzy przedstawiali historie po prostu bardziej skompresowane, szybsze i "filmowe", jak np. Brian Michael Bendis czy Ed Brubaker.

Same historie jednak, mimo czasami zbytniego przegadania, są niezwykle solidne. Pierwsze cztery numery to przedstawienie starcia z Morgan Le Fay, klasyczną przeciwniczką zespołu. Jest to swoiste powtórzenie oryginalnego originu Avengers, gdzie również zostali połączeni dzięki wspólnej walce ze złoczyńcą władającym magią – tylko, że wtedy tłukli się z Lokim. W historii tej czuć chemię między niektórymi postaciami. Widać, że podstawowy skład Avengers nadal ma wielkie poważanie u reszty bohaterów, a sam Busiek dobrze orientuje się w zasadach rządzących tą częścią świata Marvela. Początek jest solidny, widowiskowy i daje się wykazać Perezowi, który pieczołowicie przedstawia przygody aż 39 członków Avengers. W dalszej części tego wydania zbiorczego zobaczymy również, jak Avengers poradzą sobie z ustaleniem stałego składu zespołu i zmierzą się ze Squadronem Supreme. Ta historia jest jednak dosyć przeciętna. Walka zespołów nie przykuwa szczególnie uwagi i nie dorasta do pięt pierwszej, która jest główną perłą tego tomu. Na koniec jest nam jeszcze dane zobaczyć dosyć emocjonującą i ciekawie mieszającą w kontaktach personalnych bohaterów opowieść o powrocie pewnych martwych Avengerów.

Za stronę graficzną wydania zbiorczego odpowiada wspomniany już wcześniej George Perez (z wyjątkiem komiksu Avengers/Squadron Supreme Annual '98, który rysował Carlos Pacheco). Jego praca jest niezwykle szczegółowa i imponująca. Rysownik ten zawsze słynął z umiejętności przedstawiania komiksów drużynowych i tworzenia niezwykle przemyślanych scen walk. W tym tytule mógł całkowicie rozwinąć swoje skrzydła, szczególnie w pierwszej historii, gdzie dostał możliwość rysowania praktycznie wszystkich najważniejszych członków Avengers, którzy przez lata przewinęli się przez zespół. Jedynym mankamentem w jego rysunkach są twarze postaci, często męskie i żeńskie opierają się na jednym schemacie, przez co np. Captain America i Hawkeye wyglądają bardzo podobnie.

Ostatecznie warto się zapoznać z tym ważnym elementem historii Avengers, czy może jednak lepiej zapoznać się z zespołem np. od runu Geoffa Johnesa albo Briana Mihaela Bendisa? Jeśli lubicie klasyczne historie superbohaterskie albo po prostu Avengers, to możecie czytać w ciemno. Tytuł przez cały długi run obu panów był jednym z najbardziej solidnych komiksów ostatnich 20 lat, a Busiek podszedł do mitologii Avengers z niesamowitym pietyzmem i zapewnia dużą porcję dobrej rozrywki. Jeśli jednak jesteście przyzwyczajeni do stylu opowiadania historii przez takich twórców jak Bendis, Brubaker, Ellis czy Whedon, którzy przedstawiają świat superbohaterski bardziej przyziemnie, życiowo, skupiając się najpierw na samych postaciach i ich psychice, a dopiero potem dodają do tego przymiotnik "super", to możecie się zawieść. Avengers Assemble vol. 1 dużo bliżej do klasycznych historii z lat 70, gdzie bohaterowie tłukli się z kolorowymi kosmicznymi maszkarami niż takich New Avengers Bendisa, którzy więcej czasu spędzali na siedzeniu w kryjówce i przerzucaniu się one-linerami. Ot, solidne, zapewniające rozrywkę czytadło, ale tylko tyle.

 

LTneutral.jpg

 

 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.