Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #166 (25.10.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 października 2010 Numer 42/2010 (166)



Niezawodzące X-Factor, rozwijające się Chaos War, ciągle cieszące się powodzeniem przygody New Mutants oraz coraz bardziej zbliżające się do dna Shadowland (w tym tygodniu w postaci tie-inów). Tak można w skrócie podsumować ostatni tydzień w wykonaniu Marvela.



wysiwyg/publicystyka/Avalon%20Pulse/Avalonpulse0166/avalonpulse0166c.jpgChaos War #2
Delirium: Zaświaty fajne, Chaos King potworniasty, wygląda nieźle. Za to na Ziemi - ciut za dużo gadają, za mało robiąc. To gromadzenie, zbędna bitka z Surferem, czy Eternity. Bohaterowie - tylu ich a wszyscy śpią, zamiast coś robić. Jakoś za wolno - mogłoby to biec szybciej, ale COŚ w tym jest. Jest w sumie dobrze, tylko rysunki średnie - dziwne kolory. Ale ma efekt - czy zauważyliście, że piszę haiku? ;) A za całokształt, naciągana ocena 7/10.
Hotaru: Dziwne. W tym numerze działo się bardzo dużo, a jednak mam wrażenie, że żadne z tych zajść nie było ważne, jakby prawdziwa walka miała się dopiero zacząć. Wiem, że to dopiero druga część, ale spodziewałem się po niej trochę większych emocji. Nie mogę też się zdecydować, co sądzić o rysunkach Phama. Z jednej strony są zdecydowanie lepsze od tego, co zaprezentował w Mighty Avengers, a z drugiej wiem, że stać go na więcej. No i nie rozumiem, po co na twarzach zaznacza obszary dla jednego koloru, a nie pozwoli rysownikowi stosować płynnych gradientów... chyba, że to jego wybór. W każdym razie efekt jest co najwyżej średni.
Demogorgon: Scenariusz w górę, rysunki w dół - zdarzyło się co nieco wpadek, jak z Aresem na przykład. Z drugiej strony było też parę ładnych scen, jak nowa postać Chaos Kinga. Podoba mi się zbieranie drużyny, oczywiście uzupełnione o nieodzowny Hercowy humor, którego mi brakowało nieco w poprzednim numerze. Ocenę zawyżam o oczko z pewnego powodu - TU JEST ARES! 8/10.
Krzycer:
Jest lepiej. Z jednej strony zwolniła akcja dookoła Herculesa, pozwalając na odrobinę humoru i przygotowanie kontruderzenia, z drugiej strony sporo - i szybko - zdarzyło się w zaświatach. Może nawet za szybko - chyba nie jestem jedynym, który chciałby czegoś więcej od Aresa w takiej chwili, niż... No, ale może jeszcze będzie okazja.
Rysunki nadal miejscami skrzeczą - i to bardzo. Zwłaszcza twarze czasami się rozłażą.

Pete:
Prawdę powiedziawszy zaczynam się martwić. Odnoszę wrażenie, że autorzy nie mają pomysłu na to, co zrobić z tą całą mocą Herculesa. W efekcie jest chaos i chaos na dokładkę. Każda próba znalezienia w tym wszystkim jakiejś logiki kończy się dla mnie klęską. Nie, żebym wymagał w tym konkretnym przypadku jej nadmiaru, chociaż odrobiną bym jednak nie pogardził.
No, nie wiem, będę czytał, bo to za duże halo. Niemniej jednak wolałbym, żeby to wszystko pokazało wreszcie, że ma ręce i nogi, a nie opierało się tylko na skakaniu z miejsca na miejsce, od mega potężnej istotny do następnej mega potężnej istotny itd. itd.


Daredevil #511
Delirium: Czy ja to w ogóle…? A! Jednak czytałem. Chyba wszystkie możliwe postacie poboczne pakują się w mniejsze lub większe tarapaty, kiedy na ulicach wybuchają zamieszki, a sam władca Ciemnogrodu pojawia się tylko na końcu, żeby jeszcze trochę poodgrywać Zuula. Ktoś chyba zapomniał, że to nie Batman i nie da się wypełnić numeru komisarzem Gordonem. Tym razem 5/10.
Krzycer:
Niby mamy tu mocne sekwencje - inwalidkę próbującą uciec z płonącego budynku czy Foggy'ego wspinającego się na szczyt Góry Przeznaczenia... znaczy, Shadowland - ale jakoś zupełnie mnie to nie chwyciło. A finał tego i tak zobaczymy w miniserii a nie tutaj...
Pete:
Lubię, kiedy przy okazji crossów można też spojrzeć na sprawę z perspektywy zwykłych ludzi. Tym bardziej, kiedy to nie kolejny Front Line. Klimat i kreska przypadły mi do gustu. Faktycznie szkoda tylko, że trzeba będzie jeszcze poczekać na Shadowland #5, by zobaczyć, co tam faktycznie siedzi w starym dobrym DD.

Deadpool vol. 2 #28
Delirium: Yyy… wyobraźcie sobie, że autor tego wpisu doskonale zrozumiał, co autor scenariusza do komiksu miał na myśli, kiedy tworzył i nie zaplątał się w fabule ani na chwilę, świetnie rozeznając się w tym, kto jest kim, co robi z kim i dlaczego. Wyobraźcie sobie, że podał szczegółową listę wpadek i mankamentów. I że naprawdę, szczerze wie, o co w tym do cholery chodzi, więc ma doskonały powód, żeby ocenić to na 3/10.
Krzycer: To. Było. Złe. Jeszcze to, że Secret Avengers, z którymi współpracuje Deadpool, okazują się klonami z początku wydaje się dobrym pomysłem (a na pewno lepszym niż gdyby miał działać ramię w ramię z prawdziwym zespołem), ale tak naprawdę to lekarstwo gorsze od choroby. Nie ma nawet próby nadania temu wszystkiemu jakiegokolwiek sensu... I kim do cholery jest Doktor Bong? Bo podobno to jego "wielki powrót"...

dHulk vol. 2 #26
Delirium: Dzieje się tu jakby trochę zbyt wiele i zbyt szybko. Jest jedna akcja z cyberzombiakami, a nagle wpada Thor i się tłuką, w następnej sekundzie lecą rozwalać komety i niespodzianka: instant Watcher! Albo mi się coś wydaje, albo Parker próbuje błyskawicznie skonfrontować Rulka z tymi postaciami, na które wcześniej napuszczał go Loeb i wtrącić swoje trzy grosze. Cóż, jest lepiej, niż było, ale wciąż fabuły w tym tyle, co mięsa w parówkach. Przynajmniej rysunki całkiem niezłe. Dam 5/10.
Krzycer: Thor miał tu swoją chwilę chwały. I nie chodzi mi o samą walkę, tylko wymianę zdań z Bannerem, która nastąpiła później. Również Watcher nie wydaje się być szczególnie smutny z powodu losu, który czeka Rulka. I to wypada w tym numerze fajnie - te wszystkie drobne złośliwości są jak najbardziej na miejscu.
Natomiast samo "Scorched Earth"... Nie mam zarzutów co do samego pomysłu, ale mam nadzieję, że pojawi się w tym wszystkim jakaś większa całość, wątek nadrzędny - w przeciwnym razie historia polegająca na skakaniu od jednego kryzysu do drugiego szybko zrobi się nudna.
No i, oczywiście, to wszystko nadal nijak się ma do drugiej serii o Hulkach.


Kick-Ass 2 #1
Delirium: More goat licking, no ass kicking.

Loki vol. 2 #1
Delirium: Cóż, można było się spodziewać, że raz jeszcze nadgryziony zostanie od innej strony udział Lokiego w Ragnaroku. Nie lada sztuką było zrobić to w taki sposób, żeby było oryginalnie i interesująco, ale tym razem się udało. Zestawienie oryginalnych fragmentów mitologii nordyckiej z jej marvelowym odpowiednikiem w celu stworzenia wrażenia szaleństwa Lokiego wychodzi bardzo dobrze. I jednocześnie zawiera konieczny spotlight na postać, bez którego nie mogło się obyć - również interesująco pokazany. Teraz zobaczymy, jak to się rozwinie. Póki co dam mocne 7/10.
Krzycer:
Diabli wiedzą, kiedy to się dzieje i o co chodzi, ale podoba mi się. I - poprawcie mnie, jeśli się mylę - z takim przedstawieniem Lokiego (uciekinier, ofiara, autentycznie budzący współczucie) nie mieliśmy dotąd do czynienia...

New Mutants vol. 3 #18
Delirium: Upadek trwa, a ja odnoszę wrażenie, że poziom serii jednak rośnie. Nowa grupa mogła wreszcie zaprezentować się w całej okazałości i pokazać, jak bardzo oryginalnym zbiorem postaci są. Będzie z tego nawet debiut roku, jeśli taka kategoria pojawi się w podsumowaniu. Nawet jeśli to dość typowe zagranie, że pierwsze starcie bohaterowie muszą przegrać, żeby potem zwycięstwo było bardziej heroiczne, to i tak czytało się świetnie. Akcja jest dynamiczna i ani przez chwilę nie nudzi. Pojedynki efektowne i interesujące. Wszystko mi się podobało i dam tytuł numeru tygodnia z mocnym 7/10.
Hotaru: Świetny numer. Nie przyczepię się do scenariusza, szkiców ani kolorów, bo po prostu mi się podobały. Prawie każdy z bohaterów miał swój moment, Kirk zilustrował walkę dynamicznie i czytelnie, a kolory są piekielnie ponure, ale i żywe i nieapatyczne (co też nie podobało mi się w Chaos War). Nie ma wątpliwości, że to walka o być albo nie być dla New Mutants i z całych sił trzymam kciuki za mych ulubieńców.
Krzycer: New Mutants zebrali bęcki. Ale starcie zostało bardzo dobrze przedstawione, nie miałem wrażenia - które w podobnych sytuacjach pojawia się bardzo często - że bohaterowie przegrywają tylko dlatego, że wymaga tego od nich scenariusz. I niby tylko tyle - wydaje mi się jednak, że napisanie numeru wypełnionego wyłącznie walką tak, żeby przyjemnie się go czytało, nie jest wcale takie łatwe.
Pete: W gruncie rzeczy mógłbym napisać to samo, co Krzycer. Nadal jednak nie przekonują mnie ci marines z piekła rodem i ta cała otoczka. Szczególnie przy okazji wampirów, niedawnego armagedonu i reszty tych problemów, przez które przechodzą mutki. Ktoś zdecydowanie za nimi nie przepada.

Shadowland: Power Man #3
Delirium: Jeśli jeszcze nie czyścicie historii przeglądarki, najwyższy czas uczynić to swoim nawykiem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy o zajrzeniu tam pomyślą rodzice,albo ścigający Was zabójcy ninja. Cóż, niekwestionowanym bohaterem numeru jest Internet. Nieźle radzą sobie też Cottonmouth i Nightshade, doprowadzając do odkrycia, że power w tym manie pochodzi z… gogli? Oookaaay… Zrozumiałbym jeszcze The Unfathomed Power Of Google, ale to? Wciąż pogrążają tego nowego dzieciaka, zamiast go promować. Niemniej, za wartość humorystyczną dam mocne 6/10.
Krzycer:
"Ninja mastery over technology" sprzedało cały numer. A rewelacje dotyczące nowego Power Mana - meh. Ot, origin, ani lepszy, ani gorszy od innych.
Pete:
Taaaa, nie ma crossa, w którym nie pojawiłaby się historia jakiegoś przypadkowego typka jeden pies wie skąd. Ta akurat bardziej wygląda mi na parodię niż faktycznie coś, co można by sprzedać z czystym sumieniem. Co gorsza, oprócz kilku gości w piżamach, nie ma to żadnego związku z Shadowland.

Stand: Hardcases #4
Hotaru: Nie wiem, co Aguirre-Sacasa musiałby zrobić, bym zmienił zdanie o tej adaptacji. Może wina leży po mojej stronie i fakcie, że materiał źródłowy też nie rzucił mnie na kolana. Teraz już się nie dowiem. Faktem jest, że nawet jak na zimno staram się dostrzec mocne akcenty historii, to w skrypcie nie widzę ich zaakcentowania. Tempo narracji, ilość tekstu są takie same na przestrzeni całego numeru, przez co całość jest monotonna, wręcz usypiająca. Nie pomagają nawet fenomenalne rysunki Perkinsa.


Steve Rogers: Super-Soldier #4
Delirium: No i proszę, jak fajnie. Po czterech numerach okazało się, że cała historia to generalnie bullshit i mistyfikacja z przynętą, bo za kulisami stoi ktoś inny, z jakimś innym planem, o którym być może jeszcze kiedyś usłyszymy, albo i nie. To tylko utwardza mnie w przekonaniu, że całość została napisana na kolanie, bo akurat dobrze by było wypuścić coś ze Stevem na początek Heroic Age. Inne przesłanki ku tej teorii to wyjątkowo cienka fabuła, która nie ma w sobie nic interesującego oraz mocno średnie wykonanie. Za ten numer i całość będzie maksimum 4/10.
Krzycer:
Jedna wielka ściema. Z tym miał do czynienia Rogers w tej historii. Mój problem z tą mini polega zaś na tym, że historia, dla której ta wielka ściema była przykrywką, wydaje się wielokrotnie ciekawsza (pomimo tego, że aż za bardzo pachnie mi Batmanem Beyond - chyba nawet jedna kwestia się pokrywa...) - i to o niej wolałbym poczytać. A pewnie minie parę lat, zanim Bru wróci do tego wątku.

X-23 vol. 2 #2
Delirium: Nadal nieźle i widać wyraźny związek z piekielnymi perypetiami Logana. Tutaj przynajmniej (tzn. w odróżnieniu od perypetii Dakena) ma to jakiś dodatkowy sens i wpływ na postać. Jest parę fajnych scen, niezłych dialogów oraz ogólny klimat narastającej psychozy. To trochę dziwne, ale czuję się, jakbym czytał przygody któregoś z Midnight Sons, wyjęte żywcem z lat dziewięćdziesiątych. I to wcale nie jest wada, bo początki mieli niezłe. Nadal podobają mi się też rysunki, wiec mogę podtrzymać ocenę 7/10.
Krzycer:
Samo starcie z DiabLoganem było średnie - no i nie rozumiem, czemu wszyscy scenarzyści znęcają się nad Hellionem. Za to retrospekcja na strzelnicy była urocza ("you told me to aim at what I want"). Poza tym bardzo spodobało mi się to, jak Liu ustami Gambita podsumowała sytuację jego i Laury. W sumie to samo możnaby odnieść do tego, jak podchodzą do nich scenarzyści.
Po pierwszych dwóch numerach mogę z ręką na sercu powiedzieć, że podoba mi się ta seria. Zobaczymy, jak będzie dalej - nie jestem przekonany do mieszania Sinistera w przeszłość X, o czym mówią zapowiedzi - ale póki co, Liu buduje sobie mocną pozycję.


eX-Factor #210
Delirium: Jak zawsze, przednia lektura. Nawet pomimo odskoczni od wydarzeń w Vegas, które właśnie na dobre się rozkręcały, nie mogę mieć za złe Peterowi Davidowi, że zdecydował się wypełnić nam cały numer perypetiami Rahne, Rictora i Monet. Pierwsza dwójka dostarcza nam sporo humoru sytuacyjnego (oni plus wścibski cabbie i pani doktor, którym trzeba oddać honor), a przy tym widać, że coś tu śmierdzi magicznie i może się ładnie powiązać z tym, co zostaje w Vegas. Tymczasem M przysparza wszystkim nowego kłopotu i zapowiada się, że mamy ciekawą nową postać na pokładzie. Kolejne mocne 7/10.

Hotaru: Nie spodziewałem się takiego "przerywnikowego" numeru, ale Peter David wiedział, co robi. Perypetie członków drużyny pozostających poza Las Vegas okazały się na tyle absorbujące, że ani na moment nie poczułem zniecierpliwienia. Za to rysunki De Landro trochę przetestowały moją cierpliwość. Wiem, że to nieskończenie wiele klas wyżej od Stromana, ale... mogłoby być jeszcze lepiej.
medyk: Takie sobie intermedium (albo interludium? Nie pamiętam :?). Chociaż może nie "takie sobie", bo komiks czytało się przyjemnie, ale jest trochę za spokojnie. Jak dla mnie za bardzo rozwleczono relacje Rahne-Rictor (jazda taksówką miała być chyba tylko pretekstem do wciśnięcia przez PADa paru żartów, dobrze, że jak zawsze śmiesznych). Trochę narzekam, bo liczyłem, że w tym numerze Rahne wyzna, kto tak naprawdę jest ojcem dziecka i czekałem na reakcję Rictora. Nie tym razem. Rysownik też się nie postarał, np. scena, w której Rahne straszy rybki, mogła być naprawdę świetna, a tak jest takim trochę bohomazem.
Krzycer: Niby nic się tu nie dzieje - ale jak to nic się dzieje! Jest zabawnie, jest i na poważnie, a wszystko wychodzi niezwykle naturalnie. Może poza tradycyjno-konserwatywno-schematycznymi wypowiedziami Rahne na temat homoseksualizmu Rictora - w który to schemat, mam wrażenie, Rahne jest wciśnięta trochę na siłę. Trudno. PAD od dawna ma dydaktyczną żyłkę i nie zawsze naucza subtelnie. Poza tym jednak - jest to kolejny bardzo porządny numer. "Bardzo porządny" w osobnej skali, według której oceniam X-Factor. W skali ogólnej to bez problemów numer tygodnia.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aCarnage #1 (Carnage Variant)
Autor: Clayton Crain

Hotaru: Wielki plus za klimat. Okładka utrzymana w ciemnej tonacji, bardzo statyczna, ale niosąca obietnicę naprawdę dynamicznej akcji. Skulony Carnage tylko zbiera siły i mamy wrażenie, że za moment pokaże, na co go stać.







Gniot tygodnia:

bChaos War #2
Autor: Brandon Peterson

Demogorgon: W naszym komiksie występują: Galactus, który ma minę, jakby mu ktoś narobił na wycieraczkę. Silver "Małe rączki" Surfer. Nieanatomiczna kupa mięśni przebrana za Herculesa. Justin Bieber jako Amadeus Cho. Dwie redneczki jako Venus i Sersi. I Tommy Wiseau jako Thor. YOU'RE TEARING ME APART, MARVEL!








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.10.20


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.