Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #165 (18.10.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 18 października 2010
Numer 41/2010 (165)



Zacznijmy od końca tym razem, czyli od debiutów. W tym tygodniu kolejne dzieło Marka Millara ujrzało światło dziennne, czyli Superior. Najwięcej uwagi zostało jednak poświęcone wydarzeniom na skalę całego Wszechświata (czy raczej Wszechświatów), jak i tym trochę mniejszym (gdzieś w granicach Nowego Jorku). Mowa oczywiście o kolejnych częściach The Thanos Imperative i Shadowland. Na deser pozostawiłem dziś dwa numery, która podobnie jak te wymienione wyżej, wywołały zupełnie skrajne reakcje. Zapraszam do lektury.



bAmazing Spider-Man #645
Delirium: Piotruś znów ma problem z anger managementem, bo dał się zrobić w ciula, więc teraz szaleje po mieście i wyładowuje frustrację na przypadkowych łotrzykach, którzy robią pod siebie ze strachu. Jest w tym coś fajnego, ale też jest zbyt przypadkowe i nie ma mocnych podstaw. Ba! Cała historia ich nie ma! Ale mimo wszystko, masowe kickowanie assów zawsze jakoś mile łechce fanowskie brzuszki, więc prawdopodobnie to było głównym celem. I na pewno trafiłoby lepiej w cel przy innym rysowniku. Tym razem dam 5/10 z tycim wskazaniem ku górze.
colossus28:
Nigdy się ci przestępcy nie nauczą, że wkurzony Spider to niepokonany Spider. Parker w tym stanie pewnie zamiótłby podłogę Hulkiem. Nie chce mi się liczyć, ile razy już to widziałem. Poza tym dostajemy zbieraninę jakichś czwartoligowych rzezimieszków, których imion nawet nie chce mi się pamiętać, płaczącego Sandmana i kidnaperską akcję Lizarda. Po co mu dziecko, Bóg raczy wiedzieć. 3/10.
Krzycer:
Batman-man! Batman-man! Does whatever a Batman can!
Gdyby sekwencja miażdżenia kolejnych przeciwników była wynikiem jakiejś poważnej historii - gdyby prowadziła do niej odpowiednia historia - to byłoby to coś niezapomnianego. Ta sekwencja pasuje klimatem do "Back in Black" czy "Grim Hunt". Ale jako konsekwencja marniutkiego bujania się po NYC z noworodkiem jest tak niewiarygodna, że budzi zwykły śmiech. Jasne, to, że Peter jest wściekły bo wierzy, że zmarło dziecko, którym miał się opiekować, jest wiarygodne, ale zmiana pomiędzy ostatnim numerem a tym nie wyszła dobrze.
A szkoda. Pająk przebijający się przez ścianę powinien zostać zapamiętany... Szkoda więc, że te sceny nie miały godnej oprawy.
A glidera który najwyraźniej porusza się w nadprzestrzeni nawet nie skomentuję. Chyba, że Osborn zbudował schowek za ścianą panic roomu producenta MJ.


Daken: Dark Wolverine #2
Delirium: O tym, że Logan posiada zdolność bilokacji, a nawet omniprezencji, wiedziałem już od dawna, ale że takie zdolności ma Mystique dowiaduję się dopiero teraz. Główny bohater natomiast pozuje przy niej na boskiego żigolo, a wygląda bardziej jak fircyk w zalotach. I prawdopodobnie właśnie za to usmażyli mu dupę. Co przy okazji dowodzi, że pan Way z panem Aaronem się nie dogadali. Jedyne, co wnosi ta część historii, to obecność tajemniczego starca, który posłał Wolviego w cholerę - ech, znaczy się, do diabła. Może jeszcze coś z tego wątku będzie, ale trochę się tego boję. Na razie 4/10.
Krzycer:
...że co? O jakim życiu, które miał w swoich rękach majaczy Daken w czołówce, kiedy tańczy z przechodniami? O wyjątkowo nieporadnych zalotach do Mystique nie chce mi się pisać. Ale podoba mi się każdy komiks, w którym Daken kończy z wyprutymi flakami lub gorzej, więc końcówka mnie ucieszyła.
LeGoL:
Wszystkie te narracje Dakena, jego przemyślenia, porównania i plany... są beznadziejne. Do tego kompletnie się już pogubiłem, kiedy to się dzieje względem Mystique i jej udziału w "Wolverine Goes To Hell". Ale Daken leży na ziemi, obtarty ze skóry, za to kilka oczek na plus. 4/10.

Ender In Exile #5
Hotaru: Nadanie życiu Endera sensu po pokonaniu Formidów wypadło tu całkiem przekonująco. Zdaję sobie sprawę, że koniec tej miniserii to dopiero preludium do kolejnej sagi, zaprezentowanej w "Mówcy umarłych", "Ksenocydzie" i "Dzieciach umysłu", ale nie dziwi mnie, że zamiast podążyć tą ścieżką wydawca zdecydował się na projekt Formic Wars. Dalsze losy Endera są już po prostu skierowane do bardziej wymagającego czytelnika, więc ich komiksową adaptację niezmiernie trudno byłoby sprzedać. A tak, kto się nie skusi na projekt z "wars" w tytule? Ale odbiegam od tematu. Cały ten numer nosi znamiona epilogu - wątki dotyczące bohaterów zamykają się, by zrobić miejsce nowemu. Ale jako całość Ender in Exile wypada całkiem dobrze. Rysunki Mhana zaliczam na zdecydowany plus. Zgoda, może niektóre kadry nie są tak dopracowane, jak dopracowane być powinny, ale rozsiane po każdym numerze perełki z nawiązką to wynagradzają. Cieszę się, że Marvel wziął się za te adaptacje i z pominięciem kilku słabszych one-shotów, odwala tak dobrą robotę.


Incredible Hulks #614
Delirium: Fizyka w świecie Marvela to naprawę zadziwiające zjawisko - można na przykład upierdzielić znienacka do Układu Słonecznego całą planetę, nie rozwalając przy tym równowagi grawitacyjnej, a potem ot tak sobie wycelować ją w Ziemię. Ale czemu ja się dziwię? Tutaj nawet Avengers nie dają sobie rady z rodzinką Potwornickich. Pewnie przeczytali zawczasu skrypt i wiedzieli, że i tak się dogadają. Tylko w takim razie, po co w ogóle się tłukli? Mogli przecież… a nie - to by miało sens, a to przecież komiks z Hulkiem w tytule. Ale hej, przynajmniej Beast wrócił do swojej poprzedniej posta… oh, wait… Najwyżej 5/10 dam.
Krzycer:
Avengers got punked! I to z palcem w gamma-nosie. A przecież jeden Nova powinien poradzić sobie z całą gamma-rodziną... Mniejsza o to. Beast znowu nie bardzo przypomina samego siebie. Ale fajnie, że stoneship znowu jest w użyciu. Tylko czemu oni wszyscy latają na nim jak na desce surfingowej? Od kiedy to Hulki nie potrzebują powietrza?

cNew Avengers vol. 2 #5
Delirium: Lepsza strona Bendisa znów bierze górę i zaskakuje nas nieoczekiwaną rewelacją, której konsekwencje mogą być olbrzymie… jeśli tylko ktoś inny zwróci na nie uwagę. Miały być rewelacje na temat Stefka, a tymczasem dostaliśmy coś dużo większego. Rzekłbym nawet, że zbyt dużego, żeby zdać sobie z tego od razu sprawę. I nie jestem do końca pewien, czy autor zdaje sobie sprawę z tego, jak mocno wstrząsnął fundamentami uniwersum dla potrzeb historii. To trochę tak, jakby z matematyki usunąć dodawanie i mnożenie, a przy tym opowiadać o problemach z rysowaniem trójkątów. No dobra - powiedzmy wprost: upadek Vishanti powinien przedefiniować całą magię Marvela i obawiam się, czy oni to udźwigną. Póki co jest dobrze, ale to właściwie dopiero początek. Nie mam żadnych zastrzeżeń do tego numeru i nawet fusion dance z Wolverinem uważam za ciekawy pomysł. A dalej się okaże. Za tę małą rewolucję dam 8/10.
Hotaru: Muszę przyznać, warstwa graficzna tego numeru zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie tylko świetne rysunki Immonena, ale też fenomenalne kolory Laury Martin - komiksy takie jak te przypominają, dlaczego ta pani znajduje się w branżowej czołówce (na wpadkę zatytułowaną Secret Invasion spuszczę zasłonę milczenia). Scenariusz Bendisa wypadł całkiem wprawnie. Pomimo licznych ukłonów w stronę fandomu, przy tym tytule scenarzysta nie popadł w samozachwyt i jego fabularne zagrania nie drażnią, co najwyżej wzbudzają uczucie delikatnego pobłażania. W porównaniu do serii Avengers ten tytuł wypada zdecydowanie lepiej.
colossus28: Bendis to taki Stephen King na polu komiksowym. Chyba nikt tak jak on nie potrafi przeciągać i nadmuchiwać tekstu stwarzając wrażenie, że nic się nie dzieje, ale jednak wszystko trzyma się kupy i akcja brnie do przodu. Nie zawsze wychodzi mu to dobrze (Avengers) , ale tutaj jest całkiem okej. Sposób, w jaki Strange odgadł, z kim się mierzą wyszedł świetnie, brawa również za pomysł z Wolverinem jako naczyniem (oczywiście to musiał być on!), kolejny numer szykuje się świetny. 8/10.
Krzycer: Ooo, znowu dałem się wykiwać Bendisowi. Miało być odkrycie przykrych prawd o Strange'u a wyszło, że... Ale tym też byłem zaskoczony, więc mimo wszystko wybaczam. I tylko mega-morphin-Wolverine-super-sayan z końcówki mnie nie przekonuje. I czemu Immonen zatrzymał się na smoku i pentagramie? Logan powinien stać się jeszcze podwójnie czarny i dostać Strange'owski wąsik.
Pete: Spider-Man jako specjalista od mocy tajemnych (plus priority emergency calls ;) ), lekcja filozofii by Ben Grimm i rzecz jasna duet Hellstrom-Strange. Faktycznie epizod przegadany, ale na szczęście za każdym razem kiedy już miałem wrażenie, że odpływam, pojawiał się komentarz, który poprawiał mi humor na tyle, że spokojnie czytałem dalej.
Koncentracja na postaci Wolverina to dla mnie nie problem. Mam jednak nadzieję, że podczas samego pojedynku autorzy zaprezentują w jego wykonaniu coś ponad wszystko to co już znane i oklepane.
No i jestem ciekaw rezultatu. Ostatecznie jeśli faktycznie pewna grupa jest „no more”, nie mogą nie wyniknąć z tego poważne konsekwencje. Nie licząc rzecz jasna tych, które teraz dają o sobie znać. ;)


Shadowland #4
Delirium: Ladies and Gentlemen, Elvis has left the building… now there is only Zuul! Mam trochę mieszane uczucia, bo z jednej strony fabuła tego całego eventu galopem pędzi do rynsztoka, ale z drugiej pojawiło się kilka niezłych scen podczas samej walki. No, ale cóż - to i tak kwiatek wetknięty w górę obornika. Ogólnie bije po oczach brak logiki: jeśli udało się ściągnąć Wolviego, to czemu nie zgarnęli też ciężkiej artylerii, która pozamiatałaby Zuulem? Na początku jeszcze można było łyknąć tę wstrzemięźliwość Avengers, ale teraz jest to kompletny idiotyzm. Poza tym mamy kilka szablonowych zagrywek i kilka pokazów ignorancji. Powiadam Wam zatem: ten cały Ciemnogród zabije Daredevila na więcej sposobów, niż mieli na myśli jego autorzy. Na razie jeszcze 4/10.
colossus28:
Okładka oraz wszystkie znaki na Ziemi i Niebie mówiły, że Bullseye wróci, ale na to przyjdzie nam jeszcze poczekać. Pewnie do kolejnego numeru. Ogólnie dobry numer, który ma nas wprowadzić w nastrój ostatecznego rozwiązania. Maski opadły, Bestia pokazała twarz, czy raczej pysk, i wszystko stało się klarowne. Najlepszy moment w komiksie to grupka bohaterów siedząca w kanałach i studiująca jakąś mapkę. Doprawdy bezcenne. 7/10.
Krzycer:
To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o gritty-uliczny event, na który się cieszyłem po pierwszych zapowiedziach... Pewnie, już poprzednie trzy numery tej miniserii mnie zawiodły, ale dopiero tutaj wszystkie moje nadzieje zostały pogrzebane. W zasadzie podobały mi się tylko dwie sceny - Spider-Man pokonujący Typhoid Mary i jego krótkie starcie z Dare-Evilem.
Also: Wolverine out of fu*kin' nowhere!

LeGoL:
Po prostu brak mi słów żeby opisać, jak bardzo ten event mnie rozczarował. Nawet połączone WWH i SI by mnie tak nie zawiodły. Na szczęście są może dwa tie-iny, które nieco ratują sytuację, ale to, co się dzieje w głównej mini jest tak liniowe i przewidywalne, jak granie w Super Mario na Pegasusie. Do tego rysunki Tana, którego ścierpieć nie mogę... 3/10. A te dwa oczka wyżej za dwa tie-iny, które mi się podobają.

Shadowland: Blood On The Streets #3
Delirium: I znów poplamione krwią ulice okazały się tą lepszą stroną Ciemnogrodu. Intryga po prostu naturalnie brnie naprzód, a my możemy to obserwować z przyjemnością, bo nie ma się do czego przyczepić. Sable znalazła swoje miejsce, Shroud wpadł na właściwy trop, dzieje się dużo, a postacie zaczynają się docierać jako grupa, co naturalnie prowadzi do nowej inkarnacji Herosów Do Wynajęcia. Jest po prostu dobrze. 7/10 dobrze.
Krzycer:
Nadal mi się podoba. I jeśli ostatni numer utrzyma poziom, to będzie to najlepsze, co z tego eventu się urodziło. A na dodatek nadal nie mam pojęcia, kto za tym wszystkim stoi. Z drugiej strony dotąd nie miałem pojęcia o istnieniu Shrouda, więc nie wykluczam, że scenarzysta wyciągnie sprawcę, o którym również dotąd nie słyszałem...

Strange Tales vol. 2 #1
S_O: Tym razem krótko. Po pierwsze: HELL YEAH KATE BEATON! Jak to jest, że jeśli za komisy się bierze jakaś Kaśka z Kanady, to zawsze wychodzi jej świetnie?
Po drugie: historia Jhonena Vasqueza (ta o spasionym Loganie) też zabawna. Reszta - do zapomnienia.


Superior #1
Delirium: Przez chwilę pomyślałem sobie, że nie było to wcale takie złe, ale później przypomniałem sobie o paru faktach. Po pierwsze, debiuty takiego Nemesisa czy Kick-Assa też nie były złe, ale zazwyczaj już w drugim numerze zaczynał się koszmar. Po drugie, autor znów łaskocze za uszkiem komiksowych geeków, czekając, aż zaczną ku jego uciesze poruszać łapkami jak szczeniaki. Po trzecie, stwardnienie rozsiane nie jest kól i jeśli chce się poruszać jego temat, powinno się to robić inaczej niż jako pretekst do autopromocji (chyba, że część zysków pójdzie na jakąś fundację, wtedy zwracam honor). Po czwarte, zrzynanie z Supermana jest już nudne do bólu, zwłaszcza jeśli Straczynski zrobił to o wiele lepiej. A i tak numer kiepsko się broni, jeśli wziąć pod uwagę takie kwiatki jak gliniarz wpadający z bronią w ręku do pokoju dzieciaka. Innymi słowy: wszystko już było, jest zagraniem pod publikę, albo nie daje się wybronić. Mark Millar licks goats anyway, ale za to plus dla Leinila Yu. Tym razem dam jeszcze neutralne 5/10, ale powiadam Wam, że to błyskawicznie pieprznie o chodnik.
dJaro: Mnie rozwala to, że facet po raz któryś z rzędu znów mówi o tym samym. Lubię i chwalę każde, nawet nieudane próby dekonstrukcji mitu superhero - ale z Millarem problem polega na tym, że gdy tylko za to się zabiera, wciąż ślizga się tylko po jednym aspekcie. Kick-Ass, Wanted, 1985, teraz Superior - wszystkie na ciut wyższym poziomie interpretacji mówią zgodnie: superhero=eskapizm. OK, to prawda, ale raz - wszyscy to już wiemy, dwa - to prawda bardzo częściowa, bo na ten wycinek kultury składa się znacznie więcej elementów. I uparte pomijanie ich w kolejnym tytule, który jest wyraźną próbą mierzenia się z motywem, niekoniecznie świadczy dobrze o tej próbie.
Jeszcze o tej autopromocji - hiperzajebistość większości historii Millara mniej kojarzy mi się z samokreowaniem się, a bardziej właśnie z próbą mówienia formą, używania konwencji jako kolejnego środka przekazu. To się chwali - szkoda tylko, że ten przekaz i tak jest pusty i wtórny. I to jest dla mnie główny powód, dla którego Mark Millar [ocenzurowano - wybacz Jaro :)].

Krzycer:
Chciałbym automatycznie zmieszać Millara z błotem, jak od dłuższego czasu mam w zwyczaju, ale to akurat mi się podobało. Ciężko przewidzieć, co z tego wyjdzie - właściwie nic się nie zdążyło wydarzyć w tym numerze poza transformacją głównego bohatera - ale z chęcią się przekonam, co będzie dalej.
Do tego Yu w formie, w jakiej nie był od początku swojej pracy przy New Avengers.
Właściwie tylko do jednego chcę się przyczepić - gliniarza wchodzącego do sypialni małego chłopca, spodziewając się go tam zastać, z gnatem w ręku - ale to drobnostka.
Also: space monkey
!

The Thanos Imperative #5
Delirium: No i teraz wreszcie zaczęło się robić bardziej epicko. Pojawiło się więcej klimatu, czuć presję wydarzeń i czasu, mamy trudne decyzje i rozłamy… Nadal nie czuję skali samej wojny, ponieważ nie jest przedstawiana z punktu pola walki, jak choćby w Annihilation, a raczej ze sztabu dowodzenia. To można by zmienić, ale kosztowałoby dużo miejsca, więc jakoś trzeba przeboleć. Wynagradzają nam to natomiast przednie scenki sytuacyjne i naprawdę gwałtowne zwroty fabularne. Wydaje mi się, że wiem, co chce zrobić Thanos, żeby podejść Mar-Vella, ale nie będę się wychylał na razie. Plus dla Quilla za porównanie do LOTR. Rysunki momentami jakby lepsze, więc za całokształt mocne 7/10.
Hotaru: Nie chce mi się opiniować tego numeru. Bo ile razy można pisać, że DnA są genialni, że ich bitwy są iście kosmicznie epickie, ich dialogi ostre jak żyleta, zwroty akcji zaskakujące i całkowicie sensowne, a cliff-hangery wkurzające na potęgę? No właśnie... Dlatego krótko - numer tygodnia.
Undercik: Rewelacyjny numer! Zresztą jak każdy. No i przy okazji scena roku jak dla mnie. Strona z Thanosem i Lordem Mar-Vellem skaczącym ku sobie do walki - AWESOME!
LeGoL: Jak już wspomniano, dostaliśmy tutaj scenę roku. Strona, na której Thanos i Mar-Vell rzucają się sobie do gardeł i kwitujący to wszystko, bez słów, Star Lord - jest po prostu epicka. Rysunki dają radę. Cliffhanger jeszcze badziej daje radę i nie zapomnijmy o Nova Quasar. Hell yeah! Numer tygodnia, 9/10.
Pete: Tu muszę zgodzić się z tym co napisał Krzycer. Jakkolwiek początek potyczki Thanosa z Mar-Vellem zasługuje na ukłon po samą ziemię, ostatnia scena zrobiła na mnie dużo większe wrażenie.
Odnośnie kreski, to określiłbym ją jako przyzwoitą, choć z kilkoma niedociągnięciami. Racoona z mopsem co prawda nie skojarzyłem, za to muszę przyczepić się do hełmu Novy. Trudno to opisać, ale wyglądał albo na za duży, albo jakby ktoś wbił go na głowę Ridera przy pomocy czegoś ciężkiego.
Mimo wszystko, to nadal najlepsze co ostatnimi czasy miałem okazję przeczytać.


Thor #616
Delirium: No i już zaczynamy się rozmieniać na ułamki… Poprzedni numer zdał egzamin jako wstęp, ale ten już jest słabym rozwinięciem. Co nieco dzieje się wprawdzie u najeźdźców - zawsze jakiś zniszczony Wszechświat trzeba uznać za wydarzenie - ale na Ziemi wieje nudą. Thor bredzi jak potłuczony i nie wie, kto jest jego rodziną, a kto nie i w dodatku planuje wskrzeszenie Lokiego ot tak sobie, bo mu tęskno. Co i po co robi reszta obsady? Nie mam pojęcia. Głównie też bredzą. Rysunki nadal mnie nie przekonują, a marnotrawstwo przestrzeni wręcz drzaźni. Maksymalnie dam 5/10.
Hotaru: Oj. Czyżby poprzedni numer był najlepszym, jaki ten zespół może nam dostarczyć? Aż taki spadek formy już w drugim numerze? Moje żale dotyczą wprawdzie tylko scenarzysty i nakładającego kolory, ale to, co oni zepsuli, jest nie do odratowania. Fraction przykisił nie tylko przy dialogach (co było do przewidzenia), ale i przy samej fabule (Thor wskrzesza Lokiego? WTF?). Kolory Holingswortha są godne szkiców Ferry'ego tylko na stronach z antagonistami, gdzie są żywe, soczyste i klimatyczne. Wszystkie pozostałe kadry zostały wyprane w kwasie solnym, są mdłe, mało zróżnicowane i po prostu nudne. Po kolejny numer sięgnę już chyba tylko ze względu na Ferry'ego.
Krzycer: Nie, nie mogę... Thor i kosmici z alternatywnego Wszechświata mi nie pasują w jednym komiksie. Do tego klasycznie fractionowskie dialogi, w których nie do końca wiadomo, co jest nie tak, ale pozostaje jakieś uczucie, że ludzie się tak nie zachowują.
No i miał już miejsce pierwszy krytyczny facepalm - Thor tęskni za kimś "z jego krwi" i chce wskrzesić Lokiego... Od kiedy Thor może od ręki wskrzeszać wszystkich? Jasne, przywołał Asgardczyków po Ragnaroku, ale to jednak była inna sytuacja... Mam więc wrażenie, że Fraction przekartkował run Straczynskiego, ale nie zagłębiał się w lekturze.
A to, że Thor zdążył zapomnieć, że Balder jest jego bratem, tylko to wrażenie pogłębia.


X-Men vol. 2 #4
Delirium: Biorę książkę telefoniczną, szukam pod X, szukam pod W, pod P… Ni-hu-hu! No, nie mogę nigdzie znaleźć telefonu do przywódcy wampirów! Chyba w tej chwili muszę przyznać, że Scott Summers nie tylko ma stalowe cojones i jetpacka, ale również bezkonkurencyjnego operatora sieci komórkowej. Byłbym pod wrażeniem, gdybym wciąż nie śmiał się z durnego tekstu piosenki, którą wcisnęli w tło bijatyki w klubie. W tej sytuacji wcale się nie dziwię, że Blade woli Lady Zgagę. A tymczasem Wolviek tak się podniecił faktem, że stanął w jednym rzędzie z Edwardem i Czarusiem, że aż… zaczął o tym bredzić jak potłuczony. I znów jest najlepszy w tym co robi, bo takich bredni dawno nie widziałem. Niech oni już to skończą, bo ja sam sobie żyły przegryzę. Jest coraz gorzej, więc i ocena znów spada: 3/10.
Hotaru: W jakiś naturalny sposób rozminąłem się z tym komiksem. Znaczy, przeczytałem go - każdy dymek, obejrzałem - każdy panel, i poczułem - absolutnie nic. Nie ucieszyła mnie żadna z akcji, nie zirytował żadny z kwasów. Nie wiem, czy to świadczy o moim gorszym dniu, czy po prostu ten komiks jest tak wybitnie nijaki. Sami wyciągnijcie wnioski, bo mając na uwadze ten numer nawet tego mi się nie chce.



Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aEnder in Exile #5
Autor: Sebastian Fiumara

Hotaru: Mam nadzieję, że Fiumara jeszcze wróci do projektów ze świata Endera, bo ta okładka pokazuje, jak bardzo "łapie", o co w tym wszystkim chodzi. Pomijając poprawność techniczną tej okładki, najbardziej urzekła mnie jej wymowa. Ender i Valentine, ze wzrokiem zapatrzonym w przyszłość, uśmiechami na twarzach, gotowi są do dalszej tułaczki. W tle Królowa Kopca, siła napędowa i ukryty motyw ich wszystkich działań. No i pojawiające się nieśmiało na wieczornym niebie gwiazdy - ich przeznaczenie.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.10.13


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.