Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #134 - Daredevil: Father HC

Daredevil: Father HC lt134.jpg
Scenariusz: Joe Quesada
Rysunki: Joe Quesada
Okładka: Joe Quesada
Liczba stron: 200
Cena okładkowa: $24,99
Zawiera: Daredevil: Father #1-6

question: Komiksy o super-bohaterach to dziwne medium. Wystarczy wziąć pod lupę kilku bohaterów Marvela, by zilustrować w pełni moje słowa. O ile takie postacie jak Spider-Man czy Hulk są ofiarami wypadków w laboratorium, to reszta wpisuje się w znacznie szersze spektrum. Thor czy Hercules swoje pochodzenie zawdzięczają mitologii nordyckiej i greckiej, Ghost Rider czy Dr Strange wywodzą się z fascynacji autorów mistycyzmem i horrorem, a Capitain America to zwykły żołnierz obdarowany super-mocami podczas II Wojny Światowej. W ten sposób mamy do czynienia ze swoistym tyglem, dzięki któremu scenarzyści pod przykrywką opowieści o ludziach w trykotach, mogą eksplorować tereny science-fiction, fantasy, horroru czy nawet opowieści wojennych. Podobny misz-masz prezentuje Joe Quesada w swojej autorskiej opowieści Daredevil: Father.

Postać Daredevila została wymyślona w latach 60-tych przez Stana Lee, Billa Everetta i Jacka Kirby. Matt Murdock, nastolatek ze slumsów Hell's Kitchen, zostaje oślepiony przez radioaktywną substancję. Wypadek jednocześnie w niezwykły sposób wyostrza pozostałe jego zmysły. Matt po latach wykorzystuje swoje zdolności, by walczyć z przestępczością. Mimo, iż postać narodziła się w latach 60-tych, Daredevil, jakiego znamy dzisiaj, powstał w 1979 roku, a jego ojcem chrzestnym jest Frank Miller. On właśnie pchnął przygody Śmiałka w stronę klimatu czarnych kryminałów w stylu Raymonda Chandlera czy Dashiella Hammeta.

Fabuła Father zaczyna się właśnie niczym klasyczny czarny kryminał. W kancelarii głównego bohatera pojawia się tajemnicza kobieta, która ma dla niego zlecenie. Niestety Matt nie jest prywatnym detektywem, a tajemnicza nieznajoma nie jest ponętną feme fatale. U nowej klientki Murdocka, Maggie, zdiagnozowano nowotwór, chce ona pozwać firmę odpowiedzialną za ten stan rzeczy. Historia Maggie jest tylko wstępem do znacznie bardziej skomplikowanej intrygi. Wkrótce poznajemy kolejnych jej bohaterów, znerwicowanego męża chorej, Seana, i głowę potężnego rozrywkowego imperium, Nestora "NeRo" Rodrigueza.

Quesada buduje narrację opowieści lawirując pomiędzy retrospekcjami Matta na temat jego ojca, scenami małżeńskich scysji, brutalnymi morderstwami, czy wreszcie klasyczną nawalanką pomiędzy głównym bohaterem a bandą innych super-istot. Zaczynając lekturę tego albumu wydaje się, że Quesada próbuje wrzucić do worka zbyt wiele rzeczy na raz, a cała opowieść jawi się jako jeden wielki bałagan. Jednakże po przeczytaniu całości większość wątków układa się w logiczną i, o dziwo, bardzo zaskakującą całość. Naprawdę, gdyby nie jeden bardzo irytujący szkopuł, który ciągnie w dół całą historię, dzieło Quesady można by uznać za jeden z lepszych komiksów z Daredevilem w roli głównej (a konkurencja jest doprawdy ogromna). Chodzi tu oczywiście o postać NeRo. Jego grupa hiszpańskich super-bohaterów nie wnosi zupełnie niczego do całej opowieści i spycha ją na kilka stron z torów porządnego dreszczowca. Natomiast mimo, iż sama osoba Rodrigueza wpisuje się do przewodniego motywu historii, jej działania nie wnoszą zupełnie niczego do fabuły. Bardzo łatwo wyobrazić sobie całą historię okrojoną o kilka stron, w której nieszczęsny NeRo w ogóle nie występuje.

Mimo tej jednej zasadniczej wady Quesada w Daredevil: Father sprawdza się zarówno jako scenarzysta, jak i rysownik. Buduje świetną opowieść o tym, jak grzechy naszych rodziców kładą się cieniem na naszym działaniu, która momentami przypomina klasyczne greckie tragedie. Warto więc wydać trochę ciężko zarobionych złotówek na ten album, nawet jeśli nie jest się fanem Człowieka Bez Strachu.

Artx:Nie wiem, jak zacząć. Oczywiście winę za ten fakt ponosi Joe Quesada i jego komiks, a nie mój brak inwencji twórczej (broń Boże!). Chodzi o to, że miniseria Father jest bardzo nierówna. Z jednaj strony mamy tutaj ciekawe wątki, za to inne są zbędne i nużące. Prawie każdy z bohaterów ma niełatwe relacje ze swoim ojcem i jest to lepsza strona tej opowieści. Wątek seryjnego zabójcy też jest interesujący, choć z biegiem czasu staje się przewidywalny i nie jest w stanie zaskoczyć w jakiś zapadający w pamięci sposób. Uważam jednak, że obyłoby się bez przepychanek z Santerians – ta część fabuły wydaje mi się niepotrzebna. Oczywiście wprowadzenie tej grupy pozwoliło autorowi na umieszczenie wątku z NeRo i jego ojcem, ale właściwie kończy się on w części czwartej, dlatego nie okazuje się on kluczowy na końcu opowieści. Do tego nie bardzo rozumiem, dlaczego Daredevil używa japońskiego stroju w walce z Salterians. Jest też dla mnie zagadką, dlaczego Matt śledzi Seana Farrella w cywilnych ciuchach, skoro mógłby to równie dobrze (albo nawet lepiej) robić w kostiumie. Odnoszę w ogóle wrażenie, że Quesada wiele rzeczy umieścił w tym komiksie ot, tak sobie, bo mu się tak podobało – chciał narysować Matta na motorze, w stroju wojownika Kendo; czemu nie? Takie przypadkowe fragmenty nie wpływają jednak dobrze na odbiór opowieści jako zwartej całości. Odkrycie tożsamości Johnny'ego Socketsa nie jest zbytnio zaskakujące, jak już wspomniałem; muszę jednak przyznać, że końcowa scena z niewidomym starcem jest naprawę dobra i może stanowić niespodziankę dla czytelnika. Jest to moim zdaniem zdecydowanie najmocniejszy punkt scenariusza.

Styl rysowania Quesady jest doprawdy niezwykły. Postacie wyglądają trochę karykaturalnie i niezmiennie kojarzą mi się z twórczością McFarlane'a. Pulchna twarz Foggy'ego czy też policjant na posterunku pod koniec pierwszej części wyglądają, jakby byli narysowani przez twórcę Spawna. Quesada zmienił natomiast sposób rysowania samego tytułowego bohatera. Daredevil ma ogromną, napompowaną klatę i nie wygląda to naturalnie. Chyba Quesada powinien był pozostawić Śmiałka takiego, jak w "Guardian Devil". Poza tym jednym mankamentem talent autora robi na mnie wrażenie, ale nie jest to nic nowego, bo przecież Quesada już nie raz udowodnił, że świetny z niego ilustrator i nie szczędzi nam w tym komiksie widowiskowych paneli z Daredevilem/Mattem skaczącym po dachach budynków, które tak naprawdę nie wnoszą nic nowego do akcji, ale wyglądają imponująco. Można przypuszczać, że Quesada skoncentrował się bardziej na rysowaniu tego komiksu, niż na dopięciu scenariusza na ostatni guzik.

Podsumowując, powiedziałbym, że Father to miniseria z potencjałem, ale nie do końca wykorzystanym. Autor powinien darować sobie w ogóle wątek z Santerians i skupić się bardziej na tajemnicy morderstw Johnny'ego Socketsa. Być może wtedy Father miałby mniej części, ale byłby chyba bardziej spójny i interesujący.
LTplus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.