Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #163 (04.10.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 4 października 2010
Numer 39/2010 (163)



Pajęczak, X-Mani, dwóch Kapitanów, a na deser Fury i jego podopieczni. To wszystko i ciut więcej w dzisiejszym numerze. Dlaczego tylko ciut? Winą należy obarczyć nasze ukochane wydawnictwo, które zafundowało nam słaby tydzień.



bAmazing Spider-Man #644
Delirium: Już pierwszy panel tego komiksu kazał mi zadać sobie pytanie, czy chcę go dalej czytać. Rysunki w całości są równie paskudne, ale jakoś przebrnąłem przez nie, by przekonać się, że fabuła troszkę odbiła się od dna. Nadal unosi się gdzieś w ciemnościach, gdzie woda ma cztery stopnie Celsjusza, ale zawsze do jakaś zwyżka. Prawda, nadal bieganina i walki są idiotyczne, ale małe plusy w postaci scenki z Rhino i manewru z Chameleonem trochę to złagodziły. Cóż, nie zmienia to faktu, że historia jest cienka pod każdym względem i więcej niż 4/10 z wielką łaską nie dostanie.
colossus28: Odnoszę wrażenie, że Waid napisał tę historię tylko po to by upchnąć wszystkich lub prawie wszystkich klasycznych wrogów Spidermana w jednej histori. Bo jakby na to nie patrzeć mamy już prawie cały skład Złowieszczej Szóstki. Waid robi ukłon w stronę starych opowieści z Pająkiem w roli głównej lecz jest to ukłon wybitnie ułomny i grozi niezłą wywrotką. Co do obrazków to szkoda gadać...Azaceta musi być chyba jakimś krewnym Quesady, innego wytłumaczenia nie widzę. 3/10.
Krzycer: Nadal jest oldskulowo, ale przynajmniej końcówka zdołała mnie zaskoczyć. Jest też nadzieja na jakąś zmianę w relacjach między Peterem a Carlie po tym wszystkim, więc może jeszcze coś z tego będzie.


Avengers Prime #3
Delirium: Jest najwyraźniej dwóch Bendisów. Jeden, który pisze to, co chce i jak chce, świetnie się przy tym bawiąc oraz drugi (być może Skrull), który skleja skrypty pod fanów, próbując im się przypodobać, męcząc przy tym siebie i nas. Tu na szczęście pokazał się ten pierwszy. Lekkość i naturalność dialogów jest przyjemna i nawet urzekająca miejscami. Fabuła po prostu płynie sobie i nic jej nie przeszkadza. Wszystko pasuje, ładnie się łączy i jest interesujące. I o dziwo, to Antonio (a.k.a. Lady Godiva) znów najbardziej mnie rozbawił. Burczałem coś poprzednio o problemach z chronologią, ale zamykam dziób, bo pojawiła się szansa na wyjaśnienie tej kwestii. Pochwała również dla Alana Davisa, który także dobrze się spisuje. Tym razem będzie 7/10.
Krzycer: To wszystko pewnie nijak się będzie miało do tego, co Hel zrobiła później w ostatnich numerach "Thora", ale przynajmniej Bendis z większym wdziękiem porusza temat "co się dzieje, skoro jeden z dziewięciu światów jest w innym z dziewięciu światów" niż Fraction. A przynajmniej robił to w poprzednich dwóch numerach, bo tutaj kwestia przestała się pojawiać. Za to komiks jest przyjemny i stanowi dobrą podstawę do odbudowania przyjaźni między wielką trójką. Do tego Davis w dobrej formie.


Captain America: Patriot #2
Delirium: Przegapiłem okazję, żeby napisać coś o części pierwszej, więc wykorzystam ją teraz: Sam pomysł jest świetny i godny uznania. Istnieje potrzeba zapełnienia tej luki w historii, a dzięki celebracji rocznicowej i takim seriom jak The Marvels Project otworzyła się dla niej droga. Korzyść jest tym większa, że jest to cholernie dobra opowieść. Jeffrey Mace był dotąd marginalną postacią, o której czasami się wspominało, wymieniając ciurkiem Kapitanów albo bohaterów z czasów wojny - teraz dostał swoją szansę by zaistnieć i korzysta na całego. Już pierwszy numer bardzo mi się spodobał, a ten jest jeszcze lepszy. Tak jak Steve był swego czasu człowiekiem wyrwanym ze swojej epoki, tak Jeff jest tutaj człowiekiem w nieco za dużych butach poprzednika i to dodaje mu wymiaru, prawdziwości, wiarygodności. Tym razem pojawił się też nowy wątek, który mocno komplikuje sprawy, ale ma szansę dorzucić jeszcze jeden wymiar do opowieści, więc czekam na jego rozwój. Plus również za zimnowojenne oblicze Sowieckich Super-Soldatów i jeszcze jeden za grafikę. Dam mocne 7/10 i tytuł numeru tygodnia.


cCaptain America #610
Delirium: Powiedzmy, że spodziewałem się czegoś mniej więcej w tym stylu. Od początku podejrzewałe m, że Zemo z jakiś sobie tylko wiadomych powodów próbuje testować Bucky'ego, czy nadaje się do roli Capa. Historia zeszła co prawda bardziej w stronę jego okresu jako Winter Soldiera i kwestii sumienia, ale ogólny wymiar i konsekwencje są zbliżone do moich przewidywań. I w sumie dobrze, bo następna historia zapowiada się ciekawie i może być istotna dla postaci. ALE prawda jest taka, że można to było zrobić bardziej zwięźle, bez niepotrzebnych wstawek i rozwlekania wątków, które okazały się mało istotne oraz stawiania pytań, na które odpowiedzi już znaliśmy. Jest więc przyzwoicie, ale mogło być lepiej. I to samo tyczy się rysunków, które miejscami mi się nie podobały. Ostatecznie będzie mocne 6/10.
Krzycer: Pokręcone toto i do końca nie wiadomo po której stronie jest Zemo - ale to też zaleta, że Brubaker nie zniżył się do napisania sceny w której baron, podkręcając wąsa, wykłada Bucky'emu swoje racje. Co prawda rozmowa tuż przed wystrzeleniem go rakietą zmierzała w tę stronę, ale Zemo pozostał sympatycznie dwuznaczny. Za to zbliżający się proces może być ciekawy.

Franken-Castle #21
Krzycer: E, słabe to było. Konkretniej - ostatnie strony, na których Frank wraca do NYC były świetne, za to całe zamieszanie na wyspie potworów było marne. Miało być zobrazowanie szaleństwa, a było trochę biegania, trochę strzelania, niekoherentny monolog wewnętrzny i Frank oddał kamyk

Namor: The First Mutant #2
Delirium
: Tak sobie zacząłem czytać, próbowałem się wciągnąć, żeby odwrócić uwagę od plastelinowych ludków na rysunkach, i nagle dotarło do mnie, że tak naprawdę zupełnie mnie nie obchodzi to, o czym czytam. Ta historia nijak nie dała rady mnie zainteresować, a wręcz odniosłem irytujące wrażenie, że jest stylizowana na podwodnego Thora z wampirami na przystawkę. Jest jakaś sztuczna i ogólnie nudzi. W tej chwili pamiętam już tylko typka bez oczu i nic więcej z całego zeszytu. A może to i lepiej? Dam 4/10, bo jest zupełnie nie w moim typie, ale może komuś się spodoba.

Secret Warriors #20
Delirium: Noo… widzę, że sporo się wydarzyło w ciągu ostatniego półrocza w małym, sekretnym światku. Szkoda tylko, że dowiadujemy się o tym z kilku paneli dotyczących briefingu, a nie z ostatnich kilku numerów, które poświęcono na debaty w ONZ i wspominki. No, ale dobra - tak to sobie Hickman wymyślił, więc udzielę mu kredytu zaufania i założę, że było to potrzebne. To jednak nie zmienia faktu, że w fabule pozostaje półroczna dziura, a widać, że u naszych bohaterów coś się zmieniło, więc to chyba naturalne, że czytelnik oczekuje wyjaśnień i odpowiedzi. Tymczasem przechodzimy jednak do kolejnego planu i nie zagłębiając się prawie wcale w postacie, powoli ruszamy do akcji. Tutaj mamy dopiero początek rozwałki, więc też na coś konkretnego musimy poczekać. A za to numer wypełniają szerokie panoramy, znaczące spojrzenia i pozy. Cóż, ponarzekałem, bo czuję niedosyt, ale jednak dobrze się to czytało i niesprawiedliwe byłoby wystawienie oceny niższej niż 7/10. Ale tym razem jest ono słabe.
Hotaru: Zdaję sobie sprawę, że Hickman ma plan i się go po prostu trzyma, ale o ile na początku dziergał wokół niego zgrabne wzory, o tyle od kilku numerów odnoszę wrażenie, że mu materia pęka w szwach, nie od namiaru dobrodziejstw bynajmniej. Wszystko wydało mi się takie... mało zespolone. Nie pomaga też osoba Mirko Colaka, który wprawdzie rysuje lepiej od Vittiego, ale fakt, że jest tu nowy, odbiera jeszcze jeden punkt spójności. Nic to, może później będzie lepiej?

Valkyrie #1
Delirium:
Wyszło to całkiem nieźle, jak na 1-shot o postaci z trzeciej ligi. Update na temat: "co działo się z Val, gdy inni mieszkańcy Asgardu byli uwięzieni w ludzkich postaciach" był potrzebny i dobrze, że ta luka została uzupełniona. Cała reszta jest już trochę mniej fajna, ale nadal dość przyzwoita. Dopiero teraz zauważyłem, że Piledriver nazywa się Całuski - jak słitaśnie :P . I rysunki miejscami fajnie wyszły. Będzie z tego przyzwoite 6/10.

X-Men - Curse Of The Mutants: X-Men vs Vampires #1
Delirium:
Myślałem, że będą tu tylko przedruki, ale okazało się, że to kolejna antologia pod hasłem: "mamy większą historię i od cholery X-Manów, więc trzepmy kasiorę wciskając ich gdziekolwiek". O dziwo, tym razem aż tak źle nie było, bo każda z czterech historii miała coś do zaoferowania. Oryginalne rozwiązanie, jakiś smaczek, twist in the myth, albo przynajmniej rysunki. To zdecydowanie więcej, niż się spodziewałem, i chętnie zobaczę kolejną odsłonę, a tymczasem dam 6/10.
Hotaru: Spodziewałem się totalnej zapchaj-dziury, średniej jakości komiksu mającego zapełnić w rynku lukę, której nie ma. I miło rozczarowałem się. Minimalnie. O ile dwie pierwsze historie nie warte są papieru, na którym je wydano, o tyle skrypt Petera Davida jest całkiem... poetycki. Na tyle, że nie uważam decyzji o sięgnięciu po ten komiks za złą.
Krzycer: A fe. Myślałem, że to one-shot opowiadający jakąś historię a to kolejna paskudna antologia... Ale przynajmniej PAD w ciekawy sposób przypomniał o istnieniu Marthy Johansson i Ernst (...która miała być Cassandrą Novą o czym nikt już nie pamięta) a Husk dostała imponującą scenę akcji. Magneto w sumie też dobrze wypadł w swojej sekwencji. Wychodzi na to, że tylko dziwna, bardzo kiczowata historia z Dazzler zaniża poziom. Dazzler i kicz - kto by pomyślał?

X-Men Legacy
#240
Delirium:
Historia nadal ciekawie się rozwija i przez kilka interesujących rozwiązań zmierza do cliffhangera z dużym potencjałem. Nawet jeśli początkowa bitka może wydawać się zbyt krótka, to ma to swoje uzasadnienie. Ba! Każdy krok ma tu swoje uzasadnienie i wszystkie poprzednie zagadki są rzetelnie rozwiązywane. Bardzo ciekawie i klarownie została też nakreślona moralność Dzieciaków oraz ich wewnętrzna quasi-kultura. Teraz czekam, aż Rogue i Mags przetrzepią gnojkom tyłki, ale też muszę zauważyć, że byłoby ciekawie, gdyby Luz została na dłużej. Plus również za rysunki, a za całokształt solidne 7/10.
Hotaru: Przewrotnie! Carey potrafi zaskoczyć, wątpię, czy ktoś się spodziewał takiego rozwoju wypadków. Legacy nabrało nowego oddechu i od jakiegoś czasu trzyma naprawdę wysoki poziom. Również graficznie. Podoba mi się estetyka Manna. Nie tylko jego kreska i sposób rysowania sylwetek i twarzy, ale to jak eksperymentuje z kadrami, nigdy nie popadając jednak w przerost formy nad treścią, co jest bolączką Simone'a Bianchi. Nie mogę się doczekać kolejnego numeru.
colossus28: Co jak co, ale można się było spodziewać, że Carey znowu nie zawiedzie i mile nas zaskoczy. Komiks wciąż trzyma wysoki poziom z poprzednich numerów i choć walka Children of the Vault z X-Manami była ciut za szybka, nie ma się do czego przyczepić. Ciekawa sprawa to pojawienie się Luz na weselichu, pewnie odegra ona główną rolę w pokonaniu wroga, chyba że Rogue i Magneto przypomną sobie, ze są jednymi z najpotężniejszych mutantów. No i ciekawe w jakim kierunku pójdą relacje Luz - Indra. 7/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aNamor: The First Mutant #2
Autor: Jae Lee

Hotaru: Chyba jeszcze nigdy nie czułem się tak źle wyróżniając okładkę autorstwa Jae Lee. Bo wyróżnienie coś znaczy wtedy, kiedy jest się lepszym od innych dobrych, a nie... marnych. Bo coś w tym tygodniu same miernoty, przez co okładka z Namorem, równocześnie posągowa i dynamiczna, traci na istotności.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.09.29


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: Dunton (gościnnie)
Redaktor techniczy: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.