Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #133 - X-Men: X-tinction Agenda TP

X-Men: X-Tinction Agendalt133.jpg
Scenariusz: Louise Simonson, Chris Clarremont
Rysunki: Jim Lee, Rob Liefeld, John Bogdanove
Okładka: Jim Lee
Ilość stron: 224
Cena okładkowa: $19,95
Zawiera: Uncanny X-Men #270-272, New Mutants #95-97, X-Factor #60-62


Demogorgon: Stare, dobre lata dziewięćdziesiąte. Era, którą fani Marvela wspominają w różnoraki sposób, a która fanom X-Men dała kilka perełek i kilka gniotów (khemOnslaughtkhem). X-Tinction Agenda jest jak lata dziewięćdziesiąte. Albo ten crossover kochasz, albo nienawidzisz. Jest jak dwie twarze tej ery – Jim Lee i Rob Liefeld. Którzy zresztą odpowiadają tu za stronę wizualną.

Agenci z Genoshy atakują bazę X-Men i porywają Storm, Rictora, Wolfsbane, Boom Boom oraz Warlocka z New Mutants. X-Men łączą siły zresztą New Mutants i X-Factor, by ich uwolnić. Genosha ma jednak po swojej stronie nowoczesną technologię, Mutates – mutantów-niewolników poddanych praniu mózgu - Havoka ze zmienioną pamięcią oraz Camerona Hodge'a, dawnego znajomego X-Factor, teraz cyborga pałającego żądzą zemsty.

Fabuła jest prosta – Hodge zły, X-Men dobrzy, let's save the princess. Jest w niej parę ciekawych wątków, jak utrata tożsamości i degradacja do stanu bezmyślnych niewolników u Mutates, która podobała mi się, ale była ledwo poruszona. Nie wiem, czy nie przydałoby się jej rozwinięcie nieco, to by zdecydowanie dodało historii głębi. Zwłaszcza, że najwięcej o tym, jaki to straszny proces, mówi nam wewnętrzny monolog Wolfsbane, co jest porażką: jest prosta zasada storytellingu - pokazuj, nie mów - spodziewałbym się, że doświadczeni scenarzyści jak Clarremont i Simonson , będą potrafili jej lepiej przestrzegać. Podobały mi się wewnętrzne konflikty między wrogami, każdy przy władzy w Genoshy ciągnie praktycznie w swoją stronę. Koniec końców jednak to Hodge zostaje głównym złym i wypada w tej roli nudno – Claremont i Simonson starają się pokazać, jaki jest zły i przesadzają, przez co wychodzi jako jednowymiarowy złoczyńca, który zdecydowanie za dużo gada. To przybiera nawet formę autoparodii, gdy pod koniec Hodge wrzeszczy, że nieważne co mu zrobią, on i tak się nie zamknie.

Podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze, Wolverine nie stoi tak dużo w świetle jupiterów, jak przyzwyczajają nas współczesne komiksy, dostaje swoje pięć minut, ale dostaje też łomot. Za to niespodziewanie kozacko wypada Cyclops, który cały czas zachowuje się jak kompetentny dowódca i skopuje Alexowi tyłek. Dwa razy. Bez użycia mocy. Jedynie w jednej scenie mięknie, gdy musi pokazać, jaki to jest zazdrosny, że Logan może mu odbić Jean. Jeśli ktoś uważa, że cojones Cyclopsa wyrosły mu dopiero obecnie, to ten komiks mu udowodni, że jest inaczej – on je zawsze miał, one się tylko boją Jean.

Za szatę graficzną odpowiada trzech artystów prezentujących podobny, typowy dla lat 90-tych styl. Dzięki temu wizualnie komiks jest jednolity i nie ma takich przeskoków, jakie zdarzają się obecnie. Jim Lee nie jest tu zdecydowanie w dobrej formie, wiem doskonale, że potrafi o wiele lepiej, a tu popełnił parę błędów o wiele bardziej w stylu Liefelda. Sam Liefeld mnie zaskoczył. Wbrew obiegowej opinii, nie rysował przeciętnie, a potem stoczył się do poziomu chłamu – jego rysunki tutaj zawierają więcej błędów i mogą być nawet gorsze, niż późniejsze. Trzeci rysownik, John Bogdanove, to kompletna porażka, jego rysunki to koszmar i są praktycznie jeszcze gorsze niż Liefelda, co wiele mówi. Wiele razy miałem wrażenie, że facet próbuje karykaturować postacie.

W dużym skrócie, nie mogę nikomu z czystym sercem polecić tego komiksu. To jeden z tych, które kochasz albo nienawidzisz. Musisz, drogi czytelniku, przekonać się sam, jak jest w Twoim wypadku.

Sc0agar4k: X-Tinction Agenda. Crossover-klasyka. Wymieniany i porównywany z innymi crossami dotyczącymi mutantów, zarówno tych starszych, jak i tych, które ukazały się niedawno.

Fabuła rozpoczyna się od ataku Genoshan na Instytut Xaviera. Kilku mutantów zostaje porwanych. Reszta wyrusza im na ratunek. Przez cały czas trwania tego crossa trzy grupy mutantów (X-Men, New Mutants i X-Factor) muszą walczyć zarówno z wojskiem, Cameronem Hodgem (który stoi za tym wszystkim), jak i ze swoimi słabościami i przeciwnościami (uniemożliwienie korzystania z własnych zdolności).

X-Tinction Agenda rozgrywa się na łamach trzech serii (Uncanny X-Men, New Mutants i X-Factor). Za scenariusz odpowiadają Chris Claremont i Louise Simonson, natomiast rysunki są autorstwa trzech różnych rysowników i niestety widać między nimi różnicę. O ile Jim Lee trzyma jeszcze jakiś poziom, to niestety Jon Bogdanove już zdecydowanie nie. Twarze w jego wykonaniu są po prostu szkaradne (zwłaszcza pani prezydent). Liefeld jest jak... Liefeld. Scenariusz jest w zasadzie oparty na walce. Co kadr to kolejny pojedynek, najczęściej jest to pojedynek mutant kontra Hodge. Ogólnie wszystko trzyma się w stanach dobrych.

To, co najbardziej mi się podobało, to splecenie całej historii w kilku seriach. Nieczęsto zdarzają się takie wydarzenia (dodajmy, że dobre wydarzenia), które miałyby przez cały czas ten sam solidny poziom. Choć ostatnio pojawia się ich więcej, z różnym skutkiem.

Pierwsza moja styczność z tą historią miała miejsce w TM-Semic. Patrząc z perspektywy czasu, X-Tiction Agenda nadal potrafi wzbudzać emocje, choć już nie tak silne, jak wcześniej. Jedno jest pewne. Zapoznać się i przeczytać tę historię nie zaszkodzi.

LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.