Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #162 (27.09.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 września 2010
Numer 38/2010 (162)



Mutanci w Afryce, Mściciele w różnym wydaniu, debiuty nowych duetów autorskich, jedna mała blondynka (źle myślicie, Layla już urosła) oraz negatyw Batmana (dosłownie). To wszystko i jeszcze trochę w najnowszym numerze Avalon Pulse.



Astonishing X-Men - Xenogenesis #3
Delirium: Ellis konsekwentnie śmieszy, tumani, przestrasza, a do tego poucza. I co jest rzadko spotykane, wszystko to mu wychodzi wyśmienicie i w odpowiednich proporcjach. Aż chciałoby się skonfrontować ten numer z wydanym równolegle Uncanny, ale jedyna metoda konfrontacji, jaka teraz przychodzi mi do głowy to zwinięcie zeszytu w rulon i zdzielenie nim Fractiona w twarz. Historia absorbuje zakurzony wątek z Excalibura i naturalnie łączy go z ideą Ghost Boxes, a gdy już wydaje nam się, że wiemy, na czym stoimy, wywraca się do góry nogami. Obok czegoś takiego nie można przejść obojętnie, zwłaszcza kiedy dodatkowo dźga patykiem kolektywne sumienie świata przypomnieniem o problemach Afryki. Dialogi i fabuła są przednie, a do rysunków już zdążyłem się przyzwyczaić, więc wystawiam mocarne 7/10.
Hotaru: Podoba mi się ta miniseria. Fabuła i rysunki nie są może wycelowane w gusta masowego mutanciego odbiorcy, ale w mój gust trafiły. Podoba mi się karykaturalny wręcz sposób, w jaki Andrews wydobywa cechy bohaterów. Dialogi Ellisa zaś są ważkie i istotne, nie odnoszę wrażenia, że pisane są do 12-letniego odbiorcy (ekhem*Fraction*ekhem). Może postać Jaspersa średnio mnie interesuje, ale jestem za to bardzo ciekawy, jak nasza wesoła kompania poradzi sobie z zastępem Fury. Zostały jeszcze 2 numery, więc dużo jeszcze się może wydarzyć.
Krzycer: Ellis znowu stawia mutantów przeciwko typowemu komiksowemu łotrowi - by na następnej stronie odwrócić sprawę o 180 stopni i zadać trudne pytanie. A przy okazji ponownie powiedzieć czytelnikom parę trudnych rzeczy o realnym podejściu Zachodu do Afryki, i to bez sięgania po łopatologię czy patos. Innymi słowy - znowu mamy do czynienia ze znakomitym komiksem, zwłaszcza, że znalazło się w nim miejsce również dla zwykłej akcji. A do tego, jak Kaare Andrews wyobraża sobie mutantów też można się przyzwyczaić.
Ciekaw jestem dalszego ciągu. Jaspersa i Fury (Furies) znam tylko z jakiegoś strasznego clusterfucka popełnionego parę lat temu przez Claremonta, kiedy dano mu znowu Uncanny do zabawy, więc co by się nie miało wydarzyć i tak będzie to o niebo lepsze...


Avengers Academy #4
Delirium: Jakby ciut więcej tutaj crossovera z Boltami, ale nadal jest to wystrzał z kapiszona, a nie historia z prawdziwego zdarzenia. Rozmowa małolatów z Osbornem wyszła całkiem przyzwoicie, ale reszta numeru to już bulbotanie o niczym. Historia Mettle'a w porównaniu z poprzednimi jest cienka, a w dodatku w samej postaci jest dziura logiczna, bo skoro jego głowa wygląda jak metalowa czacha, to dlaczego cała reszta jest inna? Zresztą, poza rzekomą córeczką Taskmastera, całkowicie olano fakt pochodzenia mocy u pozostałych i to jest duży minus całej koncepcji. Wciąż też nie pasują mi rysunki. Dam najwyżej 5/10.
Hotaru: Rysunki McKone'a coraz bardziej wrastają w moje gusta - z numeru na numer podobają mi się bardziej. Nie powinno to też być jakimś szczególnym zaskoczeniem, bo są estetyczne i stoją na wysokim poziomie pod względem dynamiki, kadrowania i samego story-tellingu. Za to fabuła Gage'a podoba mi się już trochę mniej. Spotkanie trójki dzieciaków z ich byłym oprawcą wypadło bardzo mdło. Fragmenty scenariusza są wybitnie przegadane, w innych brakuje kilku kwestii. Ogólnie numer wypada średnio i liczę na zwyżkę formy w kolejnych odsłonach.

cAvengers Vol. 4 #5
Delirium: Najwięcej zainteresowania z całego numeru wzbudził rysunek linii czasowej, zawierający hinty na przyszłość. Fajnie, że zdecydowali się na taki pomysł, bo jest to coś więcej niż standardowy teaser tylko, że troszkę napluli sobie do kaszy, bo jeśli w rysunku jest jakakolwiek logika i proporcje, to oznacza, że ultronowa wojna oraz cała ta przyszłość są odległe o jakieś dwa i pół do trzech lat, więc właściwie czemu stary Tosiek jest stary i w ogóle? No ale dobra, przyjmijmy, że się twórcy nie dogadali. Sama historia gmatwa się jeszcze bardziej i chyba najlepszym sposobem na odnalezienie się w niej będzie przeczytanie jeszcze raz całości po fakcie. Ale przynajmniej jest wyczuwalna poprawa jakości treści, więc są szanse, że całość zamknie się przyzwoicie. Opinię o rysunkach możecie sobie wziąć z dowolnego poprzedniego numeru serii, bo nic się tu nie zmieniło i jest kaszana po staremu. Tym razem dam 5/10 za całokształt.
Hotaru: Cały numer skradła jedna stronica, a nawet jeden panel. Tak, mówię o głośno komentowanym grafie z planem teraźniejszych i przyszłych marvelowych eventów. Część z nich już teraz została ujawniona, inne nadal spowija mgła tajemnicy i to one najbardziej działają na wyobraźnię. Ale dlaczego opiniując zeszyt skupiam się na jednym tylko kadrze? Po prostu - o całej reszcie nie ma co mówić. Jest do bólu średnia i jak za jakiś czas będę sobie próbował przypomnieć, co się działo w tym komiksie, to graf z linią czasową będzie jedynym wspomnieniem.
Krzycer: Hej, cały ten chaos zaczyna mieć jakiś sens! Co prawda wszystko zaczęło się od sceny, która - o ile wydarzyła się naprawdę - świadczy o tym, że Kang mówił prawdę, ten numer zaś wtłacza nam do głów, że ściemniał - ale to jeszcze się powinno wyjaśnić. Na pewno jest lepiej niż było przez poprzednich pięć numerów.
Tylko rysunki nadal te same. Raz na numer zdarzy się robiąca wrażenie rozkładówka a reszta to pochód bardzo brzydkich ludzi. I kanciastych też.


Black Widow Vol. 2 #6
Delirium: Zgaduję, że tutejsza Fatale nie jest tą samą, która przewinęła się kiedyś w X-tytułach, więc raz jeszcze podnoszę pytanie: czyżby już brakowało nowych pseudonimów? Poza tym, fabuła jest… bardzo swierczynska. Bieganie, strzelanie, pościgi - bez wyraźnego celu, ale przy najmniej w o kilkaset procent szybszym tempie niż w Cable (i bez karaluchów). No i cliffhanger wyjątkowo kliszowy. Rysunki natomiast dość przeciętne. Nie urzekło mnie to, więc skłonny jestem stwierdzić, że kolejne podejście wydawnictwa do komiksu sensacyjno-szpiegowskiego się nie powiodło. Dam 4/10 i zacznę odliczać do końca serii.

Deadpool Team-Up #889
Delirium: Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek ktokolwiek cokolwiek napisał o atlasach, nie nazywając się Jeff Parker. Dla odmiany, wielu scenarzystów ostatnio mierzyło się z Deadpoolem i nie wszyscy wyszli z tego obronną ręką. Połączeniem tych dwóch faktów jest ten właśnie numer, w którym pupilek scenarzysty i pupilek redakcji stają ramię w ramię przeciwko dziwnemu i oryginalnemu przeciwnikowi. I to właśnie Borgia Omega jest, moim skromnym zdaniem, najciekawszym punktem historii, bo bohaterowie nudzą. Jego Laserdactyls przypomniały mi na chwilę o różnych cudacznych broniach z Nextwave, ale to i tak pomysł o kilka klas biedniejszy. Powiedzmy, że będzie 5/10.
Krzycer:
Sekwencja rozgrywająca się w kreskówkowej konwencji, bez dialogów, mi się spodobała. Reszta, niestety, nie była tak zabawna jak być powinna. Końcówka się udała - ale szczerze mówiąc chętniej przeczytałbym komiks traktujący o tym, co się stało później, na tratwie, zamiast wszystkiego, co dostaliśmy tutaj.

Fantastic Four #583
Delirium: Val zajęła właśnie miejsce obok wczesnej Layli Miller w rankingu moich ulubionych creepy little girls. Bez dwóch zdań, ukradła cały numer i wymiotła w kosmos. O ile wstawki z resztą rodzinki są po prostu jeszcze jedną przygodą F4, to scenki z Valerią, Doomem, The Bridge i Surferem są już wyśmienite. Cieszy mnie, że Hickman korzysta z wątków pozostawionych przez innych scenarzystów, a jeszcze bardziej cieszy to, że potrafi zrobić z tej kaszanki wykwintne danie. Epting też swoje trzy grosze dołożył do efektu końcowego, więc również należy mu się duży plus. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy, wystawiając mocne 7/10.
Krzycer:
Wszystkie niedociągnięcia dotychczasowych historii Hickmana w tym tytule niniejszym wybaczam za dwa kadry które znalazły się w tym numerze - "What would uncle Doom do?" i "Unacceptable". "Three" zaczęło się wyjątkowo dobrze. Czekam na ciąg dalszy.

Hulk Vol. 2 #25
Delirium: Zmiana warty twórców i od razu lepiej się czyta. Albo może powinienem powiedzieć, że w ogóle da się czytać. Parker jeszcze dużo musi się nauczyć, ale przynajmniej umie napisać dialogi, które mają sens i akcję, w której istnieje coś takiego jak ciąg przyczynowo-skutkowy. Daje też radę w miarę zainteresować czytelnika, który na samą myśl o Krasnym Hulku miał do niedawna odruch wymiotny. Może więc jest jeszcze nadzieja dla tej postaci. Plusem są też rysunki, które pozwalają na nieco inne spojrzenie i same w sobie są całkiem klimatyczne. Aha, jest jeszcze druga historyjka, ale od niej mnie odrzuciło, bo wygląda okropnie. Tym razem czerwony zapracował sobie na słabe 6/10.
Krzycer:
Naprawdę chciałbym, by ktoś przynajmniej podjął próbę wytłumaczenia jak serie "Hulk" i "Incredible Hulk" mają się do siebie. Jak na razie - nijak. A numer taki sobie. Dialogi lepsze niż za Loeba, ale walka Rulka z Iron Manem niestety przypomina poprzednie dwadzieścia dwa numery tej serii (bo dwa były niezłe).

b

Millar & McNivens Nemesis #3
Delirium: Brutalne, masowe mordowanie funkcjonariuszy policji, profanacja rodziny, kazirodztwo i wycieranie sobie mordy nazwiskiem autorytetu w branży - oto co Mark Millar uważa za czysta zajebistość. Pogratulować. Szkoda, że Frederic Wertham nie dożył tych czasów, bo z pewnością dostałby wylewu po lekturze i byłaby darmowa promocja. Ja sam zaczynam tęsknić za jakimś wewnętrznym kodem przyzwoitości wśród scenarzystów, bo każdy kolejny pomysł tego pana mnie obrzydza. Ocena: Mark Millar licks goats!
Demogorgon: Nie zamierzałem czytać tego komiksu. Nie chciałem czytać tego komiksu. Sięgnąłem po niego tylko po to, by móc z czystym sumieniem pozrzędzić na jedną stronę, którą widziałem na 4chanie. I wiecie co? Cała reszta to taki sam badziew. Normalnie nie wiem, gdzie zacząć. Może po kolei. Najwidoczniej Nemesis ma maskę przyspawaną do twarzy małymi bombami. Pomijając jak bez sensu to jest, nikomu nie przyszło do głowy ich rozbroić?! Nie, żeby mógł się zabić zdejmując maskę i zabrać doe grobu tajemnicę, gdzie uwięzili prezydenta... A zaraz, mógłby. Nemesis to nie zły Batman - to zła wersja tej kretyńskiej masturbacji nad Batmanem, jaką sobie masa fanboyów urządza od dawna. Jest niepokonany, ma plan na wszystko, potrafi wyciągnąć z tyłka setkę identycznych samochodów (które mogą stać pod więzieniem i nikt nie zwróci na to uwagi póki nie stanie się to ważne dla fabuły), wszyscy z jego profesji automatycznie zaczynają go podziwiać w chwili, gdy go widzą... Czy ktoś właśnie podsumował ten opis dwoma słowami? Jakie one były? Marty Stu? Sam nie ująłbym tego lepiej.
Wyciąganie brudów z szafy szefa policji to jakieś bzdury. Mogę uwierzyć w jedną z tych rzeczy, ale podane trzy na raz, ot tak, wychodzą niewiarygodnie, a sam sposób podania też fajny nie jest. Millar wyciera sobie tyłek tak poważnymi tematami jak zdrada, homoseksualizm, czy nastoletnia ciąża w taniej próbie uczynienia komiksu "mrocznym". I to wszystko ma swoją kulminację chwilę później, gdy
dostajemy najlepszą perełkę od czasu "You have t o get out of here, your vagina is haunted" - "Police chief's daughter impregnated by her gay brother". Na pierwszej stronie gazety. Ale to nic przy tym, co mamy po chwili. Lekarze wiedzą, że Nemesis zrobił coś córce. Nie wiedzą co, nigdy niczego takiego nie widzieli, ale jakimś cudem wiedzą, że jeśli dokonają na niej aborcji, sprawi to, że brzuch się jej zapadnie i nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. To jest tak głupie, że aż śmieszne.
Ocena: Gówno.

Wilsonon: Sam nie wiem co o tym myśleć. Gdyby nie to, że Mateusz rozwala 97 policjantów w kombinezonach i z pałkami w samych rękawiczkach oraz, że nikt nie zauważa kilku setek identycznych białych samochodów przed więzieniem, uznałbym komiks od strony fabularnej za świetny.
Sprytna ucieczka w stylu "za szybkich, za wściekłych" i diaboliczny numerek z dziećmi pana policjanta strasznie mi się podobały.
Rysunki, jak to McNiven, są świetne. Gdyby nie ten kolorysta... Eh. Ja rozumiem, że zieleń wpływa kojąco itd., ale bez przesady.
Tylko 6/10. Czekam (oj, poczekam) na finał tej historii.

Krzycer: Komiks jest poprawny, ale nic a nic mnie nie rusza. A jak już rusza, to negatywnie - tak jak idiotyczna była akcja z Air Force One, tak tutaj dostajemy walkę jednego Nemesisa z niemal setką strażników i coraz brutalniejszymi zastosowaniami pałek oraz sabotowaną macicę. Mark Millar licks goats.

Secret Avengers #5
Delirium: Nawet ciekawie się to rozwinęło. Pochodzenie złego Nicka zwanego Maxem ma jakieś logiczne podstawy, ale czeka tu na nas większa siupryza, która ma ogromny potencjał. Pozostaje mieć nadzieje, że nie zostanie on zmarnowany. Numer przypomina trochę te wspominkowe z czasów Secret Invasion, ale dobrze się go czyta, bo wiele wyjaśnia. Kombinacja rysowników też jest ciekawa i pasuje do klimatu opowieści. Tylko tyle i aż tyle, bo to wystarczy na przyzwoite 7/10.
Hotaru: Numer w dużym stopniu oderwany od głównego nurtu trwającej właśnie na łamach tego tytułu historii, zarówno w sferze graficznej, jak i fabularnej. Wolałbym, aby Brubaker znalazł jakiś bardziej elegancki sposób na przedstawienie postaci Maksa Fury'ego, niż retrospekcyjny numer, ale cóż... mogło być gorzej. Za to rysunki Larka, Aja i Gaudiano są na tyle klimatyczne, że nie zatęskniłem za Deodato. Chociaż cieszę się, że w kolejnym numerze znów zobaczę jego kreskę.
Krzycer: "Max Fury"? Ale obecność Steele'a może sugerować, że to wszystko jakoś będzie się wiązać z wydarzeniami z miniserii o początkach superbohaterów Brubakera, tytułu nie pomnę ["The Marvels Project" - przyp. Sco].
No i zawsze miło popatrzeć na rysunki Aji, nawet jeśli tylko na paru stronach.


Shadowland - Daughters Of The Shadow #2
Delirium: Bohaterka z dolnej półki w towarzystwie uciekinierek z Kill Billa to raczej nie jest zapowiedź dobrej historii. No i historia nie jest dobra. Nie jest nawet średnia - jest nudna i kiepska, i zupełnie niepotrzebna. Jedyne co sprawia, że sięgnę po ostatni numer to brak Coleen w składzie zapowiadanego nowego wcielenia Heroes For Hire i cicha nadzieja, że efektownie ją ubiją. Ale póki co, jest tylko 2/10.

Shadowland - Moon Knight #2
Delirium: Okazuje się, że mimo kilku banałów w konstrukcji historii, Moon Knight dobrze sobie radzi w Ciemnogrodzie i może mieć dla niego kluczowe znaczenie. Konstrukcja fabuły nie jest rewelacyjna, ale spełnia swoje zadanie i nawet daje radę zainteresować. Ciekawie rozwijają się też rysunki i nawet zaczynają mi się podobać. Pozostaje nam poczekać i zobaczyć, czy obietnice zostaną dotrzymane, czy jednak to znaczenie wcale nie będzie takie kluczowe. Na razie, dobre 6/10.

Thor #615
Delirium: Nie jest aż tak źle, jak się spodziewałem. Seria nie pierdyknęła od razu na łeb, ale mam wrażenie, że właśnie poślizgnęła się na szczycie schodów i najbliższe wydarzenia zdecydują, czy z nich runie, czy może się sturla delikatnie, czy może jednak zdoła się chwycić poręczy. Póki co, bardziej poczułem zmianę rysunków i te nowe nie pasują mi do serii wybitnie. Zwłaszcza, że Ferry zdaje się udawać Larrocę. Sam pomysł Fractiona nie jest zły i ma potencjał, ale wrażenie psuje mi pseudonaukowy bełkot i drętwota niektórych scen. Na razie dam mu jeszcze kredyt i ocenę 5/10.
Hotaru: Nie rozumiem Marvela. Dlaczego chcąc przekonać czytelników do nowego zespołu twórców serii zaprezentowano w zapowiedziach najsłabsze jego stronice? Skręca mnie, kiedy to piszę (wybacz, Gillen!), ale sam numer jest całkiem dobry. Owszem, występują zgrzyty w dialogach charakterystyczne dla Fractiona, ale nie osiągnęły tego grafomańskiego poziomu znanego z Uncanny X-Men, sam zaś haczyk połknąłem bez popijania i chcę wiedzieć, co będzie dalej. Co do rysunków Ferry'ego... Jestem na TAK! Zgoda, to nie Thor, którego oglądaliśmy przez ostatnie 2 lata z hakiem, ale po kilku stronicach przestawiłem się i teraz podziwiam kunszt artysty i czuję podziw podobny do tego, jaki towarzyszył mi podczas lektury Ender's Game. Prorokuję, że Fraction to skopie, ale tymczasem będę czerpał z tego tytułu frajdę, jak przez ostatnie kilkanaście numerów.

Ultimate Comics Spider-Man #14
Hotaru: Spodziewałem się bardziej dramatycznego zakończenia i szybka interwencja Bobby'ego i Johnny'ego trochę pokiereszowała budowane przez kilka ostatnich numerów napięcie, ale nawet uwzględniając ten zarzut jest bardzo dobrze. Wiem, że się powtarzam, ale to tytuł, w którym Bendis konsekwentnie, z numeru na numer, pokazuje że potrafi być świetnym scenarzystą. Lafuente trzyma stały poziom, za to brawa należą się Posnerowi, który kolorem wydobywa z jego rysunków to, co najlepsze. Nie mogę się już doczekać numeru jubileuszowego.

Undercik: Co tu dużo mówić. Najlepsza seria Bendisa. Jest ten poziom co zawsze, klimat co zawsze. W sumie mógłbym to pisać przy każdym numerze. Nawet do Laufente się przyzwyczaiłem. Ten ongoing mógłbym czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Sama historia, której finał był w tym numerze - bardzo dobra. Pytanie tylko, dlaczego Bendis tak dobrze nie pisze już Mścicieli, a ten tytuł nadal utrzymuje na naprawdę dobrym poziomie.
Krzycer: Z jednej strony - rodzeństwo Kameleonów wkopało Parkerowi mocniej, niż ktokolwiek dotychczas zdołał, z drugiej - jakoś zbyt łatwo Johnny'emu, Bobby'emu i Peterowi poszło w końcówce. Choć jest jakaś siła w tym, że przeciwnicy nie byli zagrożeniem fizycznym a tyle zdołali napsuć.
Tyle tylko, że S.H.I.E.L.D. mogłoby wydać jakiś oficjalny komunikat o tym, co się stało - a pewnie do tego nie dojdzie i Pająka znowu będą nienawidzić w mieście, "bo tak".


dUncanny X-Men #528
Delirium: Posłużę się cytatem z wnętrza numeru: "We are not amused". Może odbiór tego numeru nie byłby taki bolesny, gdyby Ellis nie pokazał w tym tygodniu, jak powinno się pisać wizytę mutantów w Afryce… Chociaż… To przecież tylko jeden z wątków. Mamy jeszcze kretyńską bitkę o sztukę nowoczesną, pieprzenie o PR, jakieś podwodne męty-smęty i Emmę, której zachowanie wykracza poza skalę WTF (tak, wiem - Sublime się zbliża, ale to niczego nie zmienia). Mamy też brzydkie rysunki i kiepskie dialogi oraz nową postać, która ginie gdzieś pod tonami tego shitloadu. So, mister Fraction: we are not fuckin' amused at all! 3/10.

Undercik: Do tego, że Fraction pisze źle, zdążyłem się już przyzwyczaić. To, co utrzymuje mnie przy tym tytule, to to, że chcę wiedzieć, co mniej-więcej dzieje się u iXów. Tym razem też jest kiepsko, i nie tylko w kwesti fabuły ale i dialogów. Do tego można doliczyć najgorsze prowadzenie postaci Emmy w historii. Cały urok tej postaci w tym tytule pryska. Spodobały mi się jedna, może dwie rzeczy w tym numerze. Jedną z nich jest zwiastun tego, że fabuła bardziej skupi się na Pryde. Tak, wiem, to będzie masakra, ale warto o tym myśleć biorąc pod uwagę pojawienie się Gillena w tym tytule.
Wilsonon: Najlepsze w tym komiksie były ostatnie strony zapowiadające Chaos War.
Każda próba przeczytania tego, co Fraction z dumą określa dialogami, była przerywana przez okrzyki przerażenia i wybuchy śmiechu spowodowane ujrzeniem prac pana Portacio. Aby się uspokoić po zobaczeniu tak zdeformowanych ludzkich twarzy (przesunięte oczodoły, małpie usta, abstrakcyjny zez) i nieproporcjonalnych kończyn, musiałem sięgnąć po książkę anatomii.

Krzycer: Zbiegiem okoliczności możemy podziwiać w tym tygodniu kunszt dwóch zespołów autorskich realizujących ten sam temat - mutanci w Afryce. Zgadnijcie, kto wygrywa w tym porównaniu? Kaare Andrews rysuje co prawda najbrzydszych x-manów jakich pamiętam, ale to kwestia stylizacji, bo artystą jest dobrym. Panu Portacio za to wyszła tylko okładka... a nie, to nie on ją rysował. To tyle w tym temacie.
Pod względem scenariusza zaś - sama wizyta w Afryce to Fraction w pigułce. Niezły, nawet jeśli mało oryginalny pomysł, średnie wykonanie (co Storm strzeliło, żeby prowadziła Idie przed sobą?), koszmarne dialogi ("We are not amused" - szlag, w głowie się nie mieści, jakie to jest złe). I podobnie jest w pozostałych częściach numeru - fajnie, że znowu widzimy choćby przez chwilkę to, co dzieje się pod Utopią, denerwuje bezsensownie rzucane "Imperius Rex". To, co dzieje się z Emmą zaczęło nabierać trochę sensu, efekt rujnują jej koszmarne kwestie w rozmowach z Colossusem i Kitty...
Jeśli nawet Gillen miałby tylko przepisując skrypty Fractiona poprawiać dialogi to i tak podniesie to poziom komiksu o półtorej klasy.






Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aThor #615
Autor: Pasqual Ferry

Hotaru: Ta okładka to świadectwo podejścia, na jakie artysta zdecydował się przyjmując fuchę rysownika serii. Jego Thor będzie lekko podrasowany, patrzący w przyszłość z dumnie uniesioną głową, ale też z lekko ugiętymi nogami dającymi pole do manewru. W tle Asgard, który zyskał futurystyczny niemal wygląd. Nad nim gołębie, symbol nadziei, i ciemne chmury, które są dość wymowne. No i te kolory...







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.09.22


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: PuppetMaster
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.