Avalon » Publicystyka » Artykuł

red splash #1 - TASM JMSa

Kilka słów o przygodach Spider-Mana pisanego przez Straczynskiego - tzw. runie. Jednocześnie pierwszy numer nowego nieregularnika red splash.

TASM JMSa

 

Jeśli nie potrafisz rozszyfrować tych dwóch powyższych skrótów to świadczy to, przynajmniej, o dwóch rzeczach. Nie znasz jednej z najbardziej zasłużonych i wydawanych od półwiecza serii komiksowych (swojego czasu także w Polsce), która doczekała się kilku filmów fabularnych, kilkunastu seriali animowanych i milionów gadżetów z podobizną głównego bohatera. Mowa oczywiście o Niezwykłym Człowieku-Pająku, lub jak to piszą Amerykanie The Amazing Spider-Man – TASM.

Po drugie nie znasz też scenarzysty filmowego i komiksowego o swojsko brzmiącym nazwisku Straczynski, który zamiast umieszczać swoje przydługie imiona Joseph, Michael na okładkach komiksów, czy czołówkach seriali, skrócił je do inicjałów J.M. i tak powstał, używany powszechnie, podpis firmujący autora J.M. Straczynski – JMS właśnie.

 

Był taki czas, gdy flagowa seria o Spider-Manie (tak, był taki czas, gdy wychodziło kilka serii o Pająku) miała się źle, choć trudno w to uwierzyć. Była to konsekwencja zapaści całego rynku komiksowego w latach dziewięćdziesiątych i słabych historii w samej serii. Dość przypomnieć takie historie, jak Clone Saga, "Identity Crysis" czy fakt, iż śmierć cioci May z numeru 400-go była mistyfikacją.

Marvel próbował przywrócić blask serii, restartując ją. Dwadzieścia dziewięć numerów serii napisał Howard Mackie i ilustrator większości, John Byrne. 1. numer vol. 2 TASMa zamówiono w ok. 125.000 egz., co oznaczało mniej więcej dwukrotny skok zamówień w porównaniu do ostatnich numerów pierwszego wolumenu. Seria nie była jednak wyjątkowa, żeby nie powiedzieć gorzej. Wyniki sprzedaży spadały, zamówienia sięgały już poniżej 50.000 egz. (połowę zajmującego pierwsze miejsce Uncanny X-Men). I wtedy, wraz z numerem 30., przybył Straczynski.


CZŁOWIEK
Straczynski zrównoważył postacie bohatera poprzez prowadzenie jej równie interesująco jako Petera Parkera i Spider-Mana. may.jpgWiększość scenarzystów pisząc o przygodach Ścianołaza skupia się na monumentalnych walkach, nowych przeciwnikach i całym zdumiewającym i spektakularnym życiu Spider-Mana, pozostawiając kilka scenek rodzajowych dla Petera – błazna, męża, kolegi czy bratanka. JMS wyszedł poza ten kanon, rzucając Petera na dziewicze wody. Peter wciąż był zabawnym młodzieńcem, tym razem jednak ciężko nie było zauważyć, że podwójna tożsamość, ciągłe walki i przede wszystkim rozstanie z MJ sprawiły, iż w jego życiu jest też miejsce na zgorzkniałość i emocjonalny ból. Postać otrzymałą głębię, jakiej wcześniej nie miała (w mojej ocenie nawet za czasów DeMatteisa), a naturalnym jej rozwojem była zmiana pracy przez Parkera – mianowicie został on nauczycielem. Świetnym nauczycielem, możnaby dodać, z jednej strony rzucającym żarcikami na lewo i prawo, z drugiej nieobojętnym na problemy jego uczniów. Posadzenie Parkera w nowym otoczeniu i jego interakcja z nowymi postaciami nadała komiksowi świeżości, a samemu Peterowi dodała dojrzałości odpowiedniej dla jego wieku (co świetnie równoważy fakt, iż po pracy w szkole lata na pajęczynie w czerwono-niebieskiej pidżamie).

 

Po pracy, drugą ważną zmianą, jaką dotknęła Petera, była rozmowa z May. To, na co czekaliśmy od Amazing Fantasy #15 stało się – Ciotka May dowiaduje się, iż Peter to Spider-Man, co więcej, bratanek wyjawia powód, dla którego walczy ze złem – mówi, iż jest winny śmierci Bena. Pełna emocji scena nie mogłaby być napisana lepiej – dramatyczne momenty okraszone nutką humoru uzupełniały się idealnie, dzięki czemu nie ma tam za grosz patosu i sztywności, jest za to bardzo prawdziwa i potrzebna scena. Aż dziwne, iż żaden scenarzysta wcześniej nie pokusił się o jej napisanie. W całej tej sytuacji – odkrycia podwójnej tożsamości bohatera - zyskuje też May Parker, z płaskiej, drugoplanowej postaci cioci, która zawsze jest i zawsze ma ciepłe słowo dla ukochanego siostrzeńca, przeistacza się w obrończynię dobrego imienia Spider-Mana, wytykając błędy samemu Jamesonowi. Z drugiej strony nie do końca może poradzić sobie z brzemieniem tej wiedzy i tak na liście jej zakupów pojawiają się środki uspokajające, dużo środków uspokajających.

W całym runie jest wiele scen, które obrazują Petera Parkera, pogłębiając jego charakter. Zbudowane są one często na podobnej zasadzie, co scena rozmowy z ciotką – część dramatyczna okraszona humorem. W tej serii sprawdzają się one idealnie, rozładowując emocję i łącząc dwa wcielenia – Parkera i Spidera, które do tej pory zbyt się różniły – fajtłapowaty, nieśmiały, wiecznie znikający Peter i Spider-Man, bohater, dla niektórych złoczyńca, nie bojący się stanąć na drodze Juggernautowi.

Wśród tych wszystkich scen, niektórych dłuższych, niektórych jedno- lub kilkupanelowych można wyłowić prawdziwe perełki. Na mnie osobiście szczególnie mocne wrażenie sprawiła scena, na którym odwiedzając dom Mary Jane w LA Peter patrzy na jej łóżko i zastanawia się, czy z kimś je dzieliła. Po sekundzie postanawia jednak ją o to nie pytać. Bo raczej nie przeżyłby odpowiedzi twierdzącej. Kilka słów i kilka kresek wystarczyły, żeby twarzą herosa odkryć wciąż niepewnego siebie chłopaka, który stracił już jedną miłość w życiu.

Przy okazji, jak już poruszam ten temat, to jak dowiedzieliśmy się później, Gwen miała romans z Normanem Osbornem. Co więcej, jednorazowe kilka chwil namiętności doprowadziło do ciąży. Stacy urodziła bliźnięta, które przez zmienioną krew Normana już dorosły. Peter podczas śledztwa w sprawie tożsamości bliźniąt pobrał materiał genetyczny od Gwen, przeszywając jej grób i ciało prętem… - tych kilka scen wróciło do mnie, gdy pisałem te słowa. Wystarczy przypomnieć sobie jakiś fragment fabuły, żeby wywołać przed oczy świetny panel czy stronę.

Kulminacyjnym punktem, w którym całe to odkrywanie na nowo Petera pokazuje swoją siłę, jest Civil War i konferencja, podczas której Peter zdejmuje maskę. I wtedy trafia czytelnika, tak jak i resztę mieszkańców uniwersum M, iż Peter Parker to Spider-Man, bohater zawsze przywdziewający kostium/kosiumy czasami. To nie Spider-Man jest najważniejszy, a właśnie P.P.

 

PAJĄKezekiel.JPG
Zmiany u Petera są przełomowe i ważne, jednak to, co Straczynski uczynił ze Spider-Manem, jest jeszcze większe w swoim rozmachu. Przyjrzał się on bowiem konceptowi stworzonemu przez Stana Lee i… odrzucił go.

Scenarzysta wprowadził postać Ezekiela, uroczego, starszego biznesmena, przypominającego trochę wujka Bena. Oznajmił on Peterowi, iż nie zawdzięcza on swojej mocy promieniowaniu i pająkowi, ale został wybrany przez moc totemiczną. Pająk i tak miał mu przekazać moc, lecz po drodze został napromieniowany. Była to opinia trudna do odrzucenia, bowiem Ezekiel wypowiadał ją po pokazie mocy identycznych ze Spider-Manowymi. Wątek Ezekiela ciągnął się przez sporą część runu do dość zaskakującego i emocjonującego finału, a sam Peter zaczął walczyć z innymi totemicznymi przeciwnikami, jak choćby z największym z naturalnych wrogów pająka (nie wiecie z kim? Zróbcie to, co JMS, poszukajcie).

 

Oczywiście nie zabrakło walki z klasycznymi przeciwnikami jak Dr. Octopus czy świeżo wymyślonymi. Nie zabrakło również występów gościnnych Captaina, Iron Mana czy nawet samego Lokiego (który, notabene, jest Peterowi dłużny przysługę). Pewną nowością było wprowadzenie do serii w tak dużym stopniu Dr. Strange'a. Sorcerer Supreme stawał się pierwszą osobą, do której zwracał się o pomoc Spidey, miało to oczywiście związek z nową stroną jego mocy.

 

JMS poszedł jednak dalej. Zapewne wertując encyklopedię i hasło: pająk, trafił na kolejny szokujący pomysł. Peter dostał bowiem szansę na zrzucenie skóry i przez to częściowe, fizyczne narodzenie się od nowa (po swojego rodzaju śmierci) – zniknęły choćby wszelkie blizny z niezliczonych walk. To jednak nie koniec - Spider-Man stał się bardziej Pająkiem, zyskując nowe moce – jak choćby żądła w nadgarstkach czy własne sieciowody. Niestety, wątku nie pociągnięto – po tej historii zaczęła się Civil War – Peter stanął po stronie Iron Mana, dostał nowy kostium. A moce odeszły w odstawkę.

Nie zmienił JMS tylko jednego – dalej Spidey był największym komediantem uniwersum Marvela. Ścianołaz sypał dowcipami, jego myśli przywoływały uśmiech na twarzy, a sytuacje, w które się ładował, powodowały ból brzucha. Wszystko w odpowiednich dawkach i odpowiednich momentach, tak, by seria nie straciła nic ze swojego uroku.


IT'S MAGIC

Nie miał Straczynski spokoju podczas pisania przygód Pajęczaka. Spider-Man, jedna z flagowych postaci uniwersum, nie może mieć przygód oderwanych od reszty świata, dlatego też od Civil War w historii widać coraz większy wpływ redaktorów. O ile można wybaczyć im odrzucenie pomysłu, aby dzieci Gwen okazały się także dziećmi Petera, to zlekceważenie nowych mocy Spidera było już karygodne. Niestety, był to dopiero początek. W pewnym momencie zdecydowano o dalszych losach Petera i jego alter ego. JMS napisał scenariusz, który do tego doprowadzał. Nie spodobał się on jednak szefostwu i scenarzysta musiał przygotować nowy skrypt. Był on na tyle zły, iż Joe nie chciał się pod nim podpisać, zarzucając mu idiotyzm, w którym jako remedium na wszystkie nieścisłości używano sformułowania "it's magic". Czyli nic nie trzeba tłumaczyć, bo to magia.

 


RYSOWNICY

Cały run Straczynskiego miał wielkie szczęście jeżeli chodzi o ilustratorów. Cała czwórka - John Romita Jr, Mike Deodato Jr, Ron Garney i Joe Quesada - wspięli się na wyżyny swoich umiejętności, tworząc wiele niezapomnianych ilustracji. Brylował w szczególności Romita, racząc nas świetnymi okładkami, tworząc Ezekiela czy rysując najlepszego Spider-Mana w kostiumie ever! Deodato wniósł do serii swój styl i realizm, tak bardzo widoczny w postaci Starka, a Garney stworzył przepiękne historie z czarnym kostiumem w roli głównej.

Romita Deodato Garney

9/11, #500
Na osobne miejsce zasługują dwa numery. Pierwszy z nich (#36) to numer poświęcony atakowi na WTC. Pełen emocji, z lekką nutą patosu i patriotyzmu komiks był cudownym hołdem oddanym ofiarom terrorystycznego ataku. Na tych 22 stronach Straczynski przekazał całą swoją miłość do Nowego Jorku i narracją oddał cześć poległym (nie wywołując przy tym wojny z Irakiem).
Drugim, równie monumentalnym numerem, jest jubileuszowy numer 500-ny. Począwszy od świetnej rozkładówki, poprzez rozmowę Petera z wujkiem Benem, aż do ponownego przeżycia najważniejszych chwil w życiu Spider-Mana z komiksu wydobywa się jedno – miłość Straczynskiego do postaci i wielki kunszt pisarski, kto wie, czy nie największy w branży.500.jpg

#36
redevil
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.