Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #161 (20.09.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 września 2010 Numer 37/2010 (161)



Kolejny tydzień za nami, kolejna porcja recenzji przed nami. Ten tydzień sponsoruje nam liczba trzy. Tym razem pod obserwację trafiły trzy kolejne tie-iny Shadowland, trzy numery o Pająku, trzy przygody mutantów z pod znaku X (w tym, najbardziej opiniowany, początek solowych przygód X-23). Do tego należy jeszcze dodać dwie historie ze strefy Gamma oraz z Asgardu. Jest w czym wybierać.



cAmazing Spider-Man #643
Delirium: Jak na Waida, to strasznie cienka ta historia. Ucieczka przez całe miasto z noworodkiem pod pachą to już absurd sam w sobie, a jeśli dodać do tego ścigających super-łotrów i policję oraz komentarze na żywo w TV, to już wkraczamy w jurysdykcję Ministerstwa Głupich Kroków. Miałem nadzieję, że chociaż coś wyjdzie z tej sceny z Carlie i telefonem, ale niestety. Grafika bynajmniej nie pomaga, a wręcz przeciwnie - chwilami zupełnie odrzuca. Nie nazwę tego przyjemną lekturą i wystawię 3/10.
Volf:
Ależ to było głupie. Peter przez cały numer ucieka i walczy ze złoczyńcami, cały czas obserwowany przez setki kamer... i dziwnym trafem NIKT nie zauważa, że ściga go cała banda przeciwników? Nikogo nie zainteresowała burza piaskowa ani grad błyskawic nawalająca prosto w Pająka? Żeby chociaż rysunki to ratowały, ale też są beznadziejne. Nie po to nadrabiałem całe Brand New Day, żeby po "Grim Huncie" poziom miał znowu się tak stoczyć...
colossus28:
Mam wrażenie, że cofnąłem się w czasie, znowu mam 10 lat i czytam swoje pierwsze komiksy ze Spiderem w roli głównej. Bo to właśnie taka przaśna historia z tamtych lat, starzy wrogowie, sposoby na pokonanie adwersarzy wymyślane naprędce i szybko wprowadzane w życie z doskonałym skutkiem, do tego wszystkiego z dzieckiem na ręku. Tylko, że ja już nie mam 10 lat i od komiksu oczekuję czegoś więcej niż tylko wspominkowych historii. Nawet JJJ zaczął mnie wkurzać ostatnio, nienawiść nienawiścią, ale facet jest w końcu merem Nowego Jorku i mógłby się zachowywać jak na poważnego urzędnika przystało. 5/10.
Kamyk:
Ciąg dalszy historii z dzieckiem Goblinów nie zachwyca. Rysunki nadal poniżej poziomu oczekiwań. Z całej gromady złoczyńców, którą zebrał Dr Octopus w poprzednim numerze, pojawiają się Sandman i Electro - reszta czeka na swoją kolej? Do tego mieszkańcy Nowego Jorku, którzy po tylu latach mogliby się w końcu zdecydować, czy Spider-Man to ich wróg czy przyjaciel. Komiks niestety należy do tej słabej strony BND, co motywuje do niskiej oceny: 4/10.

Astonishing Spider-Man/Wolverine #3
Delirium: Myślałby kto, że za przywrócenie kogoś do życia czeka cię wdzięczność - nomen omen - dozgonna. Cóż, najwyraźniej nie w tym wypadku. Albo zależy, czyj zgon mamy na myśli i w jakich okolicznościach. A to tylko początek komplikacji w tym, trzecim już, numerze historii, która sama w sobie jest już dość zawiła. Szkoda, że tak szybko pozbyli się Doomokolips, ale i tak nadal jest ciekawie. Pojawia się też w końcu światełko w tunelu i szansa na rozwikłanie tego węzła gordyjskiego. Tym razem jednak ogólne wrażenie jest ciut słabsze, więc zwalę winę na syndrom trzeciego numeru i wystawię 6/10.
S_O:
Hoooooboy. This stuff's wacked.
Zacznijmy od początku: nie, nadal nie wiemy, o co właściwie chodzi. I nie, wcale mi to nie przeszkadza. Trochę szkoda, że tak łatwo poradzili sobie z Doom, the Living Planet, ale od tego w końcu są Deus Ex Machiny (a bardziej deusowo i machinowo już być nie mogło), nie? Zresztą, o wiele ważniejszym wątkiem są wzajemne relacje między Parkerem a Loganem, które są naprawdę zakręcone. Spidey może jak dla mnie zostać zastępczym Nightcrawlerem, dopóki Kurt nie wróci.


Deadpool vol. 2 #27
Delirium: Jedno słowo, którym mógłbym opisać cały ten numer, brzmi: cliché. Jedzie po stereotypach, schematach, banałach i nawet banalnym naśmiewaniu się ze schematycznych stereotypów. I jest przy tym zabawny… jak gastroskopia. Jedynym celem tej historyjki jest zderzenie Poola z Avengers (Sekretnymi, żeby było bardziej kól), by mógł po psiemu uczepić się nogi Steve'a tak, jak wcześniej uczepił się Summersa. Rozumiem, że korzystają z apogeum popularności Wilsona i nawet mógłbym to kupić… gdyby tylko miało odrobinę sensu. A tak, będzie 4/10.

Incredible Hulks #613
Black Bolt: Ha, dobre. Pierwsza połowa o Hiro-Kali trochę przynudzała i się dłużyła, bo w kółko o tym samym nawijają. Rozumiem, że trzeba lud z postacią zaznajomić. Ale na drugiej nieźle się naśmiałem. I był to efekt zamierzony zapewne. Taka sobie pyskówka z panną Srulkową i dobre występy gościnne wraz z tekstem o ponownym wystrzeleniu w kosmos. Heh. Jedyne, co mierzi, to że wszyscy nazywają Hulka Brucem. Na szczęście ten im co rusz odpowiada, aby tak nie robili. Lecz Zielona Blizna to to na pewno też nie jest. Czyli może coś się jeszcze za tym kryje. Czyli pomiędzy IH #611 a Hv2 #24 coś się wydarzyło, a Loeb kompletnie nie potrafił tego przekazać i pozostawił czytelników z wielkim wtfakiem...
I tylko ten wątek rodzinny trochę dla mnie naciągany. Że niby teraz Hulk robi wszystko dla swojego syna i ufa mu ponad miarę. Ciekawe, jak to się będzie miało do konfrontacji z jego bratem?
No i rysunki. Można się było spodziewać ich średniości, kiedy komiks wychodzi dwa razy w miesiącu. Szczególnie ten drugi artysta, nazwiska wciąż jeszcze nie pomnę. Czasem śmiesznie, czasem dziwnie, a czasem wręcz groteskowo. Ale właśnie dzięki temu wszystkiemu ostatnia strona miażdży!
Wciąż solidne 7/10 w mojej opinii. Aaa, i tym razem nie było literówek na szczęście.

colossus28:
Czy oni naprawdę nie mogą normalnie porozmawiać, tylko muszą się naparzać i klaskać, wywołując jakieś fale dźwiękowe podczas wymiany zdań? No tak, podczas spokojnej rozmowy nie ma miażdżenia, a jak by wyglądał numer IH bez miażdżenia? Dobra, zostawmy to, bo ogólnie nie jest źle, historia o Hiro-Kali jest całkiem w porządku i dla kogoś takiego jak ja, który wcześniej nie za bardzo miał z nim do czynienia, daje podstawowe informacje: kto? po co? dlaczego? Szykuje się niezła bitka i po tym numerze można mieć nadzieję, że w dobrym stylu. 7/10.

Incredible Hulks - Enigma Force #1
Black Bolt: Cóż, na pewno jest to o niebo lepiej napisane i narysowane niż poprzednia miniseria duetu Scott Reed i Miguel Munera. Ale niestety Micronauci (ups, teraz to się mówi członkowie Enigma Force) ani mnie grzeją, ani ziębią. Ich losy są mi wciąż zupełnie obojętne i dobrze by było, gdyby miało to jakikolwiek związek z główną historią "Dark Son", bo się na razie zbytnio nie zanosi.
Dam na starcie 5.5/10, bo jednak nowe postacie pokroju Carla wrażliwego cyborga i Jentorry pokazującej dekolt da się polubić.


Marvel Universe vs The Punisher #4
Delirium: Całkiem niezłe zakończenie, które - ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu - nie przyniosło ani happy endu, ani cudownego cofnięcia plagi, ani żadnego z podobnych banałów. Zaskoczeń było w tym numerze więcej, ale nie będę ich zdradzał. Powiem tylko, że były fajne i przyjemne. Jak cała historia zresztą. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie będzie to za dużo, ale jednak mogę dać te 7/10.
Krzycer:
Wiecie, czego bym sobie życzył? Życzyłbym sobie, by po Klaws of the Panther Maberry'emu dano do pisania Deadpoola. Bo wychodzi mu rewelacyjnie.
A poza tym skończyła się zaskakująco udana miniseria. W zasadzie bez wad - może nie wszystkim podchodzą te rysunki, mi się podobały. Tylko MJ wypadła mało wiarygodnie. Autor nawet nie podjął próby wyjaśnienia, jakim cudem może być ślepo zakochana w Peterze jedzącym ludzi. No i jakoś za łatwo Punisherowi wyszedł ten headshot w końcówce.

colossus28:
Końcówka, jak i cała miniseria, bardzo przyzwoita, raz, że klimaty postapokaliptyczno-zombiowate, które bardzo lubię, dwa , że Parlov, któremu świetnie wychodzi rysowanie Punishera. Wszystko to trochę z przymrużeniem oka, taki horror na śmiesznie. Plus wyrąbany w kosmos Deadpool robiący róznicę. Za całość mocne 7/10.
Kamyk:
Za to lubię Franka, że twardo trzyma się swoich zasad i eliminuje każdego, kto na to zasługuje. Ta miniseria pokazała to dobitnie. Pokazała również, że z potencjalnie oklepanego pomysłu (zombie-herosi) można zrobić wciągające czytadło. Przyzwoite rysunki to również atut komiksu. No i Deadpool, który zapamięta, żeby nigdy więcej nie robić team-upu z Punisherem. Ocena za ten numer i za całą miniserię: mocne 8/10.

eNew Mutants vol. 3 #17
Delirium: Kontynuacja całkiem niczego sobie. Liczyłem na szybszy rozwój wypadków, ale zagranie na rozciągnięcie czasu w Limbo też mi się podobało. Przynajmniej zróżnicowało trochę bohaterów pod względem wizualnym. No i horda żab gończych mnie rozbroiła. A w końcu dotarliśmy do celu, czyli konfrontacji z nowym teamem, która rozpoczęła się od mocnego uderzenia. Wells nadal ma u mnie plusa i tradycyjne już 7/10.
Hotaru: Podobało mi się. Widać, że Wells ma pomysł na tę serię i na występujące w niej postacie. Nowi Mutanci są u niego wielowymiarowi, scenarzysta potrafi oddać charakter kogokolwiek z drużyny jednym małym komentarzem. No i do tego sama fabuła, która nie tylko wciąga, ale też stanowi naturalną kontynuację wątków z New X-Men i X-Inferno. Cieszę się też, że mogę ogłosić powrót Leonarda Kirka do wielkiej formy. W połączeniu ze świetnymi kolorami, jego prace wyglądają w tym numerze olśniewająco. Chcę więcej.
colossus28: Numer zaczyna nam się ckliwie, od rozciągniętego do niebotycznych granic pocałunku, ale potem jest już tylko lepiej. I choć przez chwilkę byłem rozczarowany po tym, jak Ilyana przeteleportowała Nowych Mutantów do Limbo (przejadł mi się już ten wymiar z ich mieszkańcami nie wyglądającymi jak demony, raczej jak przypakowane teletubisie z zębami) szybko się stamtąd wynieśli. I w końcu trafili na "Babes", butną drużynę wyglądającą na niepokonaną. Zapowiada się solidne mordobicie, chociaż po bęckach, jakie dostała Magik, jednostronne. 7/10.
Krzycer:
"I've punched you in the face, don't think I won't kiss you where you stand" - urocze. To, i piękna scena z leprechaunem. A do tego Illiana, która źli w Limbo i nowe mutanty z piekła rodem sprawiają, że czekam na więcej. Szczerze mówiąc dopiero, kiedy afera kręci się wokół Pixie, tytuł naprawdę mnie wciągnął - nie czytałem oryginalnych przygód New Mutants i ich reunion tour cały czas średnio mnie obchodzi, mimo, że Wells stara się jak może.

Shadowland: Ghost Rider #1
Delirium: Czy ktoś ośmieli się zaprzeczyć, że Clayton Crain najlepiej rysuje Ghost Ridera? Nie widzę, nie słyszę… Tym razem również wyszło mu świetnie, mimo że Ghostek był trochę przygaszony, ale za to wynagrodzono nam to rewelacyjnymi efektami pogody i fal. Fabuła? Jakaś była… Zapamiętałem z niej tylko tyle, że Bóg wskrzesił Johnny'ego szybciej niż Jezusa. A tak serio, powiem Wam, że jak ktoś wywleka te anielskie bzdury, które wymyślił Way, to mi się nóż w kieszeni otwiera i czuję ścisk w żołądku. Tak więc, fabuła bez rewelacji, ale może wniesie coś do samego eventu. A wypadkową oceną będzie 6/10, ze zdecydowanie większym udziałem grafiki.
S_O:
Przyznam szczerze, że nie przepadam za Crainem. Poważam go za jego własny, rozpoznawalny styl, który musi oznaczać kupę roboty (to farba, prawda?), i rozumiem, za co inni mogą go lubić, ale jego ciągoty do malowania czarnych postaci stojących w cieniu na czarnym tle negatywnie wpływają na czytelność. A ja nie lubię, kiedy nie mogę się rozczytać w tym, co widzę, zwłaszcza, gdy mam to jeszcze opisać.
Ale niech tam, Blaze zaparkował na wielorybie, wszystko wybaczone.

Krzycer:
Uuu, Clayton Crain rysujący Ghost Ridera. Wiadomo było, że piknie będzie. I było. A fabuła - taka sobie, króciutka opowiastka. Ale wolny od zobowiązań Ghost Rider sugeruje, że w przyszłości może być ciekawie - i dlatego daję wiarę, gdy Clairvoyant wiąże go z przyszłą inkarnacją Heroes for Hire.
Volf: O tak, Crain to jest to. Jego specyficzny styl nie sprawdza się w każdym komiksie, ale tutaj zdecydowanie pasuje. Świetnie wykonana oprawa. Jest to też chyba najważniejszy jak dotąd tie-in do Shadowlandu, bo nie tyle rozwija krzątające się na uboczu wątki, co po prostu bierze jeden z głównych i go rozwiązuje. Solidne.

dShadowland: Power Man #2
Delirium: Mamy ty świetny występ Cage'a i Randa oraz paradę ich klasycznych przeciwników, którzy - cytuję: "wyglądają, jakby lata siedemdziesiąte zwymiotowały na nich". Tylko co u diabła robi tu latynoski wannabe w żółtym dresiku? No dobra, wiem, że próbują go podłączyć pod kanon Power Mana & Iron Fista i w tym celu nawet dopisują im wątki z przeszłości, ale powiedzmy sobie szczerze - on jest nijaki i nie pasuje tu. Może w innej sytuacji jego debiut miałby większe szanse powodzenia, ale podczepiony na siłę pod crossa, w którym robi tylko za przerywnik, wypada blado. Mogę dać 6/10, ale zasługa tytułowego bohatera jest w tym niewielka.
Krzycer:
W zeszłym numerze rządził Cottonmouth, w tym numerze dostajemy cały oddział podobnych mu zbirów. Każdy lepszy od poprzedniego. Do tego pięknie poprowadzeni Iron Fist i Cage i wychodzi, że najsłabszym elementem tytułu pozostaje nowy Power Man.
Volf:
Cały czas ten nowy Power Man mnie nie chwyta. Jest dobrze rozpisany, ma nawet ciekawy origin, ale po prostu nie polubiłem go na tyle, by interesowały mnie jego losy. Za to Cage i Danny mają swoje momenty i to raczej ze względu na nich warto się zapoznać z tym tytułem.

Steve Rogers: Super-Soldier #3
Delirium: Tutaj również trzeci numer i niestety również emanujący objawami syndromu trzeciego numeru. Jest nudno. Steve wspomina sobie to i owo, a potem robo-panienka pomaga mu wrócić do formy, co było od początku oczywiste i przewidywalne. Aż zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście napisał to ten sam Brubaker, który sprawił, że Steve stał się dla mnie interesującą postacią kilka lat wstecz. Może jakiś klon, sobowtór, Skrull? W każdym razie, słabizna. Taka na maksymalnie 5/10.
Kamyk:
O ile pierwszy numer tej historii mnie zaciekawił, o tyle ten numer mojego zainteresowania nie wzbudził. Ot , historia w stylu "wcale nie potrzebuje serum super-żołnierza, aby być Kapitanem Ameryką". I jeszcze ta wstawka z przeszłości - ile razy można powielać wątek od zera do bohatera, wciągając w to ciężkie dzieciństwo? Ogólnie na plus tego komiksu pracują rysunki. Numer średni, średnia i ocena: 5/10.

Thor: First Thunder #1
Delirium: Na fali przypominania originów Avengers oraz nadchodzącego filmu, przybyła do nas odświeżona i rozbudowana wersja początków Thora. Początków takich, jakie widzieliśmy w klasycznych numerach Journey Into Mystery, z których jeden został nawet przedrukowany w tym numerze. Skrypt garściami czerpie z oryginału, ale też dodaje coś nowego, więc dla czytelnika, który jeszcze nie zna tej historii, może być interesujący. Gorzej z grafiką. Nigdy nie lubiłem rysunków Huata, a tutaj są one wyjątkowo kiepskie i negatywnie wpłynęły na mój odbiór. Dam jednak neutralne 5/10.

Thor: For Asgard #2
Delirium: Coś zaczyna się klarować, ale jednocześnie z tym pojawiają się zaskakujące i nie pasujące do całości na pierwszy rzut oka elementy. Wciąż królują znaki zapytania, ale moje doświadczenia z panem Rodim mówią, że wszystko ładnie się zbiegnie. Cieszy mnie też użycie postaci spoza standartowego dla marvelovego Thora szeregu oraz odnowiony design. Tak, rysunki nadal pozostają integralną i bardzo atrakcyjną częścią całości, chociaż miejscami miałbym zastrzeżenia do kolorów. Za całokształt solidne 7/10.

Thunderbolts #148
Delirium: Podczas Shadowlandu Cage bywa na raz w większej liczbie miejsc niż Wolverine i Deadpool (hej, właśnie! Gdzie jest Shadowland: Deadpool?). Tym razem ściąga swoich podwładnych (gdyż Avengers nie traktują sprawy zbyt poważnie), aby uwolnili z lochów więźniów (których już i tak wypuścili Ghost Rider i Moon Knight). A ci, chociaż dysponują mocami kosmicznymi, boskimi i innymi równie osom, zostają rozłożeni na kilku panelach przez ninja i szczury, żeby cliffhanger był bardziej efektowny. Innymi słowy, jest to numer, który podkreśla wszystkie słabości warsztatu Jeffa Parkera i udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że tie-in jest wymuszony i nieprzemyślany. Zmiana rysownika ledwie zauważalna, ale jednak na gorsze. Za całokształt dam 5/10, bo mimo ogólnej słabości, parę lepszych momentów się znalazło.

Web Of Spider-Man vol. 2 #12
S_O:
Rozbawiły mnie imiona służących pod panią doktor Beetle'ów, choć muszę przyznać, że w całej rozciągłości zrozumiałem dowcip tylko dlatego, że przez pół nocki pakowałem ostatnio komiksową biografię Sutcliffe'a. Pierwszą historię przyjemnie się czyta (i dziękuję Fredowi za wytłumaczenie, jak działały implanty tamtej baby z poprzedniego numeru, po rysunkach w życiu bym się nie domyślił, że upiększają), a jej finał rokuje nadzieje na spotkanie MJ i Patsy Walker kiedyś w przyszłości. Dwie rude byłe modelki w jednym pokoju? Ziemia się cała nie ostanie.
Druga historia, odświeżająca origin Doca Ocka, również mi się spodobała. Duży plus za umieszczenie sławnego bitchslapa, a drugi za wytłumaczenie komuś, kto po Amazing Fantasy #15 od razu przeskoczył do ASM #30, jakim cudem taki nerd jak Octavius stał się szefem organizacji przestępczej. Jak na ostatni numer serii, wcale nieźle.


X-23 Vol. 3 #1
Delirium: Dokonania Marjorie Liu w seriach z Dakenem i Black Widow sprawiły, że podszedłem do debiutu tej serii z rezerwą. Rezerwa się opłaciła, bo dostaliśmy coś zgoła odmiennego od stylu, w jakim X-23 przedstawiali Kyle i Yost. Odmienne nie znaczy gorsze, ale trzeba się do tego przyzwyczaić. Tym bardziej, że główna bohaterka prezentowana jest raczej z boku - oczami innych lub w kontaktach z nimi - a gdy jest sama, głównie ucieka przed sobą. Większą uwagę zwróciłem na rysunki, które też są odmienne od wcześniej prezentowanych, gdy o tę postać chodziło. Realizm i stonowane odcienie trochę mnie zaskoczyły, ale było to zaskoczenie pozytywne. Cóż, odmienność zdaje się być hasłem przewodnim nowego początku dla X-23. Na zachętę dam 7/10.
Misiael:
Jest... Dobrze. Choć z pewnymi zastrzeżeniami, ale dobrze. Ostatnia Avalon Arena pokazała, że postać Laury budzi dość duże kontrowersje, ludzie obawiali się, że w rękach słabszego scenarzysty postać ta zostanie skwaszona. W pierwszym numerze nowego ongoingu nic takiego nie nastąpiło i choć stanowił on zaledwie swoiste preludium do właściwych wydarzeń, i tak czytało się go bardzo przyjemnie. Walka Laury o własne człowieczeństwo nabiera zupełnie innego, bardziej empatycznego charakteru, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, gdy przyjaciele zdają się od niej odwracać, a chwilowo unormowana sytuacja sprawia, iż dziewczyna trzyma się na uboczu - wszak w czasach pokoju broń nie jest już potrzebna. Teraz dziewczyna będzie musiała odnaleźć swoje miejsce na Ziemi i odkryć, dlaczego prześladują ją dziwne sny.
Jak już jednak wspominałem - są pewne zastrzeżenia. Laura popada w emo, co nie każdemu musi się podobać. Rozumiem znaczenie niektórych scen, choć sprzeczałbym się, czy akurat ich powinno się użyć w danej sytuacji. Monologi wewnętrzne mogą, ale nie muszą się podobać. Na szczęście to drobiazgi, w małym stopniu psujące przyjemność płynącą z lektury tego klimatycznego komiksu.
Realistyczna kreska i ciężkie, stłumione do ciemnych odcieni barwy pasują do scenariusza. Kreska jest szczegółowa, choć anatomia postaci na dalszych planach pozostawia sporo do życzenia, zaś twarz głównej bohaterki... Cóż, Laura najczęściej wygląda jak mocno przechodzona narkomanka. Nie wiem, czy był to efekt zamierzony przez scenarzystkę czy wyskok rysownika - tak czy inaczej, wybieg ten nie wypadł, jak należy. Mimo to jednak, oprawę graficzną oceniam pozytywnie.
Nie jest to komiks na miarę Kyle'a & Yosta, ale tego chyba nikt i tak się nie spodziewał. Spieszę donieść, że nie jest tak tragicznie, jak obawiali się niektórzy. Nie każdemu ten komiks przypadnie do gustu, warczeć będą pewnie fani X-Force, którzy przyzwyczajeni są do dynamicznej, mrożącej krew w żyłach akcji. Ja komiks oceniam na siódemkę z naprawdę dużym plusem i prorokuję, że kolejne numery będą równie dobre - jeśli nie lepsze. 7+/10
.
bKrzycer: Podoba mi się! Podobają mi się po ludzku przedstawieni X-Men, podoba mi się powrót do młodych mutantów z New X-Men, podoba mi się przedstawienie domów dla byłych mutantów, dające jakieś wyobrażenie na temat tego, jak właściwie Cyclops im pomaga. Bo w Uncanny zaprosił ich wszystkich do SF po czym Fraction, jak to Fraction, więcej sobie głowy tym nie zawracał. Skoro już ktoś się tym zajmuje - i przedstawia bohaterów jako myślące, nawet jeśli czasami irracjonalnie zachowujące się istoty (Surge) - to mi się to podoba.
I tylko, cholera, niech mi ktoś wytłumaczy, czemu to już trzeci tytuł, w którym Hellion biega z kikutami, a Karma dostała protezę w zasadzie od ręki?
Ale przynajmniej pojawiła się tu scena unaoczniająca to, o czym pisałem jakiś czas temu - telekinetyk bez rąk jest daleki od bycia bezradnym.

chimp:
Start bardzo udany, ale liczę, że pani Liu nie popełni tego samego błędu co w Black Widow, gdzie po dwóch fajnych numerach nastąpiły dwa numery, z których niewiele było wiadomo, o co chodzi. I muszę przyznać, że Will Conrad całkiem nieźle sobie poradził z oprawą wizualną. W tej kwestii jest o niebo lepiej, niż w przypadku ostatniego one-shota.
Volf: Szczęście Laury do dobrych scenarzystów jeszcze się nie skończyło. Widać, że pani Liu ma na nią pomysł i już powoli zaczyna go realizować. Dobrze pisani X-Men, w tym świetna rozmowa ze Storm i młodymi mutantami, skupienie się na pokazaniu relacji między postaciami zamiast na walce i rysunki, do których co prawda chwilę musiałem się przyzwyczaić, ale które ostatecznie oceniam pozytywnie. Czego mi brakowało? Pokazania relacji, jakie w tej chwili ma Laura z Hope, bo było, nie było X-23 to jedna z pierwszych osób, z jakimi Hope się zaprzyjaźniła. Ale może doczekam się tego w kolejnych numerach. A poza tym to jest to bardzo dobry początek, dający nadzieje na udany ongoing.
colossus28: Niestety pierwszy numer nie powala na kolana, wiadomo, że każdy zeszyt z "1" na okładce ma za zadanie wprowadzić czytelnika w nowy świat, ale tutaj można było to zrobić lepiej. Co do rysunków nie ma się za bardzo do czego przyczepić, gorzej wypada scenariusz, a mianowicie dialogi. Monolog Storm, a póżniej jej rozmowa z Laurą, wypadają sztucznie, w ogóle jak czytam takie moralitety to słabo mi się robi. Troszkę lepiej wypadają relacje X tłenty fri z młodymi mutantami, tutaj największy plus dla Helliona i Surge za naturalne podejście. Największym atutem komiksu jest zachowanie Laury, zagubienie i niepewność bije z każdego kadru. Na razie dam 6/10, ale Marjorie ma u mnie duży kredyt zaufania.

X-Factor #209
Delirium: Nasi ulubieni dysfunkcyjni detektywi w światowej stolicy hazardu - to nie mogło się nie udać. Numer niesie sporą dawkę rozluźnienia i sypie przeróżnymi kwiatkami, czy to dialogowymi, czy sytuacyjnymi - a najczęściej bukietami połączenia obu tych rzeczy. I chociaż tym razem Vegas dominuje, znalazło się miejsce dla innych wątków oraz zapowiedzi gościnnego występu gromowładnego. Zresztą, najlepiej określił to Guido: "Best plan ever!" Wystawiam więc zasłużone, mocarne 7/10 i przyklejam postita z napisem "numer tygodnia".

Hotaru: Może i w tym numerze fabuła nie wyskoczyła za daleko do przodu, ale Peter David zadbał, żeby czytelnicy się nie nudzili. Zresztą, kiedy ma się jego smykałkę do dialogów, to często fabuła nie jest potrzebna - wystarczy cieszyć się ciętymi ripostami, sarkastycznymi uwagami i tonami ironii. Rysunki Lupacchino też są całkiem estetyczne. Nawet jeśli nie powalają na kolana, to są przemyślane, dokładne i kiedy potrzeba dynamiczne. Ten numer to takie zaczerpnięcie oddechu przed wielką konfrontacją, na myśl o której już zacieram ręce.
Krzycer: Longshot w Vegas - niby jasne, co się wydarzy, ale kiedy już się dzieje, i tak wypada to rewelacyjnie. Do tego mający problemy Shatterstar, nowa, bardziej agresywna Rahne i pewna pani doktor, sugerująca ciekawy występ gościnny w przyszłym numerze i mamy... Hm. Bez dwóch zdań bardzo zabawny numer, z kilkoma rewelacyjnymi scenami, jednak oprócz krótkiej sceny z Rahne i pojawienia się pani doktor to nie wydarzyło się tu wiele. Mimo to - to dobry numer.
Kamyk:
Longhshot i kasyna w Las Vegas - jak to powiedział Guido: best plan ever. X-Factor w stolicy hazardu - czy to się może nie udać? Do tego dostajemy wątek Rahne (porównanie do pytona - good one) i Rictora (przy okazji wychodzi na to, że Madrox jest domyślnie uważany za powód większości sytuacji brzemiennych). No i pojawia się więcej Asgardczyków (żywych i martwych), co zapowiada interesującą kontynuację historii. Rysunki chyba nieco słabsze niż ostatnio, ale nadal idealnie pasujące do klimatu komiksu. Ocena: 8/10.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aShadowland: Power Man #2
Autor: Mike Perkins

Hotaru: Typując tę okładkę czuję się jak przyłapany w środku nocy przy lodówce, z kanapką z baleronem i dżemem w jednej ręce i z jogurtem naturalnym siostry w drugiej. I chociaż rumienię się pisząc te słowa, to ta okładka naprawdę najbardziej mi się w tym tygodniu spodobała. Sam nie wiem... może lubię patrzeć, jak Luke Cage dostaje po pysku? A może sama kulturystyczna poza tego małolata i czysta frajda na jego twarzy wystarczają? Tak czy inaczej - mój typ tygodnia.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.09.15


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczy: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.