Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #160 (13.09.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 13 września 2010
Numer 36/2010 (160)



Kolejny tydzień za nami. Co nam przyniósł? Debiuty, tie-iny, kontynuacje i jedno (szczególnie udane) zakończenie serii. Shadowland się rozwija, Imperative przekracza półmetek. Pojawia się syn marnotrawny w nowym wcieleniu oraz grupa, która swoją chwałę miałą podczas II Wojny Światowej. A skoro wojna, to i przemoc. A tutaj bryluje X-Force w tym tygodniu.



Amazing Spider-Man #641
Delirium: No dobra, wyszło to o wiele lepiej, niż się spodziewałem. Co prawda nic właściwie nie zostało wyjaśnione, bo dostajemy tylko wgląd w to, w co kazały Piotrusiowi uwierzyć czary-mary, ale trzyma się to kupy. Wykorzystanie manewru z Sentrym jako punktu odniesienia było wyjątkowo sprytne. Cała reszta pasuje do charakteru postaci i jest dość wiarygodna, by wydawała się prawdziwa. Ale my wiemy, że nie jest i w tym sęk. A może wręcz przeciwnie - dzięki takiemu przedstawieniu sprawy,łatwo odkręcić całe BND/OMD stwierdzeniem, że nic się naprawdę nie zmieniło w historii i to tylko szeroko zaimplantowane fałszywe wspomnienia. Z tym, że nie przez trzech amigos, jak sugeruje ta historia, ale przez Mephisto. Czyżbym widział początek końca aktualnego status quo? O rysunkach już nie będę smęcił, bo chociaż są średnie, w kontekście tygodnia wypadają lepiej. Za całość dam 6/10.
fKrzycer: To nie jest zły komiks. Więcej, to nie jest zła historia. Mój główny problem polega na tym, że domyka OMD, z którym nadal się nie pogodziłem.
No i może jeszcze na tym, że domyka OMD, ale dziurawo. Zaczynając od rzeczy, na które ostatnio wściekał się Linkara - że wg Mefista Peter i MJ mieli podświadomie zdawać sobie sprawę z tego, co stracili i strasznie cierpieć, a nijak tego nie widać, przynajmniej po Peterze - po takie, że Strange też nie pamięta, co zrobił dla Pająka... Więc skąd Pająk miał wiedzieć o "zaklęciu ogłupiającym" i tym, że jeśli ktoś zobaczy, jak zdejmuje maskę, to wszystko sobie o nim przypomni? Jest okazja na no-prize'a.
Ale to są wady wynikające z nieprzemyślenia wszystkiego albo po prostu Quesada lub inny scenarzysta wymyślił odpowiedzi na te pytania ale nie zmieścił ich w komiksie, bo psuły mu dramaturgię.
Nie, najbardziej wkurzyła mnie jedna kwestia Starka o Miss September. Bo Stark tuż po Civil War to był właśnie ten Stark, który co tydzień zalicza nową playmate miesiąca...

colossus28:
Oczywiście można się przyczepić do całej tej histori i zabawić się w szukanie dziur logicznych, które Wielki Q pozostawił pewnie bez liku. Ale można też przymknąć oko na te kilka chwil i potraktować "One Moment in Time" jako osobną, spójną opowieść o człowieku, którego konsekwencje jednej decyzji doprowadzają do podjęcia kolejnej, jeszcze bardziej brzemiennej w skutki. I w takim formacie historia Quesady broni się znakomicie, bo jest tu wszystko, czego potrzeba dla dobrej komiksowej opowieści: dramatyzm, trudne wybory, wątpliwości, walka o swoje ideały, jednym słowem wszystko, z czym kojarzony jest Spider-Man. 8/10.
Kamyk:
No to się porobiło. OMIT miał przynieść światło w tunelu dla pomysłu z BND, ale po przeczytaniu całej historii żałuję, że w ogóle wrócono do tłumaczenia finału OMD i status quo w BND. Rozterek towarzyszących Peterowi w tym komiksie mógłby pozazdrościć sam Hamlet. No i wyszło na to, że MJ jednak nie miała wystarczających cojones, aby być dziewczyną Spider-Mana. A rozmowa Strange'a, Reeda i Tony'ego jest porywająca niczym odcinek 'Mody na sukces'. Rysunki nie powalają, zwłaszcza najbrzydszy Lizard ever. Rozczarowujący finał pokręconej historii - ocena: 5/10.

Amazing Spider-Man #642
Delirium: Nowy rozdział i powrót do zwyczajowego rzeczy biegu, a wraz z nim powrót okropnie kiepskiej grafiki. Trochę dziamlania o szukaniu pracy, trochę typowych Piotrkowych rozterek, graniczące z absurdem zbiorowisko łotrów i nagłe rozwiązanie zakurzonego już lekko wątku. Tak naprawdę, nie ma za bardzo o czym pisać. Najwyżej mogę się zdziwić obecnością Morbiusa wśród łotrzyków i ponarzekać na Cyberoctopusa, ale to wszystko ani mnie ziębi, ani grzeje. Dam 4/10 i idę dalej.
colossus28:
Momentalnie przeskakujemy w lżejsze klimaty, coby uszczęśliwić mniej wymagających amerykańskich czytelników. Dostajemy gromadkę starych wrogów Spidera wynajętych do uprowadzenia nienarodzonego dzieciątka. Mamy i bijatykę, zabawne momenty w kawiarni i typowe Parkerowe rozterki. Niestety wszystko jest paskudnie narysowane, co niestety przeszkadza w odbiorze. 6/10.
Kamyk:
Liczyłem na to, że vOMIT był chwilową słabością i historie z Pająkiem wrócą do poziomu "Grim Hunt". Jednak to, co nam zaprezentowano, to niemal masakra. WTF #1: Mogę zrozumieć, że przez wzgląd na stare czasy i karierę Sinister Six, Dr Octopus ma taki posłuch, że na jego zawołanie ściąga elita villainów (nawet Mr Negative; ale poza Hippo, który tam chyba zabłądził), którzy egzystują w świecie Spider-Mana, ale cóż takiego jest strasznego w wizerunku Octopusa, że nie potrafią na niego normalnie spojrzeć? WTF #2: Po co ta cała zbieranina, skoro Dr Octopus potrafi sam pokonać Spider-Mana i profesjonalnie odebrać poród? WTF #3: Peter włożył sweter? A do tego wszystkiego rysunki są autentycznie brzydkie. Brzydsze niż widok Dr Octopusa. Pierwsza część historii wcale nie zachęca do sięgnięcia po następne. Ocena: 3/10.

Daken - Dark Wolverine #1
Delirium: Jak na pierwszy numer serii, jest to wyjątkowe dno. I to nawet po wzięciu poprawki na osobę głównego bohatera. Komiks nie ma jednej fundamentalnej rzeczy - treści. Z całego tego łażenia za modelkami i gadania do siebie dowiadujemy się tylko tyle, że wyrodny synalek Wolviego zrobił coś i że skombinował sobie nowy dresik. Mało wyjściowy zresztą. To na swój sposób fascynujące, jak im się udaje sprzedać coś zupełnie bez treści, ale nie zmienia to faktu, że sprzedają bobki w papierkach i nazywają to cukierkami. Tym razem dam 3/10 i na dalszy ciąg zerknę tylko po to, by się przekonać, czy w jakikolwiek sposób nawiąże do piekielnej historii z Loganem.
Volf:
Daken ma dość bycia cieniem Romulusa i Wolverine'a. Teraz więc postanowił stać się cieniem Hardballa! Yay for him! Ale pomijając słaby design nowego stroju, nie jest tragicznie, całość przeczytałem bez bólu, a nawet z wystarczającą dozą zaciekawienia, by sięgnąć po następny numer.
Kamyk:
Nuuuda. Daken zamawia sobie nowy strój u projektanta mody (a jakże), nie gardząc przy okazji samymi modelkami, no i knuje kolejne spiski przeciw swojemu ojcu. Poznaliśmy też przyczynę interwencji Mystique w Wolverine v4 #1. Komiks ten nie sprawił, że polubiłem Dakena, ani nie dał specjalnych nadziei na powodzenia jego solowego tytułu. Średnio wyszło, więc ocena też średnia: 5/10.

Daredevil #510
Delirium: Gdyby nie Black Tarantula i Dakota, numer nie miałby się czym bronić. Ta dwójka całkowicie go pociągnęła, ale i tak nie zdołała zaciągnąć na wysoką pozycję. On nagle się zorientował, że coś nie gra i zdziwienie to było raczej absurdalne. Ona za wszelką cenę broni grubasa, ale tylko wpada z deszczu pod rynnę. Oprócz tego mamy wstawkę z komisarzem Gordonem i trochę dziamlania bohaterów o tym, czy powinni coś zrobić i co powinni zrobić. Przerywnik ten nie byłby taki straszny, gdyby nagle z pudełka nie wyskoczył Kingpin. Rozumiem, że takie drobnostki jak tajne kryjówki i starzy wrogowie już nie mają znaczenia? Było to najwyżej średnie czytadło, więc odpowiednią oceną jest 5/10.
Volf:
Ten lepszy z głównych Shadowlandowych tytułów. Dakota pokazuje, że nie da sobie w kaszę dmuchać, Hand doczekuje się swoich wannabe, znalazło się miejsce na pokazanie rozterek bohaterów, czego pewnie nie zobaczymy w wypełnionej akcji główną miniserią, gdzie od razu przejdą do działania. No i Carlos, który skradł ten numer. Czyżbyśmy mieli pierwszą prawdziwą ofiarę w evencie?
colossus28:
Najpierw wrzucę łyżkę dziegciu do beczki miodu w postaci wojowniczej Dakoty, coś mi się wydaje, że Kingpin zamiast do Randa i Cage'a powienien od razu uderzyć do niej, dziewczyna by zrobiła porządek z Hand w trymiga. A tak na poważnie, to bardzo dobry numer, dobrze, że w końcu ktoś z najbliższego otoczenia Matta zaczyna się stawiać, szkoda, że nie potrwało to długo. Denerwujący są natomiast sami bohaterowie, dywagują, dyskutują, a i tak co robić musi im podpowiedzieć Kingpin. Zważywszy plusu i minusy, wychodzi jak byk 7/10.

Heroic Age: One Month To Live #2
Krzycer: Może jeszcze za wcześnie na wydawanie werdyktów, ale mam wrażenie, że oddanie projektu Remendera w ręce innych scenarzystów nie skończy się dobrze. Nie wiem, co dotąd pisał Rob Williams, ale nie podoba mi się jego styl. Całkiem wyparował nastrój z poprzedniego numeru.
Mam nadzieję, że następny będzie lepszy.


Invaders Now! #1
Delirium: Kontynuacja wątków, które teoretycznie ocierają się o oś wydarzeń w świecie Marvela, ale jakoś nikt nie zwraca na nie uwagi. Postacie, które niedawno wróciły z lamusa Złotej Ery próbują się integrować z tymi, które do lamusa nigdy nie trafiły lub zostały wydobyte wcześniej. Plus próba dopisania do tych wydarzeń szerszego kontekstu. Efekt? Kilka niezłych dialogów, ale rama historii nie wygląda solidnie. Próbują nas zaszokować cliffhangerem, ale możemy być pewni, że to tylko tak strasznie brzmi. No i nie rozumiem, dlaczego stary Vision ma takie same dymki, jak nowy Vision, skoro nie jest robotem? No, ale dobra - może jakoś się to rozwinie. Na razie dam 5/10, a dalej się zobaczy.
Kryzcer:
Nuda, niestety. Przegadane, momenty dramatyczne - jak cliffhanger - wychodzą niezamierzenie śmiesznie, rysunki mi nie podchodzą... Avengers/Invaders przynajmniej zaczęło się ciekawie, żeby potem nieziemsko się stoczyć. Invaders Now zaczynają się tak, jak tamta seria się kończyła.
Ale punkcik się należy za obsadzenie młodego Martina Sheena w roli Steve'a Rogersa (chyba, że mi się zdaje).


eNew Avengers vol. 2 #4
Delirium: Czuć trochę zagrywkę na rozciągnięcie, która trochę zdenerwowała mnie na końcu, bo miałem nadzieję, że ujawnienie, do kogo naprawdę należy Oko, będzie cliffhangerem numeru, a tu się okazało, że pytanie zawisło w próżni, powtórzone po raz setny. Ale tak czy inaczej, numer jest dobry. Jessica ma swoje momenty, Karolka też, chociaż nie popisała się tym stuntem. Ogólnie jest dużo fajnej akcji i trochę dywagacji czarodziejskiego tria, a punktem kulminacyjnym jest podważenie jednego z aksjomatów uniwersum. Wszystko to naprawdę dobrze narysowane i z przyjemnym uczuciem swobody twórczej. Należy się 7/10.
Hotaru: Wrażenia mam pozytywne. Oczywiście, niektóre a zagrań są zbyt "bendisowskie" (niepotrzebnie rozbuchane), ale nie przeszkodziło to w odbiorze całości. Najprawdopodobniej dzięki świetnym rysunkom Immonena, które pokolorowane przez Laurę Martin dorównują jego najlepszym dokonaniom. Intryguje mnie próba przedstawienia pochodzenia artefaktów Stephena Strange'a w innym świetle. Jestem ciekaw, czy Bendis wyjdzie z tego obronną ręką.
Krzycer: Bez dwóch zdań to ta lepsza z bendisowych serii o Mścicielach. Co więcej, po trzech numerach w których czegoś mi brakowało, wreszcie to coś udało mi się znaleźć. I nie, nie wiem, czym "to" jest - choć gdybym musiał wskazywać palcem, to pewnie połączenie nadania jakiegoś sensu wydarzeniom, zaskakującego odkrycia podważającego coś, co przyjęliśmy za pewnik oraz tradycyjnych zalet stylu Bendisa.
Poza tym Immonen z każdym kolejnym numerem jest coraz lepszy. Mam wrażenie, że to nadal nie jest poziom z Ultimate Spider-Mana, ale możliwe też, że po prostu idealizuję jego rysunki z USM.
7/10, jeśli już muszę oceniać liczbami...

Punisher MAX - Hot Rods Of Death
Kamyk: Takie sobie czytadło. Fabuła bez rewelacji, przypominająca nieco stare filmy klasy B z Van Dammem czy Seagalem. Frank na prośbę starego kumpla z wojska wyrusza, aby wyperswadować bandzie typów spod ciemnej gwiazdy pomysł prześladowania mieszkańców pewnego miasteczka. Do tego dostajemy Punimobil. Odbiór komiksu psuje dziwna proporcja dialogów: momentami dymków jest ponad miarę (zajmują nawet pół strony, co zniechęca do czytania), a momentami czujemy się jak w starym kinie - żadnych dźwięków czy słów. Mogło być lepiej, a tak jest tylko 5/10.


Shadowland - Blood On The Streets #2
Delirium: Po raz drugi okazuje się, że to najlepszy tie-in do Ciemnogrodu (tak sobie swojsko przełożyłem tytuł crossa, a co!). Intryga się zagęszcza i wciąga Paladina, chociaż Sable nadal stoi z boku. Wszystko zaczyna nabierać kształtu, ale też ciekawie się gmatwa, bo coś już wiemy, ale dużo jeszcze nie wiemy. Rzekłbym, że właśnie w ten sposób powinny być pisane tego typu historie, bo lektura jest naprawdę wciągająca i przyjemna, a przy tym wiele robi dla postaci. I jest na co popatrzeć. Również 7/10.
Volf:
Jeśli tie-in do crossa opowiada o postaciach, których albo się nie zna, albo niespecjalnie lubi, a mimo to dobrze się go czyta, to znaczy, że to naprawdę dobry tie-in jest. Przy całym tym narzekaniu na liczbę komiksów z logiem cieniolandii trzeba przyznać, że jak na razie wszystkie trzymają przynajmniej solidny poziom. No, może prócz Bullseye'a.

The Thanos Imperative #4
Delirium: Przekroczyliśmy półmetek, więc zaczyna się dziać coś konkretnego. Rozwałka nabiera tempa i efektowności, ale przy tym także sensu, bo w końcu dociera do źródła. Wątpliwości co do roli Thanosa zostają rozwiane, a efektowna egzekucja w jego wykonaniu staje się punktem zwrotnym i kamykiem, który wywołuje lawinę. Zastanawiam się, jak trwały będzie ten zgon, zwłaszcza w tym uniwersum, gdzie nie ma śmierci? Ale może właśnie o to chodzi, że teraz już jest? Poczekamy, zobaczymy. Ja tymczasem cieszę się, że wreszcie trybiki zaskoczyły i seria dorasta do kredytu zaufania, jaki otrzymała. Tylko rysunki mogłyby być lepsze. Jeszcze raz 7/10, tym razem mocne.
dHotaru: Kolejny fenomenalny numer. DnA uderzają w same dobre nuty. Oni naprawdę piszą tak, że podoba się fanom, a nie tak, jak myślą, że by się fanom podobało (ekhem*Bendis*ekhem). Każdy napisany przez nich numer idealnie miesza akcję i rozwój postaci, nie zapominając przy tym o samej fabule. Wiem, że jestem monotonny, tak entuzjastycznie recenzując każdy kolejny numer The Thanos Imperative, ale cóż począć, kiedy ten event jest naprawdę tak dobry?
czarny_samael: W końcu, w końcu, w końcu! W końcu numer TI, który mnie ujął. W każdym poprzednim bez-emocjonalna walka z jakimiś mackami, która mimo, iż mogła być epcika, to nie była. W każdym z poprzednich numerów brakowało tego typowego tła, które budowało atmosferę i konkretnych walk, które mogłyby zapaść w pamięć. Było za to bezsensowne pojawienie się Proemial Gods (które, gwoli ścisłości, Abstractami nie są) i śmierć jednej z nich. Dziś przeczytałem komiks ze wszystkimi plusami poprzednich numerów, za to bez szczególnych minusów. Brawo za ukazanie badassowego Surfera i przywrócenie godności Thanosowi, a także nadanie jej Nieumierającemu Lordowi. Brawo za dialogi i za końcowe rozwiązania.
W końcu się nie zawiodłem. 9.5/10 (bo rysunki by mogły być ciut lepsze).

Krzycer: Tsk. Mój ulubiony kosmiczny bohater nie zasłużył na taką śmierć.
Ale cała reszta numeru jest doskonała. Choć faktycznie rysunki miejscami mogłyby być lepsze.
Swoją drogą, co się dzieje z resztą Nova Corps w całym tym zamieszaniu? Na wiele by się pewnie nie zdali, ale to walka na taką skalę, że wypadałoby do niej rzucić wszystkie siły, jakimi się dysponuje.


Thor - The Mighty Avenger #4
Delirium: Jakby sam Thor w tym wydaniu nie był wystarczająco słodki (w odniesieniu do infantylności serii - nie wyobrażajcie nic sobie), to jeszcze wkroczyliśmy na drogę występów gościnnych, które są jak regionalne dodatki do dobrze znanej pizzy. W tym przypadku, dodatek brytyjski szczerze mnie rozbroił. Nie tyle on sam - chociaż to "blimey" jest bezcenne - co komentarze jego znajomków. No i znane trio asgardzkich wojów też coś od siebie dorzuciło. Nadal dobrze się bawię i daję 7/10 w tej szczególnej kategorii.

Thor #614
Delirium: Bardzo ładne splecenie i domknięcie kilku wątków, z pewnym zaskoczeniem, ale też lekkim nagięciem zasad. Może nie wszystko staje się jasne na pierwszy rzut oka, ale jednak dobrze współgra i jest na swoim miejscu. Rozwiązanie wątku Disir schodzi trochę na plan dalszy przy domknięciu wątku Keldy i ujawnieniu udziału Lokiego, ale i tak wszystkie elementy dostają odpowiednią ilość uwagi i miejsca. Tylko, że teraz trochę boję się następnego numeru… Ale za ten jeszcze będzie zasłużone 7/10.
Hotaru: Smutno. Szkoda, że to ostatni numer Kierona Gillena. Choć muszę przyznać, że scenarzysta odszedł z tytułu naprawdę mocnym akcentem. Ta historia połączyła wszystko, za co fani uwielbiają tę serię. Końcówka jest zaiste dramatyczna i ważna. Z jednej strony mam nadzieję, że Fraction jeszcze wróci do części z rozwiniętych przez Gillena wątków, bo szkoda, by odeszły w zapomnienie, a z drugiej obawiam się, że to zrobi. Bo skopie. A może jednak okaże się odpowiednią osobą na odpowiednim stołku? Nadzieja ponoć umiera ostatnia...
Volf: Wątek w piekle ładnie zakończony, choć prawdę mówiąc była to jedna z mniej ciekawych historii, jakie ostatnio mieliśmy w Thorze. Nie była zła, po prostu run Straczynskiego, następnie walka z Doomem i w końcu Siege prowadzone były w tej serii tak dobrze, że walka z Dissir aż takiego wrażenia nie robiła. Za to cieszy mnie, że dokończono wątek Keldy nim zabrałby się za to Fraction - jak widać nawet zza grobu Loki potrafi sporo namieszać, paradoksalnie tym razem chcąc dobrze nieomal nie doprowadził do zabójstwa króla.

Ultimate Avengers 3 #2
Volf: To ja się nie dziwię, że Millar się tak wkurzył na to całe "Curse of the Mutants". Jeśli chodzi o zachowanie krwiopijców, to mamy tutaj do czynienia wręcz z kalką - nowy król wampirów postanawia, że żeby opanować świat, musi mieć po swojej stronie nadludzi, tychże zaczyna więc werbować. Tyle, że tam jest to event, mamy w nim mutantów i rysunki są niezłe, a tutaj jest to miniseria, zamiast mutantów są nadludzie, a rysunki... cóż, w Punisherze może się sprawdzały, tutaj zdecydowanie nie pasują. Na razie lepiej wypadają mutanci.


X-Force - Sex And Violence #3
Delirium: Wygląda na to, że tytuł serii wypadałoby czytać od tyłu: w pierwszym numerze pojawiła się violance, w drugim był sex, a dopiero w trzecim na scenę wkroczyli X-Force. Ale za to w jakim stylu! Rozwałka z klasą, w stylu właściwym dla serii, ale z nieco większą dozą lekkości i humoru - miejscami naprawdę powalającego. Przy okazji wyszło szydło z worka i daje się zauważyć opóźnienie w wydaniu serii, ale jakie to ma znaczenie dla odbioru? Najlepsza część numeru zaczyna się na pierwszej stronie, a kończy na ostatniej i przez cały czas wygląda świetnie. Chyba nigdy jeszcze nie było takiej sytuacji, żeby trzyczęściowa seria zgarnęła tytuł komiksu tygodnia za każdy numer, więc mamy precedens. To tylko udowadnia jej wartość, którą wyrażę oceną 9/10.
Wilsonon:
Po lekturze poprzednich numerów, zmartwiły mnie dwie rzeczy: mała liczba zeszytów oraz brak reszty drużyny, co na szczęście nie jest już aktualne. Rysunki wyśmienite. Dynamika, krew, piękne kadrowanie. Miałem nadzieję zobaczyć Archangela w wykonaniu Dell'Otto i się doczekałem. K&Y mimo, że było mało dialogów, to i tak trzymali poziom. Szczególnie rozbawiło mnie "Stop healing the assassins!". 9/10 i numer tygodnia, nie czekając nawet na to, co zrobili DnA.
Volf:
Świetne. Cała miniseria z jednej strony napakowana była tym, co charakterystyczne dla X-Force - czyli krwią, brutalnością i przede wszystkim wysokim poziomem wykonania - a z drugiej jednocześnie była znacznie bardziej lekka od oryginalnego ongoinga. Do tego wysoki poziom scenariusza uzupełnia równie wysoki poziom oprawy graficznej - piękne rysunki, świetne nałożenie kolorów.
colossus28:
Ten komiks równie dobrze mógłby obyć się bez jednego dymka, a i tak wszystcy wiedzieliby, o co chodzi. Jednak w tym przypadku prostota scenariusza wyjęta rodem z serialu "Drużyna A" nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, podnosi poziom komiksu. Świetne czytadło. 8/10.
Kamyk:
Znakomity numer, tak jak i znakomita była cała miniseria. Logan sniktuje, Domino kokietuje, X-Force eliminują, Foley nie może powstrzymać się od leczenia na prawo i lewo, Razorfist ląduje w bagażniku (rejestracja samochodu - dobre), a dzieci z sierocińca się cieszą. Do tego świetne rysunki, kolory klimatyczne i ogólnie eXtra. Przemoc? Była. Sex? Był. X-Force? Byli. Nie pozostaje zatem dać za ten komiks i za całą miniserię zasłużone 9/10.

cX-Men Vol. 2 #3
Delirium: Humpty-Dumpty dostał kołkiem w serce, a jego synalek rozbrykał się wielce, skleili więc mutanci Humpy'ego do kupy, żeby Czarusiowi nakopać do dupy. Tu kończą się rymy i shit się zaczyna, bo przegięli trochę, tworząc Vampwerina. Seriously - to się kupy nie trzyma i mógłbym dużo się na ten temat naprodukować, gdybym nie znał zasady: "kasa przed logiką". Niestety, to się sprzeda, bo wampiry są w modzie, a jakieś dzieciaki uznają, że zwampirzony Wolviek jest kól, więc właściwie od początku historii byliśmy skazani na taki myk i powinniśmy byli się go spodziewać. Mimo wszystko… &%#$@! Mówiłem już, ze cały ten pomysł mi nie leży? No właśnie - 3/10.

Hotaru: Najsłabszy z przeczytanych przeze mnie w tym tygodniu komiksów. Nie znaczy, że był jakoś szczególnie kiepski, a jedynie... średni. Jak na "epicką historię konfliktu pomiędzy wampirami a mutantami", jak na razie jest tu zadziwiająco mało epickich zagrań. Te, które są na nie kreowane (przejście Jubs na drugą stronę, czy też nowe ząbki Logana), zbyłem wzruszeniem ramion. Zresztą, przecież samo wydawnictwo od kilku tygodni spoilowało te momenty w zapowiedziach. Rysunki Mediny są nierówne, ale ogólnie trzymają jakiś porządny poziom. Jest w ok, tylko i aż.
Volf: Jak już wspomniałem, jest to ten lepszy wampirzy tytuł z tego tygodnia. Nie ma tu żadnych fenomenalnych, zapadających na długo w pamięć scen, ale historia ładnie się posuwa do przodu, wszystkie postacie są dobrze prowadzone, a całość oprawiona jest przyjemnymi dla oczu rysunkami.
Krzycer: Czyta się dobrze. Rysunki są niezłe - choć postaci w tle czasami wołają o pomstę do nieba (jak kadr, na którym Dracula patrzy na zebranych nad nim X-Men - spójrzcie na Storm).
Dramaturgia nawet jest. Za to kompletnie brakuje zaskoczenia.






Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity Tygodnia:

aEnder in Exile #4
Autor: Sebastian Fiumara

Hotaru: Już na pierwszy rzut oka ta okładka robi dobre wrażenie. Jest bardzo ascetyczna i wymowna, od razu czuć niewypowiedziany smutek, ale i nadzieję reprezentowaną przez jasną poświatę. Jeśli ktoś czytał książki Carda, nie ma wątpliwości, co ta okładka sobą reprezentuje: przygniecionego poczuciem winy Endera, który właśnie dostał jedyną szansę na odkupienie. Szansę, której nie może zaprzepaścić. Fiumara w szczytowej formie.





bInvaders Now! #1
Autor: Adi Granov

Delirium: Ktoś kiedyś wspomniał, że postacie na rysunkach Granova są zbyt posągowe. Owszem, w niektórych wypadkach może to wyglądać dość nienaturalnie, ale za to wyjątkowo sprawdza się w takich wypadkach jak ten - kiedy mają wyglądać posągowo. Przy lekkiej zmianie kolorów, byłby z tego idealny pomnik bohaterów, a tak wyszedł nam klasyczny i dobrze wykonany strike-a-pose.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.09.09


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.