Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #159 (06.09.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 6 września 2010
Numer 35/2010 (159)



1 września, koniec wylegiwania się, czas zabrać się do szkoły. Dla fana komiksów ten dzień nie tylko zapoczątkował kolejny rok szkolny, ale także kolejną porcję komiksów do przeczytania. Sporo tie-inów Shadowland, kolejny komiks Deadpoola, podróż Wolverine;a do piekła... I wiele więcej w rozwinięciu. Zapraszamy!



Amazing Spider-Man Presents: Black Cat
#3
Delirium: Gdzieś w połowie numeru zorientowałem się, że nie pamiętam nic z poprzednich dwóch i stwierdziłem, że nawet nie chce mi się kończyć czytania. To chyba wystarczy za całą ocenę. Fail.

Avengers: Childrens Crusade #2
Delirium: Chciałbym piać z zachwytu, ale gdy tylko próbuję, zaczynam kaszleć. Historia zdaje się mieć dwa oblicza, które za Chiny Ludowe nie chcą ze sobą współgrać i to mocno hamuje mój entuzjazm. Z jednej strony, interakcje między dzieciakami a Magneto i później Quicksilverem są genialne. Czuć w nich to, co zaważyło o sukcesie debiutanckiej serii Young Avengers, czyli miodność dialogów i naturalność sytuacji, plus dobrze wpasowany humor. Widać, że oś historii jest dobrze dopracowana, ale pojawiają się tarcia między nią, a resztą maszyny i to jest ta druga strona medalu. Avengers zachowują się jakby im coś w mózgach nie stykało i wypadają sztucznie w roli pseudo-tychzłych. Ostatnia scena numeru sprawiła natomiast, że boleśnie ugryzłem się w policzek od środka. Jest wręcz modelowym przykładem, jak NIE należy robić cliffhangerów i postaram się szybko wyprzeć ją ze świadomości. Następny numer za dwa miesiące, więc może szczęśliwie zapomnę i przejdę nad tym do porządku dziennego. A rysunki? Cheung jest sobą i tyle. Dam tym razem 6/10, bo szczerze boli mnie ta końcówka.
cHotaru: Jestem zachwycony. I zamiast teraz rozpływać się nad świetnym skryptem Heinberga skrzącym od żywych dialogów i genialnymi ilustracjami Cheunga, odniosę się do tego, co napisał Delirium. Prawda, że zachowanie Avengers może wydawać się ekstremalne, ale nadal mieści się w ramach ich charakterów. Już w poprzednim numerze Carol była zdecydowaną przeciwniczką poszukiwań Wandy i miała na ten temat swoją opinię. Logan zaś od dawna nie dogaduje się z Erykiem i jestem w stanie zrozumieć jego chęć zemsty za dokonane przez Scarlet Witch przerzedzenie jego rasy. Avengers skupili się na atakowaniu Magneto, nie młodych. Co do cliff-hangera... cóż, jestem pewien, że w kolejnym numerze wątek zostanie podjęty w inny sposób, niż teraz mogłoby się wydawać. Numer tygodnia.
Misiael: Dobre! Spotkanie z Magneto, walka z Avengers, relacje pomiędzy dzieciakami, starcie z Pietro i zaskakujący twist fabularny pod koniec numeru - wszystko to sprawia, że na trzeci numer będę czekał z naprawdę dużą niecierpliwością. Heinberg trzyma stały, bardzo wysoki poziom, czyta się naprawdę świetnie, słowem - must read. Dla mnie to Numer Tygodnia. Co do warstwy graficznej, to jest równie dobrze. Rysunki są staranne, szczegółowe i najzwyczajniej w świecie klimatyczne. Świetnie dopełniają fabułę. Z czystym sumieniem daję 9/10.
Krzycer: Znakomite - świetnie pisani Young Avengers, Magneto i Quicksilver. Za to Avengers trochę ucierpieli - zwłaszcza Logan, który pod koniec brzmi jak stereotypowy czarny charakter. Rysunki świetne. No i śliczne były odniesienia do Captaina Marvela i Flasha.
Volf: Dzieje się dużo, dzieje się ciekawie. Aż tu nagle z kapelusza wyskakuje Wanda, zupełnie dziwnym zbiegiem okoliczności zostaje zabita, jeszcze dziwniejszym okazuje się być robotem i najdziwniejszym wszyscy momentalnie wpadają na to, że to musi być sprawka Dooma! Seriously? Lepiej, żeby w kolejnym numerze ktoś to ładnie wyjaśnił i posprzątał, bo na razie wygląda to tak, jakby nie mając pomysłu jak przenieść akcję do Latverii Heinberg poszedł po linii najmniejszego oporu i nawet nie próbował tego jakoś logicznie uzasadnić.

Captain America: Forever Allies #2
Delirium: Historia leci sobie dwutorowo, ale na żadnej z płaszczyzn nie daje rady zainteresować. Współczesna część właściwie nie posuwa się do przodu, a ta z przeszłości nie wygląda naturalnie. Połączenie ich wygląda na wymuszone - z jednej strony, bez retrospekcji czytelnik nie wiedziałby, kto zacz, ale z drugiej ta sama retrospekcja pochłania za dużo miejsca i blokuje warstwę współczesną. A ta i tak nie jest powalająca. Chyba już podziękuję i zostawię ten tytuł z oceną 4/10.

Deadpool Pulp #1
Delirium: I kiedy straciłem już nadzieję, że da się coś nowego wyciągnąć z Deadpoola, pojawiła się ta seria. Podejście jest świeże i chociaż balansuje na granicy linii Noir, nie daje się jej całkiem wciągnąć. Tutejszy Wade Wilson, pozbawiony bagażu nadużyć ze strony kiepskich scenarzystów, wydaje się stokroć bardziej interesującą postacią, a przy tym jest prawdziwym badassem. Podoba mi się osadzenie postaci i wykorzystanie realiów epoki. Nawet design kostiumu mi tu pasuje. A dodatkowy plus za wykorzystanie tego klasyku w początkowej scenie. No i rysunki pasują do całości, a za tę całość dam 7/10.

Franken-Castle #20
Volf: Bili się, bili i skończyli. Szkoda, że jeszcze nie doczekaliśmy się powrotu klasycznego Franka. Z drugiej strony, Daken ewidentnie przegrał ten pojedynek, to cieszy. Wyszło z tego przyjemne czytadło, ale ani Dakena, ani Franken-Castle'a dalszych przygód z tego powodu zacząć czytać nie zamierzam.
Kamyk: Wesołej rozwałki nadszedł kres. Daken dostał nie tylko liczne ciosy, ale i życiowe kazanie od Franka (ciekawe, na ile wpłynęło ono na zmianę kostiumu Dakena), a Logan nadal nie może sobie poradzić z ojcowskimi rozterkami. Rysunki nie przeszkadzają. Ocena za numer i cały crossover: 6/10.

Hawkeye & Mockingbird
#4
Delirium: Niestety, z każdym kolejnym numerem seria nudzi mnie coraz bardziej. Odświeżona wersja Phantom Ridera dawała z początku nadzieję na dobrą akcję, ale straciłem ją widząc, jak parka trzecioligowych złoczyńców siedzi w tajnej kryjówce i spiskuje, zacierając ręce. To i kilka innych elementów (jak wąsy Fortune'a) zawiewają mocno latami siedemdziesiątymi i przynoszą wrażenie nieświeżości, którego bynajmniej nie niweluje rzucający się w oczy fakt, że seria to skrzyżowanie Mr. & Mrs. Smith z konkurencyjnym Green Arrow & Black Canary. Jeśli nadchodzący crossover z Black Widow nie odświeży atmosfery, wróżę tytułowi szybkie zniknięcie z półek. Tym razem dam 5/10, ale ze wskazaniem w dół.

Heroic Age: One Month To Live
#1
Delirium: Ciekawy i nowatorski pomysł plus bardzo dobre przedstawienie pierwszej reakcji na posiadanie nadludzkich zdolności, plus całkiem interesująca postać, plus przyzwoite, a miejscami nawet bardzo dobre rysunki. To wszystko daje nam mocne otwarcie tego nowego projektu i wysokie oczekiwania na nadchodzący miesiąc. Mam nadzieję, że mozaika scenarzystów da radę utrzymać poziom, bo jestem szczerze zainteresowany. Na zachętę dobre 7/10.

Incredible Hulks
#612
Delirium: Miałem jakąś głupią i próżną nadzieję, że po zakończeniu tej zielono-czerwonej napieprzanki, szumnie zwanej eventem, znowu da się czytać przygody Hulka. Jednego cholernego Hulka i to zielonego. Ale dupa - zafundowali nam wielokolorową rodzinę Addamsów na sterydach, której piknikowy nastrój przerywa paskudny przypadek PMSu mamusi, czy cokolwiek to było. Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać, czy wzywać pogotowie do ciężkiego przypadku loebozy… Druga część wreszcie opowiedziała mi, kim jest chłopiec o dwóch twarzach (nie chciało mi się nawet szukać), ale nie zmieniła mojego stosunku do niego - nadal ma ignora. A ponieważ przy braku głównej przynęty ostatnich miesięcy, czyli rysunków Pelletiera, nic mnie tu już nie trzyma - odpuszczam sobie na kolejnych kilka miesięcy. Tym razem 3/10.
Krzycer:
No, to rodzina Hulków została wyjątkowo szybko rozbita. Jennifer i Lyra została już odsunięte na bok, by mogły spokojnie wystartować ze swoją serią, Red-Shulkie gdzieś wyparowała, a my się dowiedzieliśmy, że po pierwsze między Brucem a małym Skaarem wszystko jest super, a po drugie, że kiedy wszyscy są Hulkami, to coś zostanie popsute. A ja bym się jednak chętniej dowiedział, jak to wszystko ma się do końcówki runu Loeba w Hulku. Czy raczej "jak tamta końcówka ma się do tego wszystkiego".
dBlack Bolt: A mi się podobało. Takie wyciszenie po nieustannej nawalance. Chwila oddechu, w czasie której można potłumaczyć kilka nieścisłości, takich jak na przykład status małżeństwa Bruce'a i Betty. Niech jeszcze zawitają do Gammaworldu lub powiedzą, co z resztą Przymierza, i będę w pełni usatysfakcjonowany. Dodatkowo rysunki okazały się lepsze niż się spodziewałem i w końcu była historyjka z Hiro-Kalą, którą dało się bez grymasów twarzy przeczytać i na którą przyjemnie było popatrzeć. Ogólnie dam 7.0 na 10, tak na zachętę. 7 dla twórców za komiks i 0 dla Marvela i jego edytorów. Co z nich za banda patałachów. Już na pierwszej stronie, gdzie mamy wprowadzenie w wydarzenia i kilka zdań na krzyż, znalazły się literówki w imionach tak trudnych, jak Lyra i Caiera. W środku nie lepiej. Wstyd, że takie coś do druku poszło. Wstyd.
Kamyk:
Przykład komiksu, w którym rysunki wypadają zdecydowanie lepiej niż fabuła. Hulkowa familia nie jest w stanie spokojnie usiedzieć nawet na grillu, małżeństwo Bruce'a i Betty nie jest małżeństwem (bo tak wynika z prawa w Nowym Meksyku), Skaar odkrywa kolejne zastosowania Old Power (wyczuwanie kroków swego ojca - adorable). Można było spodziewać się ciekawszych informacji, no ale i takimi człowiek może się zadowolić. Historia z Hiro-Kalą ujdzie, zwłaszcza w perspektywie rozpoczętego "Dark Son". Jako, że komiks nie zaspokaja apetytu na sałatę, ocena: 6/10.

Iron Man Legacy
#6
Delirium: Jestem pozytywnie zaskoczony. Antoś na dnie, zbroja w worku na kije golfowe i Iron Man na wrotkach to tylko początek, wisienką na torcie jest występ Illuminaty, a niespodzianką nadzienie z The Pride. Tak, tej znanej z Runaways, o której chyba wszyscy zdążyli zapomnieć. Jeśli do tych atrakcji dodać całkiem dobre wykonanie na obu płaszczyznach - fabularnej i graficznej - to wychodzi zaskakujące ale zasłużone 7/10.

Marvel Universe vs The Punisher #3
Delirium: Nadal dobrze. Rozwiązanie z tego numeru zdołało mnie zaskoczyć konsekwentnym rozwojem historii i uzupełnianiem informacji tam, gdzie spodziewałem się zwykłej sieczki. Podobało mi się kilka elementów z tej opowieści, a zwłaszcza koniec Iron Mana. King Of Death zdołał mnie zaskoczyć, bo wiele postaci przewinęło mi się przed oczami, ale akurat nie ta. To teraz czekam na finał i wystawiam jeszcze jedno 7/10.
Kamyk:
Dobre czytadło. Historia się rozwija, dowiadujemy się, jaki los spotkał poszczególnych bohaterów, w tym Iron Mana (eh, te gołębie...). O ile oczywistym było, kim jest Pacjent Zero, to postać Króla stanowiła pewne zaskoczenie. Chociaż biorąc pod uwagę wspólnych wrogów Punishera i Spider-Mana, to ten wybór nie powinien dziwić. Tak czy siak nadal jest dobrze, dlatego ocena: 7/10.

Origins Of Marvel Comics: X-Men
Krzycer: Zapychacz? I to jaki. Tym dziwniejsze, że wiele z tych jednostronicowych prezentacji napisali Mike Carey, Chris Yost, Peter David i Jason Aaron. Jeśli mają tyle czasu, niech Marvel lepiej da każdemu jeszcze jedną serię (zwłaszcza, że wszyscy zasługują). Czemu w ogóle o tym wspominam? Bo ktokolwiek układał to kompendium wkurzył mnie, pomijając Nightcrawlera.

Scarlet #2
Delirium: Scarlet opowiada nam dalszy ciąg swojej historii, w tym samym niesamowitym stylu. W miarę, jak dowiadujemy się więcej o niej i o tym, jaką drogę przeszła, postać staje się coraz bardziej ludzka i można już mówić o jakiś odczuciach względem niej. Pamiętam, że podobnie wyglądało moje zapoznawanie się z Jessicą Jones, więc zaczynam hodować sobie różne oczekiwania i nadzieje na kolejną ulubioną bohaterkę. Ale tak właściwie - czy na pewno jest to odpowiednie słowo? Moralna szara strefa to całe środowisko tego komiksu, a Bendisowi udaje się świetnie zrównoważyć różne aspekty tego faktu tak, by nie odchylać ani za bardzo w stronę anarchii, ani w stronę sztucznych szablonów, ani… właściwie w żadną konkretną. Scarlet jest jak samotny biały żagiel i płynie własnym kursem, a my możemy się tylko przyglądać, póki nie powie nam, jak możemy pomóc. Oczywiście znów muszę pochwalić również Maleeva, którego styl niezmiennie uwielbiam. Jeszcze jeden tytuł numeru tygodnia i ocena 8/10.
Volf:
Naprawdę nie wiem, co myśleć o Bendisie. Z jednej strony rozczarowujące zakończeniem Siege, ledwie dobre New Avengers i bardzo słabe Avengers, z drugiej wciąż solidne Ultimate... i Scarlet. Zabawa formą, jakiej do tej pory w komiksie nie spotkałem. Zabawa na poziomie, z umiarem, ładnie oprawiona i obrana w solidne podstawy. Kosmosu w tym tygodniu nie ma, więc trochę przedwcześnie, ale mogę chyba przyznać tytuł numeru tygodnia.

eShadowland #3
Delirium: Im dalej w las, tym bardziej brodzimy po kolana w paprociach. Ten numer wypełnia właśnie taka pozbawiona większego sensu szamotanina, której jedynym celem jest dotarcie do kolejnego punktu w scenariuszu. I nawet dałoby się to przetrawić, gdyby nie fakt, że sama akcja nie prowadzi do niczego, bo rewelacji dostarcza wyskakujący jak diabeł z pudełka Izo, którego ostatni raz widzieliśmy, jak spadał w przepaść. Równie niespodziewanie pojawia się Elektra i tu rzeczywiście pewnym zaskoczeniem jest jej wybór strony konfliktu. Innych zaskoczeń nie ma, bo zostały zaspoilerowane dawno, dawno temu. A nawet gdyby było inaczej, te kluczowe momenty przedstawiane są w miernym stylu, więc nie robią większego wrażenia. Jedyny naprawdę dobry moment to wejście Punishera i to już jest zupełna niespodzianka. Tym razem dam 5/10 i zaczynam się czuć jak na równi pochyłej.
Misiael:
Biednie, oj biednie. Niby wszystko gra, niby fabuła jest szybka, dynamiczna i mięsista, niby wydarzenie zmieniają się jak w kalejdoskopie... No właśnie - wszystko "niby". Przepak Daredevil jest bardziej śmieszny, niż straszny, dialogi - samo mięso komiksu - są nudne, a wyskakujący jak diabełek z pudełka Master Izo brzydko zalatuje deus ex machiną. Z tego numeru podobało mi się tylko awesome wejście Punishera i manewr z Bullseyem. Dobrze, że chociaż rysunki dają radę - nietypowe ujęcia i dobrze narysowane sceny walki ratują nieco ten numer. Daję 6/10 i brak kredytu zaufania na kolejny numer.
colossus28:
Nie było to takie straszne jak przypuszczałem, jednakże do tytułu tygodnia brakuje mu strasznie dużo. Oczekiwania miałem sprecyzowane na dość średnim pułapie to i zawodu nie doświadczyłem. Diggle zaprezentował nam bitkę na przyzwoitym poziomie, co było do przewidzenia, ale i parę razy zaskoczył, jak na przykład ekshumacją Bullseye'a. Przegięcie to kolejny powrót Mastera Izo, oczywistością było, że wróci, ale te jego co rusz "poświęcenia dla sprawy" przestają kogokolwiek interesować. 7/10
Volf:
A mi się podobało. O powrocie Bullseye'a nie wiedziałem, więc zaskoczenie było, reszta też wyszła ładnie. Nie jest to w żadnym razie poziom Siege, DoomWar, Second Coming ani na pewno Thanos Imperative, ale tragedii też nie ma. To dobry rok dla eventów Marvelowych jest.


Shadowland: Elektra #1
Delirium: Dodatek, który właściwie niewiele wnosi, poza przyjemnymi miejscami widokami. Trochę przypominamy sobie historii między Elektrą, Daredevilem i Hand, trochę teoretyzujemy i nawiązujemy do pamiętnej millerowskiej ściany. Zgaduję, że reakcja na zabicie Bullseye'a ma nam wyjaśnić pojawienie się Elektry w drugim z tegotygodniowych zeszytów, ale nadal jakoś brakuje mi tu linka. Mimo wszystko, lektura jest przyzwoita i można sobie łyknąć na przystawkę. Wrażenie było nawet lepsze niż przy głównej serii, więc dam słabe 6/10.
medyk:
Wow, ale rzeźnia! Urywanie rąk, shurikeny w głowie, przebijanie ściany gołą ręką… Nieźle! Fabularnie też dobrze, Wells świetnie pisze Elektrę (bo chyba poprzednią mini z nią też pisał), najlepsza była scena zabójstwa oglądana przez telewizor. Jak dla mnie najlepszy tie-in do Shadowland póki co.

Taskmaster vol. 2
#1
Delirium: Nikt nie spodziewa się Inkwizycji! :) Rozbroiły mnie te nowe tajne organizacje, które wymyślił Van Lente. Zresztą, sposób przedstawienia tych starych też był oryginalny, więc zamieszanie wyszło równe. A poza zamieszaniem mamy zagadkę i to nawet podwójną. Tak właściwie wszystko, co robi ten numer, to stawianie pytań, więc jakby policzyć znaki zapytania, to by palców zabrakło, ale osią zagadek pozostają Tasky i kelnereczka. Połączenie niby przypadkowe, ale jednak intrygujące i chętnie się dowiem, do czego zmierza. Jedyne, co mi się nie podobało, to sposób przedstawiania aktualnie wykorzystywanych umiejętności, który wprowadzał chaos w rysunkach. Na zachętę dam jednak 7/10, bo pewnie się przyzwyczaję.
Krzycer:
Van Lente piszący o Taskmasterze. To się nie mogło nie udać. Nie zawiodłem się - jest zabawnie, są wykręceni przeciwnicy, wyciągnięci z najdziwniejszych zakamarków 616, i jest fajny pomysł na całość. Oczywiście łudzę się, że tropiący własną przeszłość Taskmaster wpadnie na Agency X i Sandi, ale i bez tego będzie dobrze.

Thor: For Asgard #1
Delirium: Najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera tygodnia, która na szczęście nie zawiodła. Rodi pokazał już, że umie pisać alternatywnego Thora i widzę, że tym razem również zaczyna od środka, by powoli odsłaniać karty - dobrze, nie mam nic przeciwko, skoro wcześniej się sprawdziło. Jestem tym bardziej zainteresowany, że historia dzieje się u progu Ragnaroku, a to wróży dużo intensywnej akcji, chociaż otwarcie było raczej stonowane. Bianci również mnie nie zawiódł, a nawet pozytywnie zaskoczył stabilnością rysunków. Bardzo odpowiada mi jego bogaty w detale styl i charakterystyczność oprawy, a efekt wszechobecnego śniegu jeszcze wzmacnia wrażenie. Mocne 7/10 się należy.
Krzycer:
Zapowiada się ciekawie - bardzo ciekawie. Rysunki nie do końca mi podchodzą. Co prawda Bianchi przestał bawić się perspektywą prezentując każdy kadr a to z podłogi, a to z sufitu (Astonishing X-Men...), za to jakby się mniej przykładał do postaci, które rysuje... Ale fabularnie wygląda to dobrze.


Wolverine: Road To Hell
Delirium: Trzy krótkie historyjki, przygotowujące grunt pod restart całej Łolwerinowej familii. Pierwsza opisuje nam upadek dzielnego antybohatera w piekielne czeluści i zapowiada coś ciekawego. Druga zaskoczyła mnie powrotem Malcolma Colcorda, ale nie wiem, czy powinienem się cieszyć zważywszy, że wpadł w łapy Waya i Liu. Trzecia to kolejne spojrzenie na nowych X-Force, którzy… wpychają kanapki we własnej wersji Bat-Cave? Cóż, przynajmniej ta ostatnia historia jest najbardziej atrakcyjna, nie tylko wizualnie. Ale ogólnie to będzie 5/10, bo po prostu antologia.
Krzycer:
Czyli reklamówka nadchodzących serii. Jason Aaron opisuje spadającego Wolverine'a - powiedzmy, że daje to jakieś wyobrażenie o klimacie nadciągającej przygody w Piekle, ale marne. Way i Liu opisują sytuację, w której przez przypadek Daken i X-23 tropią tego samego gościa - i to byłoby nawet spoko. Gorzej, że wplątują w tę sytuację Malcolma Concorda. Jeśli naprawdę chcą w swoich seriach odkopać Weapon X, to mam bardzo złe przeczucia co do tego, czym to się skończy. Raz, że to trudna tematyka, dwa, że pasuje do Heroic Age jak pięść do nosa, trzy, że nawet podczas Dark Reign nikt tego nie ruszał i cztery - bo to jeden wielki continuity screw-up i Way wyjątkowo się nie nadaje do tego, by go posprzątać... Za to Remender opisuje rekrutację Fantomeksa do X-Force, i ta historyjka przynajmniej jest zabawna. Poza tym Warren i Betsy są znowu parą. Co właściwie stało się z Warrenem i Paige? Jest tam też teaser Generation Hope - i to wygląda dobrze. No ale to Gillen, więc pokładam w nim spore nadzieje.
Kamyk:
Łanszotowy zlepek różnych historii, z których "Falling" i "The first day of the rest of your life" są całkiem znośne, a rysunki średnie. Ogólnie numer ma tylko zachęcać do zapoznania się z dalszymi losami Wolverine'a i jego współtowarzyszy, więc nie należy się po nim spodziewać zbyt wiele. Bez oceny tym razem.

Wolverine vol. 4 #1
fDelirium: Traktowałem zapowiedzi jak kolejny po wampirach skręt X-tytułów w zastępczym kierunku magii i potworności po tym, jak pomysły kolejnych scenarzystów pozbawiły mutantów przeciwników z własnego środowiska. No i wiele się nie pomyliłem. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że Jason Aaron dobrze sobie radzi w tych klimatach, a jego podejście z przymrużeniem oka sprawia, że pomysł jest lekkostrawny. Główny wątek na razie jest wielką zagadką - nie wiemy, co właściwie się dzieje i jak do tego doszło, ale pomysł potrafi zainteresować. Próbowałem wśród znanych demonów Marvela znaleźć jakiegoś podobnego, ale wygląda na to, że to nowa postać lub radykalny revamp już istniejącej. Miejmy tylko nadzieję, że tym razem interesujący początek nie zmieni się w coś długiego i nudnego. Plus również za rysunki, a za całość może być 7/10.
Krzycer: Wraith? Dotąd byłem przekonany, że jako członek Weapon X ktoś taki był tylko w filmie o Rosomaku... Mniejsza z tym. Czytając ten numer miałem co prawda wrażenie, jakby historia została złożona z kilku poprzednich historii o Loganie - "Enemy of the State", krótkiego okresu, gdy był Jeźdźcem Apocalypse'a i tej historii sprzed paru lat, gdy Omega Red i paru innych przeciwników polowali na jego bliskich (...co pewnie możnaby odnieść do kilkunastu różnych historii). Ale to dopiero początek, nie wiemy jeszcze bardzo wielu rzeczy - zaczynając od tego, jak właściwie Loganowi się zeszło, a kończąc na tym, dlaczego Mystique miałaby pomagać Melicie (i ubierać się jak Power Ranger). Czyli właściwie to jest czeski film, nikt nic nie wie. Ale Jason Aaron zapracował sobie u mnie na duży kredyt zaufania - powiedzmy, pierwsze sześć numerów - więc z chęcią się przekonam, o co w tym wszystkim chodzi.
Kamyk:
Wolverine poszedł do piekła. A ponadto: występ (pastora) Wraitha, polowanie na Melitę, pojawienie się Mystique i grupa jakichś spiskowców przeciwko Loganowi. Kilka wątków, jedne ciekawe, drugie mniej. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na razie średnio to zachęcające i na początek ocena: 6/10. A historia z Silver Samuraiem niepotrzebna.

X-Men: Curse Of The Mutants - Smoke And Blood
Delirium: Zacznę od rysunków, które są raczej szkaradne i wyglądają miejscami jak na szkle malowane. Na szczęście to jedyny duży minus, bo poza tym ten dodatek do wampirzej plagi wypada nad wyraz dobrze. Fabularnie może bez rewelacji, bo z kiepskiej historii i Salomon nie zrobi tie-ina, ale za to dialogi aż chce się czytać. Mnie najbardziej rozbroiły teksty Kavity i randomowe frazy zakażeńców, ale śmiało można powiedzieć, że całość jest na dobrym i równym poziomie. W sumie to szkoda, że nie dobrali równie porządnego rysownika, bo może to zagwarantowałoby lepszy odbiór i dało Spurrierowi szansę na jakąś miniserię? Gdyby nie grafika, byłoby oczko wyżej, ale tak dam tylko 6/10.
Hotaru: Nie będę opiniował tego komiksu, bo go nie przeczytałem. Pomimo dość sporej determinacji, nie dałem rady. Rysunki są szkaradne, scenariusz w porywach średni. Może, gdyby ten komiks miał normalną liczbę stron, to by mi się udało, ale taka dawka marnoty nie przejdzie przez mój system...
Kamyk: Przykład komiksu, w którym fabuła wypada zdecydowanie lepiej niż rysunki. Dowiadujemy się, cóż stało się z pochwyconym wampirem (przy okazji robiąc idiotę z Wolverine'a) i jak przebiegają prace X-Clubu nad wampirzym problemem. Akcja wciąga, a niewątpliwy atut tego komiksu to znakomite dialogi Nemesisa i Emmy. Ocena: 6/10.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity Tygodnia:

aScarlet #2
Autor:
David Mack

Delirium: W tym tygodniu wybór jest zadziwiająco duży, ale to właśnie ta okładka najbardziej przykuła moją uwagę. Inne są dobre, ale ta ma w sobie ten unikalny element artyzmu, charakterystyczny dla wykonawcy i jednocześnie wyjątkowo pasujący do charakteru komiksu. Sama postać wygląda bardzo naturalnie, a jej otoczenie reprezentuje cały ten chaos w środku. Po prostu ma to właściwe "coś".




bThor: For Asgard #1
Autor:
Simone Bianchi

Hotaru: Bogactwo detali, wszechobecny glitter, kadry płynnie przechodzące z jednego w kolejny, zlewające się w jedną całość, czyli wszystko to, co sprawia, że komiksy ilustrowane przez Bianchiego są śliczne, ale i trudne w odbiorze, czyni tę okładkę wartą wyróżnienia. Tutaj nie musimy się przejmować storytellingiem, a jedynie cieszyć oko pięknie wykonaną kompozycją.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.09.01


Redaktor prowadzący: KisielKorekta: S_ORedaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.