Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #158 (30.08.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Numer 34/2010 (158)



W tym kończącym się już tygodniu komiksowym dwa numery wywołały najwięcej reakcji i skrajnych emocji. Tymi tytułami są: Avengers oraz X-Factor. Jakie były reakcje redaktorów i czytelników? Zapraszam do lektury.



Amazing Spider-Man Presents: American Son #4
Delirium: Zakończenie niemal dokładnie takie, jak przewidywałem. Konfrontacja wypadła dobrze i z jednej strony wydaje się być ostateczna, ale jednak z drugiej zostawia furtkę na przyszłość. Dość typowe posunięcie, ale ponieważ ta historia okazała się dobra, nie mam nic przeciwko kontynuacji. Trudno napisać coś więcej bez wdawania się w szczegóły, więc tyle musi wystarczyć. Od strony graficznej zaskakuje wykorzystanie aż trzech rysowników, ale muszę przyznać, że zauważyłem to dopiero po przeczytaniu, bo lektura jest wystarczająco wciągająca. Za ten numer i całość, przyzwoite 6/10.
Kamyk:
Finał historii o rodzinnych porachunkach. Rozwiązanie problemu ze zbroją Amerykańskiego Syna proste, ale sensowne. Postać kolejnego potomka Normana pozostawiona z perspektywą na powrót - może będzie z niego coś więcej niż pionek w grze między Normanem a Harrym. Szkoda, że do zilustrowania tego numeru potrzeba było aż trzech rysowników, bo w końcowym efekcie wpłynęło to negatywnie na jego graficzną stronę. Ocena za numer, jak i całą historię: 6/10.

Astonishing X-Men vol. 3 #35
1.jpgDelirium: Coś mi się widzi, że pan Ellis poczuł ostatnio powołanie do roli edukatora i sumienia uniwersum Marvela. I bardzo dobrze, bo wychodzi mu to genialnie! Długo musieliśmy czekać na finał historii i zdecydowanie nie jest on tym, czego można by się spodziewać, ALE było warto, bo jest zdecydowanie lepszy niż wszystko, co przewidywałem. Kaga jest postacią bardziej żywą i realną niż cała reszta obsady. Osadzenie jego istnienia w rzeczywistych dla nas wydarzeniach dodaje mu wymiaru, a jego argumentom nie można odmówić słuszności, chociaż podszyte są szaleństwem. Konfrontacja jest jednocześnie przejmująca i zwyczajnie fajna, w ten zabawny sposób. Do tego kilka świetnych dialogów i dynamiczna akcja na początku. Rysunki dobre, a wręcz ocierające się o epickość jeśli o różne szkaradztwa chodzi. Całość zasługuje na tytuł numeru tygodnia i ocenę 9/10.
Hotaru: I na to czekaliśmy przez tyle miesięcy? Na kilka fajnych kwestii, mnóstwo wybuchów i totalnie skopane zakończenie? Miałem jeszcze nadzieję, że ten numer to będzie objawienie, że poznamy, jak łączą się klocki układanki, której do tej pory nikt nie dostrzegał. A dostaliśmy... to. Rozwiązanie tak głupie, że nawet sam scenarzysta kpi z niego ustami pisanych przez siebie bohaterów. Zniósłbym to godnie, gdyby nie żyjąca jeszcze pamięć Astonishing za czasów Whedona.
colossus28: Na początku tej historii wydawało się, że tym razem zagrożenie jest tak potężne, iż nawet nasi cudowni X-Men nie dadzą rady. Im tok opowieści toczył się do przodu, pozbawiał nas złudzeń, że sobie nie poradzą. I oto nadszedł ostatni numer, czyli dziadek na wózku okazał się całkiem przereklamowany, trochę gróźb Hisako, plaskacz od Wolviego i po sprawie. Końcówka zdecydowanie odstaje od całości. Za to fajne dialogi i rysunki. 6/10.

Avengers vol. 4 #4
Delirium: Fabuła zabrnęła tak głęboko w samą siebie, że trudno mi powiedzieć, co tak naprawdę się dzieje. W związku z tym wydaje mi się, że najbardziej sprawiedliwym wyjściem będzie zaczekać do finału, zanim wydam werdykt. Ten numer popycha sprawy naprzód, ale też sprawia, że wszystko zostaje zawieszone na dużych znakach zapytania, więc wolę nie wyrywać się z krytyką. Od strony technicznej widać jednak pewien spadek formy, co daje się wyczuć w mniej swobodnych dialogach i sztuczności pewnych scen. Graficznie natomiast porażka na całej linii. Wyjątkowo nie będę się wyżywał na Romicie młodszym, bo widzę, że inni komentatorzy mnie w tym wyręczają. Baty należą się jednak całej reszcie: tuszowanie podkreśla wady szkiców, kolory są często mylone lub dobierane w niewłaściwym tonie, a wrzucane na chybił-trafił efekty grafiki komputerowej sprawiają wrażenie amatorszczyzny. Z oceną fabuły się wstrzymuję, ale i tak więcej niż 4/10 dać nie mogę.
2.jpgHotaru: Tak, to zdecydowanie ten gorszy tytuł o Mścicielach. Nawet już pomijając kreskę Romity, to sama fabuła nie porywa, a wręcz odstrasza od lektury. Każda kolejna "rewelacja" wydaje się pisana nie tyle pod fanów, co pod Bendisa i jestem pewien, że też właśnie on najbardziej się tym tytułem jara. Po zapowiedziach pierwszego numeru miałem pewne wyobrażenie o tym, jak to może się dalej potoczyć. Ale nie spodziewałem się, że rzeczywistość nawet nie spróbuje dorosnąć do pięt mojemu chwilowemu zamysłowi.
colossus28: Nazwijcie mnie uprzedzonym do tej serii, ale znowu spółka Bendis-Romita wysmażyła nam całkiem niezjadliwe danie. Pomijam już sprawę "cool" dialogów, bo poruszałem ten temat wielokrotnie i szkoda marnować klawiaturę. Widzę tylko jedno światełko w tunelu w całym tym chłamie, mianowicie Bendis chyba w końcu przechodzi do meritum sprawy, ostatnie stwierdzenie dotyczy wyłącznie tego, co się dzieje w przyszłości, bo nawalanka w NY rodem z "Wojny Swiatów" wywołuje u mnie spazmy, bynajmniej z zadowolenia. 4/10.
Dżentelmen: Nie było wcale takie złe. Choć szykowałem się tak bardzo na tą walkę z ręcznikami, to ukazana już wcześniej rozkładówka to było jedyne miejsce, gdzie je zobaczyliśmy. Jakoś nie wychwyciłem dużo humoru, ale nawet z dwa razy się uśmiechnąłem po pojawieniu się Killravena. Niby jest wszechobecny chaos, ale fabuła jakaś wyrasta. Tylko czemu taka zmyłka, że przez trzy pierwszy numery dzieciaki były złe, a się okazały dobre, a ich szef wbił sobie ostrze w Tony'ego... To oni są dobrzy czy źli?
wolvie111: Wielu już zauważyło, że twórczość Romity jest straszna i ja to potwierdzam. Zdecydowanie rysunki obniżają wartość komiksu. Sama historia jest przeciętna. Thor walczy z jakimiś robotami, jak z Wojny Światów. Spider-Woman na umór próbuje być zabawna, a ogólny chaos jest nieciekawy. Nie wiem, może się czepiam, ale po prostu mi się to nie podobało. Ocena 4/10.
medyk: Rysunki paskudne, ale to nie tylko wina Romity, reszta osób odpowiedzialna za szatę graficzną tego komiksu też dokłada swoją cegiełkę do kiepskiej całości, strony z Thorem i Galactusem na szkicach nie wyglądały tak źle jak po nałożeniu kolorów i tuszu. Jeśli chodzi o historię, to ja już powoli nie ogarniam, panuje tu straszny chaos, jakieś dinozaury, ufoludki, kumpel Spideya, którego w ogóle nie kojarzę i na dokładkę stary Hulk oraz Stark i beznadziejny cliffhanger. Słabo. Nie jest to poziom Fractiona, ale przecież nie tego oczekuję od Bendisa.

Black Widow vol. 4 #5
Delirium: Okay, w finale historia nabrała nieco sensu - przyznaję. Ale mimo wszystko całość jest naciągana, przerysowana i oparta na dziwnych zbiegach okoliczności lub pytyjskich wręcz zdolnościach przewidywania głównej bohaterki. No i obowiązkowo pojawił się wielki, straszny przeciwnik, który ma oczywiście długą historię konfliktu z Black Widow, a ponieważ jest Rosjaninem, musi być kreowany na krzyżówkę szpiega, kanalii i wannabe-Rasputina. O jego wielkim planie nie będę wspominał, bo jest tak ograny, że Wikipedia poświęca temu zagadnieniu osobny artykuł. Rysunki ciut lepsze, choć nadal mało wyraźne. Powiedzmy więc, że na koniec historia zdołała wyciągnąć 5/10.

Captain America #609
Delirium: Nadal ogromny znak zapytania wisi nad Zemo i jego motywami. Nawet pomimo konfrontacji i dużego pchnięcia akcji na przód, wciąż nic nie jest jasne i zagadki się mnożą. Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt przesadnego kreowania Zemo na geniusza planowania (wiem dokładnie, w którym miejscu mój plan zawiedzie, więc mam plan, co zrobić gdy plan zawiedzie), by i tak w końcu pokazać, że wcale nie jest takim chojrakiem. Druga konfrontacja numeru to starcie trójki herosów z facetem, który ma w zanadrzu tylko żelazną rękawicę. Seriously? Zdarzało im się w pojedynkę rozprawiać z wielkimi badassami, a teraz potrzeba aż trójki na pana Rąsię? Przesadny dramatyzm. No, ale dobra - czyta się to całkiem przyjemnie, mimo niedociągnięć i niejasności. I wygląda też przyzwoicie. Będzie więc 6/10, ale bardziej za wrażenia niż samą treść.
medyk:
Cała ta historia z Zemo jest naprawdę fajna. Plan zniszczenia Bucky'ego jak na razie idzie idealnie. Postacie są świetnie prowadzone, Bucky jest trochę bezmyślny i konsekwentnie pcha się we wszystkie pułapki podstawiane przez Zemo, ale dlatego jest fajniejszy niż "idealny" Steve. Historię Nomad dalej olewam.

Deadpool Team-Up #890
Delirium: No cóż, taki team-up po prostu musiał się udać. Co prawda pod względem continuity ssie aż mlaska, ale miodność numeru jest tak duża, że nie ma sensu psuć sobie zabawy czepianiem. Obaj panowie wypadają świetnie i miotają dobrymi tekstami jak rozrzutnik obornika. Skłonny jestem nawet stwierdzić, że Aaron jest w tym starciu górą, bo jego mięsne kawałki rozkładały mnie za każdym razem. Nie ma co się rozwodzić, po prostu trzeba przeczytać. Rysunkowo też nieźle, bo chociaż raczej nie w moim typie, to pasuje do treści. Dobre 7/10 się należy.

Fantastic Four #582
Delirium: Zeszyt można podzielić na dwie części, które oceniłbym osobno, gdyby nie składały się w jedną całość. Pierwsza to bitka o to, kto zostanie ostatnim papą Richardsem w multiversum. Jest całkiem dynamiczna, ale mnie nie zachwyciła i postanowiłem po prostu przejść nad nią do porządku dziennego. Zwłaszcza, że rezultat był z góry oczywisty. Druga natomiast, to naprawdę ciekawa zagrywka dwójki młodszych Richardsów, która ma wstrząsnąć tym tytułem. Jest dużo bardziej interesująca, a nawet intrygująca, bo konsekwencje dopiero poznamy i zostajemy z oczekiwaniem oraz głową pełną pytań. Bardzo chętnie dowiem się, co będzie dalej. Rysunki raczej przeciętne, ale dam duży plus za efekt przejścia. A za całość, wypadkową będzie mocne 6/10.
Kamyk:
Ten numer po raz kolejny przypomina nam, jak bardzo skomplikowaną rodziną są Richardsowie. Nathaniel z pomocą syna i kolegów w dosyć dziecinnie prosty sposób pokonuje innego Nathaniela, tylko po to, aby potem dostać z kopa od własnego wnuka. Valeria wpada na herbatkę i złowróżące pogaduchy z matką, a w tym samym czasie (?) Franklin nieudolnie rozwija swoje ambicje deus-creatora. I don't buy it. Może zapowiadana redukcja w składzie wpłynie lepiej na zainteresowanie losami ulubionej rodziny Marvela. Ocena: 5/10.

Heroic Age: Prince Of Power #4
Delirium: No i to się nazywa epicko-kosmiczne zakończenie! Nie dość, że naprawdę dobre, to jeszcze ładnie prowadzi wprost do zbliżającej się chaotycznej wojenki. Amadeus dopiął swego w wielkim stylu, chociaż pewnie trochę się zdziwił. Delphyne też zarządziła w swoim stylu, chociaż trzeba zauważyć, że jej przeciwniczka wzięła się właściwie z powietrza i to jest jedyny mały zgrzyt. Wszystko jednak ładnie się splotło, zdołało zaskoczyć i ucieszyć, więc seria spełniła swoje zadanie. Mimo wątpliwości przy pierwszym numerze, teraz mogę wystawić całej serii i temu zeszytowi solidne 7/10.
3.jpg
Hotaru: Muszę przyznać, że miałem chwilę zwątpienia. Kiedy sięgałem po ten numer przypomniałem sobie, jak Van Lente obiecywał, że w Prince of Power Amadeus okaże się największym bohaterem Heroic Age. Obawiałem się, że okaże się to czczą (a może "bendisowską") przechwałką. Jestem człowiekiem małej wiary. Amadeus rządzi! Delphyne też rządzi! I pewien powracający heros rządzić będzie podczas Chaos War! Świetne preludium, pięknie zilustrowane przez Browna i Archera.
Dżentelmen: Awesome. Nie za wiele wyłapałem treści z tego numeru, humoru też dużo raczej nie było, ale Delphyne Gorgon wymiata. Ogólnie Herca nigdy za bardzo nie lubiłem, ale Amadeus jest świetny, a końcówka na serio mówi do ciebie "Chaos in Chaos War means exactly what it says".

Namor: The First Mutant #1
Delirium: Jak na pierwszy numer serii, to wyjątkowa kaszana. Od razu zostajemy wrzuceni w środek wątku, właściwie bez żadnego wprowadzenia i szerszego kontekstu. Wątek ów okazuje się absurdalnie abstrakcyjny i przy tym do bólu sztuczny, a to z kolei prowadzi do takich kuriozów jak wampiryczne ośmiornice i ryby. Niby ma to jakieś swoje uzasadnienie w marvelowej historii, ale jak już wspomniałem - brakuje kontekstu i zwykły czytelnik nie ma prawa się w tym zorientować. Do tego mamy garstkę postaci znikąd, które i tak zginą, oraz przeciwnika, który i tak wróci. Jak na głębię oceanu, to strasznie płytka ta fabuła. Jeśli chodzi o rysunki, to wystarczy spojrzeć na nazwisko autora i już wiemy, czego się spodziewać - pastelowych pakerów i randomowo wstawianej grafiki komputerowej. Po kolejny numer sięgnę tylko po to, żeby utwierdzić się w swojej opinii o kiepskości serii, a teraz wystawiam 3/10.
Kamyk:
Vampire squid. Should have seen that coming. I wszystko w temacie. Namor w swojej solo serii wyrusza na poszukiwania głowy Drakuli, spotykając morskich kozaków, którzy 'Imperius Rex' mają w głębokim poważaniu. Rysunki Olivettiego mogą czasem spowodować odruch wymiotny, bynajmniej nie na skutek choroby morskiej. Ogólnie numer nie powala i zdaje się, że start solówki Namora, fabularnie osadzonej w większym evencie i to w dodatku skupionym na wampirach, które do morza pasują niczym Nergal do Dody, to chybiony pomysł. Zobaczymy, co pokaże przyszłość, a za ten numer ocena: 5/10.

Punisher MAX: Happy Ending #1
Kamyk: Zamiast sugerowanego tytułem szczęśliwego zakończenia dla Franka otrzymaliśmy dynamiczną i nieco schematyczną opowieść o znudzonym księgowym, który znalazł się w złym miejscu, w złym czasie i spotkał niewłaściwą kobietę. Punisher, zdegradowany w tym numerze do drugoplanowej postaci, robi to, co zwykł robić, więc fabuła w tym miejscu też nie zaskakuje. Rysunki dobrze oddają dynamikę akcji, ale do ponadprzeciętnych im daleko. Numer średni, więc ocena też średnia: 5/10.

Shadowland: Moon Knight #1
Delirium: Na jakiś czas odpuściłem sobie obcowanie z rycerskim lunatykiem, ale okazuje się, że właśnie teraz jest dobry moment na odnowienie znajomości. Konstrukcja numeru sprzyja temu i pomaga odnaleźć się w świecie głównego bohatera o wielu osobowościach, a przy okazji zabieg ten dobrze splata się z treścią. Ta jest może nieco dziwna i trochę naciągana, ale przynajmniej robi swoje, czyli daje głównemu bohaterowi to, co każdy heros mieć powinien - zły odpowiednik. Shadow Knight może sporo namieszać i okazać się ciekawą postacią, chociaż jak na razie zachowuje się raczej schematycznie. Szokujące zakończenie numeru w pewnym momencie stało się bardzo przewidywalne, bo i tutaj pojawia się dobrze znany schemat. No, ale czyta się na razie fajnie. Rysunki nie do końca wpisują się w klimat, ale i tak są lepsze od tego, co przypominało mi się, gdy pomyślałem o autorze. Na zachętę dam takie średnie 6/10.

Spider-Girl - The End #1
Kamyk: Zapoznałem się z tym numerem tylko dlatego, że miał to być długo oczekiwany KONIEC komiksowej kariery Spider-Girl. Początkowe poprowadzenie historii zapowiadało dosyć nieoczekiwany KONIEC głównej bohaterki i już myślałem, że tak to zostawią, bo futurystyczna koncepcja była ciekawa. Ale nie... Wehikuły czasu, odkręcanie KOŃCA, aby doprowadzić do innego KOŃCA, który okazuje się KOŃCEM z dużym znakiem zapytania. They just can't get rid of her. KOŃCOWA ocena: 4/10.

Demogorgon: Pożegnanie z ukochaną bohaterką. Pożegnanie z drugą najpopularniejszą heroiną Marvela. Pożegnanie w wielkim stylu. Pożegnalna historia, która ma to wszystko, za co kocham Spider-Girl. Piękne rysunku Frenza, dobry, klasyczny scenariusz DeFalco, może nie zaskakujący, ale bardzo dobry. Urocza, przejmująca historia o mocy, odpowiedzialności, odkupieniu, miłości i poświęceniu. Żegnaj May, jesteś i na zawsze pozostaniesz moją bohaterką.

Thor #613
Delirium: Aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba stwierdzić szczerze, że błądzący po piekiełku Thor i towarzysząca mu narracja demonicznego komentatora trochę przynudzają. Ale to jedyna słaba strona całego numeru, bo reszta obsady dba o to, żebyśmy się nie nudzili. Zwłaszcza Tyr, który wyciąga asa z rękawa i kradnie cały numer. Przerywnik z Keldą i Balderem też wyszedł nieźle i daje pewne nadzieje na przyszłość (oczywiście, jeśli imć Fraction zechce sięgnąć po ten wątek i go nie spartolić). Właściwie, to nawet ta przydługa eskapada Thora ma swój sens i cel, który prowadzi wprost do finału, więc warto poświęcić swój czas i okazać trochę cierpliwości. Ogólnie, poziom historii zostaje utrzymany na wszystkich poziomach, więc konsekwentnie wystawię 7/10.
Hotaru: Kolejny świetny numer. I w sumie na tym mógłbym skończyć opiniowanie tego komiksu, ale po prostu muszę zauważyć, jak Thor wiele mówi, kiedy się nie odzywa albo jak Hela jest dobra, kiedy jest niedobra. No i Kelda, której rozpacz jest wisienką na smakowitym torcie. Drżę na myśl o nadejściu Fractiona. I nie jest to dreszcz podnieconego wyczekiwania.

X-Factor #208
4.jpgDelirium: Tradycji stało się zadość i kolejny numer tej serii trafia do tygodniowej czołówki. Najkrócej byłoby powiedzieć po prostu, że wszystkie wątki toczą się w dobrym kierunku właściwym rytmem, ale byłoby to nadmierne uproszczenie. One nie tylko się toczą, ale i podskakują, zaskakują, rozbrajają… Co tylko zechcecie. Nie brakuje dobrych tekstów i wieloznacznych sytuacji. Mam też wrażenie, że Rahne nie jest do końca szczera i namiesza bardziej, niżby się zdawało. Ale w międzyczasie czeka nas wycieczka do piekiełka w Vegas. Plus też za rysunki. Muszę to powtórzyć któryś raz z kolei, ale Hela naprawdę wygląda świetnie. Raz jeszcze 7/10.
Hotaru: Peter David nie zawodzi. Mogę się jarać jakimiś historiami w innych x-tytułach, ale to właśnie X-Factor z numeru na numer dostarcza mi słodkości w postaci intryg, ciętych dialogów i lubianych postaci, za którymi wcale nawet wcześniej nie przepadałem. Tak na marginesie, wraz z występem w Thorze, Hela robi się dla mnie coraz bardziej interesująca. Jak zwykle - chcę jeszcze.
Kamyk: Świetny numer z dobrze poprowadzoną, wielowątkową fabułą (PAD jak zwykle nie zawodzi) i dobrymi rysunkami (w tym zjawiskowo piękne Layla, Monet, Theresa i Hela - to miły okład na oczy obolałe po tegotygodniowych rysunkach Bachalo). Znakomicie przedstawione spotkanie Rictora, Shatterstara i Rahne, spięcie między Laylą-naked-twister-player a Monet, no i akcja Madroxa i Theresy, której finał doprowadzi do "Vegas baby, Vegas" w następnym numerze. Przy dosyć słabej konkurencji, to mój kandydat na numer tygodnia. Ocena: 8/10.

X-Men: Curse Of The Mutants - Blade #1
Delirium: Co my tu mamy? Wymuszony eventem 1-shot, który wyciąga z kapelusza garść nikomu nie znanych postaci tylko po to, by zaraz je odesłać w niebyt, przeprowadza głównego bohatera z punktu B do punktu C, ignorując fakt, że poprzednio widzieliśmy go w punkcie A i mówi nam rzeczy, które doskonale już wiemy. Innymi słowy - potrzebne nam to jak rybie rower. I w dodatku dobrali rysownika, który zupełnie nie pasuje do wampirycznego tematu. (Byłbym się pomylił i napisał "klimatu", ale tutaj przecież i tak go nie ma). Rzucam w kąt i wystawiam 3/10.
Hotaru: Dzięki Paulowi Cornellowi polubiłem nawet postać Blade'a i tylko dlatego sięgnąłem po ten komiks. I przez większość lektury to nie był trafiony wybór. Ożywiłem się dopiero w momencie, kiedy weseli towarzysze Blade'a zaczęli mniej wesele umierać, ale to był tylko moment. Patrząc całościowo, to jest to nudny, kiepsko zilustrowany prequel do "Curse of the Mutants", który na dobrą sprawę niczego do tej historii nie wnosi.
Kamyk: Pierwsze i ostatnie zarazem spotkanie z dosyć pokaźną grupą vampire-slayers, którzy niczym pokemony zbierają się wszyscy, aby pokrzyżować plany Xarusa i reszty wampirzej mafii. Blade nadal jest uber-kozakiem, który jako jedyny uchodzi z życiem, dzięki czemu może obwieścić X-Men radosną nowinę. Eventowa zapchajdziura, którą znośnie się czyta, ale szału nie robi. Ocena: 5/10.

X-Men: Curse Of The Mutants - Storm & Gambit #1
5.jpgDelirium: Chris Bachalo to jeden z rysowników, do których mam dużą sympatię, więc uważnie obserwuję jego poczynania i nauczyłem się rozpoznawać, kiedy rysuje coś na poczekaniu. Obstawiam, że ten numer powstał w kilka dni, a może nawet w kilka godzin, bo pośpiech i niedbałość aż z niego bije. Cóż, sympatia sympatią, ale jak się człowiek spieszy, to się krytyka cieszy. Tym razem jest kiepsko - właściwie tylko kilka paneli wygląda na starannie dopracowane i wykończone, a reszta to pospieszne szkice i kaszanka. Fabuła? Logicznym jest, żeby wysłać dwójkę doświadczonych złodziei po dobrze strzeżonego truposza, pojawia się parę fajnych scen i pomysłów (np. wykorzystanie Dazzler jako środka wampirobójczego), ale jednak całość przesycona jest posmakiem tego pomysłu, który sam w sobie jest kiepski. Zdecydowanie lepszy 1-shot, który wnosi coś do tematu, ale przy takim wykonaniu nie dam więcej niż 4/10.
Hotaru: Hell YEAH! Jeden z lepszych komiksów tego lata! Fabuła jest tak dobra, interakcje między Storm i Gambitem tak żywe, stawka tak wysoka, a podejmowane decyzje tak ważkie, że po prostu opada szczęka. Błyszczy nie tylko Storm, ale i - całkiem dosłownie - Dazzler. Bachalo przez większość numeru trzyma bardzo wysoki poziom. Tylko kilka finałowych stronic nosi ślady pośpiechu. Ale nie przeszkadza mi to, bo Chuck Kim - kimkolwiek jest - napisał kawałek naprawdę fajnej fabuły.
Kamyk: Ostrze krytyki rysunków skądinąd słusznie wymierzone w wielbiciela kątów prostych, Romitę Jr., musi być w tym tygodniu obusieczne, gdyż to, co wyprawia Bachalo w tym numerze, to festiwal szkaradztwa i chałtury, którego znakiem rozpoznawczym jest efekt "czerwonych oczu". Oczu, których czasem brakuje Gambitowi i innym postaciom. Postaciom, które zwłaszcza w scenach walki najwidoczniej były rysowane na kolanie. Fabularnie (na szczęście) ten one-shot wypada znośnie. Storm i Gambit wysłani na misję odzyskania ciała Drakuli z wampirzej wyspy, zostają przy okazji zmuszeni do podejmowania niełatwych decyzji o niewygodnych sojuszach i życiu lub śmierci niewinnych osób. Kąsania jak nie było, tak nie ma, ale akcja idzie do przodu. Ciężkostrawne rysunki wpływają niestety na ogólną ocenę: 4/10.

X-Men: Legacy #239
Delirium: W tej chwili jest to jeden z dwóch X-tytułów, na które zawsze czekam z zainteresowaniem i mogę sobie pozwolić na jakiekolwiek oczekiwania. Mike Carey znów mnie nie zawiódł i dał mi to, co najbardziej lubię w jego serii: genialną chemię między postaciami, ciekawą intrygę z dobrą akcją i jakiś interesujący wątek w tle. Do punktu pierwszego odnoszę zwłaszcza sceny z Rogue i Magneto. Drugi to ciekawa eksploracja Luz i wyciągnięcie czegoś z Loa, plus końcówka. No i jako trzeci, wątek Indry, który jeszcze może nas zaskoczyć. Plusem serii jest także Clay Mann, którego styl zdążyłem szczerze polubić. To wszystko składa się na mocne 7/10.
Hotaru: Kolejny satysfakcjonujący numer duetu Carey-Mann. Nie brakuje tu akcji, a jednocześnie scenarzysta nie zapomniał o rozwijaniu postaci. Swoje pięć minut mają starzy wyjadacze, młody narybek i zupełne świeżynki. Do tego powraca kilka postaci, za którymi zdążyłem się stęsknić. Rysunki Manna stają się coraz bardziej dynamiczne, więc perspektywa kolejnego numeru jest bardziej niż zadowalająca.
wolvie111: Historia w Mumbaju się rozkręca, a końcówka wskazuje na to, że będzie naprawdę ciekawie w następnym numerze. W sumie to niezłe ziółko z tej Luisy... szkoda, że nie jest mutantem. :/ Skład drużyny da się polubić, rodziny Parasa jak najbardziej nie, no i oczywiście konfrontacja Rogue-Magneto nice. Rysownik się sprawdza, robi na mnie wrażenie. Ocena 7+/10.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity Tygodnia:

namor1_res.jpgNamor: The First Mutant #1
Autor: Jae Lee

Hotaru: Trochę głupio typować okładkę Jae Lee drugi tydzień z rzędu, ale cóż począć, kiedy nie ma lepszej? Nawet pomimo trochę mało majestatycznej pozy Sub-Marinera, kompozycja ocieka jest wilgotnym majestatem. No i to pomysłowe ukazanie, czego dotyczy fabuła numeru - majstersztyk.






shadowland_mk1_res.jpgShadowland - Moon Knight #1
Autor: Francesco Mattina

Delirium: Pan Mattina wyrasta na drugiego po Jae Lee najlepszego okładkotwórcę Marvela. Jego okładki również mają swój charakterystyczny styl i klimat, z elementami brudu, szarpnięć i kontrastowych zestawień. W tym przypadku jest to zestawienie mroku nocy i cienistej sylwetki Daredevila z Moon Knightem w bieli i jaśniejszym tumanem kurzu wokół niego. Efekt jest tym razem dość subtelny, ale i tak wyraźnie pokazuje zderzenie obu stron.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.08.25


Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.