Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #129 - Heroes Reborn: The Return TP

Heroes Reborn: The Return TP
Scenariusz: Joe Casey, Chris Claremont, Peter David, Joe Kelly, Fabian Nicieza
Rysunki: Salvador Larroca, Mike McKone, Michael Ryan, Charles Adlard, Mark Bagley, Matt Haley
Okładka: Salvador Larroca
Liczba stron: 288
Cena okładkowa: $29,99
Zawiera: Heroes Reborn: The Return#1-4, Heroes Reborn: Doomsday, Heroes Reborn: Ashema, Heroes Reborn: Masters of Evil, Heroes Reborn: Rebel, Heroes Reborn: Remnants, Heroes Reborn: Young Allies, Heroes Reborn: Doom

lt129s.jpgArtX: Amerykańskie komiksy to zaiste fenomen czasowy. Czas płynie w nich w tempie realistycznym, tylko jakoś bohaterowie się nie starzeją, lub starzeją się nieznacznie. Każda z postaci Marvela wystąpiła już w tysiącach komiksów i chociaż ich przygody są publikowane od wielu dziesięcioleci, ci wszyscy "staruszkowie" dalej są w świetnej formie. Co więc ma zrobić biedny fan, który chciałby poznać początki Fantastycznej Czwórki, lub Avengers, ale komiks z lat sześćdziesiątych zupełnie do niego nie przemawia? W dwudziestym pierwszym wieku może sięgnąć po stosunkowo "świeżą" linię wydawniczą Ultimate. W latach dziewięćdziesiątych wieku dwudziestego mógł się natomiast zapoznać z projektem nazwanym Heroes Reborn. Po walce z Onslaughtem, wielu bohaterów (FF, Avengers) zostało przeniesionych do alternatywnego wymiaru stworzonego przez mutacyjne moce Franklina Richardsa. Uznani za zmarłych w naszym wymiarze, mogli ponownie przeżyć swoje życie od początku. Oczywiście celem tego zabiegu było opowiedzenie o narodzinach Fantastic Four, Avengers, Iron Mana i Kapitana Ameryki po raz kolejny i zgodnie z duchem czasu. Do projektu zostali zaangażowani znani artyści, tacy jak: Jim Lee, Whilce Portacio i Rob Liefeld. Heroes Reborn: The Return jest próbą uprzątnięcia tego całego bałaganu i osadzenia bohaterów z powrotem w rzeczywistości 616, a więc w podstawowym wymiarze, w którym rozgrywają się komiksy Marvela.

Ocena tego komiksu zależy chyba w dużym stopniu od oceny jaką wystawiamy całemu eventowi. Czytelnik krytycznie nastawiony do pomysłu wysłania bohaterów do innego wymiaru, w którym ponownie przeżywają swoje życie, nie będzie pewnie zainteresowany ich powrotem do rodzimej rzeczywistości, tylko cały ten okres wyrzuci w niepamięć. Jeśli jednak sama idea Heroes Reborn nie wzbudza w Was odruchów wymiotnych, to The Return może przypaść Wam do gustu. Jego atutem jest na pewno ładny, poetycki i trochę filozoficzny język scenarzysty, Petera Davida; szczególnie pod koniec opowieści. Drugim plusem są rysunki Salvadora Larrocki, których styl w niczym nie przypomina tego, co prezentuje obecnie ilustrując przygody Tony'ego Starka. W Heroes Reborn: The Return postacie wyglądają trochę mangowo i moim zdaniem wychodzi im to tylko na zdrowie.

Heroes Reborn: The Return
nie jest samodzielną historią. Bez zapoznania się z wcześniejszymi wydarzeniami, które doprowadziły do powrotu bohaterów, lektura tego tomu traci sens. Dlatego ocena tego komiksu będzie pewnie w wielkim stopniu zależeć od tego, czy spodobały wam się Heroes Reborn: Fantastic Four, Heroes Reborn: Iron Man, itd. Sam w sobie, ten album określiłbym jako "nieocenialny".


nietendon: W 1996 roku niepozorny mutanci crossover "Onslaught Saga" niepostrzeżenie rozrósł się do rangi jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach Marvela. Głównie dzięki finałowi tej historii, w którym Fantastic Four i Avengers poświęcają swoją energię życiową, aby uratować świat. Przepełniony do tej pory superbohaterami Nowy Jork pozostał na łasce X-Men, nowopowstałych Thunderbolts i kilku solowych trykociarzy, jak na przykład Spider-Man. W sklepach zaś pojawiły się cztery miesięczniki z wyzerowaną numeracją, których bohaterami byli wyżej wymienieni nieboszczycy: Fantastic Four, Avengers, Iron Man, i Captain America. Opatrzone schludnym bannerkiem "Heroes Reborn" komiksy opowiadały przygody danych bohaterów od początku. Taki trochę prototyp wykorzystanego wiele lat później projektu "Ultimate". Skojarzenia tym silniejsze, że podobnie jak w komiksach z linii Ultimate, również tu do opowiadania historii zatrudniono same sławy: Jima Lee, Roba Liefelda, czy Whilce'a Portacio.

Po pewnym czasie okazało się, że bohaterowie wcale nie zginęli, zostali tylko przeniesieni do innego świata naprędce wymyślonego przez Franklina Richardsa. Właśnie tam miejsce miały obserwowane przez nas opowieści. Projekt "Heroes Reborn" przetrwał rok, po czym nadeszła pora do przywrócenia flagowych herosów do świata 616. Właśnie ten cel musiał zrealizować Peter David na łamach Heroes Reborn: The Return.

Zrealizował go przy pomocy Celestiala Ashemy, który przybył na Ziemię w ludzkiej postaci, aby zakończyć eksperyment, za jaki uważał poczynania Franklina od czasu utworzenia przez niego kieszonkowego wszechświata wewnątrz niepozornej piłki-zabawki. Zakończyć eksperyment, czyli: usunąć jeden z wymiarów ("nasz", lub utworzony przez chłopca - nieważne który) i zabrać małego Richardsa ze sobą na dalsze nauki. Celestianie uznali go bowiem za równego sobie pod względem poziomu mocy czy czegoś. To jednak Celestianom przyjdzie się wiele nauczyć od obiektu swoich badań. Nie jestem pewien, ale to chyba w tym komiksie po raz pierwszy jeden z nich został doprowadzony do łez.

"Mamo, oni chcą żebym zniszczył jeden ze światów... a ja nie wiem który." Ogrom odpowiedzialności, jaka spada na nieprzygotowane barki małego chłopca, jest głównym tematem miniserii. Chłopca obdarzonego wręcz boską mocą, a któremu udało się zachować dziecięcą niewinność. Zaskakuje jak spójnie i ciekawie udało się PADowi opowiedzieć wydarzenia, których na dobrą sprawę zakończenie znamy już rozpoczynając ich poznawanie. Scenarzysta skupia się na Pierwszej Rodzinie Marvela, ale podejmuje też wątki z innych maxiserii wydanych pod szyldem "Heroes Reborn". Jest nawiązanie do Atomowych Rycerzy, są relacje między postaciami z naszego świata, a postaciami wymyślonymi przez Franklina, wreszcie - są dwa Hulki i jeden Spider-Man w środku tego wszystkiego.

Rewelacyjne są też ilustracje Salvadora
Larrocki. Kompletnie inne od tych, które ten rysownik sygnuje swoim nazwiskiem dziś. Świeży, czysty, szczegółowy szkic z oczywistymi mangowymi naleciałościami. Nie tak bijącymi po oczach jak w przypadku prac Joe Madureiry z tego samego okresu, ale wyraźnie widocznymi. Zwłaszcza przy skomplikowanych urządzeniach, czy np. zbroi Iron Mana, która w wersji "Heroes Reborn" wygląda według mnie lepiej niż kiedykolwiek (o, i kostium Hawkeye'a jeszcze też).

Wyszło mi jakoś hurra optymistycznie, ale prawda jest taka, że głównie działa tu sentyment. Komiks ten czytałem jeszcze w szkole podstawowej, kiedy widok masy kolorowych bohaterów wracających do prawdziwego świata jest naprawdę istotnym wydarzeniem. Dziś historia ta nie zrobiłaby na mnie większego wrażenia, o ile w ogóle bym po nią sięgnął. Przyznać trzeba jednak, że kończy projekt "Heroes Reborn" zręcznie, w pełni satysfakcjonując czytelnika. Pozostawia nawet kilka otwartych wątków na rozruch po raz kolejny zrestartowanych serii, tym razem pod szyldem "Heroes Return".

Album zawierający jedynie cztery części głównej miniserii ukazał się również w Polsce nakładem nieistniejącego już wydawnictwa TM-Semic i na jego podstawie powstała powyższa recenzja.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.