Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #157 (23.08.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Numer 33/2010 (157)



W tym tygodniu sporo osób skupiło się na Secret Avengers oraz New Avengers. Misja na Marsie dobiegła końca, lecz czy to koniec problemów? Kto jest na tyle potężny, by mieszać inne wymiary z rzeczywistością? Oraz jaka była ostatnia wola Nightcrawlera? Na te i inne nurtujące Was pytania znajdziecie odpowiedzi w rozwinięciu...



Age Of Heroes #4
Delirium: Pierwsza historyjka jest dość luźnym pomostem między DoomWar a nadchodzącą miniserią z Black Panther. Niewiele wnosi poza przypomnieniem, kto zacz i co się dzieje. Druga nawiązuje do czasu, kiedy Steve był mrożonką i skupia się na Eskimosach, którzy uważali go za boga. Miejscami zabawna. Trzecia przypomina nam, że istnieje ktoś taki jak Zodiac i robi to w całkiem interesujący sposób, który może zwiastować coś w przyszłości. Ostatnia to przypomnienie, a może raczej pożegnanie z Cloud 9. Zobaczymy, czy jeszcze kiedyś się pojawi. Ogólnie, jak to z antologiami bywa, nie zachwyca i można sobie darować. Dam 4/10.

Amazing Spider-Man #640
Delirium: Trzeba dać całej historii plusa za konsekwencję, bo widać, że mimo wszystko jest dość dobrze przemyślana pod względem przyczynowo-skutkowym. Drobne wydarzenie z przeszłości wraca z dużymi konsekwencjami, a to nawiązuje w oczywisty sposób do początków bohaterskiej kariery Piotrusia i jego najbardziej bolesnej pomyłki. No i fajnie, akurat do tego nic nie mam. Sama fabuła to co innego - jest przesadnie uproszczona i pełna banałów na temat miłości, odpowiedzialności i takich tam sloganów. Łopatologicznie usprawiedliwiane jest dążenie Petera do ponownego ukrycia swojej tożsamości i pewnie równie łopatologiczne będzie rozwiązanie, skoro zebrani zostali winni jego problemów. Starcie z El Bastardo (czy jakkolwiek nazywał się ten podły lucador) też wypadło strasznie naiwnie - gościu pozabijałby wszystkich, zanim ktokolwiek kiwnąłby palcem, ale on wolał gadać jak potłuczony. No i wreszcie rysunki: część wspomnieniowa wypada nieźle dzięki ciemnym kolorom, które maskują wady kreski, ale część quesadowa wypada kiepsko. Zwłaszcza pewna mina, która mówi: "OMFG! I just crapped my pants! Did she smell that?" Dam 5/10, ale bardziej za większy obrazek niż tylko ten zeszyt.
colossus28:
Kolejny przyzwoity numer w histori OMIT, w głównej mierze dzięki pannie Watson, która przypomina starą, dobrą, drapieżną MJ z przeszłości. Trzeba przyznać, dziewczyna ma klasę :). Reszta przyzwoita i wszystko zaczyna się układać w jedną całość. Aha, i wyjaśniło się tajemnicze uratowanie ciotki przez Petera, co niektórym przeszkadzało w poprzednim numerze. Zdolności medyczne Spidera nie odegrały tutaj większej roli. 6/10
wolvie111:
Ciąg dalszy historii MJ i Petera. Ciąg dalszy nudnej i nieco mdłej historyjki. MJ ucieka przez połowę numeru przed facetem w masce, do tego pociski cudem wciąż przelatują jej koło głowy. Za plus numeru można uznać okładkę i rysunki wewnątrz. Dam 5/10
Kamyk:
(V)OMIT ciąg dalszy. Quesada konsekwentnie próbuje uzasadnić logikę wydarzeń w magicznym świecie Pająka. Posługuje się przy tym sprawdzonymi schematami: niepowstrzymany wcześniej złoczyńca powraca, aby skrzywdzić jego najbliższych (wujek Ben przewraca się w grobie), Dr Strange i Reed Richards ponownie łączą siły (wsparci dodatkowo przez Tony'ego Starka), aby pozbawić ludzi wiedzy o tożsamości bohatera (Sentry przewraca się w grobie).
Ponadto mamy Mary Jane w akcji, zgrabnie umykającą kulom i uciekającą przed pamiętliwym przestępcą (nawiasem mówiąc - czy Kingpin, który w więzieniu czuje się niczym Siara, nie mógł postarać się o kogoś lepszego?) oraz dowiadujemy się, że sobowtóra Kevina Smitha można spotkać w nowojorskim szpitalu. Jeśli chodzi o rysunki, to są co najwyżej średnie. Wierzę, że Quesada ma dobre chęci, dlatego ocena: 5/10.


Avengers Academy
#3
01.jpgDelirium: Hazmat - pomijając głupie imię, mamy tu podręcznikowy wręcz przypadek udręczonego antybohatera, który krzywdzi wszystkich dookoła, więc rekompensuje to sobie wściekłością i szukaniem winnych, którym zamierza zrobić kuku, dopóki ktoś nie przemówi do jego wrażliwego wnętrza. Właściwie, dlaczego mamy się ograniczać do nieszczęsnej Hazmat? Tak samo można opisać każdą postać w tym komiksie. Powinni dać mu tytuł "Teenage Angst Avengers", bo mamy tu tylko fobie, traumy, natręctwa i zbiorowisko -izmów. Motorem akcji jest to, o czym napisałem na początku, środowiskiem - więzienie dla superzłoczyńców. Pomysł niby niezły, ale wykonanie okrutnie mdłe. Gadają, moralizują, burczą coś o zemście, a jedyne, co tak naprawdę pokazują, to żeby nie spuszczać z oka nastolatków podczas wycieczki szkolnej. Rysunki podobają mi się za każdym razem mniej. Tym razem dam 4/10.
Hotaru: Nie wiem, dlaczego słychać tyle krytycznych głosów co do rysunków McCone'a. Mi się podobają. Przyznaję, że nie jest to rysownicza ekstraklasa, ale i tak jest dobrze - artysta eksperymentuje z ciekawymi ujęciami, nie olewa teł, rysuje spójne twarze i tylko od czasu do czasu zapomni przyłożyć się do jakiegoś detalu. Już bardziej zgadzam się z krytyką scenariusza i samej koncepcji tego tytułu - są do bólu odtwórcze. Ale ponieważ dwójka z tych postaci nawet mnie zaintrygowała, jeszcze nie skończyłem mej przygody z tym tytułem. Kto wie, może się rozkręci?
wolvie111: Z całej tej nieciekawej serii ten numer był zdecydowanie najlepszy. Wreszcie studenci ruszyli się gdzieś i zaczęli spotykać z innymi bohaterami. Historia Hazmat też na razie najlepsza, a i końcówka z Normanem całkiem nieźle się zapowiada. Może seria się jeszcze rozkręci. Mam nadzieję. Dam 7/10.
colossus28: Zdecydowanie najlepszy numer tej serii dotychczas, w końcu zaczęło się coś dziać i fajnie, że w końcu Hazmat dostała swoje pięć minut. Dobrze, że zostało wyjaśnione, skąd brak mocy na Rafcie, bo już psy wieszałem za nielogiczności. No i świetnie wyszło pytanie Reptila do Juggernauta. 6/10

Avengers And The Infinity Gauntlet #1
Delirium: Kolejne odświeżenie klasycznego crossa dla dzisiejszych młodych czytelników. Wygląda fatalnie, czyta się średnio, chociaż można dać małego plusa za nieco inne spojrzenie na pewne aspekty. Polecam oryginał, a to olewam i zostawiam z oceną 3/10.

Deadpool Corps
#5
Delirium: Zapachniało "Czarnoksiężnikiem z Oz", gdy wielki przeciwnik okazał się małym ludkiem za kurtyną. Rozczarowujące. Ale trzeba przyznać, że całkiem ciekawie wyszło pokazanie prywatnych piekiełek każdego z Poolów - zwłaszcza jedynego, prawdziwego Deadpoola. Rysunki nieco lepsze niż poprzednio, ale to wciąż Liefeld, więc sami wicie-rozumicie. Tylko, kurczę, miałem nadzieję, że na tym seria się zakończy, a tu jednak zapowiadają dalszy ciąg. Niestety, bo zdążyła mnie znudzić. Tym razem 5/10, a nad dalszym obcowaniem z korpusem się zastanowię.

Deadpool vol. 2 #26
Delirium: Daniel Way nie tylko nie przeczytał poprzednich przygód Deadpoola, ale też najwyraźniej zeszytów Ghost Ridera własnego autorstwa (mam tu na myśli penance stare, którego używał Ketch, a nie Blaze). Albo po prostu postanowił się wpisać we wspomnianą niedawno przeze mnie modę na robienie bajzlu w przeszłości Poola. Najwyraźniej nie miał też pomysłu na rozsądne zakończenie wątku herosowania w Vegas, bo ten urwał się właściwie bez wyraźnego zamknięcia.

Hulk vol. 2 #24
Delirium: I jeszcze jedna bitka dwóch Hulków… Przeczytałem tylko dlatego, że to ostatni zeszyt Loeba i chciałem zobaczyć, czy wepchnie w niego choć trochę sensu. Nie zawiodłem się - nie było sensu. Scenarzyści najwyraźniej nie dogadali się co do osobowości Zielonego i hasa tu jakiś inny Hulk niż w drugiej serii. Bitka jest momentami fajnie pokazana, ale generalnie nie ma sensu i jest nawalanką dla samej nawalanki. Końcówka niby tworzy jakąś klamrę, ale też stawia wielki znak zapytania (a może bezmyślnik, który kiedyś wymyślił Tytus?) nad statusem obu Hulków. Dam 4/10, bo mimo wszystko jest lepiej niż bywało.
Krzycer:
Zaraz, to nie jest Green Scar. Czy to powrót Profesora czy jeszcze inne cudo? Poczekamy - zobaczymy. Ostatnia scena ładnie nawiązuje do tego, jak Ross z Samsonem przyszli do Bannera. Za to podwójna narracja Rossa i Bannera bije łopatą po głowie w każdej ramce.
Kamyk:
Zakończył się kolejny World War, który miał miejsce wyłącznie w US&A. Panowie łomotami próbowali przekonać się, który jest silniejszy, a i tak okazało się (bez zaskoczenia), że "it can be only one" nie będzie rozwiązaniem. Szkoda, że narracja dwóch głównych bohaterów jest równie interesująca, jak obserwowanie zmieniającego się światła na sygnalizacji. Mam nadzieję, że zostanie przy okazji wytłumaczone, jak nagle Banner zyskał nad Hulkiem kontrolę, której nie miał w Incredible Hulk #611. Rysunki dają radę. Ocena numeru: 6/10. A skoro to ostatnia część eventu, to ocena dla całości: również 6/10 (przy czym poszczególne tie-iny wypadały bardzo różnie: dobry Incredible Hulk, średni Hulk i pełne crapu numery o hulked-out heroes).
colossus28:
Łoo Jezu, co to miało być? Zielone i czerwone ramki z przemyśleniami Bannera i Rossa wołają wręcz o pomstę do Nieba. To już wolę kwestie w stylu "Aaarghh, zabiję Cię" albo "To ja jestem najsilniejszy". Jedyne ciekawy moment komiksu to sama końcówka ze Stevem i perspektywa kooperacji Rulka z good guys. 4/10
Black Bolt:
Ja pierdo, ja pierdo, już myślałem, że Loeb niczym bardziej mnie nie zirytuje, a tu na do widzenia takie coś wysmarował. Zakończył tę swoją historię przewodnią, tak jak i ją rozpoczął w #600, czyli jednym wielkim WTF? To się w ogóle kupy nie trzyma z drugim tytułem. Kiedy to się dzieje? Dlaczego wszyscy skaczą sobie do gardeł? Czemu to jest zupełni inny Hulk? Czemu Rulk nie zauważył walki, która wstrząsała posadami świata? Czemu, Loeb? Czemu? Ech, szkoda gadać. Dwuosobowa narracja też nie wyszła, bo dostajemy niemal na każdej stronie te same zdania po dwa razy, tylko innymi kolorami pisane. No i główny punkt komiksu, czyli kolejne mordobicie czerwonego z zielonym jest po prostu bzdurne i niepotrzebnie rozciągnięte ponad cały numer, ale przynajmniej McGuinness miał okazję, żeby się wykazać i pozapełniał swymi rysunkami te strony bez żadnej treści.
Jeszcze te podcieranie się w końcowym, pożegnalnym komentarzu jakimiś dziesięcioletnimi dziećmi, to już kompletnie cios poniżej pasa. Na szczęście to koniec runu Loeba, a jedynym jasnym momentem tego komiksu jest ostatnia strona z Rulkiem w plastikowej klatce, która nawiązuje do takiej samej z #1, tylko z Bannerem w środku. Za mało tych pozytywów, za mało. Za to na nieszczęście tożsamość czerwonego wciąż będzie tajemnicą, oczywiście nie dla nas, tylko dla reszty komiksowych postaci. Może chociaż inni scenarzyści będą potrafili sobie z tego inteligentnie pożartować.
Podsumowując, zastanawiałem się, czy dać zero czy jeden, bo to jeden z tych najgorszych numerów Hulka vol. 2, ale złożę te dwie cyferki i przewrotnie dam 10/10! Mój entuzjazm związany z tym, że Loeb odchodzi z tego tytułu jest wręcz niepojęty i przesłania mi wszystko inne.


Marvel Universe vs The Punisher #2
Delirium: Nadal ciekawie i nadal podtrzymuje dobre wrażenie, głównie klimatem. Historia nie robi wielkiego kroku naprzód, ale ma fajne momenty, przywraca Monsterpoola i ustawia Spider-Mana na pozycji głównego przeciwnika. To ostatnie ma pewien dodatkowy sens, zważywszy na historię między nim i Karzącym Frankiem, więc jest dobrze. Pokuszę się o wystawienie 6/10.
Krzycer:
Nadal dobre. A do tego dobry Deadpool. Bardzo dobrze zagrana postapokalipsa, która nawet ograne motywy wykorzystuje bardzo sprawnie. Maberry szybko awansuje w moim rankingu scenarzystów i nabieram ochoty, by sięgnąć po jego książki.
Kamyk:
Nadal dobra historia, która może się spodobać nie tylko fanom "28 dni później" i "Jestem legendą". Punisher nadal jako uberkozak pokazuje, że ma pomysły na wykończenie różnych marvelowych postaci (nawet scena z okładki wydaje się być sensowna). Występ Deadpoola i porównanie Spider-Mana do Voldemorta - na plus. Rysunki pasują do historii. Czekam na kolejny numer. Ocena: 6/10.

New Avengers vol. 2 #3
Delirium: Też już kiedyś pisałem, że w tym tytule najwyraźniej Bendis ma najwięcej swobody i może być sobą. Tym razem widać to szczególnie - w lekkości i naturalności dialogów, w przeplataniu scen epickich i prawie slapstickowych, w płynności wątków. Właściwie wszystko mi się tutaj podobało. Tak jak od początku Heroic Age komiksy z Avengers wydawały mi się napuszone, tak tutaj wrażenie to całkowicie znika, ustępując miejsca charakterystycznej dla Bendisa naturalności grupy. Po prostu wszystko ładnie współgra i już. Oś fabuły niby nie jest nowatorska i rewelacyjna, ale podejście jest świeże i finałowa niespodzianka daje radę zaskoczyć. I nie jest to zaskoczenie typu "aleś, kurne, wymyślił…", jakie widujemy ostatnio w bezprzymiotnikowych, ale w rodzaju "no to dawaj dalej, dawaj!" Plus również za grafikę, a zwłaszcza sceny z Dannym w nicości - bardzo klimatyczne. Za całość dam 8/10 i tytuł komiksu tygodnia.
04.jpgHotaru: Za bardzo nie pojmuję, czym różni się koncept bezprzymiotnikowych i "nowych" Avengers. I jedni, i drudzy ratują wszechświat przed zagładą. I do jednych, i do drugich należą Wolverine i Spider-Man. I jednych, i drugich rysuje... ACHA! Więc to o to chodzi! "Nowi" to tacy beprzymiotnikowi, tylko ilustrowani przez kogoś, kto faktycznie umie rysować! I świat znów ma sens...
Dżentelmen: Numer jest dobry z ogólnym nawalaniem demonów i tylko przebłyskami prawdy w momentach z Iron Fistem. Thing świetnie wpasowuje się w drużynę i uzupełnia Spider-Mana oraz Ms. Marvel. Ratowanie świata takie, jakie widzieliśmy już setki razy, ale nigdy się nudzi. A ostatnia strona daje mocnego kopa w dupę. W sumie to już na wcześniejszej stronie załapałem, że to on, ale i tak hardcorowe to było. Teraz można się śmiać z tych, którzy obstawiali Dormmamu. Poza tym mam nadzieję, że Hellstorm przyłączy się do Avengers. Lubię Strange'a za jego magię, ale kwestia jego charakteru pozostawia wiele do życzenia.
Bertoluccio: Fabuła niezbyt oryginalna, ale za to duet Thing & Spider-Man się wyróżnia, a w przyszłości może rządzić. No i do tego rysunki, które prezentują się najlepiej ze wszystkich komiksów z Avengers w tytule. Ogólnie 8/10.
Misiael: Znowu ratujemy świat przed demonicznym kryzysem? Ileż można? Wyraźnie widać, że Bendis jest już zmęczony Avengerami, skoro serwuje nam tylko krótki program obowiązkowy. Co prawda wykonany bardzo poprawnie, jednak tylko z małą dozą typowego dla siebie luzu i polotu. Ot, nawalanka pomiędzy Mścicielami a demonami. Dialogi jak zwykle u Bendisa - dowcipne, inteligentne, aż chce się czytać (motyw z Pogromcami Duchów to tekst numeru), jednak nie dorównują one najlepszym tekstom by BMB. W sumie komiks przeczytałem w miarę bezstresowo, a końcówka sprawiła, że chętnie sięgnę po kolejny numer, ale... Jeżeli Bendis nie poprawi się kolejnych komiksach, obawiam się, że jednak mu podziękuję. 7/10
colossus28: Zdecydowanie lepszy numer niż poprzedni, który niemiłosiernie mnie wynudził. W końcu "magic guys" robią, co do nich należy nie oglądając się na siebie, objawiło sie zagrożenie w pełnej krasie i mocne wejście miała Hand (nareszcie!). Pewnie posypią się gromy na moją głowę, ale najsłabiej wypadają te momenty, które miały być przezabawne i super sympatyczne, czyli przekomarzanie się Spidera i Thinga. Rysunki ok, acz bez rewelacji. 7/10
Krzycer: Niby dobrze, ale czegoś mi w tym brakuje. Nadal mam wrażenie, że formuła się wyczerpała, a Siege powinno było być końcem New Avengers. Co nie zmienia tego, że jest tu parę fajnych scen i dialogów, a odkrycie z końcówki pozytywnie zaskakuje.
wolvie111: Bardzo podoba mi się ta nowa seria z Nowymi Mścicielami. Historia super...dużo akcji, magia na dobrym poziomie i sporo humoru. Naprawdę zabawne momentami te dialogi. Do tego wszystko świetne zilustrowane. Końcówka z Ancient One obiecująca. Dam mocne 8/10.

New Mutants vol. 3 #16
Delirium: Numer poświęcony w całości piekielnemu commando i jego genezie. Historia całkiem ciekawa, która przy okazji ujawnia, że minęły zaledwie cztery lata marvelowego czasu od wydarzeń z Inferno. Dostajemy również niespodziankę w postaci całej grupki nowych mutantów, sprytnie wykradzionych z przeszłości i przechowanych w Limbo, żeby ominąć powstałe po M-day zakazy. Zeb Wells ma u mnie duży kredyt zaufania, więc zanim zacznę komentować nowe postacie, dam mu szansę je odpowiednio zaprezentować. Pierwsze wrażenie jest ciekawe, ale po ostatnich wymysłach Fractiona wolę być ostrożny. Za całokształt dam przyzwoite 7/10.
Hotaru: Komiks New Mutants bez Nowych Mutantów. Ale co z tego, Wells napisał to na tyle dobrze, że wcale za nimi nie zatęskniłem. Nie przeszkadza mi nawet ten drobny zgrzyt, że zgodnie z tym, co stwierdzili Forge i Best w Messiah CompleX i Endangered Species, działanie zaklęcia Wandy miało multiwersalny charakter. Czyli Limbo nie powinno być wyjątkiem. Ale się czepiam. Za to do rysunków nie przyczepię się wcale - Kirk w szczytowej formie znanej z pierwszych numerów Captain Britain and MI:13. To powinno mówić samo za siebie.
wolvie111: Zero naszych mutantów w tym numerze. I to pewnie powód czemu przez połowę czasu czytania się nudziłem. Całe objaśnianie tej operacji po prostu mnie nie porwało. Jedyne, co było naprawdę ciekawe, to sama końcówka. Ilustracje Kirka można też uznać za plus...5/10
colossus28: Średnie to było, tłumaczenie, dlaczego Ulyses robi to, co robi okazało się oczywiście banalne. Tajna operacja wojskowa z jakimś szalonym naukowcem i nie przebierającym w środkach generałem. Oczywista oczywistość. Sama końcówka jednak dobra, w następnym numerze będzie się działo. 6/10

Secret Avengers #4
Delirium: Był taki czas, kiedy niejaki pan Brubaker postanowił pokazać swoje uwielbienie dla kosmicznej epickości, tworząc pewną historię w Uncanny X-Men. I to było straszne. Teraz zaczynam dostrzegać prawidłowość we wzorze: Brubaker + kosmos = kaszanka. Ta marsjańska przygoda okazała się po prostu głupia i najwyraźniej jedynym jej celem było doprowadzenie do osom momentu, kiedy Steve na chwilę stanie się Novą. Moment, owszem, fajny, ale przebajerowany. Ci dwaj się tłuką, a reszta nic nie robi. Zastanawiałem się, czy Rysiek w końcu zacznie wykrzykiwać nazwisko Bagginsa, bo w tym amoku zachowywał się jak jakiś Gollum ("Thieves!", "Insects!"). A potem nagle koniec i okazuje się, że… Chwila. Nic się nie okazuje! Po prostu się urywa, a nasi nieustraszeni pogromcy Marsa idą nastukać złemu Nickowi. No to ja się pytam: co autor myślał, kiedy tworzył, bo ja go jakoś nie rozumiem? Przynajmniej rysunki lepsze niż ostatnio, chociaż Deodato znów spłatał sam sobie kilka psikusów. Dam 6/10, ale bardziej za formę niż treść.
02.jpgHotaru: Trzy numery. Tak długo udało się Brubakerowi udawać, że umie pisać tytuł zespołowy. W czwartym już mu się nie chciało. Ani udawać, ze to tytuł zespołowy, ani nawet fajnie zakończyć tę historię. Wszystkie wydarzenia na Marsie okazały się nudne. Napisałbym "do przewidzenia", ale spodziewałem się jednak czegoś bardziej ekscytującego...
Dżentelmen: Czwarty numer pewnej serii o mścicielach = 3.99$. Widok Steve'a Commandera Novy Rogersa = Bezcenne. Ant-Man też świetnie się zachował, jest on najpozytywniejszą częścią całej tej grupki. Każdy kolejny numer jest coraz genialniejszy. No cóż, pora się tylko przyszykować, by powiedzieć "Awesome" podczas szykującej się za miesiąc walki.
Bertoluccio:
And once again Eric O'Grady saves a day... wait, what? Jak dla mnie Ant-Man przebił w tym numerze nawet Novę-Rogersa. Głównie dlatego, że dla Steve'a to tylko kolejny raz, jak uratował świat, dla Erica zaś pierwszy. Ciekawe, czy Fury to naprawdę Fury. Zobaczymy w następnym numerze. Za ten 7.5/10.
Misiael:
Awesome w czystej postaci. Steve Rogers jako Nova? Coś pięknego. Ant-Man ratujący świat? Po tym skubańcu można by się spodziewać wszystkiego. Cały numer to najczystsza akcja, Walka Richa ze Stevem godna Oscara. Brakuje tylko momentów, w którym ukazane byłyby wzajemne relacje pomiędzy poszczególnymi członkami drużyny, ale na to jest jeszcze czas. Deodato jak zwykle daje radę, choć czasem męczy oczy przesytem szczegółów, ale to drobiazg. Ważne, że świetna historia ma świetną oprawę graficzną. I już nie mogę się doczekać kolejnej części, w której - miejmy nadzieję - dowiemy się w końcu, o co biega z tym Furym. 8/10
colossus28:
Aż chce się rzec, im większy numer porządkowy na okładce tym wzrasta ocena końcowa. Świetnie napisane, dobrze narysowane, jednym słowem wyśmienite czytadło. Powtórzę za resztą: wyczesany O'Grady, mocarny Rogers i jak zwykle ponętnie narysowana Val. 9/10
wolvie111:
Kto by pomyślał, że to Ant-Man uratuje wszystkim tyłki? Podobał mi się ten numer, fajne zakończenie misji w kosmosie. Steve z hełmem Novy...trochę to głupie, ale wypadło dobrze. Cała walka tej dwójki miodzio. Ogólnie dużo dobrej akcji, wszystko dobrze zilustrowane przez Mike'a Deodato, a okładka ze Stevem świetna - Djurdievic robi jak zwykle swoje. Dam 8/10, bo to naprawdę dobre było.
Krzycer:
Ant-Man rządzi. Ale poza tym? Poza tym numer rozczarowuje. Rider był opętany, więc ujdzie to, że tylko się rzucał na przeciwnika, ale dopakowany Nova Force Rogers nie pokazał niczego ciekawego - a ten design z gwiazdami na klacie był tandetny... Mimo to ciekaw jestem, co to za Nick Fury paraduje ze smokiem.

Shadowland: Daughters Of The Shadow #1
Delirium: No i tu już nie jest tak różowo, jak w innych tie-inach. Jak pokazuje sama zawartość numeru, Coleen nigdy nie była wyróżniającą się postacią, więc dorabianie jej teraz przodków z tajemniczą przyszłością ani dodawanie towarzystwa w postaci zbieraniny uciekinierek z Kill Billa i Harajuku tego nie zmieni. Jak dla mnie, bije od tego sztuczność i brak polotu. Jakby ktoś kazał gdzieś wcisnąć te kilka postaci, a ktoś inny zlepił je do kupy garścią kitu. Ani sposób realizacji, ani kierunek historii mi się nie podoba. Grafika też niespecjalnie. Dam 4/10.
wolvie111:
Jak na to, że w tytule mamy Shadowland, to kiepsko. Cała historia z punktku widzenia Colleen po prostu nudna. A ten girl-band na końcu? Nie widzę tego najlepiej...jakoś trochę tandetą zawiało. Rogriguez daje radę, ale twarz bohaterki wychodzi mu czasem okropnie.

Shadowland: Power Man #1
Delirium: Może i fajny byłby ten nowy Power Man, gdyby tak bezczelnie nie zrzynał z oryginału. Patrzę i widzę portorykańskiego (chyba, bo głowy nie dam) klona Cage'a w lekko unowocześnionej wersji, z Internetem i kól dizajnem, który za parę lat będzie postrzegany tak jak dzisiaj złota koszula z tiarą. Może sprzedałby się w linii Ultimate, ale tutaj jakoś tego nie widzę. Zresztą, koleś wygląda i zachowuje się, jakby właśnie z tamtego imprintu uciekł przez przeciek w drukarni. Lepiej wypada całe otoczenie. Cottonmouth rządzi, Danny, Luke i Shang również dostają plusa, i nawet niestandardowe zachowanie ludków w czerwonych piżamach wychodzi fajnie. Całość oceniam na 6/10, ale przyszłości głównemu bohaterowi nie wróżę.

Thunderbolts #147
Delirium: Tia… crossover z Avengers Academy miał być, a okazuje się, że dzieciaki występują zaledwie na kilku panelach i nie ma to żadnego wpływu na akcję. No dobra, niech będzie, że przyczynili się trochę do problemu, z jakim musieli się zmierzyć Boltsi, ale to wciąż żaden cross. Sama akcja wciąż jest dobra, momentami nawet bardzo. Man-Thing zarządził w jaskini, a Walker w więzieniu, więc kciuki w górę dla nich. Pozostali też nieźle się spisali i została nam mała zagadka na przyszłość, dotycząca Crossbonesa. Tylko Cage wciąż jakiś out of character. Rysunki wciąż bez rewelacji, ale pozytywnie wypada spojrzenie innego rysownika na akademickich Avengers. Dam jeszcze jedno 7/10.
Hotaru: Sięgnąłem po ten komiks tylko po to, by dostać drugą odsłonę "Scared Straight", historii zapoczątkowanej w Avengers Acadamy. Niepotrzebnie, bo powiązanie jest niemal symboliczne. Za to upewniłem się, że niczego nie tracę, nie śledząc przygód Thunderboltów.
colossus28: Szumnie zapowiadana kooperacja Boltsów i dzieciaków z Akademii okazała się zwykłą zasłoną dymną, młodzież zaprezentowano nam na dwóch obrazkach, co mnie w sumie cieszy, a chodziło o zwykłe ukazanie kolejnej wspólnej akcji ludzi Cage'a i ich zdolności do współdziałania. Test zdany na piątkę. Oprócz kilku nielogiczności w postaci braku mocy na wyspie, co zaowocowało ucieczką przestępców, coś takiego przecież nie powinno się zdarzyć pod żadnym pozorem, komiks trzyma poziom. No i główka Luke'a - bezcenne. 7/10
wolvie111:
Jakoś mnie nie przekonał ten numer do końca. Nie było niczego specjalnego, co by mnie porwało. Dobry pomysły z tą ucieczką więźniów, a najfajniejsza była konfrontacja Luke'a z Purple Manem. Rysunki nadal w porządku. Dam mocne 6/10.

Uncanny X-Men #527
Delirium: Zacznę od tego, że strona graficzna jest sportaciona. Przypomniało mi się, dlaczego - mimo sentymentu - nigdy nie przepadałem za tym panem. W zapowiedziach wspomniano o powrocie Sublime'a i widać już jego toporne hinty, więc tym wytłumaczę sobie dziwne zachowanie postaci. Oczywiście, równie prawdopodobne jest, że Fraction traktuje Emmę jak głupią dziwkę z innego powodu, ale to już jego problem. Nowa postać została wprowadzona w dość ciekawy sposób, ale nie udało się uniknąć schematu z poprzedniego numeru, w którym nagle pojawia się Hope i wszystko naprawia. Nawet nie próbuję zrozumieć, co przez cały numer robiły Betsy i Cecilia, bo sensu w tym nie ma najmniejszego. Miałem być bezlitosny, ale Gabriel zainteresował mnie na tyle, że dam 4/10.
03.jpgBsh^: Jak zawsze - jest dobry pomysł, ale wykonanie straszne. Bardzo dziwne dialogi. Kika scen "każe" nam przemyśleć pewne rzeczy. Jak długo Scott Summers zostanie liderem? Mesjasz mutantów nadszedł, aby uratować rasę homo sapiens superior od wyginięcia, więc jakie znaczenie ma chłopaczek w okularach, który zakończył swoją bitwę? Emma odwiedza swoich dawnych kochanków... Bardzo nie podoba mi się sposób, w jaki prowadzi ją Fraction. Hope kontynuuje swoje odwiedziny u nowych mutantów. Jedyną dobrą rzeczą w komiksie jest kreska Portacio. Swoją drogą, wątek Hope-Phoenix, który rozpoczął się w X-Men :Second Coming #2 gdzieś się zagubił... 5/10
wolvie111:
Mamy kolejnego mutanta. W sumie to nie do końca zrozumiałem tego wątku (skąd zmieniony wygląd na koniec), ale trudno. Emma urzęduje ze swoimi ex, niepewna rola lidera Cyclopsa. Minusem są dla mnie rysunki. Chyba nigdy się nie przekonam do tego Portacio. 6/10
Krzycer:
Rysunki są straszne. Jeśli chodzi o fabułę, to wątek światełka wypadł nieźle, za to Emma... Koszmar. Jeszcze samo to, że jej byli kwestionują to, kim teraz będzie Cyclops, jest ciekawe, ale samo sugerowanie, że Emma też ma takie wątpliwości zakrawa na idiotyzm. A rozmowa Scotta i Logana o ostatnich wydarzeniach była bardzo drętwa. Nie aż tak zła, by być przykładem, jak takich scen nie pisać, ale niewiele lepsza.
Kamyk:
Rysunki Portacio psują odbiór tej historii bardziej, niż scenariusz Fractiona. Z całości numeru można odnieść wrażenie, że działania Emmy (odwiedziny u dawnych kochanków, opryskliwość wobec Piotra i Kitty, zainteresowanie Shawem) sugerują jakieś problemy w jej związku ze Scottem. Wątek poszukiwania kolejnego "światełka" wydaje się w tym numerze marginalny, a już na pewno nie jest ciekawy. Ocena: 5/10.
colossus28:
Gdyby nie pogardzany przez mnie po wsze czasy Dillon, to Portacio dostałby ode mnie w tym roku miano najgorszego rysownika. Za to nominacja Fractiona jest chyba niezagrożona. Co facet wyczynia z Emmą to przechodzi ludzkie pojęcie, na deser zaserwował nam jedną z najbardziej drętwych rozmów wszechczasów: Cyclops-Wolverine. Poważna dyskusja wymaga emocji, a Ułamek zaprezentował nam konwersację dwóch robotów. 4/10

Web Of Spider-Man vol. 2 #11
Delirium: Team up Mary Jane i Felicii wypada całkiem nieźle, chociaż jest pełen dziur logicznych i trudno powiedzieć, do czego zmierza. Rysunki są paskudne i bardzo zepsuły mi odbiór, ale ostatecznie pozostał mały plusik. Odwrotnie jest z historyjką z Jackpot - tu wielki plus za grafikę, ale duży minus za fabułę, czyli guggenheimowy bełkot. Wypadkową będzie 4/10.

Wolverine: Weapon X #16
Delirium: Finał serii i requiem dla Kurta wypadają przyzwoicie. Tylko tyle i aż tyle. Grafika nie zachwyca, a fabuła skupia się na pseudo-filozofii przesłania zza grobu. Owszem, jest to dość sprytny pomysł, ale można było zastąpić go czymś ciekawszym niż targanie fortepianu przez dżunglę. Tym razem tylko 5/10.
Krzycer: Parsknąłem śmiechem, kiedy powiedziano, jakie jest ostatnie życzenie Nightcrawlera. Niestety, potem nie było już żadnych zaskoczeń. Ale cały numer został ładnie rozpisany. Aaronowi jakoś lepiej wychodzą krótkie historie.
Kamyk: Dobry numer, stanowiący ciekawy epilog do zakończonego niedawno Second Coming. Ukazanie specyficznej przyjaźni między Kurtem i Loganem w retrospekcjach stanowi mocny punkt historii i jest na tyle sensowne, że tłumaczy przygodę Wolverine'a z fortepianem. Rysunki nienaganne. Ocena: 6/10





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit Tygodnia:

atlas4_res.jpgAtlas #4
Autor:
Jae Lee

Hotaru: Czy ktoś wątpi, że gdyby Jae Lee narysował na okładce Squirrel Girl dłubiącą w nosie, to i tak byłaby to najbardziej epicka okładka tygodnia? Jeśli tak, to niech sobie obejrzy x-ostatnich stworzonych przez tego pana coverów, w tym ten. Wątpliwości znikną jak kamfora...







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.08.18


Redaktor prowadzący: Kisiel
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.