Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #156 (16.08.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Numer 32/2010 (156)



W tym tygodniu królują dwie literki: s i... S. Dla niewtajemniczonych, już wyjaśniam: s od space i S od Shadowland. O nich mówiło się najwięcej w ostatnich dniach. Do tego dorzućmy jeszcze kilka literek: XM - S&V i mamy przegląd najważniejszych wydarzeń. Na drugim planie: debiut kolejnych Avengers w świecie Ultimate, pojedynek w rodzinie oraz wampiry. O Tośku nie ma co wspominać.



cDaredevil #509
Delirium: Lepsze od głównej miniserii pod każdym względem. Najpierw rzuca się w oczy grafika i wciąż robiący postępy De La Torre. Później, podczas czytania, okazuje się, że jest tu więcej sensu i więcej akcji niż we wspomnianej mini. Są też naprawdę dobre momenty, jak wejście na scenę Mary - mojej ulubionej krejzolki. Trzeba też dodać plusa za łączenie różnych wątków w całość i pilnowanie continuity, a po zsumowaniu otrzymamy solidne 7/10.
Sc0agar4k: Akcja nie zwalnia tempa, pojawiają się kolejne tajemnice i... kolejni gracze. Podoba mi się to, że tutaj niczego nie można być pewnym. Wróg może się okazać sprzymierzeńcem, a sojusznik przeciwnikiem. Shadowland w dalszym ciągu nie obniża swoich lotów. Dzieje się, i dzieje się dużo. I dobrze. Ocena 8/10.
colossus28: Tak jak poprzedni numer był lepszy niż główna miniseria, tak tutaj ten zeszyt trochę obniżył loty i do wspomnianej mini się upodabnia. Oczywiście wciąż jest to świetna lektura, ale jednak stracił coś ze swej świeżości znanej z #508. Najlepsze wrażenie zrobiła Elektra i Master Izo, jakoś ciężko mi uwierzyć, że krewki staruszek nie przeżył upadku, ale tego pewnie dowiemy się później. 7/10.
wolvie111: Bardzo dobra historia w świetnym klimacie. Dużo dobrej akcji, rysunki znakomite i powrót Marysi Tyfus - super! Akcja Elektry i Izo też miodzio. Nie ma co dużo gadać, po prostu jestem fanem tej serii. Czekam na więcej.
LeGoL: Zdecydowanie to jest najlepszy tie-in do Shadowland na ten moment. Czuję tu ten szumnie zapowiadany, uliczny klimat i całość trzyma się fabularnie kupy. Electra może namieszać, tylko bohaterski Izo zachował się jak dureń. Ale nie można mieć wszystkiego. 7/10.

Dark Wolverine #89
Sc0agar4k: Ciąg dalszy szaleńczej walki w Tokio. Walki w najlepszym wydaniu, bez zbędnych ozdobników. Czysta esencja walki i to już nie we dwóch, ale we trzech. Co tu dużo mówić, jest na co popatrzeć dzięki dobrym rysunkom. Scenariusz? Tu akurat nie jest on potrzebny. Dam 7/10, czekając na dobry finał.

Volf: Do przekartkowania w kilka minut. Cała historia to jedna wielka napierdalanka, ale całkiem dobrze zaserwowana. Do tego jest szansa, że w jej finale Punisher się odfrankensteini, byłaby to bardzo pożądana konsekwencja crossovera. I jest w tym jakaś logika, że co wynikło z powodu Dakena, z powodu Dakena zostanie też cofnięte ;).

Incredible Hulk #611
Delirium: Awwww… Gimme a hug! Zrozumiałbym, gdyby wyszło to w międzynarodowy dzień uścisków, ale tu i teraz niestety jest to tylko schemat. Sama bitka jest przyzwoita, momentami nawet fajna, ale słowa największego uznania należą się Pelletierowi, bo grafika jest największym atutem numeru. Dam 5/10.
colossus28:
Niestety zawiodłem się na tym numerze. Bo wszystko zakończyło się jakoś tak szybko, Skaar z Hulkiem dali sobie raptem po kilka strzałów w pysk i już po walce. Najpierw nas rok szykują na bitwę stulecia powtarzając bez końca, jak to Skaar nienawidzi swego ojca, że zrobi wszystko, żeby zobaczyć jego truchło, a wystarczył widok kilku cywilów zakopanych i szczęśliwych w wydmie piachu, by cała złość gdzieś odpłynęła. Tatuś z synem się pogodzili i ładnie przytulili, meh, naciągane to jak cholera. Komiks ratują świetne rysunki i kilka ciekawych sekwencji z walki, a to daje wynik 4/10.
LeGoL:
Tak jak się obawiałem, rozwiązanie spraw między ojcem a synem w jeden numer okazało się niewypałem. Choć dużo ratują wspomnienia Bannera i sam fakt, że Bruce chciał zabić potwora, a Sakaarson wcale taki zły nie jest. Rysunki idealnie pasowały do historii, jest kilka momentów, całość w miarę logiczna, więc co mi przeszkadza? Takie bum i już po wszystkim. A tak przy okazji, to Hulk już na stałe ma się objawiać jako TEN Hulk? Jeśli tak, to 8/10.
Black Bolt:
Wizualnie, świetne! Wiem, że z każdym numerem rozpływam się nad rysunkami Paula Pelletiera, ale te z każdym kolejnym komiksem są coraz lepsze, choć wydaje się to niemożliwe. Widać, że pieczołowicie wykorzystał tą dwumiesięczną przerwę od #610 i szkoda, że się już z nim żegnamy w tym tytule. Miejmy nadzieję, że nie na długo.
Fabularnie, można by rzec na pierwszy rzut oka, że tak sobie. Mamy wielką walkę, na którą czekaliśmy już od dawna i Bannera, który wykiwał i wykorzystał wszystkich. Przewidział każdy ruch i tylko z własnym znienawidzonym alterego mu się nie udało. Niby z niego taki geniusz, a wciąż jest zaślepiony przez swoje fobie i przesądy. Jednak kiedy dodamy do tego jeszcze te wszystkie podteksty z dzieciństwa i porównywanie z ojcem, to też robi się świetnie. Miło widzieć, że Greg Pak ponownie nawiązał do swoich wcześniejszych wątków bohater/potwór, a Hulk, który zawsze chciał być pozostawiony w spokoju, teraz będzie musiał zmierzyć się ze swym największym wyzwaniem, z życiem w rodzinie. I czy wspomniałem już, że to definitywnie Green Scar, osobowość znana z Planet Hulk i World War Hulk.
Wszystko to daje w sumie solidne 8/10 i najważniejszy hulkowy komiks ostatnich miesięcy.
A dodatkowa historyka z Hiro-Kalą jest właściwie taka jak wszystkie jego dotychczasowe występy. Średnio narysowana i kompletnie nie wiadomo o co chodzi. Hulkowy syn zyskuje jedną moc, potem wyzbywa się jej dla innej. Potem traci ta drugą i wraca do pierwszej, ale jej nienawidzi, więc uzurpuje sobie trzecią, by na końcu dostać jeszcze czwartą. Galimatias. Na pewno był jakiś łatwiejszy sposób, żeby go dopchać do rozpoczynającej się za miesiąc historii "Dark Son".
Tak jeszcze poza komentarzem. Ja tam się cieszę, że skumulowali to wszystko w jednym numerze. Już i tak całe to FotHs/WWHs zostało rozciągnięte poza granice przyzwoitości. Kolejne przedłużanie by tylko zepsuło odbiór tej historii. Takie moje zdanie. I nie wiem czy ktoś to też wyłapał, ale oficjalnie określono wiek Bannera na 34 lata. Oficjalnie, bo Pak gdzieś to na twitterze potwierdzał.


Invincible Iron Man #29
Delirium: Jedyna dobra rzecz, jaka wyszła z tego numeru, to nowy design Rescue. Poprzedni był koszmarny, a ten jest o niebo lepszy. Dość ciekawie wyszła też scenka, kiedy rezonują te dinksy w piersiach Tośka i Pepper, chociaż tak właściwie to nie wiem, czemu ona miała służyć. Reszta to niestety ta sama kicha, co poprzednio i nadal zero akcji. Maksymalnie 3/10.
Krzycer:
Ożeż ty. Czy Fraction naumyślnie próbuje napisać jak najgorszy komiks? Trudno mi uwierzyć, by takie przypadkowe połączenie dobrych chęci i braku talentu mogło zaowocować czymś tak koszmarnym...
Jest w tym pomysł - od samego początku to zresztą ten sam pomysł: zniszczyć bohatera i pozwolić, aby stworzył się na nowo - ale jest on realizowany tak strasznie, że aż trudno w to uwierzyć. A Matt jeszcze Eisnera za to dostał? Niewiarygodne.


Shadowland - Blood On The Streets #1
Delirium: I to również jest zdecydowanie lepsze od głównej mini. Jest to właściwie największa niespodzianka całego eventu, bo spodziewałem się raczej krótkich i bezsensownych historyjek z różnymi postaciami, które tłukąc ninja wspominałyby intymne chwile z Murdockiem i wymyślały życiowe sentencje. A dostajemy solidną intrygę z dobrze skonstruowaną fabułą, która ładnie łączy bohaterów. I czy tylko ja mam wrażenie, że Shroud jest bezwstydnie kreowany na zastępczego Daredevila? Plus również za dobre rysunki, a zwłaszcza za odświeżony design Misty (sio, przeklęte afro, sio!). Również tutaj wystawię mocne 7/10.
Sc0agar4k: Jak na pierwszy numer to całkiem nieźle to wygląda. Oczywiście początek to przedstawienie głównych graczy i tajemnicy do wyjaśnienia. A właściwie morderstw. Póki co jest dobrze. Wellinton Alves nadal w dobrej formie, co widać na jego rysunkach. Szykuje się niezły komiks detektywistyczny. Ocena 8/10.
Krzycer: O, kura. Się mówiło "mały event, a tyle tie-inów", się narzekało... O ile one-shot Bullseye'a rozczarowywał, o tyle ta mini zapowiada się bardzo ciekawie. Więcej - zapowiada się tak, jak wyobrażałem sobie całe Shadowland. Bez bulgotania o Bestiach i takich tam - seria tajemniczych zbrodni, w rozwiązanie których w jakiś sposób wikła się grupka "uliczników" - street-levelowych bohaterów.
Użyłem słowa "zapowiada", bo w pierwszym numerze nie dostajemy wiele poza wprowadzeniem postaci. Dopiero od następnego numeru będzie można zgadywać, czy całość będzie miała ręce i nogi. Z chęcią się przekonam.

Bsh^: Spojrzenie na historię z zupełnie innej perspektywy. W zasadzie to nie ma co tu dużo mówić o tym numerze. Bardzo przyjemny, treściwy odcinek, pokazujący, że w Nowym Jorku są jeszcze inni bohaterowie/ludzie, którzy przeżywają reformy wprowadzane przez Matta i Hand. Na samym końcu uraczono nas krótkimi biosami poszczególnym bohaterów biorących udział w historii. Z drugiej strony tie-in zupełnie zbędny i uważany przeze mnie jako skok na kasę, ale okładka jak i same rysunki zachęcają, tak więc i ja zachęcam. Po prostu do przeczytania i zapomnienia. 7/10.

Steve Rogers - Super-Soldier #2
Delirium: I znów mam mieszane uczucia. Większa część numeru to radosne podskoki, którym towarzyszy równie radosne falowanie grzywy Steve'a. Trochę biegania za wspomnieniem i wreszcie jakaś rewelacja, która prowadzi do zwrotu akcji. No i w sumie jest w porządku, ale nie da się nie zauważyć, że ten sam zaskakujący zwrot już kilka razy przerabialiśmy, a i tak wiadomo, że ten stan się nie utrzyma. Przeciwnik niby jest klasyczny, ale mam przeczucie, że przy okazji jego powrotu olany zostanie upgrade sprzed paru lat, żeby było bardziej klasycznie. Rysunki nadal mnie nie zachwycają, więc będzie najwyżej 6/10.

The Thanos Imperative #3
Delirium: Zaczynam powoli odnosić wrażenie, że tylko ja nie popuszczam w spodnie czytając to. Owszem, historia jest dobra, nawet bardzo, ale do Annihilation jej daleko. Ma rozmach, ma bohaterów, ale jak dla mnie brakuje jej tego szczególnego czegoś. Anihilacja była zaskoczeniem i ciosem w krocze, ale teraz to już się zaczyna robić trochę jak z Infinity Sagą - każda kolejna część ma większy rozmach, ale też traci więcej do oryginału. Mamy tu dwa walczące wszechświaty, personalne rozgrywki i elitę kosmicznych bohaterów. Rozwałka jest porządna, ale nie wciska mnie w fotel i nie wyżyna mi skarpetek. Moim skromnym zdaniem to zmęczenie materiału. No i rysunki z każdym numerem podobają mi się mniej, ze szczególnym naciskiem na Szarego Surfera. Jest dobrze, ale tylko dobrze. 7/10 dobrze.
Hotaru: Trudno napisać na temat tego numeru coś, czego pewno nie napiszą wszyscy inni. Bo nie wyobrażam sobie, że komuś może się nie spodobać taki ładunek kosmicznej epickości. DnA są fenomenalnymi scenarzystami. Mają tak dużą obsadę, ale i tak udaje im się sprawić, że żadna z istotnych postaci nie jest pominięta czy zignorowana. Ten event naprawdę jest kosmicznie dobry. Do tego ilustracje Sepulvedy świetnie współgrają ze skryptem. Artysta używa wielu ciekawych ujęć i chociaż rozmieszczenie kadrów na stronie jest tu trochę nudne, to chociaż nie odwraca uwagi od naprawdę istotnych rzeczy (ekhem*Bianchi*ekhem). Numer tygodnia.
dSc0agar4k: Co można powiedzieć o tym numerze, o autorach, czego już byśmy nie wiedzieli? Nie da się. Kosmos plus DnA i mamy epickość, jakiej nie spotyka się nigdzie indziej. Rewelacje, jakie przedstawili w tym numerze na temat śmierci jednej z ikon, po prostu rewelacja. Thanos i Drax obok siebie? To musiało się tak skończyć. A na zakończenie powołanie NSTF (Nova Special Task Force – nazwa wymyślona przeze mnie :]). Zasłużone 9/10. Dyszkę trzeba zostawić na finał.
LeGoL: Jakież to jest piękne! Epickość pojedynków pomiędzy abstraktami wręcz się wylewa, mimo tego, że w zasadzie nic wielkiego się nie dzieje. Moment, w którym Aegis przegrywa, daje takiego kopa w wyobraźnię jak ten, który trafił Ryśka. Ten z kolei uformował grupę uderzeniową, której sama obecność łechta moje nerd gruczoły. Brakuje tam tylko Blackagara stojącego na czele tej ekipy ;). Tymczasem w Cancerverse Guardianie i czytelnicy dostają wyjasnienia, które w ogóle nie nudzą. Ale nerwy puszczają, Drax daje się sprowokować i...? Jak Thanos może umrzeć we wrzechświecie, w którym nie ma śmierci? Chyba, że zginie Avatar, a Thanos objawi się już jako nowy Death w Cancerverse? Za dużo pytań, za dużo czekania, za mało stron tej skondensowanej zajebistości. Numer tygodnia, 10-/10.
Krzycer: Nie ma co, Abnett i Lanning wiedzą, że kosmos musi być epicki - a kiedy już się biorą do roboty, to robią to do kwadratu. Akcja, potęga i ogrom wydarzeń biją praktycznie z każdej strony, a zebrany na szybko "Nova Squad" zapowiada nieziemską (ha, ha) rozrywkę w dalszej części.
A do tego Drax znowu zarządził - choć na dłuższą metę nie może się to dobrze skończyć.
Nadal nie wiem, czemu musiał się do tego ubrać w purpurowe ciuszki wraz z tą straszną pelerynką. Nie wiem też, czemu DnA oraz rysownik przegapili okazję, by - jeśli już Drax musiał wracać do starej garderoby - jakoś uaktualnić ten jego strój... No, trudno. To detal, ale to w dalszym ciągu jedyne, do czego mogę się w Thanos Imperative - a szerzej: w kosmosie DnA - przyczepić.


Thor - The Mighty Avenger #3
Delirium: I nadal fajnie i lekko. Zwłaszcza postacie są prowadzone bardzo przystępnie i widać, że ta przystępność jest skierowana w stronę młodszego czytelnika. Ciekawy gościnny występ zaliczyli Ant-Man i Wasp, a już zwłaszcza spodobał mi się ich Formicikusolot, jak żywcem wyjęty z XXI księgi przygód Tytusa. Kolejne 6/10 dla tej seryjki.

Ultimate Comics Avengers 3 #1
Volf: ŁatdefakHULK?! Zaraz po tej scenie myślałem, że to się dzieciakowi śniło, ale potem jednak wszystko zaczęło wskazywać na to, że nie. Nie powiem, niezła zagrywka na początek i dzięki niej całość chwyciła. Bo poza tym to nie ma za bardzo czego oceniać. Akcja Blade'a na tle tego, co się działo w poprzednich voluminach wydaje się być wręcz przyziemna, a rysunki, podobnie jak w vol 2, nie drażniły mnie, mimo że normalnie za tymi autorami nie przepadam. Zobaczymy, co będzie dalej, poprzednie dwie historie były niezłe, więc nie widzę powodu, dla którego ta też nie miałaby być. No i tempo wydawania jest bardzo pozytywną niespodzianką.

Krzycer: Mark Millar licks goats. A oprócz tego zaczął seryjną produkcję bardzo przeciętnych komiksów... Można odbierać to, że nie chce powtarzać wątków z Ultimates, że zamiast tego chce spróbować czegoś nowego, za zaletę - ale. Ale po pierwsze, od kiedy to Millar próbuje nowych rzeczy (policzcie tylko, ile razy rozgrywał w różnych scenografiach motyw świata opanowanego przez superłotrów...), a po drugie - to, co teraz robi, ssie...
owcaboski: Sam nie wiem, co myśleć o tej historii, otóż wydaje mi się, że wpadłem w jakiś dzień świstaka czytając tych oto Mścicieli... UA 1 i 2 to praktycznie historie oparte na tym schemacie, najpierw pojawia się zagrożenie (numer pierwszy), decydujemy o zebraniu black-ops team (koniec numeru 1), potem zbieramy black-ops team (numery 2-4 włącznie) i potem koniec historii (numery 5-6). Ta formuła mnie trochę nudzi i wydaje mi się, że zostanie ona powielona w trzeciej części tych Avengers... Ocena: 5/10.

Ultimate Comics Spider-Man #13
Hotaru: Napięcie trochę siadło i akcja przystopowała, ale nie mam wątpliwości, że to zaczerpnięcie oddechu przed finałową walką. Ostatnie stronice, w których ciocia May pokazuje pazury (a raczej pozwala, by zrobili to jej podopieczni) to obietnica naprawdę fajnej nawalanki. Rysunki Lafuente zdążyły mi się spodobać, ale jego wersja beztwarzowego kameleona z biustem jakoś budzi we mnie niepokój... nie wiem, może to celowy zabieg? W każdym razie Ultimate Pająk nie spuszcza z tonu i dobrze, bo to jedyny komiks tej linii warty przeczytania.

Dżentelmen: Cały komiks taki jakiś nudny, nawet z tymi rewelacjami, które się porobiły. Na szczęście ostatnia strona zapowiada piękny następny numer. Coś w stylu "May Parker and Her Avengers".
Krzycer: Bendis poszedł na całość. Poza tym ciocia May dostała w końcówce jeden ze swoich najlepszych kadrów. Kameleon(y) narobił Peterowi bigosu, jakich mało, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co dzieje się w magazynie, w którym uwięziono Petera i Jamesona.
I tu, niestety, jest też największy zgrzyt numeru. Jest dramatycznie, ale Kameleonka z twarzą Jamesona prawie rozwaliła całą scenę. Prawie. To, że nie cierpię stylu Lafuentego, nie pomogło.


X-Force - Sex And Violence #2
Delirium: Cóż, pojawiła się scena erotyczna - to więcej, niż się spodziewałem. Nawet dość fajnie wyszły te przymglone kadry w czerwonym świetle… tylko dlaczego zaraz potem się okazuje, że oni cały czas byli w bieliźnie?!? Amerykański %#$!* purytanizm :/ No, ale dobra. Historyjka rozwija się swoim torem i jest to dobry tor. Jest lekko, z dużą dawką humoru i nieuzasadnionej przemocy, czyli tak, jak każdy nerd lubi. I nawet pojawia się Belladonna, żeby było ciekawiej. Pojawiają się też ninja z Hand, co zapowiada jeszcze więcej radosnej siekaniny w kolejnym odcinku. No i dobra - jestem za. Dell'Otto nie zawodzi również, więc raz jeszcze wystawię 8/10.
Sc0agar4k: No i ten numer w pełni zasługuje na swoją nazwę. To, co mamy w tytule, otrzymujemy w środku. Otrzymujemy w bardzo ładnym opakowaniu. Porządnie wykonany komiks akcji. A to zasługa świetnych rysunków Dell'Otto oraz scenariusza duetu Kyle & Yost. Zresztą to już nie pierwszy raz w ich wykonaniu. Ocena 8/10.
chimp: Seks? Jest. Violence? Jest. Kasa? Jest i to dużo. Zapowiedź mega nawalanki? Jak najbardziej :D.
Jak zwykle duet K&Y nie zawodzi. Bardzo fajny numer i bardzo ładna oprawa graficzna. No i mam wrażenie, że reszta X-Force włączy się do nawalanki w #3, by troszkę wyrównać różnicę w liczebności.

Bsh^: Komiks przesiąknięty seksem i przemocą. Kyle & Yost jak zawsze odwalili kawał dobrej roboty, szkoda, że seria ma tylko trzy numery. Rysunki są naprawdę genialne. W tym numerze znajdzie się wszystko, czego każdy facet potrzebuje.
wolvie111: No, zdecydowanie więcej tu seksu i krwi. Lekka fabuła, ale ciekawa. Duet Domino i Wolverine'a bardzo fajny. Jest kilka zabawnych chwil. Nawet tego seksu sporo jak na komiks ;). Rysunki świetne.
LeGoL: No i mamy sex i jeszcze więcej wajlens. I mamy ciężkie piniondze też. No i jeszcze jest Kyle&Yost w najlepszej formie. A do tego cięte riposty i w ogóle dużo cięcia. Są też genialne rysunki i ninja. I jest też w tym tygodniu Thanos Ipmerative, który okazał się nie do przebicia, przez co ten zeszyt tylko się otarł o tytuł Numeru Tygodnia. Ale i tak mamy 9/10.

X-Men Vol. 2 #2
Delirium: Wszystko jest boleśnie przewidywalne, pozbawione jakichkolwiek zaskakujących zwrotów i w ogóle czegokolwiek interesującego. Jeśli przeczytałeś zapowiedź - wiesz wszystko. No dobra, może zaskakujący jest sumiasty wąs bladego inaczej łowcy wampirów. Najlepszy tribute dla Richarda Pryora, jaki mógłbym sobie wymarzyć. Ale poza tym nuda, schemat i nieciekawa grafika. Jak na drugi numer serii to bida i tyle. Maksymalnie 5/10 wycisnę.
eHotaru: Nie kupuję tego. Szkoda, bo miałem nadzieję na porządną historię, ale ta jakoś do mnie nie trafia. Poczynając od śmiesznie prostego wręcz wymknięcia się Jubilee, poprzez głupi do bólu plan Cyclopsa na rozprawienie się z plagą krwiopijców, na wąsach Blade'a (przez które wygląda jak członek Village People) kończąc. Zgoda, nie jest to tak kiepskie jak Uncanny, ale to nie powinno być miarodajną skalą...
Bsh^: Gischler przypomina mi stare dobre czasy X-Men. Jest bardzo fajnie, sprawa z wampirami się rozwija i na chwilę obecną są "na łodzi otoczeni przez rekiny". Walka Piotra i Logana z smokopodobnym wampirem genialna. Pojawienie się Blade'a można powiedzieć, że widowiskowe - wbiegł do pomieszczenia i zrobił rozróbę. :) X-Men decydują się na ryzykowne posunięcie, zgaszenie ognia ogniem. Mam nadzieję, że postać Blade'a zostanie tak poprowadzona, jak w Captain Britain and MI13. Medina w roli rysownika spisuje się równie dobrze. 9/10 - Czekam na więcej. Choć spodziewam się, że teraz poziom będzie spadał, biorąc pod uwagę te wszystkie mini-serie/oneshoty... Byleby Gischler pisał jak przez te dwa numery!
Krzycer: Hm. Jest nieźle, ale... Właściwie nie wiem, czego się przyczepić. Może tak: jak na razie ten tytuł to Uncanny X-Men Fractiona bis, tylko z trochę lepszym scenariuszem, dużo lepszym dialogami i logicznie zachowującymi się postaciami (nie licząc nieprzypilnowania Jubilee).
Czyli, właściwie, dobra rzecz - tylko liczyłem, że będzie miała swój własny styl, że będzie się czymś różnić od Uncanny - poza jakością.
Ale może potrzeba jeszcze paru numerów, żeby seria rozwinęła skrzydła.
Paco Medina jest... bardzo komiksowy. Tylko tyle, czy aż tyle? Sam nie wiem.
Byłbym zapomniał - przeplatanka kadrów z Xarusem i z Utopii wyszła bardzo fajnie. Ale szkoda, że cały plan sprowadza się do "po Jubilee przyjdą X-Men, a jak ich zamienimy w wampiry, to cały świat będzie nasz".

owcaboski: Na coś takiego czekałem od dawna - otóż na koniec biadolenia w deseń "we are a dying race". Od czasu Decimation wszystkie X-tytuły w mniejszym czy większym stopniu były podporządkowane temuż oto biadoleniu i mimo, iż pojawiło się kilka fajnych historii (jak np te z Messiah ComleX i Second Coming) ogólnie reszta mnie bardzo nudziła i dlatego X tytuły omijałem z daleka.
W końcu widać mutantów jako część większego uniwersum walczącą z zagrożeniami dla całego uniwersum. Historia jest dosyć dobra i rozwija w fajnym kierunku, dialogi na dobrym poziomie i umiejętnie wpleciony występ gościnny Blade'a. Brak to tu tony niedorzeczności, którą niósł ze sobą ostatni numer Uncanny X-Men. Z niecierpliowością czekam na ciąg dalszy!
Ocena: 8/10.
wolvie111: Coś mnie to nie porwało :? . Nie wiem czemu, ale cała ta historia jest na razie poniżej moich oczekiwań. Oczywiście nie jest źle, ale to jeszcze nie to. Mimo to nie przejmuję się o tą serię, bo wiem, że już niedługo wszystko powinno się rozkręcić... Wiadomo, sytuacja Jubileee i Dracula wśród X-men. Od strony graficznej bardzo przyzwoicie. Dam 6/10 i czekam na więcej.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit Tygodnia:

aIncredible Hulk #611 (variant)
Autor: Dale Keown

Hotaru: Trudno wyrazić, jak bardzo uwiera mnie fakt, że byłem zmuszony wytypować w tym tygodniu okładkę z Hulkiem. Tak, zmuszony - bo nie ma lepszej. Takiej furii, dynamiki, kompozycji, do tego ładnie narysowanej i pokolorowanej, nie sposób zignorować. Więc niech Sałata się cieszy, póki może.







Gniot tygodnia:

bSteve Rogers - Super-Soldier #2
Autor: Carlos Pacheco

Delirium: Oj, komuś się chyba coś pomyliło, bo na Hulku namaział rysy i ciuszki Steve'a. Już raz krytykowałem okładkę tej serii na małą główkę z jeszcze mniejszą twarzą, a teraz do kolekcji dorzucą klatę szerszą niż nogi w rozkroku. No i jakoś nie pasuje mi to podnoszenie ludzi jedną ręką. Fakt, że dolna część rysunku to jeden wielki chaos, już pominę. Albo nie.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.08.11


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.