Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #155 (09.08.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 9 sierpnia 2010
Numer 31/2010 (155)



"Mieszane uczucia mam", "Przecież takiego steku bzdur to chyba nikt by nie przeoczył, czytając kilka razy swój scenariusz", "Oj, panie ..., niech pan już przestanie naprawiać ...!" - kto tym razem naraził się naszym czytelnikom? Odpowiedź w rozwinięciu! Oprócz tego mamy kolejną porcję opinii o Shadowland i Doomwar.



cAmazing Spider-Man #639
Delirium: Mieszane uczucia mam. Z jednej strony jest to trochę jak dźganie patykiem zaschniętego krowiego placka - dziadek ostrzegał, że będzie smród, ale kusi, żeby spróbować. W tym przypadku również uważam, że lepiej było nie wracać do tematu, skoro sprawy jakoś się ułożyły i hejty przeciw Quesadzie ucichły. No, ale skoro obiecał wyjaśnić co i jak, to robi to na własną odpowiedzialność. Z drugiej strony, pomimo mizernego i dziurawego (przynajmniej na razie) tłumaczenia okazuje się, że nie jest aż tak dramatycznie. Peter i MJ byli ze sobą przez te wszystkie lata, ale nie jako małżeństwo, więc rzeczywiście nic nie zostało wyrzucone z continuity, a jedynie pewne szczegóły się zmieniły. Taka przynajmniej jest teoria, bo w praktyce można by się szczegółów czepiać i okazałoby się, że tkwi w nich diabeł. Może nawet sam Mephisto? Ale powiedzmy, że można przyjąć to wyjaśnienie z przymrużeniem oka. Sposób podania waha się, ale miejscami dialogi są zaskakująco dobre. Co innego grafika - ta nadal mi nie leży. Ogólnie, będzie 5/10.
chimp: Pierwsza myśl, jaka od razu przyszła mi do głowy, to "Czy Quesada w ogóle czyta, o czym on pisze?". Przecież takiego steku bzdur to chyba nikt by nie przeoczył, czytając kilka razy swój scenariusz. Ale najwyraźniej szefowi nikt nie podskoczy i w ten sposób mamy takie cuda jak w drugiej części OMIT. Nikt nie mógł uratować ciotki May, aż tu nagle przyszedł Peter zrobił jej masaż serca i ciotka żyje! Hurra! Tylko, że przy okazji cała umowa z OMD nigdy się nie wydarzyła, więc tak naprawdę wszystko, co się wydarzyło po zaręczynach, nigdy nie miało miejsca. A, i nie zapominajmy o tekstach między MJ i Peterem po tym, jak się spotkali u Petera po nieudanym ślubie. Tam pierwsze zdanie zaprzecza drugiemu, by następnie znowu sobie zaprzeczyć. To jest najlepszy przykład, że tutaj nie chodzi o dobrą historię, tylko o to, aby głupia zachcianka Szefa została wprowadzona do cannonu. Podsumowanie: głupota za głupotą i kolejny retcon, który ostatnich 20 lat zrobił AU of AU. 1/10
Krzycer: Oj, panie Quesada, niech pan już przestanie naprawiać Pająka! Tłumacząc nam, co się stało, znowu wyciągnął postrzeloną ciotkę, której nikt nie mógł pomóc "bo tak". Do tego znowu przestałem cokolwiek rozumieć - skoro zdjęcie maski "wszystko popsuło" to czy znaczy to, że do Civil War Peter i MJ byli razem, tylko nie jako małżeństwo? A, no i znowu Quesada miał okazję narysować najbrzydszą dziewczynkę świata. Hurra.
colossus28: Pewnie będę jedynym, który to powie, ale mi się na razie podoba cała ta historia. Może faktycznie błędem było całe to "Brand New Day", ale trudno, stało się i teraz trzeba to jakoś wytłumaczyć. A nie jest to proste zadanie, jak objaśnić tysiącom fanom, że do ślubu nie doszło i że mamy taki pieprznik, jaki mamy. Dochodzę do wniosku, że pan Quesada to odważny facet, po pierwsze przewrócił 30 lat histori Pająka do góry nogami, co było karkołomnym wyczynem, a teraz próbuje poskładać to do kupy. I jak do tej pory, prócz kilku nieścisłości, dobrze mu idzie. Zresztą to dopiero druga część, być może wszystkie dziury logiczne zostaną zasypane w kolejnych numerach. Bardzo dobrze prowadzone są rozmowy między MJ a Paterem, a już "zdejmij tę cholerną rzecz jak rozmawiasz ze mną" wbija w fotel. Co do masażu serca, no cóż, to motyw dosyć oklepany, że gdy lekarze zaprzestają ratowania, pojawia się jakiś desperat, który nie godzi się ze śmiercią i po chwili okazuje się, że dzięki jego wysiłkom denat jednak zaczyna dychać. Dużo razy już to widziałem, więc tutaj też mnie to nie dziwi. Na końcu pragnę zaznaczyć, że nie jestem jakimś quesadowym masochistą, po prostu podoba mi się to, co on robi. Tyle i aż tyle. 8/10

Avengers Prime #2
Delirium: Historyjka fajnie się rozwija, a ponieważ jest bardziej wyluzowana niż w regularnych seriach, czyta się lekko i przyjemnie. Każdy z bohaterów ma swoje momenty, ale najlepiej wypada tym razem Antek w starciu z Trollami. Znowu zgrzyta chronologia i to dość mocno, ale musimy założyć, że Bendis nie wiedział o planach Gillena, kiedy brał się za to. Warto przymknąć oko, bo jest naprawdę fajnie, a luźna kreska Alana Davisa dokłada się do tego odczucia. Tak więc dam fajne 7/10.
Krzycer: Sekwencja w końcówce, łącząca trzy wątki, wyszła fajnie. No i pierwsze spotkanie Starka z trollami było świetne. Rysunki bardzo ładne. Byłoby świetnie, gdyby nie to, że kłóci mi się to strasznie z wydarzeniami z solowej serii Thora...

Daredevil Black & White
Delirium: Nieco inaczej niż w innych czarno-białych pozycjach z ostatnich miesięcy - mamy dwie nieco dłuższe historie plus opowiadanie. Ta pierwsza była całkiem ciekawa ze względu na pomysł, reszta raczej średniotakasobie. Właściwie to nie widzę ani konkretnego powodu, ani sensu wydawania tego w takiej konwencji, więc stąd ocena 4/10.

Deadpool
#1000
Delirium: Skąd ten tysiak na okładce, nawet nie będę próbował dojść. Ważne, że w środku jest lepiej, niż mogłem się spodziewać. Pierwsza historyjka jest nawet bardzo dobra, chociaż zakończenie można przewidzieć. Druga, mocno pokręcona, ale ogólnie fajna i nawiązuje do klasyki kina. Trzecia daje jakiś hint, jak może wyglądać Uncanny X-Force, ale jest jakaś dziwna, więc nie wiem, czy się cieszyć, czy nie. Czwarta również dziwaczna, ale jest w niej coś fajnego. Piąta do zignorowania. Szósta to cały Chaykin, więc sami sobie odpowiedzcie. Siódma krótka, ale rozbrajająca. Ósma jest szczerze zabawna. Dziewiąta też śmieszy, ale coś mi tu nie leży. Dziesiąta fajnie targa sobie z obecnego trendu mnożenia Poolów. No i jedenasta jest niestety kiepska. Mamy więc jedenaście. Jedenaście deadpoolowych historyjek. Wypadałoby je głośno policzyć i zaśmiać się jak hrabia z Ulicy Sezamkowej. Doliczę jednak najwyżej do siedmiu, bo 7/10 to maksymalna ocena, jaką mogę dać.
Krzycer: Zaskakująco dobre. Rzecz jasna historyjki prezentują różny poziom, ale ogólnie jest dobrze. Rozłożyła mnie zwariowana parodia "Sokoła maltańskiego", połączenie chucapabr z pewną popularną serią dla młodzieży oraz odpowiedź na pytanie "kto zabił Alpha Flight".

Deadpool: Wade Wilson's War #3
Delirium: Przynajmniej już nie muszę się martwić, że nabrudzi to-to w continuity. Numer lepszy niż poprzednie, co nie znaczy, że jest dobry. Swierczynski po prostu nie trafia w moje gusta, a Pearson tym bardziej. Dam 4/10.

DoomWar #6
Delirium: Zakończenie jest w porządku i przynosi jakieś konsekwencje, które mogą być długotrwałe, jeśli wszyscy ich nie oleją. A jednak nie obyło się bez sztampowego zgrzytu, w którym rzeczywistość komiksowa przytłoczyła zdrowy rozsądek. Doom popełnia najbardziej klasyczny błąd, T'Challa wyciąga typowego asa z rękawa, wszystko zostaje wyjaśnione przez wzięte z kapelusza pojęcie pseudonaukowe, a na końcu mamy tekst: "moglibyśmy cię teraz zabić, ale tego nie zrobimy, bo jesteśmy tak cholernie bohaterscy". No i co teraz mam zrobić? Z jednej strony czuję, że jest to naiwne i trochę głupkowate, ale z drugiej jednak był to kawałek dobrej lektury. Dobra - powiedzmy, że skupię się na pozytywnych odczuciach z całej serii i dorzucę plus za rysunki oraz fakt, że coś się jednak wydarzyło. W ten sposób mogę naciągnąć nawet do 7/10, ale podkreślam, że jest w tym trochę geekowskiej łaski.
Hotaru: Podsumowując ten numer będę jednocześnie wyrażał opinię na temat całego DoomWar. A ta opinia jest taka: było dobrze. Ale mogło być o wiele lepiej. Fabuła ma jakieś istotne konsekwencje (jeśli nie dla całego uniwersum, to chociaż dla panterowego zakątka) i to największy plus tego eventu. A jednak nie mogę nie dostrzec mnóstwa straconych szans i niedociągnięć, począwszy od porzucania bez słowa komentarza drugoplanowych bohaterów na zupełnym olaniu potencjału niektórych z postaci kończąc. Z czego się orientuję, była to pierwsza większa przygoda Maberry'ego z komiksem (wliczając wstęp do eventu) i dało się odczuć, że scenarzysta dopiero wdraża się w to medium. Następnym razem powinno mu pójść lepiej.

Hawkeye & Mockingbird
#3
Delirium: Jakoś łatwiej było mi przyjąć miniserię, kiedy wiedziałem, że zamknie się w paru numerach, bo teraz niestety zaczynam się nudzić. McCann próbuje zapewnić nam sporo emocji i sensacji, ale to właśnie ta bardziej przyziemna i sensacyjna konwencja mnie nudzi. Szpiegów i tajnych organizacji już się w życiu naoglądałem i miałbym ochotę na jakiegoś porządnego twista w tym temacie, a sam spandex i opętanie nie wystarczają. Nie mogę jednak powiedzieć, że numer jest zły. Dochodzi w końcu do konfrontacji i coś się dzieje, a otwierająca scena jest bardzo fajna. Dam więc 6/10 i jeszcze trochę poczekam na swojego tłista.

Hit-Monkey
#2
Delirium: Próby wciśnięcia sensu w postać małpy ze spluwami są jak próby zjedzenia arbuza w całości. Nie wejdzie i już! Udało się jednak wyłuskać co nieco z akcji, bo jakimś dziwnym trafem akurat pisanie Bullseye'a Wayowi nawet wychodzi. Tym razem dam więc łaskawie 3/10.

Marvel Universe vs The Punisher
#1
Delirium: Wydawałoby się, że były już marvelowe zombiaki i było też wykańczanie całego uniwersum przez Karzącego Franka, więc nie będzie tu nic ciekawego. A jednak! Sposób podania sprawia, że czyta się to bardzo fajnie i można się wciągnąć. Ma więcej z horroru niż Marvel Zombies i więcej sensu niż Punisher Kills The Marvel Universe. Co więcej, w tym przypadku Franek rzeczywiście zabił prawie cały świat, a Maberry zdołał pokazać ciężar tego. Rysunki raczej nie w moim typie, ale pasują. Jestem pozytywnie zaskoczony i daję 7/10.

Philip K. Dick's Electric Ant #5
Delirium: Gdyby ktoś miał wątpliwości, że Dick był geniuszem, teraz powinny prysnąć jak bańka mydlana. Rozwiązanie, jak w większości jego opowieści, zaskoczyło i zostawiło niedopowiedzenia, które sami musimy sobie zinterpretować. Fabularnie zatem - rewelacja. Graficznie… Cóż, muszę wspomnieć, że do tej historii lepiej nadałby się film lub animacja, bo jednak komiks ma swoje ograniczenia. Ale i tak rysunki są dobre i dają radę na tyle, na ile medium pozwala. W kategorii adaptacji dam 9/10.
Hotaru: Re-we-la-cja! Zgoda, komiks adresowany jest do bardzo specyficznego odbiorcy, ale kiedy już do niego trafi, to nie sposób się nad nim nie rozpływać. Każdy, który lubi prowokujące do myślenia zabawy z egzystencjonalizmem będzie miał ubaw po pachy. Wszyscy pozostali... niekoniecznie.

S.H.I.E.L.D. Vol. 2 #3
Delirium: Newton killed Gallileo! You bastard! ;) A jakby tego było mało, zrobił dzieciaka Dewiantce. Ciekawe, czy poczciwy sir Isaak już wiruje w swoim grobie, czy dopiero wchodzi w jednostajny ruch obrotowy? W każdym razie, historia z tego numeru kopie jak koń. Swobodna gra postaciami historycznymi budzi takie same kontrowersje, jak podziw. Wszystko jest ładnie dopasowane i zaczyna wychodzić z tego jakiś wzór. Trochę tak jak w Secret Warriors, gdzie Hickman trochę wodził nas za nos, zanim zaczął ujawniać, o co naprawdę chodzi. Rysunki są bardzo dobre, a jeśli chodzi o design Nostradamusa to nawet genialne. Daję 8/10 i pozostaję pod wrażeniem.

Secret Warriors
#18
Delirium: Ciąg dalszy przesłuchania, z którego dowiadujemy się, co wykończyło Wyjące Komando. Historia robi się coraz ciekawsza, ale jednego mi tu brakuje - tytułowej grupy. Wiem, że Fury odgrywa tu ważną rolę, jego kumple też, ale ja chcę wiedzieć, co się dzieje u Daisy i reszty. Wygląda jednak na to, że jeszcze przynajmniej jeden numer przyjdzie mi poczekać, więc muszę się zadowolić dowcipem o sauerkraut. Jest w porządku, więc 7/10 dostanie, ale niech ta historia już zmierza do końca.
Hotaru: Jakoś z każdym kolejnym numerem tracę zaangażowanie w ten tytuł. Do tego stopnia, że w tym numerze najbardziej podobała mi się... okładka. Hickmanowi udało się wcześniej zainteresować mnie kilkorgiem postaci z drużyny Daisy, a teraz kilka numerów z rzędu każe mi oglądać starych pryków rysowanych średnio przez Vitti'ego. Niech ta historia się już skończy i wróćmy do czegoś interesującego.

dShadowland #2
Delirium: Fabuła niestety nadal jest naciągnięta jak gacie na Hulku. Bohaterowie zachowują się według schematu: "myślę, że powinniśmy coś zrobić, więc co powinniśmy zrobić?" Tylko Moon Knight jakoś ratuje ich reputację, coś robiąc. Dla odmiany okazuje się, że Kingpin jest sprytniejszy od przeciętnego misia i nawet na magii się zna. Byłoby pewnie lepiej, gdyby trochę więcej się działo, no i oczywiście, gdyby nie było już oczywiste, że Murdocka poj… ehm - znaczy się: opętało. Rysunki niby w porządku, ale mogę pomyśleć o paru artystach, którzy lepiej oddaliby klimat. Niech będzie, że dam 6/10, bo jednak jakieś pozytywne wrażenie było.
Misiael: Przeczytałem i... mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony fabuła ładnie się rozwija, sprawnie wprowadzani są nowi gracze, doświadczamy kilku dość niespodziewanych zwrotów akcji ("cyngiel" Kingpina na przykład bardzo mnie zaskoczył) i niezłych one-linerów (świetna uwaga Spider-Mana na temat przebierania się w czarne ciuchy). Z drugiej strony - rażą miejscami potworne uproszczenia fabularne i brak pogłębienia sylwetek postaci - zwłaszcza Matta, który wyrasta w naszych oczach na pozbawionego skrupułów i wątpliwości fanatyka. Strasznie to wszystko naciągane i nie ratują tego nawet niewątpliwe plusy komiksu - dobre zrównoważenie scen gadanych i bitewnych oraz przemyślnie zasiane ziarna fabularne, które w kolejnych numerach mają szansę ładnie wykiełkować. Z kreską natomiast jest ciekawa sprawa - o ile sceny skąpane w ciemnościach wyglądają zacnie, o tyle te rozgrywające się w pełnym świetle już nie zachwycają. Chwilami razi też źle rzucona perspektywa czy brak szczegółów tam, gdzie przydałoby się je umieścić. W sumie drobiazgi. Billy Tan nie jest, jak twierdzą niektórzy, słabym rysownikiem - kiedy się postara, naprawdę widać jego kunszt. Niestety, nie mogę z czystym sumieniem wystawić temu numerowi dobrej oceny. 7/10 to wszystko, na co mnie stać, a szkoda, bo fundamenty historii dawały - i wciąż dają - solidne podstawy pod dobrą, klimatyczną opowieść.
Krzycer: Rozwiązania fabularne proste jak konstrukcja cepa, w dodatku odstawiające logikę na boczny tor... Niby wizyta Kingpina u Danny'ego jest fajna, ale żeby Fisk musiał im mówić, co mają zrobić, bo sami na to nie wpadli? Spider-Man wbijający na audiencję u Matta to fajny motyw, ale okoliczności - wizyta bohaterów w wieży - są idiotyczne. To chyba problem całej tej historii - dominują w niej fajne sceny, które osadzono w rażących sztucznością - lub głupotą - sekwencjach wydarzeń. Czego dobrym przykładem jest ta nieszczęsna forteca w centrum Hell's Kitchen...
colossus28: Nie mogę nie zgodzić się z tezą, że fabuła do skomplikowanych nie należy, ale całkiem przyjemnie się to czyta. I nie ma jakichś większych dziur logicznych, bo czy za takową można uznać podsunięty przez Fiska pomysł, by "zdjąć" Matta? Chyba nie, biorąc pod uwagę, że jego przyjaciele uważają to za ostateczność, a najpierw chcą sprawę załatwić poprzez mediację, co usprawiedliwia wizytę w sanktuarium Daredevila. W ogóle mroczny Matt jest cool, fajnie poczytać o nim jako o czarnym charakterze, zanim dobro zwycięży. 8/10

Shadowland: Bullseye
Delirium: Początek zaskakuje, ale w miarę jak wszystko się wyjaśnia, wrażenie słabnie, a historia staje się coraz bardziej naiwna, by zakończyć się raczej głupawo. Najlepiej wypada złośliwy duch Lestera, ale cały potencjał tego pomysłu poszedł na odstrzał, więc właściwie całe wydawnictwo traci sens. Innymi słowy, jest to tylko kolejny kasowysysacz podłączony pod większy event. Dam mu 5/10 za niezły początek.
Misiael: okazyjny one-shot okołoeventowy, taki jakimi zwykle dopycha się wydania zbiorcze. Co mnie zaskoczyło - pozytywnie zaskoczyło - Bullseye nie zmartwychwstaje 10 minut po domniemanym zejściu, a spoczywa w grobie, wygląda na to, że na dłużej. Sama scena pogrzebu była bardzo przewrotna i podobała mi się, niestety im dalej w las, tym gorzej. Historia, której głównym bohaterem jest Ben Urich, wydaje mi się niesamowicie naciągana, podobnie jak i rozwiązanie akcji. Ciekawostką jest postać Dennisa Deavera, schizofrenika, który (rzekomo?) słyszy głos zmarłego Bullseye'a. Rysunki dają radę - szczegółowa kreska Seana Chena wypada bardzo dobrze w tej historii i nie ma tam niczego, do czego byłby sens się przyczepiać. 5+/10 - ot, czytadełko, które wyfruwa z głowy pięć sekund po zakończeniu lektury.

Thor: Rage Of Thor
Delirium: Położona gdzieś na uboczu kanonu historyjka o tym, jak to dawnymi czasy Thor i Odyn się pożarli, więc ten pierwszy strzelił focha i zwiał na Ziemię, by zamieszkać z… chyba Germanami, ale nie powiem na pewno, bo kontekst historyczny leży. Opowiastka przyzwoita, ale dość typowa. Równie dobrze w miejscu Thora mógłby być na przykład Connor MacLeod i wymowa byłaby taka sama. Ale czepiać się nie będę, bo dość fajnie się czytało i wygląda też nieźle. Nawet 6/10 mogę dać.

Young Allies
#3
Delirium: Typowy okaz syndromu trzeciego numeru. Akcja zwalnia prawie do zera, pojawiają się wtrącenia niezwiązane z tematem, bohaterowie się rozdzielają i zajmują swoimi sprawami, co nieco się wyjaśnia, a w końcu zostaje zaaranżowana sytuacja, w której dostajemy wstępniak do wielkiego finału. Na szczęście, wszystko to jest zrobione przyzwoicie, więc się człowiek nie nudzi, a nawet ma poczucie, że słusznie postacie dostały trochę czasu dla siebie. A numer dostanie za to przyzwoite 6/10.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

bDeadpool: Wade Wilson's War #3
Autor:
Jason Pearson

Delirium: Największym atutem tej okładki jest pomysłowa kompozycja. Wielość napisów i haseł oraz flaga w tle sprawiają, że wygląda trochę jak plakat propagandowy, ale najciekawsze jest przejście między bocznym paskiem a głównym obrazkiem, złożone z zarysów luf karabinów. Fajny efekt, chociaż już właściwy rysunek jest bez rewelacji.





aEnder in Exile #3
Autor: Sebastian Fiumara


Hotaru: Cieszę się, że po świetnej robocie przy Ender's Shadow Fiumara został doceniony i zaczął rysować bardziej popularne X-Factor, ale jednocześnie doceniam, że nie porzucił całkowicie uniwersum Endera, nawet jeśli trzymają go przy nim jedynie okładki. Póki będą tak dobre. Artysta świetnie ujął proces dorastania Endera - jeszcze chłopiec, ale stojący dumnie wyprostowany, z wzrokiem utkwionym w przyszłość, nie tyle swoją, co całej rasy. Bardzo wymownie.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.08.04


Redaktor prowadzący: KisielKorekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.