Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #125 - Ultimate Power TP

Ultimate Power TPB
Scenariusz:
Brian Bendis, Joe Michael Straczynski, Jeph Loeb
Rysunki: Greg Land

Okładka: Greg Land
Liczba stron: 232
Cena okładkowa: $29,99
Zawiera:
Ultimate Power #1-9

lt125.jpgDemogorgon: Ostatnio w telewizji po raz n-ty puszczali cykl wszystkich Akademii Policyjnych. Nie pamiętam, w której części tej serii jeden z dzielnych stróżów prawa powiedział radosny wierszyk - "Władek zbudował motor. Zenek go uruchomił. Przyszedł Pierdek i wszystko roz&%#@dolił!". Czemu o tym mówię? No bo widzicie, ten Władek to Brian Bendis, Zenek to Joe Straczynski, a Pierdek to Jeph Loeb. A ten motor, który budowali, to Ultimate Power.

Dla niezaznajomionych, małe wprowadzenie. Marvel, prócz swojego głównego świata, 616, miał również kilka komiksów osadzonych w światach alternatywnych, posiadających ich własnych, całkiem nowych bohaterów, jak pozycje ze świata New Universe czy Squadron Supreme. Kiedy Marvel odnowił 616 dla współczesnego czytelnika jako Ultimate, tak samo postanowił odnowić również te dwa światy. Joe Straczynski dał nam nowy Squadron Supreme na łamach Supreme Power, a Warren Ellis odnowił New Universe w swoim newuniversal. Gdzieś tam zrodził się pomysł by, wzorem oryginałów, doprowadzić do starcia unowocześnionych wersji bohaterów ze świata Ultimate i Supreme Power.

W czasie walki Fantastic Four z superzłoczyńcami z ciała Thinga odpada fragment jego kamiennej powłoki. To zdarzenie napędza Reeda, by po raz kolejny spróbować znaleźć sposób na przywrócenie przyjacielowi ludzkiej postaci – wysyła on sondę do Multiversum, aby tam odnaleźć odpowiedzi. Na drugi dzień wizytę składają mu niezwykle wkurzeni członkowie Squadron Supreme.

Zacznę, tym razem, wyjątkowo od oprawy graficznej. Mówiąc krótko: Greg Land. Mówiąc nieco dłużej – komiks narysował człowiek. który albo przerysowuje żywcem strony z jakiegoś taniego porno albo nie widział nigdy kobiety poza owym tanim porno. Obraz Sue Storm, która w domyśle scenarzysty miała być przerażona atakiem członków Squadronu na siedzibę drużyny, a zamiast tego ma minę mówiącą "to męski penis może być TAKI duży?" będzie mnie prześladował do końca życia. Mógłbym się tu długo rozpisywać, ale w dużym skrócie – rysunki są dobre na pierwszy rzut oka. Po drugim bardzo często zbiera się ochota na wymioty.

Za scenariusz odpowiada trzech doświadczonych, sprawdzonych scenarzystów. Bendis jak zwykle robi dobrą robotę w swoim stylu, przy okazji zaczynając wątki, które wychodzą dopiero teraz, jak rozpadanie się skorupy Thinga. W połowie historii zastępuje go JMS, który pisze, jak to on, świetnie. Obaj panowie potrafią przykuć uwagę, są dobrymi scenarzystami i za coś się ich numery pamięta. Jak sobie przypomnę zakończenie starcia Hyperiona z Thorem, do tej pory przechodzą mnie ciarki.

Trzecim scenarzystą jest Loeb. Mówiąc szczerze, lubiłem pierwszy z trzech numerów jego autorstwa, wyjaśnia wiele, posuwa akcję do przodu, dialogi są jeszcze niezłe, zwłaszcza Thor mu wyszedł. Ale potem mamy ostatnią stronę tego numeru, gdy ni z gruszki ni z pietruszki pojawia się oryginalny Squadron Supreme. Biorąc pod uwagę, że JMS swój fragment zakończył, wprowadzając nowego gracza, w o wiele lepszym stylu niż Loeb, sprowadzenie oryginalego Squadronu było niepotrzebne i zmieniło następne numery w orgię bezsensownego tłuczenia się ludzi po mordach. Dobra, wiem, że ta seria z założenia miała być właśnie tym – bijatyką dwóch grup bohaterów – ale Bendis i Straczynski potrafili zawiązać jakąś intrygę, sprawić, że to miało jakiś sens. Przyszedł Loeb, intryga została rozwiązana w jednym numerze, w sposób nieprzekonujący i sprawiający, że idzie się pogubić, a fabuła została zredukowana do "o, bije się wielu ludzi, to dorzućmy jeszcze więcej ludzi. I Hulka." Loeb nawet nie zapoznał się z mocami odnowionych członków Squadronu i myślał, że ich Shape miał takie same moce jak oryginalny. No przepraszam, ale czy tak trudno było zapytać faceta, który wymyślił nowego Shape'a i akurat napisał trzy poprzednie numery tego komiksu?

Zakończenie tej serii to jedno wielkie rozczarowanie, rysunki to koszmar, ale pierwsze sześć numerów jest bardzo dobre. Z czystym sumieniem nie mogę tego nikomu polecić. Żeby chociaż były jakieś dodatki, które by przeważyły w którąś stronę, ale niestety, nie ma żadnych.

 

question: Koncepcja alternatywnych wszechświatów jest jednym z najbardziej wyeksploatowanych pomysłów w komiksowym medium. Praktycznie każdy super-bohater kilkakrotnie w swoim życiu odbył podróż do alternatywnego wymiaru, spotkał alternatywną wersję samego siebie i kolegów po fachu. Niestety, zamiast koncentrować się na wymianie doświadczeń i technologii, nasi bohaterowie zazwyczaj witają nowy świat z użyciem pięści, laserów, pazurów i innych środków ofensywnych. Większość tych historii zawsze przebiega według pewnego wzorca.
1) Dochodzi do nieporozumienia, wskutek którego bohaterowie oskarżają się nawzajem o niecną działalność, zagrażającą przyszłej egzystencji wszechświata "A" lub "B" (a czasami nawet obydwu).
2) Oskarżenia prowadzą do konfrontacji fizycznej z użyciem pełnego arsenału mocy, w których bilans zniszczeń oblicza się na miliardy dolarów.
3) Kiedy cała dzielnica, w której doszło do starcia, zostaje zrównana z ziemią, któryś z trzeźwo myślących bohaterów dochodzi do wniosku, że "coś tu nie gra" i odkrywa istnienie złoczyńcy, który manipuluje wydarzeniami z oddali.
4) Bohaterowie porzucają dzielące ich różnice, dzięki ich współpracy dochodzi do ujęcia manipulatora.


Ultimate Power, miniseria, w której dochodzi do zderzenia światów Ultimates i Supreme Power, nie odbiega zbytnio od wcześniej ustalonego wzorca. Historia zaczyna się, gdy przywódca Fantastic Four, Reed Richards, postanawia znaleźć sposób na odwrócenie mutacji Bena Grimma. Aby tego dokonać, wysyła do alternatywnych wszechświatów sondy mające dostarczyć mu potrzebnych informacji. Oczywiście eksperyment wymyka się spod kontroli (czy w komiksach Marvela doszło kiedykolwiek do jakiegoś eksperymentu, który zakończył się pomyślnie?), w rezultacie doprowadzając do śmierci 10 milionów ludzi na Ziemi 31916 (czyli miejscu zamieszkania Squadronu Supreme). Oczywiście Hyperion i spółka powtarzają eksperyment i trafiają do świata Ultimate, żądając wydania Reeda Richardsa. W rezultacie dochodzi do kilku wielkich konfrontacji pomiędzy praktycznie wszystkimi bohaterami z uniwersum Ultimate i członkami Squadron Supreme.

 

Obowiązki scenarzysty w tej miniserii podzielili pomiędzy siebi, Brian Michael Bendis, J.M. Straczynski i Jeph Loeb. Natomiast wszystkie dziewięć odcinków zilustrował Greg Land. Każdy z poszczególnych scenarzystów odcisnął swoje piętno na napisanych przez siebie odcinkach. Bendis jak zwykle prowadzi narrację głównie przez dialogi, tak więc pierwsze trzy numery to głównie bohaterowie rozmawiający ze sobą. Przed walką, podczas walki, w przerwach miedzy walką lub komentując wydarzenia, które zaszły podczas walki. Straczynski podchodzi do zbieraniny herosów z różnych wymiarów z przymrużeniem oka, wprowadzając do pisanych przez siebie odcinków dużo dystansu, bez którego taka opowieść stałaby się zbytnio patetyczna i lekko niestrawna. Natomiast Loeb robi dokładnie to, czego można się po nim spodziewać. Miejsce dowcipnych komentarzy Straczynskiego zajmują idiotyczne one-linery. I tak aż do przewidywalnego rozwiązania.

 

Rysunki Grega Landa zasługują moim zdaniem na osobny akapit. Ultimate Power to przede wszystkim akcja, akcja i jeszcze raz akcja, a rysunki przedstawiające tuzin herosów okładających się budynkami to środowisko, w którym Land czuje się najlepiej. Co druga strona Ultimate Power to dwustronicowy spread przedstawiający akty fizycznej przemocy i destrukcji, przy których wszystkie filmy Michaela Baya wyglądają jak przedstawienia teatru telewizji. Paradoksalnie rysunki Landa prezentują się gorzej, kiedy scenariusz nie przewiduje żadnych scen destrukcji. Gdy akcja sprowadza się do kilku rozmawiających ze sobą postaci, łatwo zauważyć, że wszystkie postacie rysowane przez Landa wyglądają bardzo podobnie. Zwłaszcza postacie kobiece, które praktycznie nie różnią się rysami twarzy, przypominając tym samym jedną modelkę prezentująca się w różnych perukach.

 

W ostatecznym rozrachunku, Ultimate Power to pozycja nierówna. Pierwsze sześć rozdziałów to czysta, lekkostrawna rozrywka, lekko zdystansowana do wyeksploatowanego do granic możliwości tematu. Niestety ostatnie trzy rozdziały, kreślone ręką Loeba, to już raczej autoparodia. Bendis i Straczynski znacznie lepiej wywiązują się z obowiązku przeprowadzenia nas od walki nr 1 do walki nr 2, a Loeb zawodzi na całej linii, prowadząc do konkluzji. Ultimate Power nie można polecić nikomu, kto szuka "inteligentnej" rozrywki. Ze świecą szukać tutaj czegoś więcej niż akcja. To raczej komiksowa wersja amerykańskich superprodukcji, które są efektowne, czasami zabawne, czasami żenujące, a żeby się z nimi spokojnie zapoznać, należy wyłączyć proces logicznego myślenia.


LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.