Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1952 - Świat bez superbohaterów

1952 - Świat bez superboahterów

coverRok 1952 był pomyślny dla Atlas Comics, które notowało kolejne rekordy wydawnicze. Nigdy wcześniej Martin Goodman nie wydał tylu komiksów i nigdy nie było tak źle po względem obecności w nich superbohaterów. Rok wcześniej Marvel Boy zniknął z łam Astonishing, a w 1952 roku zamknięta została seria Venus, która zresztą już dużo wcześniej przestała być komiksem superbohaterskim i kilkukrotnie zmieniała tematykę z "teen comedy" na romans i w końcu na horror. W ten sposób superbohaterowie zniknęli z komiksów Atlas, ale ta posucha nie miała trwać długo. Co zatem sprzedawało się zamiast dzielnych trykociarzy? W 1952 roku ukazało się ponad 60 serii, z czego większość wydawana była dość regularnie (co miesiąc lub dwa), w przeciwieństwie do wcześniejszych lat. Mniej było serii-meteorytów, które pojawiałyby się na jeden lub dwa numery, zmniejszyła się także liczba serii, które zmieniały nazwy. Najliczniejszą grupę stanowiły serie spod znaku horroru i fantastyki - było ich kilkanaście. Lekko ustępowały im opowieści wojenne, które z kolei wygrywały z historiami kryminalnymi. Nieco w tyle zostały serie przeznaczone dla nastolatków, romanse oraz westerny. Te trzy gatunki miały jeszcze w 1952 roku po osiem serii każda, ale stopniowo traciły na popularności. Zwłaszcza westerny odchodziły do lamusa: rok później Atlas miał już tylko cztery takie serie. W repertuarze Atlasa znalazły się jeszcze komiksy szpiegowskie oraz jedna seria sportowa, ale to był margines działalności wydawnictwa.

coverPrzy okazji poprzedniego odcinka Historii Marvela wspominałem o debiucie serii Strange Tales, która z dość typowego horroru wyrosła na jedną z ważniejszych serii lat sześćdziesiątych. W tym odcinku na swój opis zasłużyła Journey Into Mystery, której kariera przebiegała podobnie. Początkowo nie różniła się niczym od Mystic, Spellbound, Mystery Tales i wielu innych antologii zawierających przerażające historie z pogranicza fantastyki i science fiction. W #1 znalazło się pięć krótkich opowieści, z czego przynajmniej dwie napisał sam Stan Lee. W otwierającej zeszyt "One Foot In a Grave" Lee pokazał, że złodzieje kwiatów z grobów źle kończą, ale fabuła była dość przewidywalna. Ciekawsza jest "The Cluthing Hands", w której niezbyt utalentowany pisarz zamordował bardziej zdolnego kolegę po fachu w celu przejęcia jego dzieła literackiego. Zemsta zza grobu okazała się skuteczna i dość wyrafinowana. Na plus trzeba też zaliczyć rysunki Cala Masseya, jednego z pierwszych czarnoskórych pracowników Marvela, który później zostałem cenionym malarzem. "Haunted!" to dość typowa historia o domu, w którym straszy; znacznie słabsza od "It Can't Miss". W tej drugiej mamy teoretycznie oklepany temat "gangster pozoruje własną śmierć i przybiera inną tożsamość", ale zakończenie z twistem daje sporo satysfakcji. Niezłe wrażenie zostawia również "Iron-Head" Stana Lee, w którym pojawiają się kanibale i czarny charakter w stroju nurka (umiera z głodu, ponieważ boi się zdjąć kostium, który ukrywa, że jest człowiekiem). Jak widać, pierwszy numer Journey Into Mystery był bardzo nierówny i tak było również w kolejnych zeszytach. Seria sprzedawała się jednak na tyle dobrze, że dotrwała do początku kolejnej dekady, a potem stała się miejscem debiutu jednego z filarów Avengers, czyli Thora. Miało to miejsce w Journey Into Mystery #83, a już dwa numery później czytelnicy mogli obejrzeć Asgard i poznać niektórych jego mieszkańców (Odin, Loki, Tyr czy Heimdall). Na łamach JIM zadebiutowała większość postaci kojarzonych dziś z Thorem, ale nie tylko. Pierwsze kroki w tej serii stawiali m.in. Radioactive Man [Chen Lu], Mister Hyde [Calvin Zabo] czy Hercules. Po 125 numerach seria została przemianowana na The Mighty Thor i przetrwała aż do #503. W 1996 roku po wydarzeniach Heroes Reborn powrócono do pierwotnej nazwy, ale drugie wcielenie JIM przetrwało tylko do #521.

potrzebie2.jpgW 1952 roku miał miejsce jeszcze jeden ważny debiut, niezwiązany z Atlas Comics. Do kiosków trafił pierwszy numer humorystycznego komiksu MAD, który kilka lat później przekształcił się w magazyn i w tej formie dotrwał do dziś. Podobnie jak większość przełomowych publikacji tamtego okresu, MAD narodził się w wydawnictwie EC Comics. Jego redaktorem został Harvey Kurtzman, który kilka lat wcześniej tworzył drobne prace dla Timely Comics. Po zmianie pracodawcy tworzył sporo komiksów wojennych, które charakteryzowały się wielką dbałością o szczegóły. Kurtzman to bardzo ciekawa postać, a charakterystyczny absurdalny humor jego publikacji wpłynął na kolejne pokolenia twórców. O fascynacji twórczością Kurtzmana otwarcie mówili m.in. Robert Crumb czy Terry Gilliam. Obaj mieli zresztą okazję współpracować ze swoim idolem w latach sześćdziesiątych w magazynie Help! (zresztą Gilliam poznał tam Johna Cleese'a, z którym później współtworzył Monty Pythona). Satyra w wykonaniu Kurtzmana zainspirowała rzesze alfred_e_neuman.jpgkomików, pisarzy i scenarzystów. Niedługo po przekształceniu MAD w magazyn odszedł z EC Comics, ponieważ William Gaines nie zgodził się na wysoką podwyżkę dla swojego redaktora. Kurtzman założył i prowadził kilka innych magazynów (m.in. współpracując z Hugh Heffnerem) i chociaż nigdy nie powtórzył pierwotnego sukcesu kultowego MADa, to jego przedsięwzięcia cieszyły się sporym zainteresowaniem. Jego miejsce w roli redaktora MAD zajął Al Feldstein, prawa ręka Gainesa, który przez blisko 30 lat sterował magazynem. Udało mu się jeszcze zwiększyć sprzedaż i chociaż część czytelników wolała numery redagowane przez Kurtzmana, to MAD pod wodzą Feldsteina pozostał niezwykle istotnym periodykiem. Wśród stałych pozycji w repertuarze magazynu warto pamiętać o serii stripów Spy vs. Spy, słynnej twarzy Alfreda E. Neumana, a także polskim akcencie, czyli słowie "potrzebie", które zafascynowało Kurtzmana, gdy przeczytał je na wielojęzycznym opakowaniu lekarstwa. Zaintrygowało go do tego stopnia, że zaczął je umieszczać w komiksach, często w zupełnie zaskakujących i absurdalnych sytuacjach. W związku z rosnącą popularnością "potrzebie" dorobiło się nawet własnego systemu metrycznego.

potrzebie.jpg


Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.