Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #152 (19.07.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 19 lipca 2010
Numer 28/2010 (152)



Zakończenie Second Coming, zakończenie "Grim Hunt", dalszy ciąg Shadowland i The Thanos Imperative. Jak widać tydzień obfitował w wydarzenia, które jeszcze długo będą odbijać się echem na świecie. Echo to rozbrzmiało już na naszym forum, co spowodowało, że dzisiejszy Pulse jest większy pod względem objętości. Dlatego tym bardziej zachęcam do lektury.



cAmazing Spider-Man #637
Delirium: Dobry finał dobrej historii. Co prawda trochę mniej intensywny, niż miałem nadzieję, ale i tak dobrze jest. Są dobre nawiązania do innych historii, są zmiany i zapowiedzi przyszłych wydarzeń. Najlepiej wyszedł na tym sam Kraven i jego córeczka, najgorzej chyba Julia, ale jeśli oznacza to, że wreszcie jest na nią jakiś pomysł i znajdzie swoje miejsce, to ja się nie czepiam. Ale nie do końca rozumiem, co się działo z samym Piotrkiem? Czy to ten totemiczno-mistyczny Spyder nim zawładnął i dał mu dotknięcie Kaine'a? Mam nadzieję, że jakoś to wyjaśnią w najbliższej przyszłości. Póki co, jest to mocne 7/10.
Demogorgon: Wielki finał wielkiej historii. Opowieść mocno w duchu "Kraven's Last Hunt", za parę lat zapewne będzie wymieniana jednym tchem obok niej. Mocne przedefiniowanie całej pajęczej rodzinki, z ciekawym przetasowaniem przy okazji. Nie zdziwiłbym się, gdyby niedługo miała wystartować jakaś (mini)seria z którymś z naszych nowych-starych pajęczych herosów. Mamy tu też, najwidoczniej, wyjaśnienie, czym była mroczna przyszłość, którą Peter swojego czasu odwiedził i z czego wynikła. Jeśli chodzi o mnie, "Grim Hunt" to świetne zwieńczenie the Gauntlet, procesu przedefiniowania na nowo Spider-Mana i jego złoczyńców. Ten numer dostaje mocną dziewiątkę, cała historia - 10/10 i kandydaturę w głosowaniu na historię roku.
colossus28:
Łowy zakończone, ale czy czwarta odsłona było równie dobra, jak pozostałe trzy części? Biorąc pod uwagę, że przeważnie końcówki historii są słabsze, tutaj udało się odstąpić od tej prawidłowości. Nie jest to opowieść na miarę "Ostatnich Łowów Kravena" , ale można śmiało powiedzieć, że czerpie z niej garściami i można uznać ją za próbę kontynuacji. Zakończenia rozdziału, który zapoczątkował DeMatteis. Dobre zachowanie Kravena, który tutaj potwierdza, że honor jego i rodziny jest dla niego najważniejszy, a splugawiony przez Sashę musi zostać odbudowany. Czas na łyżkę dziegciu w tej beczce miodu, po pierwsze ileż to już razy Spider-Man miał już zabić lub chociaż zmasakrować buźkę swojego wroga, gdy nagle na dźwięk słów "Wielka moc to wielka odpowiedzialność" zmieniał plany? Powinien się już nauczyć, że nigdy nie będzie zdolny nikogo zamordować. Po drugie to rysunki zdecydowanie słabsze niż w pozostałych częściach, ale składam to na karb pośpiechu. I jeszcze dwa plusy: nowa Miss Web i Tarantula Rise, to ostatnie trochę naciągane, ale zrobiło na mnie wrażenie. Podsumowanie 8/10.
wolvie111:
Dobry koniec bardzo dobrej historii. W sumie nic wielkiego się nie wydarzyło i liczyłem na większą zemstę niż odciśnięta dłoń na twarzy pani Sashy, ale czego można się spodziewać po Pająku. To na koniec załatwił kochający mężulek: -KRAKTT!!!-. Ciekawy był też wątek Madame Web i Arachne. Swoją drogą to polubiłem też tę blodwłosą córeczkę tatusia, młodą myśliwą. Od strony graficznej super. Bardzo podobały mi się rysunki. Numerowi dam mocne 8/10.
medyk:
Spodziewałem się trochę mocniejszego finału, ale i tak jest nieźle. Spider-Man w wersji black dawał radę, ale tylko do pewnego momentu, myślałem, że chociaż pozbawił Sashę wzroku (od razu skojarzyło mi się z The Other, Spider-Man vs Morlun) co byłoby lekko szokujące. No i liczyłem na występ Drew, wydawało mi się, że gdzieś w zapowiedziach "Grim Hunt" się przewijała. Za to dobry występ Jamesona :).  Rysunki momentami słabują, ale to dlatego, że rysowało je paru artystów, mi bardzo podobała się część stworzona przez Marco Checchetto, fajnie wypadł też niedawno w Daredevilu i powoli staje się on jednym z moich ulubionych rysowników.
LeGoL:
Dobre zakończenie świetnej historii. Spodziewałem się więcej, a na pewno tego, że Spyder okaże się mroczną stroną Piotrusia, która jest w stanie zabić, coś jak X-Force dla X-Men. Nie dostałem tego i chyba to mnie najbardziej rozczarowuje, bo była by to świetna zmiana przed OMIT, a tam mamy znowu bzdety o odpowiedzialności. Cała reszta jest bardzo dobra. Kraven wypada genialnie, córeczka zapowiada się jeszcze lepiej. Mamy nową Madame Web i Kaine wraca w nowej postaci. Zdecydowanie najlepsza historia po OMD, wraz z "Shed". 9- na 10.

Astonishing Spider-Man/Wolverine #2
Delirium: Jest coś takiego w tej historii, że natychmiast się w nią wciągam i czuję, się jakbym czytał coś naprawdę... cóż - astonishing. Nie wiem do końca, co to jest, ale może przed finałem się zorientuję, to Wam powiem. Może to granicząca z fetyszyzmem fascynacja Aarona Orbem? A może lekkie poczucie absurdu w takich pomysłach jak Doom "I'm not Apokolips, I just kinda look alike" The Living Planet? Po prostu czuć, że autor ma niezłego tripa i chce się tripować razem z nim. Aha, i bardzo bym chciał, żeby Aaron regularnie pisał Pająka. Grafika też dobra, więc za całokształt będzie nawet 8/10.

eAvengers Academy #2
Delirium: Finesse wyrasta na najciekawszą postać z całej tej bandy. Przynajmniej jeśli będzie konsekwentnie prowadzona. Jej podejście i kombinacje wyszły naprawdę ciekawie. Jako zgrzyt traktuję natomiast pomysł, że jest córką Taskmastera. Ludzie, litości! W ciągu ostatnich paru miesięcy rozwiązał się worek z dzieciakami klasycznych łotrów. Czy oni się umówili na jakiś zbiorowy rozpłód któregoś pięknego dnia kilkanaście lat temu? To się zaczyna robić absurdalne i bynajmniej nie zabawne. No, ale wróćmy do numeru. Reszty młodych praktycznie nie widać, tylko gdzieś się plączą w tle. Część kadry nauczycielskiej dostaje więcej czasu, ale też jako dodatek do wątku przewodniego. Rysunki są bardzo nierówne. Ogólnie 6/10.
Hotaru: Podobają mi się rysunki McCone'a. Uważam, że pasują do tego tytułu, a może nawet miejscami go przerastają. Bo sam tytuł, nie oszukujmy się, na razie nie jest niczym nadzwyczajnym. Fabuła wydaje się poprawna i... nic ponadto. Czytając ten numer odnosiłem wrażenie, że skądś już znam tę historię. Może to celowy zabieg, bo podobno najbardziej lubimy to, co już znamy, ale brakuje mi tu czegoś świeżego, co z miejsca zaintrygowałoby czytelnika i skłoniło do sięgnięcia po kolejny numer.
colossus28: Odnoszę nieodparte wrażenie, że komiks ten nie może złapać swojego rytmu, wszystko rozwija się bardzo powoli i oprócz tego, że istnieje Akademia i ma prostować zbuntowaną młodzież, nic nie wiadomo. Chyba sam Gage nie ma pomysłu na tę serię, wszystko to chodzi na wolnych obrotach, nie może znaleźć swojej ścieżki rozwoju. Dwa takie numery można wybaczyć, toż to dopiero początek, ale w kolejnych częściach oczekuję przyśpieszenia, bo ocena już nie będzie taka wyrozumiała. 5/10
wolvie111:
Ojj...dużo się trzeba było naczytać - dłuugie dialogi. Niestety, jedyny tak naprawdę ciekawy moment to końcówka. Postacie nadal średnio mnie przekonują i nie wyobrażam sobie ich u boku Captaina America czy Ms. Marvel w przyszłości. Ogólnie charakter komiksu nie bardzo mi się podoba. Po prostu się nudziłem. Rysunki średnie. Dam 4/10.
LeGoL: Finesse wyrasta na moje 'namber łan' w tej serii. A reszta ogólnie ssie. Rysunki też jakoś bez rewelacji. Gdzie ta stara, dobra Inicjatywa?? 4/10

Captain America/Black Panther - Flags Of Our Fathers #4
Delirium: "Bla bla bla white guys are bastards bla bla but Americans are friendly bastards bla bla bla bla find your black pride Gabriel bla bla bla you owe everything to Wakanda Captain America!" I macie streszczenie gotowe. Generalnie jest to tradycyjny bullshit podlewany crapem i w dodatku z kiepską grafiką. Szkoda czasu - 2/10.

Daredevil #508
Delirium: No i już wiem, jak to się skończy. Murdocka coś opętało, więc w końcówce się przełamie, obróci przeciwko Hand i wszystko będzie cacy. Naprawdę byłoby lepiej, gdyby pokazali, że w końcu się złamał i powoli doprowadzali go do porządku, bo tak jest to po prostu zagranie eventowe i nic więcej. Ale numer ogólnie niezły. Głównie za sprawą Dakoty i spółki oraz rysunków De La Torre. Nawet komisarz Gordon zaliczył gościnny występ. Dam takie średnie 7/10.
colossus28:
Shadowland nam się rozkręca i trzeba śmiało powiedzieć, że ten tie-in był lepszy niż główna miniseria. Oczywiście nie wiemy, co się stało z przedziurawionym Lesterem, bo to nie ta historia i nie ten komiks, ale tutaj wyraźnie widać, jakie demony zawładnęły Mattem w przenośni i dosłownie, bo te jego karmazynowe ślepia to raczej nie efekt "czerwonych oczu" na fotografii. Znowu mamy świetną pannę North i nawet tchórzliwy Nelson dla przyjaciela jest w stanie przekroczyć swoje granice. W pełni zasłużone 8/10.
wolvie111:
Shadowland idzie naprzód. Bardzo dobry numer, robi się coraz ciekawiej. Matt pokazuje prawdziwą twarz. Osobiście zaczynam lubić tą White Tiger ;). Rysunki na wysokim poziomie. Czekam na więcej. Dam 8/10.
LeGoL: Lepsza część Shadowland, która naprawdę mnie wciągneła. Klimatyczne rysunki, dobre dialogi, co jest nie tak? Może to, że znając życie, Dark Daredevila wytłumaczą opętaniem... bzdet. Ale jest solidnie więc solidne 7/10.

Deadpool Corps #4
Delirium: Kolejny raz przeklinam ogólną liefeldozę tej serii. Ale muszę przyznać, że uczucie znudzenia przełamało wielkie oko i całkiem interesująca postać Broken Blade. Jakby do czegoś zaczęło to w końcu zmierzać. Wciąż jednak nie dam więcej niż 5/10.

Girl Comics vol. 2 #3
Delirium: Numer ma dwa jasne punkty: zakręcona historyjka o popijawie w knajpie i fajny pin-up z Enchantress. Reszta to dno, muł, wodorosty. Jeśli więc ktoś koniecznie chce zobaczyć pijaną Kitty i dowiedzieć się, o czym bohaterki dyskutują w damskiej toalecie, może poświęcić trochę czasu, ale jeśli nie jest mu to do życia niezbędne, lepiej trzymać się z daleka. Dam 3/10, ale to i tak zawyżona ocena.
Black Bolt:
Heh, zawsze mnie śmieszą takie projekty. Że niby kobiety lekceważone w branży muszą robić komiksy o kobietach lekceważonych w komiksach. Cóż, jakby scenarzystki były dobre, a historie o bohaterkach świetne, to nikt by ich nie lekceważył. A tak zalewa się tylko czytelników od roku tonami kiepsko wykonanego femcrapu. Nie idźcie ta drogą Marvelu, i ty psie Sabo...
A jeśli miało to pokazać, że rynek komiksowy wcale nie jest taki szowinistyczny, to chyba coś nie wyszło, bo z całej miniserii najlepsze są pin-upy
roznegliżowanych komiksowych babeczek. Ogólnie jedno wielkie heh z całej tej kobiecej inicjatywy.

Gorilla Man #1
Delirium: Całkiem niezły początek i oryginalny przeciwnik - Borgia Omega. Już mi zapachniało absurdem i surrealizmem, ale jednak nie. Autorzy zdecydowali się wrócić do klasycznego dla Atlasów bulbotania, które szybko się nudzi. No i obowiązkowy origin człowieka-goryla plus przedruki jego występów z lat pięćdziesiątych. 5/10 z małym plusem za początek.

Invincible Iron Man #28
Delirium: Tradycyjnie już nuda. Dużo gadania o niczym, jakieś niejasne hinty, że coś może się wydarzyć… ale nie, jeszcze nie teraz. Jeszcze pogadamy i wyskoczymy z kolejnym genialnym planem. No i pojęcie "mimika maski" nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia. Ziewam przeciągle i wystawiam 4/10.
Black Bolt:
Przejrzałem to i od razu też nadrobiłem kilka posiege'owych numerów i jednym słowem, tragedia. Co się stało z tą serią? Kiedyś nie czytałem tego, ale zawsze przyjemnie się to chociaż kartkowało. Rysunki co rusz były śliczne, a historia prosta i efektowna, że nie trzeba było się zbytnio w nią zagłębiać. A teraz nawet ciężko to przekartkować. Larroca i Fraction zawodzą na całej linii.
wulkan999: To ja już wiem, dlaczego wszyscy tak nie lubią tego Fractiona. Ten numer to jedna wielka nuda: 0 akcji, bajeczka o samochodzie napędzanym repulsorem i kilka stron, na których widać zbroję... a już największym bezsensem jest ostatnia strona, nie wiem, co to ma oznaczać, ale Matt chyba myśli, że jak się Pepper w zbroję ubierze, to wszyscy się ucieszą... szkoda, że mój ulubiony bohater trafił na Fractiona, ciekawe, jak by to wyglądało, gdyby numer prowadził Ellis. Ocena za numer: 2/10 za te kilka fotek ze zbroją.
LeGoL: Znalazłem plus w tym numerze! Może raczej nie zauważyłem minusa, jakim były zbroje robiące miny. Albo to przeoczyłem? Nie wiem, nie mam zamiaru zaglądać tam jeszcze raz, bo miałem dobry obiad dzisiaj i nie chcę go zwracać. Rysunki do bani, fabuła do bani, okładka bez rewelacji... 1/10 i po raz kolejny nawołuję: Idź pan w piździec panie F.

Iron Man Noir #4
Delirium: Solidne zakończenie z dużą dawką akcji i wszystkimi niezbędnymi wyjaśnieniami. Teraz już mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to najlepsza jak dotąd seria spod znaku Noir, więc tym bardziej ucieszyła mnie subtelna zapowiedź kontynuacji. Co tu mówić więcej? Oby jak najszybciej i oby na tym samym poziomie. A na zakończenie tego rozdziału solidne 7/10.

fThe Thanos Imperative #2
Delirium: Oj, dzieje się, dzieje… Jest bardzo intensywnie i na każdej właściwie stronie czuć ciężar wydarzeń. Na scenę wkraczają nowi gracze, którzy dodają powagi sytuacji, więc nie ma już wątpliwości, że to największe z ostatnich kosmicznych wydarzeń. Guardians sami w sobie wymietli, a Thanos jeszcze podsycił ogień. Nova i spóła też nieźle sobie radzą plus coś zaczyna się klarować w kwestii anomalii. Tylko ta ostatnia strona wywołała u mnie nie do końca pozytywne skojarzenie z niejakim Anti-Monitorem. Ale i tak należy się mocne 7/10.
Hotaru: Wojna totalna! Po pierwszym numerze wydawać by się mogło, że poprzeczka nie może zostać podniesiona jeszcze wyżej, ale DnA podrzucili ją o kolejne kilka metrów w górę. Epickość toczącej się na kartach komiksu walki wprost obmywa czytelnika, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do tego, jaki tegoroczny event Marvela jest największy.
czarny_samael:
Podobała mi się przede wszystkim walka GoG i Defenders i mocne wejście Thanosa, który, jak widać, odzyskuje siły. Walka w kosmosie już trochę słabsza, praktycznie bez emocji. Pozytywnie odebrałem pojawienie się Celestiali, gdyż podczas żadnego innego eventu kosmicznego ich nie było. Dużym zawodem był natomiast finał. Nie zrobił on na mnie kompletnie żadnego wrażenia. Minusem jest brak wyjaśnienia udziału w walce Proemial Gods, ale jest światełko nadziei, gdyż pojawił się Korvus. Oznacza to, że DnA nie mają zamiaru zostawiać czegokolwiek domysłom. Rysunki całkiem dobre, choć bez szału (Drax w tym kostiumie mnie denerwuje). 8/10
LeGoL: Rozpierducha coraz większa. Abstracty już w walce, Thanos nabiera sił. Surfer miał świetne wejścia w tym numerze. W zasadzie tu nie ma co komentować, nie ma nic do zarzucenia, a rewelacje pewnie zostaną na koniec. Koniec tego zeszytu zresztą kopie po jajach! 8/10

Ultimate Comics Spider-Man #12
Hotaru: Kolejny dobry numer. Bendis świetnie pokazał, jak życie Petera powoli zaczyna się rozpadać. Atmosfera zagrożenia jest namacalna i ani na chwilę nie mamy wątpliwości, że to poważna sprawa. Lafuente też daje radę, jego rysunki są odpowiednio klimatyczne, niektóre kadry wręcz są perfekcyjne, jeśli chodzi o ich wymowę. Nie ulega wątpliwości, że jest to teraz najlepszy tytuł ze świata Ultimate.


Uncanny X-Men: The Heroic Age #1
Delirium: Homo superior wkraczają w erę bohaterów przy wtórze fajerwerków i koszmarnych dialogów. Technicznie rozegrane jest to całkiem sprytnie, są nawet przyzwoite momenty, ale ogólne wrażenie nie jest pozytywne. Szczytem wszystkiego jest Cyclops, rozwalający łby dinozaurom dla zabawy. Toż nawet wściekły Wolverine nie patroszy zwierzyny ot tak sobie. Niesmaczne to jest i głupie. Resztę da się przeżyć, ale jak już wspomniałem - dialogi wołają o pomstę do nieba. Rysunki zresztą też miejscami. Dam 4/10 tylko dlatego, że w sumie składa się to w nawet logiczną całość.
Hotaru: Gdyby była to część serii, nazwałbym ten numer zapchaj-dziurą. A ponieważ nie jest, to nie wiem, jak go nazwać. Z całego numeru istotne są może ze trzy strony, a reszta to widocznie tylko znak, że kiedy Fraction zacznie pisać, to trudno mu przestać. Graficznie ten komiks to dla mnie zaskoczenie - najwięcej spodziewałem się po Portacio, a dostałem od niego najmniej. Najlepiej wypadł McKelvie.
lunatik: Taki sobie. Scott poluje na dinozaury ze Stevem - może mi się zdaje, ale czy w związku z tym całym wymieraniem mutantów rozsądne jest pokazywać, jak ci zabijają inny zagrożony gatunek? Minus dla chronologii, bo dostaliśmy info, że jakiś czas temu pojawiło się kilku nowych mutków. No i w końcu dostaliśmy dowód, że koza to tylko kolejna mutacja, bo jak inaczej wyjaśnić pojawienie się kotowatego Beasta i kozy :P.
LeGoL: Solidny łanszot wprowadzający Homo Superior w Heroic Age. Coś ponadto? Raczej nie, warto przeczytać, ale można zapoznać się tylko z istotnymi rzeczami i obok reszty przejść obojętnie. Technicznie jest to ciekawy numer, spodziewałem się, że dostaniemy te trzy historie jedna za drugą, a wymieszanie ich dało zaskakująco dobry wynik. Rysunki? Beast w swojej historii wyglądał gorzej niż źle. A czy przypadkiem rysownik opowieści z Hope to nie ten sam, co kiedyś rysował W:O? Jeśli tak, to się poprawił. 7/10

World War Hulks: Spider-Man vs. Thor #1
Black Bolt: Lol. Potworny crap i jeden wielki wtf jak w przypadku przygód zhulkowaconego Deadpoo to to na pewno nie jest, ale ten komiks jest kompletnie o niczym. Oni naprawdę tam się tylko tłuką i nic więcej. Zero fabuły. Scenarzyści próbują to tłumaczyć jakimś zlepkiem losowych wspomnień, ale nieudanie. I tylko rysunki Jorge Moliny w sekwencjach z przeszłości wybijają się w tym wszystkim pozytywnie. Aż musiałem kilka razy sprawdzić, czy to aby na pewno on. Szoka, że zazwyczaj tak nie rysuje.
W tym komiksie nic nie ma, więc oceny też nie będzie.

World War Hulks: Wolverine vs. Captain America #1
Black Bolt: Dokładnie to samo, co powyżej. Bezsensowna młócka i losowe wspomnienia, które mają ją jakoś tłumaczyć. Tutaj chociaż jeden ze scenarzystów za pomocą Rosomaka starał się pokazać wpływ promieniowania gamma na psychikę, ale zostało to przytłoczone przez całą resztę. A rysunkowym pozytywnym zaskoczeniem okazał się team Gurihiru. Styl mocno cartoonowy, jeden z tych nielicznych, które akurat toleruję.
Oceny znowu nie wystawiam, bo nie ma czemu.


X-Force: Sex And Violence #1
Delirium: Wyjaśnijmy sobie jedno: to jest amerykański komiks, więc jedyny seks, jakiego możecie się tu spodziewać, jest w tytule. Ba! Już to straszne słowo załatwiło mu rating "parental advisory", chociaż w środku nawet brzydkie słowa są wykrzakowane. Gdyby tytuł miał znaczek MAX, może - mooooooże - byłaby szansa na kawałek nagości, ale tak… FORGET IT! Co innego przemoc, bo to Jankesów nie gorszy. Jest więc sieczka i dużo krwi. Yay! Na szczęście zeszyt ma do zaoferowania coś więcej, bo fabuła już na wstępie jest wciągająca, a rysunki pana Dell'Otto bardzo zachęcające. Warto było czekać i warto przeczytać. Nawet mogę dać 8/10 za ogólne walory.
Dżentelmen:
Dużo dobrej akcji z udziałem Domino i Wolviego. To właśnie lubię, mało dialogów, a mnóstwo efektów dźwiękowych, w tym podwójne "snikt". Nawet nie obchodzi mnie to, że było tam coś o Hand, bo Daredevil się na pewno nie pojawi. Arcydzieło w 200 słowach. Oni naprawdę mało gadali.
colossus28:
Dostaliśmy sporą dawkę tego, co jest określone w tytule dwoma rzeczownikami, pierwszego może ciutkę mniej, bo jeden buziak wiosny nie czyni, ale sympatycy wszelakich masakr powinni być ukontentowani. Bo to typowy komiks dla tych, którzy lubią szybko, krwawo i okrutnie i pod tym kątem ten zeszyt sprawdza się znakomicie. Dobrze, że Foley był pod ręką, bo szkoda by było pięknej Domino. 7/10
wolvie111: Druga część tytułu jak najbardziej! Dużo krwawej akcji i obiecująca historia. Seksu niewiele, ale tym bym się nie przejmował, bo to nadejdzie wkrótce. Rysunki przekonujące i obiecująca końcówka...8/10.
LeGoL: X-Force w najlepszym wydaniu. Dużo krwi, mało gadania i świetne rysunki. Jak tu jeszcze sex dojdzie, to tylko się cieszyć. 8+/10

X-Men Origins: Deadpool
Delirium: Pomysł z filmem wygląda zachęcająco, ale niestety zaraz zaczyna się bullshit. I nie jest to zwykła kaka, tylko ogromny, śmierdzący placek. Każdy, ale to dosłownie każdy scenarzysta, który zabiera się za Deadpoola, wykazuje jakieś perwersyjne tendencje do wywracania jego originu na lewą stronę. Kelly, Priest, Tieri, Simone, Nicieza, a teraz Swierczynski przedstawili to zupełnie inaczej. I to nie troszkę inaczej, ale skrajnie inaczej. Nikt już nic nie wie i nic nie ma sensu. Skoro już nawiązaliśmy do filmu, to można to nazwać tylko czeskim filmem. A ponieważ oryginalny origin miał najwięcej sensu, tej kiepskiej parodii mówię zdecydowane NIE! Raz jeszcze 3/10.
LeGoL: Przeczytałem dwa dni temu, chyba nawet nie było złe, ale już zapomniałem ocb? Z tych wszystkich nowych X-Men Origins, ten był chyba najlepszy, napisany z pomysłem. 6-/10.

X-Men: Second Coming #2
Delirium: Epilog do wielkiego wydarzenia, jak to w epilogach zwykle bywa, z jednej strony podsumowuje wydarzenia, a z drugiej przynosi zapowiedzi na przyszłość. Jako całość wypada to całkiem przyzwoicie, ale niektóre szczegóły mi się nie podobały. Dobrze wypadł pogrzeb, debiut nowego X-Force i początek z zagubioną Hope. Najgorzej - jakby kogoś to miało zdziwić - wyszedł ostatni rozdział, napisany przez Fractiona. Facet już chyba piąty raz opisuje, jak to Beast odchodzi, ale ani razu nie zrobił tego porządnie. No i trochę mnie niepokoją te jego pomysły odnośnie Phoenix, bo niektórym po prostu nie można dawać takich rzeczy do zabawy. Dziecko plus zapałki równa się pożar - te sprawy. A ponieważ to właściwie nic nie wnosi do samego eventu, dam średnie 6/10.
Hotaru: Z tego całego komiksu najlepsze są dwie strony rozmowy Wolverine'a i Storm. Kyle i Yost uchwycili w tych kilku kwestiach tyle uczuć, tyle żalu i tyle miłości, że nie sposób zignorować tej dawki emocji. Być może ostatnia przyjacielska rozmowa Logana i Ororo, kiedy oboje zdają już sobie sprawę z tego, jak bardzo się od siebie oddalili, lecz ze względu na pamięć Kurta podejmują tę ostatnią próbę. W porównaniu do niej, nawet scena pogrzebu Cable'a wypada płasko i sztucznie. Dlatego nie napiszę o pozostałych historiach - bledną w porównaniu do tych dwóch stronic.
dcolossus28: Czterech, a raczej pięciu scenarzystów pisało nam Second Coming i ostatni zeszyt jest udziałem ich wszystkich. Cztery rozdziały, które kończą pewną epokę i dają podwaliny pod nową, napisane są wcale nienajgorzej. Ciężko oceniać je jako osobne historie, bo mają ze sobą wiele wspólnego i powinno się je opasać klamrą łączącą je w jedną dobrą opowieść. Godne pożegnanie ciekawego eventu zasługuje na 8/10.
wolvie111: Porządne zakończenie dobrej serii, jaką było Second Coming. Mamy odpowiedzi na pytania, widzimy, co dzieje się dalej z bohaterami. Szkoda, że podzielono na cztery części, ale nie było źle. Ciekawa rozmowa Storm i Logana i niestety brak rozmowy Storm z Cyclopsem, której byłem ciekaw. Świetny końcowy moment Hope i Emmy, co napawa ciekawością na kolejne numery. Dam mocne 7/10. Przy okazji można ocenić całą serię SC. Zdecydowanie najlepiej wypadały numery X-Force, a najgorzej UXM. Nie brakowało akcji i dobrych epizodów. Wszyscy mieli swoje chwile, choć mi osobiście brakowało w akcji Emmy. Ogólnie podobało mi się.
LeGoL: Finał. Dobry finał. Sam numer to sinusoida, jaką był cały ewent. Przeciętnie dobre New i Legacy, fatalne Uncanny i genialne X-Force. Mimo wszystko dobre. Mutanci wracają, ONA wróciła. A co z całym SC? Myślę, że gdyby nie Fraction, to mógłby być jeden z najlepszych X-eventów wogóle, ale pan F. nie zawalił aż tyle, żebym nie mógł powiedzieć, iż jak dla mnie to najlepsza historia (bezpośrednio wśród X-Men) od czasów House of M/Decimation. Na mój gust, niewiele bo niewiele, ale jednak przebiła Messiah CompleX, czy to dlatego, że mutanci wyszli na prostą? Jako gatunek owszem, personalnie wśród podwładnych Scotta nie jest dobrze. Kurt i Cable nie żyją. Logan na własną rękę zakłada nowe X-Force, Beast odszedł i patrzeć, jak Ororo zrobi to samo, a do tego Hope to Phoenix. Jest świetnie, oby przyszłe historie tego nie zawaliły.Tytuł numeru tygodnia nieco naciągany, ale za to, że kończy SC, które mimo wszystko okazało się dla mnie niezwykle miłym zaskoczeniem. Sam zeszyt 8/10, Second Coming: 9/10.
owcaboski:
Końca trylogii nadszedł czas, "no more mutants" także. Jeśli chodzi o zeszyt jako całość, to raczej jest on epilogiem do całej historii niźli jej częścią jako taką. Co w nim mamy? Pięciu scenarzystów, których zadaniem jest przedstawić nowe status quo. Nowy skład X-Force już mi się podoba, mam nadzieję, że serie poprowadzą Kyle i Yost, mamy też dwie ważne zapowiedzi przyszłości - cząstkę Phoenix i "kosę" (nóż) z Emmą oraz pięć nowych punktów w Cerebrze. Sami X-Men stali się chyba na dobre częścią Heroic Age i może biadolenia pokroju "we must save our species" będzie mniej - gdyż ono od dłuższego czasu mnie już nudziło. W numerze zabrakło jednak definitywnej odpowiedzi, kim i czym jest Hope i czy miała/ma/będzie miec coś wspólnego z odrodzeniem mutantów. Spodziewałem się, że zakończenie trylogii da definitywne odpowiedzi, ale cóż, można to przeżyć i bez nich... Mam nadzieję, że scenarzyści nie każą nam na nie długo czekać. Podsumowując solidny epilog świetnej historii - miejmy za sobą Decimation i spójrzmy wraz z Cyclopsem w przyszłość rysującą się w lepszych barwach... Ocena: 8/10.

X-Men Second Coming: Revelations - Hellbound #3
Delirium: I tu również dobre zakończenie dobrej historii. Coś się ruszyło w relacji między Pixie a Illyaną, podtrzymane zostało zainteresowane drugą osobowością Gambita, a Sam miał swój wielki dzień. Nie miałbym jednak nic przeciwko jeszcze jednemu numerowi, który odpowiedziałby na wszystkie pytania, jak to o powrót N'Astirth, ogólną sytuację w Limbo czy wpływ tego wszystkiego na główny event i uwikłanych bohaterów. A tak, końcówka wydaje się trochę zawieszona w próżni. Rysunki tym razem bardzo chwiejne, zaś ogólna ocena to solidne 7/10.

Hotaru: Naprawdę dobry finał! Podoba mi się, że tu tak naprawdę chodzi o historię Pixie i Magik, a nie Hope. Związek z Second Coming jest prawie żaden, ale nie czuję się z tego powodu oszukany, wręcz przeciwnie. Yost dostarczył naprawdę dobrej historii opartej na charakterach. A Tolibao starał się jak mógł, by ją zilustrować. W tym numerze starał się mniej, niż w dwóch poprzednich, ale doceniam jego dobre chęci i wybaczam wszelkie wpadki za jeden badassowy kadr z Illianą i Victorem. Saga Megan i Illiany jeszcze się nie skończyła i chętnie zobaczę, jak potoczy się dalej.
wolvie111: Koniec świetnej opowieści. Opętani X-Men wrócili do siebie, choć Gambit jakoś nie do końca. Cała seria bardzo mi się podobała i trochę się bałem, że końcówka może wszystko zepsuć, ale wypadło bardzo dobrze. Dużo akcji, fajny skład drużyny i nawet trochę Pixie polubiłem. Rysunki, choć drażniły na początku, to z czasem dostrzegłem, że są spoko. Dam mocne 8/10.
LeGoL: Świetny spin-off do SC. Fabuła bardzo dobra, Death ownował, tylko te rysunki jakieś takie... Momentami ładne, szczegółowe, by za chwilę dać taki kadr, że nie wiedziałem, czy patrzę na twarz Pixie, czy na leżącą przede mną bułkę z pasztetem i pomidorem. Ale historia bardzo dobra. 8/10





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

aX-Force: Sex and Violence #1

Autor:
Gabrielle Dell'Otto


Hotaru: Cóż mogę powiedzieć, Dell'Otto narysował okładkę idealnie oddającą tytuł komiksu, który reprezentuje. Krew, dymiące pistolety i szpony Logana reprezentują przemoc, zaś sama czynność, której oddają się postacie... no, sami wiecie. Rysownik podbił jeszcze wartość artystyczną okładki, przesuwając postaci z centrum kompozycji na jej flankę i dodając klimatyczny i wymowny refleks, zabarwiający całość nutką seksualnej frywolności.



Gniot tygodnia:

bAvengers Academy #2

Autor: Mike McKone

Delirium: Hotaru podebrał mi hiciora, więc wyładuję się na tym gniocie ;). Ta okładka to jakiś anatomiczny koszmar. Fizjonomiczny zresztą też. Wszyscy mają za duże głowy i za małe twarze na nich. Pozycje są skrajnie nienaturalne, a proporcje jakoś dziwnie powykręcane. Quicksilver na przodzie wygląda jakby jednocześnie biegł, płynął kraulem i zabawiał się w Kaszpirowskiego. Pym ma łeb jak sklep i przerwę między torsem a stopami. Justice ma najszersze bary i najdłuższy zad na świecie, a dolna część ciała Speedballa najwyraźniej straciła kontakt z rzeczywistością. Tylko Tigra jakoś by wyglądała, gdyby nie te prostowane na beczce nogi.





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.07.14


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.