Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1951 - Witamy Atlas Comics

1951 - Witamy Atlas Comics

atlas_logo.jpegW XXI wieku słowo "marka" cieszy się wielkim respektem. Firmy dbają o promocję swojej marki, inwestując wielkie nakłady finansowe, żeby zapewnić sobie wysoką rozpoznawalność i przychylność klientów. Martin Goodman nie kierował się tą zasadą. W latach czterdziestych na jego komiksach przez pewien czas pojawiało się logo Timely Comics, a później Marvel Magazine i Marvel Comics, ale w wielu przypadkach na okładkach nie było żadnej informacji o wydawnictwie. W 1951 roku Goodman zmienił sposób dystrybucji i założył Atlas Publications. To przedsiębiorstwo miało odpowiadać za dystrybucję wszystkich jego wydawnictw (oprócz komiksów wydawał również książki oraz magazyny) i zmniejszyć obciążenie finansowe. Zaowocowało to pojawieniem się logo Atlas na wszystkich komiksach i chociaż oficjalnie wydawnictwo komiksowe nie zmieniło nazwy, to przyjęło się, że gdy mówi się o Marvelu w latach 50., stosowana jest nazwa Atlas Comics.

coverWśród debiutujących w 1951 roku serii zdecydowanie trzeba wyróżnić Strange Tales. Początkowo nic nie zapowiadało, że będzie to istotny tytuł. ST był dość standardowym przedstawicielem komiksowych horrorów, które zyskiwały coraz większą popularność. Pewnie nikt nie spodziewał się, że seria przetrwa aż 168 numerów, oczywiście znacznie ewoluując. Na jej łamach zadebiutowało wielu interesujących bohaterów, zwłaszcza ze świata magii i kosmosu Marvela: m.in. Doctor Strange z Wongiem, Fin Fang Foom, Gamora, Brother Voodoo, Dormammu, Eternity czy sam Living Tribunal. W latach sześćdziesiątych, już po powrocie superbohaterów do łask, Strange Tales składało się przeważnie z dwóch historii. W jednej z nich głównym bohaterem był Doctor Strange, a w drugiej najpierw Human Torch, a w ostatnich kilkudziesięciu numerach serii Nick Fury. Seria miała szczęście do scenarzystów i rysowników: swój wkład w jej rozwój wnieśli między innymi Stan Lee, Bill Everett, Jack Kirby, Steve Ditko i Jim Steranko. Nick Fury autorstwa ostatniego z nich był chyba największym osiągnięciem Strange Tales, a może nawet jednym z najoryginalniejszych komiksów całego Silver Age. Surrealistyczny, psychodeliczny styl Steranko był przełomem w sposobie prezentowania komiksowych opowieści. Szczegółowe informacje na temat jego krótkiej, ale wybitnej kariery możecie spodziewać się przy opisie końcówki lat sześćdziesiątych.

Wróćmy jednak do początków Strange Tales. Pierwszym, co rzuca się w oczy na jej okładkach, jest słowo "Strange" pisane wielką czcionką. To słowo pojawiało się zresztą na okładkach przeważnie w kilku miejscach. Dodatkowy napis "Strange Tales of Startling Suspense!" również podkreślał tajemniczość serii i miał budować atmosferę niepewności. Oczywiście sama ilustracja również prezentowała różnego rodzaju dziwne i niepokojące sytuacje, które miały działać na wyobraźnię czytelników.

coverW początkowej fazie Strange Tales składał się przeważnie z 3-4 krótkich historii, co było standardem w ówczesnych czasach. W pierwszym numerze znalazły się cztery niezależne opowieści. W pierwszej z nich amerykański pilot prowadzący patrol nad Koreą trafił przypadkiem na małą wyspę, na której swoją tajną bazę założyli przybysze z... Saturna. Wrogo nastawieni i technologicznie wysoko zaawansowani kosmici zamierzali podbić Ziemię, ale nasz bohater wyrwał się z ich rąk i dotarł do USA. Niestety został uznany za chorego psychicznie i wysłany do szpitala psychiatrycznego. Nie było więc happy endu - wręcz przeciwnie, na zakończenie okazało się, że wojskowy, który nie dał wiary jego słowom, był agentem kosmitów. Czytelnicy dostali ostrzeżenie, żeby nie ufać nikomu w obliczu globalnego zagrożenia, czyli znów typowe dla lat 50 nawiązanie do Zimnej Wojny. Druga opowieść poświęcona była szalonym naukowcom, którzy stworzyli serum umożliwiające transformację małp w ludzi i na odwrót. Zapewne gdy na Avalonie pojawi się streszczenie tego komiksu, to cytatem numeru będzie kwestia: "My hobby is evil and power... But being a man I cannot be as evil as I wish... If I only had the soul and power of an ape...". Trzecia historia nie należała do zbyt przerażających, za to czwarta była chyba najmocniejszym punktem Strange Tales #1. Krótka opowieść o mechaniku, który najpierw ma senny koszmar, a potem przeżywa go na jawie, mogła wywołać dreszcze.

Poziom historii w kolejnych numerach był bardzo zróżnicowany. Sporo było nieciekawych i przewidywalnych historii, ale zdarzały się również perełki. Do tych drugich należała na przykład opowieść z #2, w której myśliwy polujący na zające w końcu pada ich ofiarą. Zwierzaki rzucają się na niego i odgryzają mu nogę, w myśl zasady, że skoro ludzie uważają, że zajęcza łapka przynosi szczęście, to im da pomyślność ludzka kończyna. Warto podkreślić fakt, że często historie kończyły się nieszczęśliwie i pozytywni bohaterowie wcale nie wychodzili zwycięsko ze starcia z przerażającym złem. Nie brakowało również ofiar śmiertelnych, nierzadko ginących w wymyślny, czy wręcz perfidny sposób. Tak samo działo się w innych horrorach Atlas Comics i dziesiątkach serii innych wydawnictw. Poziom drastyczności rósł w kolejnych miesiącach i dostarczał argumentów coraz głośniejszym przeciwnikom komiksów.

Innym kluczowym wydarzeniem pierwszej części lat pięćdziesiątych był wybuch Wojny w Korei. Chociaż od zakończenia II Wojny Światowej minęło zaledwie kilka lat, to ten konflikt zbrojny był diametralnie inny od swojego poprzednika. Walka z nazistami była jasno uzasadniona i słuszna, czego nie można było powiedzieć o wydarzeniach w Korei. Tutaj konflikt był znacznie bardziej skomplikowany, a w grę włączyły się największe ówczesne komunistyczne potęgi, czyli Chiny i ZSRR. Skomplikowane zagrywki polityczne, połączone z dużą liczbą ofiar i długotrwałym patem w zmaganiach wojskowych, spotkały się z negatywną reakcją społeczeństwa amerykańskiego. Nic więc dziwnego, że nowa wojna została przedstawiona w komiksach inaczej niż poprzedni konflikt. Podczas II Wojny Światowej komiksy były radosną propagandą, które prezentowały walkę jako przygodę życia. Wojnie w Korei towarzyszyły bardziej zróżnicowane komiksy. Poza patriotycznymi i propagandowymi opowieściami pojawiły się znacznie bardziej ponure historie, które pokazywały koszmar wojenny. Ciągle sporo miejsca zajmowało radosne wyżynanie hord komunistów stylizowanych na potwory, ale coraz częściej wspominano o problemach amerykańskich żołnierzy: chociażby braku zaopatrzenia, stałym zagrożeniu, ranach, czy wreszcie dylematach moralnych i ogromnym stresie psychicznym. Wiele opowieści miało ton defetystyczny, wręcz nihilistyczny i nawet jeśli prezentowano w nich zwycięstwa militarne, to podważano ich wagę, wskazując, że rozstrzygnięcie konfilktu nastąpi w ciepłych i zacisznych gabinetach polityków, którzy nigdy nie postawią nogi w błotach okopów. Często pojawiały się również pytania dotyczące możliwości globalnego konfliktu nuklearnego.

coverNajwiększą wojenną "gwiazdą" Atlas Comics był Combat Kelly. W swojej własnej serii wraz z trochę nieporadnym sidekickiem "Cookie" Novakiem dokonywał wielkich czynów. Combat Kelly należał jeszcze do bardziej tradycyjnych tytułów wojennych i tytułowy bohater w ekranizacji powinien być zagrany przez Johna Wayne'a. Jego przygody bywały dość oryginalne: a to uratował się z niewoli surowych północnokoreańskich żołnierek, które oczarował amerykańskim swingiem; a to wioząc rannego płonącym wozem z sianem przejechał przez skład benzyny wroga (oczywiście niszcząc go); a to uwolnił się z lecącego helikoptera, wystrzeliwując flarę w jego wnętrzu - dzień jak co dzień dla dzielnego wojaka. W komiksach Marvela pojawiały się jednak również bardziej przygnębiające historie opisujące ciężki los oraz śmierć żołnierzy (często przypadkową, bezsensowną, bądź z rąk sojusznika). Poza tymi dwoma nurtami był jeszcze trzeci, którego przedstawicielem był sierżant Barney Barker, który w humorystyczny sposób pokazywał wojskową rzeczywistość. Ciekawe, ilu czytelników jego zabawnych przygód jakąś dekadę później trafiło do Wietnamu i zweryfikowało swoje wrażenia. No, ale skoro nawet Myszka Miki zachęca do męczeństwa... Warto też wspomnieć postać Kenta Blake'a, który otrzymał swoją serię. Ten agent Secret Service niestrudzenie tropił komunistycznych agentów i był wkładem Atlasa w gatunek komiksów szerzących panikę przed szpiegowską infiltracją wroga.

Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.