Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #150 (05.07.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 5 lipca 2010
Numer 26/2010 (150)



Jubileuszowy, sto pięćdziesiąty numer Pulse'a musiał być wyjątkowy. I w rzeczywistości jest taki. Powód? Tych jest kilka. Kolejny numer Astonishing X-Men wreszcie się ukazał. Tak, dobrze czytacie, został już nawet zopiniowany. Śmierć Hrabiego Draculi, drugi numer Secret Avengers i wiele innych. A to wszystko, by uczcić ten wyjątkowy numer.



Amazing Spider-Man Presents: American Son #2
Delirium: Nadal broni się skutecznie i zaskakuje. Harry i Norah to niezłe dynamic duo, więc gdyby ktoś chciał zbliżyć ich do siebie, może udręczony synek Normana do czegoś by się w końcu przydał. Tatko Osborn w roli Hannibala Lectera wypada również nieźle. No i jest Gabs, przy którym sprawy nieco się komplikują. Czyżby American Son był w jego głowie czymś takim, jak Goblin w głowie Normana? Tyle, że - no wiecie - pozytywnym? Grafika również na plus, a za całość dam 7/10.
Krzycer:
Ok, teraz się całkiem pogubiłem, kto lata jako American Son. Anyway... Szkoda, że wyciągnięto Gabriela z zamrażarki, bo już prawie udało się zapomnieć o Sins Past, a tu coś takiego... Ale przynajmniej przygody Nory i Harry'ego dobrze się czyta.
LeGoL:
Fajne. Sposób prowadzenia Harry'ego mi się podoba. Gabriel to też dobry świr i w zasadzie można już obstawiać, że to on jest American Son, tylko ma paranoje w stylu ojca, z tym że jego drugie "ja" uratowało przyrodniego braciszka. Rysunki mnie nie raziły. Solidne 7/10.

avalonpulse1.jpgAstonishing X-Men vol. 3 #34
Delirium: Przeczytałem cały numer i ubaw miałem po pachy. Dialogi są wyśmienite i dobrze oddają chemię drużyny - nawet lepiej niż dotychczas w runie Ellisa, rzekłbym. Aż trudno mi wybrać jeden najlepszy, wiec czytajcie, czytajcie całość. Akcja też jest dobra i w miarę postępów udało mi się nawet przypomnieć sobie, o co chodziło w całej historii, bez wracania do poprzednich numerów. Tajemniczy wróg z przeszłości? Obstawiam Lorda Dark Winda, chociaż trochę się boję, że znowu wyskoczy jakiś Yoshida. I rysunki też na plus - Jimenez zawsze mi pasował. Jeszcze raz 7/10.
Hotaru: Jakaś cząstka mnie chciała, żeby ten numer był kiepski. Żebym mógł walnąć tekst o tym, jak to nie opłacało się czekać, i żeby Ellis lepiej już skupił się na Xenogenesis niż na tym wiecznie opóźnionym tytule. Ale niestety, pierwsza dyskusja między McCoyem i Summersem jest tak świetnie napisana, że nie sposób wysunąć tego argumentu. Jedyne, co mi się nie podoba, to rysunki Jimeneza, które są trochę zbyt retro i aż boję się pomyśleć, co by było, gdyby nie kolorował ich taki geniusz, jak Frank D'Armata. Pozostaje czekać na kolejny numer. Oby tym razem trochę krócej...
Krzycer: O tym, jak dobrze jest napisany ten numer powinno świadczyć to, że diablo mi się podobał, chociaż kiedy zaczynałem go czytać praktycznie nie pamiętałem, o co chodzi w tej historii, jaki cliffhanger kończył poprzedni numer, czemu oni spadają i gdzie właściwie są.
Mamy tu rozmowę Beasta ze Scottem, której tak mi zabrakło w Uncanny X-Men - a także równie potrzebne spuszczenie części powietrza z nadętych cojones Cyclopsa (jakkolwiek to brzmi).
Do tego dobry humor w wykonaniu Hisako i Emmy i bardzo porządne rysunki. Gdyby nie opóźnienia nie dorównujące chyba nawet temu, co działo się, kiedy tytuł tworzyli Whedon i Cassaday, byłoby super. A tak jest tylko bardzo dobrze.
BTW, który już raz Cyclops wykonuje takie mercy killing? Na początku runu Morrisona była niemal identyczna scena z tym bezużytecznym mutantem o trzech twarzach (który i tak zasłużył na wersję Ultimate ;) ).


Deadpool Team-Up #892
Delirium: Jakoś zawsze miałem sentyment do Satany Hellstrom. Nawet jeśli ktoś rysuje jej dwie połówki arbuza zamiast piersi, zajęczą wargę i zęby bobra. Zgadliście - grafika generalnie ssie. Ma swoje lepsze momenty w postaciach demonów, ale poza tym siorb-siorb, mlask-mlask. No właśnie, intryga jest - o dziwo! - interesująca. Zdołała zaskoczyć i sprawiła, że z ciekawością czekałem na rozwiązanie. Skłonny jestem nawet stwierdzić, że to teraz najlepsza z DPLowych serii… Chociaż pewnie następny numer wystawi to twierdzenie na próbę. Póki co, dam 6/10.

Deadpool - Wade Wilsons War #2
Delirium: A tu zupełne przeciwieństwo. Nie dość, że brzydko, to jeszcze nudno i nieśmiesznie. Nawet nie chce mi się produkować nad tym i szukać szczwanych metafor. Wystarczy jedno słowo: chybione. Zresztą, dla twórczości imć Swierczynskiego to akurat norma, więc yeah, whatever. Dam 3/10.
Krzycer:
Przynajmniej wyjaśniło się, że seria nie ma z continuity nic wspólnego. Ale o ile pierwszy numer mi się bardzo spodobał, to tu nie dostaliśmy prawie żadnego nowego materiału - odkrycie z końcówki jest interesujące, ale cała reszta to jakiś zapychacz.
LeGoL:
Tu nieco słabiej. Poza kontinuum? Lipnie... Ale Wade nadal ownuje, opcja z maską pod maską jako cliffhanger z poprzedniego numeru mnie rozłożyła. Póki co nie mam zbytnio na co narzekać, ale na pewno słabiej niż American Son zatem 6/10.

Death Of Dracula
Delirium: Ta historia ma się do klasycznego marvelowego Draculi jak średni opad roczny w Murmańsku do wysokości składek ZUS. I teraz nie wiem, czy powinienem mieć wyrzuty sumienia, bo cholera - spodobało mi się. Co prawda ten cały Xarus (ja tam wolę swojsko - Czaruś) to taki wampirowy Daken, ale cała reszta historii się broni. Wachlarz postaci jest bardzo ciekawy, intryga ładnie skonstruowana i zakręcona, łatwo wczuć się w akcję i nawet poczułem się zachęcony do wybrania strony konfliktu (co nie było takie trudne, zważywszy na odrzut od Czarusia). A, że ten renesans pomysłu wywala do kosza kilka dekad i tomy zasad marvelowego wampiryzmu… cóż, nigdy za nim nie przepadałem. Płakać nie będę. Rysunki są na dobrym poziomie, chociaż bez rewelacji. Niektóre sekty wampirów wypadły naprawdę fajnie. I jeśli nie wydarzy się nic ciekawszego, może to być nawet numer tygodnia z oceną 8/10.
avalonpulse2.jpgHotaru: Wiem wiem, wampiry są teraz na topie. Co z tego? Po ten komiks sięgnąłem tylko po to, by wiedzieć, na czym stoją marvelowi krwiopijcy w momencie rozpoczęcia następnego x-eventu, i ledwo mi się to udało. Bo ledwo przebrnąłem przez te odgrzewane i wyprane z oryginalności flaki z olejem. Jeśli event będzie równie zajmujący, to ja podziękuję.
Volf: Zapowiadany wampirzy event z X-Menami nie grzeje mnie ani trochę. Choć ten komiks bynajmniej nic w tym względzie nie zmienił, to jako samodzielny produkt wypada znakomicie. Wampiry, jak się okazuje, są wdzięcznym tematem do przedstawienia historii opartej na całej sieci intryg, zdrad i knowań. Nie miałbym nic przeciwko miniserii opowiadającej o wewnętrznych losach krwiopijców. Może po tej historii z X-Men?
Krzycer: ...wypada, jak wspomniał przedmówca, znakomicie. Wampiry i intrygi świetnie idą w parze, co wie każdy, kto grał kiedyś w Świat Mroku. Co prawda wszystkie te sekty, z którymi mamy tu do czynienia , pojawiają się chyba po raz pierwszy w Marvelu, ale nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby ten komiks miał być wskazówką dla kolejnych scenarzystów.
W każdym razie - Gischler ma u mnie spory kredyt zaufania na przyszłość.
A skoro o przyszłości mowa, to nadal nie rozumiem, czemu to akurat mutanci staną wampirom na drodze. Pewnie, w tym one-shocie mieliśmy krótką wzmiankę na temat tego, że wampiry też funkcjonują w świecie , który się ich boi i nienawidzi, ale to zdecydowanie za mało. Natomiast bardzo podoba mi się pomysł atlantydzkich wampirów. I spójrzcie - atlantydzki wampir zabrał głowę Draculi, a solowa seria Namora zaczyna się od historii związanej z tymi wampirami właśnie... Czyżby rozwiązaniem eventu miało być przywrócenie Draculi do życia przez X-Men?
Jakby miało nie być, życzyłbym sobie, by w historii pojawił się choć jeden kadr sugerujący, że X-Men skonsultowali się z MI-13. Zwłaszcza, że Blade ma być jednym z głównych bohaterów...

LeGoL: Yummy. Wampiry, intryga, sekty. Siada mi to. Rysunki też dobre. Oby przerzucenie akcji do mutantów tego nie spaprało. Jest dobrze i ja chcę wiecej takich komiksów o dzieciach mroku. 8/10.

Doomwar #5
Delirium: Ale się zrobiło wahadełko z tej serii. W jednym numerze przeskakujemy ze strony na stronę między czystą zajebistością a kompletnym bullshitem. Z jednej strony nieziemsko wręcz podobało mi się, jak załatwili Dooma finansowo i jak poprowadzony został Deadpool w tym wszystkim. Z drugiej do szału doprowadzało mnie, jak to wszyscy mówią zagadkami i wyciągają z rękawa dokładnie to, czego potrzebują w danej chwili, uzasadniając istnienie tego czegoś serią zawiłych i sprzecznych ze sobą słów. O ból głowy przyprawia mnie też zjawisko floating cast, czyli ciągłe dokładanie nowych postaci, podczas gdy już będące na miejscu znikają w tajemniczych okolicznościach w tle. A jednak ogólne wrażenie jest pozytywne, bo nawet mimo bullshitów historia ma fajny feeling. Mogło być lepiej, ale wciąż wyjdzie z tego mocne 6/10.
Hotaru: Inaczej to sobie wyobrażałem. Nie zrozumcie mnie źle, jest całkiem w porządku, ale oczekiwałem czegoś bardziej epickiego - mniej przegadanego, a jednocześnie niezapełnionego nużącymi się i podobnymi do siebie walkami. Niektóre motywy są całkiem zabawne, np. Deadpool miał kilka fajnych tekstów, a zajście Dooma od tyłu poprzez jego fundusze też nosiło znamiona całkiem zabawnego psikusa. Ale zgadzam się z Delirium, że postaci wypadałoby żegnać, a nie tylko witać. A o tym, że Storm okazała się zupełnie bezużyteczna po spełnieniu roli zapalnika fabuły nie wspomnę. Cóż, pozostał finał, może zabłyśnie?
LeGoL: Jakież to jest smaczne. Robiło się zbyt słone, lecz kilka łyżek Deadpoola znów nadało aromatu za***istości. Serio, Wade całkowicie zdominował ten numer i zrobił to po mistrzowsku. Mógłbym wymienić co najmniej kilka cytatów, które rozłożyły chyba wszystkie, jakie miał w swojej obecnej serii. A rozkładówka i Hello Kittypool ... osom! Rysunki całkiem, całkiem. Nawet nie wiem czy się rysownik zmienił, czy poprawił? Mniejsza z tym, fabularnie prócz Wilsona też jest bardzo dobrze. War Machine nawet ma ciekawy epizod. I charytatywny Doom też jest osom! W sumie to AŻ takiego zachwytu nie ma, ale ze względu na niską konkurencję: 9/10 i numer tygodnia.
Bertoluccio: Od samego początku byłem sceptyczny co do tej historii, ale jeżeli ostatni numer utrzyma poziom, to jak dla mnie będzie to na razie najlepszy crossover tego roku. I kto jeszcze się spodziewa, że zrobienie z Dooma filantropa będzie miało negatywne reperkusje dla T'Challi i jego ekipy, kiedy zdecydują się zaatakować Latverię? Ogólnie 9/10.
lunatik8: Really? Z całego eventu ciekawe było tylko spotkanie Dooma z bogiem panterą i wyjątkowo ciekawy Deadpool. A zagrywka z kontami była słaba. Powiem inaczej, technobełkot jestem w stanie strawić w komiksach, ale wszelkiego rodzaju haking jest zazwyczaj kiepski.

Heralds #5
Delirium: Zamknięcie w dużej części takie, jak się spodziewałem. Chociaż brak wyraźnego happy endu nieco mnie zaskoczył, to nawet bardziej zadowala mnie takie rozwiązanie. Mam tylko lekkie wrażenie, że domykanie wątków wpłynęło nieco na miodność dialogów. I rysunki niestety znów kiepskie. A ja się głupi łudziłem, że na koniec wezmą kogoś, kto wie, jak trzymać kredki. Obawiam się, że właśnie przez to seria i TPB okażą się wielką klapą, ale i tak dam solidne 6/10 za wartość merytoryczną.
Krzycer:
Z dotychczasowych miniserii pani Immonen ta jest chyba najnormalniejsza. Czytało się fajnie, rysunki były brzydkie. Czyli jakby wyciągnąć średnią, to wypada średnio.
LeGoL:
No i finito. Jakoś tak bez wielkiego, fabularnego bum w sumie. A rysunki po prostu były fatalne. Ale muszę przyznać, że mój (z tego co kojarzę) pierwszy kontakt z Panią Kasią oceniam pozytywnie. Ten numer na 5, cała mini na 7/10.

Iron Man - Kiss And Kill #1
Delirium: Nie będę łamał sobie mózgu nad pytaniem, w której rzeczywistości rozgrywają się obie historie. Nie mam też specjalnie ochoty na zgadywanie, o co właściwie w nich chodziło. Pierwszej można zaliczyć na plus kilka niezłych rysunków, drugiej - fajną nową postać, ale w całości trudno mi nazwać to dobrym,albo potrzebnym wydawnictwem. Dam 5/10 i pewnie już jutro zapomnę, że istniało.
Krzycer:
Tsk. Skucha. Pierwsza historia nie ma w sobie niczego ciekawego - a jeszcze powiedzonko z ostatniej strony zostało jakoś dziwnie przetłumaczone. Druga jest niezła - Glitch wypada fajnie, Shaw daje radę, Wolverine robi za buca.

Marvel Zombies 5 #4
Delirium: Rozczarowałem się. Mimo paru fajnych nawiązań, jakoś czerstwo to wyszło. Spodziewałem się, że tutaj Aaron zabłyśnie, a dostałem kapiszona. Nie wiem, czy to zmęczenie materiału, czy ja się zmęczyłem, ale jakoś od pierwszego numeru widzę tu równię pochyłą. Tym razem 5/10 - ot, średniawka.
Krzycer:
W zeszłym roku czytałem Neuromancera, Fred monologiem Cho celował chyba w te klimaty - i tak, jak krzywiłem się czytając Neuromancera, tak parodia tego stylu wyszła ślicznie. Swoją drogą tutaj w zombie zamienia proxy Lostów, a w tegotygodniowej Futuramie - iPhone'a. Coś musi być w powietrzu...

New Avengers: Luke Cage #3
Delirium: Yyy… nie wiem, o czym to było. Przeczytałem może z godzinę temu i już nic nie pamiętam. Coś mi tam nie pasowało, ale już nawet nie wiem, czy to jakaś głupota była, czy coś w scenariuszu. I szczerze, nie chce mi się sprawdzać. Bo skoro nic nie zapamiętałem, to chyba nie było warto. Ale też nie pamiętam nic złego, więc to będzie 4/10.
Krzycer:
Czyli jak Luke Cage rozwiązał problem, zachowując się wbrew sobie. W sumie wyszła z tego całkiem przyjemna opowiastka. Do przeczytania i zapomnienia.

Secret Avengers #2
Delirium: "Czerwona Planeta" - mówi panu to coś, panie Brubaker? Był kiedyś taki film, co to miał być hiciorem, a wyszło co najwyżej szydło z worka. Był też taki komiks, co miał być super, a wyszło meh. Bohaterowie zachowują się, jakby byli zgrają redshirtów i zupełnie nie wiedzieli, jak działać. Zbiegi okoliczności są zbyt naiwne. Relacji w drużynie prawie że nie ma. Piętrzą się zagadki i wydarzenia, które teoretycznie miały nas zaskoczyć albo zaszokować, a okazały się szablonowe. A w ogóle, to po co robić szum wokół sekretności grupy, skoro i tak wysyła się ich w kosmos, gdzie nie ma to najmniejszego znaczenia? No i jeszcze wygląda na to, że Deaotado został dotknięty jakąś chwilową liefeldozą, bo niektóre panele wyszły mu koszmarnie. Najbardziej czekałem w tym tygodniu właśnie na ten komiks i zawiodłem się. Właśnie dla podkreślenia tego uczucia dam 5/10.
avalonpulse3.jpgHotaru: Co się stało z Deodato? Jego ostatnie numery Dark Avengers były przepiękne, rysunki niosły gigantyczny ładunek emocjonalny i dodawały siły fabule, zaś tutaj... są bezpłciowe, pozbawione smaku i ikry. Nad żadnym z kadrów nie zatrzymałem się na dłużej... no, może po to, by spróbować rozgryźć, czy te powykrzywiane sylwetki mogłyby przejść bez połamania kości. Taki spadek formy, szkoda! Fabularnie jest porządnie, choć bez rewelacji. Może to dopiero cisza przed burzą... a może kolejny dowód na to, że Brubaker nie powinien pisać komiksów zespołowych.
colossus28: Potwierdzają się opinie, że na razie jest to najlepszy komiks o Mścicielach i tutaj mamy najlepszy tego dowód. Fajna kosmiczna historia nam się tutaj zawiązała z tajemniczym artefaktem w tle. Bardzo dobrze sprawdza się dobór członków Sekretnych, każdy z nich wprowadza inne elementy do teamu, razem tworząc ciekawą mozaikę. Dobry ruch Rogersa z podziałem na trzy eksploracyjne grupy, mamy teraz także trzy kosmiczne zagrożenia i dobry prognostyk przed kolejnym numerem. 7/10.
Dżentelmen:
Numer nie jest już tak świetny jak poprzedni, ale wciąż dobry. Tytuł zobowiązuje i przez cały komiks nie odkryliśmy praktycznie nic o Shadow Council. Mają tam sobie żołnierzy kontrolowanych przez kogoś(?), kolekcjonują Crowny, by zrobić coś(?) i dowodzi nimi Fury(?). Same pytania i numer skupiający się na ciągłej akcji i trochę gadania o tym, że trzeba znaleźć Novę. I na koniec sam się znajduje, w całkiem niezłym stylu. A nie mówili przed powstaniem serii, że Rider będzie się tylko w niektórych numerach pojawiał?
Volf:
Seria utrzymuje wysoki poziom, najwidoczniej Bru nauczył się pisać drużynówki. Mam przeczucie, że morałem całej historii będzie "wysłanie niebezpiecznego artefaktu w kosmos nie jest najlepszym sposobem na zażegnanie zagrożenia z jego strony". Rysunki świetne, chociaż w Dark Avengers Deodato wypadał lepiej.
Krzycer:
Nadal fajne, ale już mi czegoś zabrakło w porównaniu z pierwszym numerem. Zabawne, że podział na podgrupy kończy się tak, jak zawsze w horrorach :).
Za to Deodato zaliczył parę brzydkich wpadek.

LeGoL:
Bad Nova ftw! Steve też się spisuje. W ogóle wszystko się tu spisuje prócz pana Deodato. Te nieforemne mięśnie są dla mnie brzydkie i ciężko mi na nie patrzeć. Fabularnie gimme moar! Nawet Sharon! 8+/10.

Spider-Ham 25th Anniversary Special #1
Delirium: Nigdy właściwie nie przyglądałem się świniakowi, poza tym jednym specjalem, w którym Straczynski wysłał go na poszukiwanie dymków myślowych i wyszło to całkiem zabawnie. Tutaj nie wyszło. Jakieś to takie bez polotu i na siłę robione. Jakby ktoś nagle sobie przypomniał o tej rocznicy i kazał komuś zrobić cokolwiek. Nuda i nic ciekawego - 3/10.

avalonpulse4.jpgThor #611
Delirium: Już pierwsza scena ze zbiorowym zapalaniem stosów pogrzebowych wywołała u mnie dreszczyk. Potem była elegia dla Lokiego, której sam bym lepiej nie ujął. A dalej historia zaczęła się rozkręcać i zrobiło się jeszcze ciekawiej. Sam pomysł jest świetny, a konsekwencje przeniesienia Hel do piekła mrożą krew w żyłach. Teraz czeka nas niełatwy sojusz i nie mogę się już doczekać, co z tego wyjdzie. Bardzo dobra i bardzo solidna historia, która rywalizację o tytuł komiksu tygodnia przegrała tylko dlatego, że nie przeprowadza rewolucji. Również dobrze narysowana. Troszkę się wahałem, ale dam jej jednak 8/10.
Hotaru: Pozytywne zaskoczenie! Pierwsze stronice trochę uśpiły moją czujność, trochę nawet pozwoliłem mojej uwadze poszybować w innym kierunku, kiedy po kilku stronicach ocknąłem się z myślą "zaraz zaraz, czy on naprawdę powiedział to, co mi się wydaje?" A jakże! Hela w potrzebie to wprost wyborny motyw, który pozwolił mi spojrzeć na tę postać w zupełnie nowym świetle. Rysunki Elsona też są dobre, chociaż artysta mógłby popracować nad czytelnością scen akcji - kilka razy się pogubiłem. Jak po takim numerze ktokolwiek mógłby chcieć oddać Thora Fractionowi?
Krzycer: Fajnie wyszedł pogrzeb Lokiego. A jak tylko asgardzka ekipa wbije do piekła przekona się, że go tam nie ma. Nie mogę się doczekać.
LeGoL: Początek nowej historii, a dzieje się dużo. Helatakie wpierznicz zebrała?? Słodko. Niesnaski wewnątrz Asgardu o władzę też wypadają świetnie. Rysunki ok, choć na niektórych kadrach Thor wyglądał jak blond Giertych żywiony paszą od Leppera. W sumie bogowie idą zrobić dym w Piekle, a ja jak klasyczny nerd będę szukał nawiązań do Chaos War :P. Reasumując jest dobrze, niewiele gorzej niż SA, zatem 8/10.

X-Campus #1
Delirium: Jeśli komuś przyszło kiedyś do głowy zastanawiać się, co powstałoby ze skrzyżowania "Evolution" i "WITCH", to właśnie dostał odpowiedź. Na szczęście jest to odpowiedź w miarę satysfakcjonująca. Pomysł oklepany, wykonanie też raczej wtórne, ale ogólne wrażenie jest całkiem dobre. Nowe wersje niektórych postaci wypadają fajnie, a ja się zawsze cieszę, kiedy Rogue jest w centrum historii. Hicior to to nie jest, ale spodziewałem się kaszany ostatecznej, więc dla podkreślenia pozytywu dam 6/10.

Hotaru: Spodziewałem się komiksu w stylu lżejszego Ultimate X-Men - przedefiniowanych, odświeżonych, młodych mutantów. Aha, i jeszcze interesujących. Nie zapominajmy o tym. Bo gdyby nie ta ostatnia właściwość, dostałbym dokładnie to, czego chciałem. A tak to moja pierwsza i ostatnia przygoda z X-Campus.
Volf: Jak na opowiadanie po raz milionowy tego samego, nawet ładnie wyszło. Sporo się dzieje, pokazanie historii z perspektywy Rogue to dobry pomysł, rysunki też pasują do klimatu. Nic odkrywczego, ale czyta się przyjemnie.
Krzycer: Jedno wielkie deja vu. Toż to niemal identyczny punkt wyjścia, co w "X-Men Evolution", tylko znowu trochę przesunięto role (kto jest młody, a kto dorosły). Ale skoro Evo było fajne, a to też na razie zapowiada się nieźle - to można dać tej mini szansę.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

astonishing34s.jpgAstonishing X-Men vol. 3 #34

Autor: Phil Jimenez

Delirium: Okładka może nie poraża, ale ma bardzo fajny, klaustrofobiczny klimat. Przytłaczająca, ciemna masa i błyszczące w niej oczy. Zepchnięta do narożnika Storm i jej nikłe światełko. Naprawdę dobrze oddany nastrój. A jak wie się co nieco o postaci Storm, to sytuacja staje się jeszcze bardziej wymowna.




deadpoolteamup892s.jpgDeadpool Team-Up #892

Autor: Humberto Ramos

Hotaru: To się nazywa poczucie humoru! Nieczęsto mamy okładkę to komiksu o Deadpoolu, w której Wade nie jest najśmieszniejszym elementem. Tutaj praktycznie wszystko przyćmiewa głównego bohatera swoim komediowym blaskiem - od piekielnych cherubinków zaczynając, poprzez demonicznych gości, aż po pannę młodą wymownie poklepującą zadek nieprzymuszonego wybranka. Do tego wszystko jest tak świetnie narysowane i pokolorowane, że nie poprawiłbym jednego piksela. Przezabawne!




Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.06.30


Redaktor prowadzący: Sc0agar4k
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.