Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #121 - Punisher Noir HC

PUNISHER NOIR HC lt_121.jpg
Scenarzysta: Frank Tieri
Rysunki: Paul Azaceta
Okładka: Dennis Calero
Liczba stron: 112
Cena okładkowa: 19.99
Zawiera:
PUNISHER NOIR #1-4


Spell: Pomysł wydawał się idealny. Aż dziw, że ktoś wcześniej nie wpadł na to, aby umieścić Franka w tym świecie. Mroczne, 
ogarnięte kryzysem ulice Ameryki lat 30. to wszak najlepsze miejsce dla naszego mściciela. Prohibicja, kryzys, włoska mafia, Al Capone. Aż prosi się, aby do tej listy dodać Franka Castle. To by się dopiero działo. Żadnych superbohaterów, tylko on i jego spluwa. Kiedy zobaczyłem okładkę pomyślałem, że nie jest źle. Zastanawiałem się, co zrobią, aby symbol naszego bohatera nie wyglądał sztucznie w świecie Noir. Wymyślili, aby czaszkę umieścić na masce i moim zdaniem wypadło to dobrze.

Historia zaczyna się od podania nam nowego originu. Oczywiście chodzi o zemstę, ale tym razem Frank nie stracił żony i dzieci, ale tatę. Motyw kiepski, ale tata fajny. W sumie flashbacki z historiami Franka Seniora w czasów Wielkiej Wojny są najlepszą częścią historii. Tieri zamiast stworzyć gangsterską rozpierduchę w stylu Ma Gnucci serwuje nam, za przeproszeniem, szajs. W jedną historię próbowano wcisnąć maksymalną ilość wrogów Franka, jakich znamy zarówno ze świata 616, jak i MAX. Ostatecznie mamy miałkiego szefa lokalnej mafii, Dutcha Schultza, Jigsawa, Barracudę i Ruskiego w wersji transwestyty. Wszystko zrobione na siłę, bez pomysłu. Wyszło miałko i bez sensu. Zwłaszcza Ruski. W oryginale Ruski był mięśniakiem, który miał fajną nawalankę z Frankiem, a potem umarł. Tutaj jest przekozakiem, którego nie rusza ani granat, ani krokodyl. Tak, dobrze czytacie, nawet krokodyle tu wcisnęli.

Rysunki to inna para kaloszy. Nie myślcie, że to ratuje to wydanie. Zacznę od największego plusa, czyli okładek. Trzeba przyznać, że w pełni oddają świat Noir, są dopracowane i po prostu fajne. Jest to zresztą ostatnio standard dla komiksów o Punisherze. Punisher vol. 2 ma okładki dobre, a PunisherMax wręcz rewelacyjne. Tutaj Dennis Calero utrzymał ten poziom. Co do rysunków Azaceta, to jest nierówno. Pomysł na postać wypadła nieźle. Niektóre kadry także wyszły mu przyzwoicie. Niestety nie trzyma poziomu przez całą historię. Zwłaszcza tło pozostawia wiele do życzenia. Odnosi się wrażenie, że wiele rzeczy było rysowanych w pośpiechu.

Ta kolumna ma odpowiedzieć na pytanie, czy warto wydać prawie 20$ i kupić dany HC bądź TPB. W tym wypadku odpowiedź brzmi – stanowcze nie. Scenariusz kiepski, rysunki pozostawiają wiele do życzenia i tylko okładki warte są uwagi. Kasę zatrzymaj, a okładki ściągnij z sieci i ustaw sobie jako tapetę. Zmarnowano naprawdę dobry potencjał, jaki ma w sobie świat Noir. Po klapie tego komiksu wątpię, aby ktoś to jeszcze później odgrzewał. A szkoda. Może kto inny (Aaron, Ennis) poradziłby sobie dużo lepiej.


Jarou: Dobry remake to taki, który różni się od oryginału czymś więcej niż datą produkcji. Pewnie, bez problemu da się wyciągnąć kilka przykładów przeczących tej zasadzie, ukutej zresztą na poczekaniu na potrzeby tej recenzji. Nie ma jednak co się nimi przejmować. O ile nie jest się geniuszem, magikiem lub twórcą na tyle cwanym, że znajdzie sensowne uzasadnienie na pokazywanie dokładnie tego samego po raz nty, to zasada raczej obowiązuje.

Obowiązuje również w marvelowej próbie wejścia ze swoimi bohaterami w estetykę noir. I jasne, ma rację ten, kto zaraz powie, iż to, że samo wsadzenie komiksowych herosów w czarnokryminalne klimaty to już jest jakaś różnica, widzi nawet Stevie Wonder sprzed lat (parafrazując przepiękne powiedzenie, które zaistniało przy okazji pewnego nieuznanego gola na Mundialu). Szanujmy się jednak i definiujmy różnicę jako coś mimo wszystko okazalszego, niż przerysowanie postaci przez kalkę i dorysowanie wokół niej nowego tła.

Noirowy Punisher Franka Tieriego zdecydowanie się różni się od oryginału, i to w ten nasz "pozytywny" sposób. Problem polega na tym, że różni się nie tam, gdzie powinien.

O co chodzi? Tieri postawił na poważne zmiany w historii bohatera, które jednak bardzo słabo przekładają się na to, jaki ów bohater jest. I tak, chociaż do kłusowania na przestępców noirowego Franka Castelionego zmuszają zupełnie inne okoliczności, to w gruncie rzeczy jego motywacje pozostają te same. Źli mi zabili, ja się na nich mszczę, bla bla bla. Mechanika postaci, wszystkie te trybiki, które ją pchają do przodu i sprawiają, że działa w taki, nie inny sposób, pozostają te same, co w jej każdej innej wersji. To spory minus, chociaż nie dla każdego musi nim być.

Drugim, większym grzechem, jest kompletne niewykorzystanie możliwości estetyki noir do rozebrania na części mechanizmu, który znamy pod nazwą Punisher. Pal licho, że jest to w gruncie rzeczy ten sam, znany od dawna bohater - gdyby poprzez przepuszczenie go przez kryminalną skalę szarości Tieri pokazał go z zupełnie innej perspektywy, nie byłoby w tej recenzji przydługawych i nudnych preambuł o jakichś wymyślonych na poczekaniu zasadach tworzenia remake'ów. Byłaby laurka dla scenarzysty od pierwszego zdania do ostatniego.

Tu przychodzi moment, w którym trzeba napisać, że tak naprawdę Punisher Noir nie jest bardzo złym komiksem. Linia fabularna potrafi zainteresować, zmienione przez Tieriego postacie, wątki i szczegóły są chyba w całości przemyślane, dobrze ze sobą grające. W całej historii brakuje jednak jakiejś próby zmierzenia się z samą postacią, jakiegoś wjazdu w jej psychikę, skrócenia dystansu, spojrzenia przez dno butelki w to, co dzieje się w głowie Franka. I na dodatek mało tu emocji, takich, co się je czuje, a nie tylko na nie patrzy. A to właśnie nimi noir się żywi, bez nich jest lichy jak parówki kryzysowe w zapleśniałym mięsnym na rogu, te po 3 zł za kilo, obstrukcja gratis. Niestety, gdyby Punisher Noir nazywał się What If: Punisher Lata 30., nikt pewnie nie zauważyłby różnicy. Może poza tym, że byłoby to dziełko ciut za dobre na typowy What If.

Jak więc oceniać to, co przygotował Tieri? Może jednak skrócić smycz oczekiwaniom i zobaczyć po prostu całkiem niezły komiks, sprawnie napisany, z przyzwoitą historią i ładnymi przeróbkami znanych motywów? Czy jednak wymagać więcej? W końcu i postać się nadaje do tego "więcej", i scenarzysta, i cały kontekst, w jaki to zostało wrzucone. Postarał się również rysownik, którego złego bliźniaka niektórzy znają przez nieuwagę kadrowej, która przydzieliła go swego czasu do The Amazing Spider-Man. Tam nie pasował, tu pasuje. Bardzo pasuje. I stara się jakby bardziej, nawet na tyle, że robi dużo lepiej ogólnym wrażeniom z obcowania z komiksem niż to, co pokazał scenarzysta.

Reasumując, czytać? Czemu nie, sprawdzić można, jeśli cierpi się na nadmiar czasu, gotówki i innych takich. Ale to nie jest komiks z tych, którym się daje buzi po przeczytaniu i odkłada na noc do łóżeczka w domu dla lalek stylizowanym na Avengers Mansion. Szkoda. Motyw Punishera w wersji noir miał wszelkie zadatki, by jednak taką pozycją być.


LTminus.jpg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.