Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #9 (17.09.2007)


Poniedziałek, 17 września 2007                                                                                                  Numer: 9/2007 (9)

 

Tym razem nie mamy powodu do narzekania - zeszły tydzień obfitował w zaskakujące newsy oraz długo oczekiwane komiksy. Zapraszamy do redakcyjnego podsumowania ostatnich siedmiu dni. 

 


 

X-Men: Disassembled
Ozz: Na razie znamy dwa nowe tytuły. Jakkolwiek Cable'a lubię jako postać, to zawsze wolałem go w większej grupie, czy zestawionego z kimś takim jak Deadpool: jego czysto solowych serii nie mogłem strawić. Dlatego niespecjalnie interesuje mnie ta nadchodząca, ale być może nowa sytuacja, w jakiej znajdą się mutanci sprawi, że będzie ona wystarczająco dobra. X-Force na razie wygląda jak zlepek różnych postaci i ciężko będzie sprawić, żeby to działało na dłuższą metę. A co do wspomnianego Deadpoola, to mam nadzieję, że Niciezie albo komuś innemu Marvel pozwoli zrobić Agency X, gdzie trafi cała reszta obsady z obecnego Cable/Deadpool. Pewnie taka seria nie pociągnęłaby długo, ale przynajmniej kilkanaście numerów takiej komedii chętnie bym przeczytał.
Z innej beczki, cieszy wreszcie zapowiedziany termin wydania Ultimate Iron Mana 2.

Gil: W tej chwili mam mieszane uczucia wobec tych zapowiedzi. Zdecydowanie bardziej zachęcająco zapowiada się nowa seria z udziałem Cable'a, bo ciekaw jestem, co kryje się pod hasłem: "coś, czego jeszcze w Marvelu nie było"? Mroczna, black opsowa X-Force póki co mnie nie porywa. Może przez to, że projekty Craina wyglądają tu strasznie woskowo i nieklimatycznie, a może dlatego, że seria o grupie zabijaków może zostać bardzo łatwo zepsuta, jeśli okaże sie bezmyślną nawalanką. Na razie trudno powiedzieć coś więcej, więc poczekamy, zobaczymy.

Foxdie: Zapowiada się grubo. Tydzień temu pisałem, że możemy mieć największą zmianę statusu quo mutantów od czasów Morrisona i możliwe, że byłem w błędzie. Jeśli po Messiah Complex X-Men mają przestać istnieć, to jest to zmiana dużo drastyczniejsza niż u wspomnianego rewolucjonisty New X-Men. Pozostaje tylko kwestia wykonania, jeśli utrzymają poziom Morrisona albo Bendisa, to bring it on! Tylko, że patrząc po special black ops all-new all-different X-Force, to widzę przyszłość w czarnych barwach, dosłownie i w przenośni. 

Jaro: Pomysł X-Force sprawdzi się, jeśli nie będzie to regularna drużyna, lecz black ops team do zadań specjalnych. A że to ma być ongoing? Pewnie czasy po MC będą takie, że misji wymagających ostrzejszych środków będzie więcej. Pokazana na rysunkach czwórka bohaterów to jednak za mało i potrzebna jest tam jeszcze przynajmniej Hepzibah. A zupełnie pięknie byłoby, gdyby X-Force poszło do MAXa.
Co do serii Cable'a - ma to być "coś, czego w Marvelu jeszcze nie było", a takie zapowiedzi ciężko się ocenia, jeśli nie zna się nazwiska scenarzysty. Nathan jest postacią z potencjałem, która jednak w nieodpowiednich rękach łatwo może zostać zepsuta. Poczekamy, zobaczymy.
Generalnie cieszą plany totalnego wywrócenia do góry nogami świata mutantów. Mimo obecnego dobrego poziomu komiksów spod znaku "X", zmiany są potrzebne, a nic tak nie nakręca fanów, jak maksymalna nieprzewidywalność tego, co się wydarzy. I im bardziej nie będziemy pewni, czy ktoś będzie mógł się nazywać X-Men po "MC", tym lepiej.

Demogorgon: Najwidoczniej skończyły się bardziej oryginalne tytuły. Czyżby panowie scenarzyści chcieli pójść w ślady Bedinsa i zrobić nowe grupy, z powrotem do korzeni przy okazji? Jestem za, ale mam zastrzeżenia co do zapowiadanego nowego X-Force. Primo: Wydawało mi się, że pierwotne spoilery mówiły o Calibanie jako członku oddziału specjalnego. Czyżby miał zginąć gdzieś przed lub w trakcie Messiah Complex i dlatego nie ma go w składzie? Secundo: Przecież taka drużyna jest równie jednokierunkowa jak PiS monotematyczny! Pierwsza osoba z poziomem siły w okolicach Warbound lub byle jaki telepata rozniosą ich na strzępy. Jeżeli nie będą wyposażeni w jakieś gadżety przeciw pewnym typom mocy i jakieś teleportery, to ta grupa będzie dostawać lanie przy każdej okazji, bo zatrzymają się na każdej przeszkodzie, której nie da się pociąć pazurami albo rozwiązać prując do przodu i siekając wszystko na swojej drodze. Mimo tego, jak nie lubię runu Bedarda w Exiles, to teraz odesłałbym tam pomysłodawcę tej grupy. Dokładnie do jego historii wyjaśniającej, czemu grupa złożona z osobników wolverinopodobnych to głupi pomysł. Ale jak już się na taki uparli, to brakuje mi tutaj Hepzibah, która dobrze uzupełniałaby zespół, a do tego dzięki swoim "instynktom" dodawałaby mu nieco pikanterii. Ciekawi mnie za to maska Rahne, podejrzewam, że być może dziewczyna zostanie oszpecona w czasie najbliższych wydarzeń, co by ją logicznie wyjaśniało. Podobnie ciekaw jestem, jak będą się układać relacje Logana i Laury. Jeżeli zaczęłyby się polepszać, to kiedyś w końcu X-23 powie do Logana per "tato", a ja umrę ze śmiechu

 

Secret Invasion

Gil: Moja fanboyowska natura jest łasa na eventy, więc nie mogę się już doczekać Secret Invasion. Wierzę w zdolności Bendisa i Yu, więc spodziewam się co najmniej dobrej miniserii, kilku zaskoczeń i rewelacji. Na pewno ludzie będą marudzić, ale zawsze marudzą, a tak naprawdę liczy się tylko historia i możliwości, jakie daje. Jeśli czegoś mogę się tu obawiać, to natłoku kiepskich tie-inów, rozwleczenia wątku dla kasy i opóźnień (które pewnie się pojawią, mimo zapewnień, że pracują z wyprzedzeniem). Informacje, które dotąd ujawnił Bendis, zapowiadają, że Skrullowie maczali łapska w wielu istotnych wydarzeniach, więc czekam choćby po to, by zobaczyć, co wywróci do góry nogami. 

Foxdie: Nazwa już potwierdzona, scenarzysta i rysownik też. W kwestii rysownika to jest dobra i zła wiadomość. Najpierw ta dobra. Yu odchodzi z New Avengers! Myślałem, że to nigdy nie nastąpi, ale na szczęście jego bohomazy przestaną szpecić ten świetny tytuł. Teraz zła wiadomość. Yu narysuje ośmio-częściową mini serię Secret Invasion. Fatalnie, przygotowuję się już na najgorsze. Historia sama w sobie ma zamieszać w uniwersum Marvela tak jak Civil War czy WWH i będziemy musieli się jej przyglądać z tak parszywej perspektywy, jaką są rysunki Yu.

Trzy grosze:
- Kolejne pojedynki na avalonowej Art Arenie trwają, jeśli jeszcze nie zagłosowaliście, zróbcie to teraz.
- Ostatnio pojawiły się spekulacje że po WWH dostaniemy dwie wersje Hulka, Red i Green. Oby były to tylko plotki, bo rozdzieranie tego olbrzyma na dwie osobne istoty byłoby dużym błędem. Supermana też kiedyś podzielili na Red i Blue, co prawda pacjent przeżył operację, ale efekt był mizerny.

Jaro: New Avengers dowodzą, że Bendisowi dobrze wychodzi współpraca z Yu, więc cieszy mnie wybór tego rysownika do tej miniserii. Chłopaki mają się wziąć do roboty odpowiednio wcześniej, żeby nie było wpadek jak przy Civil War - i oby im się udało, bo historia, której miodność w dużej mierze opierać się będzie na zgadywaniu "kto jest Skrullem", może zostać bardzo łatwo zarżnięta przez przecieki. Oby Marvelowi udało się tego uniknąć. 

 

Wyniki sprzedaży za sierpień 2007
Gil: Tym razem, Marvelowi udało sie umieścić 9 tytułów w pierwszej 10. Widać, że mimo długich odstępów, stałą, wysoką popularnością (3 miejsce) cieszy sie Astonishing X-Men, natomiast nowy Thor najwyraźniej nie wszystkim się spodobał, bo wylądował dopiero na 6. miejscu. Króluje oczywiście World War Hulk, finał Dark Tower i New Avengers. Po raz pierwszy od miesięcy X-tytuły osiągnęły pozycję, która pozwala im rywalizować o popularność z tytułami pokrewnymi Avengers. Trzy główne serie znalazły się w pierwszej 20, tuż za nimi Wolverine, a New X-Men i X-Factor otwierają czwartą dziesiątkę, wyprzedzając chociażby Thunderbolts, Iron Mana czy Daredevila. Średnio radzi sobie rodzina Annihilation, wlokąc się w siódmej i ósmej dziesiątce, ale może nie jest tak źle, zważywszy, że tylko kilka oczek wyżej są The Order, New Warriors, Immortal Iron Fist czy Ms. Marvel. Tabelę zamykają dzieła pana Claremonta oraz Cable & Deadpool, ale niespodziewanie, na pozycji setnej stoi She-Hulk, co nie wróży najlepiej Peterowi Davidowi. Wśród wydań zbiorczych najwyżej znalazła się Ultimate Clone Saga. Blisko są też dwa ostatnie TP New Avengers, Planet Hulk oraz (tu pewne zaskoczenie) X-23: Target X. Wciąż dość wysoko znajduje się też Civil War.


 

Amazing Spider-Girl #12

Demogorgon: Historia z czerwonym symbiotem nareszcie się zakończyła. Szkoda tylko, że May chce chyba zmienić ksywkę z Mayday na Alzheimer, bo inaczej nie da się wyjaśnić jej zaników pamięci. Ot, tak nagle przypomina sobie, że potworek, do którego kazała strzelać ojcu, to jej ukochany braciszek. Po czym znowu o tym zapomina i robi z bębenków malucha krwawą miazgę. Oj, biedny pan Parker. Jedno z jego dzieci jest permanentnie głuche (już widzę jak w przyszłości do rodziny MC2 dołączy seria Benjamin Parker: The Deaf Spider-Boy), drugie ma zaniki pamięci i może któregoś dnia obudzić się i stwierdzić, że nie wie, jak się nazywa. Widać nie tylko Peter z 616 ma przerąbane w życiu. A tak na poważnie, to chyba Spider-Girl tym jednym durnym atakiem zaprzeczyła wszelkim ideałom, jakie wpajał jej ojciec przez całe życie. Mam nadzieję, że zostanie to jakoś wykorzystane, inaczej będę zły. Numer ratuje tylko Carnage ze swoimi dowcipami, ale miałem nadzieję, że zje małego Bena albo zrobi coś w tym stylu.
A rysunki są okropne, Sal Buscema poprawił się od dawnych lat, ale niestety nie za bardzo.

 

Daredevil #100

Foxdie: Numer 100, dlatego też historia nietypowa. Po jej przeczytaniu praktycznie stoimy w miejscu, akcja sie nie przesuwa. Co nie znaczy, że historia nie jest ciekawa i wciągającą. W końcu dowiadujemy się, czego najbardziej obecnie boi się człowiek, który podobno miał być pozbawiony strachu. Jak widać gaz marvelowskiego odpowiednika Scarecrowa zrobił wrażenie nawet na Daredevilu. Dodatkowym atutem są rysunki, których dostajemy sporo i w wielu wykonaniach. Zabrakło tylko kreski mistrza Romity Jr, ale za to jest kilka kartek spod ręki samego Maleeva. Przy okazji zaserwowano nam dwa reprinty starego DD. Numer #90 i #91, czyli trochę starsze spotkanie Matta z Mr. Fearem. Za całość należy się 5+.

Gil: Obawiałem się trochę, czy wciśnięcie rysowników o dość różnych stylach do jednego numeru wyjdzie mu na dobre, ale udało się uniknąć zgrzytów i to dzięki temu, jak Ed Brubaker skonstruował fabułę. Co prawda, pod koniec przejścia nie są już tak płynne, ale da się wytrzymać. A sama fabuła? Jednocześnie ma to, czego można się spodziewać z numerze jubileuszowym, czyli wspominkowo-przeglądowy charakter, ale przy tym również popycha naprzód akcję. Może nieznacznie, ale za to w dobrym stylu. Plusem jest też dodatek w postaci przedruku pierwszej historii z Mr. Fearem. 

MrG: Faktycznie wielki numer. Świetne rysunki (poza Sienkiewiczem może, nie lubiłem go już od czasu, jak napisał "W pustyni i w puszczy"), ciekawy scenariusz. Kolejny bohater, który zawsze starał się pozostać anonimowy, musi zmierzyć się z konsekwencjami ujawnienia swojej tożsamości. Matt rozlicza się ze swoimi demonami i szykuje się do walki o wyciągnięcie Milli z kłopotów. Świetnie!

 

Ghost Rider #15
Gil: Przepraszam, ale czy tu sie coś w ogóle wydarzyło? Aha, wydarzyło się błyskawiczne niepokalane poczęcie, wraz z połogiem. A poza tym? Diabeł w ciele Deep-Fried-Mana coś tam sobie knuje, Johnny wyskakuje z łóżka, żeby za nim pogonić i tyle. To chyba jakaś prawidłowość w historiach Waya jest, że z numeru na numer nic się nie dzieje.

Foxdie: Za tak porywający scenariusz i niesamowitą dawkę akcji, ten numer trafia na sam szczyt listy gniotów zeszłego tygodnia. Jedyne, co w tym numerze dobre, to rysunek pół nagiej laski Johnny'ego. Należy się też rekord Guinnesa dla piegowatej za najkrótszą ciążę i najszybszy poród świata.

S_O: Łał. Nic dziwnego, że ta historia ma trwać pół roku, skoro ma taaakieee (zieeeew) tempo. Czacha znalazł tego_który_uciekł, a female geek urodziła dwa aniołki. Nic więcej się nie wydarzyło, właściwie Jim Jaspers może sobie darować streszczanie.

Heroes For Hire #13
Gil: To ten numer ze straaaasznie kontrowersyjną okładką. Niestety, nikt nie został zhentaiowany, tylko Humbuga trochę obmackała królowa Brood. Historia zwalnia mocno, chyba po to, żeby pokazać, jak wszyscy przeżywają to, co się dzieje i jak dużo moralnego niepokoju wisi w powietrzu. Moralny niepokój zamiast hentai... czyj to pomysł? I niestety, odnoszę wrażenie, że wkrótce pożegnamy Coleen Wing. Druga część wyjaśnia co nieco z zeszłotygodniowego Hulka, a przy tym ma dość zaskakujące rozwiązanie.

The Loners #5
Gil: Się dzieje... Zaskakująca nowa postać to... Namie? Coś mi tu nie gra. Namie Amuro - ta japońska piosenkarka? Pewnie jakaś inspiracja, ale jeśli Paul Jenkins mógł wystąpić w komisach i Beatlesi mogli, to czemu by nie? ;) Dowiadujemy się też, że Mattie pracuje dla ojca Dusk. Niestety, ona właśnie bije Carol Danvers w Chile [kto czyta Ms. Marvel ten wie], więc jeśli i tu się pojawi, trzeba będzie to jakoś wyjaśnić. No i wreszcie, Phil ześwirował. Niezły numer wywinął, trzeba przyznać. To co to będzie teraz? Dark Goblin?

Ozz: To jedna z moich ulubionych serii, które obecnie Marvel wydaje i jak zwykle nie schodzi poniżej pewnego dobrego poziomu. Wszyscy pewnie oczekiwali pojawienia się tajemniczej starej nowej postaci, której zagadka ma zostać wyjaśniona w następnym numerze, ale już teraz dzięki wskazówkom pozostawionym przez Cebulskiego w komiksach, jak i na zagranicznych forach wydaje się, że to jakiś robot w kobiecym ciele. Bardzo podobało mi się zagranie z Mattie Franklin, która ponownie pokazała, że przybyła do Los Angeles w zupełnie innym celu, niż się spodziewano. No i Phil wreszcie uległ Goblinowi: trochę inaczej to sobie wyobrażałem, bo lubiłem jego przygody jako bohatera, a teraz wydaje mi się, że pozostanie po ciemnej stronie mocy.

Hotaru: Tym razem wyjątkowo zacznę od rysunków - męczą mnie. Liczyłem na to, że z numeru na numer będą coraz lepsze, a nie odwrotnie. Zdecydowanie zbyt dużo grubych kresek, zakłócone proporcje (szczególnie za krótkie nogi) i jakiś dziwny schemat kolorystyczny. Nie podoba mi się. Do tego dochodzi fabuła... pierwsze 2/3 numeru jest tak strasznie przegadane, że aż cofnąłem się do początku aby się upewnić, czy nie spłodził tego Claremont. O ile jeszcze po ostatnim numerze żywiłem pewną sympatię do postaci i chciałem się dowiedzieć, jak to się skończy, to teraz to wszystko znikło i przeczytam ostatni numer tylko dlatego, że nie wypada rzucić przed rozwiązaniem historii.

Moon Knight #12
Gil: Pogubiłem się w tym numerze. Charlie Huston przesadził trochę z przeskokami i zwyczajnie się pogubiłem. W końcu wyszło na to, że cała wielka finałowa walka rozegrała sie na trzech, czy czterech stronach, a reszta to było sam nie wiem co. Może to przez długą obsuwę wypadłem z klimatu, ale źle mi się czytało. 

 

New Avengers #34

Gamart: Numery Bendisa są jak słodycze, nie są niesamowicie ambitne, ale dają niesamowitą przyjemność. W kategorii komiksów rozrywkowych to mistrz. Do tego jego dialogi są chyba moimi ulubionymi. Kto inny potrafi w jednym numerze wyśmiać odczłowieczanie Starka i występy Wolverine'a? Kto lepiej prowadzi Cage'a i Jess? No i sceny kipiące od seksu położyły mnie. Myślałem, że Rand będzie z Wongiem kręcił po tym początku. Po ostatnim nawiązaniu do Mighty, tym razem mamy nawiązanie do serii Iron Fista, takie rzeczy cieszą, bo pokazują, że to jednak jeden świat. No i jednak Skrulli ma nie być w zespole, wiec zobaczymy. Jedno, co średnio mi sie podoba, to rysunki Yu. Po dobrym początku numer coraz bardziej się psuje graficznie, ale to nie przeszkadza. Warto czytać, bo komiks jest po prostu fajny.
Foxdie: Gdyby nie fatalna kreska Yu, Thor mógłby czuć się zdeklasyfikowany, bo fabuła najnowszego New Avengers jest po prostu świetna. Już zdążyłem przeczytać ten numer dwa razy. Chociaż znów nie przesuwamy się zbytnio do przodu, to wszelkie dialogi poszczególnych członków powodują, że ten komiks czyta się z uśmiechem na twarzy. Nadzwyczaj często pojawiają się też wszelkie *&#%!, co tylko lepiej oddaje charakter tej serii i jak dla mnie mogli by ją przerzucić do MAXa. Scena ze Strangem i jego new hot sexy doll - bezcenna. Scena z kąpiącym się Clintem i Mayą - again bezcenna. Może to z powodu wakacyjnego przesilenia i coś padło mi na głowę, ale jestem totalnie zauroczony najnowszym numerem New Avengers. Jest tylko jedno "ale", które nie pozwala mi naznaczyć tego tytułu komiksem tygodnia. Rysunki! One wręcz wołają o pomstę do nieba. Scena walki Hodda z Wolverinem jest nie do oglądania, nie wiadomo, gdzie kończy się ręka, a zaczyna czyjaś noga. Na dodatek te okropne zaczerwienione białka, tragedia. Zastanawiam się, czy Yu przechodzi jakiś nervous breakdown i poprzez rysunki próbuje urzeczywistnić swój stan psychiczny? Za koszmarne rysunki i rewelacyjną fabułę, szkolna piąteczka.

Gil: Po zwolnieniu tempa w zeszłym miesiącu, tym razem jest dużo lepiej. Skrullowa paranoja sięga zenitu, ale wątpliwości zostają rozwiane dość szybko i łatwo. A może za szybko i za łatwo? I czemu nikt nie poddał testom Wonga? Podoba mi się nawiązanie do Immortal Iron Fist, ale nie podoba mi się nawiązanie do Mighty Avengers, które wyprzedza wydarzenia. Numer tym razem ukradli Wolvie (który ma nadzieję, że odrośnie mu większy), Jessica (która wreszcie zachowuje się jak Jessica Jones) i Spidey (który chciałby być Skrullem, bo to lepsze od jego życia). Tradycyjnie mamy też wpadkę z Echo, która rozmawia z Randem, chociaż jest odwrócona plecami.

Jaro: Z numeru na numer jest coraz lepiej. Ten akurat budują "momenty" takie jak bezcenna walka Logana (któremu odrośnie) z Hoodem (któremu nie odrośnie) czy gadka Jessiki do Cage'a, podczas której przez chwilę wydawało mi się, że czytam Alias, ale poza tym dowiadujemy się też paru ważnych/ciekawych rzeczy, jak brak Skrulla w drużynie czy imię Kejdżątka. Świetne są też dialogi, świetne i idealnie pasujące do NA rysunki Yu, a jedyną irytującą rzeczą jest to, że na inwazję symbiotów w Mighty Avengers poczekamy jeszcze przez dwa numery. Mocny plus.

S_O: Danielle. Ładnie imię. Podoba mi się. Strange przeprowadził grupową lustrację, zatem cała drużyna jest poza podejrzeniem. Został tylko Wong (chociaż jakby on był Skrullem, to by był do siebie podobny). A historia z symbiotami rozpoczęła się na trzy miesiące (co najmniej) przed startem w Mighty. Brawa dla tego, kto jest za to odpowiedzialny.

Nova #6
Gil: Powiedziałem kiedyś, że można się tu spodziewać wszystkiego, ale tego to się nie spodziewałem! Nova vs. Nova vs. Worldmind to kawał nieźle przemyślanej i dobrej akcji. Mam tylko nadzieję, że Ko-Rel z tego wyjdzie, bo ją polubiłem. No i mamy powrót Draxa. Na razie w stylu niezbyt draxowym, ale na pewno jeszcze pokaże, co potrafi.
Ozz: Bardzo dobry numer, jak zresztą cała ta seria do tej pory. Pogoń po mieście Richarda za Ko-Rel i udział w tym Worldminda to znakomity pomysł i równie dobrze zrealizowany w praktyce. Szkoda mi kosmitki, bo spodziewałem się, że na dłużej zagości w tytule (chyba, że ona przeżyła, ale wątpię w to). Podoba mi się to, że postacie zasymilizowane przez Phalanx wciąż zachowują swoją osobowość, bo w ten sposób cała historia jest ciekawsza. No i mój ulubiony moment tygodnia: pokonuję kolejne strony i widzę Ko-Rel, Ko-Rel, Ko-Rel (nie to, żebym narzekał, bo przyjemnie się na nią patrzy, zwłaszcza jak rysuje Sean Chen) i tu nagle DRAAAAX! Co prawda, jeszcze nie w formie Niszczyciela, ale skoro już powrócił, to tylko kwestią czasu jest, aż zacznie robić to, co umie najlepiej.

Jaro: Surprise, surprise, Kor-El is dead. Problem polega jednak na tym, że: a) jest to za fajna postać b) Nova też niby wyglądał na "is dead" parę numerów wstecz i co? Także mam nadzieję, że w następnym numerze w jakiś sposób pani Nova ładnie nam ożyje. Rzuciło mi się też w oczy to, że zarówno w A:C - Wraith, jak i w Nova zupełnie zgrabnie i bezboleśnie wychodzi wyjaśnianie poprzez przemycanie w rozmowach "szczegółów technicznych" Falangi, takich jak np. zachowanie własnej świadomości i indywidualności przez selectów. A że na dodatek pojawił się też Drax, co samo w sobie jest dobre, a wszystko jest porządnie narysowane, więc jest plus.
S_O: Hej, to Drax! Nuff' said.
Ale poważnie. Świetnie poprowadzony Nova, pokazujący charakterek Worldmind, "martwa" Ko-Rel pod koniec... Świetny numer świetnej serii i basta!

Punisher War Journal #11
Gil: Konfrontacja między Frankiem a Winter Soldierem wypada tak samo nieźle, jak naiwnie. Dwóch poszukiwanych świrów tłucze się pod pomnikiem Waszyngtona i nikt nie zauważył? Wolne żarty. Cała reszta średnia, ale zakończenie nawet zaskakujące... Czyżby Jigsaw uważał sie za negatyw Punishera? A ta blondyna to ta sama, co kiedyś była Lady Punisher?   

 

Spider-Man Fairy Tales #4
S_O: Cebulski mnie zaskoczył. Naprawdę. Może to dzięki wpływowi Mindy Owens, ale ten numer wyjątkowo nie był sponsorowany przez słowa "power" i "responsibility". Za to na dwóch stronach mamy praktycznie streszczone numery 121 i 122 klasycznego "Amazinga". I to pewna nowość, czytać historię o Kopciuszku, która nie kończy się happy endem.

 

Thor #3

Gamart: Nie wiem co sprawia, że ten tytuł jest taki fajny. Czy Straczynski, który odłożył Spider-Manowe psychotropy, czy może bajeczne rysunki Coipela. Zresztą nieważne, ten tytuł to trzy wiadra frajdy z przerzuceniem każdej strony. Do tego jedna z najlepszych walk tego roku. Bałem się, że Straczynski znowu przegnie z odczłowieczaniem Starka, ale o dziwo, mimo, że w paru momentach widać taką czystą starczynskość, to przedstawił obie postacie całkiem poprawnie. Do tego ciekawy motyw ze zwróceniem uwagi na tragedię, która miała miejsce w Nowym Orleanie. I tak jak powiedziałem na forum już dawno, bogowie przyjmują ludzkie ciała nawet o tym nie wiedząc. Bardzo ciekawy wątek i tylko czekać, aż ujawnią, że Loki w Kaczyńskim siedzi [You want a piece of Me?! I say thee nay!]. Nic, czytać i cieszyć się, bo komiks dobry, a Coipel ma u mnie wielkie szanse w Art Arenie.
Foxdie: Oto i powód mizernej jakości ostatnich dwóch numerów Amazing Spider-Mana! JMS cały swój potencjał wykorzystuje przywracając do dawnej chwały nordyckiego boga piorunów. To już trzeci bardzo dobry numer. Reakcja Thora na poczynania Starka wypada piorunująco dobrze. Do tego genialne rysunki Coipiela. Czysta poezja. Na dodatek Straczynski ma chyba jakiś żal do Iron Mana i jego zbroi. To już drugi komiks JMS w tym miesiącu, w którym Tony, raz dostaje ostre baty, a dwa przeciwnik zrywa mu hełm. Numer na 6 w skali szkolnej.

Gil: NO NARESZCIE!!! Pięknie! Po prostu pięknie! Dokładnie tak sobie wyobrażałem ten pojedynek. Antoś zadarł z bogiem i przekonał się, co to oznacza. Straczynski świetnie oddał tutaj postawę Thora. Co tam jakieś wojenki - on jest ponad to, ale skoro Tosiek prosi się, żeby sprawa była osobista, tak właśnie będzie. Nawet cieszę się, że nie rozwiązali problemu ostatecznie, bo to zapowiada kolejne konfrontacje w podobnym stylu. Pomysł z Asgardem jako ambasadą? Trochę dziwny, ale zobaczymy, jak się rozwinie. No i na koniec mamy pierwszego odnalezionego Asgardczyka. Pewnie i tak nie uwierzycie, ale byłem pewien, że to Heimdal, jak tylko zaczął podskakiwać do złotowłosego. Dodatkowy plus dla Coipela za to, że zamienił tę jego śmieszną czapkę na prawdziwy hełm.

Demogorgon: Jak dla mnie numer tygodnia. Ciężko byłoby powiedzieć o nim czegoś, co już nie zostało powiedziane. Zdecydowanie najlepsze rysunki jakie tylko można sobie wyobrazić, zwłaszcza Heimdall na końcu strony. Coipel to mój faworyt w Art Arenie właśnie z powodu tego co wyczynia w tej serii. Fabuła nie jest może zbytnio skomplikowana, ale JMS zdecydowanie dał nowy, genialny klimat postaci boga piorunów. Najlepiej oceniam wątek z Nowym Orleanem. Tak jak nie podobało mi się, kiedy Straczynski zrobił numer o World Trade Center, tak teraz byłem zadowolony. Nie dziwię się, że Thor został tak okrzyczany za swoją wizytę. Przecież on lub ktoś jego pokroju (na przykład Storm) mógłby ocalić to miasto, gdyby nie był zajęty czymś innym (na przykład byciem martwym). Zdecydowanie Straczynski uchwycił nastroje, jakie zapanowały w społeczeństwie po Stamford i pokazał je bez tej całej civiwarowej otoczki. Z innej beczki, to cieszy mnie nieco bardziej ludzki Iron Man. Niedawno doszedłem do wniosku, ze albo Stracznski od Civil War umie pokazywać Starka tylko jako skończonego drania, albo w jego Amazingach Tony jest ukazywany tak, jak widzi go Peter. Po lekturze tego komiksu i Amazing Spider-Man #544 zdecydowanie jestem za drugą opcją. Thor wytrącił pierwszej wszelkie argumenty.

Jaro: Thor nakopał Starkowi do okutej zbroją du... tfu, głowy, aż miło. Bardzo fajnie, że tu nie było żadnych kompromisów i bóg piorunów mimo że nie wyraził zainteresowania walką po żadnej ze stron, wyraźnie określił, która z nich zasługuje na cios młotem w głowę na opamiętanie. Walka z Puszką była na tyle zajmująca, że wydobycie Heimdalla z mieszkańca Nowego Orleanu potrafiło mnie zaskoczyć. I jeszcze rysunki Coipela. Całość jest po prostu piękna, ale bardzo-bardzo wyszły mu zwłaszcza sceny z tuż-przed-walką, gdy Thor z przysłowiową k... na twarzy w milczeniu wysłuchuje ex-kumpla z Avengers i późniejszy "o jak boli, muszę targać z buta do domu, niech mnie ktoś przytuli" wyraz twarzy Starka, a jeszcze było też taaaaak narysowane "wyciągnięcie" Heimdalla. Oczywiście komiks dostaje mocnego plusiora.
 

Ultimate Power #7
Ozz: Nigdy wcześniej nie czytałem nic Loeba, co by mi się podobało jako całość, więc fakt, że ten numer uważam za zupełnie dobry jeszcze nic nie znaczy, ale jeżeli nie czuję po nim całkowitego zawodu, to dobry znak. Nick Fury jako manipulator to świetna rzecz, podobnie jak to, że za całą sprawą stoją Alexander i Burbank. Naprawdę mam nadzieję, że te wydarzenia będą miały jakiś wpływ na Squadron Supreme, kiedy ta seria powróci, ponieważ one są zbyt duże, żeby je zignorować. Ostatnia rozkładówka: mój drugi ulubiony moment w tym tygodniu. Będzie niezły burdel, a Land będzie miał więcej okazji do rysowania/składania zbiorowych scen. Jeżeli jestem już przy Landzie, to w odpowiednim temacie na forum można przeczytać wystarczająco dużo, ja tylko powiem, że głosowałem na niego, ale jego rysunki bardziej podobały mi się w Ultimate Fantastic Four i pierwszych numerach Power. Nie wiem tylko, czy to dlatego, że Matt Ryan już nie nakłada tuszu, czy po prostu terminy tak wpływają na jakość całości.

Gil: Numer pełen niespodzianek. Wreszcie wiemy, kto tu jest naprawdę tym złym i właściwie, znając oba światy, można by się tego domyślić, gdyby poświęcić więcej czasu. Tylko ta ostatnia niespodzianka budzi u mnie duże wątpliwości. Jest kilka niezłych scen, zwłaszcza z udziałem Thora i Pajęczaka, a całość czyta się i ogląda przyjemnie.

Demogorgon: No tak, po świetnych numerach Bedinsa i równie dobrych numerach Straczynskiego musiał przyjść Loeb i zaraz historia wydaje się jakaś gorsza. Niby wszystko jest dobre, ale jednak Loeb gdzieś zgubił klimat poprzedników. Richards wie już, kto stoi za tą masakrą na Ziemi Squadronu, Fury udowadnia, że wcale nie jest tak głupi, by zabierać Dooma bez zabezpieczenia na wypadek zdrady, a Thor odbił sobie na Hyperionie to, co zarobił w poprzednich numerach. Zakończenie powala, ale mam przeczucie, że wyjaśnienie, skąd tam się wziął oryginalny Squadron Supreme nam się nie spodoba. 

 

Ultimate Spider-Man #113 

Foxdie: Chociaż Petera w tym komiksie ujrzymy tylko na jednej stronie, to numer całkiem całkiem. Oprócz Prison Break w wykonaniu Osborna, mamy jeszcze jego niezłą potyczkę z Octaviusem i telewizyjną spowiedź. Widać, że Normi wszystko sobie zaplanował i nie potrzebował do tego wytatuować całego ciała. Przy okazji z wysadzenia Triskelionu skorzystała chyba sklonowana Gwen Stacy. Numer na mocne 4.

 

Ultimate X-Men #86

Foxdie: Grupka nowych X-Men kontra Sentinele - nuuudy. Schemat podobny do poprzednich części. Na początek trochę X-Men, później odrobina Hanka, jedna strona z Jean, która nie może się przez 50 numerów zdecydować "być Phoenix czy nie być?". Na koniec jeszcze jeden rzut oka na X-Men, a zapomniałbym, że w historii przewija się Stryfe i jego grupka buntowników. Coś mi się widzi, że białowłosy jest w układzie z bliźniakami (prawie jak w polskiej polityce). Oczywiście na ostatniej stronie dostajemy jakąś mega nowinę typu "get the hell away of my wife!". Ogólnie nudy, trója plus to max.

Jaro: Dużą część numeru zajmuje zwykła rozwałka pomiędzy X-Men a Sentinelami, jednak czyta się ją (ogląda?) całkiem przyjemnie. Są też próby budowania napięcia (Jean się oczka świecą) i dalszego nakręcania na rządowe tajemnice (Legacy Virus). I jeszcze niespodzianka na sam koniec, przyzwoite dialogi, przyzwoite rysunki - komiks na malutkiego plusika. 

 

X-Factor #23
Gil: Kolejne ciekawe rozwinięcie. Pietro jeszcze bardziej świrnięty niż był, Layla skołowana, Terry i Monet wykorzystane, a to i tak najsłabsze punkty programu. Huber pokazał kilka zaskakujących sztuczek i teraz zastanawiam się, czy jego związek z nadchodzącym Messiah Complex nie jest większy, niż się komukolwiek zdawało. Dodatkowy plus za występ Beasta i Cyclopsa, którzy wyglądają, jakby właśnie wyszli z Astonishing X-Men. Czyżby było to już po Unstoppable? W tym wszystkim, mały minus dla Pablo Raimondiego, który chyba się spieszył za bardzo.

Jaro: Świetne jak zwykle. Okazuje się, że Huber był planowany od dawna, można więc wybaczyć podobieństwo jego zdolności do Pandemica. Zresztą, jeśli David dobrze uzasadni, czemu Isolationist ma takie, a nie inne zdolności, w ogóle nie będzie to drażnić. Co jeszcze... Layla pięknie rozprawiła się z Pietrem, a przy jego coraz większym "nawiedzeniu" mam nadzieję, że pojawi się on w Messiah Complex. Rysunki też są świetne. Mocny plus.

Hotaru: Tak jak się spodziewałem, jest to dla mnie numer tygodnia. Niestety nie spełnił moich oczekiwań i nie jest "genialny". Nie jest nawet "bardzo dobry". Jest po prostu dobry. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że Peter David został zmuszony przez editorial do przyspieszenia akcji i przeskoczenia numeru czy dwóch po to, aby zdążyć z fabułą na Messiah Complex. Chodzi mi o monolog Hubera, który rzuca w twarz Czytelnikowi całą jego rolę w tytule X-Factor. To nie w stylu Davida, który zwykł zazębiać ścieżki fabularne z dużo większą maestrią. To jedyny minus tego tytułu, ale dość duży. Poza tym - tak jak chyba wszyscy - zastanawiam się, dlaczego Layla przestała "klikać" jeśli chodzi o Hubera, co tak naprawdę zobaczył Pietro na karuzeli i dlaczego Huber chce uśmiercić mutantów, a jednocześnie nie jest w stanie zrobić tego osobiście. Rysunki pasują jak ulał... chociaż Cyclops przypomina mi trochę kreskę Franka Quitely i to trochę mnie uwiera.


X-Men: Emperor Vulcan #1
Gil: Nigdy nie widziałem tylu bezczelnie ukradzionych projektów statków kosmicznych na jednym obrazku! Flota Shi'Ar w wykonaniu Paco Diaza to nie tylko klon Blackbirda, ale też Imperialne Niszczyciele ze Star Wars i Behemot ze Starcrafta, a przy tym różne kopie z Babylon 5, BSG i kto wie, skąd jeszcze. I to wcale nie jest największy problem tego komiksu. Do space-opery, którą zapoczątkował Brubaker, Yost dodał mydła i wyszło coś absolutnie mdłego. Fabuła jest tak sztuczna, że Star Trek przy tym to Shakespeare, a w dialogach jest tyle drewna, że mogę sobie wyobrazić jednego z braci Mroczków w roli Havoka, a drugiego jako Tegokolesiazmieczem, który najwyraźniej robi tu za Wolverine'a dla ubogich. Do tego dodajmy zupełnie nielogiczne zachowanie Vulcana i wyciągnięty z kapelusza cliffhanger a'la ubogi krewny Annihilation. Kiepsko. 

Ozz: Jestem zaskoczony, bo podobało mi się to bardziej niż się spodziewałem. Pojawienie się trzeciej strony w konflikcie nie jest zaskoczeniem (zwłaszcza po przeczytaniu zapowiedzi kolejnych numerów), ponieważ zwykła walka Starjammers z Vulcanem byłaby nieciekawa na pięć numerów. Dobrą stroną jest charakteryzacja byłych X-Men, zwłaszcza Polaris. Podobają mi się też dialogi, czy to przekomarzanie się podczas walki, czy to rozmowy w pierwszej części komiksu, kiedy sceny się zmieniają od jednej pary do drugiej. Nudzi mnie trochę to, że Havok wciąż uważa się za marnego przywódcę, kiedy wszyscy naokoło widzą, że tak nie jest. Może i celem tej serii jest sprawienie, że uwierzy w siebie, ale on powinien był to zrobić już dawno temu. Do stron pozytywnych należy zaliczyć rysunki Paco Diaza. 

Jaro: Przeciętniarstwo, pomimo paru całkiem udanych dialogów. Sytuacja w Imperium pokazana w miarę poprawnie, trzecia strona w konflikcie też była potrzebna, ale jej nagłe wyskoczenie niczym diabeł z pudełka - już nie. I jak do cholery nazwa jakiejś rasy może znaczyć "Death to Shi'Ar"? A że do tego rysunki raz mi się podobały, a raz nie, jest malutki minusik. 

Hotaru: Nie podobała mi się cała Shi'Ar saga, która ciągnęła się przez rok w Uncanny, a która wyszła spod pióra Brubakera. Niestety, ta miniseria wcale nie jest lepsza. Poczucie humoru jest na poziomie przedszkola. Zgrzyt goni zgrzyt, mam tu na myśli wspomnianą wyżej głupią motywację Vulcana, czy też nagły awans Havoka na taktycznego geniusza i weterana walki międzygwiezdnej. Nie byłem też fanem związku Rachel z piórogłowym, ale sposób w jaki został zakończony (a raczej brak sposobu) woła o pomstę. Jedynie rysunki stoją na dobrym poziomie.


Ogólne spostrzeżenie:
Gil: W tym miesiącu, Anthony Edward Stark, zwany również Iron Manem, Tośkiem, bądź pieszczotliwie Tym Dupkiem w Zbroi, zaliczył już więcej gościnnych występów niż Wolverine w ostatnich dwóch miesiącach. Nie ma co, jak Marvel kogoś lansuje, to lansuje na całego... Przygotujcie się na więcej występów Multiple-Iron-Mana, bo World War Hulk trwa!



 
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.09.12.
 

 
Wieści redakcyjne: 
Rozpoczął się ostatni tydzień rekrutacji do naszego działu filmowego. Wszystkich kandydatów serdecznie prosimy o przyspieszenie tempa wykonywania poszczególnych zadań.
 


Redaktor prowadzący: Lex                                                                                          Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.