Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #149 (28.06.2010)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 czerwca 2010
Numer 25/2010 (149)



W tym tygodniu dość dużo kontrowersji wzbudził drugi numer Avengers. Dużo skarg zarówno na Romitę, jak i na Bendisa. Wejdź i sprawdź, czy masz takie same odczucia jak inni! Second Coming powoli zbliża się ku końcowi i nadal trzyma dobry poziom.



amazingspiderman635.jpgAmazing Spider-Man #635
Delirium: Nadal dobrze. Historia rozwija się dynamicznie i wciąż zaskakuje na różnych płaszczyznach, a czyta się to przyjemnie, nawet jeśli największy szok numeru to ściema. Ale przynajmniej klonowany Kaine na coś się przydał i został skutecznym motorem akcji. Pozostaje czekać, kiedy to się zemści na Kravinowach. Araña ma niezłe wejście, podobnie jak i banda złoczyńców. Wielką nieobecną jest natomiast Jessica Drew, która w końcu powinna być pierwszorzędnym celem. Ale to byłoby już zbyt avengersowe, więc… yeah, whatever. Duży plus dla Larka, który w tej historii radzi sobie świetnie. A za całokształt mocne 7/10.
colossus28: Chociaż nie czytałem jeszcze X-Men Legacy już teraz mówię z pełną odpowiedzialnością, że jest to numer tygodnia. Poziom w ostatnich numerach Spider-Mana wskoczył w takie rejony, że mało która seria może mu dorównać, a tutaj przeskoczył poprzeczkę z poprzedniego numeru. I to dwa razy. Mroczny, ciężki klimat, którego Lark nie zepsuł i trzeba go pochwalić, bo wykonuje kawał dobrej roboty. Świetny scenariusz i nawet bajania o pajęczej królowej nie potrafią go zepsuć, kawał efektownej walki z wilkołakiem no i końcówka, która daje po czapie. Oczywistością jest, że w przyszłym numerze wszystko się wyprostuje, ale cieszmy się tą chwilą... Pająk umiera, Kraven wraca i nic już nie będzie takie samo. 9,5/10

Avengers vol. 4
#2

Delirium: Mam trochę mieszane uczucia, bo pomysły nie są tutaj złe i wykonanie fabuły również niezłe, ale mam takie samo uczucie, jak przy dawnych Majtach - że Bendis się gimnastykuje, żeby zadowolić wszystkich, a zwłaszcza swoich tzw. hejterów. Przez to całość wypada… chyba najlepszym określeniem będzie - nieszczerze. No, ale kupy się to trzyma i ma parę ciekawych zwrotów akcji, więc poczytać można z przyjemnością. Popatrzeć już mniej. Z rysunków najlepiej wyszły włosy Thora na zbliżeniu, a i to zasługa kolorysty. Jeśli Pająkowi dałem mocną siódemkę, to tutaj będzie mocne 6/10.avengers2_1
Hotaru: Cóż, Romita Jr. dał z siebie wszystko. W poprzednim numerze. Tutaj już najwidoczniej nie musiał się starać, więc wrócił do swojego zwykłego poziomu. Który konsekwentnie krytykuję od lat. Dlatego tym razem sobie odpuszczę. Fabularnie jest spoko. Może nie nazwałbym tego czymś, co warto by pamiętać za rok, ale na razie w dalszym ciągu czuję się zaintrygowany - kiedy siadł wątek podroży do przyszłości, komiks ratuje motyw szalejącego Wonder Mana. Oczywiście, kiepsko poprowadzony może pogrzebać kolejny numer, ale o tym przy okazji opiniowania następnej odsłony. Tymczasem jest spoko.
colossus28: WTF, chciałoby się rzec po przeczytaniu tego numeru? Strasznie słaby numer nam Bendis zaserwował. Ale po kolei, zaczęło się obiecująco, pojawieniem się Noh-Varra, ale potem wszystko sypnęło się błyskawicznie. Zbudowanie maszyny czasu w piętnaście minut mogę jeszcze wybaczyć, bo Marvel Boy posiada nowoczesną technologię i jest to komiks superbohaterski, ale uśmieszki Starka i jego gadki o kucykach wołają już o pomstę do Nieba. W ogóle dialogi, z czego BB jest znany, w tym komiksie leżą i kwiczą. Zaczyna mnie denerwować nienaturalna ilość dymków na stronie, Romita ma naprawdę mało miejsca, by cokolwiek narysować (zresztą poziom jego prac też nie powala), scenarzysta przedkłada ilość nad jakość, przynajmniej w tym komiksie. Fabularny chaos jest nie do opisania, atak Wonder Mana znikąd, po chwili znika, za to pojawia się Apocalypse z kolesiami. Bożesz Ty mój, Michael Bay nakręciłby na podstawie tego numeru dzieło swego życia. 2/10
Dżentelmen:
Dla mnie to całkiem niezły numer. Podoba mi się luźna sytuacja (tj. Thor wcinający pizzę i niosący ogromne coś, do czego przyczepiony jest Spidey z komputerkiem) w bądź co bądź poważnej sytuacji. Ładnie pokazali te wszystkie rzeczywistości na dwóch stronach. MC2, 2099, Earth X, Days Of Future Past, Age Of Apocalypse, Guardians Of The Galaxy i Next Avengers. Tylko jednej nie rozpoznałem, no, ale chyba nie każdy musi znać się doskonale na Uniwersach Marvela. Jak już gdzieś napisałem, nie odpowiada mi wygląd Protectora. Zwykła zrzyna z pierwszego kostiumu Mar-Vella ze zmienionymi kolorkami i mu w dodatku nie pasuje. A dlaczego Peter cały czas łaził w masce? Przecież wszyscy prawie wiedzą, kim jest. Apocalypse jakoś mizernie wygląda w porównaniu z jeźdźcami. Ten czerwony to Iron Man czy Crimson Dynamo?
czarny_samael:
Dobry komiks. Najlepszą jego stroną jest to, że dzieje się dużo i wszystko ma podstawy. Przede wszystkim wybrano idealną osobę do skoków między rzeczywistościami. Stark jest nieznośny, ale to dobrze. Poza tym mam wrażenie, że większość zespołu nie wie, co jest z Protectorem, a Stark po prostu uważa go za rozchwianego dzieciaka. Występ Wonder Mana zrozumiały (Iron wie, jak go rozwalić) i zapowiadany, a Protector po raz kolejny pokazał, że jest mocny. Widać też, że zabawy z czasem mogą się źle skończyć. Dam 7/10. Może byłoby ciut wyżej, ale Romity nie znoszę. Aha, skończy się to zapewne tym, że WM dołączy do zespołu, żeby go pilnować i będziemy mieli 3 top guny w Avengers, co oznacza silnych przeciwników dla teamu.
PeSZeK:
Kolejny HA'owy zawód. Z trzech głównych serii o Avengerach dobrze zapowiada się tylko Secret Avengers. Rola Pająka w drużynie to pomyłka, teksty Starka żałosne, a samo przedstawienie wszystkich wydarzeń jest uproszczone do bólu. No i ten JRJR, trzeba być jego fetyszystą, żeby to docenić.
Krzycer:
Bardzo nierówny numer. Zaczyna się dobrze, w środku jest słaby, kończy - mi akurat wejście Apocalypse'a się bardzo spodobało. I fajny ma skład Jeźdźców. Natomiast wejście Wonder Mana to jeden duży wtf, niby jakoś wynikający z jego rozmowy z Rogersem, ale tak naprawdę wcale nie.
Romita... to Romita. Najbardziej spodobał mi się Stark, którego głowa najwyraźniej jest pełna kisielu. Ale ten kolorysta naprawdę się stara.

Black Bolt:
Trochę słabsze od pierwszego numeru i wciąż nie wiadomo, po co tam Pająki obojga płci oraz Rosomak, ale JRJR wszystko wynagradza i nieważne, co inni mówią. Jest świetny jak zwykle, a z tymi kolorami rzekłbym nawet jeszcze lepszy. Główne wątki są kontynuowane, skład się powiększa (ciekawe, czy na stale) i czuć, czuć w końcu klimat prawdziwych Mścicieli. I choćby za to wciąż wysokie 8/10.
avengers2_2.jpg


Fantastic Four
#580

Delirium: Nie lubię Impossible Mana. Ale przyznać muszę, że Arcade fajnie go wykorzystał i wyszło to całkiem przyzwoicie. Franklinowi się jakaś moc zamanifestowała znowu, więc jakby do czegoś tu zmierzamy powoli. Druga płaszczyzna, czyli richardsowa akademia pana Klexa, również wychodzi ciekawie… do momentu, gdy zabierają się za leczenie Thinga. To już było tyle razy wałkowane, że naprawdę nie mam ochoty na więcej. A pewnie przypadkiem go zdepałerują i z tego wyjdzie tak chytrze hintowane 3. Tutaj też dam 6/10.
S_O: Jeszcze kilka komentarzy w tym stylu i Trzydziesty Drugi wyrośnie na moją ulubioną postać. Kilkuletni szaleni naukowcy, których nikt nie bierze na poważnie, zawsze są najlepsi.
Sam numer wydaje się trochę zapchajdziurą. Oczywiście to Hickman, więc pewnie wszystko, co tu się działo, stanie się ważną częścią fabuły (za jakieś półtora roku), ale niemiłe wrażenie pozostaje. Odrobinę niesmaku wywołuje też pomysł "uleczenia" Thinga. Nie dość, że było to wałkowane już setki razy, to wspomniane przez dzieciaki problemy z nieprzewidywalnością przemian po prostu krzyczą "CLIFFHANGER!". No, ale przynajmniej Banner junior się "zmajstrował". Ciekawa historia się zapowiada (za półtora roku).

Black Bolt: Aj, chyba najsłabszy numer w wykonaniu Hickmana jak do tej pory. Gdyby nie te kilka stron z gnającą do przody historią Nu-Earth i lekarstwa dla Thinga, to komiks byłby kompletnie stracony. Resztę lepiej przemilczeć. 5/10.

Franken-Castle
#18

Black Bolt:
Meh, okazało się, że ta dwuodcinkowa historia to tylko zwykła zapchajdziura. Punisher przez cały numer goni tę kobietę, co jej nazwy już zapomniałem, i beznamiętnie zabija setki bezimiennych ninja z Hand. Takie zwolnienie przed zemstą na Dakenie. Może w jakimś wydaniu zbiorczym będzie się to mniej rzucało w oczy, ale tutaj w połączeniu z rysunkami Jefte Palo daje to w sumie słabe 5/10.

Heralds
#4

Delirium: Spory krok na drodze do wyjaśnienia zagadki Frankie i Novy, a przy tym solidna dawka tego, co w tej serii najlepsze, czyli girl-talk. Już teraz dość dużo się wyjaśnia, a finał jest o krok, więc chyba możemy liczyć na ładne zamknięcie. Nie jest to co prawda tak dobre, jak niedawne przygody Pixie, ale wciąż fajnie się czyta. No i dzięki Emmie Rios grafika stała się bardziej znośna w dużej części numeru. Podtrzymam ocenę 6/10.

hulk23.jpg Hulk vol. 2 #23
Delirium: Niesamowity przypadek doktora wąsacza i pana gołowąsa… Naciągane to wszystko, jak gacie na… cóż, na Hulku. Taka plątanina faktów i wymysłów, żeby tylko złożyć wszystko do kupy. A jak jakiś kawałek układanki nie pasuje, to młotkiem go i wlezie. Jedyny ciekawy punkt to końcówka Leadera. No i w miarę interesująca jest mozaika rysowników z długiej historii sałaty. Powiedzmy, że dam 3/10.
colossus28: Niczym mnie nie zaskoczyli, wytłumaczenie, dlaczego Ross stał się Hulkiem łatwe do przewidzenia. Wciąż jest dla mnie zagadką, dlaczego to się nazywa World War Hulks, nie ma tutaj żadnej wojny, ba, nie uświadczymy nawet byle potyczki. Pewnie miażdżenie zacznie się w przyszłym miesiącu, więc ten szyld umieścili na okładce dwa miesiące za wcześnie. 5/10
Black Bolt: Czyli przyspieszony kurs z życiorysu generała Rossa z nową, lekko zmienioną narracją. Loeb próbował tłumaczyć swoje wcześniejsze wytwory i łatać dziury w fabule. Dość łopatologicznie miejscami, a najgorsze jest to, że te wątki, które naprawdę były tajemnicą i ciekawiły, wciąż są nierozwiązane. Ot choćby: co Banner powiedział Rossowi w więzieniu, albo jak Hulk wpadł po raz drugi w ręce Intelligencii, że w #600 był już złapany. Chyba już nie ma co liczyć, że się dowiemy. Eksperyment z wieloma rysownikami też tak średnio wyszedł. Spodziewałem się czegoś innego, lepszego. Lecz za ich wkład i nie tylko wspominki, ale i drastyczne posuwanie akcji do przodu, ostatecznie dam 6/10.

Iron Man Legacy
#3
Delirium: Nie nazywa się to Iron Man Forever chyba tylko dlatego, że jakiś scenarzysta z wykopalisk nie realizuje tutaj swoich niespełnionych wizji. Poza tym ma dokładnie taki sam feeling i jest to coś, w co trudno mi się wczuć. Ale mimo wszystko, fajnie wypada niedokończony pancerz, a i odkurzenie Dreadknighta przywołuje uśmieszek. Dam 5/10.

Namora
Delirium: Jedyna rzecz, jaka sprawia, że ten zeszyt jest potrzebny, to przypomnienie historii Namory i jej koligacji rodzinnych. Poza tym historia jest mocno średnia. Fabuły za wiele tu nie ma, a to, co jest, służy za tło dla catching-upu. Równie dobrze mógłby to być odcinek przygód Aquamana albo Ariel, albo innego Seamana - jest tak schematyczny. Rysunki też średnio atrakcyjne, a za całość dam 4/10.

Secret Warriors
#17
Delirium: Chyba najsłabszy dotąd numer serii. Może byłby lepszy, gdyby nie sposób opowiadania, bo to przesłuchanie jest jakieś naciągane. Spotkanie po latach wydaje mi się raczej zagrywką na sentyment, choć pewnie mało kto jeszcze pamięta oryginalnych Wyjców. A tekst "wszyscy zginęli!" jakoś średnio mnie przekonuje… przynajmniej na razie. Jedynym jasnym punktem jest debiut drugiej drużyny, której chciałbym zobaczyć więcej. W sumie, tu też będzie mocne 6/10.
Hotaru: Hickman miał pomysł na ten numer. Pomysł, który nie wypalił. Pierwsze stronice i przesłuchanie, którego nie ma, niosą ze sobą obietnicę jakiejś gęstszej afery. Niestety, pozostała ona niespełniona - poprzerywana nudnymi retrospekcjami, przegadana frazesami i kiepskimi zagraniami z obu stron. Stracona okazja. Vitti generalnie daje radę, ale w dalszym ciągu nie umywa się do Caselliego. Chciałem podsumować zwrotem "poniżej średniej", ale po przypomnieniu sobie kilku ostatnich numerów nie jestem tego taki pewny...

Krzycer: Ciekawy numer, nawet bardzo. Prywatka Howling Commandos wypada fajnie, przesłuchanie przed Radą Bezpieczeństwa ONZ również, ostatnia strona wgniata w fotel - ale i tak najciekawsza w tym numerze była dla mnie strona, na której przedstawiono drugi oddział Poczwarek. Ellis Love? Me likey.

thunderbolts145.jpg Thunderbolts #145
Delirium: Na początku myślałem, że Zemo nałożył za ciasną skarpetę i na mózg mu padło, więc odetchnąłem z ulgą, gdy się okazało, że to ściema. Pomysł średni, ale uzasadniony, więc niech będzie. Potem okazuje się, że tajemniczym naczelnikiem Raftu została większa połowa USAgenta. Pomysł średni, ale uzasadniony, więc niech będzie. No i na koniec idziemy walczyć z trollami. Pomysł średni, ale uzasadniony, więc niech będzie. Co mi się mniej podoba, to fakt, że Cage zachowuje się jak Gauntlet, a większość członków drużyny została osłabiona przez różne pokrętne sztuczki. Ostatecznie, wydaje mi się to tak samo nieszczere jak Avengers. No i rysunki osłabły od poprzedniego numeru, miejscami nawet bardzo. Też będzie 6/10.
colossus28: Zastanawiałem się, jak oni zamierzają utrzymać w ryzach taką bandę odszczepieńców z Juggym na czele i zostało mi to ładnie wyjaśnione. Mało tego, mistyfikacja z Zemo to był najlepszy sposób, by pokazać drużynie, kto w niej rządzi i że głupie pomysły będą tępione w zarodku. Ciekawe, czy USAgent dołączy do Cage'a i kiedy Facet Z Flagą Na Twarzy obudzi się i zacznie bruździć, bo to, że tak się stanie, jest niemal pewne. Do tego wszystkiego świetna walka z trollami. 8/10

Ultimate Comics Avengers 2
#4
Hotaru: Ironia. Jeden z komiksów, które mnie mniej obchodzą, a wychodzi regularnie i dziwnie często. Nie dziwota, że Yu ma takie tempo, kiedy zapomniał, że istnieje taki koncept, jak "tło". McCaig też nie musi się starać - używa tego samego, wytartego do bólu schematu kolorów w każdym komiksie, który ilustruje. Ten nie jest wyjątkiem. Co się tyczy samej postaci Ridera, liczyłem na bardziej radykalnie zrevampowaną wersję Ultimate - Millar się nie popisał. Ale samej historii jeszcze nie skreślam.

Wolverine Origins
#49
Delirium: Way często pisał historie, które były jak zły sen i robił to zupełnie nieświadomie. Teraz napisał historię, która jest złym snem i nie wiem, czy świadomie to zrobił, ale wyszło mu całkiem dobrze. Co prawda Aaron robił podobne rzeczy lepiej i bardziej intensywnie, ale i tutaj wygląda to nieźle i podsumowuje zawartość serii przed końcem. Tym razem będzie 5/10 z plusem.
Black Bolt: Nudy na pudy. Z jednej strony dobrze, że się ta seria kończy, z drugiej lipa, że zaraz czeka nas bez powodu garść kolejnych restartów rosomakowych tytułów. 4/10

Wolverine: Weapon X #14
Delirium: A tu dla odmiany słabiej. Większą część numeru wypełnia nam przedstawianie jednego z Termina… ech… Deathloków i gonitwa, a wszystko po to, by doprowadzić do ostatniej strony, która rzuca nam w twarz paradoks dziadka. Jak dla mnie, to zagrywka na rozciągnięcie, która średnio się sprawdziła. Tu również dam 5/10.
S_O: Już od pierwszej strony spodobało mi się nawiązanie do poprzedniej historii w serii. Dalej też jest nieźle, tak historia Death... przepraszam, Peaceloka, jak i wydarzenia z teraźniejszości są ciekawe (znacznie bardziej niż ta miniseria z Marvel Knights...). Nie jest to najlepsza rzecz od czasu wynalezienia krojonego chleba, ale nadal fajna historia pełna akcji i robotów z energetycznymi pazurami (gdyby tylko Aaronowi udało się wsadzić gdzieś dinozaury...). Tylko tożsamość Generała... no cóż, do przewidzenia.
I pragnę, nie, żądam, miniserii z Douchebag Roxxon Executive Guyem w roli głównej.


X-Factor
#206
Delirium: Wciąż dobrze, chociaż czuję pewien niedosyt. Zgodzimy się chyba, że X-Factor nigdy nie wychodził na zdrowie udział w crossach, więc i tym razem daje się to wyczuć. Ale mimo wszystko wątki nieźle się splatają i całkiem ładnie domykają, chociaż końcówka jest taka trochę na hurra i jeśli w ogóle będą jakieś konsekwencje, to dopiero za miesiąc. Na szczęście są te genialne momenty, a jako przymrużenie oka traktuję też wielkiego robota z piłami, więc to, co najlepsze, zostało zachowane. I przede wszystkim - drużyna znów jest w komplecie. Tradycyjnie 7/10.
Krzycer: ...czyli "Ten, w którym wszystko dobrze się kończy", a zespół jest znowu razem. A jest ich siła, bo aż dziewięć osób - a jeszcze Rahne ma niedługo wrócić... Ciekawe, jak PAD sobie poradzi z taką gromadą. Ale wracając do tego numeru - dawno już chyba nie mieliśmy numeru X-Factor tak wypełnionego akcją jak ten. Co nie znaczy, że nie jest zabawnie - Shatterstar prowadzący samochód mnie rozłożył - ale treści było tu mniej niż zwykle. Ale i tak czytało się rewelacyjnie.

X-Men Legacy
#237
xmenlegacy237.jpg
Delirium: No, całkiem nieźle. Carey wie, jak skutecznie poprowadzić Magneto i jak sprawić, żeby akcja Douga nabrała głębi - to oni ukradli numer. Nieźle wypada też konfrontacja Hope z Cyclopsem, a i ostatnia strona jest ciekawa. Czyżby Cable miał się poświęcić i uwolnić swojego techno wirusa, żeby wrócić? W każdym razie, klimat jest i to najważniejsze. A rysunki jakoś mi specjalnie nie przeszkadzały i to wystarczy. Dam nawet 7/10.
Hotaru: Byłoby całkiem fajnie. Gdyby nie rysunki Landa, z wszystkimi możliwymi wadami prac tego "artysty". Fabularnie nie miałbym zastrzeżeń, gdyby nie biedne do bólu kwestie Storm. Niestety, widocznie Carey - jak większość x-scenarzystów - nie potrafi odnaleźć głosu tej postaci. Poza tym jest ok - akcja się zagęszcza, fabuła brnie do przodu, dzieje się tyle, że nawet nie żal braku obecności Mścicieli (których rola w tym evencie, podejrzewam, już się zakończyła). Second Coming ma szansę dorównać Messiah CompleX.
Krzycer: Po pierwsze: dobre było! Po drugie: Rob Liefeld, najbardziej wpływowy rysownik lat 90, opętał Landa. Karabin z dwoma lufami? Po trzecie: Doug i Magneto mieli swoje chwile chwały ("...primarily out of iron" - śliczne! A potem jeszcze "Did I ever tell you... that your destiny... is to inherit the Earth?"). Mam nadzieję, że X-Force nie zdążą wrócić na wielki finał i inne postaci też będą mogły się wykazać (przede wszystkim Hope, ale liczę też na młodych mutantów).





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse0149a.jpgNamora

Autor: Stephanie Hans

Delirium: Namora leży z zamkniętymi oczami, częściowo zanurzona w ciemnej - czarnej właściwie - wodzie. Już rozumiecie? Jeśli nie, to wyobraźcie jeszcze sobie dryfujące obok logo PB. Teraz rozumiecie? Skojarzenia to jednak bicze są, ale dzięki nim miałem niezły ubaw, kiedy zobaczyłem tę okładkę, więc niech nam żyją i królują.




avalonpulse0149b.jpgSecret Warriors #17

Autor:
Jimmy Cheung

Hotaru: Nie od dzisiaj wiadomo, że ubóstwiam Jima Cheunga. Uważam go za lepszych pracujących obecnie w Ameryce rysowników komiksów. Nie nominowałem dotychczas jego poprzednich coverów do Secret Warriors, bo jego prace stanowiły mniejszą część całości, zdominowane przez biel i logotyp. Nie tym razem. Ta okładka to pełnia cheungowego szczęścia - dynamiczna, klimatyczna i estetyczna. I pomyślcie, że niedługo wyjdzie Children's Crusade, gdzie takie perełki będą na każdej stronie...






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2010.06.23


Redaktor prowadzący: Kisiel
Korekta: S_O
Redaktor techniczny: S_O
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.