Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #120 - Fantastic Four By Jonathan Hickman Volume 1 Premiere HC

Fantastic Four By Jonathan Hickman Volume 1 Premiere HC lt_119.jpg
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Dale Eaglesham, Neil Edwards
Okładka: Alan Davis
Liczba stron: 144
Cena okładkowa: $19,99
Zawiera: Fantastic Four #570-574, dodatkowe warianty okładek

Jim J: Flagowa seria Fantastycznej Czwórki zaliczała wzloty i upadki. Po porządnym runie J.M. Straczynskiego, w 2006 r. przyszedł czas kuriozalnych i zakręconych historii Dwayne'a McDuffie, które nie spotkały się z ciepłym przyjęciem przez fanów. Ci ucieszyli się zapewne, gdy serię przejął znany i lubiany Mark Millar. Wówczas powstało wokół niego tyle hype'u i oczekiwań, że Millar nie sprostał wyzwaniu, starając się jakby na siłę zszokować czytelnika i wprowadzając zbyt wiele nowych, czasem kontrowersyjnych pomysłów. Schedę po nim przejął raczej mało znany Jonathan Hickman i to właśnie jego pierwsze trzy historie zostały zebrane w album o przydługim tytule: Fantastic Four By Jonathan Hickman Volume 1 Premiere HC.

Hickman rozpoczął swój run historią Solve Everything, w której kontynuuje wątek poczęty przez, o dziwo, McDuffiego, czyli o tym, jak to Reed postanawia wyeliminować błędy tego świata. Pomysł ten zostaje tu zawiązany w sposób świetny i tym samym powstała naprawdę niesamowita opowieść, w której na pierwszy plan wysuwa się rada złożona z samych Richardsów. No własnie – Mr. Fantastic, uważany przez wielu za nudną i oklapaną postać, nareszcie jest pisany ciekawie. Nie brak tu scen dużych i epickich, jak chociażby walka Rady z Galactusem, lecz nie zapomniano także o rodzinnym klimacie drużyny. Moją uwagę przeciągnął również wątek Wizarda, z którego Hickman stworzył postać smutną, tragiczną i zarazem straszną. Solve Everything narysował Dale Eaglesham i zrobił to doskonale! Jego dopracowany, nowoczesny, wysublimowany styl idealnie pasuje do Fantastycznej Czwórki i powinien spodobać się każdemu. No i Reed nigdy nie wyglądał tak fajnie. Do klimatu każdej sceny przyczyniły się także perfekcyjnie dobrane kolory przez Paula Mountsa. 

Kolejna historia to podjęcie wątku z runu Millara, czyli wizyta w Nu-World. Ciekawym zabiegiem, Hickman całkowicie zmienia stan rzeczy tego świata i w wizjonerskim stylu sprowadza na niego nadchodzącą zagładę. Również Fantastic Force (zainteresowanych odsyłam do miniserii Fantastic Force vol. 2) występują tu w całkowicie nowych rolach, i tak np. Lightwave jest teraz władcą Nu-World, a Ted Castle rebeliantem. Ciekawa koncepcja, która jest intrygująco kontynuowana do tej pory w obecnych numerach Fantastic Four. Ostatnia historia tego HC to typowy comic relief oraz swoisty wstęp do kolejnego dużego wydarzenia, War of the Four Cities, czyli urodziny Franklina obfitujące w gości zapowiedzianych i niezapowiedzianych. Dobrze, że Hickman kładzie duży nacisk na Franka i Val, gdyż, jak wie każdy fan Marvela, mają niesamowity potencjał, a od wielu, wielu lat w ogóle się nie starzeją, a powinni być już conajmniej nastolatkami. Czas pokaże, jak pokieruje nimi obecny scenarzysta. Za szatę graficzną dwóch ostatnich historii odpowiedzialny jest Neil Edwards, któremu niestety daleko do Eagleshama. Póki co, jego ilustracje to jedyny słaby punkt tego wydania zbiorczego.

Podsumowując, Fantastic Four By Jonathan Hickman Volume 1 Premiere HC to przede wszystkim popis pisarskich zdolności Hickamana. W moim zdaniu jest to scenarzysta-wizjoner, którego świeże, nowatorskie pomysły na Fantastyczną Czwórkę wyniosły ich serię na piedestał obecnych on-goingów. Podobnie jak Millar wprowadza dużo nowych elementów, jednak wszystko jest tu wyraźnie przemyślane i logicznie ułożone, co nie było regułą u Marka. Czasem wydaje mi się, że jedyne, co ogranicza potężną wyobraźnię Jonathana, to sam Marvel. Także Eaglesham udowodnił, że jest wielkim artystą, szkoda, że tak szybko pożegnał się z serią. Dla koligacji tych dwóch nazwisk naprawdę warto zakupić ten album, zwłaszcza, że jego wydanie jest naprawdę piękne. Dodatkowo otrzymujemy w albumie galerię okładek oraz ich wariantów. Polecam!


cover covercovercover
Jarou: Jonathan Hickman nie poległ na Fantastycznej Czwórce i na dobrą sprawę już to powinno mocno zachęcać do zapoznania się z jego pracą w tym tytule. Pierwsza rodzina Marvela to temat do pisania wyjątkowo niewdzięczny, o czym srogo przekonał się na przykład Mark Millar. Trudno winić tu samych scenarzystów, istotą casus fantasticum jest bowiem pewna przewidywalność i stałość wpisana w konwencję przygód tych bohaterów, co siłą rzeczy przekłada się na mniejsze lub większe związanie rąk autora. Zresztą, co tam konwencja - przecież już w samym tytule komiksu mamy wyłożone jasno, że bohaterów musi być czworo i ma być, z grubsza, ale raczej trafnie rzecz ujmując, fantastycznie. Jeśli się z tej przewidywalności wyłamie, może i stworzy się dobrą historię - ale nie będzie to już dobra historia o FF.

Można z tymi związanymi rękami szamotać się i szarpać, można też poluzować więzy na tyle, by przestały krępować ruchy. Sukces Hickmana polega właśnie na tym drugim, na tym, że udało mu się połączyć klasyczny, "fantastyczny" klimat opowieści o Czwórce z bardzo dużą dawką umiejętnie wszczepianych innowacji. Nie przekracza tym samym ram konwencji, tworząc jednocześnie zupełnie nową jakość. Duża w tym zasługa tego, że scenarzysta bardzo dobrze przygotował się do swojego zadania. Garściami czerpie z wątków podejmowanych przez jego poprzedników, przepuszczając je jednak skrupulatnie przez filtr swojej wyobraźni. I tak, nagle okazuje się, że w millarowym Nu-World tkwi niesamowity potencjał, a z bad guyem w rodzaju Wizarda można zrobić coś zupełnie nieprzewidywalnego. Najwięcej szacunku wzbudza jednak to, że pomimo porwania się na tak karkołomny temat, jak "rozwiązanie wszystkiego", autorowi udało się wybrnąć z niego z klasą.

Z twórczością Hickmana jest tak, że chociaż skala mikro wychodzi mu bardzo dobrze, to jednak prawdziwy miód kryje się w tym, jak snuje historie w skali makro. Nie znam drugiego tworzącego obecnie autora, i to nie tylko w komiksie, który potrafiłby równie dobrze planować wydarzenia przedstawione w dziele na przestrzeni wielu lat, czy zakrojone na większą liczbę pojedynczych jednostek ciągłej serii. Secret Warriors czy autorski projekt Hickmana, genialny, przełomowy Pax Romana, pokazały, że u tego scenarzysty żaden szczegół nie jest przypadkowy. Problem z oceną czy opisywaniem hickmanowskiej skali makro polega na tym, że ciężko ją docenić przed zakończeniem całego runu autora w tytule, a co dopiero w recenzji jednego tomu. Tak czy inaczej, warto uważnie czytać pod tym kątem wszystkie zawarte tu historie, a w szczególności te o Nu-Worldzie i urodzinach Franklina.

O ile nie mam żadnych watpliwości co do tego, jak oceniać, jak ten tom został napisany, o tyle nieszczęsne mieszane uczucia pojawiają mi się, gdy myślę o jego oprawie graficznej. Rysunki Dave'a Eagleshama pod względem wykonania są naprawdę niesamowite i pasują do FF jak żadne inne - niestety jednak, zupełnie nie trafia do mnie styl tego artysty, przywodzący mi na myśl scenki rodzajowe z jakiejś "Biblii w obrazkach". Z oceną pracy Neila Edwardsa mam mniej problemów - tu jest po prostu bardzo porządnie i poprawnie, z paroma świetnymi kadrami, paroma koszmarkami i niczym ponadto.

Reasumując - nie tracić czasu na reasumowanie, tylko czytać, czytać, jeszcze raz czytać.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.