Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #119 - Captain Marvel: First Contact TP

Captain Marvel: First Contact TP lt119.jpg
Scenariusz: Peter David
Rysunki: ChrisCross, Ron Lim, James Fry
Okładka: ChrissCross
Ilość stron: 160
Cena okładkowa: $16.95
Zawiera: Captain Marvel vol. 3 #0-6

Demogorgon: W zeszłym tygodniu awanturowałem się, że jest u Amerykanów, a przynajmniej wokalnej mniejszości, z którą miałem do czynienia, wyraźna tendencja do narzekania na poważne komiksy i na wszelkie próby dodania elementów z życia codziennego do historii, którą opowiadają na ich kartach. Tendencja ta bierze się z tego, że Amerykanie nigdy, ale to nigdy, nie przestają narzekać na lata dziewięćdziesiąte, gdy każdy próbował zostać drugim Alanem Moorem i stworzyć drugie Watchmen (co zabawne, drugie Watchmen najprawdopodobniej powstaje właśnie teraz, pod tytułem Irredeemable, tak na marginesie) i zalali rynek pokrakami pokroju Youngblood i Generyczny Klon Cable'a/Wolverine'a/Punishera/Venoma (niepotrzebne skreślić) nr #58365985.12. Ludzie ci nic, tylko jęczą i jęczą, jakie to wszystko było wtedy ponure i nie było żadnych zabawnych komiksów, z których można by się pośmiać.
Guzik prawda.
W latach dziewięćdziesiątych nie tylko swoją karierę zaczynał Deadpool, ale też radośnie urzędował sobie Peter David, pisząc przygody Hulka i X-Factor, które, nieważne jaka była fabuła, potrafiły doprowadzić do łez ze śmiechu. Humor PADa jest mistrzowski, to mu trzeba przyznać, daje tego pokaz cały czas – nieważne, jaka jest historia, radosna czy mroczna, zawsze znajdzie się scena lub dialog, które sprawią, że czytelnik będzie się tarzał po podłodze ze śmiechu. Jednym z tytułów, gdzie scenarzysta ten dał czysty popis swojego humoru, z pewnością jest Captain Marvel.

Komiks ten ma dwóch bohaterów. Z jednej strony jest Rick Jones, gość, który zasłużenie zdobył drugie miejsce w Avalonowym Sidekick Showdown, przegrywając jedynie z J. Jonah Jamesonem, nazywany pomagierem całego Universum Marvela, bo szlajał się z kupą bohaterów. Hulk, Avengers, Captain America oraz, oczywiście, Captain Marvel. Znajomość Ricka z Mar-Vellem, herosem i bohaterem Kree, to jedno, ale jego związek z Genisem to zupełnie co innego. Genis-Vell to sztucznie wyhodowany syn Mar-Vella, którego przeznaczeniem było przejąć miano ojca i kontynuować jego legendę. Pojawiał się tu i ówdzie aż do wydarzeń z Avengers Forever, gdzie on i Rick Jones zostali połączeni – od tej pory jeden z nich istnieje w Negative Zone, drugi zaś na Ziemi, a za pomocą bransolet Nega Bands mogą zamienić się miejscami. Dodatkowo widzą się nawzajem w lustrze i słyszą swoje głosy. Tu zaczyna się Captain Marvel: First Contact.

Powiem tak – sporo się tu dzieje. Na przestrzeni tych kilku numerów PAD zmieścił masę wątków. Genis i Rick zaczynają widzieć wydarzenia, które nie miały jeszcze miejsca i mają problem z odróżnieniem ich od rzeczywistości, Moondragon przybywa z ważną sprawą, a wraz z nią jej tatuś – Drax the Destroyer, wielki wąż twierdzi, że to on nazywa się Captain Marvel, żona Ricka, Marlo, zaczyna widzieć dziwne rzeczy i przejawiać nieco za duże zainteresowanie Genisem. W odwiedziny wpadają Wendigo i Hulk, a na dokładkę mamy podróż do Microverse. Wszystko to na przestrzeni tylko paru numerów i wszystko jest potwornie zabawne. Aż trudno mi zliczyć wszystkie śmieszne sceny – Rick wymyślający okrzyk bojowy dla Marvela, żarty w czasie przemiany ("Sha-what?"), telefon od Avengers nie w porę, kpiny z Roba Liefelda, torturowanie Kornem, Drax na misji poszukiwania ciasteczek – ten komiks lśni humorem, poci się humorem, krwawi humorem i to humorem najwyższych lotów. Dosłownie kawał porządnej rozrywki, krwisty stek humoru, doprawiony odrobiną porządnej akcji i paroma pomysłowymi i ciekawymi wątkami. Perełką są tu zwłaszcza relacje Genisa z Rickiem – ten pierwszy nie wie wiele o ziemskich realiach, a drugi bezczelnie to wykorzystuje, by zrobić z niego głupka.

Rysunki, choć odpowiada za nie trzech różnych rysowników, są spójne i mają podobny, prosty i lekko kreskówkowy, nieco tu i ówdzie przerysowany styl, który doskonale pasuje do historii.
W ramach dodatków mamy okładki i krótkie streszczenie burzliwych żywotów Ricka i Genisa.

Mały, duży, brzydki, gruby, ładny, chudy, on, ona, hetero, homo, bi – kimkolwiek jesteś, polecam zakup Captain Marvel: First Contact. Nie tylko się uśmiejesz, ale gdy następnym razem jakiś maniak DC będzie ci nawijał, jaki to Marvel jest mroczny i zły, bo bohaterowie mają problemy czy coś i wszystkie ich komiksy próbują udawać, że są głębokie, a żaden nie dostarcza prostej rozrywki, będziesz miał czym zatkać mu tę głupią jadaczkę. Chociaż po co byś w ogóle chciał gadać z takim typem, jest dla mnie niepojęte.


Jarou: To komiks z gatunku tych, które świetnie się czyta i o których ciężko się pisze. Spróbujmy więc tak:

Wielki jak pięć i pół Pudziana Drax krąży po niebie. Ma do wypełnienia misję - nie, Misję, powierzoną mu przez jego córkę, Moondragon. Odnajduje swój cel i ląduje przed nim. Mała harcerka patrzy wystraszona na olbrzyma, przesłaniającego jej słońce.
- Witaj, jestem Drax Niszczyciel - mówi zielony gigant z marsowym grymasem na twarzy, wyciągając zielony banknot w kierunku rozmówczyni - Pragnieniem mojej córki jest pudełko ciasteczek miętowych. Proszę.
- Nie... Nie mam już... miętowych - odpowiada dziewczę z trwogą w błękitnych oczach.
- NIEEEEEEEEEEEEEEE! - ryczy Drax niczym niedźwiedź polarny z zapaleniem wyrostka robaczkowego. Jest zdruzgotany. Wszystko przepadło. Powodzenie jego misji właśnie legło w gruzach.
- M-mam inne ciastka - harcerka próbuje dodać otuchy cierpiącemu olbrzymowi. - Z czekoladą. Są raczej dobre.
Drax spogląda na nią, zatroskany. Odbiera zielony banknot, który miał wymienić na obiekt pożądania swojej córki.
- To już nie to samo - odpowiada dziewczynce i pogrążony w rozpaczy odlatuje w dal.

To jedna ze scen z tego tomu Captaina Marvela. Jest na tyle reprezentatywna dla tego, co przygotował dla czytelników Peter David, że w zasadzie w tym momencie mógłbym zakończyć tę recenzję.

Ale nie, jeszcze nie skończę. Laurek nigdy za wiele.

Captain Marvel PADa to, jak po załączonym cytacie widać, przede wszystkim dobra zabawa. Nie składa się na nią jednak tylko to, że czytelnik rży ze strony na stronę jak wiewiórka na widok kokosa. Pewnie, tego tu jest mnóstwo i jeszcze trochę - ale drugie tyle frajdy, jeśli nie więcej, daje łamigłówka w postaci żartów i nawiązań popkulturowych, którymi David nadziewa skrypt gęściej niż dobre babcie bakaliami ciacha dla ulubionych wnuczków. Tu Blair Witch, tu podśmiechiwanie się z nu metalu, tu rodzynek, tu migdałek - długo by można wymieniać. To wszystko często jest osadzone w aktualnych w trakcie wydawania komiksu realiach, także warto przed lekturą wrócić pamięcią do magicznych lat schyłku poprzedniego stulecia i przypomnieć sobie, co i jak wtedy się działo.

Równie mocnym punktem są postacie, którym PAD nadaje bardzo wyraziste charaktery i równie dobrze nakreśla ich wzajemne relacje. To z kolei przekłada się na jakość dialogów, gładkich i naturalnych jak mało gdzie indziej, a wszystko zebrane razem tworzy specyficzny, niepodrabialny klimat, w który można wsiąknąć kompletnie po paru stronach komiksu.

Klimat współtworzą również rysunki - ultrakomiksowe, nadklasyczne, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Pasują tu idealnie. Z trójki rysowników tego tomu najbardziej wyróżnia się ChrisCross, ale z tym, co pokazują Ron Lim i James Fry też nie jest źle.

"Reasumując, czytać?" jest tu pytaniem zdecydowanie retorycznym.

LTplus.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.