Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #118 - Amazing Spider-Man vol. 2: Revelations TPB

Amazing Spider-Man vol. 2: Revelations TPB lt118.jpg
Scenariusz: J. Michael Straczynski
Rysunki: John Romita Jr
Okładka: Kaare Andrews
Liczba stron: 96
Cena okładkowa: $8,99
Zawiera: The Amazing Spider-Man vol. 2 #36-39

Undercik:
Przez długi czas zastanawiałem się, jak napisać tę recenzje. No bo niby mamy tu naprawdę ważne wydarzenie w życiu Spider-Mana, które obecnie, od jakichś 2-3 lat, nie ma znaczenia. Dlaczego tak się stało? Spróbujcie zgadnąć. Podpowiem tylko jeden wyraz: One... Dobra, ale na tym ważnym wydarzeniu świat się nie kończy. Tak właściwie mamy tu trzy historie. Każda jest inna i warta zobaczenia, bo jest wyjątkowa. A to wszystko na przestrzeni czterech numerów.

Może zacznę od tego teoretycznie najważniejszego. May Parker dowiaduje się o tym, że jej ukochany Piotruś jest Spider-Manem. Przez jeden numer jest pogrążona w przemyśleniach, aby w następnym odbyć konwersację z bratankiem. Teraz to nie ma znaczenia, gdyż świat Ścianołaza stanął na głowie 2,5 roku temu, ale sama historia broni się świetnymi dialogami pisanymi przez JMSa. Dlatego, mimo utraty ważności, naprawdę warto zapoznać się z tymi dwoma numerami.

Odkrywanie tajemnic bratanka swoją drogą, a dwa pozostałe numery swoją drogą. Jednym z nich jest numer upamiętniający atak terrorystów na World Trade Center. Co prawda wydarzenia zamieszczone tam są poza głównym continuity, ale to także pokaz umiejętności Straczynskiego. Do tego słynna scena z płaczącym Dr Doomem nad ruinami WTC.

Trzecia historia specjalna jest z jeszcze innego powodu. Mamy tutaj pokaz inicjatywy Nuff Said. Co to? Komiks bez ani jednego dymka, same obrazki, gdzie może popisać rysownik.

Właśnie, nie wspomniałem jeszcze o Romicie Młodszym, który podczas współpracy z Straczynksim jest w najlepszej formie, co powinny zauważyć nawet osoby nieprzepadające za tym rysownikiem. Romita wzbudza mieszane uczucia, ale zawsze sam Spider-Man mu genialnie wychodził. Szkoda tylko, że tam, gdzie mógł pokazać swoje umiejętności, czyli w numerze bez dymków, spisał się najgorzej z całego wydania zbiorczego.

Pozostaje tylko podsumować. Czy warto? Warto! To wydanie z czystym sumieniem mogę gorąco polecić, nie tylko sympatykom przyjaciela z sąsiedztwa. Kupa dobrej roboty JMSa, Romita w wysokiej formie, trzy zupełnie różne i wyróżniające się historie i do tego niska cena. Nic innego, jak tylko brać. Zresztą jak prawie cały run Straczynskiego, ale o tym w innych recenzjach, przeszłych i przyszłych.

Demogorgon:
Drugi tom runu Joe Michaela Straczynskiego i Johna Romity Juniora przynosi nam trochę wytchnienia i chwilę refleksji.

W skład tego wydania zbiorczego wchodzą cztery zeszyty. Pierwszy to słynny już komiks upamiętniający tragiczne wydarzenia z jedenastego września dwa tysiące pierwszego roku. Przez wielu krytykowany, głównie dlatego, że dla niektórych ludzi komiks to tylko źródło bezsensownej rozrywki, a nie forma artystycznego wyrazu na równi z literaturą czy filmem. Pozwolę sobie tutaj na drobną dygresję – wkurza mnie niepomiernie takie zachowanie. Ciągła gadka o tym, jak to komiksy powinny być rozrywką i próba opowiedzenia czegoś poważniejszego nie powinna mieć w nich miejsca to coś, co niepomiernie wkurza mnie w postawie amerykańskich fanów. Jeśli o mnie chodzi, JMS ma święte prawo wyrażać co myśli i czuje w jakim mu się medium podoba i nikomu nic do tego. Zwłaszcza, że jest to komiks świetnie napisany – przed jego lekturą nigdy wcześniej nie miałem możliwości takiego wczucia się w sytuację Amerykanów po upadku World Trade Center, jak wtedy – ten komiks doskonale oddaje, co Straczynski i wielu Amerykanów czuło i myślało tuż po tym, jak upadły wieże. Ładunek emocjonalny jest silny i tylko ktoś tak dobry jak JMS mógł dać radę uchwycić go na papierze i przekazać poprzez niego czytelnikowi. John Romita Junior również dołożył swoje trzy grosze, dodając nieco na jednej ze stron, ale jego wiadomość wyszła nieco dziwnie, głównie dlatego, że posłużył się postacią Doctora Dooma do przekazania jej.

Ale ten numer i tak jest przyćmiony przez dwa następne. W pierwszym Peter próbuje pomóc jednej ze swoich uczennic i natrafia na dużo bardziej skomplikowany problem, niż się spodziewał. To świetna opowieść, czerpiąca z ducha lat osiemdziesiątych i stawiająca superbohatera przed poważnymi, aktualnymi problemami społecznymi z odwagą i kunsztem równym dziełom Danny'ego O'Neila, Johna Ostrandera czy słynnej historii o narkotykach Stana Lee. Kolejna perełka, aż szkoda, że taka krótka.

Kolejny numer to zdecydowanie wisienka na torcie. Oto bowiem coś, na co wszyscy od dawna czekali, czego wszyscy się obawiali – Peter i ciocia May odbywają długą i poważną rozmowę o sekretach. May poznaje prawdę o życiu Petera i niech mnie wezmą i pokroją, jeśli nie jest to jeden z najlepszych pojedynczych numerów przygód Spider-Mana, jaki kiedykolwiek czytałem. Każde słowo jest perfekcyjnie wyważone, emocje, które dwójka bohaterów czuje, dosłownie uderzają w czytelnika z każdym słowem, przemawiają doń, pozwalają wyczuć jak silna, rodzicielska więź łączy tę dwójkę. One More Day czy nie, za kilka lat ten komiks będzie wymieniany jednym tchem obok największych klasyków w historii Spider-Mana. Właściwie, to już powinien być.

Ostatni numer to historia w ramach akcji "Nuff said". Dla przypomnienia: była to inicjatywa, podczas której kierownictwo Marvela kazało wszystkim scenarzystom napisać komiks bez dialogów, ot, by sprawdzić, jak to wyjdzie. I w tym przypadku wyszło całkiem nieźle. Nie tylko opowiada to zrozumiałą historię, ale robi to nieźle, ciekawie i przyjemnie. Poza tym, to w tym numerze zacząłem się przekonywać do małżeństwa Petera z MJ, którego nigdy wcześniej nie lubiłem (moja nienawiść do OMD wzrosła znacząco) a do tego, to tutaj ciocia May zaczyna być uosobieniem czystej zajebistości.

Jeśli czytaliście recenzję poprzedniego tomu, to znacie moją opinię o rysunkach. Podtrzymuję ją – to prawdopodobnie najlepszy Romita, jakiego widziałem, no, może poza paroma pojedynczymi numerami, które stworzył później.

Ogólnie, to genialny zbiór historii, które można czytać bez znajomości poprzedniego tomu, choć ja oczywiście polecam zapoznanie się z obydwoma. Run Straczynskiego to arcydzieło i raczej szybko nie dostaniemy go więcej.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.